tola_i_tolek
16.10.11, 11:51
Jesteśmy 5 lat po ślubie, dwójkaa małych dzieci. On pracuje, ja na wychowawczym- ale mam comiesięczny dochód. Finansowo jest dobrze. On pracuje 8-16, w domu jest teraz koło 17, ale czasem musi jeszcze wykonać jakiś telefon albo wysłać maila z domu, za to domowych obowiązków nie ma żadnych. Pobawi się trochę z dziećmi. W weekendy czasem jest fajnie , czasem masakra.
Najpierw duże plany co będziemy robić a potem klops, bo ja się biorę za obiad a on ma zająć czymś dzieci- w dzieci czasem diabły wstępują i już wielki problem.
Humor zmienia mu się 10 razy dziennie, nie ogarnia tego, jest fajnie, a za chwilę juz nie , bo trzeba dziecko przewinąć. Jak chcę gdzieś wyjść to ok, on zostanie z dziećmi- jak dzieci będą w miarę grzecznie to spoko, ale jak mu dadzą w kość to już pretensje, bo przecież nie musiałam wychodzić.
Wkurza mnie to, nie kłóccimy się przy dzieciach, ale mnie nosi, bo przecież mnie też czasem trafia, bo chciałbym spokojnie wypić kawę a dziecko mi włazi na kolana i koniecznie chce tą kawę wylać ale takie życie. W sumie to tak tylko wygadać się chciałam, bo wątpie, żeby dało się coś z tym zrobić.
Aha, jasne , możemy jeść w weekend na mieście- żebym nie musiała gotować, nie sprzątam w weekendy, załatwiam to w tygodniu, ale i tak się zawsze coś znajdzie co popsuje mezowi humor.