mokatato
23.01.12, 13:08
Pani Agnieszko, mam do pani ogromną prośbę aby podpowiedziała mi pani jak radzić sobie w tej trudnej dla mnie sytuacji.
Sprawa dotyczy mojego syna, który ma 20 lat.
W wieku wczesno- dziecięcym nie było z nim większych kłopotów, choć niektóre jego zachowania uważam za dziwne, szczególnie patrząc z perspektywy czasu i kolejnych doświadczeń rodzicielskich.
Mianowicie nawet jako kilkulatek nie miał zbyt dużej potrzeby przytulania się;brany na kolana(przez rodziców, babcie)momentalnie z nich zeskakiwał i pędził przed siebie(był bardzo ruchliwy).
Praktycznie nigdy nie płakał gdy się uderzył,upadł, wstawał i biegł dalej.
Kiedyś oparzył się o kuchenkę(dotknął ręką), następnego dnia zrobił dokładnie to samo....Jak gdyby poprzednie doświadczenie niczego go nie nauczyło.
Dziś widzę, że był dzieckiem nadpobudliwym ruchowo, wtedy nic mnie nie niepokoiło bo przecież wiadomo, że większość dzieci jest taka, że "wszędzie ich pełno", a tym bardziej w kontekście opowiadań mojej mamy, która twierdziła, że mnie tez z oka nie można było spuścić nawet na moment.
W przedszkolu panie nigdy nie zgłaszały mi żadnych niepokojących sygnałów.Pierwsze lata w szkole tez były ok.Uczył się dobrze choć w domu musiałam dosłownie "sterczeć" nad nim aby odrobił lekcje.Pozostawiony sam sobie potrafił siedzieć godzinę czy dwie przy biurku bawiąc się np.długopisem zamiast odrabiać lekcje.(Dopiero niedawno przeczytałam o problemach z koncentracją i sądzę, że syn miał z tym problemy).
Problemy zaczęły się w czwartej i nasiliły w piątej klasie coraz częściej słyszałam uwagi od nauczycieli, że nie pracuje na lekcji, przeszkadza, wygłupia się(wraz z kilkoma kolegami), oceny też były coraz gorsze.Wychowawczyni zaproponowała wzmożona kontrolę(moje cotygodniowe wizyty w szkole).To pomogło, szkołę podstawowa skończył bez problemów.
Jednocześnie jednak na gruncie domowym też były problemy głównie w kwestii nie przestrzegania ustalonych godzin powrotu do domu.Notorycznie spóźniał się ze szkoły lub treningów(chodząc gdzieś z kolegami), wychodząc do kolegi nie przestrzegał ustalonej godziny powrotu (nie mówię tu o spóźnieniach kilku czy kilkunastu minutowych, a godzinnych lub nawet kilku godzinnych).Nie skutkowały żadne prośby, groźby ani kary.
W pierwszej klasie gimnazjum było w miarę ok zarówno pod względem nauki jak i zachowania.W drugiej klasie zaczęły się wagary, problemy z nauką, złe zachowania w szkole, notoryczne kłamstwa.Kłamał zarówno nauczycielom jak i nam-rodzicom.Znów zaczęła się wzmożona kontrola w szkole, która jednak tym razem nie przyniosła żadnych efektów.Problemy nasilały się, a my czuliśmy się coraz bardziej bezsilni.Zaczęły się wędrówki do psychologów pierwszy nie stwierdził niczego złego po kilkunastu wizytach powiedział, że syn jest zadowolonym z życia, radosnym nastolatkiem, który nie przejawia chęci do nauki, a do tego nikt nie jest w stanie go zmotywować jeśli on sam tego nie chce.
Prosiłam, tłumaczyłam nic nie pomagało wreszcie zaczęłam stosować kary(zawsze po uprzedzeniu; jeśli nie poprawisz ocen do danego terminu to...).Doszło do tego, że miał karę na komputer,TV i wychodzenie, a i tak się nie uczył.
Zaczęły się ucieczki z domu; najpierw na jedną noc, później zniknął na dwa tygodnie wraz ze swoja ówczesną dziewczyną, z której tez jak się okazało było niezłe ziółko..Szukała go policja, a ja odchodziłam od zmysłów.Po tygodniu odezwał się na GG, z żądaniami typu , że mam mu znieść wszystkie kary pozwolić wracać do domu o 23, chodzić na cało nocne imprezy i nie kazać się uczyć bo i tak nie będzie...Nie zgodziłam się.Po tygodniu znalazła ich policja(w środku nocy pędziliśmy na komisariat, gdzie spędziliśmy kilka godzin(syn składał wyjaśnienia gdzie był), po czym zabraliśmy go do domu.Nie robiliśmy wymówek; ja płakałam, mąż tłumaczył, prosiliśmy aby przemyślał swoje zachowanie.Powiedział, że wie iż źle zrobił, że się postara, zacznie chodzić do szkoły itd.Poprawa była na kilka dni...
W efekcie szkoły nie skończył,nie pomógł dozór policyjny wydziału nieletnich ani kurator sądowy.Oprócz kłopotów ze szkołą i notorycznych kłamstw były tez kradzieże;okradał nas i młodszego brata, babcię i ciocię.
Po ukończeniu 18 lat zaczął chwytać się dorywczych prac(nie dawaliśmy mu pieniędzy chyba, że podjąłby naukę).Trochę pomieszkiwał w domu trochę u kolegi.Wreszcie wyprowadził się do kolegi na całe 5 m-cy.W tym czasie narobił długów i wszedł w konflikt z prawem.Koledzy się na niego wypieli więc wrócił do domu potulny jak baranek.
Dodam jeszcze ,że na przestrzeni tych lat miał problemy z narkotykami(marihuana) oraz dopalaczami(jednak psychiatra z poradni uzależnień, w której byłam z synem nie stwierdził uzależnienia).
Kilka m-cy temu pod wpływem alkoholu dopuścił się przestępstwa, za które trafił na 3 m-ce do aresztu.Pisał do nas pełen skruchy listy.Te miesiące to był dla mnie jeden wielki koszmar.Psychicznie byłam wrakiem człowieka.Zamartwiałam się co będzie z synem.Dostał wyrok w zawieszeniu. Cieszyliśmy się wszyscy, myślałam, że coś zrozumiał.Okazało się, że jak i wcześniej- poprawa była chwilowa.
Nie jest co prawda tak źle jak kiedyś; wydaje mi się, że głównie ze względu na to, że zerwał z tamtym -złym środowiskiem.Niestety i tak dalej jest nieodpowiedzialny.Nie liczy się z nami, na noc raz wraca to znów potrafi przez kilka dni nie dać znaku życia.Od ok m-ca przestał dawać pieniądze na swoje utrzymanie(choć ma stałą pracę).Gra na naszych uczuciach.Jak dostaje tygodniówkę to przez dwa dni nie ma go w domu, a później zjawia się jak gdyby nic się nie stało.Już wcześniej zdarzało się, że potrafił zniknąć bez słowa na kilka dni, a potem przysłać sms-a, że będzie za 10 min....
Wiem, że strasznie dużo tego napisałam, ale jestem już u kresu sił, nie wiem co robić.Wszyscy radzą mi abym kazała się synowi wyprowadzić, ale ja nie potrafię tego zrobić choć mam już go dość i marze o tym aby sam podjął taka decyzję.Wiem jednak, ze on tego nie zrobi przynajmniej na razie bo mu tu dobrze.A ja mu wszystko ułatwiam.Nie wiem jak się z tego wyplątać.
Przez lata zachowanie syna było dla mnie kompletnie nie zrozumiałe dopiero kilka m-cy kiedy przez zupełny przypadek przeczytałam o socjopatii wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Czuję się jak w potrzasku.