kasia-33333
15.11.11, 09:38
Witam, często czytam to forum i bardzo cenię sobie niektóre uwagi forumowiczów, jak i pani expert, stąd moja prośba tutaj.
Od pewnego czasu przechodzimy z mężem kryzys. Trwa to ponad rok. Niby nic poważnego się nie stało, żadnej zdrady, oszukiwania czy innych ekscesów, po prostu małe kłótnie zaczęły narastać i przekształcać się w wielkie awantury, były krzyki, wyzwiska, rzucanie talerzami, a nawet kilkakrotne pakowanie walizek. Przez tą atmosferę w domu (i kilka innych czynników) "dorobiłam się" depresji. Leczę się od niedawna, chociaż powinnam zacząć dużo wcześniej. Nie umiałam (albo nie chciałam) dostrzec tego, że mój dół jest czymś poważniejszym, a ciągła apatia nie wynika z cech charakteru. Mój mąż (zawsze był moim przyjacielem, zaufanym, najdroższym) w najcięższych dla mnie chwilach, kiedy dosłownie nie miałam siły by wstać z łóżka i wyjść z domu, potrafił zrobić mi wyrzuty, że mam prawie 30 lat, nic w życiu nie osiągnęłam, że mam wziąć się w garść itp. Gdyby to zależało odemnie to chętnie bym to zrobiła:( Prosiłam go żeby poczytał trochę o depresji, żeby mi pomógł, bo sama siebie nie cierpię za to co we mnie siedzi. Niby to zrobił, a podczas kolejnej kłótni kiedy wyszłam z domu, żeby nie słuchać więcej wymówek, dostałam smsa, żebym go tylko nie straszyła że sobie coś zrobię. Mówiłam mu kiedyś, w zaufaniu, to było dla mnie bardzo trudne i ciężkie, że mam czasem takie myśli żeby skończyć ze sobą, że życie nie ma sensu itp:( powiedziałam tak, bo tak czułam, bo bałam się tego. A nie po to, żeby ktoś wykorzystywał to jako coś upokarzającego mnie.
Próbujemy "naprawić" nasz związek. Kiedy poszliśmy na randkę, po długim czasie, bo nie mieliśmy warunków niestety. Po godzinie wróciliśmy do domu, mąż był zmęczony, ja nie miałam siły by kolejny raz się kłócić.
Nie umiem mu zaufać, nie chcę, boję się że cokolwiek powiem to on to wykorzysta przeciwko mnie. On, który tak mnie kocha (tak mówi), który nie wyobraża sobie życia beze mnie. Niby się kochamy, chcemy być razem a nie umiemy. Za to umiemy ranić się na wzajem, powiedzieć takie rzeczy, żeby zabolały najmocniej. Jasne, że w złości i potem żałujemy, ale słowa padły i jakaś rana w sercu zostaje.
Motamy się tak już długo, proponowałam mu terapię, ale on się nie zgadza. Sama przecież nie pójdę na terapię dla małżeństw? Mąż twierdzi, że każdy ma lepsze i gorsze chwile, że powinniśmy to przetrwać i będzie lepiej. Wg. mnie jest coraz gorzej, dochodzi do tego moja blokada, przez którą raczej ograniczam swoją wylewność w kontaktach z mężem.
nie mamy większych problemów, niby nic się wielkiego nie stało a ja czuję że to koniec:( Czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa?