Dodaj do ulubionych

agresja słowna - proszę o opinię eksperta

17.11.11, 18:06
Kilka miesięcy temu opisywałam wybuchy agresji mojego męża nie tylko w stosunku do mnie, ale i dorastającej córki. Oczywiście, mąż mnie obwinia o swoje wybuchy, bo ja go go "prowokuję". Za radą internautek przeczytałam książkę "Toksyczne słowa" i stwierdziłam z ubolewaniem, że pasujemy do schematu. Mąż miewa okresy gorsze i lepsze, a ja czuję się zagubiona. Nie chcę się z nim rozstawać - jesteśmy małżeństwem od 15 lat, kocham go, mamy dwoje dzieci, które on bardzo kocha, zwłaszcza dla 5-letniego syna jest czuły i opiekuńczy. 11-letnią córkę też kocha i bywa dla niej czuły, ale ona zaczyna mieć własne zdanie, co on nazywa nastawianiem jej przeze mnie przeciwko niemu. Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, że to on ma problem, ale słyszę tylko, że za dużo książek czytam. Denerwuje go, że mam własne zdanie w wielu sprawach. Nie wiem, co zrobić. On nie da się namówić na żadną terapię. A potrafi mnie zranić czasami bardzo głęboko. Nie mam już sił i pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji. Bardzo proszę o poradę. Mam zamiar stosować na razie taktykę unikania - jak najmniej czasu spędzać wspólnie, żeby nie było powodów do kłótni.
Obserwuj wątek
    • pendzacy_krolik Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 17.11.11, 19:09
      ja tez slyszalam,ze za duzo czytam i jestem dalej glupia ,jak bylam.
      agresja slowna to typowa obrona osoby slabszej intelektualnie.
      jesli nie ulegniesz to z czasem bedzie tylko gorzej. tyle sie mowi o kompleksie meskosci u wspolczesnych mezczyzn.gdyby zrozumieli,ze czasy i kobiety sie zmienily i nadazali za tymi zmianami to nie byloby tylu problemow w zwiazkach.ba,gdyby tylko zechcieli czytac te same ksiazki,co kobiety,a nie bezmyslnie wgapiac sie w tv, grac w pilke z kumplami czy siedziec przed kompem.ale co si dziwic,tyle lat zyli bezpiecznie , a tu nagle baby czegos od nich wymagaja.
    • elizabeth7 Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 17.11.11, 21:02
      Ja proponowałabym unikać wszelkich kontaktów, nie rozmawiać, nie mysleć i broń-boże nie negować tego co powie pan i władca. No i nie prowokować swoim milczeniem, bo milczenie też może być wiele mówiące. No i to ciepło rodzinne powinnaś krzesać, by było go jak najwięcej. Córkę utemperuj, co gó...ara ma do powiedzenia. Podskakiwać to sobie będzie mogła swojemu mężowi jak sobie na to pozwoli.
      Powodzenia.
      • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 13:40
        Temat był tutaj wałkowany milion razy, bo problem dotyczy bardzo wielu związków. Obeznane dziewczyny radzą stawianie granic. Znaczy jak mąż podnosi głos wyraźnie mówisz: proszę, nie krzycz na mnie, bo mnie to rani. Stanowczy tonem. Ale już nakręcający się facet roześmieje Ci się w twarz na coś takiego. To może działać w pierwszym roku małżeństwa, stosowane z żelazną konsekwencją. Jeśli po latach próbujesz stawiać granice, marne szanse.
        Druga technika to wychodzenie do innego pomieszczenia, gdy widzisz, że atak się zaczyna, gdy w głosie męża zaczynają pobrzmiewać nuty złości. Działa średnio, bowiem facet często leci za Tobą. Jak się zamykałam w łazience, potrafił stać pod nią i wykrzyczeć: liczę do trzech, jak nie otworzysz, to.... i tu następowała groźba tudzież szantaż emocjonalny. Nie otworzyłam, szantaż zastosował, poradziłam sobie bez niego, to potem usłyszałam zarzut: zostawiłaś mnie jak psa. Bo szantaż dotyczył odmowy pojechania ze mną na pogrzeb.
        Raz wyłączył korki, żeby mnie wywabić z tej zamkniętej łazienki. Na szczęście mamy w łazience okno, za oknem latarnię;)
        Złote milczenie. Dobre sobie, za każdym razem, gdy próbuję zastosować, jest wielki krzyk: O, obraziła się! I dalsza tyrada, wściekłość, że nie dostarczam mu argumentów, lekceważę.
        Przemocowiec jest niereformowalny i na dobrą sprawę nie ma na niego sposobu. Można tak jak ja kiedyś, lawirować, przemilczać, probować nie zadrażniać. To metody malo skuteczne i bardzo wyczerpujące, łamiące kręgosłup Tobie i dzieciom. Odradzam. Z drugiej strony stawianie się i samoświadomość ofiary przemocowca jeszcze bardziej rozsierdzają. Właśnie teraz zbieram tego żniwo, bardzo niekiedy boleśnie.
        Nie wypróbowalam jedynie ostatniej metody: nie złożyłam jeszcze wniosku o rozwód. Słyszałam takie legendy, że na niektorych działa pozew, a jeszcze lepiej czasowa wyprowadzka z dziećmi. I chyba to bym Ci doradzała, bo z własnego doświadczenia wiem, że wszystko inne zawodzi. Ja tymczasem czekam na dogodny moment.
        • mokryleon Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.10.12, 00:38
          Sebaldo,

          chciałabym się Ciebie zapytać o to jak wygląda Wasze życie (poza aspektem emocjonalnym).
          Jak wygląda Twój typowy dzień? Jak wygląda dzień Twojego męża? Kto płaci rachunki, kto gotuje, sprząta, robi zakupy? Jak wyglądają Twoje relacje z przyjaciółmi?
          Mam nadzieję, że nie zadałam pytań, na które nie miałabyś ochoty odpowiadać publicznie.
          Jeśli jednak tak - to napisz - podam Ci swój adres mailowy.
          • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.10.12, 10:27
            mokryleon napisała:
            > Jeśli jednak tak - to napisz - podam Ci swój adres mailowy.
            Najczęściej korzystam z adresu gazetowego, czyli: sebalda@gazeta.pl. Chętnie z Tobą popiszę:)
            A co do Twoich pytań: rachunki, zakupy i większa część gotowania - należą do mojego męża (jest zmotoryzowany, ja nie, mieszkamy 25 km poza miastem, dojeżdżam 3 środkami lokomocji w jedną stronę, w domu jestem ok. 19).
            Reszta spraw domowych należy do mnie i praktycznie tylko do mnie. Cała sobota upływa mi na sprzątaniu, a po całym tygodniu jest tego naprawdę dużo (duża powierzchnia, duży pies). Mąż za swój udział w prowadzeniu domu domaga się wielkiej wdzięczności, to co robię ja, to norma i nie warto o tym w ogóle mówić.
            Przyjaciół mam, ogólnie wiele dobrych relacji, w pracy się sprawdzam, czuję bardzo dobrze, mam wiele bliskich koleżanek. Ogranicza mnie duża odległość od miasta, weekendowe zmęczenie i chęć odpoczynku w domu, ale staram się podtrzymywac przyjaźnie, na ile to jest możliwe. Ogólnie mam duży kawałek swojego życia, ktore lubię, i dbam o to, odkąd wiem, że to jest dobre i naturalne, nawet gdy jest się w związku. Wcześniej oczywiście cały czas powinnam była poświęcać mężowi. Przy czym on zawsze byl i nadal jest całkowicie skupiony na rodzinie. Aż za bardzo:(
            O innych szczegółach możemy popisać na priva, bo chyba niczyje życie nie jest tak dobrze znane na forum jak moje:)))) Niektórym znane lepiej niż mnie samej:)))
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 13:39
      Nie wiem do czego ma zmierzać Pani taktyka w przyszłości. Doraźnie, jak rozumiem, ma zmniejszyć wspólny kontakt. Ale w takim razie po co razem być? Nie chce się Pani rozstawać z mężem, co rozumiem, bo ma on inne cenne przymioty, tworzycie rodzinę itp. Trudno sobie wyobrazić dalsze wspólne życie w taki sposób.
      Poza tym to zwycięstwo męża a Pani klęska. Bo nie może Pani żyć pełnią swojej osobowości i niezależności. Taki model kobiety pokaże Pani córce. Kobiety schodzącej z drogi mężczyźnie. To zgoda na jego słowa, że go Pani prowokuje.
      Moją propozycją byłoby postawienie na poczucie swojej wartości. Wtedy słowa męża nie będą miały siły rażenia, na którą są obliczone. Za każdym jego wystąpieniem mówić, ze Pani się z nim nie zgadza, ma o sobie inne zdanie i nie chce słuchać jego. I dopiero wtedy uciąć kontakt. To wymaga wiary w siebie i swoją moc. Jeśli nie ma Pani tego w sobie teraz, pomóc może terapia indywidualna dla Pani lub grupa terapeutyczna.
      To nie jest łatwa propozycja do realizacji. Proszę pamiętać, że to nie jest zaproszenie do walki, tylko dbanie o siebie, do czego ma Pani prawo. A skoro chce być Pani z mężem i jedna lepszych.
      Inne pozostawią Panią za parę lat w roli kolejnej sfrustrowanej cierpiętnicy złożonej na ołtarzu swoiście pojętego życia rodzinnego. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 13:49
        Z całym szacunkiem, mówienie mężowi, że się z nim nie zgadzam, niczego nie załatwia. Jestem kobietą bardzo już dobrze uświadomioną, na każdym innym polu poza małżeństwem spełnioną, wiem z całą pewnością, że to nie ja jestem winna atakom męża, że w naszym związku wina nie leży po obu stronach, tylko wynika przemocowego charakteru męża, a mimo to każda wywołana przez niego awantura bardzo mocno mnie dotyka. Nie moge się uwolnic od emocji z nim związanych, przy czym, żeby nie było, są to wyłącznie negatywne emocje, nawet gdy mąż przechodzi miodowe miesiące, bo wiem, że one bardzo szybko się skończą i nastąpi kolejny wybuch. Wyzbylam się wszelkiej nadziei. Powinnam być zatem uodporniona, obojętna, a nie potrafię. Odbyłam terapię dla ofiar przemocy w rodzinie, nie pomogła. Nie zmieniła się moja sytuacja w domu, mimo mojego samouświadomienia, zatem wszystko jest po staremu, jak bolało, tak boli. Jeśli tymczasowo nie mogę rozwiązać małżeństwa, co jeszcze można zrobić?
        • niedzwiedziczka Sebalda - mamy podobne doświadczenia 18.11.11, 15:24
          Staram się tłumaczyć mężowi, że mam prawo mieć własne poglądy, ale i tak każdy jego wybuch kosztuje mnie wiele złych emocji. Jestem przeraźliwie świadoma tego, że to on jest za to odpowiedzialny. Szczerze mówiąc - najchętniej rozstałabym się na jakiś czas z nim, żeby otrzeźwiał - nie mogę jednak tego zrobić ze względu na dzieci. Zastanawiam się co będzie, kiedy dzieci dorosną i odejdą? Ale wtedy chyba będziemy obydwoje już tacy starzy (dzieci urodziłam w wieku 30 i 36 lat), że będziemy z sobą z przyzwyczajenia.
          Przypomniałam sobie, że w małżeństwie brata męża jest trochę lepiej - dlatego, że on siedzi większą cześć roku za granicą, jednak kiedy był z rodziną przez 2 lata bez przerwy to mieli duże problemy. Więc to jedna chyba kwestia wychowania mężczyzn przez matkę w poczuciu wyższości wobec kobiet. Mam nadzieję, że uda mi się wychować syna inaczej.
        • mokryleon Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.10.12, 00:01
          Sebaldo,

          wydaje mi się, że Agnieszce chodziło o taki rozwód... emocjonalny. Skoro uważasz, że rozwód urzędowy nie jest dobrym rozwiązaniem to można go przeprowadzić w sferze emocjonalnej.
          To ma dać kobietom takim jak my, siłę i niezależność.

          A z moich skromnych przemyśleń:
          możesz żyć dokładnie tak, jak żyłabyś będąc samotna (jednocześnie doceniając doceniając ten praktyczny element wyposażenia wnętrza, który wynosi śmieci lub dorzuca się do
          czynszu/kredytu) Kiedy temu plączącemu się po domu urządzeniu włącza się tryb agresji, po prostu mówisz "zamknij się palancie" lub wyrażasz dezaprobatę wzruszeniem ramion, względnie wyjściem "na miasto"

          Nie chcę nikogo pouczać, tym bardziej że sama ledwo radzę sobie z podobną sytuacją w domu. W każdym momencie, w którym zdaję sobie sprawę, że cała tajemnica powodzenia polega na wdupiemaniu takiego delikwenta myślę, że przecież nie może to być aż takie trudne.
          W gruncie rzeczy, ci wszyscy faceci są po prostu, tak śmieszni jak żałośni.

          Przecież po tym świecie chodzą miliony kobiet, w starciu z którymi taki "przemocowiec" nie miałby najmniejszych szans.
          Konstrukcja psychiczna to jedno (większość ofiar to zdaje się, osoby o wysokiej kulturze osobistej i o niskiej wierze we własne możliwości), a uderzająca (we wszystkich tego typu sprawach) zależność czysto fizyczna - to drugie. Ubóstwo, zależność finansowa choćby tymczasowa (z powodu urodzenia/wychowywania dzieci), nieporadność życiowa, zależność ... jakakolwiek.
          Cały świat takiej kobiety zawiesza się na jednym, jedynym faceciku.
          A nie każdy nadaje się do takiego zawieszenia.

          Najważniejsze są trzy warunki:
          - dbałość o siebie (no matter what)
          - własne, liczne grono znajomych (własne i liczne)
          - niezależność finansowa (lub jakiekolwiek własne środki finansowe)

          Potem:
          niezależność emocjonalna

          Bo spójrzmy prawdzie w oczy: na zależności to wszystko się opiera. I kropka.
      • niedzwiedziczka Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 15:15
        Mój problem z mężem polega dokładnie an tym, że ja mam swoje własne poglądy, szanuję jego zdanie, natomiast on nie bardzo umie uszanować moje. Teraz dostrzegam tu wpływ wychowania teściowej, która zawsze powtarza, że mężczyzna sobie znajdzie kobietę, a kobiecie bez mężczyzny ciężko. Teściowa ma dwóch synów i wychowała ich w duchu wyższości mężczyzny nad kobietą, chociaż sama miała duży wpływ na męża.
        Jeśli chodzi o postawę, którą proponuje mi Pani psycholog - dbania o własne wysoką samoocenę - mam dodatkowy problem - jestem DDA i krytykę mojego zachowania zawsze odbieram jako krytykę mojej osoby. Moja mama też miała męża przemocowca, jeszcze do tego pijącego. Myślę, że postaram się pójść za Pani radą, zwłaszcza, że spełniam się w życiu zawodowym i jako matka. Moje chęć trwania przy mężu wynika przede wszystkim z troski o dzieci. One naprawdę ojca kochają, a on w znakomitej większości przypadków jest troskliwy i czuły dla nich. Postaram się uodpornić na jego wybuchy.
        P.S. Uświadomiłam sobie, że moja Mama nie znała swojego ojca w ogóle, dlatego nie odeszła od męża pijaka, bo chciała, żeby dzieci miały ojca. Ja jestem DDA i nie chcę rozstać się z mężem, bo moje dzieci mają o niebo lepszego ojca, niż miałam ja. Mam nadzieję, że moje wnuki będą miały w końcu ojca takiego, jak należy :)
        • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 15:38
          Jeśli Twoj mąż jest choc w części podobny do mojego, możesz kiedyś z przerażeniem stwierdzić, że ta sielanka z dziećmi, jaką opisujesz, jest pozorna. Latami byłam przekonana, że dzieci mają wspaniałe dzieciństwo. Nerwowość córki tłumaczyłam jej wczesnodziecięcymi problemami zdrowotnymi, po latach dowiedzialam się, że ona po nocach słyszała nasze kłótnie i bardzo to przeżywała. Dzieci czasami nie umieją albo nie chcą mówic rodzicowi, jak bardzo coś przeżywają. Pisałaś kiedyś, że z córką mąż mial kilka scysji. U nas podobnie. Syn byl młodszy, wyczekany przez ojca, mial być jego sojusznikiem w walce z babami. Mąż tak mówił niby żartami, ale znając go, wiedzialam, że ziarno prawdy w tym jest. I też mąż hołubił syna, a dla córki był bardziej surowy, gdy mial do niej o coś pretensje, nie pozwalał jej się tłumaczyć, bo to oznaczło pyskowanie, brak szacunku, choćby było wyrażane bardzo oględnie. Dziecko ma z pokorą i w milczeniu przyjmować uwagi, przepraszać, chocby nawet nie poczuwało się do winy.
          Z pozoru szalenie rodzinny i oddany, mąż potrafił czasami stwarzać straszną atmosferę. Milość dzieci do ojca trwa do czasu, gdy są małe nie rozumieją pewnych mechanizmów, rodzice są nieomylni i święci, choćby czasem byli bardzo surowi. Z czasem przeglądają na oczy, a po latach mogą powiedzieć, że już dawno marzyly o tym, by uwolnić się od tyrana. Dorastające dzieci nie są już takie ufne, przechodzą swoje własne problemy, buntują się. Myślisz, że Twoj mąż pozwoli im na te bunty? Czy może tak jak moje, zaczną się buntować, dopiero, gdy osiągną dojrzałość, skończą 18 lat? Wiesz, jakie to niezdrowe dla dziecka, gdy zawsze musi być bezwzględnie posłuszne, nie wolno mu mieć swojego zdania? Mąż nie szanuje Twojego zdania, myślisz, że zdanie dzieci będzie szanował? Wiesz, jak to rzutuje na przyszłość dzieci?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 20.11.11, 20:05
          Pisząc poprzednią odpowiedź i obecną nie mam najmniejszej wątpliwości, że żadna z moich propozycji zachowania nie zmniejszy agresji męża. Przynajmniej nie od razu. To jest propozycja dla reperacji swojej wewnętrznej pozycji. Oraz propozycja dla kobiety, która nie zdecydowała się na rozstanie. Wiem, że są na takiej drodze trudności. Choćby takie jak opisuje "sebalda". Ale jaka jest inna propozycja? Trzeba skupić się na sobie. To jest podstawa. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 20.11.11, 21:22
            Moja terapeutka na koniec pierwszego spotkania, po tym, jak jej opisałam swoje malżeństwo, zapytała, czego pani po mnie oczekuje, czego oczekuje po terapii? Czy tego, że panią nauczę, jak lepiej schodzić mężowi z drogi, jak lepiej stosować uniki? Pani sytuacja w domu się nie zmieni, zatem i problemy nie znikną. Odebrałam to jako zawoalowaną sugestię: z takim mężem i w takiej sytuacji nic już nie można zrobić poza odejściem. I w tym akurat miała rację, moja sytuacja się nie zmieniła, powiem więcej: mąż tracący grunt pod nogami i widzący, że nie poddam się bez walki jego przemocy, jest jeszcze bardziej nerwowy, jeszcze mniej panuje nad wybuchami złości. Lepsze jest może to, że ja wyzbyłam się resztek nadziei na poprawę, nie daję się nabierać na okresy miodowego miesiąca, bardzo ochłodziłam stosunki, atak wtedy trochę mniej boli, bo gdy byłam odsłonięta, uśpiona jego dniami dobroci dla rodziny i atak następował niespodziewanie (a u przemocowca, mimo bardzo wielu wspólnie przeżytych lat, atak prawie zawsze jest nagły, bez zapowiedzi, niedający się przewidzieć, tak jak u Niedzwiedziczki, gdy zapytała męża, dlaczego nie kupił chleba, o ktory prosiła na przykład) bolało strasznie. Niemniej teraz też boli i raczej boleć nie przestanie, bo w tym wszystkim są dzieci, ktorych wytrzymałość też jest na wyczerpaniu. Ileż można patrzeć, jak ojciec w jednej chwili jest wesoły, żartuje, ugotuje pyszny niedzielny obiad, a pod koniec tego obiadu z powodu jednego nie tak wypowiedzianego przez ktoreś z nas zdania zaczyna się wydzierać? Ich bezradność i moja świadomość, jak to na nie wpływa, są naprawdę bardzo bolesne i nie wyobrażam sobie, jak mam się wzmocnić, by to już nie bolało.
            Dlatego jestem tak wyczulona na opowieści kobiet znacznie ode mnie młodszych i z mniejszymi dziećmi, bo im jednak może być łatwiej coś z tym zrobić.
            • kropeczka455 Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 21.11.11, 00:08
              sebalda napisała:
              >Odebrałam to jako zawoalowaną sugestię: z takim mężem i w takiej sytuacji nic już >nie można zrobić poza odejściem.

              Wiec po co ciągniesz ten małżeński wózek. Swą bezradnością krzywdzisz swe dzieci, będą miały traumę na całe życie. W przyszłości to Ciebie obwinią i oskarżą za fatalne dzieciństwo i młodość. Będą miały żal ze nie chroniłaś je przed przemocą domowa. Udzielasz wielu mądrych rad ale to tylko teoria bo ze swoim przemocowcem rodzinnym nie robisz nic.
              Nic nie jest warte piekła jakie gotują rodzice dzieciom.
            • kropeczka455 Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 21.11.11, 00:21
              sebalda napisała:
              >Dlatego jestem tak wyczulona na opowieści kobiet znacznie ode mnie młodszych i z >mniejszymi dziećmi, bo im jednak może być łatwiej coś z tym zrobić.
              Tu przesadziłaś, młode kobiety z maleńkimi dziećmi maja nadzieje ze to chwilowe, a Ty już wiesz ze maż się nie zmieni.

              > Ich bezradność i moja świadomość, jak to na nie wpływa,
              > są naprawdę bardzo bolesne i nie wyobrażam sobie, jak mam się
              > wzmocnić, by to już nie bolało.
              Przestań rozczulać sie nad sobą i znajdź w sobie siłę aby wraz z dziećmi żyć godnie i normalnie a nie w piekle jakie za twoim przyzwoleniem zgotował wam Twój maż a ich ojciec.
              • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 21.11.11, 10:13
                > Tu przesadziłaś, młode kobiety z maleńkimi dziećmi maja nadzieje ze to chwilowe
                > , a Ty już wiesz ze maż się nie zmieni.

                No właśnie, ja już wiem, dlatego przestrzegam, to chyba logiczne. One naiwnie się łudzą, tak jak ja się łudziłam, nic nie robią, ustępują przemocowcom w nadziei, że ci się opamiętają i docenią ich starania, a to nie nastąpi, tylko stanowczym działaniem W ODPOWIEDNIM MOMENCIE można jeszcze próbowac coś zmienić. Mnie w czasie gdy agresja męża narastała wmawiano, że w związku zawsze winne są obie strony, koleżanki widząc mojego uroczego męża i jednocześnie słysząc, że się nieraz kłocimy, mówiły, że jesteśmy takim małżeństwem po włosku, wiele znanych mi małżeństw tez się kłociło, nie mialam bladego pojęcie, że okresy spokoju w moim domu to miodowe miesiące po ataku, że choćbym stawała na rzęsach, mąż i tak po jakimś czasie wybuchnie, kobieta bardzo długo się łudzi. A skoro wiem, że te nadzieje są złudne i tylko wpędzają kobietę w lata, próbuję tutaj namawiac młode kobiety do wzięcia sprawy w swoje ręce. Gdyby tylko ktoś otworzył mi oczy wiele lat temu, być może moje życie wyglądałoby inaczej.
                Znam młodą kobietę, która ma teraz małe dzieci i dlatego postanowiła zostać z mężem, mimo poważnych konfliktów, i poczekać, aż dzieci podrosną i nie będzie już tak trudno samej. To droga donikąd, wbrew pozorom im później, tym trudniej, tym bardziej człowiek robi się bojaźliwy, boi się zaryzykować zmianę, a dla dorastających dzieci, przed którymi rodzice będą grali farsę niby udanego związku, rozstanie rodziców będzie dużo większym szokiem, niż dla malych, ktore łatwiej aklimatyzują się do zmienionej rzeczywistości.
                Kropeczko455, nie znasz mnie i moich uwarunkowań, nie rzucaj we mnie kamieniem, proszę.
    • mama_myszkina Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.11.11, 21:31
      Szczerze mówiąc - najchętniej rozstałabym się na jakiś czas z nim, żeby otrzeźwiał - nie mogę jednak tego zrobić ze względu na dzieci.

      Większej bzduty nie czytałam. Idź moze na tę terapię i to szybko, bo póki co, w imię dobra dzieci rujnujecie oboje ich dzieciństwo (i nie tylko).
    • tumoi Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 19.11.11, 22:43
      a ja dla dobra córki, któregoś pięknego dnia spakowałam rzeczy moje i dziecka i zostawiłam męża z jego agresją samego. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Odzyskałyśmy spokój i normalne życie. Od tej pory minęło prawie 10 lat a ja byłego widziałam na rozprawie rozwodowej i pogrzebach moich rodziców. Córka, dziś już 20 letnia, ostatni raz była u ojca ponad rok temu, choć mieszka od nas tylko 10 km. Spotyka go tylko przypadkiem u kogoś z jego rodziny.
    • niedzwiedziczka Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i rady 23.11.11, 12:22
      forumowiczek. Życie nie jest proste i czasami trzeba wybierać mniejsze zło. Myślę, że tak właśnie jest w moim przypadku.
      Wróciłam wczoraj do lektury "Toksycznych słów". Postanowiłam stawiać wyraźne granice i postaram się być bardziej samodzielna (np. sama znalazłam lakiernika do zarysowania na samochodzie). Nie będę się wdawała z nim w dyskusje polityczne (bo to najczęściej początek eskalacji emocji mojego małżonka - mamy całkiem odmienne poglądy). Uważam, że nie jest z nami jeszcze tak źle. Agresja słowna ze strony męża występuje raz na 2-3 miesiące. Przypominam sobie, że zdarzyło mi się już mówić mu, że nie życzę sobie, żeby się do mnie w taki sposób odzywał i to działało na jakiś czas. Mąż czasami wypomina mi, że źle wychowuję córkę - na samodzielną i niezależną kobietę. Może przez to będzie jej trudniej znaleźć "drugą połówkę" ale chcę, żeby miała silniejszą, niż ja pozycję na początku związku.
      • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 23.11.11, 12:52
        Niedzwiecziczka napisała:
        >Mąż czasami wypomina mi, że źle wychowuję córkę - na samodzielną i niezależną kobietę. Może przez to będzie jej trudniej znaleźć "drugą połówkę"

        Że co, proszę? Dlaczego ma jej być trudniej znaleźć sobie partnera? Mam nadzieję, że to myślenie Twojego męża, a nie Twoje. Czy może już Cię zindoktrynował?
        Mój mąż też nie lubi widoku córki czytającej Wysokie obcasy i tez uważa, że feminizm to poważny problem. Feminizm dla przemocowca to jak woda święcona dla wampira:).
          • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 23.11.11, 14:52
            Faza miodowego miesiąca (i pozostałe fazy przemocy) najlepiej opisane są na stronie Niebieskiej linii: www.niebieskalinia.pl/new_pages.php?new_pagesid=34
            Przy czym tam opisują głównie przemoc fizyczną, w ktorej po fazie gwałtownej przemocy następuje faza z przeprosinami i kajaniem się sprawcy.
            W przemocy psychicznej (niewiele jednak różniącej się od fizycznej, czasami równie bolesnej, czasami bardziej) faza miodowego miesiąca może przebiegać o tyle inaczej, że sprawca nie przeprasza (nie widzi potrzeby, bowiem nie ma bezpośredniego poczucia winy, przecież to ofiara go sprowkowała) i się nie kaja, ale widząc, że jednak przesadził, a ofiara się od niego próbuje oddalić, włącza tryb miesiąca miodowego, jest uprzedzająco miły i uczynny. Cała reszta przebiega podobnie jak w opisie ze strony Niebieskiej linii.
        • niedzwiedziczka Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 14:56
          > Że co, proszę? Dlaczego ma jej być trudniej znaleźć sobie partnera? Mam nadziej
          > ę, że to myślenie Twojego męża, a nie Twoje. Czy może już Cię zindoktrynował?

          Nie, na szczęście nie jestem taka łatwa do zindoktrynowania. Będzie jej ciężej, bo jak wynika z moich obserwacji, faceci wolą kobiety uległe. Syna też mam zamiar wychować na porządnego faceta, więc pozwalam mu pomagać w kuchni (ma na razie 5 lat i robi więcej bałaganu niż pomaga) i wymagam, tak samo jak od córki, sprzątania po sobie. Nie będzie tak, jak w moim domu rodzinnym, że od sprzątania i mycia garów były dziewczyny, a chłopak (najstarszy brat) był od cięższych prac - tylko, jak przychodziło do cięższych prac - pracowałam na równi z nim.
          Hmm, właśnie sobie skojarzyłam, że w domu to ja robię za najwyższą instancję - jak mąż nie radzi sobie z dziećmi, to ja muszę wkroczyć do akcji. Próbuje mnie zdominować, ale w razie czego wysyła na pierwszą linię.
          • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 16:06
            niedzwiedziczka napisała:

            Będzie jej ciężej,
            > bo jak wynika z moich obserwacji, faceci wolą kobiety uległe.

            Niedzwiedziczko, może jestem ostatnią osobą, ktore powinna Ci robić wymówki, ale Twoja postawa jest dość chwiejna, dlatego ciężko Ci będzie cokolwiek zdziałać w związku. Z jednej strony wiesz, że nie ponosisz odpowiedzialności za ataki męża, z drugiej mimo wszystko mu ulegasz. Wybacz, ale zdanie o tym, że mężczyźni wolą kobiety uległe jest nie tylko nieprawdziwe, ale bardzo szkodliwe. Na pewno jest część takich mężczyzn, tylko czy takiego chcesz dla córki? Uległa łatwiej sobie znajdzie mężczyznę, ale pytanie, po co jej mężczyzna, ktory chce niepodzielnie rządzić? Co to za życie w poddańczej postawie?
            Ja nie odeszłam od meża przemocowca, ale też mu nie ulegałam. Zawsze przeciwstawiam się tej przemocy, zawsze stoję też po stronie dzieci w razie nieuzasadnionych ataków. Kiedyś stosowałam metodę uników. Gdy dziecko bardzo marzyło o jakiejś zabawce, a mąż twierdził, że to chwilowy kaprys, kupowałam ją na tyle dyskretnie, żeby on nie zwrócił na to uwagi, notorycznie zaniżałam ceny kupowanych rzeczy, żeby go nie rozdrażniać i inne podobne zabiegi, ale to nic nie dało, jak się chce uderzyć psa, kij zawsze się znajdzie.
            Niedzwiedziczko, mężczyzna ze skłonnością do przemocy i wyładowywania swoich problemów na bezbronnych najbliższych sam z siebie nie złagodnienie, choćbyś nie wiem jak mu schodziła z drogi i starała się nie zadrażniać, on i tak znajdzie powód do wybuchu. Jeśli Ty będziesz unikała drażliwych tematów i chodziła na paluszkach, skupi się na dzieciach. Corka dorasta, wejdzie w okres buntu, ktory jest niezbędny dla jej rozwoju i jak sobie ten czas wyobrażasz? Może ze strachu ukrywać się z tym buntem, wiesz, jakie to będzie miało dla niej później konsekwencje? Mąż będzie szarpał córkę, a Ty dalej będziesz robiła uniki? Pisałaś w poprzednim wątku o tym szarpaniu, czy to nadal ma miejsce?
            • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 16:48
              Niedzwiedziczko, dedykuję Tobie i wszystkim kobietom, ktore zostają z agresywnymi mężami "dla dobra dzieci" pewien post młodej dziewczyny w jednym z tutejszych wątków. Obyś za kilka lat nie usłyszała tego od swojej córki:

              "Nie czytałam wszystkich postów, więc mogę się powtarzać, ale muszę to powiedzieć, bo wybuchnę. Gdy czytałam opis Twojej awantury z partnerem i wszystkie jej następstwa, to przez chwilę miałam wrażenie, że mój ojciec ma brata bliźniaka. Dokładnie ten sam typ - kretyńskie, ekstremalne argumenty, wrzaski, wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach i karanie ich swoimi fochami, ciche dni, zamykanie się w pokoju, obwinianie wszystkich dookoła tylko nie siebie, a potem udawanie, że nic się nie stało. RZYGAM TYM, za przeproszeniem. Oczywiście czasem ojciec bywa uroczy, troskliwy, ciepły, nieprawdaż? I wtedy moja mama myśli "Może się zmieni, od miesiąca na nas nie krzyczał" (poza tym też zawsze usprawiedliwiała jego zachowania problemami w pracy) Ja już dawno przestałam się łudzić, czekam tylko aż zbiorę trochę pieniędzy na wyprowadzkę z domu. Albo aż mama się wreszcie rozwiedzie.
              Nie wiem, może Twój partner nie jest aż tak nienormalny (bo to nie jest normalne zachowanie) jak mój ojciec, ale ja od lat czekam aż moja mama odejdzie od ojca i czasem myślę sobie, że moje, nasze życie byłoby dużo lepsze, bylibyśmy dużo mniej nerwowi, gdyby moi rodzice nie byli razem. Więc jeśli takie zachowania Twojego partnera będą się częściej powtarzać, a Twoje własne dzieci zaczną mówić o tym, że wolałyby, żebyś zostawiła ich ojca... To albo postaraj się solidnie podreperować swój związek, albo posłuchaj dzieci. Moim zdaniem".
              • kropeczka455 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 19:24
                sebalda napisała:
                "Nie czytałam wszystkich postów, więc mogę się powtarzać, ale muszę to powiedzieć, bo wybuchnę. Gdy czytałam opis Twojej awantury z partnerem i wszystkie jej następstwa, to przez chwilę miałam wrażenie, że mój ojciec ma brata bliźniaka. Dokładnie ten sam typ - kretyńskie, ekstremalne argumenty, wrzaski, wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach i karanie ich swoimi fochami, ciche dni, zamykanie się w pokoju, obwinianie wszystkich dookoła tylko nie siebie, a potem udawanie, że nic się nie stało. RZYGAM TYM, za przeproszeniem. Oczywiście czasem ojciec bywa uroczy, troskliwy, ciepły, nieprawdaż? I wtedy moja mama myśli "Może się zmieni, od miesiąca na nas nie krzyczał" (poza tym też zawsze usprawiedliwiała jego zachowania problemami w pracy) Ja już dawno przestałam się łudzić, czekam tylko aż zbiorę trochę pieniędzy na wyprowadzkę z domu. Albo aż mama się wreszcie rozwiedzie.

                Moja koleżanka usłyszała bardzo podobny tekst od swych córek. Dziewczyny nie mogą darować matce spapranego dzieciństwa. Obydwie wyniosły sie daleko od domu, widuje je bardzo rzadko. Maja do niej pretensje ze "chowając" a nie wychowując je z ojcem przemoc owcem psychicznym obydwie boja sie stałych związków bojąc sie ze małżeństwo jest tylko pasmem cierpień i udręk. Jedna z nich powiedziała ze pewnie w psychice ma zakodowane jak córka każdego alkoholika która wybiera partnera pijącego bo z nim nauczyła sie przez lata postępować tak i ona nawet jak wyjdzie za mąż za anioła to i tak stanie sie przemocowcem jak jej ojciec.
                Okaleczonej psychiki dziecka nie jest łatwo uleczyć. Dla dobra dzieci należy zadbać aby nie obciążyć trauma na całe życie własnych dzieci.
                Żadne podchody nic nie dają należy dać warunek facetowi:
                dostosuje się do życia w związku i rodzinie
                albo
                walizka za drzwi.

            • niedzwiedziczka Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 18:13
              sebaldo, może faktycznie mam trochę zaburzone postrzeganie rzeczywistości, bo mój ojciec był przemocowcem, mąż jest i większość mężczyzn, których znam uważa, że kobieta powinna być uległa. Napisałam, że córce może być ciężej znaleźć odpowiedniego partnera, bo takich "normalnych" w naszym rozumieniu jest wg. mojego zdania mniejszość. Mam kontakt z młodymi ludźmi - uczę studentów. I wśród nich też obserwuję podobny odsetek mężczyzn uważających, że np. naczynia powinna pozmywać dziewczyna - tak wychowywały ich matki. Szczerze powiedziawszy - na początku małżeństwa wydawało mi się, że znalazłam partnera - zajmował się kuchnią i dziećmi (zresztą robi to do tej pory) i nie było wybuchów złości. Zresztą, ja od początku mówiłam, że mężczyzna i kobieta powinni dzielić się obowiązkami. Zastanawiam się, kiedy pojawiła się pierwsza rysa na naszym związku. Było to chyba ze 3 lata po ślubie, kiedy pojawiły się problemy z moją rodziną (nie chcę się rozpisywać - brat się ożenił i bratowa zaczęła się szarogęsić). Myślę, że stres, problemy z pieniędzmi i mieszkaniem stały się katalizatorem skalowania emocji mojego R.
              Mam plan, jak go opanować. Postaram się, aby na moim terenie musiał grać wg. moich reguł. Z córką dużo rozmawiam i zdaje mi się, że ona dużo rozumie. Wiem, że to tylko dziecko, ale mam nadzieję, że będzie dużo "mądrzejsza" życiowo ode mnie. Jak już pisałam, mąż woli unikać scysji z córką i zostawia załatwienie "trudnych" spraw z nią mnie.
              Pozdrawiam Cię i ściskam mocno. I oczywiście życzę wytrwałości w Twoje walce.
                • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 22:24
                  kropeczka455 napisała:

                  > Przemoc widziana oczami dziecka.

                  Porażające. Kropeczko, w naszym domu aż tak źle nie jest, zaręczam Ci. Ja bardzo chronię dzieci, czasami bronię ich jak lwica, dostaje mi się za to, ale już na to nie zważam. Moim dzieciom jak dotąd wszystko się udaje, córka jest w szczęśliwym związku, syn poza domem jest pewnym siebie i bardzo asertywnym młodzieńcem, oboje odnoszą sukcesy szkolne, córka jest bardzo uzdolniona. Nie chcę się chwalić, ale przypisuję sobie dużą rolę w budowaniu ich poczucia wartości, w pewnych kwestiach jestem dla nich autorytetem, a ojciec już dawno ten autorytet na własne życzenie stracił, widzę, że on praktycznie nie ma już wpływu na ich opinie i poglądy. Córkę uczę samodzielności i niezależności, bo uważam, że to podstawa. Ten brak niezależności u mnie zawsze odgrywał i dotąd odgrywa dużą, negatywną rolę w moim życiu, strasznie trudno zdobyć się na skok na głęboką wodę, gdy się nie umie pływać, niemniej nie rezygnuję z myśli o tym skoku i po trochu podejmuję pierwsze kroki na drodze do nauki pływania:)
              • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 24.11.11, 22:16
                Niedzwiedziczko, mam nadzieję, że wiesz, co robisz i że sobie poradzisz, mam też nadzieję, że ten Twoj plan, to nie tylko, jak to napisałaś w pierwszym poście, unikanie kontaktow, bo (o czym też pisała nasza Pani psycholog) uniki niczego nie załatwiają.
                Życzę Ci z całego serca, by Ci się powiodło, ale też proszę, przyglądaj sie uważnie dzieciom i chroń je zawsze przed zagrożeniem ze strony "nerwowego" tatusia.
                Ja też Cię pozdrawiam i naprawdę życzę jak najlepiej.
                • zuzi.1 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 00:01
                  Dziewczyny, a Wy nie możecie tych Waszych chłopów jakoś ostro postawic do pionu, skoro dalej się z nimi zamierzacie męczyc, np. powiedziec takiemu panu, że jeszcze jeden taki numer i zgłaszacie sprawę na policję (niebieska karta) plus informujecie pracodawcę o tym, jakim potworkiem jest Wasz jaśnie pan mąż...może to ich trochę otrzeźwi, czasem w życiu trzeba isc na tzw. noże, żeby było lepiej...wcześniej jeszcze rodzielnośc majątkowa od takiego potworka...i ew. rozwód w zanadrzu, z informacją, że dzieci zaświadczą w sądzie przeciwko panu mężowi, w ramach postraszenia...Kilka razy bym akcje takiego gnojka nagrała, zamontowałabym ukrytą kamerę, aby wszystko było dokłądnie widac, a potem w jakimś kluczowym momencie pokazałabym gnojowi jedną z takich kopii akcji na żywo, z tekstem, że jeszcze raz taki numer i go wgniotę w ziemię dosłownie i w przenośni...z takimi chłopami to trzeba miec nie jaja, ale jajca wręcz i skórę grubą jak hipopotam, żeby nie zwariowac...
                  Skąd się takie zachowania u tych facetów biorą, czy mieli jakieś traumatyczne dzieciństwo czy co? czy odziedziczyli w genach po rodzicach takie zachowania?
                  • zuzi.1 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 00:57
                    Wydaje mi się, że wielu z tych panów nie zachowywało by się w taki sposób, gdyby mieli agresywnie broniące się żony, tj. akcja pana męża, kontrakacja żony wypieprz jego walizek przez okno a pana męża wypieprz przez drzwi w międzyczasie telefon na policję i założenie męzowi odpowiednich kwitów na policji; akcja z agresją w domu, zamówienie u osiedlowego osiłka porządnego sprania m..y panu męzowi z tekstem na koniec z pozdrowieniami od żony... itp. Często łagodny charakter kobiet i niekonsekwencja w postępowaniu mogą prowadzic do takich sytuacji z takimi patologicznymi typami, plus niewyraźne stawianie granic, słaba obrona itp. a taki typ rozkręca się jeszcze bardziej...takie zachowania należy ostro ucinac w zarodku
                    • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 11:53
                      Zuzi, Twoje rady są bardzo dobre, ale w przypadku przemocy fizycznej. Który policjant przyjedzie, gdy mu powiem, że bardzo już dorosły facet stoi pod drzwiami łazienki i mówi do żony: liczę do trzech, jak nie otworzysz, to nie pojadę z Tobą na pogrzeb??? Albo wyłącza korki, żebym musiała wyjść z łazienki, bo chce na mnie nakrzyczeć?
                      Przemocowiec psychiczny z reguły nie posuwa się do rękoczynów, bo wie, że to można by było udowodnić i pociągnąć go za to do odpowiedzialności, to z reguły tchórz mocny tylko w gębie.
                      Wyrzucenie takiego z domu w ogóle nie wchodzi w rachubę, na takie dictum roześmieje Ci się w nos.
                      Gdy raz probowałam nagrać wrzaski męża na telefon, ten to zauważył i roztrzaskał mi ten telefon w drobiazgi. Pozbierałam, schowałam, dla sądu przy rozwodzie to może być jakiś dowód (choć dość słaby, mogłam to wszak sama zrobić). Mąż po kilku dniach, gdy się opamiętał, kupił mi drugi, wypasiony i elegancki telefon, ale co z tego?
                      • zuzi.1 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 13:48
                        Sebaldo, czy Twoje dzieci nie mogą Ci pomóc uporac się z mężem, ja bym mu nie darowała ani jednej takiej akcji, tj. jego akcja moja kontrakcja, ale kilka razy silniejsza i perfidna, tak żeby popamiętał, powinnas byc w stosunku do niego mściwa aż do bólu, dzieci powinny Ci pomóc w zarejestrowaniu kilkunastu takich akcji, tak żeby facet nie miał świadomości co się dzieje, na pewno da się tak zrobic, mini kamerki w dziwnych miejscach w domu i kręcimy film, jak tylko pan mąż się rozkręci, potem po zebraniu dowodów od razu na wizytę do adwokata z okazaniem zebranych dowodów, adwokat zbiera zeznania dorosłych już prawie dzieci nt. zachowań ojca i wówczas rozmowa z mężem, pokazanie mu zebranych dowodów, zeznań dzieci, informacji uzyskanych od adwokata, co go może czekac dalej, jeżeli nie przestanie się tak zachowywac...Myślę, że wówczas facet wymięknie, a jeśli nie to definitywnie rozwód...I jeszcze jedno, on Ci wyłącza korki, wyłącz i jemu jak tylko zacznie się kąpac, nie chce jechac na pogrzeb, niech spada, jedziesz sama, wychodzisz w różne miejsca z dziecmi, koleżankami, znajomymi, męża olewasz w 100%, niech baran się wkurza na maksa, w końcu sam do takich zachowań prowokuje, chce takiego życia, to ja bym mu dała popalic ostro, miałby ze mną jazdę jak na jakimś filmie sensacyjnym, ani jednej akcji bym mu nie darowała, z nawiązką by dostał ode mnie za takie zachowania, tępiłabym go jak wścibską muchę, na każdym kroku i ciągle krytykowałabym wszystko co robi i mówi, permanentnie...
                      • zuzi.1 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 13:54
                        I jeszcze jedno, w życiu po takiej akcji nie przyjęłabym od niego drugiego telefonu, nawet najbardziej wypasionego, ani niczego innego w ramach przeprosin, miałabym focha po tym jak stąd do Hollywood, facet miałby ze mną totalnie przerąbane, dla mnie po takiej akcji byłby zwyczajnie skończony...Traktowałabym go jak powietrze...a w przypadku jego kolejnych akcji reagowałabym z ogromną mściwością...
                        • sebalda Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 14:37
                          Zuzi, bardzo mi się podoba Twoje zaangażowanie, Twoje rady, jest jedno ale. Dzieci cierpią już dość, żebym je jeszcze angażowała w walkę z mężem. To ja, dorosla osoba, muszę sama się z tym uporać, a nie włączać w to dzieci. One są już jakoś w to włączone, ale biernie, wyręczanie się nimi w zbieraniu dowodów na tatusia uważam za nieodopowiednie i niewłaściwe.
                          Ja już dawno żyję swoim życiem, mam swój świat, spotykam się ze znajomymi, na pogrzeb rzecz jasna pojechalam sama, jestem w ogóle dość samodzielna na co dzień.
                          Oczywiście mogłabym zbierać haki na męża, mogłabym też zgłosić niektore incydenty w jakimś centrum pomocowym, ale musimy jakoś funkcjonować, razem zmagamy się z trudami prowadzenia domu, nie powodzi nam się najlepiej, fochowanie się, odcinanie zaburzyłoby pewną równowagę organizacyjno-finansową, uderzyłoby też we mnie i dzieci. Przy tym wszystkim mąż poza wybuchami jest bardzo pomocny, ma kilka niezaprzeczalnych zalet, które są niebagatelne, ale o tym długo by pisać.
                          Teraz odcięłam się od niego emocjonalnie, odsunęłam, to nie jest tak, że ciągle wybaczam i zapominam, jemu jest z tym źle, ja to wiem, niemniej nie uczy go to rozumu, chyba jest już za późno na zmiany w nim.
                      • kropeczka455 Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 25.11.11, 16:46
                        sebalda napisała:
                        > Gdy raz probowałam nagrać wrzaski męża na telefon, ten to zauważył
                        > i roztrzaskał mi ten telefon w drobiazgi.
                        > Mąż po kilku dniach, gdy się opamiętał,
                        > kupił mi drugi, wypasiony i elegancki telefon, ale co z tego?

                        Mam nadzieję że nie przyjęłaś telefon!!!
                        Jeśli tak to dałaś mu przyzwolenie na takie lekceważące traktowanie.

                        Kup sobie Pendrive - Dyktafon lub Długopis z mini kamerą nagrywa non - stop.
                        Poszukaj w sklepie lub na allegro. Trzymasz go w kieszeni a kiedy maż zaczyna "swój taniec godowy przemocowca" włączysz i niczego nie zauważy.
                        Takie nagranie jest super dowodem przeciw przemocowcom.
              • niedzwiedziczka Mojej historii ciąg dalszy. 20.03.12, 15:12
                > Mam plan, jak go opanować. Postaram się, aby na moim terenie musiał grać wg. mo
                > ich reguł.
                To napisałam 24 listopada, a teraz od słów przechodzę do czynów. Mieszkamy w budynku pracowniczym, który ma iść do remontu z końcem roku. Nie stać nas wynajem mieszkania, możemy jedynie wynająć 1 pokój, co na naszą czwórkę jest zdecydowanie za mało. Przedtem mieszkaliśmy w domu moich rodziców, którego połowa należy do mnie. Wyprowadziliśmy się po awanturze z moją rodziną - to nie mój mąż ją wszczął i nawet z perspektywy czasu uważam, że zachowywał się wtedy spokojnie. Brat się ożenił i z żoną przyjeżdżali nieproszeni w weekendy szarogęsząc się w całym domu. Nie utrzymywałam kontaktu z rodziną przez kilka lat. Zmarł mój Tata i Mama mieszka teraz sama (od czasu do czasu pomieszkuje u niej moja studiująca siostrzenica). Rodzeństwo ma swoje domy i rzadko odwiedza Mamę. W domu są dwa niezależne mieszkania: Mamy na górze i puste na dole. Postanowiłam wyremontować dół i zamieszkać tam, bo w końcu połowa domu jest moja. Remont robię już od grudnia, ale dopiero teraz powiedziałam o tym mężowi. Na początku stwierdził, że nie będzie tam mieszkał i koniec. Dopiero po kilku dniach zrozumiał, że ja mówiłam poważnie. Wpadł w furię, zwyzywał mnie od debili, itd., moją Mamę (uważa, że to był jej pomysł) od starych k.... Straszył mnie nawet śmiercią. twierdził, że rzuci pracę i pojedzie do swojej mamy. Synek akurat grał i przybiegł powiedzieć, żeby tata tak nie krzyczał, bo on nic nie słyszy w komputerze. Mąż się chyba opamiętał, bo się uspokoił i poszedł się przejść. Córka się tylko wystraszyła i spytała, czy tata, jak się zezłości to mógłby mnie zabić. Ja byłam spokojna, jak skała, nawet sama się zdziwiłam swojemu opanowaniu. Uspokoiłam córkę, chociaż przez moment przeszło mi przez myśl, że mógłby to zrobić. Rozmawiałam z jego mamą i ona go trochę uspokoiła, uważa nawet, że myślę całkiem logicznie i robię to, co najlepsze dla dzieci. Od dwóch dni mam w domu klimat arktyczny. rozmawiamy na tematy bieżące: kto zaprowadzi/odbierze dziecko, itd. Nie wiem, jak będzie dalej. Ja jestem zdeterminowana - sama będę malować i remontować to, na co nie starczy mi pieniędzy, ale się przeprowadzę. Może to go trochę otrzeźwi? Myślę, że wreszcie zaczęłam walczyć o siebie. Jak myślicie, co robić, żeby go przekonać, że nie występuję przeciwko niemu tylko myślę o dzieciach?
                • niedzwiedziczka P.S. 20.03.12, 15:15
                  Czasami boję się nawet, czy nie wpadnie mu do głowy jakiś pomysł, żeby zabrać synka (córka jest za duża i zbyt do mnie przywiązana) i wyjechać z nim do teściowej.
                  • zuzi.1 Re: P.S. 20.03.12, 22:57
                    Nie przejmuj się nim i rób swoje, ważna jesteś w tej chwili Ty i Twoje dzieciaczki, utrzyj temu draniowi nosa, niech zobaczy kto tu teraz rządzi ;-))) niech spróbuje tylko podskoczyc, pamiętaj w razie czego o jednym, że sądy w Polsce przyznają dzieci mamom, a panowie są na dochodne. Więc niech nie będzie taki butny, bo zostanie w końcu sam jak palec...w dodatku w nie swoim mieszkaniu. Tylko nie przepisuj na niego swojej własności !!!!
                  • lafata Re: P.S. 21.03.12, 19:37
                    Jeśli część domu Twojej mamy jest Twoja, zadbaj o to by była Twoją wyłączną własnością (tj. nie męża, nie współwłasność) także na piśmie (notariusz, księga wieczysta). Taki zapis może zrobić Twoja mama np. w darowiźnie. To bardzo ważne!
                • lafata Re: Mojej historii ciąg dalszy. 21.03.12, 19:46
                  Nie ma sposobu na przekonanie takiej osoby, że decydując o czymś sama, nie robisz tego "przeciwko" niej.
                  Na wypadek następnej awantury miej przygotowany telefon do pogotowia ratunkowego lub na policję. To Twoje ubezpieczenie: interwencja ze środkami uspokajającymi dla męża (lekarz) lub - no właśnie policja bo przemoc w rodzinie.
                • niedzwiedziczka Stan aktualny 25.03.12, 08:26
                  Dziękuję za słowa otuchy. Wygląda an to, że zostaniemy sami. Mąż miał różne pomysły - rzuci pracę i pojedzie do swojej mamy - emerytki. Nawet już powiedział dzieciom, że prawdopodobnie go więcej w życiu nie zobaczą. Wygląda na to, że nienawiść do mojej rodziny jest w nim silniejsza od miłości do mnie i dzieci. Zaproponowałam mu, że może znaleźć sobie pokój w Krakowie i widywać się z dziećmi. Dla niego jednak zdecydowanie lepszym pomysłem jest mieszkanie w jednym pokoju 12m2 we czwórkę lub wynajęcie dwóch (bez kuchni) i życie o chlebie i wodzie (o ile jeszcze na to wystarczy). Wiem, że samej z dziećmi będzie mi trudno, ale jak sobie pomyślę o mieszkaniu w klitce bez kuchni i ciągłym zastanawianiu się, czym męża nie urazić - nie przeraża mnie już wizja samodzielnego malowania ścian i kładzenia paneli podłogowych. Wiem, że dam radę.
                  Jeszcze jedno - powiedziałam mu, że porozmawiamy w domu jego Mamy bo sądziłam, że jak co roku pojedziemy do niej na Swieta. Usłyszałam, że nikt mnie tam nie zapraszał i nie mam się co wybierać.
                  • zuzi.1 Re: Stan aktualny 25.03.12, 16:25
                    Twój mąż jest nieodpowiedzialnym, niedojrzałym gnojkiem (niezaleznie od tego ile faktycznie ma lat) i ma chyba nierówno pod sufitem...żyj swoim życiem i nie przejmuj się kims takim, nie warto.
                    • niedzwiedziczka Re: Stan aktualny 26.03.12, 08:15
                      Już straciłam wszelką nadzieję na to, że on zacznie myśleć rozsądnie. Zamiast prób przekonania mnie, czy chociażby jakichś pomysłów na zmiany w przyszłości słyszę, że rozbijam rodzinę i teksty typu:"Wypier... debilu. Ch.. ci w d... ciućmoku jeden" , po prostu próbuje mnie zastraszyć. Dziś stwierdziłam, że nie zniosłabym więcej ciągłego starania się, zastanawiania, jak go nie urazić, i czego nie robić, żeby go nie prowokować. Zwłaszcza, że główny ciężar utrzymania rodziny spoczywa na mnie. Miał okresy lepsze, kiedy naprawdę czułam się z nim szczęśliwa. Potrafił być miły i czuły.
                      Zadzwoniłam do jego Mamy zapytać, czy mamy przyjechać na Święta. Powiedziała, że nie wie, że mąż jest za mną i dziećmi, itd... Myślałam, że będzie na tyle rozsądna, żeby nas zaprosić i dać neutralny grunt do rozmowy. Nic z tego. Cóż. Spędzę te Święta sama z dziećmi. Myślałam, że będzie chciała zobaczyć wnuki, ale widać żałość nad synusiem jest silniejsza. Chociaż sama mi powiedziała, że myślę rozsądnie chcąc zapewnić dzieciom godziwe warunki do życia.
          • abssinthe Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 29.11.11, 11:53
            > Nie, na szczęście nie jestem taka łatwa do zindoktrynowania. Będzie jej ciężej,
            > bo jak wynika z moich obserwacji, faceci wolą kobiety uległe

            az sie zalogowalam, zeby odpisac....
            to tylko rozpuszczone, przemocowe, slabe bachory wola kobiety ulegle. Prawdziwy mezczyzna chce miec prawdziwa partnerke, inteligentna i odwazna kobiete przy swoim boku, ktora razem z nim bedzie tworzyc rodzine.

            moja mama tez zostala z mezem (dokladnie takim jak Twoj - kochany tatus dopoki bylam mala, kiedy zaczelam miec wlasne zdanie, przy kazdej okazji mnie niszczyl, ba jakze to gowniara moze miec inne zdanie niz jego), dla 'dobra dzieci'. Dzieki tej decyzji 'dla mojego dobra' musialam przejsc lata terapii, zwiazalam sie sama z podobnym gnojkiem... dopiero teraz, op calkowitym przwartosciowaniu mojego zycia, dzieki pomocy przyjaciol, ksiazek i internetu - jestem w stanie stworzyc prawdziwy, partnerski zwiazek.
            A i tak mina lata, zanim bede calkowicie zdrowa emocjonalnie.

            jedyne, co mozesz zrobic dla dobra dzieci, to zabrac je jak najdalej od takiego pozal sie Boze tatusia, ktory im zrobi pranie mozgu...
          • mokryleon Re: Bardzo dzięuję za odpowiedź pani psycholog i 18.10.12, 00:25
            Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać:
            w jakim środowisku mężczyźni wolą uległe?

            Na prawdę takiego nie znam - jeśli uogólniać.
            Bo mężczyzn lubiących uległe znam. Ale to psychopaci. Chyba nie chcesz żeby Twoja córka związała się z psychopatą?

            A, i nie myl uprzejmości czy słodkiej aparycji z uległością. Zresztą, nawet słodka aparycja to już przeszłość. Najfajniejsi mężczyźni wiążą się z przebojowymi, pełnymi wiary w siebie kobietami.

            Najważniejsze czego możesz nauczyć córkę to zaufanie do samej siebie!
            Reszta przyjdzie jej sama.
    • filetta Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 25.11.11, 13:15
      Sebaldo, od lat czytam o Twoim małżeństwie i wydawało mi się, że to mnie nie dotyczy. Teraz wiem juz, że dotyczy. Jest tylko taka mała różnica - mój mąż nie krzyczy, ale stosuje wobec mnie bierną agresję. Oczywiście zawsze to ja byłam temu winna, zawsze go prowokowałam, a że jestem DDA, obwiniałam siebie. Po jednym z takich wybuchów poszłam na terapię, oczywiście, by sprawdzic, co ze mna jest nie tak, bo przeciez nam się nie układa. I tak jak Pani ekspert radzi, powoli zaczęłam stawiać na siebie. Oczywiście nigdy nie poddawałam się presji i rozkazom męża, ale dzięki terapii wszystko sobie układałam w głowie i uczyłam się być niezalezna. W tym sensie, że nie poddawałam się szantażom emocjonalnym, a była ich cała masa. Wydawało mi się, że już na wszystko się uodporniłam, że nie jest w stanie mnie skrzywdzić. Myliłam się i to bardzo. Zbuntowałam się przeciw temu, że za karę mam wstawić wiaderko do szafki. Nie zrobiłam tego, wręcz odwrotnie, sam musiał je wstawić. Miałam pożałować - nie kocha mnie już i mam się wyprowadzić. Celny strzał! Zabolało. Płakałam cały tydzień i dopiero po tygodniu dotarło do mnie to, co się tak naprawdę stało. Nie mam sie gdzie wyprowadzic, więc na razie mieszkamy razem, ale szukam mieszkania i wiem, że na pewno z nim nie zostanę. Oczywiście, tak jak piszesz, mąż zauważył, że przedobrzył i próbuje mnie "przekabacić", ale nie czuje się winny, bo przecież sama sie prosiłam, stałam się "za cwana". Mnie to już nie wzrusza.
      Według mnie schodzenie z drogi w niczym nie pomoże. Stawianie na siebie, wzmacnianie poczucia własnej wartości nie jest również sposobem na rozwiązanie problemu. Może pomóc dojrzeć do decyzji o rozstaniu. Mnie pomogło.
    • filetta Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 25.11.11, 13:30
      Powiedziałam mężowi, że jest chory i powinien porozmawiać ze specjalistą. Wysmiał mnie. Nie ma zamiaru niczego ze sobą robić, bo w naszym związku to ja jestem chora. A nawet gdyby, to terapia w niczym nie pomaga. Widać to na moim przykładzie, pomimo dwóch lat chodzenia do psychologa nadal go denerwuję ;)
      Jedyny plus w całej tej sytuacji jest taki, że nie mamy dzieci i jestem na tyle niezlezna, by poradzić sobie bez niego równiez finansowo.
      Nie namawiam nikogo do rozwodu, sama jeszcze trzy tygodnie temu rozpaczałam, że on mnie nie kocha, ale wiem, że przychodzi taki dzień, że juz się nie chce dalej walczyć o własna godność. Najważniejsze jest moje własne zdanie na swój temat i nie muszę nikomu udowadniać, że jest inaczej, że się myli. On zresztą i tak tego nie zrozumie.
      Życzę wszystkim kobietom będącym w podobnej sytuacji, by jak najszybciej dojrzały do podobnej decyzji. To jedyne rozsądne wyjście.
      • sebalda Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 25.11.11, 15:57
        Filetto, niezwykle budująca jest Twoja historia. Tym bardziej, że jesteś obciążona, na pewno nie było Ci łatwo.
        Każda z nas dzwiga jakiś krzyż. Ja z kolei wychowałam się bez ojca, ktory nas z mamą zostawił. To też sprawia, że trudniej dokonać odpowiedniego wyboru partnera. Jeśli znasz dobrze moją historię (to już idzie w lata, aż strach pomyśleć), to wiesz, jakimi kryteriami kierowałam się przy wyborze męża (właśnie przez ojca) i jak bardzo się na tym przejechałam. Bo o ile niektóre kobiety wybierają (podświadomie) partnerów podobnych do ojców, o tyle czasami wybór przeciwienstwa ojca też może być bardzo nietrafiony, bowiem kobieta fiksuje się tylko na jednym, dla niej najważniejszym aspekcie, kompletnie nie zauważając czasami jeszcze gorszych cech partnera. Tak było ze mną, mój mąż jest bardzo uczciwy, ale....
        Podleganie wieloletniej indoktrynacji, idealistyczne podejście do związku, dobre chęci, które każą nam robić wiele dla dobra związku bez oglądania się na swoją własną satysfakcję, to wszystko problemy, ktore sprawiają, że tak ciężko przejrzeć na oczy i zrozumieć, jak bardzo jesteśmy wykorzystywane przez facetów. Ja do tej pory czasami łapię się na tym, że myślę, czy aby nie przesadzam, przecież mąż potrafi być taki miły, uczynny, oddany. Ale słowem kluczem jest słowo "potrafi". On taki nie jest, tylko bywa, a między tymi dobrymi okresami jest nie do wytrzymania. Ale na to tak łatwo się nabrać.
        Gratuluję Ci odwagi i życzę dużo hartu ducha, wykonałaś już ogromną pracę, dasz radę:)
        Pozdrawiam:)
        • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 04.12.11, 21:39
          Nie jestem ekspertem. Moje malzenstwo trwa juz 33 lata. Dzieci nie mieszkaja z nami od 4 lat. Maz jest fajnym, madrym czlowiekiem, ale nie panuje nad swoimi emocjami. "Musi" miec racje. 3 dni temu poczulam strach. Wybuchl po raz kolejny. Potem nie potrafil sobie przypomniec jaka trase zakupow ustalilismy wczesniej. Poczulam strach po raz pierwszy w zyciu. Jestem kobieta, ktora zawsze zastanawia sie co schrzanila. To wynioslam z domu. Przez lata naszego zwiazku (i 3 dzieci) to ja zdobywalam pieniadze na zycie lepsze niz z pensji. Obracalam w zart sytuacje, w ktorych racje kogokolwiek z naszych dzieci i moje nie byly wysluchiwane "ze zrozumieniem" (to z nauki jezykow obcych) przez mojego meza. "Rozumialam", ze wybuchy poranne mojego meza sa mu potrzebne. Teraz wiem, ze zle robilam. Jestem na emeryturze a moj maz na urlopie zdrowotnym. Teraz wiem , ze tolerancja i usprawiedliwianie oraz obracanie w zart byly zle. Teraz nic mnie nie obroni przed slowna agresja mojego meza. Ten fajny czlowiek czuje sie zle w kazdej sytuacji, ktora "kwestionuje" jego komepetencje. Przyczyna jest jego niska samoocena (tak sadze). Ide do psychologa (korzystalam z pomocy wczesniej z innych powodow). To narasta przez lata, bo nam sie wydaje, ze damy sobie z tym rade. Nic z tego. Mam 60 lat i chce sie cieszyc zyciem. Nie mam zludzen. Jego emerytura bedzie dla mnie pieklem jesli do niego nie dotrze co mi robi. Nie nasza rola jest uczenie mezow zycia (moja tesciowa powiedzila mi na poczatlu mojego malzenstwa, ze mojego meza wychowywala go przez x lat a jak mi sie cos nie podoba to sama mam go uczyc). Jak jest trudno, to bedzie trudniej. Dam Wam znac co dalej.
          • niedzwiedziczka Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 07.12.11, 15:16
            W moim domu teraz panuje spokój. Ja jestem zapracowana, spędzamy z mężem razem niewiele czasu, a jeżeli tak, to razem z dziećmi. Ktoś rzekłby ot zwyczajna rodzina.
            Podobnie, jak Ty, doszłam do wniosku, że wybuchy męża spowodowane są niską samooceną (moja teściowa z kolei powtarza, że ona synów wychowała na dobrych ludzi - taka idealna Matka-polka).
            Przyjęłam na razie taktykę niewdawania się w dyskusje polityczne (przeważnie od tego zaczynała się eskalacja emocji). Unikam sytuacji konfliktowych i zastanawiam się, jak długo potrwa ten spokój. Mam nadzieję, że jak najdłużej.
            Mój mąż tylko raz na mnie zaklął. Powiedziałam mu wtedy, że jeżeli to zrobi jeszcze raz - to się rozstaniemy. Było to w maju, od tego czasu sytuacja parę razy się zaogniała. Wydaje mi się, że na razie kontroluję sytuację. Zobaczymy, co będzie dalej.
            • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 07.12.11, 23:13
              Z mojego doswiadczenia wynika , ze taki spokoj jest pozorny. Macie prace i dzieci, wiec "zla energia" uchodzi po trochu w roznych miejscach i sytuacjach. Jasne, ze trzeba stawiac granice. Tez tego probowalam. Niska samoocena prowadzi do checi dominacji przed ktora niestety trudno sie obronic. Bronimy sie dopiero wtedy gdy bardzo mocno zaboli. A to za pozno. Ten agresywny nie dostrzega niczego zlego, bo przypadki slabszej agresji byly jakos tolerowane. Nie dochodzi do niego, ze to z nim jest cos nie tak. Do psychologa ide w sobote. Odezwe sie.
              Lafata
              • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 11.12.11, 22:57
                Byłam u psychologa. Zna mnie, bo kiedyś potrzebowałam pomocy w innej sprawie (innej rodzinnej relacji). Powiedział, ze to co męża mam zostawić mężowi. Dla mnie to znaczy że mam przestać go chronić przed samym sobą. Mam zająć się sobą w tym związku. Kim jestem? Wiem, że muszę odpowiedzieć pozytywnie to znaczy czego chcę/oczekuję a nie czego nie chcę. Chce szacunku, bo z niego wynika cała reszta. Następne spotkanie z psychologiem za tydzień. lafata
                • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 16.12.11, 22:47
                  Druga wizyta u psychologa. Wiem czego chcę. SZACUNKU. Dam sobie radę. Mój mąż mnie szantażuje, że ja jestem winna jego samobójczych myśli itd. Nie dam się szantażować. Dzieci są dorosłe i mogą interpretować to co jest jak chcą. Jestem delikatna, i wiem czego chcę. Dla mnie to KROPKA. Tej "kropki" nie dało się postawić wcześniej. Taki mam charakter. Nie wiem czy teraz za to "płacę". Było mnóstwo fajnych wspólnych doświadczeń. Rachunek wychodzi na plus. Ale to dotyczy przeszłości.
                  Dziś jest źle. Znowu ataki i obwinianie mnie. Nie lubię walczyć. Mówię mężowi, że to co zrobi (ze swoim życiem) to jego sprawa. On obwinia psychologów (chce zrezygnować ze swojego terapeuty). JEGO sprawa.
                  To kiedy postawisz kropkę to Twoja sprawa. Ją postawiłam włącznie z potencjalnym wnioskiem sądowym o separację.
                  Jeśli chcesz wiedzieć więcej napisz do mnie na hanna.interprering@gmail.com
                  Lafta
                  • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 18.12.11, 09:01
                    oj błąd w moim adresie. Właściwy to hanna.interpreting@gmail.com

                    Każda z nas jest inna. Każdy mąż jest inny. Mój zawsze mówił, że nie daję się sobą opiekować. Myślę, że chciał mnie posiadać w 100%. Dzieci mówiły, że chce więcej uwagi ode mnie. I chyba wtedy zaczął mnie mniej szanować.
                    Krzyk i przemoc są wyrazem bezsilności. Co więcej mój maż "zdiagnozował" mój problem: według niego moim problemem jest to ze uważam się za głupszą od niego. Tak odczytał moje dbanie o innych i chronienie ich. A poza tym wszyscy spiskują przeciwko niemu.

                    Nigdy nie stosowałam biernego oporu. Próbowałam rozmawiać, ale to co miałam do powiedzenia nie było dla niego warte uwagi. Na szczęście nie potrafię się godzić seksem więc i w tej sferze zaczął się rozkład związku.

                    Teraz na wypadek jego kolejnego wybuchu mam pod ręką telefon na pogotowie (jeśli znowu straci panowanie nad sobą) i do policji.
                    lafata
      • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 29.02.12, 21:44
        Chodzi na terapie, ale cienko to widzę. Dziś powiedziałam, że się rozwiodę, jeśli nie zacznie mnie zauważać jako człowieka. Zdecydowanie jest narcystyczny. narcyzm.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?10,2009
        Wcześniej dałam sobie czas do czerwca, ale mam dość.
        lafata
        • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 11.09.12, 23:40
          Rozprawa sadowa (rozwod bez orzekania o winie) będzie 3 grudnia. Jestem po pierwszych negocjacjach z adwokatami. Mój wydaje się znakomity (Poznań).
          Mąż ma nierealistyczne oczekiwania finansowe. Szantaż: zgodzi się na rozwód jeśli je spełnię. Nie spełnię. Czyli będzie trzeba sprzedać nasz dom.
          Nasze dorosłe dzieci nie potrafią sobie poradzić z rozwodem. To też bardzo boli. Mąż manipuluje nimi jak na narcyza przystało. Polecam psycho-fusy.blogspot.com/2012/03/meska-rzecz-czyli-narcyzm-po-chopsku.html
          Sama nie wiem jak udało mi się przeżyć ostatnie miesiące. Leki przeciw lękowe i słuchanie doksanproject.net/radio.html i "zostaw wiadomość" na youtube. Tez polecam.
          Teraz nie boję się niczego. Wczoraj nakrzyczałam na męża, bo rozmawiał z córką i jak zwykle powiedział 1/4 prawdy (o negocjacjach). Córka napisała mi SMS, który w skrócie był podły. Na szczęście dziś trochę się opamiętała (mieszka poza Polska). Po moim nakrzyczeniu nie odzywam się do męża. To prawdziwa "kara" dla narcyza.
          W następny poniedziałek następne negocjacje z adwokatami.
          Teraz wiem jak bardzo zamroziłam moje emocje by przeżyć. Zaczynam być sobą na nowo.
          Trzymajcie się jeśli macie podobne problemy.
          lafata
                • lafata Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 04.12.12, 06:04
                  Wczoraj była rozprawa. Jestem rozwiedziona. Nie dałabym rady bez mojego mądrego adwokata i wsparcia przyjaciół. Nie mam siły się cieszyć. Czuję się jak człowiek, który po ciężkiej chorobie czeka na wypis ze szpitala.
                  To co przede mną, to psychiczna rekonwalescencja. Jeszcze pisemny wyrok, wyprowadzka ex i będę mogła "puścić" moje emocje.
                  Trzymam kciuki za Wasze mądre decyzje i życzę odwagi
                  lafata
                      • wiatro-dmorza Re: agresja słowna - proszę o opinię eksperta 07.12.12, 10:13
                        Po prostu obserwuję w dalszej rodzinie kilka kobiet, które twierdzą, że na emeryturze to już nie warto, nie wypada, nie da rady się rozwieść i bytują z chamem, przemocowcem, a jedna wręcz z pijakiem na którego pracuje.
                        Jedna miała odwagę i odeszła w wieku 56 lat, cała rodzina gadała na nią, a najbardziej te co same w takich związkach żyją - w końcu powiedziałam parę słów, to już przy mnie nikt nic nie mówi. Kobieta jest wreszcie spokojna i zadowolona z życia, chociaż materialnie sporo straciła.
                        Dzieci też po pierwszym szoku raczej z nią trzymają.
                        • lafata Re: agresja słowna - rozwód 07.12.12, 19:43
                          Wiatro-dmorza,

                          Madra jesteś.

                          Za tydzień skończę 60 lat. Od 2007 jestem na emeryturze, ale do połowy 2010 łączyłam emeryturę z etatem a potem (do końca 2012) miałam pewne i regularne umowy o dzieło. Teraz myślę o wymyśleniu nowego dorobkowania.

                          Ponad 34 lata temu wyszłam za mąż za narcyza (nie zdradzał; był leniem). Ożenił się ze mną, bo mu imponowałam. Pomyliłam się, bo brakowało mi wiedzy o wrednych ludziach. Potem rodziły się dzieci (trójka) i było mi coraz trudniej. Dzieci wyszły z domu, ja miałam swoje problemy (praca i walka o emeryturę, moja siostra i moja mama z Alzheimerem). Wydawało mi się, ze znam mojego męża. Nie liczyłam na bliskość i troskliwość. Jednak z czasem robiło się coraz gorzej. Mąż od 2008 a szczególnie od 2010 był zajęty sobą. Terapia małżeńska w 2012 była katastrofą. Już rok temu psycholog radził mi uciec. Dużo czytałam, by zrozumieć co się działo. Zrozumiałam i wtedy zaczęło się najgorsze. Zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze przed sobą kilka lat życia i następnych takich jak 2 ostatnie nie przeżyję.

                          Każdy psycholog, mój psychiatra i adwokat wszyscy mówili, że moja „ucieczka” jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem, ale mój mądry adwokat zalecił mi zostanie w naszym domu jeśli wytrzymam.

                          Wsparcie miałam tylko od przyjaciół.

                          Rozwód zostanie orzeczony za 10 dni. To będzie mój urodzinowy prezent dla siebie. Dni między rozprawa a wyrokiem są bardzo trudne.

                          Tak bardzo się starałam by było dobrze, że moje dorosłe dzieci nie są w stanie zrozumieć dlaczego wniosłam o rozwód. To sukces, ale i brak zrozumienia. Zrozumieją kiedyś. W tej sytuacji dobrze, że jakoś rozmawiamy.

                          Moja miłość do męża nie była głucha. Nie popełniłam wszystkich błędów możliwych (mam mój majątek osobisty). Pamiętajcie, że intercyzę można zawrzeć PODCZAS trwania małżeństwa.

                          Jeśli macie wątpliwości, radykalnie przestańcie opiekować się mężem. Dojrzały człowiek potrafi wziąć odpowiedzialność za siebie. Sprawdźcie, czy partner bierze odpowiedzialność za siebie. A potem zobaczycie czy go stać by wziąć odpowiedzialność za związek z drugą osobą.

                          PRZYKAZANIA
                          - Po pierwsze, NIE WIŃ SIEBIE siebie za to, co ta druga osoba czuje
                          - Po drugie, NIE WIERZ mu że z miłości, chodzi o zależność
                          - Po trzecie, NIE DAJ SIĘ ZASTRASZYC nawet samobójstwem
                          - Po czwarte, NIE LITUJ SIĘ . Każdy odpowiada za siebie.

                          Przeszłam, przechodzę, przejdę!

                          Trzymam kciuki
                          lafata
                          • zuzi.1 Re: agresja słowna - rozwód 07.12.12, 20:42
                            Lafata, jestes mądrą babką, uwierz, trwałas w tym tak długo, bo jestes b. silna psychicznie, życzę Ci wszystkiego co najlepsze !!!! nalezy Ci się !!! 60 lat to nie koniec życia, masz w sobie b. dużo energii, to się czuje, gdy piszesz, spokojnie będziesz smigac do 90 ;) żyj i ciesz się życiem, jego każdym dniem.
                            • lafata Re: agresja słowna - rozwód 07.12.12, 21:56
                              Ba! Miałam siłę za pięcioro (rodzina). Ludzie, którzy mnie znają powtarzają, że jestem silna duchem (152 cm i 55 kg, bo przez rok schudłam 10 kg wbrew własnej woli).

                              Filozofia wschodu mówi, ze rodzimy się z zapasem energii na życie. Jeśli dzień wymaga więcej wysiłku niż zwykle, to tracimy bezpowrotnie część życia. Życia nie warto trwonić.

                              Kobiety, jeśli przemoc w białych rękawiczkach jest dla Was problemem, pomogę. Wypiję bąbelki za Was w dniu moich 60 urodzin. I wtedy zacznę żyć po swojemu.

                              Zuzi.1 DZIEKUJĘ Ci.



Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka