Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac?

26.09.11, 03:30
Prosze poradzcie mi jak sie zachowac w takiej sytuacji. Jestem z moim facetem ok 2,5 roku. Od stycznia zeszlego roku mieszkamy razem w jego mieszkaniu. Jest nam razem dobrze, powtarza mi czesto, ze jest szczesliwy i lubi mnie polzartem zapytac, czy ja tez jestem. Klocimy sie rzadko, ale sie zdarza. Ostatnio wczoraj wieczorem. Poszlo w sumie o drobiazg, a zrobila sie wieksza sprawa, przede wszystkim przez slowa, ktore on wypowiedzial. Moj facet jest balaganiarzem. Zwracalam mu juz na to uwage, od dluzszego czasu przestalam, ale irytuje mnie ze jak cos rozpakuje (cukierka, tabletke, list, gazete), to nie wyrzuca opakowania, tylko zostawia je na stole, kanapie, gdziekolwiek. Zwrocilam mu na to uwage w sobote wieczorem. Zareagowal krzykiem: zejdz mi z oczu. Skonczylam temat. Wrocil do niego w niedziele przy sniadaniu. Powiedzial, ze nie powinien krzyczec i postara sie byc uwazniejszy, po czym rozszerzyl, ze powinnam zaakceptowac jaki jest a jak nie umiem, to wyciagnac z tego swoje wnioski. Znowu podniosl glos, co mnie wkurzylo i wstalam od stolu. On sprzatnal po sniadaniu, po jakiejs godzinie wrocilam do tematu. On zaczal sugerowac ze ja jestem rowniez czescia problem, podczas gdy mi chodzilo tylko o ten jeden aspekt balaganiarstwa. On sie wkurzyl I wyszedl z mieszkania, wrocil po 20 minutach, powiedzial, zebym mu powiedziala jak bede otwarta na rozmowe I poszedl grac na saksofonie (jego hobby). Ja sie wybralam do miasta na jakies 2 godziny, zeby odetchnac od tej awantury. Jestem przeziebiona, wiec nie czulam sie zbyt dobrze, wrocilam i polozylam sie do lozka. On zrobil kolacje. Zjedlismy razem w milczeniu. Musialam potem cos skonczyc do pracy. Ok 22.00 powiedzialam, ze ja juz tematu zaczynac nie bede, bo chcialam rozmawiac w dzien i on wyszedl. Powiedzialam, ze moj glowny punkt, to zeby nie zostawial po sobie smieci. On na to, ze on chcial rozmawiac o caloksztalcie, ze ja tez jestem czescia problem, a ja nie bylam w stanie tego dostrzec. I wyszedl do sypialni. Wrocil po 2 minutach wkurzony I powiedzial, ze caly dzien myslal, ze postara sie poprawic, natomiast ja zachowuje sie jak dzieciak z nadmuchanym ego I nie potrafie zobaczyc wlasnego udzialu w sprawie. Wyszedl, wrocil po 2 minutach I powiedzial, ze jak tak dalej bedzie, to bede musiala sie wyprowadzic. Wyszedl I wrocil znowu I stwierdzil, ze wymieni zamki. Ta ostatnia ‘runda’ trwala jakies 5 minut, a on sie coraz bardziej nakrecal. Skonczylam co mialam zrobic do pracy, poszlam do niego I zapytalam go zimnym tonem, czy to wlasnie chcial mi powiedziec, ze mam sie wyprowadzic, w srodku nocy, wiedzac, ze nie mam mieszkania I jestem do tego przeziebiona. Powiedzial, ze tak, skoro nie potrafie byc otwarta na dyskusje. Zapytalam (po oswiadczeniach o wyprowadzce), co chce mi powiedziec, bo to moze jego ostatnia szansa. Zaczelismy rozmawiac. Stwierdzil, ze on juz rano przyznal, ze nie powinien byl krzyczec I postara sie poprawic, a ja nie potrafie uznac czesci swojej odpowiedzialnosci za sytuacje I to go wkurzylo, ze jestem tak skoncentrowana na tym czego chece I zeby wykazac jego wine, ze nie widze siebie, ze krzyk albo ta gadka o przeprowadzce to wyraz jego bezsilnosci, bo jak mowi normalnie, to do mnie nie dociera. W koncu przyznal, ze to byl glupi tekst I krzyk tez byl nie na miejscu. Zapytal, co ma robic na przyszlosc, zeby do mnie dotzrec. Powiedzialam: nie krzyczec I starac sie lepiej wytlumaczyc sprawe.
Kurcze, moze troche ma racje, ale … jestem rozczarowana …, taki glupi temat I takie powazne stwierdzenia o wyprowadzce, wymianie zamkow … Jak to mowil, powaznie rozwazalam pakowanie walizki, ostatecznie nie zrobilam tego, zeby uniknac eskalacji. Taka sytuacja zdarzyla sie juz raz z rok temu, chyba w podobnym kontekscie. Poza tym uwazam, z eta jego rozmowa o caloksztalcie to troche szukanie usprawiedliwienia, zeby nie bylo tylko o jego balaganiarstwie. Czasami bylam czepliwa w sprawie porzadkow, ale celowo przestalam. Nie moze byc jednak tak, ze nie moge nic powiedziec. Nie wiem, co o tym myslec. Mimo, ze mnie nie wyzywal (ja jego tez nie), to uwazam, ze zle mnie potraktowal: krzyki, to zejdz mi z oczu I ten tekst o wyprowadzce. Jutro (w zasadzie juz dzisiaj) wyjezdzam na kilka dni w podroz sluzbowa, a nie moge spac. Niby jest miedzy nami dobrze, a tu przy takim drobiazgu wychodza takie rzeczy. Zastanawiam sie, czy jeszcze raz pociagnac temat. Ja niby wiem, ze to nie bylo calkiem na powaznie, ale to juz 2 raz. Moze powinnam sie byla spakowac, zeby nie myslal, ze takie rzeczy mozna mowic od tak sobie.
Poradzcie jak zareagowac. Bede wdzieczna rowniez za opinie pani ekspert.
    • kol.3 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 06:10
      Wygląda jakby relacje między Wami się skomplikowały i ten problem nabrzmiewał, a papierek był tylko pretekstem dla partnera, by zacząć mówić o rozstaniu. Może czas porozmawiać na chłodno i spojrzeć prawdzie w oczy, jak jest między Wami. Warto się także zastanowić co ma być z tego związku.
    • demonsbaby Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 07:46
      papierek przeważył szalę .... innymi słowy w świetle coraz poważniejszych planów - pojawia się sygnał docierania i próby "sił".
      Przed tobą lekcja kompromisu. Coś za coś. Jeśli wymagasz, to część rzeczy akceptujesz.
      I tak nie od dziś i nie w jednym związku, żona / partnerka skrzeczy o nie zamkniętą tubkę do pasty albo otwartą klapę kibla, nie jeden mąż / partner skrzeczy o pilota albo zakaz kładzenia nóg na ławie czy skrzeczenie żony / partnerki.
      To są uroki życia w związku... Pytanie czy ty umiesz pewne rzeczy pomijać milczeniem. Skoro zdecydowałaś się żyć z bałaganiarzem, a cenisz sobie w domu porządek - to nie licz na to, że całkowicie zmienisz swojego partnera, łącznie z tymi papierkami. Odpowiedziałaś już sobie, czemu taka eskalacja emocji? Ile razy dziennie ty mu skrzeczysz nad uchem o pierdoły?
    • default Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 07:52
