jj-14
24.10.11, 08:52
Jestem po 40-stce, mam męża i szkolne dziecko.
Córka urodziła się w zamartwicy, miałam ciężki 1 rok jej życia.
Rehabilitacja i ciągłe nerwy czy będzie zdrowa.
Obecnie wszystko od tej strony w porządku.
Potem dowiedziałam się że mam schorzenie kręgosłupa,
które leczy się operacyjnie, no i z przerwami jeżdzę na
gimnastyki itp.
Podobno mam tą wadę od urodzenia.
Potem dowiedziałam się że mam guza na tarczycy,
narazie od roku ok.
Potem okazało się że moje dziecko ma astmę i leczę ją
sterydami i inhalacjami.
Po epizodzie szpitalnym i obturacji oskrzeli przez rok
była w miarę spokój z jej astmą.
W międzyczasie dowiedziałam się że moja córka ma
boleriozę, która siedzi w niej już jakiś czas.
Obecnie leczy się już 3 miesiące 3 antybiotykami,
przed nami następne 3 miesiące. I podobno koniec
tzn. powinny objawy nie wrócić.
Mąż ma iść na zabieg artroskopii.
A ja i mój mąź.....
Ja dostaję co chwilę jakiejś paniki "chorobowej".
Kaszlnięcie, kichnięcie, b rak apetytu , nie wiem cokolwiek
to dla mnie już objaw, że co się dalej wydarzy,
co to za choroba i jak się ją leczy.
W momencie mojej paniki mój mąż odsuwa się,
nie odzywa się do nie przez kilka dni.
Teraz np. córka pomimo brania antybiotyków dostała
duszności, kaszlu a ja nerwów do potęgi.
A jego nie ma - nie interesuje się chorobą,mną
i jest ciężko obrazony, że ja płaczę.
I tak jest za każdym razem.
Jak mam zmienić moje reakcje, a jak jego????
Czy kiedyś kończą się choroby???