iga.82
01.11.11, 18:20
Właśnie wróciłam ze zjazdu rodzinnego. Nadal trzęsą mi się ręce. Moje relacje z matką były od zawsze złe. Nigdy mnie nie doceniała, nie chwaliła, rzadko widuje moje dziecko. Musiałam sama utrzymywać się na studiach - skoro mam takie pstro w głowie. Zupełnie odcięłam się od rodziny. Przyjeżdżam tylko raz w roku na grób ojca. Moja toksyczna matka ubóstwiała zawsze , moich braci.
Młodszy był cały czas jej oczkiem w głowie i kompletnie go od siebie uzależniła. Brat ożenił się 10 lat temu. Oczywiście matka tak manipulowała bratową, bratem, że zamieszkali z nią. Teściowa brata sprzedała po swojej matce mieszkanie i dała bratowej na remont naszego starego domu rodzinnego. Moja matka była zachwycona. Oczywiście obiecała, że dom przepisze na młodych. Przepisała na brata. Bratowa do dziś nie ma żadnych praw do domu i ziemi.
Nasza droga mamusia doprowadziła do kompletnego rozpadu małżeństwa, całą naszą rodzinę, sąsiadów nastawia przeciwko synowej. Brat z żona i trójką małych dzieci mieszka na poddaszu. Mamusia robi zjazdy rodzinne i nigdy nie zaprasza synowej z góry. Wręcz gniewa się, robi głupie aluzje jak ktoś ją odwiedzi. Bratowa siedzi sama z dziećmi na górze. Na dole odbywa się nad nią sąd. Matka wyżala się jaka ona jest zła, jaka marnotrawica, leń. Wyzywa ją od ździr. Jaka jest zła, bo z nią nic nie uzgadnia.( Np kupili sobie na górkę do kuchni srebrną kuchenkę i zmywarkę) Mój brat siedzi obok i nawet nie odezwie się w jej obronie. A jeszcze potrafi coś dołożyć. Wszystkie ciotki, drugi brat i bratowa bardzo współczują mamusi jak bardzo się z nią męczy. Mój drugi mądry braciszek nawet zaproponował, żeby odebrać jej dzieci i wyrzucić z domu. Matka jest typową hipochondryczką, ma ataki histerii i wręcz żąda od brata, żeby spał w gościnnym pokoju na dole. Brat właściwie mieszka z mamusią, bo nie ma odwagi jej odmówić.
Wiem, że w rodzinie wielopokoleniowej jest różnie, ale moim zdaniem bratowa jest bardzo dobrym pracowitym człowiekiem. Jest piękną, zadbaną kobietą. Pracuje zawodowo, zarabia na utrzymanie domu i dzieci, bo brat jest na rencie. W domu czyściutko, obiad na czas ugotowany, posprzątano. Dzieci bardzo dobrze się uczą, chodzą do szkoły muzycznej, basen, lekcje angielskiego, są wzorowo dopilnowane. Naprawdę ją podziwiam. Do tego jeszcze z naszej przydomowej łąki i gruzowiska zrobiła prawdziwy ogród botaniczny. Ogród to jej pasja.
Mój braciszek jest bardzo ciężko chory i myślę , że żona jest z nim tylko ze względu na jego chorobę. Dziewczyna jest kłębkiem nerwów. Ostatnio schudła około 20 kg.
Gdy weszłam dzisiaj do niej na górę podała mi herbatę trzęsącą się jak galareta ręką. Spytałam jak sobie radzi. Odpowiedziała mi, że NIE MA JUŻ SIŁ, ŻEBY ŻYĆ!!!. W oczach pojawiły się łzy i poprosiła mnie żebyśmy na ten temat nie rozmawiały. Z dołu dochodziły rozmowy na temat mojej „paskudnej” bratowej…
Nie mam pojęcia jak pomóc mojej bratowej. Boję się, że może sobie coś zrobić.