      Mam wrażenie, że jesteś upierdliwa trochę... I to go irytuje. Może i jest bałaganiarzem, ale pomyśl: mieszkał sobie spokojnie sam, we własnym mieszkaniu, robił co chciał i jak chciał. A tu wprowadziła się baba, która się rządzi i czepia pierdółek typu puste opakowanie na stole. I taki drobiazg potrafi rozdmuchać do rozmiarów kataklizmu. Powiem Ci, że ja też bym się zeźliła na jego miejscu :)
    • blue_romka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 08:50
      Jak dla mnie rozprawiać cały dzień o śmieciach to przegięcie. I nie przychylę się do opinii przedmówczyń, że chodzi o coś więcej a to tylko pretekst, bo żadne inne argumenty w tej dyskusji nie padły. Uważam też, że jeśli nawet facet raz do roku powie, że masz się wyprowadzić, to nie jest przemoc domowa. Wyluzuj.
    • edw-ina Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 09:02
      Wypowiem się, jako bałaganiarz, którym byłam odkąd pamiętam i jestem nadal: gdyby ktoś w moim mimo wszystko mieszkaniu zwracał mi regularnie uwagę, że bałaganię, to też nerwy by mi puściły. Mój mąż musiał zaakceptować fakt, że bałagan wokół siebie robię w tempie olimpijskim. Że mój samochód przypomina ogromną damską torebkę, a jeśli dwa dni z rzędu jeżdżę jego autem - to ono również. I ja mogę się starać jak diabli, mogę próbować odstawiać wszystko na właściwe miejsce itd., ale wystarczy chwila nieuwagi, by ponownie zacząć tworzyć chaos. Wady ma każdy. Nie ma ideałów. I jeśli w innych kwestiach facet jest fajny, to mu po prostu odpuść. Zmienianie kogoś na siłę powoduje tylko zgorzknienie.
    • lexi777 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 09:38
      Hmm a ja nie wiem czy to wina tylko kobiety jak to sugerujecie. Nie jestem pedantką, ale mnie również denerwuje, że mój facet co wyjmie z papiera lub skończy sie pasta to leży tam gdzie zostawił. On tego przecież nie sprzątnie bo mu nie przeszkadza, tylko ja chodzę i zbieram. Trochę szacunku też się należy i skoro zdecydował się-mieszkamy razem to pewne rzeczy na klatę trzeba przyjąć. A sprzątanie po sobie to akurat nie jest wielkie poświęcenie moim zdaniem. I to już nie jest "tylko" jego dom ale już ich. A skoro Pan tak to podkreśla i już ją wyprowadza za taką pierdołę to chyba bym się wyprowadziła aby sprawdzić siłę jego uczucia i potrzebę kompromisu bo przyjdzie tej Pani to sprawdzić jak będzie dziecko i może być problem większy wyprowadzić się z przychówkiem.
    • notting_hill Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 09:53
      Mnie by interesowało w pierwszym rzędzie co on chciał powiedzieć ze swojej strony. Dowiedziałaś się? W jakim sensie Ty masz przejąć odpowiedzialność za jego bałaganiarstwo? Bo to dość interesujące postawienie sprawy... Że niby co, bałagani w odwecie za Twoje zachowanie? I nie, nie zgodzę się, że durny powód do tej kłótni należy samemu posprzątać i nie zawracać sobie nim głowy. Rzeczy drobne urastają do wielkich, jeśli się je zepchnie gdzieś w kąt. No i w drobnych sprawach zazwyczaj chodzi o coś większego-tu wyobrażam sobie, że chodzi o Twoje poczucie, że partner nie jest w stanie zrobić dla Ciebie czegoś w sumie niewielkiego, co jest dla Ciebie ważne i on o tym wie, ale nie chce przyjąć do wiadomości. Trąci trochę walką o władzę IMO.
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 11:36
        >Moj facet jest balaganiarzem. Zwracalam mu juz na to uwage, OD DŁUŻSZEGO CZASU >PRZESTAŁAM ale irytuje mnie ze jak cos rozpakuje (cukierka, tabletke, list, gazete), to nie >wyrzuca opakowania, tylko zostawia je na stole, kanapie, gdziekolwiek.
        To bardzo typowe na tym forum (w sumie nie wiem czemu), że kobiety krytykują kobietę za to, że CZASAMI zwracają partnerom na coś uwagę. Jeśli są drobiazgi, ktore nam przeszkadzają, zwracamy na to uwagę, faceci ignorują bardzo długo te uwagi, rezygnujemy z tego zwracania uwagi, bo chcemy, żeby było dobrze, ale to w nas się kumuluje i w końcu kiedyś znowu wychodzi. Dlaczego dorosła kobieta ma chodzić za dorosłym facetem i po nim wiecznie zbierać? Daję słowo honoru, że nie jestem pedantką, wręcz przeciwnie, ale pewne rzeczy mi przeszkadzają, dlaczego mam cały czas milczeć i z pokorą znosić rzeczy, ktore są nie w porządku? Świadczą też o lekceważeniu mnie. Gdy mąż mnie o coś prosi, robię to, gdy się zapominam, a on zwraca mi kolejny raz uwagę: przepraszam i robię to. Gdy jest odwrotnie: ja zwracam uwagę od razu jest podniesiony głos, że się czepiam, gdy próbuję wytłumaczyć, że to nie czepianie, ale grzeczna prośba - od razu jest krzyk i awantura gotowa. Rozumiem autorkę jak mało kto, bo tego doświadczam od wielu lat. Ktoś mądrze napisał, że to etap walki o władzę, jeśli przegrasz, będzie niefajnie. Ja (mądrzejsza teraz po wielu latach takich problemów i po przegranej) na Twoim miejscu nie odpuściłabym tematu, musicie to sobie jasno wszystko wytłumaczyć, przepracować to do końca, nawet jeśli to zagrozi związkowi, teraz zamiecione pod dywan, będzie wyłaziło i nasilało się.
        Też jestem ciekawa, w jakim sensie masz przejąć odpowiedzialność za jego zachowania? Za to, że zachowuje się jak gó...arz i nie potrafi nad sobą panować? Że chce Cię wyrzucać w środku nocy z domu?
        • blue_romka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 16:55
          Ja nie twierdzę, że skoro autorce wybitnie przeszkadza to, że jej partner jest wybitnym bałaganiarzem (powtórzenie celowe), to nie ma z nim o tym porozmawiać. Wręcz przeciwnie, na początku związku powinno się usiąść i ustalić zasady, a potem jeśli się coś zmienia powtórzyć je lub ustanowić nowe. Ale ile może trwać rozmowa o wyrzucaniu papierów? 15 minut? Godzinę? Oni rozprawiali o tym od bladego świtu po późną noc, a autorce jeszcze mało. Na Boga, wszystko ma swoje granice!
    • sinsi Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 11:26
      no fajnie, ale w końcu jasno ci powiedział o co ma do ciebie pretensje? konkretnie o jakie zachowania?bo wygląda na to, że faceta czymś wkurzasz mocno na co dzień ale nie umie jasno wyartykułować czym i wykorzystuje twoje zwrócenie uwagi na papierek by zaatakować i to z siebie wyrzucić.

      usiądzcie twarzą w twarz i porozmawiajcie do końca. bez wstawania od stołu, bez wychodzenia, bez histerii i popisowych gestów.
      ciebie wkurzają jego papierki, jego coś innego w tobie. może to, że się "rządzisz" w jego mieszkaniu zamiast siedzieć cicho i się cieszyć że tu mieszkasz, to, że uważasz swoje podejście za właściwsze od jego podejścia i facet się czuje zakompleksiony nie umiejśc postawić na swoim.
      niestety wrzaski i wyrzucanie z mieszkania by "znaleźć sposób na to byś zrozumiała co mówi" nie świadczą dobrze o jego dojrzałości, ani o waszej wzajemnej komunikacji w związku.
      nauczcie się rozmawiać. jeśli przyzwyczaisz faceta, że może się wydzierać nad tobą i wyrzucać z mieszkania, a ty i tak zostaniesz - to nie będzie lepiej w przyszłości..
    • le_wa Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 11:30
      mi też się wydaje,że z deka czepiasz się szczegółów. mój mąż też ma takie drobne wady tak jak i ja,ale nauczyliśmy się tolerować się nawzajem. od czasu do czasu dochodzi do kłótni ale jest ona jakby oczyszczeniem atmosfery.
      pierwszy rok mieszkania razem mieliśmy ciężki ale to było 3 lata temu,dotarliśmy się.
      trzeba się nauczyć żyć z pewnymi rzeczami czy jak to nazwać.
      twój facet miał swoje terytorium i jemu też trzeba czasu,by zaakceptować że ktoś tam jest oprócz niego.
      w każdym razie nie truj mu głowy 50 razy dziennie,bo faktycznie mnie by też to wkurzyło.
      Zrozumieć kobietę;)
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 12:05
        Ale dziewczyna pisze wyraźnie, że jej przeszkadzało bałaganiarstwo facety, ale odpuściła, już go nie strofuje na co dzień. We wspólnym pozyciu wychodzą takie drobiazgi OD CZASU DO CZASU i trzeba umieć na nie adekwatnie reagować. Nie wyobrażam sobie życia z kimś pod jednym dachem i przemilczania każdej wkurzającej rzeczy latami. To frustrujące i bardziej rujnujące dla związku niż to zwrócenie uwagi, które dla człowieka normalnego nie powinno urastać do rangi frontalnego ataku.
    • wbka1 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 12:33
      Bardzo często osoby, które sprzą
      tają ; papierki, rozlane mleko, rozrzucone gazety itp przybierają postawę pedagoga w klasach I-III; mówiłam ci tyle razy, a ty znowu...To jest naprawdę irytujące, lepiej podchodzić na luzie, może czasami lepiej bezszelestnie sprzatnąć papierek, wiedząc że twój partner udostępnia ci mieszkanie ( mógłby ci przypominać z częstotliwością 1 na tydzień , że powinnaś je sobie kupić. Trzeba sobie zadać pytanie; co trudniejsze- kupno mieszkania czy niedogodności i dyskomfort estetyczny w związku z bałaganiarzem?
      • joshima Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 17:30
        Prawdę mówiąc, gdyby mnie tak bardzo irytowały te papierki i opakowania i gdyby spokojne zwrócenie uwagi nie przynosiło skutków, zbierałabym je pracowicie i układała np na ulubionym fotelu męża, albo na jego biurku. Bez kłótni, wrzasków, wyrzucania się w domu nawzajem, a daje do myślenia. Na moim terytorium jest czysto a na twoim brudno, skoro tak lubisz.
    • velluto Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 12:43
      Przewaga wynikająca z tego, że on jest na swoim terytorium będzie się tylko pogłębiać. I skoro już teraz mu przychodzi do głowy, żeby ją wykorzystywać przy byle sprzeczce - to nie licz na to, że nie usłyszysz ponownie "jak się nie podoba, to się wyprowadź". Usłyszysz na 200%.
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 12:55
        >lepiej podchodzić na luzie, może czasami lepiej bezszelestnie sprzatnąć papierek,
        Ile lat można sprzątać bezszelestnie papierki? Dlaczego to kobieta mam być cicha i bezwonna, sprzątać nie tylko papierek, ale najlepiej pyłek sprzed nóg Pana? Dlaczego się godzić na lekceważenie drobnych i niewymagających żadnego praktycznie wysilku naszych próśb? Mężczyzna nie jest małym dzieckiem, które trzeba we wszystkim wyręczać. Ciekawa jestem, kto te papierki i opakowania wyrzucał, jak nie było tam dziewczyny? Jeśli pan nie mial służby, to zakładam, że sam to robił, bo inaczej by zarósł górą papierków. Dlaczego teraz oczekuje, że kobieta to zrobi?
        • wbka1 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 13:44
          Oczywiście, że powinien sprzątac po sobie, może jak nie mieszkali razem nie robił tego systematycznie tylko >hurtowo<....bywa. Ale teraz dla równowagi mógłby dyskretnie jej przypominać, że za mało się stara, pensja za niska, mieszkania nie może sobie kupić, może tę energię zamiast w sprzątanie przekonwertować na zajęcia przynoszące dochód, wtedy ktoś pomoże w sprzątaniu.
          • verdana Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 15:07
            A ja podejrzewam, ze chodzi o cos zupełnie innego. I te śmiecie są tylko ostatnia kroplą. O co może chodzić - trudno powiedzieć. Od innej pani, przez niezwiazane z cała awanturą problemy w pracy, do tego,że facet czuje się stale pouczany, nie tylko w temacie śmieciowym.
            Bez rozmowy pt "O co własciwie chodzi, bo chyba nie o papierki" nie rozwiążecie sprawy.
        • blue_romka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 17:03
          sebalda napisała:
          >Dlaczego teraz oczekuje, że kobieta to zrobi?
          Skoro innym zarzucasz nadinterpretację, to ja Cię tu przyłapię: skąd wiesz, że facet oczekuje teraz, że kobieta po nim sprzątnie? Gdzie autorka to napisała? Nigdzie? A widzisz. Przecież te papierki przeszkadzają jej, a on jak mieszkał sam, to sobie je wyrzucał kiedy chciał, może dopiero wtedy, jak nie mógł przez nie wejść do kuchni, ale to mu nie przeszkadzało. To ona ma z tym problem, a nie on, więc nie odwracaj kota ogonem. I nie dopisuj tego, czego w poście autorki nie ma szczególnie, jeśli to samo zarzucasz innym (patrz joshima).
          • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 20:44
            blue_romka napisała:
            ale to mu nie przeszkadzało. To ona ma z tym problem, a nie
            > on

            Dobrze więc, rozumiem, jestem fleją, rozrzucam brudne majtki, gdzie popadnie, długo mieszkalam sama, mogłam robić w swoim mieszkaniu, co zechcę. Wprowadza sie do mnie facet, na którym mi zależy, kocham go. Czy nadal zostawiam te brudne majtki na widoku? Szczególnie, gdy on mnie prosi, żebym tego nie robiła? A jak mi kolejny raz zwraca uwagę, wrzeszczę: wynoś się!? Przecież gdy jesteśmy w związku, robimy pewne rzeczy z dobrej woli, gdy widzimy, że bliskiej osobie na czymś zależy lub mu coś drobnego i niewymagającego ode mnie wysiłku przeszkadza. Ona nie każe mu pucować codziennie kibla, ma malą nienachalną prośbę: wyrzucanie po sobie śmieci, jeden ruch w stronę kosza. Nie, ona się czepia i ciosa kołki na głowie, do tego jest kłotliwa, bo nie ma nic przyjemniejszego niż poranna kłótnia zakończona wyganianiem za niewspólmierne przewinienie z domu.
            • blue_romka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 28.09.11, 16:28
              Sebalda, ja zaprotestowałam przeciwko Twojej wypowiedzi, w której zagalopowałaś się pisząc, że facet oczekuje od autorki sprzątania. Jest dokładnie odwrotnie, co sama właśnie podkreślasz.
    • joshima Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 15:27
      amazurka napisała:

      > Ok 22.00 powiedzialam, ze ja juz tematu zaczynac nie bede, bo chciala
      > m rozmawiac w dzien i on wyszedl.
      Wiesz, jesteś szalenie niekonsekwentna. Skoro nie chciałaś zaczynać tematy to po co zaczęłaś?

      Poza tym opisujesz tylko jego zachowania i jego słowa. A Ty? Co mówiłaś i jak się zachowywałaś? To przecież bardzo istotne.



      > poszlam do niego I zapytalam go zimnym tonem, czy t
      > o wlasnie chcial mi powiedziec, ze mam sie wyprowadzic, w srodku nocy, wiedzac,
      > ze nie mam mieszkania I jestem do tego przeziebiona.
      A po co szłas do niego ciągnąc dalej kłótnię?

      > a ja nie potrafie uznac czesci swojej odpowiedzialnosci za sytuacje
      A jaka jest jego zdaniem Twoja odpowiedzialność za sytuację? Jeśli masz zwyczaj łazić za nim i ciosać mu kołki na głowie, to on częściowo ma rację.

      > Poza tym uwazam, z eta jego rozmowa o caloksztalcie to
      > troche szukanie usprawiedliwienia, zeby nie bylo tylko o jego balaganiarstwie.
      A może nie. A może to dobry pretekst, żeby powiedzieć Ci, że jemu też się pewne Twoje zachowania się nie podobają.

      > Czasami bylam czepliwa w sprawie porzadkow, ale celowo przestalam. Nie moze by
      > c jednak tak, ze nie moge nic powiedziec.
      To prawda. Trzeba tylko wybrać odpowiedni moment i sposób w jaki się to mówi. Polecam zapoznanie się z technikami porozumienia bez przemocy.

      > Zastanawiam sie, czy jeszcze raz pociagnac temat.
      A po co? Mało Ci jeszcze? Czy to przypadkiem nie jest tak, że to Ty lubisz się kłócić i każdą sprawę ciągnąć i maglować?
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 16:47
        Ja też lubię szukać szczegółów problemu, ale denerwuje mnie takie dopisywanie: autorka opisuje, jak koleś kilka razy wychodził i po 2 minutach wchodził z kolejną pretensją, albo jak ona na jego zarzuty wychodziła z pokoju, ale nie, to ona jest kłótliwa i zrzędliwa.
        Napisała jak byk, że miała tendencje do czepiania się o porządki (bo to jednak, co by nie powiedzieć, ważna sprawa w związku, bo potem można na zawsze zostać służącą), ale że celowo z tego zrezygnowała (czyli ona wykonała gest w jego stronę, w przeciwieństwie do niego), nie, to ona za nim łazi i ciosa kołki na głowie. No kurcze, skąd to wiadomo? Bo kobiety takie są, to pewnie i autorka też?
        Facet wyrzuca kobietę w środku nocy (to nie jest komfortowa sytuacja) - pretensja do niej, że ośmieliła się zareagować i ciągnąć kłótnię. To co, miala podkulić ogonek i przeprosić, że żyje?
        • joshima Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 17:23
          sebalda napisała:

          > Ja też lubię szukać szczegółów problemu, ale denerwuje mnie takie dopisywanie:
          > autorka opisuje, jak koleś kilka razy wychodził i po 2 minutach wchodził z kol
          > ejną pretensją, albo jak ona na jego zarzuty wychodziła z pokoju, ale nie, to o
          > na jest kłótliwa i zrzędliwa.
          Sorry. Ja zadałam pytania autorce wątku i nie widzą powodu, żeby teraz tabuny samozwańczych adwokatów snuły domniemania. Autorka wątku nie napisała nawet słowem, czy na wszystkie jego ataki odpowiadała milczeniem czy w jakiś inny sposób. Tak czy siak nie zamierzam z Tobą na ten temat dyskutować, bo moja wypowiedź, a w szczególności pytania skierowane były do autorki wątku.

          > Napisała jak byk, że miała tendencje do czepiania się o porządki (bo to jednak,
          > co by nie powiedzieć, ważna sprawa w związku, bo potem można na zawsze zostać
          > służącą), ale że celowo z tego zrezygnowała
          Tak się składa, że napisała też coś przeciwnego. Ze długo znosiła jego bałaganiarstwo, ale postanowiła przestać.
    • serendepity Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 17:17
      "a ja nie potrafie uznac czesci swojej odpowiedzialnosci za sytuacje I to go wkurzylo"

      Wiesz juz za co masz brac odpowiedzialnosc? Wynika z tego, ze papierek byl tylko pretekstem, zwlaszcza, ze pan nakrecal sie doslownie w ciagu kilku minut i chcial Cie wyrzucac nagle z domu.

      Moze jednak wcale nie jest mu tak dobrze, ale znalazl sobie kogos nowego, ma jakis problem itp. Ale zamiast wyrazic wprost o co mu chodzi, to robi afere o papierek, ktora urasta do rangi wielkiej klotni i chce Cie wyrzucic z domu. A co bedzie, jak dojdzie do jakiegos wiekszego konfliktu? Spakuje Ci rzeczy i wyrzuci od razu za drzwi? Wyraznie wykorzystuje swoja przewage nad Toba i fakt, ze teraz jestes od niego zalezna mieszkaniowo.
      • kol.3 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 17:28
        No właśnie, a poza tym nie po to facet wziął sobie babę do mieszkania żeby mu głowę suszyła o papierki, tylko po to żeby było komu te papierki posprzątać i kogo przelecieć.
        Jednym słowem, jak zauważyła wcześniej któraś z Pań, autorka ma bezszelestnie sprzątać papiery skoro jej facet mieszkanie udostępnia.

        O tempora! Ironia była wcześniej jakby się kto nie domyślił.
        • purpurowa_komnata Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 27.09.11, 14:48
          > No właśnie, a poza tym nie po to facet wziął sobie babę do mieszkania żeby mu
          > głowę suszyła o papierki, tylko po to żeby było komu te papierki posprzątać i
          > kogo przelecieć.
          Też tak myślę.
    • hamerykanka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 18:10
      A ja na twoim miejscu zaczelabym szukac mieszkania.
      Nie dziwie sie ze masz dosc sprzatania po swoim facecie, bo to jak po malym dziecku, pare minut i wokol niego urasta sterta smieci, a sam nie sprzatnie.
      Ale o wiele powazniejsza sprawa jest jego reakcja. I to juz nie tylko wrzaski, ktore swiadcza o braku szacunku, ale obwinianie ciebie, typowe odwracanie kota ogonem i powodowanie zebys to ty czula sie zle i winna, a nie on.
      A na koniec zadanie wyprowadzki swiadczy dobitnie ze facet ma cie gdzies. I to ze wyrzaca cie, kiedy mu powiedzialas ze sie czujesz. To nie jest milosc, jesli jego wkurzenie jest wazniejsze dla niego niz to , gdzie sie podziejesz i ze jestes chora.

      Ja tez cos takiego przeszlam w pierwszym malzenstwie. Moj maz romansowal z inna kobieta i kiedy zadzwonila do domu (nie wiedziala, ze jest zonaty), byla w szoku i zadzwonila do niego o potwierdzenie. On zas, zly ze sie wydalo , cala wine zwalil na mnie ('nie mialam prawa podnosic sluchawki'), wykrzyczal do mnie ze mam sie wynosic, nie dba gdzie (inny kraj, brak kasy i zatrudnienia-nie mialam jeszcze zielonej karty). Przekonalam sie wtedy, ze mnie nie kocha. I takie mam wrazenie w twoim przypadku. Nie mowi sie takich rzeczy osobie, ktora sie kocha.
      • amazurka Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 21:14
        Dziekuje za liczne odpowiedzi. Mysle i mysle, prawda jest gdzies po srodku. To prawda bylam czepliwa w sprawie sprzatania, ale po powaznej dyskusji odpuscilam czepliwosc. Od kilku miesiecy tematu raczej nie bylo. On sprzata (jak mu sie przypomni albo juz widzi ze trzeba). Te papiery mnie zirytowaly, bo na niewielkiej przestrzeni zebralo sie tego troche. Pewnie sie wkurzyl, bo temat wrocil. Jak sprawe poruszylam, nie mial zadnej odpowiedzi procz wscieku. Zagadnienie tego, ze jestem czescia problemu pojawilo sie na drugi dzien. Mysle, ze chodzilo mu wlasnie o to, ze jego irytuje, ze ja sie czepiam. Mysle, ze to troche wymyslony problem, bo rzeczywiscie ciezko znalezc moja wspolodpowiedzialnosc za jego papierki. Po prostu chcial dla rownowagi cos wrzucic na mnie, zeby nie bylo ze tylko on cos zrobil nie tak.
        Dzisiaj on wychodzil do pracy przede mna. Zyczyl mi udanego tygodnia (podroz sluzbowa). Nie spalam pol nocy i mam metlik w glowie co zrobic wiec bylam dosc obojetna. Wyszedl, wrocil bo cos zapomnial (nie wiem czy to byl pretekst) i wyraznie chcial sie inaczej pozegnac. Potem wyszedl i wrocil jeszcze raz w tym samym celu i powiedzial: ja przynajmniej probowalem (w domysle pozegnac sie serdeczniej). Kurcze, ja widze, ze on nie chce konczyc zwiazku, ja w zasadzie tez nie. Nie klocimy sie o powazne rzeczy. Jezeli, to o takie pierdoly. Ale boje sie teraz, ze raz w roku jak go cholera trafi, to bedzie mi proponowal wyprowadzke i nie wiem jak te sprawe zalatwic.
        • garibaldia Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 21:28
          proste: albo kupujecie 100m2 mieszkanie i uważacie żeby sobie w drogę nie włazić, albo się rozstajecie bo na małej przestrzeni on się z tobą dusi i go wkurzasz ty jako ty. ale mu wygodnie stałą babę w mieszkaniu mieć .
        • edw-ina Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 21:33
          poszukajcie mieszkania wspólnego, a nie jednego z was. Każde wówczas będzie w tej samej sytuacji. A teraz kilka zdań z doświadczenia mężatki z trudnym charakterem i upartym mężem ;)
          - staraj się nie chować urazy i jeśli twój facet próbuje zrobić krok, zrób przynajmniej pół kroku. Inaczej później trudno będzie to zmienić
          - nie unikniecie spięć, raz na jakiś czas sprzeczki będą ostre. I co jakiś czas usłyszysz, że to już koniec i wszystko bez sensu. Co jakiś czas sama to powiesz. Tak to już jest, że czasami ludzie muszą się wykrzyczeć
          - nie sprzątaj po swoim facecie, ale też nie staraj się go zmieniać na siłę. Mnie zawsze mierziło, kiedy ktoś próbował mnie zmienić, a kiedy sama siebie próbowałam zmienić, bo ktoś mi wmówił, że właśnie taka a nie inna będę najlepsza, to zwykle po jakimś czasie chrzaniłam taki układ. Pomijając cechy, które uniemożliwiają funkcjonowanie lub wpływają na ciebie destrukcyjnie, na resztę spójrz z pewnym dystansem. Każdy ma jakieś denerwujące cechy. Ty być może piłujesz codziennie paznokcie i wszędzie rozstawiasz lakiery do paznokci. I choć tobie to nie przeszkadza, być może twojego faceta doprowadza do białej gorączki.
        • joshima Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 22:29
          Wiesz, uważam, że komunikacja między wami leży, właściwie nie istnieje. Macie dość dziecinne zagrywki, obydwoje. Sądzę, że jeśli Wam obojgu zależy na tym związku, to powinniście nad tym popracować.
        • kol.3 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 27.09.11, 06:36
          Żyjesz iluzjami i nie za bardzo się szanujesz.
        • kropeczka455 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 27.09.11, 12:44
          > Dzisiaj on wychodzil do pracy przede mna. Zyczyl mi udanego tygodnia (podroz sl
          > uzbowa). Nie spalam pol nocy i mam metlik w glowie co zrobic wiec bylam dosc ob
          > ojetna. Wyszedl, wrocil bo cos zapomnial (nie wiem czy to byl pretekst) i wyraz
          > nie chcial sie inaczej pozegnac. Potem wyszedl i wrocil jeszcze raz w tym samym
          > celu i powiedzial: ja przynajmniej probowalem (w domysle pozegnac sie serdeczn
          > iej).

          Miedzy wami zero komunikacji. Pan nie potrafił powiedzieć przepraszam, a Ty nie szanujesz siebie bo po takiej awanturze zaczynasz jałową dyskusję a on nie czuje sie winny. Może to głupi pretekst papierek, ale coś głębszego nie gra w waszym związku. Po co sprzątasz po dorosłym facecie facecie czy jesteś w jego mieszkaniu służąca. on jest typem bałaganiarza i tak zostanie bo nie zrobisz z niego czyścioszka.
          Widzę marna przyszłość tego związku. Facet ma przewagę nad Tobą wypominając Ci mieszkanie, grożąc wyrzuceniem w środku nocy.
          Na Twoim miejscu spakowałabym walizki i wyprowadziła się bo w przyszłości razem z dzieckiem wyrzuci Cie zimą w środku nocy na siarczysty mróz.
          Niechaj w samotności przemyśli sobie co zrobił.
          Jeśli Cię kocha - przeprosi i możecie zacząć od nowa ustalając zasady waszego wzajemnego współżycia.


        • serendepity Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 28.09.11, 18:23
          amazurka napisała:

          > Dzisiaj on wychodzil do pracy przede mna. Zyczyl mi udanego tygodnia (podroz sl
          > uzbowa). Nie spalam pol nocy i mam metlik w glowie co zrobic wiec bylam dosc ob
          > ojetna. Wyszedl, wrocil bo cos zapomnial (nie wiem czy to byl pretekst) i wyraz
          > nie chcial sie inaczej pozegnac. Potem wyszedl i wrocil jeszcze raz w tym samym
          > celu i powiedzial: ja przynajmniej probowalem (w domysle pozegnac sie serdeczn
          > iej).
          Brzmi to jak kolejne proby odwrocenia kota ogonem. Jeszcze podkreslil, zebys wiedziala jak odebrac jego zachowanie, ze on chcial Cie przeprosic, ale Ty nie chcialas, zeby to zrobil. Teraz wina jest Twoja, bo on przeciez chcial Cie przeprosic. Czyli nagle to Ty jestes winna wszystkiemu.
    • garibaldia Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 26.09.11, 21:23
      ozmawiac w dzien i on wyszedl. Powiedzialam, ze moj glowny punkt, to zeby ni
      > e zostawial po sobie smieci. On na to, ze on chcial rozmawiac o caloksztalcie,
      > ze ja tez jestem czescia problem,
      a ja nie bylam w stanie tego dostrzec. I wysz
      > edl do sypialni. Wrocil po 2 minutach wkurzony I powiedzial, ze caly dzien mysl
      > al, ze postara sie poprawic, natomiast ja zachowuje sie jak dzieciak z nadmucha
      > nym ego I nie potrafie zobaczyc wlasnego udzialu w sprawie. Wyszedl, wrocil po
      > 2 minutach I powiedzial, ze jak tak dalej bedzie, to bede musiala sie wyprowadz
      > ic. Wyszedl I wrocil znowu I stwierdzil, ze wymieni zamki.
      Ta ostatnia ‘r
      > unda’ trwala jakies 5 minut, a on sie coraz bardziej nakrecal. Skonczylam
      > co mialam zrobic do pracy, poszlam do niego I zapytalam go zimnym tonem, czy t
      > o wlasnie chcial mi powiedziec, ze mam sie wyprowadzic, w srodku nocy, wiedzac,
      > ze nie mam mieszkania I jestem do tego przeziebiona. Powiedzial, ze tak, skoro
      > nie potrafie byc otwarta na dyskusje.
      Zapytalam (po oswiadczeniach o wyprowadz
      > ce), co chce mi powiedziec, bo to moze jego ostatnia szansa. Zaczelismy rozmawi
      > ac. Stwierdzil, ze on juz rano przyznal, ze nie powinien byl krzyczec I postara


      Kurcze, moze troche ma racje, ale … jestem rozczarowana …, taki gl
      > upi temat I takie powazne stwierdzenia o wyprowadzce, wymianie zamkow … J
      > ak to mowil, powaznie rozwazalam pakowanie walizki, ostatecznie nie zrobilam te
      > go, zeby uniknac eskalacji. Taka sytuacja zdarzyla sie juz raz z rok temu, chyb
      > a w podobnym kontekscie.
      Poza tym uwazam, z eta jego rozmowa o caloksztalcie to


      facet cię drugi raz wywala z mieszkania i nie przeszkadza mu, że na ulicę w środku nocy.
      co ty tam jeszcze robisz kobieto?
      czekasz aż za 10tym razem użyje cięższego argumentu żeby cię wyrzucić?
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 27.09.11, 11:20
        Widzę taki scenariusz: autorka za radą niektórych pań z forum będzie się bardziej starać, przymknie oko na nieliczenie się z jej prośbami, na fochy i wyrzucanie jej z domu, nie ośmieli się grymasić, bo w związku trzeba się starać (zwłaszcza kobieta), pobiorą się, pan utwierdzi się w przekonaniu, że ona godzi się na pewne praktyki, że może bezkarnie z błahego powodu karć ją niewspółmiernie, spuścić czasami powietrze i wyżyć się na kobiecie, zrobią sobie dziecko, co niestety często generuje sytuacje stresogenne i za trzy lata autorka wróci tutaj z płaczem, że mąż jej nie szanuje, że urządza regularne awantury z błahego albo wręcz wyimaginowanego powodu, że przecież ona się starała i tak dalej, i tak dalej.
        Nawet jeśli autorka jest czepliwa, to nie upoważnia dojrzałego faceta do tak niewspółmiernej reakcji i żądania opuszczenia przez nią mieszkania. To reakcja odwetowa, wykorzystanie swojej przewagi. I jakże typowe: po uspokojeniu pan ma lekkie poczucie winy, ale nie przeprosi, tylko wykonuje "gesty" i liczy na to, że kobieta rzuci się na niego z wdzięcznością, jaki to łaskawy pan. Nie, jego reakcja była niewspólmierna, teraz on powinien powiedzieć to otwartym tekstem, przeprosić i ewentualnie zaproponowac rozmowę na spokojnie. Ja wiem, że niektórym ciężko przepraszać, ale facet musi ponieść konsekwencje swojego zachowania, inaczej uzna to za normę i będzie myślał, że przecież to nic takiego, kobieta wybaczy bez
        przeprosin raz, drugi, zatem można sobie używać, tym bardziej, że jest się panem sytuacji, bo mieszkanie jest jego. To obrzydliwe wykorzystanie przewagi, niesprawiedliwe i nieliczące się z uczuciami kobiety. Uważam, że trzeba temu dać zdecydowany odpór, bo inaczej będzie tak, jak to opisałam na początku tego posta.
    • mapewoj Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 28.09.11, 22:23
      Potem bedziesz sprzatac skarpety i majtki porozrzucane, potem wyjdzie wstręt pana do wynoszenia smieci, bo on nie ma glowy do tego..
      Jemu bedzie przeszkadzac to co Ty robisz lub nie robisz w domu...
      Wynies sie..
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 29.09.11, 18:14
      Zostawmy na razie na boku meritum kłótni czyli papierki i sposób reagowania to. Zostawmy także temat walki o władzę oraz tematy genderowe czyli na co i jak reaguje mężczyzna a jak to jest u kobiety oraz kto ma tu rację, bo widać wyraźnie , że każdy reaguje inaczej. Wiem, że to jest ważne i dla wielu związków jest to podstawowa sprawa. Ale chyba nie tutaj.
      Zresztą zobaczmy sprawę z innego poziomu.
      Z tego co Pani napisała, Pani partner od samego początku podejmował próby zażegnania sporu. Dobrze, może nie idealne w/g sztuki komunikacji, ale to było wyraźnie widoczne już w niedzielę rano. Czemu tu nie można było poprzestać i zbagatelizować sprawę. Zareagować dowcipem, czułym pobłażaniem.. oczywiście mam na myśli tutaj obie strony. Jak obie to i Panią :))) jak pryncypialna zasada się temu przeciwstawia?
      Idziemy dalej. Konflikt eskaluje aż do wieczora i przybiera na sile. Dochodzi do słów o wyprowadzce. Zaczynają one nabierać mocy. Wyprowadzka w ciemną noc ? donikąd?!! A gdyby tak te mocne słowa potraktować jak zwrot retoryczny w używany w każdej kłótni, jak podkreślenie emocji. Na przykład takich: jestem potwornie zły i bezradny ponieważ bliska osoba mnie nie rozumie i nie wiem jak sobie poradzić Albo: najchętniej bym tę kłótnię skończył, ale jak tu nie okazać się pokonanym.
      Przecież każdy z nas, wiele razy w życiu, użył tak przesadnych zwrotów i nie traktując ich jak swoją decyzję czy zgodę na faktycznie haniebne czyny .
      Zamiast snuć rozważania o wyprowadzce, która w nieświadomym planie byłaby po prostu odwetem w urazie, a nie kolejną przemyślaną decyzją czy nie lepiej powiedzieć jak takie słowa bolą dotykają i rodzą chęć zemsty. I spokojnie pójść spać a rano podjąć dialog, którego dopraszał się już trochę chyba przestraszony Pani partner.
      Chcę powiedzieć, że jeśli w związku poważne, życiowe sprawy są do wspólnego akceptowania i jeśli nie jest to przejaw agresji, biernej agresji czy sadystycznego dręczenia , to do kłótni o papierki trzeba podejść z należytym dla niej dystansem. Trzeba zareagować humorem, tak bardzo potrzebnym w związku. Trzeba przeczytać między słowami, zobaczyć także zagubienie partnera, wyczuć moment do zgody i go zainicjować, nawet jak się nie rozpętało burzy. Moim zdaniem popsuliście sobie Państwo niedzielę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sebalda Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 29.09.11, 20:41
        Być może Pani psycholog ma rację, ale może jej też tym razem, wyjątkowo nie mieć. Partner autorki zareagował niewspólmiernie do problemu (zejdź mi z oczu????), a potem niby chciał załagodzić, jednak znowu próbował przerzucić odpowiadzialność (a przynajmniej jej część ) na autorkę, podnosząc głos. Rozumiem, że ludzie w złości i bezsilności mówią przykre rzeczy, ale są ich granice, trzeba się jednak liczyć z odczuciami drugiej strony, reakcja i żądanie wyprowadzki i informacja o zmianie zamków były stanowczo niewspólmierne do problemu. Po wszystkim partnera nadal nie stać na słowo przepraszam, mimo że to on przekroczył granice przykrych zachowań w związku, autorka (z jej opisu, a nie mamy podstaw, by jej nie wierzyć) nie dawała podstaw do tego, by złość aż tak eskalowała.
        Mam bardzo złe doświadczenia w związku, w którym partner z najbardziej błahego powodu urządza niewspólmierne awantury, na najbardziej niewinne uwagi reaguje wielkim gniewem i wyzwiskami, potem nie przeprasza, a zawsze twierdzi, że został sprowokowany, co jest absolutną nieprawdą. I tak jak partner autorki, zawsze po swoim wybuchu wspomina o współodpowiadzialności (bo zawsze winne są dwie strony), potem strzela focha, każe mnie (mimo że to on mnie wyzwał najgorszymi słowami), a po kilku dniach zachowuje się, jakby nic się nie stało, albo wręcz odnosi się do mnie miło (niby taki gest pojednania). Gest pojednania jest miły, ale musi byc poparty słowem przepraszam, bowiem inaczej jest pusty i oznacza zbagatelizowanie problemu, ktory jest, nie zniknął jak zaczarowany, bowiem się ciągle powtarza.
        Bardzo możliwe, że nie mam racji i z całego serca życzę autorce, żeby tak było, ale nie uważam za stosowne namawianie jej do tego, by problem zbagatelizowała, bo partner, jeśli nie przejmie odpowiedzialności za swoje naganne zachowanie, będzie je powtarzał.
        • agnieszka_iwaszkiewicz dodatkowo, ale i do sebaldy 30.09.11, 12:45
          Na pewno metoda, którą opisałam nie nadaje się do każdej sytuacji. Dlatego napisałam, i chcę to wyraźnie podkreślić, że nie dotyczy to sytuacji gdzie awantury a drobiazgi są elementem funkcjonowania jednej strony w związku, kiedy ma to charakter agresywnego zaczepiania i nękania. Chcę to wyraźnie podkreślić jeszcze raz. A domyślam się, " sebaldo", że Pani czegoś takiego doświadcza czy też doświadczała. I że przed tym chce Pani przestrzec innych. Rozumiem to.
          Ale wydaje mi się, a tu mogę nie mieć racji bo opieram się na jedynie na interpretacji treści wątku, że autorka nie o takiej sytuacji pisała.
          Dlatego myślę, że tu pewien dystans nie zaszkodzi. Słowa "zejdź mi z oczu" moim zdaniem nie przekraczają nadmiernie ( tu oczywiście mogą być różnice indywidualne) granic. Oczywiście natychmiast znajdę szereg lepszych sposobów komunikacji, ale to nie jest jeszcze coś strasznego, gdy mówi się tak w kłótni. Na pewno jednak wymaga przeproszenia czy ukojenia urazy.
          Wydaje mi się, że na taką sprawę trzeba patrzeć w ujęciu całokształtu. Jeśli ogólnie w pryncypialnych wartościach życiowych jest ok, a tą sytuację przeczuwam u autorki wątku, to awantura o papierki niepotrzebnie się rozhuśtała.
          Jeśli jest tak jak opisuje " sebalda" to wtedy niech to będzie czerwone światełko. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • sebalda Re: dodatkowo, ale i do sebaldy 30.09.11, 13:01
            Dziękuję za zrozumienie mojego przekazu i moich intencji:) Rzeczywiscie mam misję przestrzegania innych osób (nie tylko kobiet) przed lekceważeniem pewnych symptomów nierównowagi w związku, bowiem mnie przed tym nikt nie ostrzegał i znalazłam się w takiej, a nie innej sytuacji życiowej, wiele wycierpiałam, a podejrzewam, że gdybym wiele lat temu trafiła na to forum, wielu błędów bym nie popełniła. Teraz też wygrywam wiele spraw dzięki sile, jaką zdobyłam na tym forum, dzięki lekturom tu poleconym, a przede wszystkim dzięki dobrym, mądrym radom.
            Nie twierdzę, że słowa: "zejdź mi z oczu" były obraźliwe, ale były niewspółmierne do sytuacji. Co zresztą sam partner zauważył następnego dnia, ale jednocześnie chciał winą za swoje zachowanie, nieadekwatną reakcję, obarczyć partnerkę i, jak ona napisała, zaczął podnosić głos w chwili, gdy niby miał przepraszać. Dla mnie to facet, ktory się nakręca, który nie panuje nad złymi emocjami, to go przerasta i zwala winę za to na autorkę. O zachowaniach przekraczających normy w związku pisałam w kontekscie wyrzucania autorki z domu i straszenia wymianą zamków. Tak się mówi do prześladowcy, agresywnego małżonka albo kogoś, kto może nas ograbić, ale nie do teoretycznie ukochanej osoby. To wykorzystanie przewagi w postaci mieszkania, nieładne i niesprawiedliwe.
            Pozdrawiam:)
    • saguaro70 Re: Duza klotnia z malego powodu. Jak zareagowac? 05.10.11, 11:26
      Wiesz co?
      Jeśli kłcicie się o takie bzdety, to nie wróżę w Waszym związku nic dobrego.
      B macie różne charaktery. Gdybyście mieli charaktery jednakowe to było by nudno. Mężczyznę czy też kobietę bierze się z jego zaletami, ale również i wadami. Nie zmienisz gościa nna siłę, on Ciebie rownież.
      Jako małżeństwo jesteśmy szcześliwi. Oboje jesteśmy bałaganiarzami. Nie lubię być oobą pedantyczną. U nas jak jedno zostawi, to drugie bierze i wynosi do kosza. Czasem w żartach coś powiemy sobie. Bez przesady, żeby kłócić się o takie głupoty. A jak Was dopadną poważne problemy to wtedy będzie wojna na cały zychel?
      Wyluzuj. Jesteście z różnych domów i docieracie się.
      Pozdrawiam cieplutko. :):)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja