proszę o pomoc - czy tak można żyć?

15.11.11, 09:38
Witam, często czytam to forum i bardzo cenię sobie niektóre uwagi forumowiczów, jak i pani expert, stąd moja prośba tutaj.
Od pewnego czasu przechodzimy z mężem kryzys. Trwa to ponad rok. Niby nic poważnego się nie stało, żadnej zdrady, oszukiwania czy innych ekscesów, po prostu małe kłótnie zaczęły narastać i przekształcać się w wielkie awantury, były krzyki, wyzwiska, rzucanie talerzami, a nawet kilkakrotne pakowanie walizek. Przez tą atmosferę w domu (i kilka innych czynników) "dorobiłam się" depresji. Leczę się od niedawna, chociaż powinnam zacząć dużo wcześniej. Nie umiałam (albo nie chciałam) dostrzec tego, że mój dół jest czymś poważniejszym, a ciągła apatia nie wynika z cech charakteru. Mój mąż (zawsze był moim przyjacielem, zaufanym, najdroższym) w najcięższych dla mnie chwilach, kiedy dosłownie nie miałam siły by wstać z łóżka i wyjść z domu, potrafił zrobić mi wyrzuty, że mam prawie 30 lat, nic w życiu nie osiągnęłam, że mam wziąć się w garść itp. Gdyby to zależało odemnie to chętnie bym to zrobiła:( Prosiłam go żeby poczytał trochę o depresji, żeby mi pomógł, bo sama siebie nie cierpię za to co we mnie siedzi. Niby to zrobił, a podczas kolejnej kłótni kiedy wyszłam z domu, żeby nie słuchać więcej wymówek, dostałam smsa, żebym go tylko nie straszyła że sobie coś zrobię. Mówiłam mu kiedyś, w zaufaniu, to było dla mnie bardzo trudne i ciężkie, że mam czasem takie myśli żeby skończyć ze sobą, że życie nie ma sensu itp:( powiedziałam tak, bo tak czułam, bo bałam się tego. A nie po to, żeby ktoś wykorzystywał to jako coś upokarzającego mnie.
Próbujemy "naprawić" nasz związek. Kiedy poszliśmy na randkę, po długim czasie, bo nie mieliśmy warunków niestety. Po godzinie wróciliśmy do domu, mąż był zmęczony, ja nie miałam siły by kolejny raz się kłócić.
Nie umiem mu zaufać, nie chcę, boję się że cokolwiek powiem to on to wykorzysta przeciwko mnie. On, który tak mnie kocha (tak mówi), który nie wyobraża sobie życia beze mnie. Niby się kochamy, chcemy być razem a nie umiemy. Za to umiemy ranić się na wzajem, powiedzieć takie rzeczy, żeby zabolały najmocniej. Jasne, że w złości i potem żałujemy, ale słowa padły i jakaś rana w sercu zostaje.
Motamy się tak już długo, proponowałam mu terapię, ale on się nie zgadza. Sama przecież nie pójdę na terapię dla małżeństw? Mąż twierdzi, że każdy ma lepsze i gorsze chwile, że powinniśmy to przetrwać i będzie lepiej. Wg. mnie jest coraz gorzej, dochodzi do tego moja blokada, przez którą raczej ograniczam swoją wylewność w kontaktach z mężem.

nie mamy większych problemów, niby nic się wielkiego nie stało a ja czuję że to koniec:( Czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa?
    • anula36 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 10:16
      Mozna tak zyc, tylko ze na takie zycie szkoda czasu.
      Idz na terapie indywidualna, przyda sie i jako wsparcie leczenia farmakologicznego depresji i jako pomoc w rozwiazaniu waszych problemow malzenskich.Meza do terapii nie zmusisz,ale mozesz sama sie troche podbudowac i latwiej bedzie Ci wtedy podjac decyzje co dalej.
    • edw-ina Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 10:24
      Kasiu, to, co przechodzicie jest bardzo ciężkie, ale do przepracowania. Przechodzisz depresję, bardzo ciężką chorobę, która wpływa na twoje życie i życie twoich bliskich. Mam nadzieję, że masz lekarza, dobrze dobrane leki oraz chodzisz na psychoterapię. Twój terapeuta powinien zaproponować kilka wspólnych sesji z mężem. Jako osoba bezstronna będzie mógł łatwiej wytłumaczyć twojemu mężowi twoje emocje, sposób postrzegania. Zresztą z wzajemnością - ty lepiej zrozumiesz skąd wzięło się jego zachowanie. Jeśli depresja jest wynikiem problemów małżeńskich - nie obejdzie się bez terapii rodzinnej.
      Często zachowanie, jakie opisujesz na przykładzie twego męża, są wynikiem strachu: przed sytuacją, strachu o twoje życie, o przyszłość. Są ludzie, którzy w takich chwilach reagują agresją słowną. Terapeuta pomoże wam okiełznać te emocje. Tylko im dłużej będziecie czekać, tym trudniej będzie to zrobić.

      powodzenia!
    • serendepity Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 12:01
      > Od pewnego czasu przechodzimy z mężem kryzys. Trwa to ponad rok. Niby nic poważ
      > nego się nie stało, żadnej zdrady, oszukiwania czy innych ekscesów, po prostu m
      > ałe kłótnie zaczęły narastać i przekształcać się w wielkie awantury, były krzyk
      > i, wyzwiska, rzucanie talerzami, a nawet kilkakrotne pakowanie walizek.

      A skad wiesz, ze jednak nie doszlo do zdrady i maz nie ma kogos? Klotnie nie wziely sie z niczego. Cos musialo sie zmienic. Moze meza zauroczyl ktos? A moze poznal jakas wyjatkowa ambitna kobiete, z ktora czesto przebywa i stad jego nagle wyrzuty, ze nic nie robisz w zyciu?

      To dziwne, zeby z Twojego przyjaciela przeistoczyl sie nagle, bez powodu, w osobe, ktora uzywa przeciwko Tobie Twoich zwierzen.
      • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 12:20
        Akurat zdradę wykluczam w 100%. Mąż pracuje od 7 do 15, wychodzi 15 minut wcześniej i wraca 15.15. Nie mówiąc o tym że często sama go do tej pracy zawożę. Popołudniami zajmuje się dzieckiem, a ja wtedy "pracuję" w domu, mam swój mały biznes i wtedy jest mój czas. Z kolegami wychodzi średnio 2 razy do roku, a wtedy wypija lampkę wina i wraca do domu. Jes DDA i głównie przez to stał się wielkim domatorem, ew. czasem wyskoczy na rower a i to najczęściej z dzieckiem.A jego hobby - żeglarstwo - które uprawia czynnie tylko wakacyjnie też raczej okazji do zdrady mu nie dostarcza.
        Prawdę mówiąc to chyba mogłabym być bardziej pewna jego niż sama siebie:(

        Wiem, że są miliony kobiet, w otoczeniu męża też, wiem, że niektóre mu imponują czymś bardziej niż ja, ale ja mam (tak sądzę) inne zalety, które sprawiły że to jednak ja jestem jego żoną. Nie jestem 20 kg grubsza niż przed ślubem, mam takie samo wykształcenie jak mąż, zarabiam tyle samo (a czasem nawet więcej, jak mamy dobry miesiąc). To moje "nie osiągnięcie niczego" to jest np. brak planów na następne 10 lat. Nie mam planów, bo zwyczajnie nie wiem czy będę z nim, czy sama. Czy będę pracować czy nie, nie wiem jak będzie wyglądało moje życie i nie wiem czego chcę ale to też jest objaw depresji, a nie mój wymysł:(
        To "nagłe" wykorzystywanie czegoś przeciwko mnie przyszło z czasem, z kolejną kłótnią, z przeprosinami ale gdzieś tam wszystko się zmienia. Na gorsze:(
    • tully.makker Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:08
      Moj partner tez nie umial wesprzec mnie, gdy przechodzilam ciezki epizod depresji. Czy to go dyskwalifikuje jako czlowieka? Nie wiem. Ja myslalam o odejsciu, w koncu zdecydowalam sie zostac, odbudowalismy zwiazek, choc nie pomogla nam terapia, tylko moja praca nad soba i zmiana, a wlasciwie powrot do tgo, czym bylam zanim nawet go poznalam - kobieta, ktora potrafi sobie ze wszystkim poradzic MIMO depresji.

      I to dalo mi niesamowita sile, bo wiem, ze sobie poradze nawet bez niego, czy kogokolwiek innego.
      • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:24
        a napisz proszę, czy umiecie żyć dalej bez rozpamiętywania tego? Nie masz żalu, że ktoś najbliższy nie pomógł kiedy tego potrzebowałaś? Nie masz oporów przed obnażeniem się (nie dosłownym) przed partnerem?
        Nie wyobrażam sobie życia z kimś takim, boję się, że minie 10 lat, a ja będę nadal zamkniętą w sobie kobietą bez celu w życiu, która nie zaufa własnemu mężow:(
        Ja wiem, że sobie poradzę bez niego, pewnie to będzie zupełnie inne życie ale jestem w stanie sobie to wyobrazić. Kwestia tego, czy jesteśmy w stanie dać sobie carte blanche i zacząć życie od początku, czy udawać że jest ok, a może jeszcze inaczej?
        • edw-ina Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:40
          dlatego właśnie potrzebujecie kogoś, kto pomoże wam się porozumieć. My w pewnym momencie byliśmy już na takim etapie wojny, że nie było już żadnych świętości i potrafiliśmy bez skrupułów uderzyć w najsłabszy punkt przeciwnika. W konsekwencji - byłam skrajnie zmęczona życiem, związkiem, wszystkim. Nawet nie chciało mi się już odchodzić, bo nie wierzyłam, że to cokolwiek zmieni.
          Nie wierzyłam też, że terapia da cokolwiek. Poszłam tak naprawdę po to, by ktoś mi potwierdził, że nic już z tego nie będzie. Po czym terapeuta krok po kroku, tylko kierując rozmową, pokazywał nam, jak ważni dla siebie jesteśmy, jak źle potrafimy odczytywać słowa/zachowania drugiej osoby. Ile z tych rzeczy wnieśliśmy do związku nieświadomie. Po kilku sesjach, kiedy wydawało się, że widać światełko w tuneli, wpadłam w skrajną depresję - ze stanami lękowymi, jadłowstrętem, niemal katatonią. I o dziwo, to właśnie mąż pomógł mi najbardziej. Wcześniej, gdy były problemy, po prostu wycofywał się do swojego świata. Poważnie - poza twoją terapią, idźcie wspólnie. Wspólnych problemów nie można rozwiązać oddzielnie.
          • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:53
            boję się, że mój mąż (ja zresztą też...) nie otworzy się przed obcym człowiekiem. On uważa że to jest mój problem, i to ja potrzebuje pomocy.

            Cieszę się, że tobie się udało, daje mi to jakieś światełko w tunelu
            • edw-ina Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 14:00
              wbrew obiegowym opiniom terapeuta nie wyciąga nam trzewi na zewnątrz. Rozmowa niby nie dotyczy niczego ważnego, a jakoś tak samoistnie, krok po kroku zaczyna się mówić coraz więcej. Osoba z zewnątrz widzi inaczej niż ci, którzy od dawna pozostają w konflikcie i każde zachowanie odczytują już, jako przytyk.
        • tully.makker Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 18:45
          > a napisz proszę, czy umiecie żyć dalej bez rozpamiętywania tego? Nie masz żalu,
          > że ktoś najbliższy nie pomógł kiedy tego potrzebowałaś? Nie masz oporów przed
          > obnażeniem się (nie dosłownym) przed partnerem?

          Wiesz, ja w ogole nie ma jakis spejalnych tendencji do otwierania sie przed partnerem, i bardo u niego cenie, ze mozna z nim po prostu byc, siedziec sobie razem na kanapie ze splecionymi nogami i nic nie mowic.
          A on sie sprawdza w rudnych sytuavjach - teraz np jestesmy z naszym najmlodszym w szpitalu, a chlop kursuje miedzy domem, zajmujac sie srednim, a szpitalem, bym ja mogla troche odpoczac. A ze nie sprostal mojej depresji - bo sama wiem, ze to latwe nie jest...
    • ajaksiowa Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:36
      A może twój mąż jest zmęczony tą sytuacją,tylko nie chce o tym mówić?Może on jest zdołowany przez twoją chorobę,i wmawianiem tobie apatii życiowej chce ci dac do zrozumienia żebyś wzięła się w garść i zwróciła uwagę na niego?Lekarstwem na jedno i drugie jest moim zdaniem więcej aktywności na codzień i,, sposób na życie,,\po prostu\
      • noname2002 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:45
        No właśnie, czy Ty go tą depresję trochę nie szantażujesz?
        • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:58
          Czy moje prośby o pomoc można nazwać szantażem? Jeśli tak to się przyznam:( Ale myślę, że jeśli ktoś tego sam nie doświadczył (mówię o depresji) to nigdy nie zrozumie. Ja sobie nie wymyśliłam, że nagle nie mam celu w życiu. Nie wstaję rano uśmiechnięta, by za chwilę zacząć płakać bo mąż jest tuż obok. To jest stan permanentny. I moja walka o siebie, w któej jestem sama.
          • ajaksiowa Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 14:04
            On nie wierzy w twoją chorobę?Pani ekspert napewno doradzi coś konstruktywnego.
          • noname2002 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 14:42
            Też chorowałam na depresję i Cię rozumiem, na pewno słowa "weź się w garść" nie pomagają tylko wpędzają w poczucie winy, że się nie umiesz zmobilizować, że najprostsze czynności stają się okropnie trudne.
            Tylko, żeby depresja nie stała się dla Ciebie taką bronią-"nie mów mi tego czy tamtego, nie postępuj tak a tak, bo ja mam depresję". Takim szantażem emocjonalnym.
      • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 13:51
        Trudno mówić o braku aktywności kiedy ma się małe dziecko, własną firmę i prowadzi dom. Naprawdę nie narzekam na nadmiar wolnego czasu, nie leżę wieczorem z myślą jak zabić nudę:/ Skąd wziąć sposób na życie? Od męża który mówi weź się w garść?
        Na pewno wiele rzeczy mogę sobie zarzucić, ale nie to, że odwróciłam się od męża. ZAWSZE stałam za nim, wspierałam go we wszystkim co robił, dawałam do zrozumienia że jest super człowiekiem (bo niestety z domu wyniósł brak wiary w siebie i to zupełny...) I kiedy potrzebowałam od niego trochę uwagi, zawiódł mnie kompletnie:(
    • eloach Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 15:08
      Ale właściwie, czego Ty oczekujesz od męża? Że będzie się zachowywał tak jak Ty sobie to widzisz?
      On ma być wróżem, czytać w Twoich myślach, albo najlepiej wszystko w jednym. Ma być Twoim terapeutą?!
      A nie pomyślałaś, że on może szuka jakiegoś sposobu, żeby wyrwać Ciebie z depresji?
      Może robi to nieudolnie, ale jednak są to próby.
      Pytanie, jak Ty jesteś do niego nastawiona.
      Jeżeli odbierasz go jako przeciwnika, to każde jego zachowanie będzie złe.
      Czy Ty go kochasz i czy go rozumiesz?
      Masz tylko swoje oczekiwania. Jesteś malkontentką, która nauczyła się narzekać nie wiadomo na co. Skąd ta depresja?
      Masz pracę, dziecko, zdrowie, rodzinę, to o co kaman?
      Prawdopodobnie sama wymyślasz sobie problem, bo mąż za mało poświęca Ci uwagi, bo nie przytulił, bo nie pocałował, bo nie powiedział czegoś, co Ty chciałaś usłyszeć.

      Słusznie napisał Ci w smsie, żebyś go nie straszyła, że sobie coś zrobisz.
      Ty próbujesz zastosować na nim szantaż. Chcesz go wbić w poczucie winy, tylko z tego powodu, że Twoje ego nie zostaje zaspokojone.
      Weź się kobieto w garść, bo nikt nie lubi maruderów.
      • edw-ina Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 15:15
        to były jedne z nazimniejszych i najbardziej pozbawionych empatii słów, jakie zdarzyło mi się przeczytać. Mogłaś sobie darować.
      • zielony_marcepan Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 15:51
        eloach to co napisalas jest po prostu ochydne:/Nie masz pojecia czym jest ta choroba i jak bardzo jest niebezpieczna,nie umiesz nic doradzic to nie pisz nic bo tylko dolewasz oliwy do ognia!Zastanow sie troche.
      • sanciasancia Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 16:06
        Jesteś żenująca, nawet na tle gazetowych trolli.
    • kropeczka455 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 16:49
      kasia-33333 napisała:
      > Prosiłam go żeby poczytał trochę o depresji,
      > żeby mi pomógł, bo sama siebie nie cierpię za to co we mnie siedzi.
      >Niby to zr zrobił, a podczas kolejnej kłótni kiedy wyszłam z domu,
      > żeby nie słuchać więcej wymówek, dostałam smsa,
      > żebym go tylko nie straszyła że sobie coś zrobię.
      > Mówiłam mu kiedyś, w zaufaniu,
      > to było dla mnie bardzo trudne i ciężkie, że mam czase
      > m takie myśli żeby skończyć ze sobą, że życie nie ma sensu itp
      Kasiu, napisz co Ty zrobiłaś sama dla siebie.
      Czy leczysz się u psychiatry, masz zdiagnozowana depresje i bierzesz leki antydepresyjne, a co z terapią?
      Depresja to ciężka choroba duszy którą trzeba leczyć. Wyniszcza nie tylko chora osoba ale również jej najbliższe otoczenie. Dlaczego mąż boi się twojego szantażu??? Narzekasz że mąż Ci nie pomaga w chorobie. Niby co ma robic, zacząć się leczyć za Ciebie?? Każdy z nas ma mniejszego lub większego doła. Wysłuchując dzień dnia osobę depresyjną mozna samemu wpaść w depresję.

      Twój mąż mówi
      - "weź się w garść"
      oznacza mniej więcej "nie mam już siły z Tobą gadać, ja sobie radzę a w takich sytuacjach a Ty nie".
      Zapewne chciałby Ci pomóc? Jeżeli odmawia to zazwyczaj dlatego, że próbował już tyle razy i nie udało się. jest zmęczony zaistniała sytuacją.
      ...................................
      Wiec zrób coś dla siebie. Udaj sie do psychiatry i do psychologa. Rozpocznij leczenie. Musisz uzdrowić najpierw siebie a wtedy łatwiej wam będzie naprawić wzajemne relacje w małzenstwie.

      Pamiętaj o pierwszej zasadzie - nie szkodzić!
      • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 18:12
        Ale ja chodzę do psychiatry, biorę leki, na terapię czekam, bo byłam już umówiona i nie poszłam... Męża prosiłam o kopa, o to żeby mnie wywalił (min. na tą nieszczęsną terapię) z domu, żebyśmy mogli zacząć normalnie żyć. Nie chcę żeby robił coś za mnie, po prostu łatwiej jest zabrać się za leczenie kiedy ma się dla kogo...
        Broń boże nie straszę go niczym, ani nie tłumaczę niczego własną chorobą.



        Bardzo WAM wszystkim (z jedym wyjątkiem, który przemilczę) dziękuję. Inaczej już patrzę na siebie, na męża, na nas, na przyszłość. Straciłam nadzieję, a teraz widzę że chyba wciąz jest szansa.
        • lilawrzos Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 18:22
          kasia-33333 napisała:
          >Męża prosiłam o kopa, o to żeby mnie wywalił (min. na tą nieszczęsną terapię) z >domu,

          Kasiu daję Ci mocnego kopniaka w Twoje w .... abyś wyskoczyła jak strzała na terapię.

          > po prostu łatwiej jest zabrać się za leczenie kiedy ma się dla kogo...
          Jest to emocjonalny szantaż !!!! Zrób to sama dla siebie.
    • blue_romka Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 18:09
      Jeśli mąż nie chce iść na terapię, to idź Ty sama, na indywidualną. Akcja wywołuje reakcję, zmiana Twojego zachowania może wiele zmienić w zachowaniu męża. Poza tym przy depresji Ci się przyda.
    • eloach Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 19:04
      No oczywiście wszyscy się na mnie obrazili za niezrozumienie. No cóż...
      Bądźcie tak łaskawe i uświadomcie mnie, a przede wszystkim Kasia, na czym polega jej depresja?
      Czym jest spowodowana?
      Co droga Kasiu spowodowało, że nie widzisz sensu życia?
      Dla mnie szukasz dziury w całym. Kłótnie z mężem są po to by dostarczyć Ci emocji...
      Eh..., zresztą niewiele napisałaś czego dotyczą kłótnie, od kiedy trwa ta depresja itp.?

      Może owszem, chcesz by mąż mówił Ci jak to Ciebie kocha, jaka jesteś cudowna itd. Kto nie lubi słuchać komplementów?
      Niestety swoim marudzeniem i oczekiwaniami raczej go do tego nie zachęcisz, a prawdziwa depresja może pojawić się gdy mąż będzie miał dość oskarżeń i zwyczajnie odejdzie.
      • kasia-33333 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 19:32
        eloach a ty jeseś jak się domyślam się lekarzem o specjalizacji psychiatra?Główną i bezpośrednią przyczyną mojej depresji, zdiagnozowanej zresztą przez lekarza, a nie tutaj na forum, była utrata dziecka. Nie potrzebuję dodatkowych doznań w postaci kłótni z mężem żeby się Nie oczekuję od niego czułych słówek, nie marzę o motylach w brzuchu 7 lat po ślubie, nie oskarżam go o nic tym bardziej.
        • eloach Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 19:52
          A to przepraszam bardzo.
          Widzisz, nie napisałaś wszystkiego wprost, nie napisałaś o tak poważnym powodzie jak utrata dziecka.
          Twój pierwszy post zabrzmiał jak uskarżanie się rozkapryszonej dziewczynki, która wymyśla sobie jakieś problemy.
          Ja z żoną (nie jestem kobietą i nie wiem czemu się na tym forum tak wyświetla) również straciliśmy pierwsze dziecko. Wiem zatem co to znaczy. Mimo to jesteśmy teraz szczęśliwymi rodzicami i cieszymy się każdym dniem.
          Życie jest nieprzewidywalne i pisze swój scenariusz.
          Jednak jak je przeżyjemy zależy od nas samych. My sami nadajemy mu wartość.
          Możemy ciągle narzekać i mieć pretensje o wszystko, albo możemy brać z życia jak najwięcej, a każdą sytuację traktować jak kolejne doświadczenie, które tylko nas wzbogaca, dzięki czemu stajemy się dojrzalsi i mądrzejsi.
          • edw-ina Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 20:38
            wyjątkową ignorancją się wykazałeś poddając w wątpliwość chorobę autorki i wyśmiewając jej potrzeby. może na przyszłość dowiedz się więcej, zanim bez zastanowienia, w przekonaniu jedynej właściwej wersji, skopiesz kogoś po nerkach.
          • sanciasancia Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 21:13
            > Jednak jak je przeżyjemy zależy od nas samych. My sami nadajemy mu wartość.
            > Możemy ciągle narzekać i mieć pretensje o wszystko, albo możemy brać z życia ja
            > k najwięcej, a każdą sytuację traktować jak kolejne doświadczenie, które tylko
            > nas wzbogaca, dzięki czemu stajemy się dojrzalsi i mądrzejsi.
            W jaki sposób utrata dziecka wzbogaca życie?
            Bo myślę już nad tym czwarty rok i nic ciekawego nie wymyśliłam.

            A tak serio, najbardziej jest żałosne, jak ktoś jest pozbawiony empatii. Każdy ma prawo do swojego bólu, po stracie chomika też, i do własnego poczucia bezsensu w życiu. Nawet jeżeli moja strata obiektywnie jest większa, nieznaczy to, że ktoś inny nie może cierpieć z powodu czegoś, co mnie się wydaje mało ważne.
            A depresja jest zwykle związana z zaburzeniami biochemicznymi, a nie czyimś paskudnym usposobieniem i jest bardzo poważną chorobą.

            A ta pogarda, która bije z twoich postów, to raczej sugeruje, że nie wszystko wzbogaca albo nie w sposób, który jest pozytwny.
      • pendzacy_krolik Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 15.11.11, 20:18
        a co w tym zlego jesli oczekuje od mezow komplementow? ty nie mowisz tego zonie? jesli nie to zle o tobie swiadczy. rob tak dalej, a zona sobie znajdzie tego,ktory jej takie komplementy bedzie mowil.
        ps. dziwnie jest pisac do faceta, ktory wyswietla sie jako kobieta.jestes pewny,ze jestes facetem? he he.
        eloach napisała:

        Może owszem, chcesz by mąż mówił Ci jak to Ciebie kocha, jaka jesteś cudowna it
        > d. Kto nie lubi słuchać komplementów?
        > Niestety swoim marudzeniem i oczekiwaniami raczej go do tego nie zachęcisz, a p
        > rawdziwa depresja może pojawić się gdy mąż będzie miał dość oskarżeń i zwyczajn
        > ie odejdzie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 18.11.11, 00:06
      Z Pani opisu wygląda na to, że sprawa jest bardziej Pani osobista niż małżeńska. Choć w oczywisty sposób rozgrywa się w związku. Dlatego nie zachęcałabym do terapii małżeńskiej. Pani osobiste i subiektywne uczucie, że mąż Pani nie rozumie, nie wspiera, nie jest wprost powodem do takiej terapii.
      Natomiast myślę, że dla Pani terapia indywidualna byłaby wskazana. I to w kierunku psychoterapii depresji. Bo to depresja, nawet leczona farmakologicznie, może być powodem poczucia opuszczenia, nadmiernej wrażliwości, nagłych wybuchów złości czy zmienności nastrojów. To z kolei wpływa na Pani postrzeganie rzeczywistości w tym zachowań męża. Można powiedzieć, że jest to tak zwane postrzegane "ksobne". czyli wszystko zaczyna być odnoszone lub filtrowane przez siebie.
      Radzenie sobie przez osoby trzecie z depresją bliskich bywa trudne. Oni są bardzo wystraszeni i często regresjonując się, postępują niedojrzale. Nie są wnikliwi, próbują ożywić na siłę depresyjna osobę, boją się jej destrukcji. Nie piszę tego aby coś w postępowaniu męża usprawiedliwić, ale aby pokazać Pani trudności po tamtej stronie. Dużo racji jest w wypowiedziach "tully".Warto je wziąć pod uwagę.
      W terapii warto podjąć także wątek poczucia bycia ofiarą. To jest symptom depresji. Myślę, pokazał się on w Pani reakcji na nieco krytyczne wypowiedzi innych. w tym wątku.
      Odpowiadając na Pani tytułowe pytanie odpowiem, że tak. Tylko czasem w trudnych chwilach przychodzi moment refleksji. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • amb25 Re: proszę o pomoc - czy tak można żyć? 18.11.11, 08:00
      TO ciezkie co teraz przechodzisz. Sadzac z twojego opisu maz nie zachowywal sie idealnie.
      Ale... zycie z osoba w depresji jest o wiele trudniejsze niz bycie w tej depresji. Trudno zrozumiec a jeszcze trudniej pogodzic sie tym, ze partner/ka tak sie zmienia.
      Ludziom w depresji wydaje sie, ze osoby najblizsze powinny je wspierac i egistycznie tego wymagaja. To prawda powinny byc wspierane, ale jeszcze wiekszego wspacria potrzebuje partner/ka osoby z depresja - to na nich spadna wszystie problemy, sprawy do zalatwienia, utrzymanie rodziny, wychowaie dzieci itp. A pratner/ka z depresja? Potrafi sie praktycznie martwic o siebie (pod pozorem ze martwie sie o rodzine) i to im najlepiej wychodzi. Ew. popelniaja samobojstwo bo nie potrafia sobie poradzic z wlasnymi problemami wiec co ich obchodza bliscy/ Ze beda cierpiec? Najwazniejsze ze ON/ONA (chora) juz nie bedzie.
      Dlatego badz nieco wyrozumiala dla meza i staraj sie go zrozumiec. On pewnie jest na granicy wytrzymalosci (i nerwy puszczaja o byle co) i ciesz sie, ze od ciebie jeszcze nie odszedl. Wielu zdrowych ludzi nie wytrzymuje deresji partnera/ki.
      Lekarz mojego meza czeto wymagal abysmy do niego przychodzili razem - bo uwazal, ze depresja dotyczy calej rodziny i cala rodzina powinna byc zaangazowana w leczenie i wymaga wsparcia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja