relacja matka-córka

30.12.11, 16:05
Nie bardzo umiem rozmawiać ze swoją mamą. Uważam naszą relację za... skąplikowaną? Często napiętą.

Ja do końca nie odcięłam się od pępowiny do końca. Można powiedzieć że mieszkamy razem z mamą, albo pomieszkujemy. Ona mi teraz kupuje mieszkanie, planuje przynajmniej po części urządzić. Opłacała mi studia. W dzieciństwie niczego mi nie brakowało: wyjazdy na narty, własny pokój, kieszonkowe. Jestem za to wszystko ogromnie wdzięczna i doceniam, natomiast chyba nie potrafię okazać. Tyle przynajmniej słyszę ze strony mamy: że jestem nieczuła, niewdzięczna, uparta, że mam trudny charakter. Ciekawe, bo jeśli chodzi o charakter to mogłabym powiedzieć to samo.

Teraz jak ja widzę moją mamę: osobę nie do końca szczęśliwą, mama widzi siebie jako tą niedocenianą, przez moją babcię (która faworyzowała i faworyzuje mojego wójka), przez mojego ojca który ucieka w pracę żeby nie musieć znosić dociknów, pretencji i krytycyzmu ze strony mamy, przez dzieci które są uparte, nie wdzięczne i nie wiele warte. A przede wszystkim nie spełniające oczekiwań. Mama jest rozczarowana mną i moim bratem. (Brata pomińmy, osobny temat, ja nie o nim). Mama ma dużo pretensji i żalów do mojej osoby, mniej lub bardziej słusznych. Zdążyłam już popełnić szereg błędów w życiu. Miałam depresję, stany lękowe, przestałam chodzić na studia (kierunek którego nie chciałam studiować, na który siłą niemal wypchnęła mnie matka- prośby, groźby, łzy z jej strony) przez co mnie wylali, ale ja przez dłuuuugi czas ukrywałam to przed rodziną, okłamywałam ich że studiuję. W końcu prawda się wydała, ale ja miałam nadal problemy ze sobą. Uważałam że do niczego się nie nadaję, nie umiałam, nie chciałam, nie potrafiłam znaleźć pracy. W między czasie była terapia. Cały ten kryzys trwał 2 lata, choć wcześniej też miałam problemy emocjonalne i wcześniej leczyłam się na depresję/bulimię... Tak czy inaczej szukając pracy na odwal się i nie wierząc za bardzo w siebie udało mi się znaleźć robotę. To było rok temu. I dużo zmieniło. Odzyskałam dużą część wiary w siebie. Zaufanie mamy straciłam bezpowrotnie. Moja mama miała duże nadzieje związane ze mną: dobra praca, dobre zarobki, mąż, dzieci, mieszkanie, wspólne pogaduchy o babskich sprawach. Ale okrutnie się zawiodła. Nie rozumie mojego zachowania, moich decyzji. Nie bardzo daje mi miejsce na popełnianie błędów (nigdy za bardzo nie dawała) i dużo jest krytycyzmu w jej wypowiedziach.

Pamiętam z dzieciństwa, jak ja dostałam 4 z klasówki, jedna z moich koleżanek 5, reszta klasy: 2, 3, sporo jedynek. Ale byłam z siebie zadowolona! "Patrz mamo jak dobrze wypadłam. Mam 4, reszta 2 albo 3" "Ty weź przestań, nie porównuj się do tych gorszych, Agnieszka dostała 5, czemu nie ty?!" Taka sytuacja się powtarzała. Tak moja mama ma: dużo wymaga i oczekuje. I nie omieszka skrytykować jak widzi że coś robisz źle. I do tego ma wyrobione opinie. Na każdy temat. Wszystko wie najlepiej. Odmiennego zdania mieć nie można. Odmienne zdanie jest złe. Ona jest rozsądna i ona ma rację. Ja natomiast jestem "uparta".

I tu przechodzimy do sedna sprawy, według mojej mamy ja jestem:
- uparta, niesolidna, nic sobą nie reprezentuję, że gdyby nie te przez nią opłacone studia to nic nie byłabym warta. Nieczuła. A to że zawracam jej głowę duperelami i ona o moich sprawach słyszeć nie chce. A to że ja jej nic nie mówię i jestem skryta. Przy każdym konflikcie nie omieszka mi to wytknąć, to i moje uwalone studia. A mi jest ciężko, ja wierzę w to co mówi. Wierzę w to że jestem nie czego nie godnym zerem, jak tu nie wierzyć jak rodzona matka powtarza Ci to w kółko i na okrągło.

Na rozum wiem że to wszystko to moje kompleksy i że nie powinnam tak myśleć. Ale to nie tak łatwo.

I moją mamę też po części rozumiem. Ona inaczej nie potrafi. Wszystko to jest robione w dobrej wierze. Że jak wytknie mi co robię nie tak, to ja się zmienię. Naprawię. Poprawię.

Stasznie dużo jest tego do zmieniania. Do poprawiania. Czuję się tym przytłoczona. Jak jakąś część życia naprawię. Coś zmienię, mama wytyka 5 innych. Pracę teraz mam? Mam, ale mama nie rozumie jak tak można pójść na urlop po świętach i posiedzieć w domu robiąc rzeczy na studia. (Nie ufa że pracuję? Że mnie zwolnią z pracy? Czasami też zaczynam myśleć że mnie zwolnią? Czasami marzę o innej pracy. Ta na początku cieszyła, teraz męczy, ale to osobny temat). Właśnie jestem na studiach. Żeby nie było że niewykształcona prawda? Opłacam sama, uniezależniam się finansowo. Pomieszkiwanie u rodziców też planuję zakończyć, ileż można. Z resztą trochę dystansu wyjdzie nam na dobre. Mam partnera, próbuję układać sobie życie osobiste.

Zmieniam, naprawiam, robię. Czasem mnie to przytłacza. Czasem jest fajnie.

Tylko rozmawiać z mamą nie jestem w stanie. To się kończy zawsze we łzach (w mojej rodzinie łzy są złe - mi nie wolno płakać, denerwować ludzi, "wszczynać awantur", drążyć tematu, wogóle powinnam zawsze być zadowolona i uśmiechnięta! Ahoj!). Często marzę o wyjechaniu za granicę. Nie musieć tak na bieżąco kontaktować się z matką, oh, jakby było błogo. Wyrodne dziecko jestem, prawda? Okrutne. Niewdzięczne. To tylko marzenia, prawda jest taka ze mamę kocham i cenię i potrzebuję jej mimo wszystko.

Nadal próbuję ją usatysfakcjonować, co wiem jest nie mądre i odbije mi się czkawką (jak te studia). Jak tu znaleźć jakąś równowagę? Jak nauczyć się rozmawiać? Jak pogodzić ze sobą, własną przeszłością podbudować ego, żeby mniej emocjonalnie reagować jak mama wygarnia mi wady i przeszłe błędy?




    • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:17
      Najgorsza jest chyba ta presja, żeby nie popełniać błędów. Żeby wszystko robić jak należy.

      I poczucie winy że nie jestem w stanie robić jak należy. Więc się staram i kontroluję. I czuję że nie jestem sobą. Że nie kontroluję swojego życia. Że jest pod cudze dyktando.
      A jednocześnie ja jestem "tą złą" i niewdzięczną.
      • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:27
        to mi pachnie przemoca, taka emocjonalna

        co do ksiazek -
        "Przestań mnie kontrolować" Richard J. Stenack

        Od poczucia własnej wartości do poczucia jaźni / Jean Monbourquette ; przeł. Helena Sobieraj i Dorota Zańko. - Poznań : W Drodze, \2004.

    • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:21
      piszesz o tym mieszkaniu kupowanym ci przez rodzicow jakby to byla para skarpetek...
      ma ci go urzadzac????
      czy ty masz dwie lewe rece i brak inicjatywy, czy to przyzwyczajenie, ze tak ma byc?

      jesli chcesz wysjc na prosta i wydoroslec musisz pojsc na swoje

      zadne tam pomieszkiwanie u rodzicow, zadne mieszkania dawane w prezencie

      przemysl to sobie, ze teraz to na prawde ostatnia szansa, jak zaakceptujesz mieszkanie - do konca zycie (mamy lub twojego) nic sie nei zmieni
      to skomplikowany model w ktorym mama wbija cie w poczucie winy kupujac zarazem twoja zaleznosc od siebie

      jesli tego nei widzisz, to na pewno sa wartosciowe ksiazki o uzaleznieniach kreowanych w rodzinie
      poszukaj, p[oczytajpojdz na terapie sama
      i podzeikuj mame za dotaychczasowa pomoc, przepros, ze zmienilas dzanie i ze chcesz posmakowac jak to jest bycie na swoim

      jesli rodzic jest normalny - to ucieszy sie z takiego nastawienia i pogratuluje ci odwagi

      jesli nie - to bedzie dowod (kolejnu zreszta patrzac na twoja historie) jak mama kreuje niezdrowa sytuacje w rodzinie

      badze uczciwa wobec siebie, moze porozmawiaj szczerze z ojcem, mysle,ze on jest po twojej stronie
      • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:52
        oj ja wiem że to kupowane mieszkanie mnie uzależnia.

        Jakbym odmówiła: mama się nie ucieszy. "nie będzie miała co z oszczędnościami zrobić". Wyjdzie na to że robię jej kolejną przykrość.

        Alternatywą jest kupić coś wasnego na kredyt. Kolejny słaby wybór. Ale wybór fakt.

        I jeszcze jest taka kwestja że ja ją kocham. Nie chcę się odcinać. Jesteśmy złączone pępowinami, chcąc nie chcąc. W takim układzie mieszkanie jest po prostu kolejną rzeczą którą jej zawdzięczam. Jedną z wielu.
        • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:00
          absolutnie nie mozesz uzywac jej argumentow po to, zeby robic wyboryw twoim zyciu

          twoja mama jet bardzo toksyczna, ty od niej uzalezniona
          • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:11
            Ale to takie okrutne powiedzieć o matce że jest toksyczna. Przecież przytulała, troszczyła się w chorobie, dbała, kochała.

            Tylko podli ludzie nie szanują własnych rodziców
            • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:20
              slowo toksyczna brzmi gorzk ale opisuje charakter

              nikt nie karze ci zniewazac mamy

              poczytaj najpierw o tym zjawisku
              uzyc mozesz slow lagodniejszych i odpowiednich do sytuacji

              ale nie zakladaj, ze samym gadaniem cos zmienisz

              mama tak sie zachowuje od kilku dekad - jesli zauwazy swoje bledy, moze coz z nimi zrobic - czyli jedyne co mozesz zrobic, to po swojej edukacji zaproponowac jej ksiazki do przeczytania

              ale nie oferuj pogafdanek, bo sie poklocicie
              • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:31
                Tak, pogadanki i próby uzmysławiania jej pewnych rzeczy nie kończyły się dobrze. Nie tędy droga.

                A książki poczytać mogę, i owszem. Swoją drogą dla mnie formą ucieczki od ponurego życia rodzinnego były zawsze właśnie książki
            • sorvina Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:21
              montambo napisała:

              > Ale to takie okrutne powiedzieć o matce że jest toksyczna. Przecież przytulała,
              > troszczyła się w chorobie, dbała, kochała.
              >
              > Tylko podli ludzie nie szanują własnych rodziców

              Ty nie musisz jej udowadniać, że jest toksyczna, robić nad nią sądu, tylko zacząć żyć własnym życiem jak robi to KAŻDY dorosły człowiek. Także a ZWŁASZCZA dzieci kochających rodziców. Bo na tym polega wejście w dorosłe życie.

              A pomiędzy szacunkiem a posłuszeństwem i uzależnieniem jest duża różnica, nawet jeśli Twoja mama to sprowadza do jednego. Patrzysz na świat przez definicje z domu rodzinnego, rozejrzyj się - większość ludzi ma inne.

              Twoja mama stosuje PRZEMOC psychiczną i emocjonalną. To NIE JEST miłości i troska. I niestety uprzedzę Cię - z czasem będzie gorzej, bo na starość paskudny charakter się wzmacnia.
              • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:29
                Ah to mnie pocieszyłaś z tą starością. Ktoś będzie się musiał zająć rodzicami na stare lata, i znająć mojego brata, będę to ja.
                • sorvina Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:31
                  Nic nie musisz, będziesz miała to na co się godzisz. Im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie.
    • marzeka1 Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:30
      przeczytaj to a zobaczysz, że twojej winy jest tu niewiele.
      • marzeka1 Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:37
        I powiem tak: nigdy nie zadowolisz matki; dlatego poszukaj dla siebie terapii, bo póki żyje, nie zadowolisz jej; zniszczy ci psychikę, jak to robi cały czas. Na terapii nauczysz się, jak odciąć się od niej i od poczucia winy, które mistrzowsko w tobie wzbudza.
        • alice092009 Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:47
          Aż mną zatrzęsło ze złości na Twoją matkę gdy czytałam ten post. Inaczej tego nie można nazwać jak przemoc psychiczna. Stosowana od wielu lat. Ona (matka) Cię niszczy. Nie zastanowiło Cię nigdy skąd wzięły się Twoje depresje? Jak pisała poprzedniczka bez porządnej terapii się nie obędzie. Długa droga przed Tobą, ale wierzę, że się uda, bo już sama widzisz, że coś jest nie tak. Pozdrawiam cieplutko :)
          • marzeka1 Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:56
            Oczywiście, że ona matkę kocha, ale matka jest toksyczna i pewnie nie zdaje sobie sprawy, ze coraz bardziej uzależnia od siebie córkę, która potem będzie miała swoją córkę i też będzie jej takie psychiczne jazdy robiła.
            • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:52
              Ojej, weź, tylko nie to! Ja nie chcę tego robić swojemu dziecku. Dziecko ma być wychowane dla ludzi, ma być niezależnym człowiekiem, podejmować własne wybory takie a nie inne, i ponosić ich konsekwencje.

              Odpowiedzialność. Heh. To słowo mnie trochę przeraża. Jeśli mam być szczera, to momentami fajnie jest stosować się do poleceń i wymagań mamy, bo jak coś pójdzie nie tak, to nie jest to wtedy tylko i wyłącznie moja wina... I może tu jest pies pogrzebany.
              • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 21:48
                widze,ze juz wiele sama przemyslalas, dlatego najprawdopodobniej zmiany typu wyprowadzenie sie z domu rodzinnego szybko pomoze ci stanac na nogi

                dlaczego nei chcesz sie wyprowadzic?
                • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 22:07
                  Jeszcze parę miesięcy i będę w nowym mieszkaniu. Co nie znaczy że mama zniknie z mojego życia. Teraz też teoretycznie nie mieszkamy razem. Mieszkam z bratem. Rodzice mają swoje własne, tylko że mama przyjeżdża do brata gotować mu obiadki.... I tak
                  • izabelski Re: relacja matka-córka 31.12.11, 00:48
                    obawaim sie, ze nie sluchasz nas wogole

                    mieszkanie od rodzicow = uzaleznienie do konca zycia

                    skad wiesz, ze mama nie bedzie chciala zestawu kluczy?

                    ty bys chciala mmiec ciastko i zjesc ciastko

                    obawaim sie,ze tak sie nie da w relacjach ludzkich

                    • montambo Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:46
                      Chcesz to nazywać uzależnieniem. Proszę bardzo.

                      Twierdzisz że będę się zmagać do końca życia. Myślę że masz rację. Matkę ma się jedyną na całe życie. I nie wyobrażam sobie nie zadzwonić chociaż raz w tygodniu.

                      mieszkanie nie jest w planach do końca życia. Jest na parę dobrych następnych lat, potem się zobaczy. Mogę im to mieszkanie zwrócić, jakbym miała taką potrzebę - fizycznie i prawnie nic nie stoi na przeszkodzie.

                      zjeść ciastko i mieć ciastko - zajebiste rozwiązanie. Oczywiście że tak chcę. Zdaję sobie sprawę że tak się nie da.

                      I koniec końców, na tę chwilę przynajmniej wybieram trwać w relatywnie bliskiej relacji z mamą. (Może jeszcze nie dojrzałam do drastycznych zmian, pozwolę wam dowolnie interpretować tą decyzję) Widzę że bardzo drażni Cię ten mój wybór. Nie popierasz, nie zgadzasz się, twierdzisz że będę cierpieć i żałować. Wiem że nie jest to sytuacja idealna. Wręcz przeciwnie, może się okazać fatalna w skutkach. Ale na razie chcę tak spróbować. I pytam się na forum apropos możliwości radzenia sobie w takiej sytuacji.
                      • yoma Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:52
                        > Ale na razie chcę tak spróbować. I pytam się na forum apropos możliwości r
                        > adzenia sobie w takiej sytuacji.

                        Musiałabyś być cholernie twarda.
                        • montambo Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:54
                          Nie jestem, ale załóżmy żem bym była. Co wtedy?
          • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 16:59
            @alice092009 , @marzeka1

            Kiedy ja byłam na terapii. 2 razy na grupowej. Jakieś indywidualne pomiędzy.

            Jak momentami mówiłam że chcę wyjechać z kraju, przeprowadzić do innego miasta, to mnie odwodzili. Że nie tędy droga. "Oh jaka straszna ta matka być musi że trzeba przed nią uciekać na koniec świata!" Mówili z ironią. Z tego co zrozumiałam, chodziło o to żeby zmienić swój sposób myślenia. Zaakceptować matkę taką jaką jest, bo się nie zmieni. (Kiedyś jej próbowałam to wszystko wygarniać, to odpowiedziała że za stara jest żeby próbować się zmieniać i się)

            I weźcie pod uwagę że ja wam całej sytuacji obiektywnie przekazać nie mogę.

            Na pewno jest dużo żalu i pretensji w mojej wypowiedzi. Ja bym to traktowała też jak obraz widziany w krzywym zwierciadle...
            • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:02
              przepraszam - to grupa zadecydowala o twoim zyciu???

              jesli potrzebujesz fizycznej odleglosci, zeby nabrac dystansu - to tak zrob

              nikt nie szuka obiektywnosci od ciebie, tylko staramy ci wskazac na pewne prawidlowosci, co ty zrobisz z ta wiedza to zalezy od ciebie
              • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:14
                zadecydowałam ja, grupa coś uświadomiła.

                Zdaję sobie sprawę, że moja mama jest nieszczęśliwa i odmawia pracy nad sobą i że przelewa się to na resztę rodziny. I my jej na to pozwalamy. Moje pytanie jest: jak można tak nie drastycznie, bez wyjazdów zagranicznych, bez odcinania się zacząć stawiać granice?
                • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:24
                  tylko czytanie, terapia i wyprowadzenie sie z domu
                • sorvina Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:29
                  Tobie potrzebne jest nie tylko stawianie granic, ale i gruntowna zmiana perspektywy, zwłaszcza postrzegania siebie. Przy regularnym sączeniu krytyki i obwinianiu trudno będzie nauczyć się myśleć inaczej. Nie ma rozwiązania by wilk był syty i owca cała, no na każdą próbę Twojego uniezależnienia mama będzie reagować jak na wielką krzywdę jej wyrządzoną. Pytanie czy będziesz w stanie wytrwać przy swoich decyzjach słysząc regularną wiązankę żalów i pretensji. Gdyby nie robiły one na Tobie żadnego wrażenia, przecież nie było by Twoich depresji... To o siebie masz się zatroszczyć i siebie chronić a nie zastanawiać się jak nie urazić mamy. Ona zawsze Ci powie, że jej życie zniszczyłaś, bo ona oczekiwała że Ty....

                  Do samego stawiania granic mogą Ci pomóc warsztaty asertywności.
            • morekac Re: relacja matka-córka 31.12.11, 10:40
              "Oh jaka straszna ta matka być musi że t
              > rzeba przed nią uciekać na koniec świata!"
              Zaakceptować matkę taką ja
              > ką jest, bo się nie zmieni.
              Nie, nie musisz uciekać przed mamą na koniec świata. Możesz wyjechać nawet na księżyc, ale dopóki nie zmienisz swojego myślenia, nic to nie da. Zawsze będziesz od niej uzależniona i nigdy nie przejdzie ci przez usta: mam inne zdanie na ten temat.
              Nie jesteś w stanie zmienić drugiego człowieka, dorosłego człowieka - zmienić się możesz tylko ty. A właściwie możesz zmienić swoją reakcję na mamę. Być może nigdy nie będziesz miała mamy, o jakiej marzysz i być może nigdy twoja mama nie będzie miała córki, która ją zadowoli. Takie życie, niestety. ;-)
              • montambo Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:52
                Eh teraz to przez usta nawet mi przechodzi: mam inne zdanie na ten temat.

                Sęk w tym że to moje zdanie zostaje zigonorowane, zaprzeczone, skrytykowane. Mama nie gra fair i tak czy inaczej w konfliktach stawia na swoim.

                Są jednak części życia o których stanowię ja sama. Mamę w to nie wtajemniczam, robię swoje. Ona oczywiście koniec końców ma pretensje i zażalenia. Widać jej prawo. Ale też nie jestem aż taką ofiarą losu za którą mnie macie.

                Chciałabym po prostu wywalczyć sobie jeszcze więcej autonomii i wierzę że się da.
                • morekac Re: relacja matka-córka 02.01.12, 09:33
                  Sęk w tym że to moje zdanie zostaje zigonorowane, zaprzeczone, skrytykowane

                  No i co z tego?n Czy jesteś na tyle małą dziewczynką, że musisz się wypłakać w kąciku (bo mama ma inne zdanie) czy dorosłą osobą? Bo mam nieco wątpliwości...
                  • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:00
                    Ja nie płaczę bo mama ma inne zdanie. Płaczę bo ona nie uznaje prawa do tego że ja mogę mieć odmienne zdanie. Jak inaczej niż ona podchodzę to tematu to jestem wyrodnym dzieckiem + dodaj całą wiązankę.

                    Ta wiązanka, to wytykanie mi moich ułomności i brak prawa do bycia niezależnym człowiekiem, stanowienia o sobie mi przeszkadzają. A nie konkretny temat na który się w danym momencie kłócimy (ie: kolor kafli)
                    • garibaldia Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:10
                      ona nie musi ci tego prawa dawać. wystarczy, ze ty sama sobie to prawo dasz i zaczniesz decydować po swojemu. a, że ona coś tam pyszczy poza uszami?... jej problem a nie twój, możesz jej nie słuchać.
      • montambo Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:08
        @marzenka1

        ok, czytam ten artykuł w onecie i brzmi znajomo. Ja aż tak źle nie miałam, moja mama nie znęcała się nademną perfidnie. Ale część rzeczy się powtarza.

        Z posraną relacją między rodzicami. Taaa.... sprawy damsko-męskie. Unikałam tematu do 25 roku życia. Po co mi to myślałam? Małżeństwo kojarzyło mi się z piekłem. Teraz staram się coś działać na tym polu, ale nie mam wzorców, bo powielać tego co jest między rodzicami nie chcę.

        A i fakt, jako dziecko uważałam tatę za tego złego. Że jak on tak może mamę traktować? Przecież ona zawsze jest we łzach, przecież cierpi. Tak na prawdę: biedny tato. Tylko że on to sobie wybrał. Sam w tym trwa. Też jest dorosłym człowiekiem, też dokonuje wyborów.

        Feh. Przykre i skomplikowane.
        • izabelski Re: relacja matka-córka 30.12.11, 19:55
          twoj ojciec tez jest uzalezniony w tym zwiazku
          moze jak znajdziesz odpowiednia ksiazke to mu ja podsun
    • sorvina Re: relacja matka-córka 30.12.11, 17:13
      Jako córka podobnej matki powiem Ci tak - im prędzej się wyprowadzisz i zerwiesz kontakty z nią tym lepiej dla Ciebie. Żadnego spowiadania się z tego co robisz, tłumaczenia, że nie jesteś potworem itp. Do niej i tak nic nie trafi, a taki kontakt obedrze Cię z sił do końca. Musisz nauczyć się żyć po swojemu, dać sobie prawo do popełniania błędów i ponoszenia tego konsekwencji. Co ona myśli i gada na ten temat to jej osobiste zdanie, a nie żadna prawda. Robi sobie dobrze Twoim kosztem. Im bardziej winna, słaba i głupia będziesz się czuła, tym większą ona ma nad Tobą kontrole i tym lepiej się czuje.

      Sam brak kontaktu to za mało - jednocześnie niezbędna jest porządna i intensywna terapia na odpępowienie się i wzrost poczucia własnej wartości. Jak sobie wszystko poukładasz i to po kilku latach możesz ponownie nawiązać kontakt.

      Polecam czytanie dużej ilości książek w temacie toksycznych relacji, manipulacji emocjonalnych i współuzależnienia by poznać mechanizmy manipulacji jakie stosuje Twoja mama i przestać im ulegać (także gdy działają tylko jako argumenty w Twojej głowie).

      Zastanawiam się czy to mieszkanie DLA CIEBIE będzie formalnie Twoje, czy też mamy, by wiecznie mogła ci grozić wyrzuceniem. W takie coś się w ogóle nie baw. Nawet jeśli będzie to uzasadniać troską o Ciebie, bo Tobie nie można ufać itp. To przez piekło jakie CI urządziła miałaś problemy emocjonalne i okrucieństwem jest, że Cię jeszcze za nie gnębi . Jednocześnie jesteś już dorosła i podejmujesz własne decyzje. Czekanie na to, że mama pozwoli Ci podejmować własne decyzje i popełniać błędy, nie ma sensu. Teraz ty możesz dać sobie prawo do czegoś bez oglądania się na Twoją mamę. Jeśli tego nie robisz to jest to Twój wybór. Bo ona nie ma nad Tobą realnej władzy, nawet jeśli czujesz inaczej.

      Widać, że dojrzałaś do uniezależnienia się. 3mam za Ciebie kciuki - daj sobie szansę na szczęście. Masz prawo czuć się dobrze sama z sobą taka jaka jesteś.
    • sanciasancia Re: relacja matka-córka 31.12.11, 09:41
      Pójdź do psychiatry na konsultację. Stwierdzi, czy masz depresję i wyśle na terapię.
      Pomysł z emigracją nie wydaje się taki głupi.
      • montambo Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:27
        Huehehehehe!

        Depresji teraz nie mam, ale chwilowego doła. Depresję już miałam i wiem jaka jest różnica. Ale trafne spostrzeżenie.
    • yoma Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:36
      Oj, spieprzaj, dziewczyno, do Kostaryki, bo Europa to będzie za mało...
      • montambo Re: relacja matka-córka 31.12.11, 16:54
        A jak już spieprzysz: zablokuj ruch morski i powietrzny, odetnij kable telefoniczne, światłowody i zakaż satelitów nad Kostaryką!

        Przezorny zawsze ubezpieczony.
        • yoma Re: relacja matka-córka 31.12.11, 18:46
          Idzis, i teraz dobrze kombinujesz :) No to teraz sobie wyobraź, że już jesteś na tej Kostaryce, i wcielaj :)
    • garibaldia Re: relacja matka-córka 31.12.11, 18:50
      Nie rozumiem dorosłych dzieci które siedzą rodzicom na karku, korzystają z ich funduszy i jęczą jacy to ci rodzice są źli.

      Mam takich znajomych. 45lat na karku siedzi u mamusi na garnuszku i jęczy jak go źle traktują. A rodzice od lat czekają by wreszcie się wyprowadził..

      Pora się wyprowadzić i zacząć swoje osobne, niezależne życie w innym miejscu niż dom rodzinny.
      Najwyższa pora.
      Odetnij pępowinę.
      Po 5 latach przyjedż i zobacz jak zmieniły się twoje relacje z rodzicami.

      • marzeka1 Re: relacja matka-córka 31.12.11, 19:05
        Tyle że po tym, co czytam: nie bardzo wierzę,że dziewczyna pępowinę odetnie, nie skorzysta w mieszkania, które mamusia urządzi i kupi oraz przeżyje życie, słuchając , jaka to jest niezdara; chyba że mamusia wyciągnie nogi wcześniej, to pępowina sama się przetnie.
        • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 18:32
          To prawda: skorzystam z mieszkania i będę dalej wysłuchiwać żalów i pretensji. Wcale nie próbuję was zapewniać że będzie inaczej... Sorry. Taki jest na tą chwilę zamysł.
      • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 18:28
        Mam za sobą 3 letni pobyt za granicą. W tym czasie widywaliśmy się raz w roku, na święta bożego narodzenia. A rozmawialiśmy telefonicznie raz w tygodniu...

        Jakoś relacji mniędzy nami to nie zmieniło. Przynajmniej ja nie zaobserwowałam zmiany.

        Z tym garnuszkiem od mamy to też jest tak że ona z jednej strony obdarowuje na wpych. Sama zabiega i naprasza się żeby brać. Nakłania, momentami manipuluje... Z drugiej strony, tak słyszę czasem wypominanie że ona to nie chce mieć mnie na głowie...
    • vint.age Re: relacja matka-córka 01.01.12, 18:00
      droga montambo,
      twoja sytuacja, to w dużej mierze jakby kalka z mojego życia - też apodyktyczna, dominująca matka, też ucieczki w książki i jedzenie, też rozpacz i płacz po nocach z bezradności, także wycofany ojciec nie biorący udziału w wychowaniu dzieci, posłuszny matce, uciekający w alkohol... koszmarne dzieciństwo, no i zawalone studia nie wiadomo właściwie czemu, bo był to kierunek, który sama wybrałam (skończyłam po kilku latach)

      u mnie róznica była taka, że to ja zabiegałam o uczucia matki, robiłam wszystko, żeby mnie kochała, nie czułam sie kochana i akceptowana, wykonywałam wszystkie jej polecenia, żyłam, jak chciała, siedziałam jak trusia, przytakiwałam.... i niestety nadal to robię, a jestem sporo starsza niz Ty i mam juz swoją rodzinę, a nadal jestem pod wpływem matki, nadal boli mnie jej krytyka i to,że mnie tak gnębi.
      Nie potrafię się od niej uwolnić, zależy mi na tym, żeby była blisko, nawet mieszkam dwa bloki dalej.

      Ja tak bardzo kochałam w dzieciństwie moją matkę, że chciałam być taka jak ona, wybrałam nawet ten sam zawód. Tyle, że ja czułam się nieakceptowana i niekochana - nie potrafiłam sobie wytłumaczyć, dlaczego mieszkam z babcią 45km od rodziców (powód - praca rodziców, brak przedszkola, mała miejscowość - wtedy podobno nikt nie chciał pilnować dzieci a babcia mieszkała daleko, więc musiałam po prostu u niej mieszkać do 6 roku życia; rodzice odwiedzali mnie w weekendy). Myslałam, że mama mnie nie chce, bo jestem gruba (miałam wtedy 4 lata). Rzeczywiście nie akceptowali mojej nadwagi, szczególnie rodzina ojca.

      Myslę, że moje relacje z mamą są jeszcze bardziej skomplikowane niż twoje i strasznie poplątane. Mama nie lubi żadnego sprzeciwu, wszystko ma być po jej myśli, tyle,że u niej to raczej odnosi się do spraw domowych - cukierniczka odstawiona tak jak lubi, wszystko w domu robione tak jak ona robi, bo wszyscy inni robią źle, marnują wodę, gorzej sprzątają, żle trzymają odkurzacz i tym podobne bzdury. Nauka gotowania kończyła się zawsze moim płaczem, podobnie sprzątanie, wszystko robiłam nie tak...
      Muszę jeszcze dodać, że mama nie znosi słabości, nie współczuje w chorobie (uważa, że jest bardziej chora i żyje) , wyśmiewa, kiedy łzy cisną mi się do oczu, gdy mi dokucza, nazywa mnie furiatką albo histeryczką, sama zawsze lubiła być twarda (miała cięzkie życie i trudne dzieciństwo), zawsze wypomina,ze ona to miała trudno, a moje problemy przy jej są błachostkami, cierpi na migreny (jest wtedy podwójnie nieznośna), ale nie pójdzie do lekarza, nie weżmie nawet tabletki i obnosi się ze swoją chorobą.

      Z moją siostrą tak nie odstawia, bo siostra potrafi jej się odgryżć i jej te docinki tak nie bolą, natomias ja nie umiem powstrzymać łez i wtedy to dopiero ma używanie...., nigdy też nie podniosłam na nią głosu

      Po przeprowadzce na swoje jest lepiej, kłótnie zdażają się rzadziej, ale ona i tak znajdzie sposób, aby dogryżć. Tobie też radzę wyprowadzić się jak najszybciej, nawet wziąć to mieszkanie, a potem zwrócić, czy coś, ale na odległość jest jednak dużo lepiej
      rozumiem Cię jak nikt i życze powodzenia
      • vint.age Re: relacja matka-córka 01.01.12, 18:21
        Mój mąż nie jest dla mnie wsparciem, jest wycofany tak jak mój tato, nie wtrąca się, nie chce brać udziału w życiu domu, żałatwiać spraw, wychowywać syna. Chce tylko pracować, żarobić pieniądze, przynieść je do domu i mieć z głowy. Tak został wychowany, ale to dobry, uczciwy i uczynny człowiek. Moja matka bardzo go lubi, namówiła mnie do małżeństwa, bo byłam w ciąży (wpadłam na studiach). Ja nie chciałam wychodzić za mąż, ale byłam na jej garnuszku i bałam się, że wyrzuci mnie z dzieckiem do babci, a ja choć kochałam bardzo babcię, to jednak niewolniczo chciałam być z mamą. Dziecko odmieniło moje życie, skończyłam studia, wykonuję zawód, który kocham. Mam wrażenie, że syn mnie ocalił...

        Mama zawsze sprawiała wrażenie, jakby nienawidziła tego, co mi sprawia przyjemność. Nie cierpiała mojego śpiewania w chórze, bo to kochałam i sprawiało,że przetrwałam traumę liceum, mojego czytania książek...
        Po latach widzę, że moja miłość do niej była jej kartą przetargową. Choć w podstawówce miałam same piątki, to w liceum zaczęły się poważne problemy z nauką. Matka zagroziła, że jak nie poprawię ocen, to będę mieszkała z babcią. TO DOPIERO BYŁO COŚ!!! Koszmar, że odstawia mnie do babci snił mi się potem latami. Wtedy dopiero problemy zaczęły się naprawdę. Z całej siły chciałam poprawić oceny i nic nie wychopdziło. Jakoś się jednak zebrałam. Kiedy urodziłam dziecko, też wyjeżdżała z odsyłaniem do babci jak jej się sprzeciwię
        • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 19:24
          >Mój mąż nie jest dla mnie wsparciem, jest wycofany tak jak mój tato, nie wtrąca się, nie chce >brać udziału w życiu domu, żałatwiać spraw, wychowywać syna. Chce tylko pracować, żarobić >pieniądze, przynieść je do domu i mieć z głowy.

          To dokładnie jak mój tato. Mężczyźni w tych naszych układach zachowuję się w ten sam sposób, zastanawiające nie?

          Powielanie schematu.

          I najgorsze jest to że tego typu zachowanie jest dziedziczne. A ja nie chcę powielać schematu. Nie chcę żyć w takim związku w jakim tkwi moja matka. Nie chcę wychowywać dzieci tak jak ona nas wychowała. Tylko czy mi się uda? Bo tyle zachowań idzie z automatu, tyle decyzji jest emocjonalnych, łatwiej wybrać to co stare i znajome (choć słabo funkcjonujące) niż ryzykować z czymś nieznanym. [takie moje trochę oderwane przemyślenia]

          Gratuluję synka. Cieszę się sprawia Ci aż taką radość. I męża, z tego co piszesz jest bardzo wartościowym człowiekiem, życzę Ci tylko więcej wsparcia z jego strony.

          Uszy do góry, jakoś damy rady.
          • vint.age Re: relacja matka-córka 01.01.12, 19:32
            Ten mój synuś to ma już 13 lat. Relacje pomiędzy nami są świetne, ale ja cały czas się pilnuję, żeby go nie tłamsić, wspierać, tolerować (hamować wybuchy, kiedy mnie zdenerwuje, tak, tak, mam to po mamie, ale nie pozwolę temu wygrać, nie będę taka władcza na pewno). Mówi mi o ważnych dla siebie sprawach, dziewczynach itp. więc chyba ma do mnie zaufanie.
            • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 19:44
              Ojej, jak fajnie. Widzę że trzymasz rękę na pulsie! Dzięki za wsparcie vint.age, na prawdę doceniam.
      • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 19:17
        Kalka, kalka, zgadza się. Przecież ja też zabiegałam usilnie o uczucia matki. Wszystkie świadectwa z czerwonym paskiem, certyfikaty językowe, olimpiady matematyczne - wszystko to było robione pod mamę. Żeby była ze mnie w końcu zadowolona. Żeby mnie chwaliła, i kochała i ceniła.

        > Mama nie lubi żadnego sprzeciwu, wszystko ma być po jej myśli
        > , tyle,że u niej to raczej odnosi się do spraw domowych - cukierniczka odstawio
        > na tak jak lubi, wszystko w domu robione tak jak ona robi, bo wszyscy inni robi
        > ą źle, marnują wodę, gorzej sprzątają, żle trzymają odkurzacz i tym podobne bzd
        > ury. Nauka gotowania kończyła się zawsze moim płaczem, podobnie sprzątanie, wsz
        > ystko robiłam nie tak...

        Identycznie kropka w kropkę. Mogę się podpisać pod tym co powyżej. Według mojej mamy jest jeden jedyny słuszny sposób krojenia cebuli. Jeden (jej) słuszny sposób zmywania, krojenia ziemniaków. Gotowanie wspólne kończyło się zawsze moim płaczem. Tak samo próby odrabiania lekcji, nauki jazdy, nauki czegokolwiek tak na prawdę. Taaa

        Wieczna choroba mojej mamy to też coś znajomego. A to refluks, a to nerwica, a to wypadanie włosów, a to nadciśnienie, a to zwyrodnienie stawów, a to osteoporoza, a to haluks, a to złamana ręka. Wszystko to wyolbrzymiane i podkreślane i używane jako kontrargument w sytuacjach konfliktowych.

        > Po przeprowadzce na swoje jest lepiej, kłótnie zdażają się rzadziej, ale ona i
        > tak znajdzie sposób, aby dogryżć. Tobie też radzę wyprowadzić się jak najszybci
        > ej, nawet wziąć to mieszkanie, a potem zwrócić, czy coś, ale na odległość jest
        > jednak dużo lepiej

        Odnoszę wrażenie że ktoś mnie w końcu rozumie. Mieszkanie fundnięte przez mamę, mimo ze nie jest opcją idealną, jest krokiem w stronę separacji. Co będzie za parę lat nie wiem. Mieszkałam kiedyś za granicą i mnie tam ciągnie, może zwrócę metę i ponownie wyjadę. Na chwilę obecną mam studia do skończenia i mnie to trzyma na miejscu. Na ten moment mieszkanie za-sponsorowane przez mamę nie jest takim najfatalniejszym pomysłem, pozwoli na trochę więcej swobody, rzadsze widywanie się, zawsze coś.
        • vint.age Re: relacja matka-córka 01.01.12, 19:42
          A jak myślisz, co może być powodem takiego zachowania u Twojej mamy? U mnie to chyba trudne dzieciństwo. Mama nie była dostatecznie kochana przez swoją przybraną matkę(biologiczna zmarła wcześnie), ale mnie ta babcia kochała do nieprzytomności; mama była chyba o to trochę zazdrosna. Dorosłe życie też nie do pozazdroszczenia, wszystko na jej głowie, była osobą publiczną, a tata pił i leżał na parkowych ławkach; było jej strasznie wstyd.
          Zawsze winiłam ojca, pamiętam jego wybryki alkoholowe, gdy zasypiał gdzie stał na mieście a my szukaliśmy go (nie był nigdy agresywny, nic z tych rzeczy, nigdy nie słyszałam, żeby krzyczał, nie awanturował się). Ale terazz tak się zastanawiam, czy to picie to nie aby przez tłamszenie go przez mamę, przez jej awantury.
          Tato jest już wyleczony. Nie pije od 15 lat. Ale mama nie daje mu zapomnieć,że zmarnował jej zycie. Ojciec jest wrakiem człowieka, boi sięwejść do kuchnii, bpo nie wie co go tam czeka. Jest mi go żal i żal mi też mamy.
          • montambo Re: relacja matka-córka 01.01.12, 20:10
            W przypadku mojej mamy? Moja babcia traktowała ją po macoszemu. Miała dwójkę dzieci: syna i córkę. Syna, mojego wujka rozpieszczała, naskakiwała mu. Moją mamę olewała, i jeszcze kazała mojej mamie zabiegać o interesy wujka. I to trwa nadal. Moja babcia faworyzuje swojego syna, jemu daje całe oszczędności, jemu poświęca czas i uwagę.

            Moja mama ma o to dużo pretensji, i myślę słusznie. I to jest takie bardzo ludzkie. Tylko że ona tego nigdy nie przepracowała, nie chciała się zatrzymać i zastanowić nad własnymi emocjami, zachowaniami, skąd one wypływają. Dużo żalu, złości, nienawiści do rodziców. Nie zaspokoili, nie zaspokajają ich potrzeb. A ona tak desperacko chce żeby było inaczej. Krzyczy, tupie, płacze, próbuje manipulować, sterować, wymusić porządne zachowania, zachowania które identyfikuje z miłością. Tak miała w dzieciństwie. Tak zachowywała i zachowuje się w małżeństwie (tak tylko umie i nigdy nie uświadomiła sobie że można inaczej). W przelała wszystko na męża a potem dzieci. Wszystko to ma sens, ręce i nogi. Mama też jest osobą ze swoimi problemami, frustracjami, niespełnionymi potrzebami. I jej stan emocjonalny
            niby można by winić moją babkę. O mój moją matkę. Itd itp. Tylko co z tego.

            Z drugiej strony jesteśmy wszyscy teraz dorosłymi ludźmi i czas wziąć za siebie odpowiedzialność. Za własne zachowania, reakcje, emocje. Jestem dorosłą i świadomą siebie osobą (przynajmniej do jakiegoś stopnia) i nie ma co zwalać winy na to co robię teraz na dzieciństwo. I to odnosi się do mamy. Jej porąbane dzieciństwo tłumaczy, acz nie usprawiedliwia późniejszych przykrych zachowań.

            A tato. Tak, tato jest tłamszony przez mamę i jego wycofanie oraz chętne chwytanie za kieliszek to zdecydowanie rezultat takiego a nie innego zachowania mamy. Ale znowu- nikt mu nie każe się wycofywać, nikt mu nie każe pić, nikt mu nie każe trwać w tym w czym jest. "A może jednak się rozwiedziecie" takie słowa padały na przykład z moich ust. Rozwód to na pewno wielka trauma dla każdego, ale może jednak w tym przypadku warto? Tyle że nie do mnie należy ta decyzja. Mój tata nawet podejmował wielokrotnie temat lata temu, teraz zaprzestał. Moja mama zawsze propozycje rozwodowe czymś w rodzaju: "głupiś? Na głowę padłeś? Nie pozwalam. Po moim trupie." Mama nie pozwala na rozwód, a tata się słucha. Z resztą na tym etapie to obawiam się że on by kiepsko radził sobie sam w realnym świecie, tak jest od niej zależny. Smutne.
            • mantis_after_dinner zastanawiam sie, po co napisalas na forum 01.01.12, 20:24
              i czego oczekiwalas od jego uczestnikow.

              Dostalas calkiem sporo calkiem rozsadnych rad, wlacznie z analiza sytuacji.
              Po czym uznalas, ze i tak zrobisz to, co zamierzalas pierwotnie zrobic (bo Ci sie oplaca), co nijak nie zmieni Twojej sytuacji.
              A na sam koniec watku znalzlas osobe z podobnymi problemami do Twoich - w dodatku rowniez nierozwiazanymi i bardzo Cie to ucieszylo (ze istnieja podobni do Ciebie? - alez cale mnostwo!).

              Twoje podejscie dziwi mnie o tyle, ze wydajesz sie dysponowac calkiem niezlym aparatem narzedziowym, aby przeanalizowac sytuacje i podjac odpowiednie dzialania. Wydaje sie zatem, ze problemem jest po prostu Twoje wygodnictwo, a decyzje podjelas jeszcze przed zalozeniem watku na forum.

              I moj przyklad:
              rodzice rowniez z tych nieco toksycznych. Na szczescie dosyc szybko zorientowalam sie, ze ich pomoc ma charakter warunkowy, co pozwolilo mi (zdajac sobie sprawe z konsekwencji) w zyciu doroslym z tej pomocy nie korzystac (o co oczywiscie rodzice maja ogromny zal).
              Przyklady warunkowej pomocy? Np. ulatwienie mi startu w dorosle zycie (nie zadne tam mieszkanie tylko zwykla pozyczka na urzadzenie sie) pod warunkiem ze nie bede mieszkac z partnerem na kocia lape, tylko wezme slub (najlepiej koscielny). Pomoc w utrzymaniu sie pod warunkiem wyboru okreslonego kierunku studiow (nie brzmi Ci to znajomo?). i tak dalej ...

              Dzisiaj mieszkam ponad 1000 km od rodzicow i maja bardzo niewielki wplyw na moje zycie, chociaz nadal widac ze probuja go wywierac.
              • montambo Re: zastanawiam sie, po co napisalas na forum 01.01.12, 21:26
                Dostałam sporo rad i analizę, co mnie bardzo cieszy i bardzo cenię. I nie zamierzam tematu teraz definitywnie zamykać ani nic. Ale też na tą chwilę nie jestem jeszcze gotowa na zmianę. Natomiast się namyślam, zastanawiam i może w końcu z czasem coś bardziej drastycznego z tą kwestią zrobię, oby.

                Napisałam też bo w tamtej chwili bardzo źle się emocjonalnie czułam i potrzebowałam podjąć jakieś działanie żeby ten stan emocjonalny zmienić. I wiesz co? Pomogło. Uzmysłowiłam sobie skalę problemy. Nie wiem na ile realistyczne jest oczekiwanie że od razu, już w tej chwili podejmę aktywne działanie żeby coś zmieniać. Albo że podejmę drastyczną decyzję z poważnymi jak dla mnie konsekwencjami. Muszę przetrawić sobie te informacje. Może pozbierać więcej?

                A tak w ogóle, gratulacje! Cieszę się bardzo że udało Ci się wyjść na prostą, na pewno nie było łatwo.

                I dla czego tak ucieszyłam się z postu vint.age, chociaż vint.age tkwi nadal w toksycznym związku z matką? Po części też dla tego, że vint.age potrafiła przekazać jak bardzo męczący jest taki układ. Ile w tym cierpienia, męki. Od innych słyszę rady i analizy i rozwiązania, i jest to rewelacyjne. I jestem za wszystko niezmiernie wdzięczna. Tyle że z reguły rozwiązanie brzmi łatwo i banalnie. Nawet Ty nie zaakcentowałeś ładunku emocjonalnego jaki niosły wszystkie wspomniane zdarzenia w Twoim życiu. A mi moja sytuacja wydaje się przekomplikowana, przerażająco trudna. A rozwiązanie o którym wspominacie nierealne i niewykonywalne. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.
                • vint.age Re: zastanawiam sie, po co napisalas na forum 01.01.12, 22:28
                  U mnnie relacje z matką wyklarowały się po wyprowadzce i choć spięcia się i teraz zdarzają nie są już tak niszczące. Mój sposób to rozmawianie tylko o błahych codziennych sprawach, nie wdawanie się w żadne dyskusje. Nie muszę jej widywać, mogę nie otworzyć drzwi, nie odebrać telefonu, wreszcie odłożyć słuchawkę, a kiedy jestem u niej i zaczyna się konflikt, mogę po prostu wyjść. Wiem, że ona potrzebuje też mojej bliskości, czasem dzwoni, żeby przyjść np. na obiad, bo coś tam ugotowała, albo przyjść zobaczyć, co sobie kupiła takie tam...

                  To, z czym sobie nie radzę, to przeszłość. Dawne krzywdy, które mi wyrządziła śnią mi się nieraz, czasami budzę się w nocy i przypominają mi się obrazy z dzieciństwa, nie mogę się z tą przeszłością uporać, przestać myśleć o wydarzeniach z dzieciństwa, marzę, żeby udało mi się od tego odciąć i nie potrafię. Czasem mam spokój przez pół roku i coś nagle przypomni mi jakieś zdarzenie i potrafię nagle rozpłakać się w autobusie. Wiem, że to głupie, ale tak mam. Choć oczywiście nikt obcy nigdy nie pozna,że mam doła, bo jestem bardzo pogodną, uśmiechniętą lubiącą żartować osobą
            • morekac Re: relacja matka-córka 02.01.12, 09:38
              Ty też jakoś nie palisz się do przepracowania swoich uraz (a układ podobny). To dlaczego masz do niej pretensje, że nie przepracowała swoich?
              Jakakolwiek nie byłaby twoja matka - wredna czy najlepsza na świecie - masz wpływ wyłącznie na swoje zachowanie. I na to, co ty zrobisz.
              • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 10:34
                A co ja niby robię na tym forum? Głaszczę swoje ego? Byłam pod wrażeniem że właśnie próbuję przepracowywać... Nie?

                Z tym że wpływ mam wyłącznie na własne zachowanie, to się zgodzę.

                Pozdrawiam.
                • morekac Re: relacja matka-córka 02.01.12, 17:06
                  Może i głaszczesz to swoje ego :-). Bo 'konsultacja' na forum to nie jest przerobienie problemu.
                  • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:34
                    Na co, po co w ogóle takie forum? Bez sensu. Jeszcze ludzie będą mieli czelność poruszyć jakiś temat.
                    • morekac Re: relacja matka-córka 03.01.12, 09:58
                      Dostałaś kilka sensownych rad: żeby pójść na terapię, żeby się odseparować/odciąć, że matka jest zapewne toksyczna - i na razie wszystkiemu zaprzeczasz. Bo matka jest wspaniała, cudowna, tylko trochę ci z nią ciężko. Syndrom sztokholmski masz czy co?
                      Mam wrażenie, że właściwie to szukasz rady, jakby tu zrobić, żeby matka zmieniła się na cudowną, wymarzoną mamusię (takie mamy to tylko w kinie).
                      Pożalisz się, pomarudzisz i zrobi się lepiej na duchu - zupełnie tak jak twoja mama, która użala się na złe dzieci, nie używając wszelako do tego internetu.
                      • montambo Re: relacja matka-córka 03.01.12, 10:36
                        No właśnie, dostałam cenne rady - sens pisania o tym na forum jest? Jest. W tym przynajmniej się zgadzamy. Źle nie jest.

                        Syndrom Sztokholmski mam na pewno, a i owszem. Dziwisz się? Mam wrażenie że nie spotkałeś się wcześniej z taką sytuacją, z takim układem. Że nie potrafisz sobie wyobrazić jak to może wyglądać z mojej strony. Tymniemniej doceniam Twój wkład, Twoje posty.
    • saguaro70 Re: relacja matka-córka 02.01.12, 13:40
      Wam obu taka sytuacja pasuje.
      Mamie, bo może Cię kontrolowac, wzbudzać wyrzuty sumienia.
      Tobie, bo pomaga Ci finansowo. Kupuje Ci mieszkanie, chce po części urządzić. I dopóki bedziesz korzystała z takiej pomocy dopóty matka będzie tak się zachowywała.
      Wynajmij mieszkanie, zacznij samodzielne zycie i rozmów się z mamą.
      Bo nie wiem, czy spokojna rozmowa coś da. Nie da się korzystać z funduszy matki tylko na Twoich zasadach. Skoro siedzisz u niej w kieszeni, to musisz milczeć.
      Zwyczajnie odetnij pępowinę. Bo mimo, że masz kasę matki, to za parę lat bedziesz taka jak ona I taka jak Twoje babcia.
      Pozdrawiam cieplutko :):)
      • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 16:49
        To ja mam jeszcze takie pytanie:

        moja mama w trakcie studiów uniezależniła się finansowo od swojej matki, przeprowadziła do innego miasta, widują się 2 razy w roku na święta i czasem latem na wakacje. I co pomogoło? Bo ja myślę że nie wiele.

        I jeszcze, załóżmy że wynajmę mieszkanie koniec końców. Co wtedy? Mam już się z matką nie widywać? Nie rozmawiać? Ewentualnie wspólny obiadek na święta i tyle? Jak to sobie wyobrażacie?
        • morekac Re: relacja matka-córka 02.01.12, 17:05
          Kluczowe jest to, jak ty sobie wyobrażasz swoje dalsze życie.
          • lib Re: relacja matka-córka 02.01.12, 19:10
            Jak już ktoś tu napisał, mama robi sobie dobrze twoim kosztem. A i ty coś z tego masz. I chciałabyś nadal mieć to dobre, a pozbyć się tego, co ci nie odpowiada. A tak się nie da, już to przecież wiesz.
            Pytasz, jak sobie wyobrażamy twoje kontakty z mamą. Oczywiście że może być tak, jak piszesz: telefon co jakiś czas. Jak coś truje, to odcinamy. Zwykły instynkt samozachowaczy.
            Twoja mama nie robi tego wszystkiego z miłości. Ty sobie tylko wyobrażasz, że to miłość, bo innej nie dostałaś.
            Jak weźmiesz mieszkanie, to usłyszysz, że obdarłaś mamę ze skóry. Jak nie weźmiesz, to powie, że jesteś niewdzięczna, w głowie ci się poprzewracało, przez ciebie jej ciśnienie skoczyło.
            Wiesz, że na mieszkaniu się nie skończy. Potem wybierze ci meble i firanki (sama o tym piszesz), i będzie ubolewać, że kibel musi ci szorować, bo sama nie umiesz. A jak umrze, to się obudzisz w tych jej meblach i nie będziesz miała pojęcia, jakie tobie się podobają.
            Jak kupisz sobie mieszkanie sama, to też może się skończyć tak, że ci te meble wybierze. I usłyszysz, że fanaberie miałaś, a teraz i tak ona musi urządzać... Twoja mama zrobiła wszystko, żebyś nie umiała sobie palcem do tyłka trafić, a przynajmniej żebyś sądziła, że nie trafisz. Zrobiła to po to, żeby mogła się czuć potrzebna, a nawet niezastąpiona. Z troską o ciebie nie miało to nic wspólnego.
            Bardzo ci współczuję, bo mam serdeczną koleżankę z takim problemem.
            Nie da się tego zrobić tak, że się będzie wybierać: to od niej wezmę, a tego nie, na to się zgodzę, na to nie. Albo dasz sobie prawo do samodzielnego życia i samodzielnych decyzji i przyjmiesz, że mama ma prawo do swoich, albo nie. Albo zrozumiesz, że odbierając mamie prawo do decydowania o twoim życiu nie robisz jej żadnej krzywdy, albo nie. Cokolwiek zrobisz, mama i tak będzie nieszczęśliwa. Więc może byłoby lepiej, gdybyś się zajęła sobą. Choćbyś do końca świata klęczała z uszami po sobie, mamie nie pomożesz. Od lat nalewasz w dziurawy garnek, i, jak się okazuje, źle nalewasz.
            A to, że piszesz, że przecież kochała, dbała w chorobie... aż mi tyłek ścierpł. Od tego są matki po prostu. Nie musisz się za to składać w ofierze.
            • bazia8 Re: relacja matka-córka 02.01.12, 20:55
              przecież kochała, dbała w chorobie... aż mi tyłek ścierpł.
              > Od tego są matki po prostu. Nie musisz się za to składać w ofierze.

              i tu tkwi sedno problemu.
              • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:13
                Czyli co? Nie należy być wdzięcznym matce?

                Za to że się opiekowała, motywowała do nauki, wypychała na studia za granicą, teraz kupuje mieszkanie? Często słyszę ten argument od niej że powinnam być wdzięczna. Że jestem twarda i nieczuła. Że powinnam na rzęsach chodzić i po stopach całować. Że ona to złamanego grosza od matki nie dostała. Że z pracy Ziutek, a od niej, to ma 19 lat, studiuje, pracuje, z matką nie mieszka, nawet na wigili nie bywa. Ziutek to dopiero gość, a w prównaniu do Ziutka matki... No właśnie ja nawet nie wiem jak mam dobrze.

                Jak tu nie być wdzięcznym? Jak nie składać w ofierze? Mimo wszystko, mimo tych zażaleń które zgłaszam, to to przecież moi rodzice i co mam się ich wyprzeć? Mam zostawić starych i niedołężnych samych, niech sobie radzą na starość? W to jeszcze jest uwikłany mój brat. Jemu to dopiero sieczkę z mózgu zrobili. Zupełnie nie ma wiary w siebie, przyjaciół, na wakacje nie jeździ nigdzie nigdy, jak on do pracy pójdzie jak skończy studia to ja nie wiem. :/ Tutaj też czuję się winna bo nie wiem jak mu pomóc.
                • garibaldia Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:33
                  kiedy prezenty są dawane życzliwie? wtedy, kiedy obdarowujący nie żąda rekompensaty. w przeciwnym wypadku to czysta transakcja handlowa. twoja matka chce mieć służbę i niewolników do obsługi swoich potrzeb. więc was kupuje materialnie, daje i wyraźnie żąda w zamian.
                  ty godzisz się na tę transakcję.
                  nie jesteś już dzieckiem uczącym się, niepracującym to matka nie ma obowiązku prawnego już do ciebie dokładać. dokłada się stawiając wyraźne żądania w zamian.
                  ty "towar" od niej bierzesz bo chcesz. ale masz pretensje że każą płacić. kogo chcesz oszukać w tej transakcji? siebie czy matkę? kogo chcesz oszukać, ze chcesz innego życia? przecież wcale nie chcesz. dobrze ci u cycka mamy. a ponarzekać zawsze fajnie bo matka jest zła i wyłudzenie współczucia od innych na chwilę zaspokoi twoje potrzeby.
                  a brata to lepiej nie próbuj leczyć. przecież siebie leczyć nie chcesz. przeszłaś terapię? masz dobrego psychologa? to jak sama chora chcesz pomagać choremu bratu?
                  • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:40
                    Byłam na terapiach. Na temat matki często gęsto schodziło. I co? I nikt nie doszedł to takich wniosków jak wy. Że matka toksyczna, że izolować się muszę.

                    Raczej była mowa o nauce asertywności, stawianiu granic.

                    I komu wierzyć? Psychologom z ośrodka, czy ludziom z netu?

                    Z tą chorobą to też nie ma co przesadzać. Łatwo się zasłaniać chorobą i wykpiwać w ten sposób od odpowiedzialności. Tylko czy to jest mądre?
                    • garibaldia Re: relacja matka-córka 02.01.12, 21:50
                      no mądra to nie jesteś jeśli siedzisz na forum rozmawiając z ludźmi którzy wg ciebie nie mają racji, a nagle się waleczną obrończynią swojej sytuacji zrobiłaś gdy ci zasugerowano, żebyś nie doiła rodzicielki na finanse tylko zaczęła żyć samodzielnie.
                      dobrze ci z matką która daje kasę, to z nią siedź i nie narzekaj tylko dziękuj jej że ci daje.
                      źle ci- to to zmień.
                      bo jak na razie to jesteś dzieckiem z nieodciętą pępowiną, której życie się kręci koło mamusi.
                      tak, to choroba. choroba emocji której najwyraźniej nie masz ochoty leczyć i dbać by się z niej wyzwolić. choroba bardzo męcząca dla twojego otoczenia. a chory który nie chce się leczyć a jęczy że mu źle "przez innych" tak, jest nieodpowiedzialny lub niedojrzały.

                      • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 22:02
                        Kolejna osoba która usiłuje mi coś wmawiać. I do tego mówi mi że jestem głupia. Właśnie tego teraz najbardziej potrzebuję :)

                        Kto powiedział że nie mam ochoty nic zmieniać ani się leczyć? Prowadzimy dialog. Przynajmniej ja to tak widzę. I staram się być szczera. I przytaczam wszystkie kontrargumenty które chodzą mi po głowie. Bo co mam tak od razu zawierzyć na słowo jak w głowie tyle wątpliwości?

                        Zrozum wywalacie mi mój świat do góry nogami. Ja mam w głowie poukładane, że mam kochającą matkę: trochę pokrzywdzoną przez los i nie doskonałą (kto jest doskonały) ale mimo wszystko doskonałą. I co? To wszystko niby fikcja? Dlaczego? Tak desperacko chcę wierzyć że jestem kochana. Kto nie chce być kochany przez swojego rodzica, no powiedzcie?!

                        Jeszcze co do leczenia, zastanawiam się na poważnie czy nie poszukać kolejnego terapeuty. Na razie zagłębiam się w książki, zaczęłam się wgryzać w "Toksycznych rodziców". Robina Norwooda i Harriet Lerner mam następnych w kolejce.

                        • garibaldia Re: relacja matka-córka 02.01.12, 22:27
                          normalnie "jak z gęsiami na wsi"....

                          tu nikt twojej terapii nie bedzie prowadził
                          rusz 4 litery i zrób coś z sobą bo my tego za ciebie nie zrobimy

                          jest wiele różnych układów międzyludzkich
                          i cóż ci z tego że to co cię łączy z matką nazwiesz "miłością" jeśli czujesz że cierpisz i to coś cie niszczy?
                          czy jeścli nazwiesz to sobie "trawą" i zachowywać się ty sama będziesz tak samo jak dotychczas to zmieni się sposob w jaki matka się do ciebie odnosi?
                          nie nadużywaj słów których nie rozumiesz. słowo miłość jest najbardziej wyświechtaną szmatą na tym świecie.
                          pomyśl w jaki sposób sama byś "kochała" mężczyznę obok siebie...
                          matka "kocha" cię tak jak umie. a, że nie umie i robi to w wypaczony sposób?.. cóż za problem. ty podobnie będziesz się wyżywać na swoich dzieciach.
                          już samo to, że kombinujesz iż "musisz uznać że matka cię nie kocha" by nie zgadzać się na rzeczy których nie chcesz i z którymi się źle czujesz - świadczy, jak daleka jeszcze droga przed tobą do rozumienia.
                          na razie jesteś jak alkoholik. twoją wódą jest kontakt z matką. i chcesz ją pić choć wiesz że się zrzygasz.
                          jak dojdziesz do momentu gdy flaszka będzie stała obok na stole a tobie nie będą się pocić ręce ani drżeć kolana z napięcia "pić czy nie pić" -będziesz dojrzała.
                          • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:01
                            Dzięki garibaldia, tak szczerze bez ironi. Te Twoje gęsi mnie rozbawiły. I rozumiem frustrację, ciężko mnie przekonać.

                            Na pocieszenie powiem że coś tam trafia i zbieram cenne informacje. I zupełnie inaczej patrzę na swoją sytuację niż tydzień temu.

                            Właśnie, miłość - jak zdefiniować to pojęcie i co się pod tym kryje. Dla mnie miłość zawsze kojarzyła się z dawaniem - dawaniem siebie, swojego czasu, swojej uwagi, dzieleniem się tym co jest...
                        • lib Re: relacja matka-córka 02.01.12, 22:35
                          Może nikt na terapii nie powiedział, że masz toksyczną matkę, bo nie matką się zajmowaliście, tylko tobą. Bardzo słusznie zresztą. Matkę uznano za warunki zastane, a ciebie uczono sobie w tych warunkach radzić.
                          To, co piszesz o potrzebie bycia kochanym jest chyba w tym wszystkim najważniejsze. I rozumiem cię. Musiałabyś przyznać przed samą sobą, że mama cię nigdy nie kochała i już nie będzie. A to boli jak cholera. Ale nic na to nie poradzisz. Możesz znaleźć kogoś innego, kto cię będzie kochał. Na przykład siebie na początek. U matki nie masz szans i nie raz się o tym przekonałaś. Matki nie zawsze kochają swoje dzieci. To tylko taki szkodliwy mit. A ty się tego mitu trzymasz pazurami.
                          Nalewasz i nalewasz - że wrócę do tego swojego garnka - i widzisz, że garnek się nie napełnia. Widzisz, że jest dziurawy, ale on mówi, że to ty źle nalewasz. Z jakiegoś powodu wolisz wierzyć w to, co mówi, niż w to, co widzisz. Powtórzę się: nie masz najmniejszych szans, żeby ją uszczęśliwić. Świetnie ci za to idzie unieszczęśliwianie siebie.
                          Ze strachu upierasz się, że ktoś, kto ci całe życie robi krzywdę, jest doskonały. A twoja mama nie jest doskonała, ma nawet ze sobą poważny problem.
                          • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:02
                            Eh, kolejny post po którym łzy ciśną mi się do oczu.
                        • vint.age Re: relacja matka-córka 02.01.12, 22:38
                          Mi relacja rodzice-dzieci wydaje się jednak czymś na zasadzie transakcji handlowej: rodzice mają obowiązek pomóc dzieciom wejść w dorosłość, nauczyć je życia, w zamian dzieci mają sie nimi należycie zająć na starość, czy nie tak było przez wieki? Czy godzi się opuścić rodzica , jaki by nie był? Szczególnie, że ona nie potrafi być inna, nie widzi problemu i w życiu nie uwierzy, że postępuje źle?

                          Problem w tym,że nasze matki (montambo i moja) pomagają bardziej niz to konieczne, bardzie niż inni rodzice, starają się ze wszystkich sił wyposażyć nas w to co najlepsze, bo w ich mniemaniu (przynajmniej mojej mamy) w tym dawaniu kryje się miłość lub też myli miłość z obdarowywaniem, bo nie potrafi zwyczajnie powiedzieć córeczko, kocham cię najbardziej na świecie (mi wystarczyłoby to za wszystkie apartamenty świata). Jednak jak się jest dzieckiem tej zależności się nie rozumie i człowiek rośnie w przekonaniu, że nie jast kochany. Ja jako nastolatka uzmysłowiłam sobie, że mama tym swoim dawaniem okazuje miłość (nie żeby mi to wystarczało, nadal wolałabym to po prostu usłyszeć). Dlatego czułabym sie winna opuszczając ja teraz na starość, wiedząc, że pracowała na dwa etaty, żeby nam zapewnić , co najlepsze i tak tkwię w tej wdzięczności...
                          Sytuacja bez wjścia.....
                          • lib Re: relacja matka-córka 02.01.12, 22:48
                            Wasze mamy wam nie pomagają. Pomagać komuś to robić to, czego ten ktoś potrzebuje albo o co prosi. Wasze mamy robią sobie dobrze. Wasze potrzeby nie mają najmniejszego znaczenia. Lubią to uczucie, kiedy się przekonują, że to, co dostałyście, marnujecie, nie doceniacie, nie radzicie sobie, itd. A przekonują się o tym zawsze, bo tak ten ich system działa.
                            • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:07
                              Nasze mamy uważają że wiedzą lepiej od nas co my potrzebujemy. A przynajmniej moja tak uważa. Że ma więcej doświadczenia niż ja i tak jak ona zarządzi będzie lepiej.

                              Jakoś trudno mi uwierzyć że ktoś (moja rodzona matka zwłaszcza) lubi jak ja sobie nie radzę, jak coś nawalam, jak mi nie idzie. Zwłaszcza że w takich wypadkach zgarniam opierdziel. Opierdziel = raczej nie lubi, prawda? Tak na chłopski rozum.
                              • garibaldia Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:51
                                To kwestia chęci sprawowania władzy i poczucia kontroli. Wasze matki nie umiały odciąć pępowiny od was gdy zaczęłyście dorastać więc wy same musicie tę pępowinę odciąć i wybić się na niezależność (materialną i emocjonalną-przede wszystkim) jeśli chcecie same żyć doroślej.

                                Żeby kogoś kochać to trzeba pokochać najpierw siebie. Z pustego dzbana nic nie nalejecie. Dlaczego nie kochacie siebie na tyle mocno by nie pozwalać sobą pomiatać i dyrygowac? By się nie wstydzić przed rodziną być niedoskonałą, wspaniale w czyms ułomną? By umieć powiedzieć "nie, tego nie chcę" "to mi nie odpowiada" "ty chcesz to ale ja oddzielna osoba wolę tamto=obie wolimy coś innego a mimo to potrafimy żyć obok siebie bo akceptujemy swoje terytoria" "mam inne zdanie niz ty , zrobię po swojemu".

                                odmawianie nie jest złe. o niebo wolę ludzi którzy odmówią mi zrobienia czegoś, niż tych którzy nie odmówią ale zadanie wykonają ze skrzywioną miną lub poczuciem krzywdy ze się poświęcają dla mnie.

                                miłość to nie tylko dawanie ale i branie. nauczenie się przyjmowania od innych bez poczucia winy i obowiązku jest ważne.
                                samo ciągłe dawanie, poświęcanie się, to poza ofiary. jak wyrywanie się by komuś innemu robić dobrze gdy samemu sobie nie umie się zrobić dobrze.
                                jest presja na córki, ze mają się "poświęcać" dla rodziców. i wiele z nich się poświęca- bo matka się "poświęcała" rodząc i dając jeść a sama tych obowiązków nie lubiąc.. i tylko poczucie przymusu poświęcenia dziecku wtłoczyła... to wredne ale jak się tak patrzy na swiat to czasem wygląda, jakby matki tym co robią swoim dzieciom mówiły "ja zapierdzielałam to niby dlaczego ty masz mieć lepiej".... lub "mnie się nie udało dobrze żyć to ty bądź narzędziem które moje ambicje zaspokoi" ...
                                matka nie ma swojego oddzielnego życia i wisi na dziecku, dziecko nie chce oderwać pępowiny i wije się wokół matki. czy ktoś wyjdzie z tego zaklinowanego układu by uzyskać perspektywę na spojrzenie z boku?
                                nie lepiej wyjść z domu mając te 20+, z bagażem który się dostało z domu(co się miało dostać to się już dostało z emocji) , pobyć w świecie by pozbierać i inne doświadczenia od innych ludzi by bagaż uzupełnić o potrzebne na lepsze życie aspekty, a tym samym też dać sobie i zostawić rodzicowi miejsce i przestrzeń na inne osobiste życie niż dziecio-rodzicowy klincz?
                                rodzice wychowali tak jak umieli. teraz dzieci muszą 1.wychować swoich rodziców by im na głowę nie wchodzili, 2.wychować swoje dzieci mądrzej niż właśni rodzice ich.

                                i tez przestać być niewolnikiem "ja muszę".
                                takie proste zadanie, przed zrobieniem czegoś zadać sobie samej pytanie "czy chcesz to zrobić?" . i działać zgodnie z tym co w głowie brzęczy: "tak chcę" lub "nie, nie chcę". nieważne kto "kazał" czynność wykonać. ważne, by wykonać lub nie wykonać W ZGODZIE Z SOBĄ.
                                • montambo Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:11
                                  Czy my, droga garibaldio, przypadkiem nie sprzeczałyśmy się o coś ostatnio? Chyba na pewno się sprzeczałyśmy. A pod tym co teraz właśnie umieściłaś mogłabym się sama podpisać.

                                  1.wychować swoich rodziców by im na głowę nie wchodzili,
                                  2.wychować swoje dzieci mądrzej niż właśni rodzice ich.

                                  To dokładnie mi przyświeca. I coś zaczyna trybić. Chyba...
                                  • garibaldia Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:22
                                    odcinanie rodzicom pępowiny to kilka lat konsekwentnego działania i metodycznego opierania się ich próbom zawłaszczenia się znowu na własność.
                                    potem się żyje o niebo lepiej.
                                    niech będą jacy sobie chcą ale na własnych śmieciach. na moich śmieciach ja dyktuję zasady.
                                    wytrwałości we wtłaczaniu nowego schematu to zadziała.

                                    wierzcie w siebie i uwolnijcie umysły od presji rodziny.

                                    idę spać.
                                    dobranoc
                            • kklekss Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:21
                              To wszystko dlatego , że rodzice nie umieją rozmawiać ze swoimi dziećmi. Myślą , ze jak zapewnią 'wikt i opierunek' , dopilnują czy lekcje odrobione itd. to załatwia sprawę wychowania małego człowieka. To matka powinna iść na terapię i to jej psychoterapeuta powinien uświadomić , że ma dorosłe dzieci , które już powinny same o sobie decydować . Matkę , jej myślenie , mimo jej wieku , można zmienić. Też ma rozum i niech go używa.Napisz do matki list o swoich rozterkach. Na początek delikatnie wskasz swój problem. Powodzenia.
                              • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:30
                                Sorry, ale nie uważam że tędy droga.

                                Pewnie, terapia jest dla ludzi w każdym wieku.

                                Moja mama ma nawet za sobą trochę doświadczeń z terapeutami. Tyle. Nie widzi większego obrazka, nie chce się zmieniać, jak dla niej problemu nie ma, ja sobie coś wymyślam i jestem uparta. Ewentualnie jak chcę to mogę sama się leczyć.

                                A te jej wcześniejsze wizyty u psychoterapeutów? Kiedyś bo miała nerwicę, "bo babka, bo ojciec" - z tamtej terapii szybko zwiała, wybrała leczenie farmakologiczne, nie podobało jej się to co słyszała od terapeutów, uważała że są kretynami, ściemniaczami nic nie wiedzą. Potem (przeze mnie i przez ojca jak twierdzi) zaczęła łysieć na tle nerwowym. Ale ja z czasem sobie swoje sprawy zaczęłam układać, włosy zaczęły odrastać => czyli problem zniknął i wszystko ok. HAhahahahah!
                                • morekac Re: relacja matka-córka 03.01.12, 09:41
                                  Ale przecież nie zmusisz jej do terapii. Poza tym to ty masz problem, nie ona. Twoja mama wybrała sobie taki jęcząco-cierpiętniczy model życia i nawet stawanie przez ciebie na rzęsach celem zapewnienia jej dobrego samopoczucia nic nie zmieni. Twoja mama zawsze znajdzie sobie jakiś powód do niezadowolenia i narzekania - ten typ tak po prostu ma. I tyle.
                                  • sorvina Re: relacja matka-córka 03.01.12, 10:30
                                    Choćbyś przez kilkanaście lat, zamiast wybrać tego co dla Ciebie najlepsze, poświęciła się by dbać o samopoczucie matki, uważając, że tak trzeba, odpracować to za co jesteś wdzięczna i tak w końcu usłyszysz nie raz, że w życiu nawet ciepłego słowa jej nie powiedziałaś i jesteś wyrodną córką. A dlaczego? Bo nie chodzi o prawdę, tylko o to by mogła Tobą manipulować. A poczuciem winy i zobowiązania manipuluje się doskonale. Za którymś razem pęknie Ci serce i zrozumiesz, że to wszystko co robiłaś było na nic. Bo ona i tak jest nieszczęśliwa, i tak jesteś w jej oczach źródłem wszystkich jej kłopotów. A straciłaś lata, które mogłaś przeznaczyć na budowanie SWOJEGO szczęścia. Niestety łatwo wtedy popaść w gorycz i zacząć jak ona obwiniać innych o swoje nieszczęście. Choć nie kwestionuje nikt toksyczności zachowań Twojej matki, to TY będąc już dorosłą osobą się na nie zgadzasz. I tylko Ty możesz to zmienić.
                            • vint.age Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:24
                              lib, podobają mi się Twoje wypowiedzi, otwierają oczy, naprawdę...
                              zaczynam wierzyć, że naprawdę chyba nie wszystkie matki kochają
                              Moja uwielbia gnębić psychicznie, wmawiać, że jestem zła, głupia, egoistyczna itp.

                              Dwa dni temu miałam kolosalnego doła, takiego, że nie byłam w stanie się ubrać rano (cierpięna zespół napięcia przedmiesiączkowego, a na jakiś czas zawiesiłam hormony). Mama dowiedziała się od syna, że jestem chora i przybiegła, myślicie, że zapytać co może dla mnie zrobić? Wpadła z awanturą, że nie wolno mi się tak rozklejać, ona nigdy nie okazałaby takiej slabości, nie wolno mi być taką przy dziecku i narażać go (powiedziałam po prostu synowi, że mam gorszy dzień i chyba zostanę w łóżku, to mądry chłopiec, wygadał się bezwiednie). Oczywiście jestem straszną egoistką, myślę tylko o sobie, mam wziąć tabletki uspokajające i zajhąć się przygotowywaniem męża do wyjazdu, spakować go itp. Po czym pobiegła do mojego męża i zaproponowała,że go spakuje (mąż jest dorosły, jakby kto wątpił i umie spakować torbę), mu pomoże, bo ja jestem straszną egoistką i histeryczką, rozczulam się nad sobą. Oczywiście się popłakałam, to moja słabość, nie potrafię przy niej powstrzymać łez. Dół przedłużył mi sie przez nią o dobę....
                              Widziałam, że zdecydowanie poprawił jej się humor po tej eksplozji, dzwoniła potem do syna, żeby dowiedzieć się czy wstałam, czy nadal histeryzuję... Ona chyba faktycznie mnie nienawidzi.....
                              • montambo Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:33
                                Właśnie miałam napisać że chyba przesadzam i rozdmuchuję problem i sobie wymyślam i dopowiadam.

                                Ale czytając Twój post trochę zmieniłam zdanie. Ręce opadają. Ja tak nie chcę: latami tkwić w takim układzie :/
                                • vint.age Re: relacja matka-córka 02.01.12, 23:46
                                  My własciwie nawet rzadko się spotykamy, choć mieszkamy kilkaset metrów od siebie. Ostatnio jakoś byłyśmy bliżej przez święta, syn też nie za często do niej zagląda, ona specjalnie o niego nie zabiega, tak się przypadkowo złożyło, że akurat po coś tam poszedł.
                                  Juz nawet dawno nie widziałam jej w akcji, zaczynałam mysleć, że coś się zmienia, bo całe święta była miła. Teraz będę miała na pewno spokój, bo pierwsza się nie odezwę, to ona wyciąga rękę tak po ok. 3 tygodniach dzwoni jakby nigdy nic i pyta, czy np. pójdę z nią na zakupy, czy mam pożyczyć wiertarkę, garnek czy coś tam innego...
                                  • garibaldia Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:00
                                    czyli twoja matka ma się świetnie, jest pełnosprawna.
                                    a wyżej napisałaś, że mieszkasz niedaleko m.in. bo nie możesz matki na stare lata zostawić bez opieki...
                                    zastanów się, dlaczego szukasz powodów dla których nie chcesz nic w tym układzie zmieniać i szukasz wymówek pt.starość matki.
                                    bo matka bez ciebie świetnie sobie radzi jak widać.
                                    ma nawet siłę ci nawrzucać w twoim własnym domu.

                                    możesz jej nie wpuścić do siebie, a jak zadzwoni to poinformować, że zachowała się tak skandalicznie że sobie nie życzysz by ci się naprzykrzała więcej.
                                    ty wolisz słuchać jak cię opieprza i płakać.
                                    bo całe życie cię szkolono, że psia rola córki to się podkładać i poświęcać?
                                    może pora na inne szkoły?
                              • garibaldia Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:07
                                Dziwię się, że takiej osoby ani ty ani twój mąż nie wywaliliście od razu z domu. Cóż z tego że "matka"? a jakby przyszła podźgać nożem syna to też by nikt nic nie zrobił bo to "twoja matka"?
                                wkurz się wreszcie.
                                • vint.age Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:18
                                  O tym właśnie marzę, żeby jej tak wygarnąć, że się zatka. Pracuję nad tym :) Umiem już się sprzeciwiać i nie milczę jak kiedyś, dawniej nawet się pokłócić nie umiałam, milczałam, słuchałam i płakałam.
                                  Niestety mój mąż nie jest w tym pomocny, nie wtrąci się, nie rozumie kompletnie tego układu, mam do niego o to żal, on twierdzi, że to sprawa pomiędzy mną i mamą i sama ją muszę rozwiązać
                                  • montambo Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:25
                                    > dawniej nawet się pokłócić nie umiałam, milczałam, słuchałam i płakałam.

                                    Ojej, mam to samo. Czasem bąknę pod nosem, "ja mam na ten temat inne zdanie". Żałosne.
                                  • garibaldia Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:29
                                    zacznij "pyskować" na bieżąco jak coś się dzieje:) masz święte prawo do sprzeciwu wobec zachowań które ci nie odpowiadają, wystarczy stanowczy ton i gest (ten w kierunku drzwi;) ). kilkakrotnie powtórzyć gdyby nie docierało.
                                    a swój własny dom "obsikaj" w myślach jak pies, to TWOJ teren i ty masz tu najwięcej praw, nikt nie ma prawa tu wchodzić i cię źle traktować

                                    dobranoc
                                  • morekac Re: relacja matka-córka 03.01.12, 09:43
                                    Nie zatka się, nie licz na to. ;-)
                                    Ale zasadniczo mam wrażenie, że mąż ma rację - jeśli ty sobie z mamą sama nie poradzisz, on niewiele pomoże.
                                  • yoma Re: relacja matka-córka 03.01.12, 11:10
                                    Vintage, bo to jest sprawa między tobą a matką, przykro mi. Mąż to nie rycerz na białym koniu, który przyjeżdża wyrwać księżniczkę ze szponów matki.
                              • morekac Re: relacja matka-córka 03.01.12, 09:37
                                Ona chyb
                                > a faktycznie mnie nienawidzi.....
                                E tam, zaraz nienawidzi. Jesteś jej niezbędna dla jej dobrego samopoczucia. Tzn. dokopanie tobie jest niezbędne.
    • mojazima Re: relacja matka-córka 03.01.12, 00:59
      Czego oczekujesz pisząc na forum. A może daj mamie swój wątek do przeczytania.
      • kklekss Re: relacja matka-córka 03.01.12, 09:55
        Te matki nie wiedzą , ze swoim postepowaniem niszczą wam psychiki.One w jakimś stopniu są poprostu głupie. Takie wszechwiedzące alfy i omegi.
        • morekac Re: relacja matka-córka 03.01.12, 10:22
          Wszak każda mamusia wie, co jest najlepsze dla jej ssskarbeńka... ;-)
          • asiolina12 Trochę inne spojrzenie niż większość!!! 25.01.12, 09:53
            madameflake.blogspot.com/2011/12/dlaczego-nie-chce-przyjaznic-sie-ze.html
            polecam wszystkim mamom
      • lib Re: relacja matka-córka 03.01.12, 11:56
        Vint.age, ściskam cię. Moja endometrioza pozdrawia twojego PMS-a. Montambo też ściskam. Przykro mi, że płaczesz.
        A propos tego, co napisała Montambo: to nie jest tak, że jak opierdziela, to jej się nie podoba. Usiłujesz postawić prawdziwą tezę na błędnym założeniu. A błąd polega na tym, że myślisz, że chodzi o ciebie. A nie chodzi. To, co ty robisz, nie ma żadnego znaczenia. Chodzi tylko o mamę. Ona lubi czuć, że jest górą, że ma rację, że cały świat jest do d., że tylko ona wie, jak powinno być. I jak opierdziela, to sobie tego dowodzi. Ty jesteś tylko narzędziem do poprawiania samopoczucia.
        Przeczytajcie obie jeszcze raz całą Garibaldię, od góry do dołu. Dobrze gada kobieta. Na przykład to o miłości, że to taki wytrych. Matka to też taki wytrych. Stwierdzenie matka to matka niesie dokładnie taki sam przekaz jak stwierdzenie trawa to trawa. Czysta tautologia, nic więcej. Zastosujcie tę metodę do innych rzeczy, np.: ktoś, kto robi krzywdę, robi krzywdę, ktoś, kto nigdy nie jest zadowolony, nigdy nie jest zadowolony. Ale tu robicie inaczej: ktoś, kto robi krzywdę, tak naprawdę kocha, tylko nie umie tego okazać. I tu leżycie.
        Zawsze mi tyłek cierpnie (mam wrażliwy tyłek, co?), jak słyszę, jak matki mówią dzieciom, że tatuś tak naprawdę kocha, tylko nie umie tego okazać, i to dlatego zniknął albo leje, albo pije, albo olewa. Potem takie dzieci wyrastają na dorosłych, którzy myślą, że tak wygląda miłość.
        Zakładacie, że matka kocha na pewno. I dalej już trzeba to jakoś wyjaśnić: nie umie okazać na przykład. Znów za Garibaldią: jak ktoś wpada do mnie do domu i mnie poniża, to wywalam w trybie natychmiastowym. Jak wpada z nożem czy jakąkolwiek inną przemocą, to się nie zastanawiam, czy mnie przypadkiem nie wychował i nie dbał w chorobie, więc może jednak ma prawo trochę mnie tym nożem podziabać, tylko wywalam w trybie natychmiastowym.
        Po matce należy się spodziewać więcej, nie mniej.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: relacja matka-córka 06.01.12, 19:36
      Przeczytałam uważnie Pani historię i komentarze do niej. Wydaje mi się, że zrozumiałam jej emocjonalny wydźwięk.
      I nie podzielam zdania większości, w tym i Pani samej, o szczególnej toksyczności Pani rodziny.
      Z opisu wyłania się obraz raczej typowej rodziny z naszego kręgu kulturowego, końca wieku XX Wycofany ojciec, matka aktywna w wychowaniu. Nieustanna krytyka jako metoda wychowawcza, dzieci mają dawać satysfakcję za średnio udane życie osobiste.
      Jednocześnie mama jest zapobiegliwa, troszczy się o przyszłość, uczy rozmaitych rzeczy, jest zainteresowana życiem dziecka, usiłuje mieć kontakt. z córką. Myślę, że się przejmuje kłopotami i problemami dzieci i bardzo je przeżywa.
      Nie twierdzę, że to jest doskonały model nie wymagający korekty. Dziś już widać, że powędrował w inna stronę. I bardzo dobrze.
      Patrząc z tej perspektywy w chwili obecnej Pani po prostu nie może się dojrzale odseparować. I tu widzę konieczność pracy nad sobą.
      O trudności separacyjnej może świadczyć epizod bulimii.
      Dlatego zamiast bacznie obserwować poczynania mamy i wiązać swoje zachowanie wyłącznie z nią trzeba zmienić optykę i popatrzeć na siebie. Ma Pani sporo świadomości swojej relacji z mamą. Jeśli sama nie potrafi Pani przejść oddzielania się od niej, trzeba pójść na terapię. Najlepiej grupową dla tak zwanych " młodych dorosłych" i zacząć żyć bez obwiniania mamy za swoje niemożności . Bo to jest jej metoda na świat, więc nie ma co powielać tego zgubnego modelu. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • nocidzien Re: relacja matka-córka 13.01.12, 00:09
      hej!
      przeczytałam prawie wszystkie wpisy. schemat matki ten sam co u mnie, podobnie ojca z epizodami alkoholowymi wycofanego łagodnego baranka niewtrącającego się, schematyczne u nas wszystkich relacje zależności i władzy, ona królowa marionetek w swoim własnym teatrzyku, relacje sado-masochistyczne i syndrom sztokholmski. kiedy miałam dwadzieścia kilka lat myślałam tak samo jak dziewczyna która tu pisze na wstępie. też ten schemat z mieszkaniem był. pomieszkałam w nim trochę, skorzystałam, też mi się tak ułożyło. rachunki i sprawy administracyjne załatwiała matka.miałam dwadzieścia kilka lat, już prawie trzydziechę na karku, a nie wiedziałam nawet gdzie to się załatwia. tak, to było wygodne. potem przyszła pierwsza fala depresji. łagodna. jeszcze miałam siłę uciec. zbieg okoliczności, los lub moje własne działanie w tym kierunku (wynik tych trzech?) sprawił że się wyrwałam z tego mieszkania, usytuowanego nieopodal matki, gdzie matka wpadała kiedy chciała, płaciła za mnie wszystkie rachunki (dzieciństwa nie streszczam bo zostało tu i ówdzie na tym forum znakomicie opisane, wszystkie szczegóły się zgadzają). to choroba, to zaraza. od tego trzeba wiać. więc uciekłam za granicę. szapranina z matką na odległość (i te straszne nerwowe akcje przyjazdowe, absolutny koszmar) (w międzyczasie małżeństwo i narodziy dziecka) cała ta szarpanina trwała bardzo długo. absolutne ignorowanie z mojej strony kolejnych fal depresyjnych. relacje zależności nadal cholernie silne, pomimo odległości. wyrobił mi się zresztą odruch masochistyczny, im bardziej raniła i ścinała, tym bardziej się czułam zapętlona z nią. i to pomimo odległości. dzwonienie czasami prawie codziennie a za każdym razem ból, bo kosi. aż w końcu spotkania z psychiatrą mnie ustawiły. po pierwsze utwierdził mnie w przekonaniu że znakomity wybór z tą uciezką daleko od niej, po drugie trzeba dalej to ograniczać! i tak zrobiłam. powolutku, wydawało mi się że tak najlepiej. ale było coraz gorzej. alergicznei już reagowałam na sam jej głos. po którymś, jak postanowiłam ostatnim epizodzie który wprowadził mnei w stan totalnej szajby (ból łzy pomieszanie zmysłów), zadzwoniłam, powiedziałam że w gruncie rzeczy jej nienawidzę i nie chcę jej już w swoim życiu, zerwałam z nią stosunki. i to trwa. stosunki zostały zawieszone, tzn zerwane kompletnie, żadnych telefonów żadnych mejli, tak zrobiłam. i tak ci radzę, jako i inni radzą, zacznij tę pępowinę powoli ale pewnie odcinać.
      ale może jesteś jeszcze za młoda.
      tylko jeśli będziesz czekać, słono zapłacisz. za każdy meisiąc, za każdy rok. to te skończ studia i spróbuj wyjechać dalej od niej, tam gdzie cię ciągnie. sama zresztą zorientujesz się jak ona będzie się zachowywać, ale przygotuj się na najgorsze. my to przeżyłyśmy. my te trochę starsze, które tu piszą. i już wiemy.
      mam teraz 38 lat i nie mam z nią kontaktu. zanim jednak się to stało, była wieloletnia szarpanina. która mnie zniszczyła w dużej części. teraz pracuję nad odbudowaniem siebie. jak wygląda życie bez niej? i tak jako dziecko czułam się sierotą. a teraz jestem dorosła, na antydepresantach, z pychoterapią i dopiero płynę w stronę światła ale BEZ NIEJ NA KARKU JEST MI DUżO DUżO LżEJ. ulga. skończyły się wyrzuty sumeinia, fale nienawiści. powiem ci jedno: odkąd już nie słyszę jej władczego głosu jej podejrzliwych pytań jej tonu który samą swó barwą neguje, ba, ciszy w telefonie to jedyna cisza która neguje krytykuje, to zapadające milczenie, otóż tego teraz nie ma. jest wielka ulga. już mnie nie straszy niczym. zerwałam z nią brutalnie i bezwzględnie żeby ratować siebie i moje relacje z dzieckiem. nigdy nie założyłabym rodziny żyjąc w jej pobliżu. myślę, że danwo byłabym w wariatkowie. nie wykluczam że za nie wiem ile lat coś ruszy we mnie, zmeini się we mnie. na razie walczę o siebie, tylko na tym się skupiam. o siebie dla mojego dziecka, dla mojego męża, dla nowego życia. które ma być przyjemne. nieważne już czym byłam. ile lat mi zmarnowała emocjonalnie. sama sobie dałam zmarnować, przez psie przywiązanie do wartości matki. dopiero bycie matką uświadomiło mi jak zostałam wykiwana ja jako dziecko. gdyby nie moje dziecko, chyba bym nie rozumiała. do końca bym była jej dzieckiem.
      teraz jestem już tylko matką. w tej chwili szczerze nie myślę że w przyszłości istnieje szansa na zupenie nowy układ. smakuje mi to nowe życie, choć ja sama jestem nadal, pomimo terapii, ciągle w stadium wraka psychicznie.
      serdecznei ściskam. ludzie którzy dają ci tu rady są albo psychologami albo ofiarami takimi jak ty i ja.
      ucieczka od matki jest szalenie trudna. ale ja wiem że nie mam innej drogi. nie stać mnie na żadne konfrontacje, tak jest dobrze.
      ps ja też zawsze się pdopierałsm zdaniem innych, w moim odczuciu moje własne zdanie niewiele znaczyło, teraz się od tego powoli odzwyczajam. powodzenia. nie ufaj do końca słowu 'miłość macierzyńska'. niejeden syf pod tą piękną nazwą się kryje.
      pozdrawiam serdecznie
      • vint.age Re: relacja matka-córka 13.01.12, 10:06
        Ja nie widuję matki od 2 tygodni. Po ostatniej awanturze, którą mi zrobiła i ataku furii, który ''zaprezentowała'' mojemu dziecku, nie odbieram od niej telefonów. Syn też sie do niej specjalnie nie garnie (ostatnio powiedział jej,żeby przestała tak krzyczeć na całe miasto, więc wiele stracił w jej oczach :) ).
        I wszystko byłoby ok, tylko, że ja tak cholernie za nią tęsknię, tak bezgranicznie jestem do niej przywiązana i tak łaknę jej miłości, chociaż już jestem ''stara''. Czasami na lużne tematy daje się z nią nawet porozmawiać, czasem coś dobrze doradzi, no trudno tak bez matki...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja