joasia75-1
27.10.11, 09:23
Mam ogromny problem z 12-letnią córką,nie wiem jak temu zaradzić.
Od prawie sześciu lat wychowuję dwie córki sama,ojciec na miejscu ale nie chce i nie chciał brać udziału w opiece i wychowaniu dzieci.Przez prawie cztery lata zabiegałam o Ich kontakty bez żadnego zaangażowania ze strony ojca.Pisałam do niego,dzwoniłam,prosiłam,żeby zainteresował się dziećmi,że tęsknią,że potrzebują z nim kontaktu.Nie miał nigdy dzieciom zbyt wiele z siebie do zaoferowania .Nie interesował się szkołą,lekcjami,stanem zdrowia,opieką nad córkami gdy ja byłam w pracy.Zero inicjatywy.Wziął rozwód ze mną i córkami.
Teraz po takim czasie na ulicy zaczepił młodszą córkę.Chce,żeby do niego przychodziła w tajemnicy przede mną.Dała jemu swój numer tel.On wypisuje,że ją kocha,że jest jego kwiatkiem,że mama jest niedobra bo nie pozwala zabrania,utrudnia jemu spotkania z dziećmi,że mama czyli ja kłamię dzieci.Córka nie miała nic mi mówić,to miała być ich tajemnica bo mama będzie krzyczała.Nie chcę,żeby dziecko mnie okłamywało.Chcę,żeby w spokoju mogło się rozwijać i uczyć.Nie pozwolę na to,żeby ojciec robił dziecku wodę z mózgu i nakręcał przeciwko mnie.
Dodam,że ojciec moich córek w momencie gdy właśnie młodsza córka zachorowała na przewlekłą chorobę kazał mi zabrać dzieci i się wynieść z jego domu,bo on chciał mieć rodzinę ale normalną a nie z chorym dzieckiem.Ze obowiązki go przerosły i się nie nadaje do tego.
Jemu nie zależy na dobru dziecka.Zadzwoniłam do niego ,chciałam się spotkać i ustalić dni w których córka będzie u niego,kiedy będzie mógł się nią zająć,pomóc w szkolnych pracach domowych.Wyśmiał mnie.On nie chce być ojcem.Chce robić zamęt i mieć satysfakcję ze swojego działania.
Co ja mogę zrobić?Córka jest nerwowa,mówi,że nie wie komu ma wierzyć.