patronka.slonka
07.12.11, 09:35
Witam,
Postaram się jak najkrócej, choć nie wiem czy tak się da. Mój brat jest ode mnie o 3 lata starszy. Nigdy nie mieliśmy dobrych kontaktów, wspólnych znajomych, wspólnych tematów nawet. Bo ja byłam córeczką tatusia, nigdy mnie tata nie uderzył, byłam jego oczkiem w głowie, natomiast brata traktował....tragicznie, bił go, poniżał. Mama więc broniła brata. Jak tata zmarł mieliśmy ja 14, brat 17 lat. Mama chciała bratu wynagrodzić te lata poniewierania, mnie odsunęła. Ja się dostosowałam, zaczęłam sprawiać kłopoty, z wzorowej uczennicy - nie zdałam w liceum. Ale nie o tym.
Mój brat długo był sam. W wieku ok 30 lat poznał rozwódkę z 2 letnim dzieckiem. Wprowadzili się do mojej mamy - mama mieszka w 3 pokojowym mieszkaniu. Ale mama z bratową się nie dogadywały, zaczęło zgrzytać. Brat zaproponował kupno mamie kawalerki w jakiejś mrocznej dzielnicy, która byłaby moja, a mieszkanie mamy byłoby jego. Nie zgodziłam się, wyszła wojna, z bratem nie odzywałam się 3 lata. Jednym z jego argumentów było, że on nie będzie brał kredytów na mieszkanie przeze mnie! Ja też mam mieszkanie w kredycie, nic od nikogo nie dostalam, ale nie mam pretensji, takie życie.
W między czasie bratu urodziła się córka.
Pogodziliśmy się, odwiedzałam brata prawie codziennie, dzieciom przywoziłam prezenty, jak żóna z dziećmi wyjechała na wakacje brat był u mnie codziennie na obiedzie. Starałam się to naprawić. Ale bratowa wróciła z wakacji, zaczęła brata buntować, że rzadziej ich odwiedzam, po prostu wymyślała. Nasze stosunki znowu oziębły.
Obecnie jest tak, ze brat praktycznie obraża się o wszystko. Mnie jak urodziło się dziecko, to brat nawet nie zadzwonił, odwiedził nas po 5 m-cach, bo przyjechał zaprosić na komunię starszej córki. W ogóle się nie interesuje, cały czas przebrzmiewa temat mieszkania. Jak zamieniali się z 2 pokoi na większe ale też 2 pokoje, to im mówiliśmy że to bez sensu. Wtedy argumenty odpierali, obecnie jak zobaczyli że to faktycznie nie ma sensu, to uznali że to moja wina, bo gdybym zgodziła sie na zamianę to oni by mięli 3 pokoje. A mamie to mieszkanie nie raz skórę uratowało, sama przyznała że zrobiłaby błąd zamieniając się.
Do tego dochodzi temat poglądów, mój brat to skrajny prawicowiec, pis-owiec, wyznawca radia maryja, ja jestem 100% w opozycji, a to nie ułatwia nam kontaktów, bo nawet w zwykłej rozmowie potrafimy się przemówić.
Na dzień dzisiejszy dzieci brata prawie nie znam, nie widuję, on moich też nie. Oliwy do ognia ostatnio dolała taka sytuacja: jego 6 latka dopychała do ściany mojego 2-latka z tekstami "zniszczę cię, zniszczę cię". Zwróciłam jej uwagę. Moja mama powiedziała potem o tym bratu, oczywiście wyszła wielka obraza że ja jestem przewrażliwiona, że takie są dzieci, że oni mają normalne dzieci a nie mameje itp. Ręce mi opadły, zero dialogu.
Nieraz mam ochotę to zostawić, odpuścić, nie będę wiecznie przepraszać, że żyję, że nam się lepiej powodzi (to kolejny argument że powinniśmy im mieszkanie oddać). Tylko myśl, że np w Święta jest gdzieś mój brat, że nic o nim nie wiem, boli.
Czy jest o co walczyć z taką przeszłością? Oceńcie proszę, gdzie popełniam błędy. Co robić?