Moja matka i ja :(

04.01.12, 08:13
Moja matka, osoba wiekowa, ale sprawna i w zasadzie zdrowa, choć straszna hipochondryczka (z gatunku tych, co szantażują otoczenie swoimi "chorobami" i używają ich jako sposobu na skupienie na sobie uwagi), wymaga ode mnie abym codziennie do niej dzwoniła. Może się to wydawać błahe - w końcu co za problem zadzwonić. Ale ja już nie mogę, zaczynam mieć wprost jakieś schizy przed wykonaniem telefonu - nie zawsze, ale czasem po prostu nie chcę, nie mam ochoty, nastroju z nią rozmawiać, tym bardziej że te rozmowy są o niczym, ciągle powtarzanie i wysłuchiwanie tego samego...To zresztą nie jest najgorsze - najgorsze jest to, że nigdy nie wiem z czego i jakie wnioski wyciągnie moja mama... Tak że strach cokolwiek powiedzieć. "Wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie" - tak to właśnie wygląda. I np. dzwonię i okazuje się, że jest obrażona, rozmawia sztywno, jest nadęta. Pytam co się stało, co jej jest : "a nic, nic" - powiedziane wiadomo jakim tonem. Mam ochotę wtedy pierdyknąć słuchawką, ale nie mogę tego zrobić, bo wpakuję się w gorsze bagno - za następnym telefonem będzie gorzej, poza tym może (żeby mnie ukarać) dostać jakiegoś "ataku" itp. Więc się dopytuję o co chodzi, w końcu półsłówkami jakoś da mi do zrozumienia, że wczoraj powiedziałam coś, co ją uraziło/przestraszyło/dało powód do zmartwienia. Przy czym są to rzeczy kompletnie absurdalne - np. na podstawie mojej zdawkowej informacji "byłam w aptece", ona dopowiada sobie całą historię o mojej ciężkiej chorobie, lekomanii i Bóg wie czym jeszcze. I najlepsze jest to, że ona nie martwi się o wtedy o mnie, tylko ma pretensję że dostarczam jej powodu do zmartwienia. Boję się już cokolwiek powiedzieć - krótka wzmianka o tym, że w sylwestra pewnie wpadniemy do znajomych spowodowała wielokrotne (kilka razy dziennie od świąt do sylwestra) telefony z płaczliwym namawianiem żebyśmy nie szli "bo wtedy jest niebezpiecznie i strzelają na ulicach"... Tłumaczenia, że jedziemy samochodem, a znajomi mieszkają na wsi zupełnie do niej nie docierały, a nawet pogarszały sprawę... W ogóle momentami poziom absurdu naszych rozmów telefonicznych jest taki, że obawiam się swoje zdrowie psychiczne... Chciałabym móc np. bez konsekwencji nie zadzwonić do niej danego dnia. Zadzwonić wtedy, kiedy zrobię to z chęcią, a nie z przymusu i obawy przed jej szantażem emocjonalnym (w czym jest mistrzem!).
Niestety, kiedy nie zadzwonię najdalej do godziny mniej więcej 16-17, ona dostaje świra, wydzwania np. do mojej córki, histerycznie dopytuje się co się stało, gdzie mama, na pewno jakieś nieszczęście itp. Przy okazji obgada mnie - to częste, nieraz dowiaduję się od córki, że "babcia dzwoniła i znowu na ciebie nagadała".
Wykończę się, strasznie mnie to psychicznie obciąża, zauważyłam, że coraz częściej jestem okropnie spięta przed wykonaniem telefonu, czasem udaje mi się zmusić się do zadzwonienia zaraz z rana, żeby mieć to z głowy, ale czasem albo nie mogę się jakoś zmusić albo zwyczajnie nie mam czasu i cały dzień perspektywa odbycia tej rozmowy wisi nade mną, po prostu niemal czuję jej wyczekiwanie i to mnie jeszcze bardziej rozwala...
Jak sobie z tym poradzić ???
    • nick_ze_hej Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 08:31
      Straszne te codzienne telefony, rozmowy o niczym i wieczne marudzenie.
      Jak sobie z tym poradzić? Poczytaj sobie o doświadczeniach dzieci zajmujących się 24/24h rodzicami dotkniętymi alzheimerem albo przykutych chorobą do łóżka. Od razu ci ulży.
      • verdana Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 09:07
        Mamy wspólną matkę????
        Z tym, ze to moja dzwoni, nie tam raz dziennie, ale minimum cztery-pięć. Żałuję,że nie postawilam się wiele lat temu, teraz jest zdecydowanie za późno. No i moja mama też wszystkiego się boi, ale przynajmniej raczej sie nie obraza, a jesli juz - to na bardzo krótko.
        Ja sie nie postawiłam, bo mama zachowuje się tak, z powodu swoich przezyć i zdaje sobie sprawę, ze jest ciężko rąbnięta i że nie zachowuje się do końca normalnie. Ale w innym wypadku - lepiej przezyć parę awantur i tak ustawić stosunki z mamą, aby nie wywolywały u Ciebie niechęci - mama na tym także skorzysta.
        • pomarola Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 10:03
          verdana napisała:

          >- lepiej przezyć parę awantur i tak ustawić stosunki z
          > mamą, aby nie wywolywały u Ciebie niechęci - mama na tym także skorzysta.

          Ba, ale jak to zrobić ? Próbuję, ale zawsze odbierane jest to jako ogromna dla niej krzywda. Ona MUSI być w centrum uwagi, nawet jak mówi "nie przejmuj się mną, masz swoje kłopoty", to rozumie przez to "tak, pewnie, zostaw starą matkę, niech cierpi, co cię to obchodzi, co wy wszyscy wiecie o nieszczęśliwym życiu". Przy czym ona wcale nieszczęśliwego życia nie miała, pomijając może pierwsze nieudane małżeństwo - ale to było w latach 50-tych, szybko się rozwiodła, potem spotkała ojca, który wielbił ją nieprzytomnie przez całe małżeństwo i traktował jak królową. Wydaje mi się, że od jego śmierci (3 lata temu) usilnie próbuje mnie wtłoczyć w jego rolę - cierpliwego służącego, będącego na każde zawołanie, z pokorą i należnym szacunkiem i troską znoszącego wszelkie kaprysy. Kiedy próbuję to ukrócić, to zaraz szlocha o samotności, a ja czuję się jak najgorsza, wyrodna córka...
          • sorvina Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 10:18
            pomarola napisała:

            >Kiedy próbu
            > ję to ukrócić, to zaraz szlocha o samotności, a ja czuję się jak najgorsza, wyr
            > odna córka...

            Aby móc stawiać jakiekolwiek granice matce, lub wprost przeciwnie, pogodzić się z tym, że się już nie zmieni i dać sobie z tym psychicznie radę, musisz nauczyć się sobie radzić z jej manipulacjami bazującymi na poczuciu winy. Lektura o toksycznych relacjach wskazana.
            Nie jesteś odpowiedzialna za to co ona czuje, myśli czy mówi. To jej wybór i metody wpływania na Ciebie by osiągnąć efekt jaki ją interesuje. Jeśli Ty będziesz czuła się w porządku to ona nie będzie mogła Cię doprowadzać do takiego stanu. Możesz sobie wszystko W SOBIE poukładać tak, by to po Tobie spływało. Przestać to traktować osobiście. Wymagać to będzie trochę pracy, może Ci pomóc terapeuta.
            • verdana Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 13:16
              trudno. Trzeba zastosować metodę zdartej plyty "Nie jestem wyrodna córka, ale nie będę dzwonić codziennie." I nie dać się wpedzić w poczucie winy. Jednak Twoja sytuacja jest inna niż moja - bo moja mama dzwoni z powodu nieustajacego leku, ale nie wini za swoje lęki mnie. To, co robi Twoja mama to czysta manipulacja - im bardziej będziesz ulegać, tym więcej bedzie żądać - bo jesli musi byc w centrum uwagi, to nagle się okaze, ze codzienny telefon jest rutyna, obowiązkiem,a do tego, abys byla dobrą córką potrzeba czegoś jeszcze - na przykłat regularnych wizyt.
              • pomarola Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 14:29
                verdana napisała:

                > nagle się okaze, ze codzienny telefon jest rutyna, obowiązkiem
                > ,a do tego, abys byla dobrą córką potrzeba czegoś jeszcze - na przykłat regular
                > nych wizyt.

                Verdano, dokładnie tak jest - te telefony to mój "psi obowiązek", podobnie wizyta w każdy weekend. Ona bardzo łatwo uznaje coś, co dla niej zrobię za coś w sposób oczywisty jej należnego. Kiedyś zaczęłam jej okazjonalnie przywozić obiady - w tej chwili jest tak, że jak akurat nie mam tego obiadu - to ona demonstracyjnie nic nie je (sklep ma pod blokiem i jest sprawna) - "ja cały dzień nic nie jadłam, lodówka pusta". Jak raz czy drugi zawiozłam jej w niedzielę świeżo upieczone drożdżowe ciasto - to teraz niedziela bez ciasta jest potem cały tydzień mimochodem komentowana ("jakieś płatki jadłam na śniadanie, bo ciasta to już dawno nie było" ). Kiedy nie mam czasu upiec tego cholernego ciasta, to niemal muszę ją przepraszać i się tłumaczyć :(
                Za te przywiezione obiady rzadko mi dziękuje, częściej dzwoni potem i mówi "nie przywoź mi takiego mięsa, nie będę go jeść". Za to jak sąsiadka zaprosiła ją raz na rosół, to 3 tygodnie o tym wysłuchiwałam, jaka to super sąsiadka, jak o nią zadbała. Cholernie mi wtedy przykro....
                • anusia29 Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 14:36
                  masz toksyczną mamę. Verdana ma rację - metoda zdartej płyty... Nie daj się.
                • verdana Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 14:39
                  To pora powiedzieć sobie "koniec". Pora tez powiedziec sobie, ze matka jest dla Ciebie zwyczajnie niedobra i nie ona jest tu skrzywdzona ofiarą, tylko Ty. Mogę Cię zapewnic, ze cokolwiek zrobisz - skończy się tak samo - wymówkami i narzekaniem,z ę nie jesteś dobrą córka. Nawet, jesli poświęcisz resztę swojego zycia na spełnianie mamy zachcianek, to będzie coraz gorzej, nie coraz lepiej.
                  Sama widzisz, ze matka ceni tylko tych, którzy nie są od niej zalezni. Jesli stanowczo się odetniesz, przestaniesz byc na kazde zawolanie, to najprawdopodobniej przezyjesz półroczne fochy+wlasne, koszmarne wyrzuty sumienia, a po pewnym czasie - być moze- matka bedzie wdzieczna za telefon raz w tygodniu i przyniesienie ciasta.
                  Robisz mamie krzywde - z niezalezniej jeszcze kobiety robisz inwalidkę, która nie moze zrobić obiadu, która ma darmową służącą na zawołanie i co najgorsze - ktora niedługo bedzie miała córkę, która życzy sobie jej rychłej śmierci.
                  Pomóż matce i przestań spełniać jej wygórowanie życzenia. Podejrzewam jednak,z e potrzebna Ci będzie terapia, aby móc to zrobić i nie zwariować - matka wmówiła Ci,z e jesli nie jesteś na kazde zawołanie, to jesteś zła.
                • panikorbka-to-ja Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 17:16
                  dziewczyno ocknij się bo może być za późno, za chwile twoja matka połozy się do łóżka i będziesz cały dzień na jej żądanie, znam ten typ. Próbuje siebie od ciebie uzależnić, bo czuje się samotna po śmierci ojca plus z wiekiem się charakter niestety pogarsza, dzwoń kiedy chcesz, żadnych obiadków, chyba, że chora, tylko nastaw się na sceny, a najlepiej załatw jej sanatorium, wmów, że koniecznie musi jechać n.p. może pozna jakieś towarzystwo, generalnie jakies zajęcie by jej się przydało, wiem, że to trudne piekielnie
      • pomarola Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 09:10
        Niestety (?) nie należę do osób, których może pocieszyć fakt, że inni mają gorzej...
        • nick_ze_hej Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 09:21
          Chyba należysz skoro tak to zrozumiałaś.
          Mnie chodziło o to, że mogłoby być dużo gorzej i oby nie było.
          • anusia29 Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 10:27
            ale co to zmienia w obecnej sytuacji autorki???
            Moim zdaniem - stanowczo postaw tame takiemu zachowaniu. Ja tez mam toksyczna mamę z duza umiejętnoscia wzbudzania poczucia winy. Postawiłam tamę. Kilka awantur, ciche dni, ale sie popawiło. Może nie o 100%, ale o 50 - a to juz duzo. Nie wywraca mnie na lewa stronę jak mam dzwonić do mamy. No i mama juz sie tak nie obraża. A kiedys było inaczej.
            • aqua48 Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 11:26
              W zasadzie masz trzy wyjścia:
              -pogodzić sie z obecną sytuacją i olewać wszelkie uwagi mamy oraz jej fochy - trochę na zasadzie samotna staruszka, której się nudzi, więc ma prawo do wszelkiego rodzaju fochów, ale mnie to NIE RUSZA i chociaż dla świetego spokoju potakuję, to i tak ROBIĘ SWOJE.
              -konsekwentnie odkładać słuchawkę kiedy mama Cię zdenerwuje, nawet nie trzaskając słuchawką ale mówiąc grzecznie np, przepraszam, ziemniaki mi kipią, albo ktoś dzwoni do drzwi, muszę otworzyć, albo po prostu - u ciebie wszystko w porządku to fajnie, ale nie mam teraz czasu na długie rozmowy.
              -pójśc do terapeuty i przepracować relacje z mamą
    • morekac Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 11:45
      To, co mama mówi, wypuszczaj od razu drugim uchem, ustami wszelako wydając okrzyki współczucia typu: Ojej!/ To straszne./Jak ja ci współczuję. /I co zamierzasz z tym zrobić? /A to wstrętna baba.
      Tylko nie próbuj dyskutować /doradzać /rzucać się z pomocą. To zbędne.
      Jak sobie sprawisz jakiś zestaw słuchawkowy, to możesz w tym czasie gotować obiad.
    • notting_hill Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 13:22
      Poza tym co napisały poprzedniczki, pomaga też odcięcie mamy od informacji- po prostu się jej nie zwierzaj, dziel się możliwie jak najmniej, na pytania odpowiadaj, że wszystko dobrze i interesuj się jej sprawami. Nie dawaj jej po prostu pretekstu do życia waszym życiem, bo to może człowieka naprawdę utruć, takie wieczne komentowanie i mielenie po wielokroć wszystkiego, na ogół opacznie. Nie jesteś odpowiedzialna za uczucia innych osób, w tym swojej matki.

      **********************
      A skein of cashmere has seldom done a relationship damage- Yarnharlot
    • mama_myszkina Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 16:14
      Zgadzam się w 100% z postami Verdany, nic dodać nic ująć.

      Idź na terapię, moze pomoże Ci zmienić nastawienie. Matka Toba manipuluje i to nie ona jest ofiarą ale Ty.
      • kklekss Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 20:36
        A po co dzwonisz codziennie , jeżeli z tym żle się czujesz to nie dzwoń. Zrób przerwę i czekaj na reakcję matki .To nic , że się obrazi , bo i tak sie męczysz z tym dzwonieniem , więc pomęczysz sie nie dzwoniąc. Nie dzwoń i czekaj na reakcję . Jesteś dorosła i nie musisz się tłumaczyć co robiłaś przez cały dzień.To nie jest łatwe ale wykonalne. Zapewniam.
        • mama_myszkina Re: Moja matka i ja :( 04.01.12, 22:36
          kklekss napisała:

          > A po co dzwonisz codziennie , jeżeli z tym żle się czujesz to nie dzwoń. Zrób p
          > rzerwę i czekaj na reakcję matki .To nic , że się obrazi , bo i tak sie męczysz
          > z tym dzwonieniem , więc pomęczysz sie nie dzwoniąc. Nie dzwoń i czekaj na rea
          > kcję . Jesteś dorosła i nie musisz się tłumaczyć co robiłaś przez cały dzień.T
          > o nie jest łatwe ale wykonalne. Zapewniam.

          Pudło, Autorka w pierwszym poście napisała, iż:

          Niestety, kiedy nie zadzwonię najdalej do godziny mniej więcej 16-17, ona dostaje świra, wydzwania np. do mojej córki, histerycznie dopytuje się co się stało, gdzie mama, na pewno jakieś nieszczęście itp.
          • yoma Re: Moja matka i ja :( 05.01.12, 11:44
            Niech córka nie odbiera :)
    • kara_mia Re: Moja matka i ja :( 05.01.12, 07:55
      Jak to mądrze napisali w książce , podobnie jak inni twoja mama bazuje na tzw "mgle"
      FOG

      FEAR - strach ( co będzie jak nie zadzwonię
      OBLIGATION - poczucie obowiązku ( przecież muszę, bo tak robią dobre córki)
      GUILT - poczucie winy ( jak ja jestem zła, że do mamusi tak się źle zachowuje)

      wiadomość dobra i zła:
      zmiana zależy WYŁĄCZNIE od Ciebie
      polecam: " tricks and tips" jak radzić sobie w takich sytuacjach:

      www.gwp.pl/1108,szantaz-emocjonalny-jak-sie-obronic-przed-manipulacja-i-wykorzystaniem.html
      • ajaksiowa Re: Moja matka i ja :( 06.01.12, 11:33
        A może Matka tak cię ,,zadręcza,, swoją obecnością bo poprostu tęski za tobą?
        • kara_mia Re: Moja matka i ja :( 08.01.12, 22:07
          tęsknota za dorosłym dzieckiem, i dla jej ukojenia potrzebne są kontakty KAŻDEGO dnia...
          nie żartuj.....
    • 71tosia Re: Moja matka i ja :( 08.01.12, 23:31
      a ile ma lat mama? Rozumiem ze masz czasami dosc, ale mnie sie wydaje ze twoja mama autetntycznie boi sie samotnosci, stad to ciagle balaganie o zainteresowanie wlasna osoba. I tak to juz jest ze starsi ludzie zyja coraz bardziej zyciem innych, bo coraz mniej im z ich wlasnego zostaje.
      Raczej zadbaj by starsza Pani miala jakies towarzystwo i zajecie, jezeli jej stan zdrowia jest ok sproboj z uniwersytem trzeciego wieku, jakimis obowiazkami (pies, kot?), moze jakas pani do towarzystwa (pod pretekstem pomocy w obowiazkach domowych). Moze jako mlodsza osoba mama miala jakies zainteresowania do ktorych warto wrocic, moze moze pracowac charytatywnie dla jakies fundacji etc. No i w koncu czasami zadzwonic lub wpasc z wizyta do babci moze tez wnuczka, umowcie sie kiedy ty a kiedy ona dzwonicie. Jest wiele mozliwsci ale wymagac beda tez twojego zaangazowania i sporego wysilku, tylko inaczej niz dotychczas. Ja bym mamy nie zostawiala samej sobie jak niektorzy radza, bo to rzaczej pogorszy jej stan psychiczny i bedziesz miec wiekszy problem.
      • mamameg Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 06:01
        "a ile ma lat mama? Rozumiem ze masz czasami dosc, ale mnie sie wydaje ze twoja
        > mama autetntycznie boi sie samotnosci, stad to ciagle balaganie o zainteresowan
        > ie wlasna osoba. I tak to juz jest ze starsi ludzie zyja coraz bardziej zyciem
        > innych, bo coraz mniej im z ich wlasnego zostaje. "
        Przeczytaj sobie poprzedni wpis Pomaroli na tym Forum, tu nie chodzi o miłą staruszkę, która się boi samotności ale o osobę o ciężkim charakterze wokół której całe życie skakał mąż a która teraz chciałaby, żeby to córka była na każde jej skinienie.

        ".
        > Raczej zadbaj by starsza Pani miala jakies towarzystwo i zajecie, jezeli jej st
        > an zdrowia jest ok sproboj z uniwersytem trzeciego wieku, jakimis obowiazkami (
        > pies, kot?), moze jakas pani do towarzystwa (pod pretekstem pomocy w obowiazkac
        > h domowych). Moze jako mlodsza osoba mama miala jakies zainteresowania do ktor
        > ych warto wrocic, moze moze pracowac charytatywnie dla jakies fundacji etc"
        Ale dlaczego to Pomarola ma organizować życie matce? Przecież to osoba zdrowa fizycznie i psychicznie, tyle, że wiekowa.
        • 71tosia Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 13:36
          89 lat ...toz to pani w kwiecie wieku a nie starosc.
      • pomarola Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 07:27
        Mama ma 86 lat i - tak, można to tak nazwać "boi się samotności", ale po pierwsze:
        - nie jest samotna tak bardzo jak to sobie i mnie wmawia,
        - argument o samotności jest przez nią używany na okrągło jako narzędzie do walenia mnie po głowie i wzbudzania poczucia winy.
        Matka ma 3 sąsiadki-przyjaciółki, które wpadają do niej codziennie, albo kilka razy dziennie, ma też innych sąsiadów, mniej zaprzyjaźnionych, ale utrzymujących kontakty. Co najmniej raz w tygodniu odwiedza ją pielęgniarka środowiskowa, z którą też jest zaprzyjaźniona, znają się od lat. Raz w tygodniu przychodzi moja córka i raz w tygodniu ja (plus codzienne telefony po min. 30 minut). Co tydzień- dwa tygodnie przychodzi kuzynka. Inne kuzynki często dzwonią do mamy, a mama do nich (rachunki za telefon płacę ja, to wiem ile gada).
        W sumie - nie ma dnia, żeby nie miała CO NAJMNIEJ jednej wizyty (o telefonach nie wspominając). Trudno więc nazwać to samotnością. Ja byłabym dużo bardziej samotna, gdybym w tej chwili przestała pracować i siedziała w domu.
        O uniwersytecie ani żadnych innych zajęciach dla emerytów nie chce słyszeć. Jedna z sąsiadek aktywnie uczestniczy w zajęciach uniwersytetu, wielokrotnie mamę ciągnęła - nie i nie, bo nie i już. Lepiej siedzieć na dupie w domu i szantażować wszystkich swoją "samotnością".
        Rozumiem, że brakuje jej ojca - ale na to to ja już nic nie poradzę, ani go nie zastąpię.
        Ja też za nim tęsknię :(
        Nie zostawię mamy "samej sobie", ale nie chcę popaść w całkowitą paranoję... Muszę zachować jakiś dystans do tego, bo zwariuję.
        • pomarola Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 12:05
          I jeszcze - a propos pies/kot. Rodzice mieli psa, ale głównie opiekował się nim ojciec. Kiedy zmarł, mama przejęła te obowiązki, ale po 1,5 roku doszła do wniosku, że jednak to za dużo pracy jak dla niej i kazała mi psa zabrać. Teraz pies jest u mnie, a ona ma okazję do popłakania nad swoim losem "ja to już nawet psa nie mogę mieć".
        • kara_mia Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 12:13
          Powtórze odpowiedź:
          Jak to mądrze napisali w książce , podobnie jak inni twoja mama bazuje na tzw "mgle"
          FOG

          FEAR - strach ( co będzie jak nie zadzwonię
          OBLIGATION - poczucie obowiązku ( przecież muszę, bo tak robią dobre córki)
          GUILT - poczucie winy ( jak ja jestem zła, że do mamusi tak się źle zachowuje)

          wiadomość dobra i zła:
          zmiana dotyczy wyłącznie Twojego postępowania i zależy WYŁĄCZNIE od Ciebie
          polecam: " tricks and tips" jak radzić sobie w takich sytuacjach:

          www.gwp.pl/1108,szantaz-emocjonalny-jak-sie-obronic-przed-manipulacja-i-wykorzystaniem.html
        • 71tosia Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 13:34
          mama ma 89 lat, czuje sie samotna, nie radzi sobie nawet z psem...no tak zrob tak jak radza ci Panie z tego forum, wpadaj raz w miesiacu, telefonow nie odbieraj, kontakty ogranicz do minimum bo wtedy starsza pani je bardziej doceni, masz w koncu wlasne zycie. No a za kilka lat mamy nie bedziesz juz miala i calych tych ciezkich obowiazkow, ja bym juz sie zaczela cieszyc ta perspektywa, by poprawic sobie zrojnowane przez mame nerwy.

          Ps dodam jeszcze ze w wieku 89 lat i choroby, i samotnosc, i brak dystansy do roznych 'starchow' sa z cala pewnoscia urojeniami..to tak by utwierdzic ciebie i inne panie 'doradzajce'
          • pomarola Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 14:22
            Tosiu, poniekąd zachowujesz się jak moja mama ;-)
            Napisałam, że nie zamierzam odciąć się od kontaktów z mamą, wiem że muszę się nią opiekować i CHCĘ to robić... To nie zajmowanie się nią mnie męczy, ale jej do tego podejście. Ja generalnie lubię "robić dobrze" moim bliskim, dbać o nich, sprawiać przyjemności. I kiedy gotuję dla niej obiad czy piekę ciasto, czy przynoszę dobrą książkę czy film, to się cieszę, że mogę jej sprawić radość. Tylko że prawie nigdy tej radości nie widzę... Przeciwnie - mogę się narazić na pretensje. Z najbardziej absurdalnych i nieprzewidywalnych powodów. I im więcej dla niej robię, tym jest gorzej.
            • kara_mia Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 14:55
              Z doświadczenia mogę powiedzieć, że tacy ludzie są jak studnia bez dna, można robć, robić, nalewać, nalewać i nigdy efektów nie będzie.
              Im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej.
              Tosia rzeczywiście "pojechała" jak twoja mama i pewnie setki mam forumowiczek.

              jakiś czas temu polubiłam stan kiedy każdy jest odpowiedzialny za własne d a innym się robi przysługi i troszczy wyłącznie z dobrego serca a nie ze strachu lub poczucia winy.
              podoba mi się to i nie zamierzam zmieniać.
              Jako mam tez nie wymagam dzwonienia i łażenia za moja d... i od razu uprzedze, że nie wierze, że się zmienie do czasu starości.
              moja mama wymuszała jak miała 40 lat i robi to 40 lat później
              ja nie wymuszałam jak miałam 40 lat i w wieku 80 tez nie będę. To kwestia modelu życia a nie wieku.
              Fakt, ze na starość modele się tylko nasilają.
              • aqua48 Re: Moja matka i ja :( 09.01.12, 16:11
                Tak jak już pisałam:
                -narzekania puszczaj mimo uszu,
                -potakuj, nie zaprzeczaj, a w uciążliwych sytuacjach zmieniaj szybko temat i odkładaj słuchawkę, bo coś się dzieje - ktoś dzwoni do drzwi, mleko kipi, musisz zejść do piwnicy, itp.
                -odwiedzaj wtedy kiedy TY masz na to czas, ochotę i nastawienie psychiczne,
                -nie wzbudzaj w sobie poczucia winy, tęp je, jak tylko się pojawi!
                I ciesz się mamą póki jeszcze jest, nawet jeśli jest potwornie marudna. Ale bardzo się pilnuj, żebyś sama kiedyś nie była taka dla swojej córki.

                A przytoczona sytuacja z psem? Ja zamiast się przejmować szybko bym odpowiedziała - to kiedy ci go przyprowadzić? I zastanów się, może kot załatwił by sprawę samotności mamy? obsługa nietrudna, a jest do kogo usta otworzyć.
                • baszi Re: Moja matka i ja :( 10.01.12, 09:56
                  pogadaj z przyjaciolka mamy zeby nadal probowala ja gdzies wyciagnac, moze nie koniecznie n auniwersytet ale na spacer do parku, do kina
                  zacznij od niewykonania jednego telefonu, jak juz mama sie obrazi i przeprosi to kolejny krok, nie przyjdz w weekend, albo powiedz ze mozecie sie spotkac ale nie masz ochoty siedziec w domu, chcesz isc do kina - zapros ja , nie pojdzie to nie, na ewentualne pretensje delikatnie acz stanowczo odpowiadaj, nie daj z siebie zrobic zle corki i powiedz mamie ze nie musi wzbudzac w tobie poczucia winy bo winna sie nie czujesz i wymien kilka rzeczy ktore potwierdzaja ze dbasz o nia z checia.
                  jesli na tyle ufasz pogadaj z tymi odwiedzjacymi mame kolezankami, kuzynka czy kim tam, nie musisz opowiadac wszystkiego ale np. powiedz ze to pretekst zeby mama zaczela wychodzic z domu, zajela sie jakims hobby , byc moze w kims znajdziesz wsparcie po drugie moze choc czesciowo unikniesz tego ze wszyscy beda patzrec n aciebie jak na potwora bo mama moze zaczac sie skarzyc dookola jakas ty wyrodna corka, uprzedz ja.
    • ekk69 Re: Moja matka i ja :( 11.01.12, 06:02
      Bardzo Ci współczuję, bo wiem o czym piszesz. sama jestem w bardzo podobnej sytuacji. Nie będę kłamać, że przypadkiem tutaj trafiłam,bo tak nie jest. jestem tutaj, bo sama nie potrafię rozwiązać problemu i przy okazji szukam odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje. Moja sytuacja jest bardziej ekstremalna i zastanawiam siena ile to jest toksyczny związek, a na ile moze jakaś choroba psychiczna. W przeciwieństwie do Twojej mamay,moja zawsze (jak pamięc sięga) była "wieczną cierpiętnicą" . Od dziecka pamiętam jak wszystkim sie użalała jaka to jest biedna, bo ma męża pijaka, chociaz to on znęcał się nade mną. Jaka jest chora. Z tej to choroby ( wrzody i zwyrodnienie kregosłupa) od 38 roku zycia nie pracowała, ale ja nie pamiętam "rodzinnego domu". W pewnym momencie umęczona do granic, przerwałam studia,znalazłam prace i wynajęłam mieszkanie. Po 2 latach wyjechałam z Polski. Wtedy czułam, że naprwdę żyje. Nie trwało to jednak długo. Po roku,nagle, zmarł mój ojciec. Mama przez cały czas domnie wydzwaniała,jaka tojest biedna,i nieszczęśliwa, że została sama (chociaz ma 3 siostry i brata). Uległąm po 6 miesiacach i wróciłam do Polski. Tu okazło sie, ze mamapma długi, od roku niezapłacony czynsz za mieszkanie. Twierdziła, ze to nie ona, ze to ojciec,a ona nic nie wiedziała. Dałam jej wszystkie oszczędności,żeby spłaciła długi. To jednak było mało. Co chwile chciała pieniądze,bo ona taka biedna i na nic jej nie starcza. Kiedy urodziła się moja córka, to pod pretekstem pomocy przesiaduje całymi dniami,jadła u nas, piła i dalej wyłudzała pieniądze. Okazało się, że do tego rozpowiada wszystkim napotakanym znajomym, jak tosie dla mnie poswięca, a ona taka chora. Jednoczesnie zapominajac dodac, że jej płacimy. Chciałam to zakończyc,ale wtedy doszłymnie wieści, że rozpowiada jaka to jestem niewdzięczna i ją zostawiam samą. Jakies 3 lata temu wyszło, że nabrała kredytów i nie moze ich spłacić. zaczęła przebąkiwać, ze chciałaby mieszkać z nami. My 6 lat temu wybudowalismy domek za miastem. Uznałam,że może jak jazabierzemy do nas, to się wszystki wyprastuje. Miałam nadzieje, że moze znajdzie sobie zajęcie np w ogrodzie, a jak nie bedzie się martwićo jedzenie i kase, to "znormalnieje". Sielanka trwala tylko kilka miesiecy. Jednak szybko znudziło jej się mieszkanie z nami. Twierdzi,ze jest jak pustelnica,ale nie chce jechac do miasać, praćta,chociaz do centrum to tylko 6 km. Muszę za nia sprzątać,prać. Nawet w kuchni przy gotowaniu nie pomoże. Potrafi przyjść i powiedzieć gotuje się, wylącz,bo ja nie potrafię. Od roku nie chce sie myć. jak jej zwracam uwagę, to dostaje spazmow. Ostatnio zaczęła wydzwaniac do mojej tesciowej i opowiadac kłamstwa, ze ja zamykam w pokoju, niedaje jesć itp. Już nie wiem co robić ! Zastanawiam się tylko jak matka może tak robić rodzonej córce,jedynaczce.
      • pomarola Re: Moja matka i ja :( 11.01.12, 07:16
        Rezczywiście pewne rzeczy podobne jak u mojej mamy. Ona też zawsze, odkąd pamiętam była "chora", wcześnie przeszła na rentę, potem na wcześniejszą emeryturę. Też "nic nie potrafi" - uruchomić pralki, włączyć piekarnika, korzystać z telefonu komórkowego, czasem nawet - zmienić pilotem programu w tv. Ja też mieszkam w domu pod miastem, ale nie mam złudzeń co do tego, że jej zamieszkanie z nami poprawiłoby sytuację - byłoby gorzej. Na pewno od razu pojawiłby się motyw "pustelnicy" - i oczywiście byłaby to moja wina. Poza tym mając mnie pod ręką na pewno wymagałaby nieustannego zajmowania się nią (wiem, bo zdarzały się kilkudniowe jej pobyty u nas, po których byłam zawsze wykończona).
        Jedyne co - na szczęście - różni moją mamę od Twojej, to wręcz przesadna ostrożność w wydawaniu pieniędzy. Nigdy nie miała długów, nawet kredytów, bardzo oszczędnie gospodaruje swoją lichą emeryturą.
        A ile lat ma Twoja mama ?
        • ekk69 Re: Moja matka i ja :( 11.01.12, 08:22
          No i tu pewnie się zdziwisz ..... 65lat.
          • pomarola Re: Moja matka i ja :( 11.01.12, 12:21
            Ojej, to faktycznie nieciekawie. Bo z wiekiem robi się gorzej... Moja mama co prawda zawsze była trudna, ale te 20 lat temu to jeszcze nie było specjalnie męczące, przede wszystkim - żył ojciec, który zajmował się jej wszystkimi fochami, ja nie musiałam się tym przejmować. Odkąd nie ma ojca - masakra.
            Ale Twoja mama wcale nie jest w podeszłym wieku, może faktycznie to nie trudny charakter (albo nie tylko), ale jakieś zaburzenia psychiczne ? Ja moją mamę namówiłam na wizytę u psychiatry i psychologa, kiedy była całkiem rozbita po śmierci ojca. Przez jakiś czas brała antydepresanty i chodziła na rozmowy z psychologiem, ale szybko zarzuciła i jedno i drugie - chociaż moim zdaniem bardzo jej to pomagało, była wtedy naprawdę bardziej wyluzowana, wesoła, znacznie obniżył jej się poziom jej wrodzonego pesymizmu... No ale widocznie ona bez tego pesymizmu nie może żyć :(
      • claudel6 Re: Moja matka i ja :( 11.01.12, 14:43
        Ou, dzizas, kobieta jak staruszka w wieku 38 lat. To ja mam niewiele mniej, a fizycznie czuje sie w tak dobrej kondycji jak nastolatka. Mam wrazenie, ze te wasze matki (te – to opisane w tym watku iw watku drugim „Relacja: corka-matka”) to nigdy nie byly mlode. Nawet jak byly mlode, to duchem byly stare, a cialo sie tylko dostosowywalo.
        • aqua48 ekk69 11.01.12, 15:29
          Z opisu wynika, że Twoja matka może cierpieć na jakieś zaburzenia, abo pogłębiającą sie chorobę - namów ją koniecznie na wizytę u lekarza i kompleksowe przebadanie. Albo lepiej zamów wcześniej wizytę porozmawiaj z lekarzem, opisz co Cię niepokoi, a potem zaprowadź ją na badanie.
          • enith Re: ekk69 11.01.12, 17:29
            Też uważam, że należy ten trop sprawdzić. Nie jest powiedziane, że na ten męczący i trudny charakter mamy, jaki miała ona całe życie, nie zaczęło się w tym podeszłym wieku nakładać dodatkowo jakieś schorzenie psychiczne.
            • enith Re: ekk69 11.01.12, 17:38
              Przepraszam, nie doczytałam, że post, na który odpowiedziałam nie był skierowany do autorki wątku. Niemniej jednak uważam, że i autorka wątku i forumowiczka borykająca się z podobnym problemem, powinny porozmawiać z lekarzem nt. stanu zdrowia ich mam. Może faktycznie toczy się jakaś choroba i leki byłyby to w stanie choć częściowo uregulować.
              • ekk69 Re: ekk69 12.01.12, 05:08
                Też,się nad tym zastanawiałam. Już nawet rozmawiałam z jej siostrą,ale problem w tym, że nie mamy pomysłu jak ja zaprowadzić do tego lekarza. Reakcja mamy na wszystko co robie, o co proszę jest negatywna. Dobrowolnie nie zgodzi sie na wizytę. Ona wprawdzie od jakiegoś czasu chodzi raz w miesiacu do specjalisty, bo ma wysokie ciśnienie( zawsze miała bardzo niskie), ale to raczej nie do tego lekarza powinna trafić. Do ogólnego nie chodzi, bo nie choruje. Wprawdzie od ponad miesiąca udaje, że ma katar, ale o wizycie u lekarza nie chce słyszeć.
                • anusia29 Re: ekk69 12.01.12, 09:36
                  przestać sie przejmowac - przeciez mamie o to chodzi, zeby sie przejmować NIĄ.
      • jiena Re: Moja matka i ja :( 15.01.12, 19:58
        Początki Alzheimera?
        neurologia.wieszjak.pl/alzheimer/276200,Jakie-sa-typowe-objawy-choroby-Alzheimera.html
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moja matka i ja :( 21.01.12, 19:29
      Skoro lubi Pani pomagać bliskim i sprawiać im przyjemność, niech Pani poprzestanie na tej swojej satysfakcji. Mama się nie zmieni. Oczekując od niej wdzięczności, uwagi skierowanej na Panią będzie popadać Pani w coraz większą frustrację.
      Dodatkowo musi pani nauczyć się znosić frustrację mamy, bez popadania w poczucie winy. Po prostu proszę nie dzwonić, a swoje przeżycia w tej sprawie uznać za ryzyko wliczone w relację z mamą. Te uczucia nie nie muszą być impulsem do działania w celu zaspokojenia mamy. Trudno, nie są przyjemne, ale Pani ma je przeżywać, mieć świadomość a nie im nieustająco ulegać. Szczególnie, że po spełnieniu mamy różnych próśb i wysłuchaniu tyrad ulga, którą Pani odczuwa jest coraz krótsza. A więc czy na pewno warto ? Agnieszka Iwaszkiewicz
      • lamia.reno.x Re: Moja matka i ja :( 23.01.12, 15:39
        no to prawie moja matka, ale zupełnie nie ja
        moja opowieść:
        ojciec alkoholik - awantury, matka płacząca, "broniąca" mnie, wreszcie wyprowadzka (miałam 18 lat), po 2 latach ojciec wraca, wyleczony i od tej pory (20 już lat) jest dla mnie idealnym ojcem i podnóżkiem matki (po był taki okropny - tal jakby cały czas pokutował za swoje winy), dwa lata później, czyli ja miałam 22 lata, matka 42, a było to 18 lat temu - matka przeszła ciężką operację, która miała wpływ na całe dalsze życie, tzn stale pod kontrolą lekarza, ale żyje normalnie

        od zawsze wszyscy (rodzina) mówili:
        - ile ta matka zniosła - tyle lat chlania ojca i jeszcze ta choroba
        - nie, bo mama chora, ale nie mów jej, nie rób nie to nie siamto - bo mama chora

        od powrotu ojca do domu - matka na mnie jakby obrazona - że mam lepszy kontakt z ojcem niż z nią - przeciez powinna sie cieszyć że udało nam się zbudować na nowo relacje, ale nie - ona była rozżalona ... do tego doszło, że jak rozmawiałam z ojcem i opowiedziałam mu ciś waznego - to żebym zadzwoniła do mamy i jej powiedziała - on jej nie powie, bo będzie zła, że do niego dzwoniłam

        teraz mam 40 lat

        milion razy słyszałam, jak ona sie dla mnie poświęcała z ojcem pijakiem itd itp
        bardzo wiele lat przygryzałam zęby, bo to moja matka, dzięki niej żyję, bo szacunek itd
        do czasu
        duzo by tu opowiadać - matka potrafi być naprawdę ohydna, zawsze za wszystko mnie krytykowała - jak ex-mąż odszedł do innej powiedziała coś takiego - czemu ty sobie tak życie komplikujesz, jak cierpiałam - była do rany przyłóż - jak poznałam nowego faceta - obraza, że już zapomniałam o exie a ona to jeszcze przezywa

        przechodząc do sedna - jakieś pół roku temu całkowicie wszystko we mnie pękło i po kolejnej ohydnej z jej strony rozmowie telefonicznej powiedziałam jej że
        - gó... mnie obchodzi, że miała operację 18 lat temu, ludzie żyją z rakiem i jeżdżąc na chemię i nie usprawiedliwia to ich chamstwa i znęcania się psychicznego nad innymi
        - że mam dosyć wysłuchiwania że będzie miała przeze mnie zawał - trudno zawały mają ludzie codziennie
        - żeby przemyślała swój stosunek do mnie, bo ma dwa wyjścia - albo mieć córke albo nie ponieważ więcej nigdy w życiu do niej nie zadzwonię i nie pojade jak nie przemysli tego co i jak robi i nie zmieni się
        - że tak, jestem bardziej związana z ojcem i szczerze mu współczuję, że z nią wytrzymuje

        i milion jeszcze innych rzeczy których oczywiście nigdy nie powinno sie powiedzieć matce itd itp

        Słuchajcie - czułam wtedy jak z serca spada mi wielki kamień, poczułam tak się lżejsza o 100 kg

        bo wiecie co - ja nigdy nic złego mojej matce nie zrobiłam i to wszystko co od niej dostawałam było niezasłużone - w imię czego miałam byc wiecznie stroną ustepująca i rozumiejącą?

        polecam wszystkim
      • ruda_online Re: Moja matka i ja :( 24.01.12, 23:19
        Zgadzam się z Panią Agnieszką. Cokolwiek zrobisz zawsze będzie źle i powiem więcej im więcej zrobisz tym będzie gorzej, bo będzie więcej powodów do narzekania. Sama miałam podobny problem ze swoją matką. Najgorsze było to, że zauważyłam dziwną dwoistośc moich uczuc do niej, Z jednej strony niechęc do rozmów i zrobienia czegokolwiek dla niej a z drugiej strony poczucie winy. Bałam się każdego rozpoczętego dnia i tej chwili kiedy będę musiała z nią rozmawia albo nawet do niej jechac. Niestety zupełnie sobie z ym nie radziłam do czasu aż któregoś dnia poprostu nie wytrzymałam i "wygarnęłam" jej wszystkie swoje żale. Oczywiście zrobiła z siebie ofiarę, z płaczem i wyrzutami w stosunku do mnie i efekt był taki, że przestała dzwonic przez kilka dni. A potem jakby nigdy nic zadzwoniła. Myślę, że Twoja matka nie ma celu w obecnym życiu i stąd taka swoista tyrania i próba ingerencji w życie innych (czyli Twoje). Może należałoby ją czymś zainteresowac, aby miała jakieś absorbujące zajęcie? Jeżeli nie znajdzie sobie sposobu na życie, to nie chcę Cię martwic ale ta matczyna tyrania znacznie się zwiększy. Mimo wszystko życzę Ci powodzenia. Moje problemy już się zakończyły.
    • totorotot Re: Moja matka i ja :( 25.01.12, 01:03
      > Jak sobie z tym poradzić ???

      Nie dzwonić.
      Nie rozmyślać o tym.
      Na pytania: czemu nie zadzwoniłaś? odpowiedzieć: nie lubię rozmawiać z tobą przez telefon codziennie. proszę, uszanuj to. na 'focha' i 'atak' zareaguj 'bezdusznie' mówiąc: muszę już pilnie kończyć, pa.
      Nie rozmyślać o tym. Nie odbierać od niej telefonów przez trzy dni.
      Jak po trzech dniach sama do niej zadzwonisz, dyktuj charakter rozmowy. Ma być ona lekka i dotyczyć jedynie błahych spraw, np. co tam, pani, w polityce, co ostatnio czytałaś, co mama miała na obiad. Jej próby zejścia na dzwonienie i niedzwonienie ignoruj, nie wgłębiaj się w temat, nie tłumacz, tylko raz jeden jedyny powiedz: nie chcę rozmawiać na ten temat. Jeśli matka nadal drąży- standardowo 'oj, muszę kończyć mamuś, buzi'
      Uprzedzam- po pierwszej trzydniowej przerwie w kontakcie mama nie będzie odbierać Twoich telefonów. Wróć. Masz wykonać jedną próbę połączenia, maksymalnie trzy-cztery sygnały. Matka nie odbierze najpewniej. Daj jej czas do namysłu i oddzwonienia. Jeśli nie nastąpi to tego samego dnia- zadzwoń (podejmij próbę kontaktu telefonicznego) po dwóch tygodniach. Etc. Etc.

      Jak już się z powrotem wskoczycie w rytm telefonów- np. raz na tydzień, ale tylko jak chcesz rozmawiać albo odbierać telefon, to pilnuj, aby skrzętnie ignorować wszelkie jej ataki i wyrzutu.
      Od razu kończ rozmowę, ale grzecznie, bez kłamania że ktoś dzwoni do drzwi, ale 'oj, kochana, muszę kończyć, całuję"

      Najważniejsze- nie rozmyślaj zbyt wiele, co mama sobie pomyśli, co miała na myśli, co ja miałam na myśli, co owsiki w tyłku mojego dziecka mają na myśli.

      Spróbuj już dziś.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja