tempera_tura
27.10.11, 12:13
Ktoś z Was żałuje? Lepiej czekać aż wszystko się posypie czy jednak zrobić to wcześniej i nie patrzeć na dramatyczny rozpad zwiąku? Łatwiej żyć z myślą że może by sie jednak poukładało i to mogła być pochopna decyzja czy z myślą że szkoda że tak późno się na to zdecydowaliśmy i tkwiliśmy do końca w bezsensownej sytuacji?
Ja jestem w tym momencie. Da się żyć. Można by naprawiać błędy ale nie znosze takich odsmażanych kotletów..... Już zawsze będzie to dla mnie taki ledwo wyratowany związek, taka świadomość powoduje że wole nie mieć nic niż takie g....o. Patrze na chłopa i codzień przypominają mi sie te akcje, słowa które padły nawet lata temu i wiem że to już zawsze będzie między nami wisiało. Pewnie dojdą nowe smutne sprawy. Ciężko mi sobie wyobrazić że tak będzie już codziennie.... nie chce.... ale czy to wystarczy żeby odejść?
Wiem że zauroczenie już nie wróci, to równia pochyła, życie. Ale wole chyba mieć święty spokój i czyste sumienie, świadomość że nie dałam się prozie życia.
Ktoś żałuje że nie "walczył" do końca i odszedł kiedy jeszcze można było to zrobić z podniesioną głową?