grosz-ek
25.10.11, 13:04
Kilka dni temu, w piątek, złapała mnie grypa i powaliła do łóżka z gorączką 39 stopni w cieniu. Szczytem moich możliwości było samodzielne dotarcie do toalety. Na więcej nie miałem siły. Przy tej okazji mam kilka przemyśleń:
- bycie samodzielnym tatą jest bardzo fajne - nikt nie urządza Ci życia. Ale też nikt nie ugotuje obiadu dla dzieci w kryzysowej sytuacji;
- rodzina pomaga kiedy ma na to ochotę i ma pretensje, jeśli tej pomocy nie przyjmujesz. Ale kiedy jest naprawdę potrzebna, to jakoś dziwnie jej brakuje;
- jak to stwierdziła córka - jak ja choruję, to jakby chorowała cała rodzina. Nie muszę dodawać, że moje dzieci poważnie się wystraszyły tej całej sytuacji;
Budując na nowo swoje życie, przeoczyłem bardzo ważny fakt. Trzeba mieć wsparcie w kryzysowej sytuacji. Kogoś, kogo będzie można poprosić o pomoc. Kogoś, przed kim będzie się można przyznać, że nie jest się takim twardy i samodzielnym, a on to zrozumie i będzie umiał wspomóc. Bycie samodzielnym nie powinno oznaczać totalnej samotności. Budując swoje nowe, samodzielne życie, miejcie to na uwadze.