karolina33331
30.12.11, 08:47
Pór roku temu opisywałam na forum moją historię dot.problemów z córką. Zostałam przez was strasznie skrytykowana, i wiele osób mi zarzucało jaką to złą matką jestem.
Chcę powiedzieć, ze chyba jednak nie miałyście racji. Córka po powrocie od ojca uświadomiła sobie jedną rzecz:komu tak naprawdę zalezy na niej.Niedawno bardzo ciężko zachorowała, dusiła się co noc, wciąż wzywałam pogotowie aż w końcu wymusiłam pobyt w szpitalu. W szpitalu wreszcie zdiagnozowano b.ciężką chorobę zakaźną. Przez ten czas biegałam do niej 2 x dziennie, zwalniałam się z pracy, siedziałam z nią do nocy, a ojciec nawet się nie pojawił, bo bał się zarażenia. Od kiedy córka wyszła ze szpitala jeżdzimy 3 x w tygodniu na kontrole. Musiałam zrezygnować z pracy na jakiś czas, bo wszystkie 3 zachorowałyśmy i nie byłam w stanie tego ogarnąć.
Te ostatnie 3 miesiące przewartościowały poglądy i uczucia córki w stosunku do mnie i do młodszej córki.
Oczywiście, że nie obywa się bez zgrzytów, ale córka zawsze mnie przeprasza kiedy zawini. Stara się pomagać w domu, sprząta regularnie swój pokój (z własnej inicjatywy), chętnie bawi się z młodszą córką. Córka zobaczyła też w innej perspektywie mojego partnera, który rzucał wszystko kiedy trzeba było jechac z nami do szpitala, przywoził leki, zakupy, załatwiał rachunki, i przywoził ulubione przysmaki córki. Nie jest jej łatwo się pogodzić z tym, że ojciec ją zaniedbuje, ale staram się jakoś załagodzić ten jej ból, co nie jest łatwe.
Myślę, że najgorsze mamy za sobą.