czy i jak interweniować?

10.01.12, 16:32
Byłam właśnie z wizytą u rodziny, dość bliskiej, ale mieszkającej w innym mieście. I - po raz kolejny - natknęłam się na panujące tam stosunki, które jeżą mi włos na głowie. Nie wiem, czy i jak powinnam się zachować, więc proszę o jakieś porady, podpowiedzi.
Rodzina składa się z czterech osób: kuzynka (14 lat), jej matka, ojciec i babcia (matka matki). Ogniwem zapalnym jest, bez żadnej wątplwości - matka, czyli moja ciotka. Trudno mi jednym zdaniem oddać jej zachowanie, ale jest ono bez wątpienia bardzo toksyczne. Jest to osoba bardzo konfliktowa, wyładowująca swój gniew na otoczeniu, urządzająca awantury z błahej przyczyny, albo i bez przyczyny. Musi być zawsze "górą", niezależnie od tego, jak idiotycznie bez znaczenia jest dana sprawa. Ubliża reszcie rodziny, wrzeszczy. Uważa, że inni są wobec niej "niewdzięczni" i godzinami wywrzaskuje swoje rzekome zasługi wobec nich i ich przewiny wobec siebie. Przez osoby z zewnątrz jest uważana za człowieka bardzo uczynnego, ponieważ faktycznie lubi robić innym przysługi (mam wrażenie, że uwielbia, kiedy inni mają wobec niej dług wdzięczności i kiedy może się chełpić swoim zaangażowaniem). Jest wychowawczynią w internacie i jest tam, zdaje się, dość lubiana i ceniona przez młodzież i kolegów z pracy.

Ofiarami zachowania ciotki padają głównie jej córka i jej matka. Mąż pracuje poza miastem, przyjeżdża tylko w weekendy i traktuje jej wybuchy ze stoickim spokojem, chociaż ewidentnie ma dosyć żony.
Bardzo przykro za to patrzeć na relacje pomiędzy ciotką i jej córką oraz ciotką i jej matką (babcią). Kuzynka jest dziewczynką spokojną, pogodną, bardzo dobrze się uczy, ma sprecyzowane zainteresowania (chce zostać weterynarzem), sporo czyta. Ogólnie - ja bym się nie posiadała ze szczęścia, gdybym miała taką córkę. Oczywiście bywa czasem nieco uciążliwa i jest trochę "nastolatką", ale to są, moim zdaniem sprawy zupełnie niewinne: siedzi na facebooku, chichocze z koleżankami, zaczyna jakieś przyjaźnio-randki z chłopakami, ale moim zdaniem to nie jest zupełnie nic niepokojącego. Tymczasem ciotka zachowuje się wobec niej tak, jakby miała do czynienia z krnąbrnym, nieposłusznym dzieckiem z problemami. Urządza jej awantury, wyśmiewa ją, szydzi, obrzuca wulgarnymi słowami ("ty szmato"), opowiada, że jest gruba, że się źle ubiera. Każde nieporozumienie w szkole, z nauczycielami czy z kolegami, wyjaśnia złym charakterem córki. Np. kuzynka nie zrozumiała, o co chodzi w zadanych lekcjach, mimo że dodatkowo (jak zapewnia) dopytywała nauczycielkę. Matka robi jej z tego powodu karczemną awanturę, wyzywa od kłamczuch (że rzekomo nie była wcale u nauczycielki), wrzeszczy, że "zgłosi ją do poradni psychologicznej, a że sama jest pedagogiem, to jej uwierzą i wyślą córkę do poprawczaka" (!!!). Wszystko trwa dwie godziny, podczas których nie pada ze strony ciotki ani jedna propozycja konstruktywnego załatwienia sprawy, a kuzynka niemal nie dochodzi do głosu. Zresztą nie za bardzo potrafi się bronić (np. kuzynka oponuje: "byłam u nauczycielki", a ciotka na to: "łżesz w żywe oczy!"). Po takiej awanturze kuzynka dość szybko dochodzi do siebie i znów jes pogodna i wesoła, ale nie wierzę, żeby dwie awantury dziennie nie pozostawiały żadnych śladów.
Jak dotychczas moje interwencje sprowadzały się do tego, żeby jak najwięcej kontaktować się z dziewczynką, zapraszać na wakacje, pomagać w lekcjach - choćby przez skypa - żeby mała miała oddech i żeby widziała, że życie rodzinne i komunikacja może wyglądać inaczej. Waham się, czy rozmawiać z małą na temat jej matki, czy podpowiadać strategie obrony w awanturach. Układ między nimi jest przerażający, ale widać, że dziewczynce zależy na akceptacji matki. Niestety, poza momentami prawdziwego porozumienia, wygląda to w ten sposób, że kuzynka wygłasza jakąś złośliwą uwagę i czeka na akceptację matki. Taki dialog to np: "Ale ten tata to głupi, prawda mamo?" - "Pewnie, nie potrzebujemy go w ogóle." Albo ciotka pyta: "Kto się cieszy, że tata dzisiaj wraca, bo ja nie?" a kuzynka na to "Ja też nie". Jak dla mnie - horror!
Stosunki ciotki z babcią są również fatalne. Babcię pamiętam jako osobę żywą, obrotną, pracowitą, skorą do zabawy, optymistkę umiejącą łagodzić napięcia w rodzinie. Teraz jest już mocno starszą panią i z jej dawnego optymizmu nic nie zostało. Czuje się terroryzowana przez córkę, od której jest zależna ekonomicznie (swego czasu przepisała na nią dom, czego teraz bardzo żałuje), mówi wyłącznie szeptem, kryje się po kątach, a kiedy przyjeżdżam, żali na ciotkę. Ma problemy z pamięcią, co ciotkę doprowadza do furii. Jeśli zdarzy się jej zadać dwa razy to samo pytanie, ciotka reaguje wrzaskiem, wyśmiewa babcię i jej ubliża. Więc babcia woli się w ogóle nie odzywać, z obawy przed taką reakcją. Oczywiście niewiele to pomaga, bo w ten sposób nie jest w stanie załatwić żadnych spraw domowych, co ciotkę również wpienia.
Jeżdżę do tej rodziny głównie po to, żeby nieco ulżyć kuzynce i babci. Inaczej nie pojawiałabym się tam w ogóle, zatruta atmosfera jest nie do wytrzymania. Ciotka usiłuje wciągać mnie w swoje rozgrywki, w rozmowach w cztery oczy żali się tonem pretensji, jak to jej ciężko z taką rodziną (oraz jakie to ma kłopoty finansowe, w które - na moje oko - wpadła na własne życzenie, ale to już mniejsza z tym). Urządza przy mnie awantury i co chwilę zerka, czy jej przyklasnę. Bierze mnie na świadka jakichś wydarzeń, czemu się zawsze sprzeciwiam, zwłaszcza że nie ma to najczęściej w ogóle pokrycia w rzeczywistości. Moich słów używa jako (pseudo)argumentów w kłótniach, np: odrabiam z kuzynką lekcje, ciotka słyszy jak jej mówię, że się pomyliła, albo że coś źle zrozumiała i potem wywrzaskuje małej: "nawet twoja kuzynka z Warszawy mówi, że jesteś tępa!".
Staram się w takich sytuacjach spokojnie odpowiadać, zaprzeczać, proponować konstruktywne wyjścia, ale to właściwie nic nie daje. Bardzo się martwię o kuzynkę i strasznie mi jej szkoda, pododnie jak babci, chociaż ona jest dorosłą osobą. Jest rzeczą jasną jak słończe, że ciotka wymaga przynajmniej interwencji psychologicznej, że nie radzi sobie z agresją, może ma tak objawiającą się depresję, licho wie. Niemniej rozmowa z nią w ogóle nie wchodzi w rachubę. Próbowałam i kończyło się to uwagami typu: "jesteś za smarkata, żeby mnie pouczać" (mam 30 lat) albo "to ja jestem pedagogiem, a nie ty". Czasem staram się jej zadawać pytania o emocje, żeby zejść jakoś z poziomu "ta mała kretynka znów się spóźniła się ze szkoły" na "dlaczego złości cię, że mała nie wraca?". Ale sprawy są zbyt zagmatwane, a moja obecnosć zbyt rzadka, żeby to mogło coś dać.
Co jeszcze mogę zrobić?
    • htoft Re: czy i jak interweniować? 10.01.12, 17:27
      W normalnym kraju można by było założyć niebieską kartę i otrzymać pomoc (to, co tutaj opisujesz, wygląda na grubą przemoc psychiczną). Jak sobie poradzić z tym w Polsce
    • kkokos Re: czy i jak interweniować? 10.01.12, 20:26
      czy ojciec widzi, jak jego żona i matka traktuje ich dziecko czy też woli nie zauważać?
      • orzeska Re: czy i jak interweniować? 10.01.12, 22:55
        Niestety. Jemu też się nieustająco obrywa, kiedy jest w domu i obrał strategię uników. Po prostu siedzi i nie reaguje na nic, co się dzieje. Czasem po awanturze znajdzie po cichu dobre słowo dla córki, ale i to nie zawsze. Niemniej dziewczynka jest do niego bardzo mocno przywiązana, to widać. Mam wrażenie, że jego prawdziwe życie toczy się w mieście, w którym pracuje, a weekendy po prostu "przetrzymuje" i znika.
    • mama_myszkina Re: czy i jak interweniować? 10.01.12, 22:50
      Czyli klasycznie - matka frustratka, wycofany i olewajacy ojciec i nastolatka, dla której zachowywanie się jak suka to jedyny sposób uzyskania akceptacji matki. Przerażajace.

      Do tego babcia. Babcia może być może cofnąć darowiznę, niech się poradzi prawnika.

      Zgadzam się z tym, że rodzina powinnamieć założoną niebieską kartę. Co do podwójnego życia pani pedagog, to większość przemocowców tak właśnie się maskuje. Jak ofiary zdecydują się mówić, to nikt im nie wierzy, bo przecież pan(i) mecenas, doktor, pedagog itp nigdy by tak nie postąpił(a).

      Córka nasiąka jadem matki i wprzyszłosci będzie miała pretensje do wszystkich o wszystko, pokłady złej energii wyniesione z domu i będzie nienawidzić mężczyzn jak matka nienawidzi jej ojca.

      Ojciec nie lepszy, bo wymiksował się z układu bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje dziecko.

    • mgla_jedwabna Re: czy i jak interweniować? 10.01.12, 23:31
      Sytuacja trudna, bo pewnie nie masz możliwości finansowych/organizacyjnych, żeby zaoferować pomoc w rodzaju zaoferowania pokoju u siebie tej kuzynce.

      Babci raczej trudno będzie udowodnić niewdzięczność obdarowanej, żeby cofnąć darowiznę domu. Tutaj musiałoby wchodzić w grę udokumentowane przestępstwo np. ciężkie pobicie. Ze "zwykłych" awantur domowych, nawet jeśli de facto są przemocą, będzie ciężko zrobić podstawę do odebrania darowizny.

      Trochę łatwiej ma nastolatka. Pierwsze rozwiązanie, jakie mi się nasuwa, to zamieszkanie z ojcem. Musiałaby przestać tylko zachowywać się, jakby go nienawidziła. Sądzę, że tak naorawdę jest do niego przywiązana, tylko boi się przyznać przed matką, albo ma na tyle wyprany przez matkę mózg, że boi się do tego przyznać sama przed sobą.

      Jakiś trening asertywności by się przydał. Żeby się nauczyła odpowiadać "nie jestem kretynką tylko dlatego, że nie rozumiem zadania", "cieszę się, ze tata przyjeżdża" "dyplom pedagoga nie oznacza, że wszystkie rozumy pozjadałaś" itp. Oczywiście matki nie przekona, ta będzie ją dalej uważać ją za kretynkę, a wkrótce pewnie i puszczalską. Ale asertywność jest potrzebna jej samej, żeby usłyszała jakiś (własny) głos mówiący "Nieprawda!" w odpowiedzi na jad, ktory jest sączony w jej uszy. Żeby zobaczyła, do czego prowadzi zabieganie o akceptację matki za wszelką cenę.

      Drugie możliwe rozwiązanie to szkoła z internatem. Problemów nie rozwiąże, ale ułatwi życie codzienne. Podobne rozwiązanie wybrał w końcu ojciec.

      Jest jeszcze możliwość ucieczki w hobby itp. Poczucie kompetencji, w dodatku w czymś, o czym matka nie ma pojęcia, poprawia pewność siebie i samoocenę. I taki własny świat, do którego mamusiny jad nie ma dostępu.

      Być może dziewczynka może poszukać pomocy np. u psychologa szkolnego. Są też jakieś powiatowe centrra pomocy rodzinie itd. I pracują w nich lepsi specjaliści niż mamusia "pedagog".

      Swoją drogą, jakby był córką takiej matki, to przy pierwszym tekście typu "kuzynka uważa cię za tępą" powiedziałabym mamusi, że ten dyplom sprzed czterdziestu lat to może sobie głęboko wsadzić. Albo że chyba nie jest takim wspaniałym pedagogiem, skoro taką "tępą" córkę ma. Generalnie podkopałabym jedyną pretensję do autorytetu takiej idiotki.

      Ewentualnie możecie zrobić naradę rodzinną i zbiorowo porozmawiać z kuzynką. Jednej osobie można wrzasnąć, że się nie zna, trzem (ty, mąż tej pani, babcia - jest tam jeszcze ktoś dorosły w rodzinie?) już trudniej. Na wymyślone zarzuty żądać dowodów, póki ich nie ma - ignorować. Generalnie - oschle, zimno, krótko. Stawiać konkretne wymagania i poinformować o konsekwencjach. Np. że jeśli nie zacznie lepiej traktować babci, sprawą zajmą się specjaliści od przemocy domowej. Jeśli nie podejmie terapii w wyznaczonym terminie, córka wyprowadzi się do ojca, itd. Ważne, żeby to były realne rzeczy, które zostaną zrealizowane. Uswiadomić ciotce, że fakt bycia pedagogiem w internacie nie czyni z niej świętej krowy i autorytetu od wychowania, a traktowanie ludzi wokół jak śmieci świadczy tylko o niej.

      Ale to wszystko wymaga współpracy i konsekwencji kilkorga dorosłych osób.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy i jak interweniować? 11.01.12, 19:08
      Jeśli chce Pani interweniować i czuje się na siłach to zrobić, to oczywiście jest powód. Jednak nie wiem czy w takim systemie rodzinnym interwencja będzie skuteczna.
      Na początek warto zainteresować ojca kuzynki całą sprawą i naświetlić mu ją ze swojej perspektywy oraz poprosić o działanie. I to nie incydentalne, ale zwykle wtedy gdy jest w domu. Dla kuzynki będzie to sygnał o jego zainteresowaniu czy wsparciu.
      Można też reagować na słowa kuzynki, które są agresywne i wypowiadane w Pani obecności. Tu należy zastosować zasady asertywności.
      Nie wiem czy to pomoże, ale warto spróbować pokazać inny świat i go bezpośrednio wnosić do tego domu. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja