zielonydeszcz
29.10.11, 19:17
Mąż nie liczy się z moim czasem. Tłumaczyłam, prosiłam, napisałam o swoich uczuciach na kartce. Powiedziałam co chce żeby robił - np pisał że będzie później. Mąż twierdzi, że nie umie, nie da rady, nie może inaczej.
Nie zadzwoni, nie wyśle smsa, emaila o której będzie bo "nie ma czasu". Mam wrażenie , że cały czas czekam w niepewności. Trudno mi coś zaplanować. Moje życie jest podporządkowane czasowi męża. Nigdy nie wiem o której wróci.
Jeśli mamy coś zaplanowane np umawiałam się, że chodzę raz w tygodniu na kurs, a mąż wraca opiekować się dziećmi to mąż często nie wraca bo np. kolega z problemami chce się z nim zobaczyć albo ktoś go poprosił o pomoc. Kolega miał ważny problem (dowiedział się że jest ciężko chory), warto było wykonać dodatkowe zadanie w pracy (awans), etc ja wszystko rozumiem, ale to ja ciągle ponoszę konsekwencje, ja muszę rezygnować ze wszystkiego. Mąż twierdzi , że jestem nieczuła, ja że mógł to zrobić następnego dnia lub dwie godziny wcześniej. Mógł się zapytać, uzgodnić. Nie poinformować.
To samo jak wyjeżdza w delegacje. Stwierdził, że nie może się ze mną konkretnie umówić o której będzie dzwonił przez internet. Mam czekać przy komputerze wieczorem. Zdarza mu sie nie zadzwonić w ogóle bo umawia się na wieczór ze znajomymi. Jak pytam dlaczego mnie nigdy nie informuje o tym, przecież umawia się wcześniej twierdzi , że nie może.
Nie wiem co o tym myśleć. Powiedziałam mężowi, że odbieram to jako kompletny brak szacunku do mnie. Mąż twierdzi, że mnie szanuje po prostu "nie może".