pomarola
04.01.12, 08:13
Moja matka, osoba wiekowa, ale sprawna i w zasadzie zdrowa, choć straszna hipochondryczka (z gatunku tych, co szantażują otoczenie swoimi "chorobami" i używają ich jako sposobu na skupienie na sobie uwagi), wymaga ode mnie abym codziennie do niej dzwoniła. Może się to wydawać błahe - w końcu co za problem zadzwonić. Ale ja już nie mogę, zaczynam mieć wprost jakieś schizy przed wykonaniem telefonu - nie zawsze, ale czasem po prostu nie chcę, nie mam ochoty, nastroju z nią rozmawiać, tym bardziej że te rozmowy są o niczym, ciągle powtarzanie i wysłuchiwanie tego samego...To zresztą nie jest najgorsze - najgorsze jest to, że nigdy nie wiem z czego i jakie wnioski wyciągnie moja mama... Tak że strach cokolwiek powiedzieć. "Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie" - tak to właśnie wygląda. I np. dzwonię i okazuje się, że jest obrażona, rozmawia sztywno, jest nadęta. Pytam co się stało, co jej jest : "a nic, nic" - powiedziane wiadomo jakim tonem. Mam ochotę wtedy pierdyknąć słuchawką, ale nie mogę tego zrobić, bo wpakuję się w gorsze bagno - za następnym telefonem będzie gorzej, poza tym może (żeby mnie ukarać) dostać jakiegoś "ataku" itp. Więc się dopytuję o co chodzi, w końcu półsłówkami jakoś da mi do zrozumienia, że wczoraj powiedziałam coś, co ją uraziło/przestraszyło/dało powód do zmartwienia. Przy czym są to rzeczy kompletnie absurdalne - np. na podstawie mojej zdawkowej informacji "byłam w aptece", ona dopowiada sobie całą historię o mojej ciężkiej chorobie, lekomanii i Bóg wie czym jeszcze. I najlepsze jest to, że ona nie martwi się o wtedy o mnie, tylko ma pretensję że dostarczam jej powodu do zmartwienia. Boję się już cokolwiek powiedzieć - krótka wzmianka o tym, że w sylwestra pewnie wpadniemy do znajomych spowodowała wielokrotne (kilka razy dziennie od świąt do sylwestra) telefony z płaczliwym namawianiem żebyśmy nie szli "bo wtedy jest niebezpiecznie i strzelają na ulicach"... Tłumaczenia, że jedziemy samochodem, a znajomi mieszkają na wsi zupełnie do niej nie docierały, a nawet pogarszały sprawę... W ogóle momentami poziom absurdu naszych rozmów telefonicznych jest taki, że obawiam się swoje zdrowie psychiczne... Chciałabym móc np. bez konsekwencji nie zadzwonić do niej danego dnia. Zadzwonić wtedy, kiedy zrobię to z chęcią, a nie z przymusu i obawy przed jej szantażem emocjonalnym (w czym jest mistrzem!).
Niestety, kiedy nie zadzwonię najdalej do godziny mniej więcej 16-17, ona dostaje świra, wydzwania np. do mojej córki, histerycznie dopytuje się co się stało, gdzie mama, na pewno jakieś nieszczęście itp. Przy okazji obgada mnie - to częste, nieraz dowiaduję się od córki, że "babcia dzwoniła i znowu na ciebie nagadała".
Wykończę się, strasznie mnie to psychicznie obciąża, zauważyłam, że coraz częściej jestem okropnie spięta przed wykonaniem telefonu, czasem udaje mi się zmusić się do zadzwonienia zaraz z rana, żeby mieć to z głowy, ale czasem albo nie mogę się jakoś zmusić albo zwyczajnie nie mam czasu i cały dzień perspektywa odbycia tej rozmowy wisi nade mną, po prostu niemal czuję jej wyczekiwanie i to mnie jeszcze bardziej rozwala...
Jak sobie z tym poradzić ???