Czy naprawdę jestem zła ???(długie....)

06.12.11, 15:37
Wychowywałam się w rozbitej rodzinie. Mój ojciec był alkoholikiem.Żyliśmy wtedy w innych czasach. dzieci komuny z kluczem na szyi. ale w niektórych domach gościła przecież miłość ,u mnie nie. Od maleńkości mój starszy brat za sposób dręczenia mnie obrał umacniane mnie w przekonaniu że nie należę do rodziny jestem nie chcianym dzieckiem ,przygarniętym z domu dziecka .Wiem że to nie prawda ale wtedy będąc maluchem powodowało to morze łez. dom rodzinny… No cóż był domem ale chyba nie do końca rodzinnym .Moja mama bardzo się starała żeby zarobić pieniądze , wyjeżdżała na saksy ,dorabiała po pracy szyjąc ubrania( a pracowała jako kierownik w dużej szkole mając pod sobą sporo ludzi)Zawsze wydawało mi się że jestem zbędna w tej rodzinie, byłam zakałą wszystko żle robiłam nie to co mój odpowiedzialny starszy brat machający mi w ramach zabawy młotkiem nad głową albo sprawdzający ile wytrzymam z poduszką na głowie. Jak wspomniałam dorastałam w latach 80 – wstydem wtedy strasznym było mieć rozbitą rodzinę , koleżanki nie mogły mnie zapraszać do domu bo przecież byłam córką alkoholika .Co wtedy robiłam? Chyba najgłupsza z możliwych rzeczy podkradałam mamie i ojcu pieniądze i stawiałam koleżanką ciastka, sprawa się wwydała.Mama nie drążyła tematu kazała mi usiąść i napisać kartkę „jestem złodziejem ukradłam pieniądze” .Nie padło pytanie dlaczego …Raz przydałam się na pewno .Było to chyba jak miałam 7 lat. Rodzice mimo tego że byli po rozwodzie mieszkali razem – ojciec nie chciał się wyprowadzić .Wróciłam pewnego dnia ze szkoły w galowym stroju i tak podobała mi się niebieska plisowana spódniczka którą miałam na sobie że nie chciałam jej zdjąć – kręciłam się w kółko a ona tak pięknie falowała .Nie wiem co dokładnie było później wiem tylko że ojciec wrócił z pracy i kazał mi się przebrać a ja zawsze pyskata nie chciałam. Pobił mnie wtedy strasznie .Miałam na szyi krwawe wybroczyny na rozharatane usta itd .Mama wróciła i chyba w tej kolejności zawiozła mnie autobusem na drugi koniec miasta pokazać jednej babci , później na drugi koniec drugiej babci, później do jakiegoś lekarza na obdukcję.Ojciec szybko wyprowadził się – ponoć zaszantażowany tym że jeżeli tego nie zrobi sprawa trafi na policję.Zostaliśmy sami .Mama jak pisałam wcześniej bardzo dużo pracowała i bardzo ciężko ..Teraz dochodzimy to kolejnego fantastycznego momentu w moim życiu i układach rodzinnych .Nie wiem kiedy to było po prostu nie wiem wymazałam to z pamięci domyślam się tylko że na pewno miałam więcej niż 8 lat .Mój dorastający brat(starszy o 4 lata) wrócił z kolegą ze szkoły i postanowili pobawić się mała dziewczynka .Prawie doszło do gwałtu. Boże …nigdy tego nikomu ni e mówiłam i teraz przy pisaniu mam aż zawroty głowy .Mimo tego że przecież nie mówię tylko piszę ….Zdarzyło się to tylko raz.4 lata temu brata czekała bardzo poważna operacja ,na pograniczu życia i śmierci wtedy usłyszałam że chce mnie przeprosić za wszystko zło które mi uczynił – myślę że mówił o tym .I tak płynęło moje życie .Nigdy nie byłam z mamą w kinie czy teatrze, nie grała ze mna w żadne gry. Nie miała czasu musiała pracować .Nie zdążyła nigdy porozmawiać o dorastaniu i dojrzewaniu .Pierwszy okres jaki dostałam ukrywałam .Bałam się jej o tym powiedzieć .Zużyte podpaski wyrzucałam przez okno (kretynizm i a fuj…) ale sprawa się rypła wcale się nie dziwię Przyszła sąsiadka z pretensjami (też się nie dziwię) ,matka nakrzyczała na mnie i na tym temat się skończył..Raz wyjechałyśmy we dwie na wczasy i to był chyba najlepszy okres w naszych relacjach .Była tylko dla mnie .Chodziłyśmy razem na plażę , rozmawiałyśmy –było fajnie.Ale mimo tego naprawdę nie pamiętam kiedy mnie przytuliła czy powiedziała kocham cię.W 2 klasie liceum poznałam chłopaka i po 1,5 miesiąca się z nim przespałam .Dlaczego myślę że dlatego że on mówił mi to wszystko co chciałam usłyszeć .Czułam się ważna i kochana .Komuś na mnie zależało ..Ale seks nie sprawiał mi żadnej przyjemności .Wręcz przeciwnie czułam wstręt. Nasz związek trwał 3 lata. Później poznałam swojego męża .Od początku był na przegranej pozycji .An i moja mama ani brat go nieakceptowani. W wieku 21 zaszłam w ciążę .Celowo… Chciałam założyć własny dom własną rodzinę i być szcześlwą .Przerwałam studia .pobraliśmy się i tu zrobiłam chyba najgłupszą rzecz na świecie .Ponieważ nie mieliśmy gdzie mieszkać postanowiliśmy po wspólnych rodzinnych ustaleniach wprowadzić się do domu który budowała moja mama.(za pieniądze które dostała od mojej babci).Zgodziła się na to pewnie dlatego że inaczej sama nie była by wstanie tam zamieszkać ze względu na fundusze których jej po prostu zabrakło. Dostaliśmy piętro domu w stanie surowym otwartym. Wspólnie podłączyliśmy wszystkie media , równo dzieląc się kosztami, Nasz wkład wynosił wtedy tyle ile kosztowało 2 pokojowe mieszkanie w bloku .Jak tylko się przeprowadziliśmy mój mąż usłyszał że nigdy nie będzie tu zameldowany .Urodziła się nasza córka kawał cholery .Przez pierwsze 3 lata darła się po nocach i nie dawał nam spać – często chodziłam jak półprzytomna ale pomimo tego nigdy nie otrzymałam pomocy od mieszkającej niżej babci .Potrafiła tylko wpaść o 1 w nocy z awantura że dziecko płacze i groźbą że wezwie policję.Jeżeli chciałam gdzieś wyjść( na zakupy ) musiałam jej zapłacić za opiekę nad córką.Z mamą na dole mieszka również mój brat w tej chwili osoba głęboko niepełnosprawna .Po odchowaniu córy zaczęłam pracować .Wiodło nam się bardzo dobrze. Szybko dorabialiśmy się sprzętów, wyposażenia .Starałam się pomagać mamie i bratu –dawałam im drobne sumy pieniędzy .Później zaszłam w 2 ciążę. Marzyłam o tym żeby mieć większą rodzinę i wtedy zaczęły się nasze problemy finansowe . w ciągu roku straciliśmy wszystko 85 tys zł ,skradziono nam samochód , otworzyliśmy interes który po miesiącu zamknęliśmy .Wtedy zmarła moja babcia .Mama odziedziczyła spory majatek .Nigdy nie dociekałam co z nim stało, o wszystkim wie mój brat, a dla mnie to ma pozostać tajemnicą .Przecież jestem obca.Skończyłam studia mając malutkie dziecko , muszę się pochwalić że przez 3 lata byłam najlepszą studentka ,dostawałam stypendium naukowe i byłam z siebie naprawdę dumna. Po obronie pracy jedyne co usłyszałam od mamy to to że szkoda że na 4+ a nie na 5 .Wiem że to wszystko jest bardzo chaotyczne ale mam jakąś straszną potrzebę po prostu wyrzucić to z siebie Od 5 lat nie da się w naszym domu żyć .Nie mamy żadnych oszczędności i alternatywy wyprowadzk i. Mój mąż jest dla mojej mamy „śmieciem i gównem które brzydzi się nawet kopnąć” .Według niej nie zasługuje na szacunek i choćby nie wiem co robił nigdy nie będzie dobrym człowiekiem. Choć widzę jak się starał. Dla niej nigdy nie wystarczająco.Kuzyn mojej mamy znający jednocześnie mojego ojca na początku ich małżeństwa stwierdził że ojciec popadł w alkoholizm właśnie dlatego że nie mógł sprostać jej wymaganiom – nie wiem ile w tym prawdy i nigdy nie odważyłabym się jej tego powiedzieć .My systematycznie jesteśmy wyrzucani z domu w który jak wspominałam włożyliśmy niemały wkład finansowy choć prawnie nic do nas nie należy. Już nieraz usłyszałam że mamy wypie...ć – przepraszam ale cytuje. Wczoraj po kolejnej awanturze powiedziałam że w porządku jesteśmy w stanie wyprowadzić się nawet jutro pod warunkiem że nas spłaci usłyszałam że nic nie dostaniemy bo przez 13 lat nie płaciliśmy jej czynszu .Dodam że nie chodzi o rachunki za media bo te sami regulujemy. Mama ma również pretensje że za wszystkie remonty musi płacić sama – bo musi to co mój mąż potrafi sam zrobić lub naprawić –robi ale finansowo w żadnych naprawach nie partycypujemy, dlaczego? Otóż dlatego że nigdy nie wiemy kiedy znowu każe nam się wyprowadzać Po prostu sielanka ….Jak to ma się do mnie , jaka po tym wszystkim jestem.Trudna , skomplikowana , nie potrafiąca okazywać uczuć ludziom –udaje mi się to tylko w stosunku do dzie
    • anusia29 Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 06.12.11, 15:50
      Nie jesteś zła.
      Masz toksyczną matkę.
      Wyprowadź się nawet do kawalerki.
      Daleko od matki i brata.
      Psycholog jest dla Ciebie konieczny.
    • asia_i_p Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 06.12.11, 16:35
      Nie jesteś zła. Zrobiłaś błąd pakując się we wspólne mieszkanie z toksyczną matką, ale nie ty pierwsza i nie ty ostatnia.
      Masz jakieś rachunki za to wykańczanie piętra? Generalnie sprawdź może, kiedy w jakimś ośrodku pomocy rodzinie ma dyżury prawnik - czasem też są darmowi prawnicy przy biurach poselskich - zależy gdzie mieszkasz - idź i dowiedz się, ile z tych straconych pieniędzy da się jeszcze odzyskać.

      Ale z drugiej strony, podejmując realne starania o odzyskanie tych pieniędzy, nie bierz tych pieniędzy w ogóle pod uwagę w swoich planach. Odzyskacie, to dobrze, będziecie mieć zastrzyk gotówki, ale nie uzależniaj nic od ich odzyskania, szukaj rozwiązań tak, jakbyś tych pieniędzy nigdy nie miała.

      Zróbcie z mężem burzę mózgów, co robić - wziąć coś na kredyt hipoteczny; wynająć? U nas w mieście są kamienice czynszowe i da się tam mieszkanie wynająć taniej niż u osoby prywatnej, a i zasady są jaśniejsze. Czy starczy, jak się wyprowadzicie z domu, czy najlepiej będzie zmienić też miejscowość?

      I ta sugerowana przez koleżankę powyżej psychoterapia chyba rzeczywiście jest ci potrzebna. Podejrzewam, że zgodziłaś się na mieszkanie z matką, bo dalej szukasz jej akceptacji i samodzielność nie jest dla ciebie wpełni satysfakcjonująca, dopóki ona tej samodzielności nie zaakceptuje, nie doceni. A to może nigdy nie nastąpić. Twoja matka prawdopodobnie była w niezdrowym związku z twoim ojcem i trudno ocenić, które któremu utrudniało bardziej życie - ale ty nie masz obowiązku ani ich sprawiedliwie osądzać, ani leczyć matki. Przede wszystkim zajmij się sobą i swoją rodziną.

      Dasz radę. Im będziesz dalej od matki, tym będziesz silniejsza, i dasz radę z całą pewnością.
    • easyblue tak. 06.12.11, 19:46
      >Urodziła się nasza córka kawał cholery
      Ja pier..., własne dziecko, które płacze po nocach bo coś mu jest, albo zwyczajnie pragnie ciebie przy sobie nazywasz cholerą???!!! Po tym co przeszłaś tylko tyle jesteś w stanie napisać o swoim dziecku??!!
      Co będzie musiało zrobić twoje dziecko, byś była dla Niego tym, czym chciałabyś, by była dla ciebie twoja matka???
      __________
      A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia.
      Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji.
      Andrzej Sapkowski
      • joshima Re: tak. 06.12.11, 20:07
        Aleś się przypieprzyła bez sensu. Ja tez na swoją córkę mówię, że to kawał cholery, zołza i takie tam. I to wcale nie znaczy, że jej nie kocham i że źle a traktuję.
      • jestemzla333 Re: tak. 06.12.11, 20:08
        starałam się to ująć żartobliwie a tak na prawdę ta " mała cholera" to moje kochane dziecko które jest wspaniałe tak jak jej młodsza siostra która "cholerą" nie była.Kocham je jednakowo mocno.Staram się być dla nich wszystkim i mamą i przyjaciółką a jeżeli mam być szczera do głowy nawet by mi nie przyszło że ktoś to określenie przyjmie na serio.
        • joshima Re: tak. 06.12.11, 20:12
          jestemzla333 napisała:

          > starałam się to ująć żartobliwie
          Oczywiście. Nie przejmuj się takimi głupimi, jadowitymi komentarzami.
        • easyblue Re: tak. 06.12.11, 22:26
          Nie napisałaś "mała cholera", a "kawał cholery".

          > a jeżeli mam być szczera do głowy nawet by mi nie przyszło że ktoś
          > to określenie przyjmie na serio.
          A mi nie przyszło do głowy, ze pisząc tak, jak napisałaś mogłaś pomyśleć, że wszyscy wszem i wobec potraktują to jako żart i pewno będą się z tego śmiali. Gdyby twoja matka pisała o tobie "kawał cholery", też uważałabyś, ze ma poczucie humoru???

          Nie wyobrażam sobie, że piszę o moim dziecku "kawał cholery" i nie daję JEDNOCZEŚNIE do zrozumienia, że to rubaszny żart.

          Jeżeli tak okazujesz na co dzień dziecku uczucia, to współczuję dziecku.
          • asia_i_p Re: tak. 07.12.11, 00:58
            O mojej ukochanej siostrze mówię, że to kawał cholery. O mojej córce, ilekroć mi zaimponuje, też.
          • 71tosia wspolczuje... 07.12.11, 01:09
            Wspolczuje, twoja matka jest zgorzkniala, trudna osoba, no coz trudno sie nawet dziwic, zycie jej nie rozpieszczalo - maz alkoholik , ciezka praca, choroba syna i morze problemow Nie chce jej usprawiedliwiac ale czy ta jej oschlosci to nie jest mechanizm obronny? Czy stosunek do twojego meza to nie pochodna jej relacji z mezem? Czy ona przypadkiem nie uwaza ze jej corka robi ten sam blad co ona? Ja mam wrazenie ze w waszych relacjach obie strony maja spore poczucie krzywdy.
            Czy ty probowalas z nia szczerze rozmawiac, jezeli to zatrudne to moze napisz do niej list wlasnie taki jaki napisalas na tym forum, pokazujacy jak wygladalo zycie jej dziecka (napisz o swych uczuciach), powiedz ze mimo wszystko jakos ci zalezy na relacjach z mama i wyjasniaj jak bardzo boli cie jej stosunek do twojgo meza i ze jej kontakty z twoim dziecmi wygladaja jak wygladaja, ze na tym cierpia i twoje dzieci ale tez ona cos waznego traci? Z tego co piszesz to osoba trudna ale jednak rozumna i majaca spore poczucie odpowiedzialnosci za rodzine. Zastanow sie co wlasciwie jest przyczyna konfliktow? Byc moze negocjator - psycholog tez by sie przydal.
            Pewnie relacje wygladalyby lepiej gdybys sie wyprowadzila, ale z tego co piszesz w waszej obecnej sytuacji to malo realne, trzeba wiec nastawic sie na negocjacje z mama. Dobrze by bylo tez ustalic jasne realcje w zyciu codziennym, kto za co jest odpowiedzialny (oplaty, naprawy etc) wtedy pole konfliktow bedzie mniejsze.
            Ps A odpowiadajac Pani LatwoNiebieskim no coz .....mnie przyszlo do glowy ze ta 'mala cholera' to zart, co wiecej gdyby moja mama powiedziala o mnie ze jestem 'cholera' tez bym sie nie nabzdyczyla. Poczucie humoru wazna rzecz w zyciu, i jego Pani zycze.
            • easyblue Re: wspolczuje... 07.12.11, 08:32
              > mnie przyszlo do glowy ze
              > ta 'mala cholera' to zart
              Autorka wątku nie pisała o małej cholerze, jeżeli czytałaś uważnie, powinnaś o tym wiedzieć.
              Poczucie humoru ważna rzecz, a jeszcze ważniejsza pisanie tak, by czytający nie musiał się domyślać specyficznego poczucia humoru piszącego.
              • joshima Re: wspolczuje... 07.12.11, 08:46
                Skończ już, bo się ośmieszasz.
