auto.auto
18.11.11, 21:03
Mam 26letniego brata, który pracuje fizycznie (własna działalność). Mieszkamy obok siebie w zupełnie oddzielnych częściach domu, z tym że mieszka z nim nasz brat, który ma 22lata (też pracuje). Oboje zarabiają ciut ponad średnią krajową, nie mają stałych wysokich wydatków (dom jest wspólny). Od kilku lat mój brat pije, praktycznie codziennie jest wstawiony, w weekend obowiązkowo-nawalony. Do pracy nie chodzi pijany, pije wieczorami, jeśli nie z kumplami, to sam przed tv 1-2 piwka jest w stanie spokojnie wypić. Z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę obowiązkowo nawalony jak szpak. Jego koledzy są dorośli, mieszkają "na swoim", jednemu urodziło się ostatnio dziecko, to dojrzali ludzie i nie dziwię się, że lubią sobie wypić raz na miesiąc, czy też piwo w piątek, ale znają umiar. Jest też jeden, bardzo sympatyczny, który ma z czego żyć (ma dużo ziemi, którą może sprzedawać i żyć z tego do końca życia) i nie pracować więc nie pracuje. Prawie codziennie widzę go z moim bratem... Latem jeżdżą nad jezioro na kilka dni i tam też piją, chociaż wiadomo lato, cieplej, dłużej jasno, luźna atmosfera itp. a ja widzę ich nawet przy 0 stopniach jak stoją na dworze i piją... Wszyscy dookoła widzą, że ten kumpel ma na brata destrukcyjny wpływ, parę lat temu, jak mój brat był przez kilka miesięcy bezrobotny, to pożyczał od nich drobne kwoty na alkohol, nie wiem jak z oddawaniem, już wtedy mówili po kątach, że się musi napić. Ostatnio jednak bardzo się pogorszyło, mój dom i braci dzieli półmetrowa ściana, ale w nocy wszystko słyszę. Parę tygodni temu obudził mnie straszny hałas, jakby ktoś kogoś mordował. Pobiegłam do nich, a tam młodszy płakał, że starszy go prawie zabił... Tu mała dygresja - młodszy jest strasznym cholerykiem, ale jest wyższy od starszego. Szybko się denerwuje, przeklina i jest agresywny, ale tylko w domu, poza nim to przysłowiowy mięczak. Wynika to z tego, że w dzieciństwie nie zaznał miłości (ojciec nigdy się nim nie interesował, mama zmarła jak był mały), poza tym jest niepewny siebie i uzależniony od komputera. Wracając do sprawy - idę do nich a tam straszny bałagan, młodszy krzyczy, że mam zadzwonić na policję, bo starszy go prawie udusił, czymś rzucił i że on ma tego dosyć, bo starszy jest nawalony jak szpak i on tego dłużej nie wytrzyma (była 2 w nocy...). Na o starszy się rozpłakał i powiedział, że nie wie o co młodszemu chodzi i że tamten nie chce się "zamknąć" i się ciągle wydziera. Starszy jest bardzo opanowany, jest lubiany, pewny siebie i jest często zapraszany przez znajomych, ale po alkoholu traci nad sobą kontrolę. Starszy wcześniej jak się napił i wrócił, to robił sobie coś do jedzenia i szedł spać. Tym razem młodszemu musiał przeszkadzać smród alkoholu, może to, że starszy hałasował, nie wiem. Jak to wszystko zobaczyłam, to chciałam zadzwonić na policję, ale pomyślałam - zabiorą oboje (od młodszego czułam alkohol) i co dalej (następnego dnia stwierdziłam, że dobrze zrobiłam, że nie zadzwoniłam, bo jak ich zapytałam czy znowu będą się tłukli, to mi powiedzieli, że mam spadać). Będąc tam starałam się załagodzić sytuacje, młodszemu powiedziałam, że ma być cicho (grał na kompie) a starszemu kazałam iść spać i nie reagować, chociaż widziałam, że się nie kontroluje i już "leciał z łapami" na młodszego.. Potem poszłam do siebie, słyszałam jak się kłócą, ale jakby ciszej więc dałam sobie spokój, ale byłam tak znerwicowana, że sama się popłakałam.. Tydzień temu kolejna kłótnia. Prawie ten sam scenariusz, tylko że o 22, znowu starszy nawalony, młodszy pyskaty. Dodam, że młodszy jak jest wściekły na mnie, brata czy też ojca, potrafi wybijać szyby. Kiedyś pokłócił się z ojcem (wyjechał za granicę pół roku temu i już raczej nie wróci), wybiegł z domu, chwycił kamień i zbił szybę.. Oboje są strasznie destrukcyjni, nie wiem czy młodszy wyjdzie z tego gniewu, ale starszy ewidentnie popada w alkoholizm, stacza się, boje się, że skończy pod mostem i będzie liczył na moją pomoc w finansowaniu jego nałogu. Ja też jestem cholerykiem, ale się staram iść naprzód, niestety mieszkamy obok siebie i to wszystko widzę.. Dziś sąsiadka powiedziała, że widziała starszego w markecie, zataczał się (była godz. 17). Nie wiem co robić, jak powiem kumplom starszego, że mają z nim rzadziej pić, to mnie wyśmieją, na zasadzie: co się wtrącasz, jest dorosły. Ten jeden "bogaty" na pewno nadal będzie z nim pił. Nie wiem, co robić... Proszę o rady, jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, żaden z braci nie zgodzi się na terapię, bo nie widzą problemu.