czy dac drugą ( dwunastą) szansę ???

16.09.11, 18:13
Ten sam watek rozpoczelam na forum PSychologia ale postanowilam tu tez zapytac o Wasze zdanie ( wiec wybaczcie ten dubel) :

W skrócie , choc i tak chyab wyjdzie dłuuuuuuuuuuuuuuugi raport:

moj ( do niedawna) narzeczony ,osobinik dojrzały , powyzej 40-tki, z bagazem wielu niemilych doswiadczen zyciowych i rodzinnych( m.in kilka lat temu ciezki rozwód po niewiernosci jego żony, odciecie od uwielbianej córki) , ale z sukcesami zawodowymi , prestizem , stanowiskiem , atrakcyjny fizycznie facet. itp .Poznajemy sie ,wybucha wielka milość, z jego strony wrecz astronomiczna i obezwładniająca, pojawiają sie powazne plany ślubno-rodzinne, wspolne mieszkanie i ... niepokojące sygnały

- od pierwszej chwili jest zakochany we mnie miloscią obezwładniajacą, otwarcie przyznaje ze nie wyobraza sobie życia beze mnie, ze jestem jego ostatnia szansa na ulozenie sobei zycia, na normlany dom, dzieci i szczęście, za albo ja albo nikt, zapewnia ze spelni wszleki moje zachcianki i fanaberie byle bym tylko z nim była i za niego wyszła , bardzo chce miec ze mną dziecko, szczerze przynaje ze jest ode mnei UZALEŻNIONY ( wiem to groźne!)

- wciaz domaga sie potwierdzen ze jest jedynym mezczyzna w moim zyciu , ze nigdy go nie zostawie, nie odejde, na nikogo nie spojrze, wciaz domaga sie sie ode mnie potwierdzen o milosci i zaangazownaiu

- daje mi bardzo w duzo sensie emocjonalnym, po kilkadizsiat razy dziennie powtarza ze mnie kocha, wciaz dotyka i przytula, dba o rzeczy codzienne, pielegnuej w chorobie, załatwia nieosiągalne leki, przywozi odwozi , chce kazda chilwe dnia spedzac ze mną, godizne po wyjsciu do pracy juz teskni i chce wracac do mnie , wkrada sie w "łaski" mojej rodziny, itp niechetenie patzry na moje osobiste zycie rodzinno -towarzyskei ale nie zabrania go, wciaz móiw ze mu MNIE ZA MAŁO

- w sensie fizycznym domaga sie nieustannego dotyku i przytulania, moje 20 min w innym pomieszceniu traktuje jako brak milości, nawet czytajac ksiazke, piszac na kompie lub gotujac obiad powinnam co kilka minut go przytulac i całowac, poza domem tez miaalam go bez pzrerwy tzrymac za reke, w samochodize dotykac itp w seksie jest nienasycony , ja mam wysokei libido ale jego potzreby sa dla mnei nie do spełnienia, wciaz chce wiecej i jescze wiecej, po calej dobei spedzonej na figlach zaczyna od nowa, doamga sie wciaz wiecej i wiecej , ja nie wytrzymuje i zasłaniam sie zdrowiem. On czuje sie odepchniety i " ja go na pewno nie kocham", sytuacja staje sie napieta. Wkoncu odpuszczam i daje mu to czego on chce, nastepnego dnia od rana on chce dwa razy wiecej.

jego pzreszlosc? - ojciec opuscił rodzine gdy mój N. mial kilka lat, ojciec zawarl jeszcze potem kilka zwiazków małżenskich ale synami sie nie interesowł, zaw mój N. wychowywany pzrzez matke która obu synów wychowywała ostrym biciem i pruskim drylem w domu , jako dorosly czlwoiek skonfliktowanny z matka i rodzenstwem, zawiera małżenstwo które konczy sie niewiernoscia zony i jej nieslubnym dzieckiem , po rozowdzie N. ma depreche i próbe samobójczą, przez kilka lat odcina sie towarzysko i rodiznnie , zajmuje sie tylko pracą. PO kilku latach poznaje mnie i ... patrz pkt.1

w czym problem ?- w nie do znieisenia trudnych wahaniach emocjonalncyh , po tygodniach pelncych czułości i miłości drobny pretekst wystarczy by zarzucic mi brak uczuc i brak "opiekowania sie nim", okazuej sie ze nie ma mnie tyle ile on potzrebuje a potrzebuje coraz wiecej, fizycznie i psychicznie ma z dnia na dzien coraz wieksze potzreby. 2 dni takich zarzutwów skutkują deczyzja o jego odejsciu z powodu "braku milosci ode mnie". a ze beze mnie nie ma dla niego zycia to to zycie zakończy. OCzywiscie wpdam w panike i go zatzrymuje. NAstepne tygodnie sielanki , wyjazd na urlop i .. to samo , źle spojrzałąm , cos fuknełam a to znaczy z e go niekocham , na pewno kocham swego ex-a wiec N. odchdozi ode mnie w srodku nocy ,, przez kilka godzin robi cyrk z wyprowadzniem sie z hotelu, zatzraskiwanem drzwi, siedzieniem kilka godizn na deszczu zeby stwierdzic ze odchdodzi ode mnie a skoro bez mnie nie ma dla niego życia to ..woda blisko ! TAk wiem , to szantaz emocjonalny ale choelrnie sie o niego boje ( w koncu juz raz próbwoał) zatrzymuej , płacze , błagam , wpadam w histerie. Wraca.Pzreprasza , obsypuej preznetami na przeprosiny.

w domu , po takich ekscesach jestem przygnebiona , pzrze kilka dnie nie mam ochoty na intymnosc - N. oduwa sie ode mnie , uznaje z juz go przestalam kochac, pakuje sie i odchodzi -wraca za kilka godzin. JA ledow zyje w takeij hustawce.

No i finał - po tych wszystkich przedsatwieniach uspokoilismy sie , pogdoizlilsmy , obiecal ze pojdzie do psychologa upokoic emocje, ja ze mu posiwece jeszce wiecej uwagi skoro jej potzrebuje , on zabiera mnie na druga czesc urliopu do jego rodzinengo miasta gdzie ( jak sie okazuje na miejscu ) mamy ustalic i zamówc szcególy dot. slubu. Prosze by tego nie robil bo nei jestem gotowa po ty co przezylam. I tu dochdozi do erupcji na skale swiatową , odchodiz ode mnie ( skoro nie chcę za niego wyjsc ) a skoro odchodzi to ze soba oczywiscie konczy, ( rzeka blisko) wlacza w to swoja matke ktora blaga mnie bym go uspokoila bo tym razem on naprwde sobei cos zrobi. JA nie wytrzymuje , wybucham , on po alkoholu wyrzuca mnei z hotelu , wyjezdzama z miasta , po kilku godzianch i przemysleniach wracam ( bo napewno zaregowalam zbyt impulsywnie) . PO POwrocie wita mnie szydząc i dziwic sie ze wróciłam .

Nie wytzrymuje , wyjezdzam jzu na dobre mówiąc oddchdze od neigo , on dzwoni ze skoro odeszłam to dla niego nie ma zycia, pisze list pozegnalny , dysponuej sowim majatkeim a to wszytko przeze mnie. Dzwoni jego matka , blaga mnie bym schowala dume do kieszeni i ostatni raz wrócila bo tym razem ON spelni swoja grozbe.

CHolera , spelniam prosbe starszej schorowanej niepełnosprawnej kobiety i wracam po kilku godzinach zeby go pilnowac - a on jest jzu w zimnej histerii, z calkowitym spokojem i lodem w oczach wyganai mnie z hotelu,( skoro odeszlam to po co wracam) drze swoje dokumenty, rzeczy dysponuje rozdac i OBIECUJE mi tym razem NA PEWNO ze soba skonczyc, mówi ze mnie kocha i nienawwidzi zarazem i pzrzez mnie to wszystko . JA juz zpelnie rozwalam sie psychicznie, prosze go i blagam zeby poszedl do lekarza , wzial jakeis leki,groze policją, pogotowiem z Tworek. On wzrusza ramionami,spokojnie wyrzuca mnie z pokoju i znika w miescie. JA sie zalamuje. UCiekam z hotelu , wpadam w histerie, nie wiem czy dzwonic na policje czy do szpitali , durnieję zupełnie. W koncu posatwiam po nocy wrócic kilkaset km do mojego miasta. Robie to , po drodze mam kilkadziesiat polaczen tel. od niego i jego matki, mase smsów z blaganaiami pzrebaczenia, nie reaguję.

Ale ja kamienieję , wracam do domu , - on juz czeka pod moim oknem , tlumaczy ze maial zalamnei nerwowe z powodu kłoporów w pracy , obiecuje leczenie, poprawe , ze juz nigdy wiecej, ze beze mnie nie ma dlan niego zadnej szansy , jzu inego zycia , ze kocha mnie nieprzytomnie i przez to to wszystko itp.

Ale ja juz jestem kamieniem - zmienialam zamki, spakowalam rzeczy jego. JUz odeszlam na inną planete.

On wciaz prosi o druga szansę ( drugą ? dwunasta chyba) . NIe dam mu jej. CHoelra musze sie tzrymac .CHyab sama poiwnanm isc do psychatry -

czy to cos w jego wykonaniu to jakas toskyczna neurotyczna milosc , czy ten czlowiek znecał sie nademna za swoje popaprane zycie ( tu ukłony dla odpowiedzialnych rodizców !!!!!!!!) czy to zwykły psychiczny sadysta ? na codzien nromalny atrakcyjny facet , na stanowisku , ponoc gardzacy innymi kobietami, fizycznej krzywdy mi nie zrobil zadnej ale psychicznie mnei wykonczyl.

Pytanie w tytyule wątku jest retoryczne ale jak na cos takeigo reagować? pomagac w leczniu ? wpsierac? olać?
    • verdana Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 18:21
      Uciekaj. Jak najdalej. Zerwij kontakty. Póki jeszcze żyjesz.
      I to nie jest przenośnia.
    • marzeka1 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:06
      Zwiałabym, z krzykiem, a potem Bogu/losowi dziękowałabym, że właśnie ominęło mnie schrzanienie życia. Opisałaś emocjonalnego wariata. Koszmar, a nie miłość.
      Na dodatek po ślubie kanał, w jakim jesteś, pogłębi się.
      • burana45 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:11
        o slubie na ma mowy

        ja sie waham czy w ogóle utzrymywac jakikolwiek , chocby symboliczny kontakt
        • edw-ina Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:15
          wiele, wiele lat temu byłam z facetem, który próbował mnie "zakochać na śmierć". Był zawsze, wszędzie, ciągle. Opiekował się mną tak skrajnie, że czułam się wreszcie ubezwłasnowolniona. też próbował się zabić, bo go nie kocham, wystawał godzinami pod moim oknem itp. Uciekłam od niego i cieszę się, że nawet nie wiem, co robi. Ty też uciekaj, dopóki możesz.
          • burana45 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:21
            i co ? udalo sie to skonczyc tak od jednego razu ? dal ci spokój gdy wyraznie powiedzialas NIE i NIGDY WIECEJ NIE ?
            • garibaldia Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:34
              www.zakiewicz.pl/prawo,75,N%C4%99kanie%20-%20Stalking
              • garibaldia Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:56
                www.polityka.pl/psychologia/poradnikpsychologiczny/237296,1,byly-narzeczony-jak-przeklenstwo.read
            • edw-ina Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 20:42
              chciałabym. ponad rok mnie wodził za nos. nachodził mnie itp. nie obyło się bez kilku interwencji policji. nawet kiedy wyjechałam na stypendium (nie wiedział dokładnie gdzie), to szukał mnie w kilku miastach i pokazywał ludziom na ulicy moje zdjęcie z pytaniem, czy mnie może gdzieś widzieli. Szczęśliwie dla mnie, ze względu na jakieś drobne problemy z prawem zdecydował się wyjechać. Później jeszcze pisał jakieś listy na adres mojego domu rodzinnego, ale ja nie chciałam mieć już z nim nic wspólnego.
    • izawawa Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:11
      Przestań reagować na jego histeryczne pseudo próby samobójcze i bądź pewna, że będzie żył długo i w miarę szczęśliwie. Nie ma publiczności - nie ma widowiska.
      To egocentryk i neurotyk. Znajomość ogranicz do absolutnego minimum lub najlepiej zakończ. Żadnej drugiej szansy.
    • garibaldia Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:16
      > Pytanie w tytyule wątku jest retoryczne ale jak na cos takeigo reagować? pomaga
      > c w leczniu ? wpsierac? olać?


      dać mu wizytówkę dobrego psychiatry i spieprzać od niego jak najdalej.
      samej pójść do psychologa przepracować swój problem "dlaczego pozwalam psycholowi sobą manipulować"
      • garibaldia Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 16.09.11, 19:20
        ps. zmienić telefon, powiedzieć raz wyraźnie że nie życzysz sobie kontaktów i nie odbierać od niego telefonów, nie odpowiadać na maile, jeśli zacznie cię nachodzić w domu natychmiast dzwoń po policję.
    • triss_merigold6 Czysty świr. Uciekać. n/t 16.09.11, 20:35
      • mamajaneczki Re: Czysty świr. Uciekać. n/t 16.09.11, 22:53
        Niezła jazda.
        ŻADNYCH symbolicznych kontaktów. Zero, nie ma Cię. Jesli możesz zmień numer telefonu, maile wyrzucaj przed przeczytaniem. Verdana ma rację.
    • paszczakowna1 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 17.09.11, 00:03
      Żadnych kontaktów, wspierania, kłótni, niczego w ogóle. I poczytaj tutaj: www.przemocdomowa.pl/nekacz.html bo pewnie jeszcze będziesz miała z nim jazdy. Są tam i praktyczne rady. Wklejam najbardziej w tej chwili istotne fragmenty:

      Początkowe fazy naszego rozwoju charakteryzują się tym, że nie potrafimy istnieć bez innych ludzi. Porzucone dziecko umiera umysłowo i fizycznie. Znalezienie drugiej osoby jest w tej fazie kwestią życia lub śmierci. Walka o zbliżenie z dorosłym jest tu walką o życie. Odrzucenie przez rodzica w tym momencie rozwoju powoduje zatrzymanie ewolucji osobowości na etapie tzw. osobowości rozlanej. W dalszej części tekstu opiszę jak działa to w praktyce. Jest to o tyle ważne, że wielu nękaczy przejawia te właśnie cechy osobowości.

      Związek dwojga ludzi, w którym jedno lub oboje partnerów zatrzymało się w ktorejś z tych najwcześniejszych faz, może kręcić się wokół problemu całkowitego zjednoczenia. Albo jest tak, że ktoś w ogóle nie może wejść w związek i go utrzymać, albo jest tak, że związek musi być zupełny, bez reszty i wyjście z niego jest niemożliwe. Nie może być żadnej różnicy. Niedopuszczalna jest zdrada, a zdradą może być wszystko. Każde osłabienie uwagi skupionej na tej drugiej osobie. Każda próba oderwania się choćby na moment jest odczuwana jako porzucenie i zdrada. Jest to związek kosztem zaniku indywidualności.

      W pewnym okresie życia zdrowy człowiek formułuje dorosłą indywidualność. Uczy się żyć jako samodzielna odrębna jednostka. Wie, że różni się od innych i że ma swoje granice. Wtedy możemy akceptować pewne normy społeczne, inne zaś odrzucać. Możemy mieć własne zdanie i dokonywać rozróżnień. Wreszcie możemy w tej fazie pozwolić innym na niezależność od nas. Mamy poczucie kontroli nad własnym zachowaniem i pozwalamy innym kontrolować samych siebie. Możemy być z kimś w związku ale jednocześnie nie "posiadać go", nie zawłaszczać go całkowicie. Związek dwojga ludzi w tej fazie nie jest zjednoczeniem dwu połówek, ale raczej związkiem dwu całości. Nękacz nigdy nie osiągnął tej fazy. On widzi znajomość wyłącznie jako symbiozę. Odrębność, brak drugiej osoby to dla niego to samo, co brak samego siebie. Jak dla małego dziecka. Odrębność, to śmierć.

      Jeśli masz do czynienia z kimś, kto zatrzymał się na problemie odrębności, warto wiedzieć, że ta osoba nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. Jest pod tym względem podobna do małego dziecka oderwanego od mamy. Warto też wiedzieć, że nie jesteś w stanie mu pomóc i że pozostanie z nim w relacji takiej, jakiej on się domaga, jest wbrew pozorom najgorszym, co moża jemu i sobie zrobić.

      Opiszę typowy przypadek znajomości kobiety z jednym z takich mężczyzn. W pierwszej fazie kontaktu prezentował się całkiem sympatycznie i był interesującym rozmówcą. Trochę dziwne wrażenie robiły historie jakie opowiadał. Miało się wrażenie, że opowiadając nieco koloryzuje, ale jego opowieści w tej pierwszej fazie mieściły się jednak w granicach prawdopodobieństwa i ciekawie ich się słuchało. W miarę upływu dni coraz więcej z jego historii było całkiem nieprawdopodobnych, niektóre wykluczały się wzajemnie i było oczywiste, że wszystkie je zmyśla.

      [...]

      Często używał takich sformułowań, jak: "nie mógłbym bez ciebie żyć, będziemy razem aż do śmierci, bez ciebie nie istnieję, należymy całkowicie do siebie, jesteśmy jednością" itp.

      Po dziewięciu dniach zdołał namówić dziewczynę na zamieszkanie razem. Miała już mnóstwo wątpliwości, ale tak bardzo nalegał, że nie zdołała się oprzeć i mimo wahania wprowadziła się do niego. Historie, które opowiadał, były coraz bardziej absurdalne i stopniowo narastał wokół niego mur niechęci ze strony znajomych dziewczyny. Ta po trzech tygodniach postanowiła wyprowadzić się. Reakcją były prośby i groźby. Groził samobójstwem, zabójstwem, pobiciem i publicznym ujawnieniem szczegółów z życia dziewczyny, które zdołał poznać. Apelował do jej litości i zapewniał o szalonej miłości. Podczas rozmowy bawił się nożem.

      Z pomocą kilkorga przyjaciół wyprowadziła się, z trudnością odzyskując rzeczy. Pożyczone od niej i znajomych przedmioty służyły mu do wymuszenia kontaktu. Po jej wyprowadzeniu prześladował otoczenie swej ofiary przez wiele dni dzwoniąc i odwiedzając ich w domach i pracy. Dziewczyna ukryła się przed nim u znajomych, których nie znał, on zaś poszukiwał jej wytrwale przez kilkanaście tygodni. Trzykrotnie musiała zmieniać numer telefonu. Prześladował ją na uczelni, musiała więc wziąć urlop dziekański by się tam nie pojawiać. Zmieniła dwukrotnie adres e-mail.

      Wszystkim, którzy mieli z dziewczyną cokolwiek wspólnego, a do których zdołał dotrzeć (zdołał dotrzeć naprawdę do wszystkich) opowiedział, że został skrzywdzony, zdradzony i oszukany. Według niego okazano mu niewdzięczność. Przedstawiał siebie jako ofiarę podstępu. Ludzie, których niepokoił, próbowali pozbyć się go, on zaś stosował różne sztuczki aby temu zapobiec. Usiłował pożyczać od nich pieniądze i inne przedmioty lub pożyczać je im, by mieć później pretekst do kontaktowania się. Obiecywał także pomoc w załatwianiu różnych trudnych spraw, naprawie sprzętów domowych itd. Próbował wpuszczać w zasadę wzajemności. Stosował różne podstępy w celu wydobycia informacji o miejscu pobytu dziewczyny lub o jej numerze telefonu. Dzwonił podając się za inne osoby, prosił, groził i szantażował.

      Przestał nękać po siedmiu miesiącach, kiedy znalazł sobie kolejną przyjaciółkę (zresztą daleką znajomą tej pierwszej), z którą powtórzył od początku cały scenariusz.

      Obie te rzeczy są zresztą typowe dla nękaczy:

      nękacz nie zrezygnuje, póki nie znajdzie sobie następnej ofiary,

      nękacz powtarza ten sam schemat działania z kolejnymi osobami.

      Wynikają z tego dwa wnioski:

      nękacz jest bardziej doświadczony w nękaniu, niż ty w obronie przed nim, niezależnie od tego jak imponujące są dowody jego przywiązania, nie jesteś pierwszą jego ofiarą. Podobne dowody składał już wiele razy wcześniej i jeśli uda ci się uwolnić, będzie to robił jeszcze wiele razy.

      Czego właściwie chce nękacz? Jego celem jest całkowita symbioza z ofiarą. Podobnie jak celem płaczącego godzinami noworodka jest całkowita symbioza z matką. Nękacz nie jest zdolny istnieć samodzielnie i nie uznaje najmniejszych odrębności. Stopniowo uzależni od siebie ofiarę całkowicie. Zablokuje jej wszelkie kontakty ze światem, pozbawi możliwości wychodzenia z domu, odetnie niezależność finansową, przejmie własność i wydobędzie każdą jej tajemnicę. Jest jak wirus wprowadzony do organizmu. Jeśli raz go wpuścisz, wgryza się w każdą funkcję ciała i wszędzie jest obecny. Jest dziko zazdrosny.

      Przy tym wszystkim potrzeby ofiary zupełnie się dla niego nie liczą. Może inaczej - liczą się tylko o tyle, o ile może ich użyć do wpływania na tę ofiarę. Im lepiej zdołał cię poznać, tym skuteczniej tobą manipuluje. Nękacz zrobi wszystko, byś nie zdołała się od niego uwolnić. Stosuje tysiące wybiegów, by nie zostać oderwanym od swojej ofiary, ponieważ bycie z nią w symbiozie jest dla niego kwestią bardzo istotną. Nie potrafi bowiem funkcjonować samodzielnie. Zawsze musi mieć osobę, na której w taki sposób żeruje.

      Ugoda z nękaczem nie jest możliwa. Wiele kobiet popełnia tragiczny błąd próbując uniknąć kłopotów z nękaczem przez robienie tego, czego on od nich oczekuje. Niektóre są do tego stopnia oszołomione działaniem nękacza, że żyją z takim człowiekiem przez wiele lat, w coraz gorszym piekle, coraz bardziej od niego uzależnione i bezradne. Z nękaczem nie ma ugody. Podobnie jak małe dziecko zdominowałoby życie rodziców całkowicie, gdyby mu na to pozwolić, tak nękacz całkowicie pochłonie z czasem swoją ofiarę. Nie ma żadnej granicy jego zaborczości i wszystko, cokolwiek wynegocjujesz, zadowoli go tylko czasowo. Prędzej czy później przekroczy on każdą granicę i nie pozostawi ci dokładnie żadnej przestrzeni.
      • burana45 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 17.09.11, 00:15
        brzmi strasznie !!!

        to jak sie bronic?
        • rosapulchra-0 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 17.09.11, 07:37
          Jak się bronić?
          Przede wszystkim całkowicie zerwać kontakty. I z nim i z jego znajomymi i rodziną. To trudne, ale wykonalne. Mieć zawsze telefon pod ręką i dzwonić na policję. Nie przejmować szantażem emocjonalnym.
          Pisz na bieżąco. Dziewczyny na pewno Ci pomogą pomysłami i radami.
          Twoja historia jest niezwykle przejmująca i bardzo Ci współczuję.
        • paszczakowna1 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 17.09.11, 11:39
          Kliknij w ten link, tam masz dobrze opisane. Najważniejsze - odciąć kontakty. Nie odbierasz telefonów, SMS-ów, maili, nie spotykasz się, nic. Żadnych kontaktów, nawet pośrednich (przez matkę, znajomych, policję, itd).

          Zresztą to się nie musi tak rozwinąć, ale on się wydaje typowym przypadkiem. Zadziałaj prewencyjnie, to masz sporą szansę, ze unikniesz niedobrego rozwoju sytuacji.
    • mama_myszkina Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 17.09.11, 03:14
      Ewakuuj się.

      Ten czlowiek ma prawdopodobnie zaburzenia osobowości, paradoksalnie może to być skrajny narcyzm a to jest naprawde niebezpieczne.

      Uciekaj, zmień numer komórki.

      On kocha swoje wyobrażenie o Tobie, chce Toba zawładnąć. Poniewaz to niemożliwe, z czasem zacznie Cię nienawidzić.

      Wiej!!!!
    • demonsbaby żadnych szans 17.09.11, 08:26
      dziewczyno ten chłop jest toksyczny. I ciężko powiedzieć, czego to jest wypadkowa, ale z pewnością bagaż doświadczeń mu nie pomógł się ogarnąć.
      To brzmi niebezpiecznie, graniczy nawet z realną groźba nie tyle pozbawienia siebie co ciebie życia ...
      On się musi leczyć, ty musisz zniknąć. I nie jest powiedziane, że odtąd będziesz miała stalkera lub zaznasz podobnej "formy urażonej miłości".
      • marionaud_1 Re: żadnych szans 17.09.11, 09:53
        Uciekaj! tym bardziej, że jemu właściwie nie chodzi o ciebie - jemu wszystko jedno, kto to będzie - byle by mógł panować nad życiem takiej osoby. Znałam podobny przypadek i okazało się, że facet grał na 2 fronty: jednocześnie próbował uzależnić od siebie dwie panie.
        • kklekss Re: żadnych szans 17.09.11, 21:43
          To chory psychicznie człowiek , zmień wszystkie namiary na siebie telefon itp.
    • amb25 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 08:20
      Ja nie jestem lekarzem - to wez pod uwage. Mam meza, ktory jest chory psychicznie, dlatego wydaje mi sie, ze twoj facet tez ma jakies zaburzenia (ale zanim psychiatra to stwierdzi musi wykluczyc inne choroby). Zycie czlowiekiem chorym psychicznie jest wieczna hustawka -raz dorze raz zle jesli sie leczy, jesli sie nie leczy caly czas zle. Jesli znajda mu dobre lekarstwa to moze byc caly czas dobrze. Ale to jest loteria. Jak alkoholizm, nawet jesli bedzie bral lekarstwa to nie ma gwarancji, ze to nie wroci.
      Decyzje co zrobic musisz podjac sama. Podejmij ja szybko, bo jesi zdecydujesz sie odejsc to im dluzej bedziesz trwala w takim zwiazku tym trudniej bedzie ci odejsc. Samobojstwo to szantaz emocjonany, ale niestety, on moze to zrobic - tego nikt nie wie. Statytycznie 30% chorych z depresja popelni samobojstwo.... podobnie jest chyba z CHAD.
      JEsli zdecydujesz sie z nim zostac to on MUSI sie leczyc. Leczenie moze byc trudne.
      Zycie z czlowiekiem chorym moze byc ciezkie dla ciebie i ew. dla dziecka (wszystko zalezy od jego stanu, zaden lekarz nie da ci gwarancji wyleczenia) aczkolwiek jesli leczenie sie powiedzie moze byc ok. Ale to loteria.
    • annb Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 08:59
      prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/490676,3_lata_wiezienia_za_stalking_sejm_przyjal_ustawe.html
      to tak w temacie tych
      >po drodze mam kilkadziesiat polaczen tel. od n
      > iego i jego matki, mase smsów z blaganaiami pzrebaczenia, nie reaguję.
      • opium74 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 09:05
        Miałam kiedyś podobną sytuację...
        W trakcie rozstania chłop stwierdził że on bezemnie życia sobie nie wyobraża i zamierza się zabić. Postanowił że najlepiej będzie jak rzuci się w przepaść na górskim szlaku który razem kiedyś przemierzaliśmy.
        Przeszła mu ochota kiedy spokojnie stwierdziłąm że jak tak mu bardzo na tym zalezy to go moge tam podrzucić samochodem :>
        • burana45 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 12:26
          brzmi nieźle !!!

          dzieki za zainteresowanie

          w mojej sytuacji zapanował spokój ( tfu tfu tfu odpukać )
          po tym gdy zmieniłam zamki i spakowałam pana , w zaden sposób mi sie nie naprzykrzał, ani telefonów, ani nachodzenia, ani zadnych innych cyrków , wiec mam nadizeje ze to nie jest typ nękacza ( tfu tfu , tfu , odpukać).
          co jakis czas tylko dostaję smutny mail tlumaczacy jak wiele zrozumial, ze musiał siegnac dna aby zroumeic jakim był idiota i jak mnie skrzywdził, ze w mojej osobie stracil najwieksze szczescie i ostatnia szanse na normalny dom i rodzinę itp ze bierze leki , ze sie uspokoił i zamierza chodizc do specjalisty i ze do konca zycia bedize cierpiał za swoją glupotę wzgledem mnie
          co ciekawe - mówi ( pisze) ze przez ten caly czas nie zdawal sobei sprawy ze jego zachwoanie tak okropnie mie boli, krzywdzi i rozwala zupelnei. JAk mozna widzic czyjes łzy i błaganai i nie zdawac sobie sprawy z ich znaczenia?

          chcę wierzyć ze to nie kolejna manipulacja
          ze mowi szczerze i naparwde zajmie sie sobą
          choc wiem ze jezeli wyjedzie z miasta ( co zapowiada) to zapewne z terapii nici i mozlwie ze skonczy gdizes w podejrzanym towarzystwie , na własne życzenie
          mimo ze do niego nie jestem w stanie wrócić to chcę zeby naprawde wyszedl na prostą i mial keidys normalne zycie i normalną szczesliwą rodzinę,
          i mimo wszystkiego , gdyby to bylo potzrebne, wciaz jeste w stanie jakos mu pomagac, czy to siwadczy o mojej słabości ??? czy jestem naiwniaczką ?

          • annb Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 12:36
            Ależ to jest kolejna manipulacja
            Nie czytaj tych emaili
            Jak masz niespozyte zasoby samodobra w sobie to proszzzz-zostań wolontariuszem w hospicjum, odwiedzaj dom dziecka(pomoc w nauce) czy tez schronisko dla bezdomnych zwierząt,
            tam pomagaj
            A o panu nie myśl i wykasuj go sobie z głowy

          • sinsi Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 17:33
            > i mimo wszystkiego , gdyby to bylo potzrebne, wciaz jeste w stanie jakos mu pom
            > agac,

            pomóc mu to także nie dawać się wkręcać w kolejne chore układy które proponuje.
            podporządkowałaś się facetowi w związku, do jego rozwałek emocjonalnych, tańczyłas jak ci zagrał. osobowości psychopatyczne niechętnie rezygnują z takiej zdobyczy. nie mógł siłą i straszeniem to teraz próbuje na litość.
            jedyne co możesz zrobić, to spróbowac uratować SIEBIE zanim się uzależnisz od chorych emocji. a to może się stać szybciej niż się spodziewasz.
          • enith Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 17:42
            Tak, jesteś naiwniaczką. Tak, to jest manipulacja. Po jaką cholerę czytasz te maile? Co cię interesuje, czy bierze leki, czy chodzi na terapię, że mu przykro, czy ma szansę na rodzinę? Po diabła ci ta wiedza, jeśli sama piszesz, nie masz zamiaru do niego wracać? No, chyba, że wbrew butnym deklaracjom, jednak to rozważasz. Inaczej dawno miałabyś pana, jego maile i jego żale w dupie, po tej paranoi, którą ci zaserwował.
            Wszystkie znane ci jego adresy e-mail ustaw na automatyczne kasowanie. Nawet nie będziesz wiedzieć, że do ciebie napisał.
          • brak.polskich.liter Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 17:48
            burana45 napisała:

            > co jakis czas tylko dostaję smutny mail tlumaczacy jak wiele zrozumial, ze musi
            > ał siegnac dna aby zroumeic jakim był idiota i jak mnie skrzywdził, ze w mojej
            > osobie stracil najwieksze szczescie i ostatnia szanse na normalny dom i rodzinę
            > itp ze bierze leki , ze sie uspokoił i zamierza chodizc do specjalisty i ze d
            > o konca zycia bedize cierpiał za swoją glupotę wzgledem mnie
            > co ciekawe - mówi ( pisze) ze przez ten caly czas nie zdawal sobei sprawy ze je
            > go zachwoanie tak okropnie mie boli, krzywdzi i rozwala zupelnei.

            Ten pan zna przyslowie, ze muchy bierze sie miodem, a nie octem.
            I stosuje.
            Jesli dasz sie wkrecic w "pomaganie" mu, poplyniesz.
            Ratuj siebie. Jemu nie mozesz pomoc.
          • demonsbaby Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 19.09.11, 20:09
            burana45 napisała:


            > chcę wierzyć ze to nie kolejna manipulacja
            Nie wierz, to jest manipulacja. Jakakolwiek zmiana może nastąpić po latach żmudnej pracy nad sobą. Człowiek charakteru / zaburzeń z dziś na jutro nie zmieni.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 20.09.11, 17:49
      Podjęła Pani już decyzję. Jest ona słuszna w kontekście tego, co Pani napisała. Trzeba jej się trzymać z najwyższą determinacją.
      Wszelkie wątpliwości związane z tym czy mu pomagać, czy wspomagać go w trudnych chwilach są Pani nieświadomą polemiką z podjętą decyzją. Próbą podtrzymania jakieś formy kontaktu. W efekcie jest to jakieś kolejne dawanie mu szansy.
      Jest to dorosły mężczyzna, zna drogi pomocy sobie i nawet z nich korzysta. On sam nie prosi te Pani o pomoc. Czyli wytrzymać i samej "leczyć się" z tego współuzależnienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • nowy99 Re: czy dac drugą ( dwunastą) szansę ??? 21.09.11, 16:13
      Burano,
      Moze nieglupim pomyslem byloby spotkac sie z jego eks i pogadac o nim.
      Moze ona miala go dosc za to samo...
Pełna wersja