                • easyblue Re: wspolczuje... 07.12.11, 20:05
                  Nie ja sie ośmieszyłam a autorka wątku, która pragnie miłości swojej matki, a o własnym dziecku potrafi napisać tylko "kawał cholery", jednocześnie dziwiąc się jak nastolatka, że ktoś to na poważnie wziął.
                  • twoj_aniol_stroz Re: wspolczuje... 08.12.11, 09:26
                    Hm, a zauważyłaś może, że jedynie Ty wzięłaś to na poważnie?
                    • easyblue Re: wspolczuje... 08.12.11, 19:32
                      Na poważnie?? Wybacz, ale żartu w tym się nijak dopatrzyć nie potrafię, nawet w odniesieniu do jakiegoś jednego jedynego zdania z całego tekstu. Tekst jest pisany poważnie i smutno. Jeżeli dostrzegacie w nim poczucie humoru to gratulacje.
                      No chyba, ze uważasz całą historię za zabawną... wtedy wszystko pasuje.
                      • twoj_aniol_stroz Re: wspolczuje... 08.12.11, 19:44
                        Ja to odebrałam nie tyle jako żart, co jako żartobliwe określenie dziecka, które dało rodzicom popalić. Ja tez czasem mówię o moich dzieciach "wstrętne bachory", "cholery jedne" itp, ale jakoś nie spotkałam jeszcze nikogo kto uznałby, że mam problem z miłością do moich dzieci, czy z ich akceptacją. Wręcz przeciwnie, więc ja doskonale autorkę watku rozumiem, gdy w ten sposób pisze o swoim dziecku, bo obiektywnie rzecz biorąc dziecię, które drze się do 3 roku życia nie jest dzieckiem łagodnym i spokojnym. Myślę też, że autorka obleciała wszystkich możliwych lekarzy by sprawdzić czy dziecięciu nic nie jest, bo wygląda na troskliwą mamę, a że mówi o dziecku "kawał cholery"? No bo to faktycznie kawał małej cholery skoro było jak było ;)
                        • easyblue Re: wspolczuje... 08.12.11, 22:38
                          Ależ ja również o dzieciach mówię "potwory", ale mówiąc to daję wyraźnie do zrozumienia, że to jedynie rubaszność. Ma młodą mówię: mały wredny rudzielec i jednoczęsnie tulę ją do siebie, albo wręcz biorę na ręce /135 cm/. Jednak zawsze, ilekroć w podobny sposób wyrażam sie o dziecku uważam, by moje postępowanie zostało odpowiednio odebrane. Jeżeli zaś mówię o niej w towarzystwie osób, które są np. starsze, obce mi, poważne etc etc, to nie przychodzi mi do głowy, by klepac: bo gruby rudzielec to i tamto ("gruba" jest bardzo chuda).
                          Ja w tym, co dziewczyna napisała miłości do dziecka nie zobaczyłam. Nie wątpię zę ona jest, bo czytając całośc jej postu miłość widać, jednakże jeżeli miłość ta jest, to jest przysłonieta przez żebranie o względy matki, która to swoją córkę ma głęboko w doopie, a jednak dziewczyna staje na uszach, by dostać ochłapy a pańskiego stołu. I tak sobie pomyślałam, że jeżęli stosunek co własnej córki odzwierciedla stosunek jej matki do niej, to dziecko będzie miało spory problem.
                          Zresztą póki nie wyzbędzie się tego żebrania o miłość, choćby pod postacią kopa w tyłek, to nigdy nie będzie szczęśliwa, tak jak i jej mąż i dzieci. Dzieci, bo mało które jest szczęsliwe mając u boku nieszczęśliwą matkę, która moze się starać i starać a dziecko i tak pozna, że coś nie gra.
                          Wyjście mają tylko jedno - wyprowadzić się, nie patrząc na to, co zostawiają. Poradzą sobie. Ale musza to zrobić jak najszybciej i nie patrząc na nic, albo raczej patrząc TYLKO na siebie.
    • sabciasal Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 11:18
      niezależnie od tego, że powinniście wyprowadzić się z tego domu - mam nadzieję, że masz świadomość, że matka nie może ot tak wywalić z domu córki z małoletnimi dziećmi. jesteś tam zameldowana, opłacasz media i w każdej chwili wykażesz prawo do zamieszkania (gdyby naprawdę chciała wezwać policję, w co nie wierzę.). Co do męża - czy ona po kilkunastu latach jest bez meldunku? naprawdę daliście sobą manipulować. właściciel odpowiada za brak zameldowania osób tam przebywajacych, zawsze mozesz matkę postraszyć, że to ona zapłaci grzywnę za brak zameldowania, bo fakt zamieszkania udowodnicie.
      a teksty o niepłaceniu czynszu - możesz zignorować. czynsz to opłata za najem, a waszym przypadku mowa jest chyba o nieodpłatnym użyczeniu lokalu.
      matka was straszy, bo widzi, że się boisz. nie wezwie policji, bo nie ma żadnych podstaw, nawet gdyby - nic nie zyska. Ale z Twojej opowieści wynika, ze jest to osoba, która nic nie zrobi.
      a co do reszty twojej opowieści.- idź na terapię, odetnij się psychicznie od tej rodziny i myśl co zrobić, aby móc się wyprowadzić. nie tłumacz tak matki z okresu dzieciństwa, nie wszystko da się wyjaśnić pracą. opowieść o wożeniu pobitej córki tramwajem po dwóch babciach jest wstrząsająca.
    • jestemzla333 Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 12:01
      Dziękuję bardzo za wszystkie rady i wsparcie. Od wczoraj siedzę i myślę jak bardzo chciałabym to wszystko powiedzieć mamie i absurdalnie wiem że nigdy chyba się na to nie zdobędę.
      Bałabym się że sprawię jej straszny ból .
      Nigdy nie umiałam bronić siebie .Z każdej awantury wychodziłam z poczuciem olbrzymiej winy za to jak lwica potrafię bronić męża- chociaż też nie ślepo –wtedy jak mu się należy opieprz przyznaję rację i sama też to czynię :-)
      Moja mama nie jest złym człowiekiem ,chodź jej credo życiowe „życie nie jest po to aby czerpać z niego radość tylko po to aby pracować” w jakiś sposób zdominowało jej sposób bycia .Myślę że to wina tego jak ona z kolei została wychowana.
      Moja babcia twardą ręką prowadziła dom i rodzinę- dzieci siedziały pod stołem żeby nie przeszkadzać a mąż był od przynoszenia kasy a prawa głosu nie miał.
      Dobrze ja przerwałam tą czarną serię-mąż ani dzieci „małe cholery” :-)pod stołem nie siedzą, głos jak najbardziej maja czasem nawet zbyt donośny :-)
      Nie wiem jak to wszystko się dalej ułoży, pewnie tak jak zwykle prze najbliższe pół roku będziemy się mijać na schodach i mówić sobie zdawkowe ":dzień dobry". Chociaż wróć za 3 tyg.Święta i już sobie myślę że przecież nie można ich zostawić przy wigilijnym stole samych............................

      • sabciasal Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 12:24
        Dziękuję bardzo za wszystkie rady i wsparcie. Od wczoraj siedzę i myślę jak bardzo chciałabym to wszystko powiedzieć mamie i absurdalnie wiem że nigdy chyba się na to nie zdobędę. Bałabym się że sprawię jej straszny ból .

        sorry, ale idź na terapię. nie wiem, czemu jako priorytet widzisz rozmowę z matka - nie jestes na to absolutnie gotowa. I to chyba nie jest Twój największy problem aktualnie, czy sprawisz matce ból czy nie. Zajmij się mężem (niezameldowanym i wyzywanym przez teściową) i dziećmi, które to wszystko widzą. I sobą.
      • twoj_aniol_stroz Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 12:56
        Aaaaa! Dziewczyno!!!! Przeczytaj to:
        "Nigdy nie byłam z mamą w kinie czy teatrze, nie grała ze mna w żadne gry. Nie miała czasu musiała pracować .Nie zdążyła nigdy porozmawiać o dorastaniu i dojrzewaniu .Pierwszy okres jaki dostałam ukrywałam .Bałam się jej o tym powiedzieć ."
        "Jak tylko się przeprowadziliśmy mój mąż usłyszał że nigdy nie będzie tu zameldowany .Urodziła się nasza córka kawał cholery .Przez pierwsze 3 lata darła się po nocach i nie dawał nam spać – często chodziłam jak półprzytomna ale pomimo tego nigdy nie otrzymałam pomocy od mieszkającej niżej babci .Potrafiła tylko wpaść o 1 w nocy z awantura że dziecko płacze i groźbą że wezwie policję.Jeżeli chciałam gdzieś wyjść( na zakupy ) musiałam jej zapłacić za opiekę nad córką."
        "Po obronie pracy jedyne co usłyszałam od mamy to to że szkoda że na 4+ a nie na 5 "
        "Mój mąż jest dla mojej mamy „śmieciem i gównem które brzydzi się nawet kopnąć” .Według niej nie zasługuje na szacunek i choćby nie wiem co robił nigdy nie będzie dobrym człowiekiem."
        "My systematycznie jesteśmy wyrzucani z domu w który jak wspominałam włożyliśmy niemały wkład finansowy choć prawnie nic do nas nie należy. Już nieraz usłyszałam że mamy wypie...ć – przepraszam ale cytuje."
        A teraz przeczytaj to:
        > Od wczoraj siedzę i myślę
        > jak bardzo chciałabym to wszystko powiedzieć mamie i absurdalnie wiem że nigdy
        > chyba się na to nie zdobędę.
        > Bałabym się że sprawię jej straszny ból .
        A sobie możesz zadawać ból mieszkając z nią pod jednym dachem? Jakim prawem bardziej troszczysz się o nią i jej dobre samopoczucie niż o siebie i w konsekwencji o męża i dzieci? Mądra księga zwana Biblią mówi: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. To oznacza, że najpierw musisz kochać siebie, szanować siebie i wymagać tego od innych a dopiero potem możesz kochać innych ludzi. Jeśli nie będziesz kochała siebie nie będziesz umiała kochać innych! Wymaganie szacunku do siebie oznacza stawianie granic nie dlatego, że kogoś nienawidzisz, nie dlatego, że chcesz się zemścić i wziąć odwet, ale właśnie dlatego, że troszczysz się o siebie i prawidłowe relacje z tym drugim człowiekiem. Jesteś tak silnie wytresowana do troszczenia się wyłacznie o matke, że Ci nawet do głowy nie przyjdzie, że masz prawo zatroszczyć się o swój spokój. i to co piszę absolutnie nie nawołuje Ciebie do nienawiści, ale do bardzo jasnego postawienia sprawy: nie pozwolę na traktowanie mnie jak śmiecia, bo jestem człowiekiem, jestem pełnoprawnym członkiem rodziny, mam prawo mieszkać w tym domu, jestem dorosła i wymagam by mnie szanowano! Terapia jest tu moim zdaniem niezbędna i proponuję byś naukę kochania siebie (bo tego mozna się nauczyć :) ) rozpoczęła właśnie od poszukania dla siebie terapii, która pomoże Ci stanąć na nogi i poczuć, że jesteś wartościowym człowiekiem :) Polecam też w tym temacie zakup płyt x Krzysztofa Grzywocza "Wartość człowieka" - w sumie bardzo mało religijna seria, ale doskonale wyjaśniająca temat wartości człowieka dodatkowo z humorem, więc słuchanie jej to sama przyjemność, którą masz prawo sobie sprawić :)
      • sorvina Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 13:09
        Koniecznie idź na terapię pod kątem współuzależnienia - dla siebie, by przerobić to w jaki sposób życie w takiej a nie innej rodzinie wpłynęło na Ciebie i nadal wpływa. Jesteś dorosłą kobietą, a w środku dzieckiem, które patrzy na wszystko pod kątem mamy - czy i jak jej coś powiedzieć, zamiast jak ułożyć sobie szczęśliwe życie z mężem i własnymi dziećmi. Mama być może nic nie zrozumie i się nie zmieni, bez względu na to co i w jaki sposób jej powiesz. Nie daje jednak jej to prawa krzywdzić i wykorzystywać Ciebie do załatwiania swoich spraw. Aby jednak postawić granice musisz nauczyć się szacunku do siebie, dostrzegania i realizowania własnych potrzeb a w takim domu nigdy się tego nie nauczyłaś i sama się raczej nie nauczysz. Dlatego dobry terapeuta może Ci bardzo pomóc. Daj sobie szansę - powodzenia!
        • 71tosia Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 14:58
          a ja sie chyba wylamie.... Proba wyjasnienie sobie co kazda z was czuje nie musi skonczyc sie katarstrofa. Oni ty nie jestes zlym czlowiekiem (skad ten pomysl?) ani twoja matka tak jak napisalas nie jest zlym czlowiekiem, prawdopodobnie czesc awantur nie jest spowodowana tym ze cie nie kocha tylko tym ze nadal czuje na swoj sposob za ciebie odpowiedzialna (tak to jest z tymi silnymi kobietami, nigdy nie wychodza z roli opiekunek stada). Nie chece tu robic taniej psychoanalizy ale cos mi sie wydaje ze Ty dla niej nigdy nie doroslas, a co za tym idzie w jej oczach nie umiesz o sobie zadbac, podejmujesz nie odpowiednie decyzje. Jako ze sama nie doznala zbyt wiele dobrego od meza-alkoholika, ktorego latami nie mogla sie pozbyc ze swego zycia, wiec niechecia obdarzyla tez twojego meza, ktoremu nie ufa i na swoj dziwaczny sposob probuje cie przed nim chronic (pewnie dlatego go nie zameldowala?) itd. Nie wiem czy rozmowa (lepiej napisz bo wtedy bedzie mniej emocji i latwiej bedzie skupic sie na argumentach niz przepychankach) cos zmieni ale proba negocjacji jest lepsza niz otwarta wojna, tym bardziej ze chyba jestescie skazana w sytuacji finasowej jaka masz na jeszcze kilka lat pod wspolnym dachem? Na za wiele bym nie liczyla, bo osoba w wieku twojej mamy pewnie bardzo sie juz nie zmienia, zwlaszcza gdy ma tak silny charakter jak ona, jezeli jednak czujesz ze jest szansa na jakies porozumienie to warto sprobowac tej drogi. Ty sama musisz zdecydowac, bo sama znasz siebie i swoja mame. jezeli sie na nia zdecydujesz przemysl tylko dobrze strategie takiej rozmowy, nie pozwol sobie narzucic tonu: ja mala dziewczynka, ona wszytsko wiedzaca matka, pamietaj ze Ty tez masz juz swoj bagaz doswiadczen zyciowych, swoje zdanie i poczucie wlasnej wartosci (czego jestes swiadoma bo pieknie o tym piszesz).
          Powodzenia.
      • joshima Re: Czy naprawdę jestem zła ???(długie....) 07.12.11, 16:07

        jestemzla333 napisała:

        > Bałabym się że sprawię jej straszny ból .
        Wiesz, ale ona chyba się nie martwi tym, że sprawia Ci ból. Myślę, że też powinnaś zacząć dbać bardziej o swoją rodzinę niż o uczucia mamy, która z Twoimi uczuciami się nie liczy. Poza tym nie musisz jej tego mówić wystarczy, że napiszesz.

        > Chociaż wróć za 3 tyg.Święta i już sobie myślę że przecież nie można ich zosta
        > wić przy wigilijnym stole samych...
        A dlaczego nie?
    • green-monkey Najlepsza terapia wyprowadzka!!!!!!!!! 08.12.11, 12:27
      Hej!
      Odetnij się od tego jadu! Niech się kiszą we własnym sosie. Zobaczysz, miesiąc, dwa i będziesz się zastanawiać jak mogłaś tak żyć. Twoje dzieci nie będą widziały, że ich rodzicami można pomiatać. Chcesz im stworzyć bezpieczny dom, którego Ty sama nie miałaś, pakuj się! Spędźcie naprawdę rodzinne święta! Pomyśl kto jest dla Ciebie najważniejszy! Te majątki, domy, co im z tego? Matka ile jeszcze pożyje, kto się zajmie bratem po jej śmierci? Czy ona w ogóle bierze to pod uwagę, że Ciebie potrzebuje? NIE! Ma to głęboko w d....Słuchaj nie lituj się! Życie jest za krótkie, żeby je tak marnować! Ona nie jest Ci do niczego potrzebna! Wiem, że siedzi w Tobie głębokie poczucie winy, musisz je zwalczyć, bo jest dla kogo! Masz na świecie co najmniej trzy osoby dla których jesteś ważna. Dzieci chcą mieć mamę uśmiechniętą, szanowaną i oddychającą pełną piersią. A taką babcię to raz na pół roku mogą odwiedzić i to na godzinę, żeby jadu nie zdążyła sączyć. Zmarnowała Ci połowę życia!!!! Ratuj tą drugą! Olej te pieniądze włożone w tą pożal się Boże chałupę funta kłaków nie wartą! Fortuna kołem się toczy, jeszcze masz szanse sobie to odrobić!
      • yoma Re: Najlepsza terapia wyprowadzka!!!!!!!!! 08.12.11, 20:48
        Green-monkey, miło cię widzieć w bojowym nastroju :)
        • green-monkey Re: Najlepsza terapia wyprowadzka!!!!!!!!! 08.12.11, 23:09
          A bo mnie tak od wczoraj nosi i ma dosyć tych pseudo rodzinek:) zaczynając od mojej!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja