feather1
04.11.11, 20:00
Jesteśmy po 7 latach życia razem (formalnie konkubinat) bo mojemu byłemu finansowo nie opłacało się małżeństwo. w kwietniu wyprowadziłam się z 2ką dzieci (3 i 6 lat). Wymusił na mnie (typ terrorysty psychicznego) że dzieci na 28 dni będą spędzać z każdym z rodziców po 14 dni, nie zgodziłam się żeby było to nawet 7 dni z rzędu bo dzieci widywały go po ok godz dziennie i to ja zajmowałam się nimi non-stop. Są bardzo do mnie przywiązane a do niego chcą jechać tylko przytulić się do psów, które się z nimi wychowały. ale on oczywiście podkreśla swoje prawa ojca do połowy czasu z dziećmi i że skoro płaci to wymaga mimo, że dzieci bardzo źle znoszą od początku te ciągłe przeprowadzki. Zmieniłam mieszkanie żeby dzieci nie zmieniały przedszkola ani szkoły (czego teraz żałuję). Jeszcze do sierpnia dało się z nim jakoś porozmawiać, odwiedzić chore dzieci. W lipcu poznał jakąś nową koleżankę, ktorą juz w sierpniu (jak twierdzi za aprobatą swojej psycholog) przedstawił dzieciom, 3ciego dnia ona już spała u niego - dzieci to widziały i pytały ją - ona nic nie odpowiedziała. No i od tej pory uważa, że ma w końcu szczęśliwą rodzinę (mowi o tym i pisze w mailach) - przy dzieciach pocałunki, uściski, małe czułości. Jego nowa koleżanka odbiera dzieci ze szkoły, przedszkola kiedy jest jego dzień, zajmuje się dziećmi w razie choroby - mi nie pozwala na odwiedziny chorych dzieci, jeździ z nią na urodziny nowych kolegów ze szkoły starszego dziecka; zaczął mnie rozliczać na co to ja wydaję pieniądze, które dostaje na dzieci, obliczył sobie na nowo ile to będzie płacił bo jak sie wyraża czas żebym się zabrała do roboty (jego nowa koleżanka jest bezrobotna a on ma duże dochody). Ja zaczęłam coraz mocniej podnosić kwestię, że nie można tak agresywnie wprowadzać nowej partnerki do życia dzieci bo też co jeśli za 2 miesiące mu się odwidzi, ale tu okazuje się, że jestem negatywnie nastawiona i dzieci też nastawiam przeciwko niemu i dopóki tego nie zmienię on nie będzie ze mną rozmawiał.
Jak dla mnie to jakieś niedorzeczności - wymienił sobie kobietę na odpowiadający mu model, dzieci najchętniej w ogóle by mi zabrał (twierdzi, że chce żeby mieszkały z nim a on po prostu zatrudni nianię) i jeszcze mi wmawia że to ja jestem problemem i powinnam się leczyć. Ja chcę żeby dzieci miały jeden dom, widywały się z nim co 2gi weekend plus 1 dzień w tyg po szkole plus wakacje, święta oczywiście częściowo.
Proszę o jakąś rozsądną opinię bo czuję się psychicznie manipulowana. Bylo mi bardzo trudno zakończyć ten związek bo non-stop słyszałam jak to sama nic nie potrafię, wszystko źle robię i postanowiłam, że koniec - nie chcę żeby dzieci widziały ten brak szacunku w stosunku do własnej matki.