emma789
23.10.11, 22:45
Nie potrafię znaleźć wyjścia z sytuacji.. Nie wiem czy pytam w dobrym miejscu, ale spróbuję.
Jestem na początku mojej "dorosłej drogi", tzn planuję wyprowadzkę z domu rodzinnego i ślub. To wszystko zaplanowane było na zeszły rok, ale kiedy szukaliśmy mieszkania mój tata poważnie zachorował i zmarł. Porzuciłam wtedy plany wyprowadzki ze względu na mamę. Teraz, półtora roku później chciałabym wreszcie zacząć żyć na swoim. Moja mama trochę się pozbierała (na szczęście jeszcze pracuje) ale tak naprawdę żyje moim życiem. Najlepiej się czuje kiedy może mi ugotować obiad po pracy i "opiekować się" mną tak jak kiedyś opiekowała się całą rodziną.
Problemem jest to, że moja mama nie chce zostać sama, w domu jest wystarczająco dużo miejsca (właściwie to zmieściłyby się dwie pełnowymiarowe rodziny), a ja nie chcę żyć jak dziecko. Mój facet ją bardzo lubi i pomaga we wszystkim, ale też jest zdania że można spotykać się bardzo często (kupiliśmy mieszkanie bardzo blisko, w zasięgu spaceru), ale najlepiej mieszka się samodzielnie. Czy to jest egoizm z mojej strony?
Rozmawiałam z mamą o wyprowadzce i teoretycznie rozumie i akceptuje, ale ja widzę że boi się samotności a mnie zżera poczucie winy, nic mnie nie cieszy. Myślę o tym obsesyjnie od kilku miesięcy, w domu jestem sfrustrowanym kłębkiem nerwów, stany lękowe które pojawiły się po śmierci taty nie odpuszczają do dziś. Zdaję sobie sprawę z logicznych przesłanek tego, że mam prawo do swojego życia, że dzieci wychowuje się dla świata, ale to nie sprawia że jest mi lepiej.
Ciągle sobie zadaję pytanie jak inni ludzie sobie z tym radzą, przecież to jest naturalna kolej rzeczy i większość ludzi potrafi poskładać swoje życie.. a ja czuję się jak na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Tkwię w impasie - mieszkanie już mamy ale ja ciągle czekam na cud, a facet z którym chcę tworzyć rodzinę mieszka w nim sam. On na szczęście wiele rozumie i w ogóle jest jasnym punktem tej historii, zawsze naładowany optymizmem, z którego i ja czerpię kiedy jest obok, ale przecież nie mogę na nim wisieć emocjonalnie.
Jak mam sobie poradzić z poczuciem winy, jak wyjść z tej sytuacji, żeby nikt nie ucierpiał?