Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą?

23.01.12, 13:08
Pani Agnieszko, mam do pani ogromną prośbę aby podpowiedziała mi pani jak radzić sobie w tej trudnej dla mnie sytuacji.
Sprawa dotyczy mojego syna, który ma 20 lat.
W wieku wczesno- dziecięcym nie było z nim większych kłopotów, choć niektóre jego zachowania uważam za dziwne, szczególnie patrząc z perspektywy czasu i kolejnych doświadczeń rodzicielskich.
Mianowicie nawet jako kilkulatek nie miał zbyt dużej potrzeby przytulania się;brany na kolana(przez rodziców, babcie)momentalnie z nich zeskakiwał i pędził przed siebie(był bardzo ruchliwy).
Praktycznie nigdy nie płakał gdy się uderzył,upadł, wstawał i biegł dalej.
Kiedyś oparzył się o kuchenkę(dotknął ręką), następnego dnia zrobił dokładnie to samo....Jak gdyby poprzednie doświadczenie niczego go nie nauczyło.
Dziś widzę, że był dzieckiem nadpobudliwym ruchowo, wtedy nic mnie nie niepokoiło bo przecież wiadomo, że większość dzieci jest taka, że "wszędzie ich pełno", a tym bardziej w kontekście opowiadań mojej mamy, która twierdziła, że mnie tez z oka nie można było spuścić nawet na moment.
W przedszkolu panie nigdy nie zgłaszały mi żadnych niepokojących sygnałów.Pierwsze lata w szkole tez były ok.Uczył się dobrze choć w domu musiałam dosłownie "sterczeć" nad nim aby odrobił lekcje.Pozostawiony sam sobie potrafił siedzieć godzinę czy dwie przy biurku bawiąc się np.długopisem zamiast odrabiać lekcje.(Dopiero niedawno przeczytałam o problemach z koncentracją i sądzę, że syn miał z tym problemy).
Problemy zaczęły się w czwartej i nasiliły w piątej klasie coraz częściej słyszałam uwagi od nauczycieli, że nie pracuje na lekcji, przeszkadza, wygłupia się(wraz z kilkoma kolegami), oceny też były coraz gorsze.Wychowawczyni zaproponowała wzmożona kontrolę(moje cotygodniowe wizyty w szkole).To pomogło, szkołę podstawowa skończył bez problemów.
Jednocześnie jednak na gruncie domowym też były problemy głównie w kwestii nie przestrzegania ustalonych godzin powrotu do domu.Notorycznie spóźniał się ze szkoły lub treningów(chodząc gdzieś z kolegami), wychodząc do kolegi nie przestrzegał ustalonej godziny powrotu (nie mówię tu o spóźnieniach kilku czy kilkunastu minutowych, a godzinnych lub nawet kilku godzinnych).Nie skutkowały żadne prośby, groźby ani kary.
W pierwszej klasie gimnazjum było w miarę ok zarówno pod względem nauki jak i zachowania.W drugiej klasie zaczęły się wagary, problemy z nauką, złe zachowania w szkole, notoryczne kłamstwa.Kłamał zarówno nauczycielom jak i nam-rodzicom.Znów zaczęła się wzmożona kontrola w szkole, która jednak tym razem nie przyniosła żadnych efektów.Problemy nasilały się, a my czuliśmy się coraz bardziej bezsilni.Zaczęły się wędrówki do psychologów pierwszy nie stwierdził niczego złego po kilkunastu wizytach powiedział, że syn jest zadowolonym z życia, radosnym nastolatkiem, który nie przejawia chęci do nauki, a do tego nikt nie jest w stanie go zmotywować jeśli on sam tego nie chce.
Prosiłam, tłumaczyłam nic nie pomagało wreszcie zaczęłam stosować kary(zawsze po uprzedzeniu; jeśli nie poprawisz ocen do danego terminu to...).Doszło do tego, że miał karę na komputer,TV i wychodzenie, a i tak się nie uczył.
Zaczęły się ucieczki z domu; najpierw na jedną noc, później zniknął na dwa tygodnie wraz ze swoja ówczesną dziewczyną, z której tez jak się okazało było niezłe ziółko..Szukała go policja, a ja odchodziłam od zmysłów.Po tygodniu odezwał się na GG, z żądaniami typu , że mam mu znieść wszystkie kary pozwolić wracać do domu o 23, chodzić na cało nocne imprezy i nie kazać się uczyć bo i tak nie będzie...Nie zgodziłam się.Po tygodniu znalazła ich policja(w środku nocy pędziliśmy na komisariat, gdzie spędziliśmy kilka godzin(syn składał wyjaśnienia gdzie był), po czym zabraliśmy go do domu.Nie robiliśmy wymówek; ja płakałam, mąż tłumaczył, prosiliśmy aby przemyślał swoje zachowanie.Powiedział, że wie iż źle zrobił, że się postara, zacznie chodzić do szkoły itd.Poprawa była na kilka dni...
W efekcie szkoły nie skończył,nie pomógł dozór policyjny wydziału nieletnich ani kurator sądowy.Oprócz kłopotów ze szkołą i notorycznych kłamstw były tez kradzieże;okradał nas i młodszego brata, babcię i ciocię.
Po ukończeniu 18 lat zaczął chwytać się dorywczych prac(nie dawaliśmy mu pieniędzy chyba, że podjąłby naukę).Trochę pomieszkiwał w domu trochę u kolegi.Wreszcie wyprowadził się do kolegi na całe 5 m-cy.W tym czasie narobił długów i wszedł w konflikt z prawem.Koledzy się na niego wypieli więc wrócił do domu potulny jak baranek.
Dodam jeszcze ,że na przestrzeni tych lat miał problemy z narkotykami(marihuana) oraz dopalaczami(jednak psychiatra z poradni uzależnień, w której byłam z synem nie stwierdził uzależnienia).
Kilka m-cy temu pod wpływem alkoholu dopuścił się przestępstwa, za które trafił na 3 m-ce do aresztu.Pisał do nas pełen skruchy listy.Te miesiące to był dla mnie jeden wielki koszmar.Psychicznie byłam wrakiem człowieka.Zamartwiałam się co będzie z synem.Dostał wyrok w zawieszeniu. Cieszyliśmy się wszyscy, myślałam, że coś zrozumiał.Okazało się, że jak i wcześniej- poprawa była chwilowa.
Nie jest co prawda tak źle jak kiedyś; wydaje mi się, że głównie ze względu na to, że zerwał z tamtym -złym środowiskiem.Niestety i tak dalej jest nieodpowiedzialny.Nie liczy się z nami, na noc raz wraca to znów potrafi przez kilka dni nie dać znaku życia.Od ok m-ca przestał dawać pieniądze na swoje utrzymanie(choć ma stałą pracę).Gra na naszych uczuciach.Jak dostaje tygodniówkę to przez dwa dni nie ma go w domu, a później zjawia się jak gdyby nic się nie stało.Już wcześniej zdarzało się, że potrafił zniknąć bez słowa na kilka dni, a potem przysłać sms-a, że będzie za 10 min....

Wiem, że strasznie dużo tego napisałam, ale jestem już u kresu sił, nie wiem co robić.Wszyscy radzą mi abym kazała się synowi wyprowadzić, ale ja nie potrafię tego zrobić choć mam już go dość i marze o tym aby sam podjął taka decyzję.Wiem jednak, ze on tego nie zrobi przynajmniej na razie bo mu tu dobrze.A ja mu wszystko ułatwiam.Nie wiem jak się z tego wyplątać.
Przez lata zachowanie syna było dla mnie kompletnie nie zrozumiałe dopiero kilka m-cy kiedy przez zupełny przypadek przeczytałam o socjopatii wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Czuję się jak w potrzasku.
    • dydaki Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 13:19
      Syn pracuje, nie jest niepełnosprawny. Prosisz go o wyprowadzenie się z domu i życie na własną rękę tak, jak sam uwaza za słuszne. Jak znowu spłuka się z pieniędzy rozkładasz ręce "trudno synu, tak wybrałeś, radź sobie i ponoś konsekwencje".

      Wszyscy dobrze ci radzą.
      Ale ty nie zamierzasz tego zrobić.
      Chcesz syna kontrolować i pozwalać na nieodpowiedzialność.
      Więc wymyśliłas sobie, że go teraz zdjagnozujesz jako socjopatę i znajdziesz dla samej siebie wymówkę, by nadal mu zawsze drzwi otworzyć, utrzymywać i trzymać przy cycku bez konsekwencji dla niego... Twój wybór.
      • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 14:30
        To nie do końca jest tak, że ja go "zdiagnozowałam"jako socjopatę.Przez lata jak pisałam, nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi dlaczego syn tak postępuje.Dlaczego nie wyciąga absolutnie żadnych wniosków z błędów, które popełnia.To mnie najbardziej raziło i razi w jego postępowaniu.
        Tak jak pisałam na pojęcie socjopatii wpadłam zupełnie przypadkiem w necie i kiedy przeczytałam charakterystykę, nie mogłam w pierwszej chwili wyjść ze zdziwienia bo miałam wrażenie, że czytam o moim synu.Zgadzało się praktycznie wszystko.To tak jakbyś przez długi czas miała wszystkie objawy konkretnej choroby,ale nie wiedziałabyś co to za choroba.Dopiero wiedza o niej pozwala zrozumieć skąd te objawy.Oczywiście zdaję sobie sprawę, że socjopatia to nie choroba, użyłam tylko takiego porównania.
        Zdaję sobie w pełni sprawę, że pomóc w poprawie sytuacji może tylko i wyłącznie bycie konsekwentnym aż do bólu.Ta konsekwencja niestety ma tylko jeden kierunek-wyprowadzka.Nic innego nie zadziała.W sumie psychicznie dojrzałam do tego aby kazać mu sie wyprowadzić(przynajmniej tak mi się wydaje), bo wiem, że na dzień dzisiejszy mając pracę nie pójdzie pod most.Boję się jednak chwili, kiedy jeśli straciłby pracę; zapuka do drzwi głodny i brudny, a ja nie będę potrafiła mu ich zamknąć przed nosem.Gdybym miała pewność, że wyprowadzka spowoduje, że sie wreszcie ogarnie i zacznie żyć jak odpowiedzialny człowiek to wystawiłabym mu walizki jeszcze dziś.Ale boje się, że się stoczy.Problemem jest tez poczucie winy, ze gdzieś, w którymś momencie zawaliłam sprawę i dlatego jest jaki jest.Czuję się za to odpowiedzialna co dodatkowo utrudnia mi podejmowanie jakichkolwiek radykalnych decyzji.
      • kamunyak Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 14:31
        "Spłucze z pieniędzy" i "zdiagnozujesz" jeśli już.
        A już myślałam, że dydaki są wszystkowiedzące - z innych autorytatywnych wypowiedzi tychże /dydaków/.
        Co do meritum to, niestety, nie czuje się tu fachowcem. Wątek przeczytałam ponieważ sama mam 20- letniego syna. Jednak nie z takimi problemami.
        • dydaki Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 14:37
          Biedactwo, tak ci na odcisk nadepnęłam odpowiedzą nie do ciebie ze aż będziesz za mną latać po wątkach i dziobac złośliwościami. A co, syn jeszcze od ciebie nie spierniczył? moze temu, że jego boisz się dziobnąć żeby nie oddziobnął ci we własnym domu?
          • nat.wroclaw Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 14:40
            jako stały bywalec forum, które pośród internetowej kloaki jeszcze jakoś trzyma poziom uprzejmie proszę, żeby tego poziomu nie zniżać do personalnych rzygowin a'la wściekła przekupa.

            Ogarnij sie dydaki i pisz merytorycznie.
            • dydaki Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 14:45
              Chwileczkę, zostałam tu złośliwie zaczepiona przez przedmówczynię- dlaczego jej nie zwracasz uwagi?
    • honeyandmilk Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 16:12
      Wg mnie rada jest jedna. Skoro nie dostosuje sie do wymagań domowników, to nie może z nimi mieszkać. Wiem, że to trudne. Ale możliwe. Proponuję pochodzić na spotkania rodziców dzieci uzależnionych. Nawet jeśli twierdzisz, że uzależniony nie jest, ja wychwytuję, że jest. Tam uczą jak nie być współuzależnionym, a Ty jesteś. Choćby dlatego, że nie umiesz postawić ostrych wymagań i być w tym konsekwentna.
      Musi sie wyprowadzić i żyć na własny rachunek. Jest wtedy szansa, że wyjdzie na swoje i kontakty w przyszłości będą was cieszyć. Oczywiście, że może sie też stoczyć, ale stacza sie i teraz też, przy okazji niszcząc was. Konsekwencja i twarde decyzje. Nie ma innego wyjścia.

      Ja to przeżyłam, trwało 8 lat i było ciężej, bo to córka (tak mi sie przynajmniej wydaje). Teraz, po latach jest mi wdzieczna za moje radykalne kroki. A ja cieszę sie jej dorosłym, poukładanym życiem. Czego i Tobie życzę.
    • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 16:41
      Przykro się czyta post matki, która nie lubi swojego dziecka.

      Twój syn nie jest socjopatą. Pewnie to dla Ciebie rozczarowanie, bo fajnie jest zwalić winę na niego i samemu być bez zarzutu.

      Żaden z opisanych przec Ciebie objawów nie świadczy o socjopatii. Za to wiele przemawia za tym, że zachowanie synato reakcja na odrzucenie z Twojej strony.

      Powtórzę raz jeszcze: Twoja diagnoza o socjopatii jest zupełnie NIEUPRAWNIONA

      Dzieci z zadatkami na socjopatów zazwyczaj nie maja żadnych problemów w szkole, są często czarujące dla otoczenia, a przynajmniej niczy się nie wyróżniają, a w wolnych chwilach dręczą zwierzęta, podpalają różne sprzęty (fascynacja ogniem). Przeszkadzanie na lekcji, problemy z koncentracją, nadpobuliwość ruchowa, późne powroty do domu to NIE są znaki tego, że dziecko moze w przyszłosci być socjopatą (zaburzeń osobowości nie diagnozuje się przed osiągnięciem dorosłości)

      Dla Ciebie problemy z koncentracją i normalne zachowania wieku nastoletniego to objawy socjopatii?

      Twój syn się po prostu pogubił i chyba wiem, dlaczego. Tak chętnie dpoatrujesz się przyczyny wszelkiego zła w nim samym, że mi tez trudno by było z takim bagażem żyć.
      • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 17:11
        Doam jeszcze, że to, że ktoś wszedł w konflikt z prawem nie czyni z niego socjopaty. Takie konflikty musza być czeste i powtarzalne i jest to jeden z naprawe wielu kryteriów diagnostycznych.

        Zamiast szufladkowac syna, zastanów się, jak przez te wszystkie lata wyglądała Wasza relacja? Nie było przypadkiem tak, że w głębi duszy byłas mu niechętna i chciałaś mu to zrekompensowac trzymaniem pod kloszem? Powrót o 23 dla nastolatka to naprawdę nie jest koniec świata... . A ucieczki z domu to symptom problemów w rodzinie a nie socjopatii.

        Kryteria diagnostyczne osobowości dyssocjalnej wg Cleckleya (1985):

        utrwalone i nieadekwatne zachowania antyspołeczne bez wyraźnej motywacji (przestępstwa sprawiają wrażenie przypadkowych, bezcelowych i impulsywnych, są pospolite – kradzieże, oszustwa),
        brak poczucia winy, wstydu i odpowiedzialności, skruchy – kontakty płytkie i nastawione na eksploatację,
        brak lęku,
        ubóstwo emocjonalne – brak zdolności do przeżywania emocji – brak integracji sfer poznawczej, behawioralnej i emocjonalnej
        trwała niezdolność do związków uczuciowych z innymi ludźmi,
        bezosobowy stosunek do życia seksualnego (przedmiotowe traktowanie partnera),
        nieumiejętność odraczania satysfakcji (dążenie do natychmiastowego zaspokajania popędów i potrzeb),
        autodestrukcyjny wzorzec życia (np. po okresie dobrego przystosowania niszczenie dotychczasowych osiągnięć z przyczyn niezrozumiałych dla otoczenia),
        nieumiejętność planowania odległych celów (koncentracja na teraźniejszości),
        niezdolność przewidywania skutków swojego postępowania,
        niezdolność wyciągania wniosków z przeszłych doświadczeń (tj. nieefektywność uczenia się),
        nie dające się logicznie wyjaśnić przerywanie konstruktywnej działalności,
        w miarę sprawna ogólna inteligencja, formalnie niezaburzona,
        nierozróżnianie granicy między rzeczywistością a fikcją, prawdą a kłamstwem,
        nietypowa lub niezwykła reakcja na alkohol,
        częste szantażowanie samobójstwem,
        tendencje do samouszkodzeń,
        lęk przed kompromitacją,
        nadkontrola (chęć kontroli nad życiem innych ludzi, posiadania informacji o życiu intymnym innych ludzi).
        Skutkami powyższych cech jest niedostateczna adaptacja, zachowania antyspołeczne bez wyraźnej motywacji, brak sumienia i poczucia odpowiedzialności, brak wykształcenia pomimo "dobrej inteligencji", brak zawodu, ubóstwo emocjonalne, brak stałych związków rodzinnych, uleganie nałogom (alkohol, rzadko inne uzależnienia), częste konflikty z porządkiem prawnym, które raczej są drobne i przypadkowe (rzadziej są to przestępstwa złożone, planowane).
        • spawacz.drewna Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 00:04
          ty nie pisz jej takie trudne rzeczy, bo ona nie zrozumie, dawala mu przez cale zycie wikt i dach nad glowa wiec niec teraz sie odplaci normalnym zyciem do ktorego caly czas dazyla i probowala go nakierowac, szkoda tylko ze po drodze troche sie zgubila i nie zrozumiala ze jej dziecko to nie jest obiekt z ktorym nie trzeba sie liczyc
          teraz syn jest socjopata, kryminalista i zwyrodnialcem a ona bedzie do konca zycia lezala krzyzem i zgrywala ofiare losu
    • enith Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 16:43
      Byłaś na terapii dla SIEBIE? Jeśli nie, to idź. Uświadomi ci, że niekoniecznie zachowanie twojego dziecka, to twoja wina, zwłaszcza, że symptomy były już od bardzo wczesnego dzieciństwa. To raz. A dwa: twój syn poprawia zachowanie wyłącznie wtedy, gdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Tak było, gdy odwrócili się od niego koledzy czy, gdy został aresztowany. Rzecz w tym, że ty chronisz dorosłego człowieka i zdejmujesz przy każdej możliwej okazji odpowiedzialność za jego czyny. I tu popełniasz zasadniczy błąd. To jest dorosły mężczyzna, ma źródło dochodu. Niech idzie na swoje, nawet, jeśli oznacza to, że kiedyś wyląduje pod mostem. Inaczej ty i twój mąż przypłacicie niańczenie socjopaty załamaniem psychicznym.
      Kiedyś na wakacjach poznałam pewną parę. Mieszkaliśmy w tym samym hoteliku nad oceanem, gdzie ta para, niedawno po ślubie, zaczynała właśnie swoją podróż poślubną. Spytałam kiedyś przy śniadaniu o powód jej smutnej miny i dowiedziałam się, że na tydzień przed rozpoczęciem ich podróży, jej syn z pierwszego małżeństwa aresztowany został za zabójstwo. Nie skomentowałam tego głośno, ale moja mina musiała tej pani powiedzieć, co myślałam: "ty relaksujesz się na wakacjach, a syn siedzi w pierdlu z perspektywą dożywocia". Na moją minę pani powiedziała: "pewnych ludzi nie da się uratować wbrew nim samym. Mój syn taki jest, a ja postanowiłam w końcu zacząć myśleć o sobie". Jestem pewna, że gdybym indagowała, usłyszałam podobną do twojej historię, autorko wątku. Że problem był od zawsze, że się nasilał, że pani poszła do piekła i spowrotem, żeby pomóc dziecku, któremu pomóc nie można było. Przyjmij do wiadomości, że twój syn też jest osobą, której pomóc nie możesz. Próbujesz bowiem od 15 z górą lat i ponosisz porażkę za porażką. Zacznij, jak ta pani, myśleć o sobie i swoim zdrowiu i szczęściu.
      • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 19:00
        enith masz dużo racji w tym co napisałaś.

        mama myszkina powiem Ci, ze bardzo pomyliłaś się w ocenie.Czytałam sporo Twoich wypowiedzi na tym forum także w moim dawnym wątku i byłam przekonań o trafności twoich spostrzeżeń,mądrości życiowej, ale uważam, ze tym razem nie masz racji.
        Gdzie ja napisałam, że o wszystko obwiniam syna?Wyraźnie napisałam, że mam wyrzuty sumienia i obwiniam siebie za to, że jest jaki jest.
        Umiem czytać ze zrozumieniem i logicznie myśleć i uwierz mi, ze mój syn ma mnóstwo cech socjopaty.To nie jest tak, że ja go w tą "ramkę" wsadziłam bo mi tak wygodnie.Wręcz przeciwnie.Latami liczyłam na poprawę, każdy przejaw poprawy w zachowaniu był dla mnie znakiem, że wreszcie zrozumiał i będzie dobrze.Ale syn za każdym razem udowadniał mi, ze był miły bo miał w tym cel.Ja latami tego nie przyjmowałam do wiadomości cały czas wierzyłam, że się zmieni ,ale to nie następowało.
        Być może Twoja błędna opinia wynika z tego, że zbyt chaotycznie naświetliłam problem, dużo napisałam o wieku dziecięcym syna a mało o obecnych problemach.To z braku czasu, spieszyłam się.
        Ja też bardzo nie chciałabym aby syn był socjopatą, ale zbyt dużo ma tych cech.
        Twierdzisz , ze nie jest?Może masz rację,powiem więcej bardzo bym chciała abyś ja miała.
      • akleo Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 19:12
        i to jest mądra odpowiedź.

        pierwszej wypowiedzi mamy myszkina nie da się czytać - obwinianie autorki wątku jest nie fair.
        widać, że kobieta, chcąc sobie i synowi pomóc dowiedziała się czegoś nt. socjopatii/psychopatii.
        nadpobudliwość ruchowa i kłopoty z koncentracją MOGĄ świadczyć o obecności tego zaburzenia.
        warto zauważyć też niektóre objawy w zacytowanym opisie osobowości dyssocjalnej są obecne w jej opowieści.
        • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 20:31
          akleo dzięki za odpowiedź.
          Właśnie dlatego tak dokładnie opisałam dzieciństwo ponieważ ostatnio czytałam o kłopotach z koncentracja i związanych z tym późniejszych problemach.

          mama myszkina twierdzi, że to są normalne problemy wieku nastoletniego, w takim razie praktycznie wszystkie nastolatki nie powinny skończyć nawet gimnazjum, a ich rodzice być notorycznie wzywani do szkoły przez wychowawce i dyrektora.
          Syn notorycznie kłamał i to patrząc prosto w oczy, latami dosłownie dawałam się na to nabierać bo do głowy mi nie przyszło, że można tak kłamać i w dodatku robić z siebie niewiniątko czy wręcz ofiarę.
          Opowiadał np ze szczegółami co wydarzyło się w szkole, z czego była kartkówka, a później okazywało się, że w szkole wcale nie był.To tylko jeden z wielu przykładów.
          Okradł kilkakrotnie nas, ginęły pieniądze, moja złota biżuteria, której było i tak nie wiele( w tym nasze obrączki ślubne).Okradł moją mamę- ciężko schorowaną rencistkę też kilkakrotnie.Nie zrobił na nim wrażenia płacz babci, że nie będzie miała za co leków wykupić, a wszyscy wiemy jak duże są renty w naszym kraju.Młodszemu synowi ukradł dwa telefony(nie od razu oczywiście),oraz skarbonkę z pieniędzmi.Rzecz w tym, ze jego kradzieże wydały się dużo później wtedy nikt nie podejrzewał, że to jego sprawka, nikomu do głowy nie przyszło, że mógł być zdolny do czegoś takiego.Jedna z kradzieży mojej mamie wyglądała tak, że pieniądze zginęły zaraz po tym jak przyniósł je listonosz.Mama odłożyła do szafki, a godzinę później okazało się, że brakuje 200 zł(syn był wtedy u niej w odwiedzinach).Mama była święcie przekonana, że listonosz się pomylił przy liczeniu.Dopiero znacznie później dotarło do niej ,że to niemożliwe bo liczył listonosz, a później ona sama i wszystko się zgadzało.Inne braki w pieniądzach tłumaczyła sobie tym, że zgubiła w sklepie, albo jej portfel ukradli na zakupach.Dopiero po długim czasie kiedy wyszły na jaw kradzieże w domu zdała sobie sprawę, że dziwnym trafem zawsze gubiła kasę wtedy gdy był u niej wnuk.Młodszy syn zaś był przekonany, że telefon zgubił w drodze ze szkoły, dostał ode mnie reprymendę za to, że nie pilnował, a starszemu nawet powieka nie drgnęła, że młodszy brat dostaje burę nie za swoje winy.Kiedy ukradł następny telefon od razu wiedzieliśmy, że to jego sprawka bo młodszy syn wieczorem położył tel na biurku, a rano już go nie było.Wypierał się tego ze wszystkich sił, ale ja juz się nie dałam nabrać chociaz jeszcze to do mnie nie docierało w pełni.Wskórałam tyle, że oddał kartę SIM .Kradzież skarbonki to był z jego strony szczyt bezczelności.Miał w tym czasie kuratora(za nierealizowanie obowiązku szkolnego).Na jednej z wizyt skarżył się, że nie ma kluczy do mieszkania i musi czekać aż wrócę z pracy.Wracałam z pracy kilka minut po 15 więc długo nie musiał czekać, a kluczy nie miał ze względu na wcześniejsze kradzieże z domu, a także zapraszanie towarzystwa w czasie kiedy powinien być w szkole(wróciłam kiedyś niespodziewanie do domu i zastałam syna na dobrej zabawie).Tak więc zrobił z siebie takiego biednego w oczach kuratora, że ten namawiał mnie aby dać synowi jeszcze jedna szansę, uległam w końcu.Sam się zaofiarował, że nie musi ich mieć stale tylko po szkole podejdzie do mnie do pracy(pracowałam blisko domu) i je weźmie, a potem odniesie jak będzie wychodził z domu.Już po pierwszym dniu okazało się, że zniknęła skarbonka syna, która była ukryta w naszym pokoju....
          Co do wyprowadzki syna kiedy to pięć m-cy mieszkał u kolegi(blok obok), wyglądało to tak, że wyprowadził się z dnia na dzień bez słowa(nie pokłóciliśmy się wcześniej, wszystko było niby ok).Przez te kilka m-cy nie kontaktował się z nami, na ulicy omijał szerokim łukiem,przechodził na druga stronę jezdni, aby się z nami nie spotkać.Nie odwiedzał tez babci.Raz tylko zrobił wyjątek, w dniu swoich urodzin bo wiedział,że babcia sypnie kasą.Do nas też zajrzał bo liczył na prezent.Był prezent, a nawet tort, jak zawsze....
          Potem wrócił do domu(po kolejnym aresztowaniu)bo koledzy się na niego wypieli i bał się o swoją skórę.Na początku był potulny, ale szybko zaczął znów wykręcać kolejne numery, pracy albo nie miał wcale ,albo dorywczą, zaczęło się popijanie, wracanie w środku nocy lub znikanie na kilka dni bez znaku, że żyje.A ja wydzwaniałam na pogotowie i do szpitali bo nie wiedziałam czy żyje i czy jest cały.Wracał po kilku dniach jak gdyby nic się nie stało.
          Dodam, ze w czasie kiedy mieszkał u kolegi mialam kilkakrotnie naloty policji łącznie z przeszukaniem mieszkania bo był w tym czasie kilka razy zatrzymywany.Raz przyprowadzili go w kajdankach.
          Ma na koncie dwa wyroki w zawieszeniu, kilku przestępstw mu nie udowodniono, do tego dochodzą grzywny za różne wykroczenia, długi oraz kary nałożone przez sąd.Nic go to wszystko nie obchodzi nie ma zamiaru spłacać tego choć wie, że grozi to ponownym aresztem.
          Wszystkie pieniądze przepuszcza,nawet na ciuchy mu szkoda, zima, a on chodzi w jesiennej kurtce.
          Kiedy aresztowali go na 3 m-ce biegałam do aresztu, nosiłam paczki załatwiałam widzenia w prokuraturze i odchodziłam od zmysłów.On pisał i mówił, że zrozumiał, że się zmieni a tym czasem znów jest powtórka.Znów ma mnie gdzieś.Jestem wrakiem człowieka.Mam rodzinę,dzieci, ale tylko syn zajmuje czołowe miejsce w moich myślach cała reszta jest na szarym końcu.
          Bardzo kocham syna o niczym innym ni marzę jak o tym aby przestał sie pakowac w klopoty, ale konca nie widać.
          • nowy99 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 21:05
            Powiem co s tylko w kwestii tego dzieciecego klamania bez mrugniecia okiem. Mianowicie ja bylam wzorowa, ambitna, zdolna, sprytna dziewczynka. Do tego pomyslowa i z wyobraznia, wybujala, ktora dyktowala rozne dzialania, niekońiecznie pozadane przez surowych rodzicow.
            Wyobraz sobie, ze w klamaniu doszlam w dziecinstwie do perfekcji, no, musialam jakos obejsc wszelkie ograniczenia, zakazy nadane przez rodzicow.
            Dzis nie klamie, bo nie mam takiej potrzeby, nawet juz nie umiem klamac.
            Uwazam, ze duza kontrola, dyscyplina, narzucanie stosowane wobec mnie, mimo, ze dalo duzo dobrego, wyksztalcilo we mnie malej umiejetnosc klamania. I tyle.
            Typ ruchliwy i pomyslowy musi sie gdzies realizowac, czasem owszem, ba, czesto dzieje sie to kosztem rodzicow, stad klamanie u dzieci.
          • diodeo1 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 21:29
            Jeśli dzieciak pije albo ćpa to potrzebuje kasy na używki i, jak każda uzależniona osoba, nie cofnie się przed niczym by ją zdobyć. Teraz w szkole dragi i wóda są częste, szczególnie w towarzystwie podobnych kolegów.
          • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 22:25
            mokatato napisała:

            > akleo dzięki za odpowiedź.
            > Właśnie dlatego tak dokładnie opisałam dzieciństwo ponieważ ostatnio czytałam o
            > kłopotach z koncentracja i związanych z tym późniejszych problemach.
            >
            > mama myszkina twierdzi, że to są normalne problemy wieku nastoletniego, w takim
            > razie praktycznie wszystkie nastolatki nie powinny skończyć nawet gimnazjum, a
            > ich rodzice być notorycznie wzywani do szkoły przez wychowawce i dyrektora.

            Chodziło mi o ucieczkę z domu z dziewczyną i chęć powrotów o 23. Naprawdę, nic strasznego.

            Nic nie napisałaś o tym, dlaczego syn gimnazjum nie skończył. Dlaczego się te problemy zaczeły. Bo jeśli on sobie nie radził z powodu np. niezdiagnozowanego ADHD, to wybacz, ale miał dobry powód, żeby znienawidzić szkołę.

            Wczesne objawy wyglądają mi raczej na ADHD jeśli już. Nie wszyscy z tego wyrastają.

            > Syn notorycznie kłamał i to patrząc prosto w oczy, latami dosłownie dawałam się
            > na to nabierać bo do głowy mi nie przyszło, że można tak kłamać i w dodatku ro
            > bić z siebie niewiniątko czy wręcz ofiarę.

            No, to już jest coś. Manipulowanie innymi to jest cecha osobowości socjopatycznej ale nie każdy, kto tak robi jest socjopatą. Dodatkowo, takie skłonności u dziecka należy korygowac w zarodku. Możliwe, że się nauczył, że to działa, bo wszyscy wokół przymykali oczy na zasadzie 'on już taki jest'.

            > Opowiadał np ze szczegółami co wydarzyło się w szkole, z czego była kartkówka,
            > a później okazywało się, że w szkole wcale nie był.To tylko jeden z wielu przy
            > kładów.

            Jasne. I to ma być socjopatia? A pomyślałaś moze, że on miał niezdiagnozowane ADHD albo cierpiał na inne zaburzenie? Opuszczanie lekcji i notoryczne wagary to częsta konsekwencja tego, że dziecko/nastolatek sobie nie radzi.

            To mi nie wygląda na manipulanctwo tylko na próbę wybrnięcia z niemożliwej sytuacji.

            > Okradł kilkakrotnie nas, ginęły pieniądze, moja złota biżuteria, której było i
            > tak nie wiele( w tym nasze obrączki ślubne).Okradł moją mamę- ciężko schorowaną
            > rencistkę też kilkakrotnie.

            No, to nie jest społecznie akceptowalne zachowanie. I jakie poniósł konsekwencje?

            Dopiero po dług
            > im czasie kiedy wyszły na jaw kradzieże w domu zdała sobie sprawę, że dziwnym t
            > rafem zawsze gubiła kasę wtedy gdy był u niej wnuk.Młodszy syn zaś był przekona
            > ny, że telefon zgubił w drodze ze szkoły, dostał ode mnie reprymendę za to, że
            > nie pilnował, a starszemu nawet powieka nie drgnęła, że młodszy brat dostaje bu
            > rę nie za swoje winy.Kiedy ukradł następny telefon od razu wiedzieliśmy, że to
            > jego sprawka bo młodszy syn wieczorem położył tel na biurku, a rano już go nie
            > było.Wypierał się tego ze wszystkich sił, ale ja juz się nie dałam nabrać choci
            > az jeszcze to do mnie nie docierało w pełni.Wskórałam tyle, że oddał kartę SIM


            No wybacz, ale co to znaczy 'wskórałam'? Nastolatek to nie pies i nie musi być korygowany w przeciągu dwóch sekund po przewinieniu. Wygląda na to, że nigdy nie czułaś się pewnie w roli rodzica, autorytetu i syn się nauczył, że szacunek Ci się nie należy a Twoja gadanie po nim spływa, bo nigdy tak naprawde nie poniósł żadnych konsekwencji.

            Nadopikuńczy, nadmiernie ochraniający przed konsekwencjami i niepewni siebie rodzice tez mają wpływ na utrwalanie się okreslonych zachowań.

            >.Tak więc zrobił z siebie takiego biednego w oczach kuratora,
            > że ten namawiał mnie aby dać synowi jeszcze jedna szansę, uległam w końcu.Sam
            > się zaofiarował, że nie musi ich mieć stale tylko po szkole podejdzie do mnie
            > do pracy(pracowałam blisko domu) i je weźmie, a potem odniesie jak będzie wycho
            > dził z domu.Już po pierwszym dniu okazało się, że zniknęła skarbonka syna, któr
            > a była ukryta w naszym pokoju....

            No, czyli synek doskonali sztukę kłamstwa i manipulacji i znowu nie ponosi konsekwencji.

            Przez te kilka m-cy nie kontaktował się z nami,
            > na ulicy omijał szerokim łukiem,przechodził na druga stronę jezdni, aby się z
            > nami nie spotkać.Nie odwiedzał tez babci.Raz tylko zrobił wyjątek, w dniu swoic
            > h urodzin bo wiedział,że babcia sypnie kasą.Do nas też zajrzał bo liczył na pre
            > zent.Był prezent, a nawet tort, jak zawsze....


            I tu asz odpowiedź na pytanie, dlaczego syn się tak zachowuje. Bo nauczył się, że cokolwiek nie zrobi, nie ma to dla niego absolutnie żadnych konsekwencji. Że z Wami nie trzeba się liczyć, bo sami się podkładacie.

            .Na początku był potulny, ale szybko zaczął znów wykręcać
            > kolejne numery, pracy albo nie miał wcale ,albo dorywczą, zaczęło się popijani
            > e, wracanie w środku nocy lub znikanie na kilka dni bez znaku, że żyje.A ja wyd
            > zwaniałam na pogotowie i do szpitali bo nie wiedziałam czy żyje
            i czy jest cały
            > .Wracał po kilku dniach jak gdyby nic się nie stało.


            > Dodam, ze w czasie kiedy mieszkał u kolegi mialam kilkakrotnie naloty policji ł
            > ącznie z przeszukaniem mieszkania bo był w tym czasie kilka razy zatrzymywany.
            > Raz przyprowadzili go w kajdankach.
            > Ma na koncie dwa wyroki w zawieszeniu, kilku przestępstw mu nie udowodniono, do
            > tego dochodzą grzywny za różne wykroczenia, długi oraz kary nałożone przez sąd
            > .Nic go to wszystko nie obchodzi nie ma zamiaru spłacać tego choć wie, że grozi
            > to ponownym aresztem.
            > Wszystkie pieniądze przepuszcza,nawet na ciuchy mu szkoda, zima, a on chodzi w
            > jesiennej kurtce.

            > Kiedy aresztowali go na 3 m-ce biegałam do aresztu, nosiłam paczki załatwiałam
            > widzenia w prokuraturze i odchodziłam od zmysłów
            .On pisał i mówił, że zrozumiał
            > , że się zmieni a tym czasem znów jest powtórka.Znów ma mnie gdzieś.Jestem wrak
            > iem człowieka.Mam rodzinę,dzieci, ale tylko syn zajmuje czołowe miejsce w moich
            > myślach cała reszta jest na szarym końcu.
            > Bardzo kocham syna o niczym innym ni marzę jak o tym aby przestał sie pakowac w
            > klopoty, ale konca nie widać.

            Nie przestanie się pakowac w kłopoty dopóki będziesz mu to swoim zachowaniem ułatwiać.

            Wybacz, ale zachowujesz się jak nadopiekuńcza matka, nie potrafisz odciąć pępowiny a on ewidentnie z tego korzysta.

            To nie socjopatia syna jest problemem tylko to, że Ty nie potrafisz przestać się w niego wczepiać. Zachowujesz się trochę jak współuzalezniona żona alkoholika. Pora tupnąć nogą i przestać się zajmować synalkiem.

            Nie organizuj wizyt, nie biegaj do aresztu, zaciśnij zęby i pozwól mu dorosnąć, bo dorosłość to branie na klatę konsekwencji własnych zachowań, przed czym Ty skutecznie go bronisz.
        • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 22:10
          akleo napisała:

          > i to jest mądra odpowiedź.
          >
          > pierwszej wypowiedzi mamy myszkina nie da się czytać - obwinianie autorki wątku
          > jest nie fair.
          > widać, że kobieta, chcąc sobie i synowi pomóc dowiedziała się czegoś nt. socjop
          > atii/psychopatii.
          > nadpobudliwość ruchowa i kłopoty z koncentracją MOGĄ świadczyć o obecności tego
          > zaburzenia.
          > warto zauważyć też niektóre objawy w zacytowanym opisie osobowości dyssocjalnej
          > są obecne w jej opowieści.

          Tak, bo niektóre objawy ma każdy z nas.
          • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 23:42

            Socjopatę cechuje;
            brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych-jak patrzę na zachowanie mojego syna to własnie to rzuca się w oczy, często zachowuje się tak jakby sumienia wcale nie miał.

            brak wstydu,poczucia winy i skruchy, osoby te są niezdolne do troski o drugiego człowieka-wszystko się zgadza,nigdy nie zauważyłam u syna poczucia winy, wstydu, skruchy

            manipulowanie jednostka, wykorzystywanie do własnych celów- robił to wielokrotnie

            nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość- ile razy tego doświadczyłam nie zliczę

            socjopata nie odbiera sygnałów z otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest norma, a co nie-też się zgadza

            brak motywacji w zachowaniu- na każde moje pytanie dlaczego postąpił w ten sposób usłyszałam odpowiedź"nie wiem"

            Masz rację- jestem nadopiekuńczą matką.Myślę jednak, że ta cecha nie rozwinęła by się tak bardzo gdyby nie zaistniały sprzyjające okoliczności.
            Piszesz o ponoszeniu konsekwencji za to co robił.Wiesz minęło tyle lat, że nie jestem w stanie pamiętać za co jakie konsekwencje poniósł.Ale takowe były.Choćby te związane z nauką.Pisałam o tym, ze wprowadziłam kary, a ty piszesz, że nie dziwisz się, że uciekł skoro miał takie ograniczenia, a dalej pytasz jakie ponosił konsekwencje swojego postępowania.W pierwszej kolejności były to rozmowy i tłumaczenia dlaczego to jest złe, jeśli to nie przynosiło skutków były kary w postaci zakazów komputera, tv, wychodzenia z kolegami.
            Może dla ciebie 23 to normalna pora na powroty 15 latka do domu, ale dla mnie nie,chociażby dlatego, że mieszkamy w bardzo niefajnej okolicy.
            Jeszcze jeśli chodzi o ponoszenie konsekwencji swoich zachowań to jeśli myślisz, że to skutkuje u wszystkich to się mylisz.Podam Ci taki przykład, który zapamiętałam bo notorycznie się to powtarzało.Nie przestrzegał ustalonych godzin powrotu do domu z wyjść z kolegami.Najpierw kilka razy zwróciłam uwagę, później powiedziałam, że tyle ile się spóźni jednego dnia o tyle będzie miał krótszy czas dnia następnego, spóźniał się dalej, a następnego dnia nawet nie miał zamiaru przyjść wcześniej i znów się spóźnił.Uprzedziłam, ze jeśli jeszcze raz się spóźni to następnego dnia nie wychodzi wcale.Po dniu kary wyszedł i znów się spóźnił więc następny krok to były dwa dni kary, odsiedział i kiedy wyszedł po dwóch dniach znów się spóźnił....Nie mówię tu o małych spóźnieniach, ale mając np.2, 3 godziny czasu dla kolegów potrafił przedłużyć sobie ten czas o godzinę ,a nawet dwie.Nie uważałam za stosowne wydłużyć mu czasu dla kolegów bo w szkole miał marne oceny i w pierwszej kolejności musiał zająć się nauką.Doszło do tego, że nie wychodził prawie wcale bo ciągle miał kary za spóźnianie więc wykombinował sobie, że nie będzie po szkole wracał do domu tylko spędzał czas z kolegami.Kilka godzin po skończeniu lekcji wracał dopiero do domu.Co byś mi radziła w takiej sytuacji jak wpłynąć na dziecko?Bo mnie zabrakło pomysłów.Tak mniej więcej wyglądały też inne obszary naszego życia.
            Jeszcze co do nadmiernej kontroli to powiem Ci, że mam obecnie 15 letniego syna.Uwierz mi, że nie kontroluje go nawet w 10 % tyle co starszego bo nie ma takiej potrzeby.Jak idzie gdzieś z kolegami to wiem, ze wróci o rozsądnej godzinie, nie muszę wyznaczać sztywnych godzin.To samo z nauka itd.
            Jeśli chodzi o ADHD to nie jestem tego taka pewna choć przyznam się, że tez o tym myślałam.Ale tak jak pisałam przez okres przedszkola, a chodził do dwóch nigdy nie było skarg, ze jest nadpobudliwy(w mojej ocenie nie był bardziej ruchliwy niż inne ruchliwe dzieci).Pierwsze lata szkoły też były ok, żadnych problemów, miałam dobry i częsty kontakt z nauczycielką więc gdyby się coś działo miałabym taką informację.Nie chce mi się wierzyć, że żaden z pedagogów nie zauważyłby objawów ADHD.
            Powiem ci, że łatwo sie radzi i krytykuje z pozycji postronnej osoby, trudniej bywa gdy sie samemu znajdzie w takiej sytuacji.Myślę, że każdy rodzic marzy o tym aby nie popełniać błędów i być jak najlepszym rodzicem, niestety tak się nie da.
            • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 01:42
              Cóż, nadopiekuńczość matki to jedna z przyczyn powstania i utrwalenia się osobowości socjopatycznej, opisana w literaturze przedmiotu. Chroniąc dziecko od najmłodszych lat przed konsekwencjami jego czynów, być może nauczyłaś je, że za nic samo nie odpowiada.

              Mam taki przykład z sąsiedztwa: kobieta mocno wobec syna nadopiekuńcza, gimnastykująca się non stop aby zaspokoić żądania synka, tłamsząca go miłością aż do granic perwersji itp. Po dwudziestu latach synek jest już recydywistą a ona lata codziennie do zakładu karnego i wozi paczki z jedzeniem, które on łaskawie przyjmuje (i zamienia na papierosy).

              Los sprawił, że kilkuletnie dziecko z dalszej rodziny zostało bez rodziców. Ona przygarneła to dziecko (chwała jej za to) i zaczęlo się to samo. Tłamszenie miłością, 'chronienie' przed rówieśnikami itp. Nawet do szkoły latała bronić dziecka. Efekt? W wieku 15 lat dzieciak wylądował w poprawczaku, w wieku lat 18, w więzieniu.

              I syn i ten drugi chłopak prezentują identyczną, bezrefleksyjną i roszczeniową postawę wobec świata.

              Nie mozesz usprawiedliwiać dzieckiem własnej nadopiekuńczości. To Ty jesteś matką, rodzicem, autorytetem i Ty masz wiedzieć lepiej, jak postępować. Obarczanie winą dziecka jest zwyczajnie nie fair.

              Rozmowy i tłumaczenia to nie są konsekwencje.

              Podam Ci taki przykład, który zapam
              > iętałam bo notorycznie się to powtarzało.Nie przestrzegał ustalonych godzin pow
              > rotu do domu z wyjść z kolegami.Najpierw kilka razy zwróciłam uwagę, później po
              > wiedziałam, że tyle ile się spóźni jednego dnia o tyle będzie miał krótszy czas
              > dnia następnego, spóźniał się dalej, a następnego dnia nawet nie miał zamiaru
              > przyjść wcześniej i znów się spóźnił.Uprzedziłam, ze jeśli jeszcze raz się spóź
              > ni to następnego dnia nie wychodzi wcale.Po dniu kary wyszedł i znów się spóźni
              > ł więc następny krok to były dwa dni kary, odsiedział i kiedy wyszedł po dwóch
              > dniach znów się spóźnił....Nie mówię tu o małych spóźnieniach, ale mając np.2,
              > 3 godziny czasu dla kolegów potrafił przedłużyć sobie ten czas o godzinę ,a na
              > wet dwie.Nie uważałam za stosowne wydłużyć mu czasu dla kolegów bo w szkole mia
              > ł marne oceny i w pierwszej kolejności musiał zająć się nauką.Doszło do tego, ż
              > e nie wychodził prawie wcale bo ciągle miał kary za spóźnianie więc wykombinowa
              > ł sobie, że nie będzie po szkole wracał do domu tylko spędzał czas z kolegami.K
              > ilka godzin po skończeniu lekcji wracał dopiero do domu.Co byś mi radziła w tak
              > iej sytuacji jak wpłynąć na dziecko?Bo mnie zabrakło pomysłów.Tak mniej więcej
              > wyglądały też inne obszary naszego życia.

              Odpuścić i pozwolić powtarzać klasę (zakładam, że chodzi o nastolatka). To jest konsekwencja nieprzykładania się do nauki.

              Z resztą, jeśli w wieku nastoletnim nie byłaś dla syna autorytetem, trudno, żeby nagle zaczął brać Ciebie na poważnie.

              Nie zrozum mnie źle, nie chcę robić polowania na czarownice, ale ton Twojego postu, w którym Ty jesteś biedna pokrzywdzoną matką potwora i absolutnie nie wiesz, dlaczego syn wyrósł na złego człowieka, jest dla mnie nie do przyjęcia.

              Co do twojego drugiego syna, to cóż, każde dziecko jest inne. Metoę trzeba dobrac do dziecka. Jesli syn miał nieziagnozowane ADHD i być moze sprawiał więcej problemów z tego powodu, nie oznacza, że można zwalić na niego całą odpowiedzialność.

              Mieszkałam pod jednym dachem z osobą zdiagnozowaną przez specjalistę jako psychopata i narcyz, więc nie zarzucaj mi, że nie wiem, o czym piszę.
              • easyblue Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 29.01.12, 22:19
                Ale przesadzasz.
                Bardzo łatwo się pisze w perspektywy czasu: to i to źle robiłaś, bo powinnaś to i tamto. Każde dziecko jest inne i każde wymaga innego traktowania. Są dzieci, które zwyczajnie są "złe", i mały wpływ ma na nie wychowanie.

                > Odpuścić i pozwolić powtarzać klasę (zakładam, że chodzi o nastolatka). To jest
                > konsekwencja nieprzykładania się do nauki.
                A następną konsekwencją będzie nieukończenie żadnej szkoły, a wtedy napisałabyś, ze matka niewystarczająco syna mobilizowała do nauki?? To, co napisałaś jest czystym teoretyzowaniem osoby nie mającej z podobnym problemem nic do czynienia i z myśleniem życzeniowym.

                > Mieszkałam pod jednym dachem z osobą zdiagnozowaną przez specjalistę jako psych
                > opata i narcyz, więc nie zarzucaj mi, że nie wiem, o czym piszę.
                No to tylko napiszę ze lekarze NIE POTRAFIĄ diagnozować takich schorzeń, bo... nie ma jasnych wytycznych, co jest objawem psychopatii, a co nie. Każdy diagnozuje więc po swojemu. A psychopata z natury swojej potrafi perfekcyjnie manipulować nawet najtęższymi specjalistami, którzy bez mrugnięcia okiem stwierdzają ze pacjent jest zdrów na umyśle.

                > ton Twojego po
                > stu, w którym Ty jesteś biedna pokrzywdzoną matką potwora i absolutnie nie wies
                > z, dlaczego syn wyrósł na złego człowieka, jest dla mnie nie do przyjęcia.
                A ja myślę, że to Twój problem, bo w tym, co pisała autorka wątku nic takiego nie wyczytałam.

                > Jesli syn miał nieziagnozowane ADHD i być moze sprawiał więcej p
                > roblemów z tego powodu
                Koniecznie chcesz by to ADHD miał, prawda? Ano gdyby miał, to NA PEWNO matka by o tym była informowana. Nie ma możliwości, by w przedszkolu nie zauważono dziwnego zachowania, by czegokolwiek nie sygnalizowano! Byłam wyjątkowo ruchliwym dzieckiem i nawet w I klasie miałam zachowanie nie wzorowe, a wyróżniające, jednak ADHD nie mam i nigdy nie miałam. Jeżeli ktoś na podstawie opowieści o moim dzieciństwie wysnułby taką hipotezę, to gratuluję chałupniczej metody diagnozowania.
    • lady-z-gaga Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 22:55
      Pytanie bez sensu.
      Z socjopatą i przestępcą nie należy żyć. Należy się od niego uwolnić, nawet jeśli jest Twoim synem.
      Przeczytałam cały wątek, współczuję. kwalifikujesz się na terapię.
      • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 23:47
        Na terapie tez chodziłam,ponad rok, bo nie dawałam sobie rady z sytuacja, z wyrzutami sumienia, ciągłym zadręczaniem się i roztrząsaniem co zrobiłam źle.
        • diodeo1 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 23.01.12, 23:59
          czyli sytuacja trwa już od lat niezmiennie, a z tego co napisałaś wynika że jesteś gotowa w niej trwać kolejne naście -dziesiąt lat....z przekonaniem ze syna nie wypada wyprosić za drzwi....
          po tylu latach nie masz na niego żadnego wpływu. a nie zmieniając tego stanu który jest w domu - utrwalasz go. albo przetniesz pępowinę dając wolność sobie i synowi, albo pociągnie on was w dół. .. a masz jeszcze inne dzieci.
        • spawacz.drewna Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 00:08
          jestes kobiecino uzalezniona, poczytaj o toksycznych uzaleznieniach a nie o socjopatii to ci sie rozjasni
          • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 02:10
            Według Z.Zaborowskiego postawą, która również wpływa negatywnie na rozwój osobowości dziecka, jest postawa nadmiernej akceptacji. "Dzieci takie często stają się zarozumiałe, zbyt pewne siebie, oschłe uczuciowo niejednokrotnie przejawiają nieumiejętność panowania nad swoimi emocjami, są wybuchowe cechuje je duża bezradność życiowa, mała odporność psychiczna, niezdecydowanie".

            www.publikacje.edu.pl/publikacje.php?nr=4339
            Inną formą wyręczania dzieci jest mówienie za nie. Dorastające dziecko potrafi już samodzielnie wyrażać własne potrzeby. Niestety nadmiernie opiekuńczy dorośli zamiast wspierać je i zachęcać do rozmowy z innymi, sami udzielają odpowiedzi za swe dzieci. Dziecko jest w ten sposób najzwyczajniej pozbawiane prawa głosu, a rodzic staje się jego rzecznikiem.
            W nadopiekuńczym sposobie wychowania dorośli zwykle nadużywają rodzicielskiej władzy. Nadmiernie kontrolują dziecko albo nim manipulują. Zamiast wyrazić swoje zastrzeżenia wprost, stosują pokrętne argumenty. Najgorszym, ale skutecznym sposobem manipulacji jest wywołanie w dziecku poczucia krzywdy czynionej rodzicowi.

            www.mojemiasto.slupsk.pl/index.php?id=3440
            Na początek.

            Chodzi o to, żebyś zrozumiała, że syn się nie zmieni, nie przestanie się zachowywac tak, jak sie zachowuje dopóki Ty nie zmienisz swojego postępowania wobec niego.
            • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 02:13
              Przepraszam, że podpięłam się pod czyjąs wypowiedź, ale skoro już tak sięstało, to jeszcze to:

              Nadopiekuńczość może upośledzać u niego prawidłowy rozwój odpowiedzialności za własne działania i decyzje. Niekiedy rodzice długie lata pakują tornistry szkolne, pilnują terminów dodatkowych zajęć czy koleżeńskich spotkań, kontrolują higienę dziecka. Wszystko w obawie przed tym, by dziecko, czy nawet nastolatek, czegoś nie zapomniało. Nawet zakupiony dla dziecka zwierzak przechodzi pod opiekę rodziców. Nadopiekuńczy rodzic nie wymusza poczucia odpowiedzialności na swoim dziecku. Nie uczy, że za nieodpowiedzialne zachowania trzeba ponosić konsekwencje, w dodatku samodzielnie. W taki sposób późniejszy dorosły człowiek, wkracza w życie w poczuciu zwolnienia od wszelkiej odpowiedzialności.

              www.mojemiasto.slupsk.pl/index.php?id=3440
              Jedyne, co mozesz teraz zrobć, Autorko, to skupić się na sobie i na przewartościowaniu swojej z synem relacji.
              • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 16:16
                Przykład, który podałam z nauka miał niewiele wspólnego.Mnie głównie chodziło o wyegzekwowanie ustalonych reguł.Syn miał wtedy lat 12, uważasz, że powinnam pozwolić 12- latkowi wracać do domu o której chce?Gdybym napisała, że pozwalałam mu " ponosić konsekwencje" swoich decyzji, tzn. pozwalać się nie uczyć i spędzać całe dnie poza domem to okazało by się pewnie, że nie interesowałam się własnym dzieckiem i pozwalałam robić co mu się żywnie podoba.
                Mam wrażenie, ze rozmawiamy o dwóch różnych sytuacjach.Problem w tym, że nie da się w kilkudziesięciu zdaniach opowiedzieć problemów i sytuacji, które działy się na przestrzeni lat.
                Powiem to po raz kolejny ;źle oceniasz sytuację bo jej nie znasz .Nadopiekuńczość ma różne nasilenie, w różnych aspektach życia się przejawia.Podajesz mi skrajne przypadki zakładając, że ja właśnie tak postępowałam.
                Nigdy nie chowałam moich dzieci pod kloszem, było mnóstwo sytuacji gdy bywałam np. wzywana do szkoły i nigdy go nie broniłam przed nauczycielami, dyrektorem itd.Niejednokrotnie spotkałam się z opinią pedagogów, że jestem typem bardzo rozsądnego rodzica, byli zadowoleni z tego(i mówili mi to), że jestem zawsze chętna podjąć dialog z nimi i wspólnie szukać skutecznych rozwiązań.Od niejednej nauczycielki usłyszałam, ze naprawdę mało jest takich rodziców, którzy starają się być obiektywni, a nie od razu próbują zrzucić winę na nauczyciela upierając się, że to nie ich dziecko jest winne.Wychowawczyni syna w gimnazjum dała mi swój prywatny nr tel. abym mogła się z nia kontaktowac w razie potrzeby.Myślisz, że gdybym byla typem upierdliwego rodzica, który zawsze broni swojego dziecka winą obarczając innych i dążąc za wszelką cene do tego aby dziecko nie poniosło zadnych konsekwencji nauczyciele chętnie by ze mna rozmawiali?Myślę, że chcieli by mieć z taka matka jak najmniej do czynienia, a jednak dazyli do jak najczęstszego kontaktu ze mną.Wszyscy łącznie z dyrektorem i pedagogiem wspierali mnie w działaniach, kiedys usłyszałam, że mało jest takich rodziców którzy z taka determinacją i poświęceniem dążą do tego aby ich dziecko"wyszło na ludzi".Nie chcę aby to zabrzmiało jak przechwałki, ale tak było.
                Syn mając trochę więcej niz 15 lat dostał dozór wydziału nieletnich ze względu na nierealizowanie obowiazku szkolnego(w drugiej klasie gimnazjum w szkole pojawiał się sporadycznie), dostaliśmy wezwanie na komisariat. Poszłam z synem na pierwszą wizytę, opowiedziałam o wszystkich problemach, nic nie ukrywając, nie broniłam go. Na następne wizyty miał chodzić sam, z wpisami od nauczycieli, że chodzi do szkoły i poprawia oceny.Zjawił się raz...Wydział nieletnich wystąpił więc o dozór kuratora.Kurator przychodził, a syna najczęściej nie było wtedy w domu lub nawet nie raczył wyjść ze swojego pokoju gdy ten przyszedł.Gdy kazałam mu przyjść pojawiał się na chwilę, i najczęściej wychodził w trakcie rozmowy.Kurator nie reagował na to, a nawet mnie niejednokrotnie uspokajał(reagowałam dość stanowczo)aby dać mu spokój, niech idzie do siebie.Myślę, że zwyczajnie bał się swoich wychowanków, że jeśli im podpadnie to gdzieś w ciemnej uliczce....
                Po kolejnej ucieczce z domu policjant sam poprosił o przyjście z nim następnego dnia to juz oni sobie z nim porozmawiają...Rozmowa nie należała do milych, dokladnie nie wiem o czym byla bo wzięli go do innego pokoju, ale część odbyła się w mojej obecnośći, byłam bardzo zadowolona z tego ,że dostał porządną burę.Nie było mi go żal, nie broniłam go, należało mu się.
                Z tego co napisałaś wynika, że stawianie dziecku granic to nadopiekuńczość, a nie nadopiekuńczość to danie pełnej swobody.
                Jeszcze wracając do przykładu, który podałam(związanego z powrotami do domu).Jeśli ustalam z dzieckiem na ile może wyjść i o której ma wracać do domu(przypominam, ze syn miał wtedy lat 12 a nie 18)to oczekuję ,że dziecko będzie mnie słuchać i respektować te zasady, a nie całkowicie "olewać" i robić co mu się podoba , a ja mam się na wszystko potulnie zgadzać.
                Wiesz co powiedział mi niedawno mój syn?Stwierdził,że w areszcie sporo o tym myślał i uważa, że metody ,które stosowałam były naprawdę dobre tylko on jest odporny na wiedzę/tłumaczenia i nikt nie jest w stanie mu przemówić do rozsądku.Stwierdził, że takie metody powinnam stosować u jego rodzeństwa to wyrosną na porządnych ludzi.
                Rzecz w tym, że ty uważasz , iż metody ktore stosowałam byly złe, a moim zdaniem nie zadziałała by żadna bo wielu próbowałam, niestety bez skutku.
                Jeszcze co do relacji z synem, to nie jest tak, ze one byly caly czas zle.Tak nie bylo.Bywaly dobre chwile.Problem w tym,ze synowi na dobrych relacjach nie zalezy, sam kiedys powiedzial to u psychologa.Od momentu jego aresztowania,bardzo sie poprawily, byly listy i wiele fajnych rozmow.Kiedy wrocil do domu bylo naprawde fajnie)od lat mi tego brakowalo.Ale jemu znudzila sie fajna atmosfera.Znow traktuje dom jak hotel i nie liczy sie z nami.
                • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 17:33
                  mokatato napisała:

                  > Przykład, który podałam z nauka miał niewiele wspólnego.Mnie głównie chodziło o
                  > wyegzekwowanie ustalonych reguł.Syn miał wtedy lat 12, uważasz, że powinnam po
                  > zwolić 12- latkowi wracać do domu o której chce?Gdybym napisała, że pozwalałam
                  > mu " ponosić konsekwencje" swoich decyzji, tzn. pozwalać się nie uczyć i spędz
                  > ać całe dnie poza domem to okazało by się pewnie, że nie interesowałam się włas
                  > nym dzieckiem i pozwalałam robić co mu się żywnie podoba.

                  Dwunastolatkowi w takiej sytuacji daje się szlaban na wyjścia z domu. Mam wrażenie, że od początku ustawiłaś się w roli ofiary swojego syna i poddałaś się myśli, że przecież nic nie mozesz zrobić. Rozmowy i tłumaczenia to jedno, ale jesli dziecko nie rozumie, to należy chyba przejść od słów do czynów?

                  Co to było za towarzystwo i dlaczego syn w wieku 12 lat nie chciał przebywać w domu? Mam wrazenie, że już się nauczył, że Ty wszystkiego pilnujesz i doglądasz i on nie musi dbać nawet o swoje własne sprawy, bo od tego jest matka.

                  > Powiem to po raz kolejny ;źle oceniasz sytuację bo jej nie znasz .

                  A Ty źle oceniasz swojego syna. Osobowość socjopatyczną może ewentualnie stwierdzić psychiatra albo psycholog kliniczny, nie Ty. Ty zaś przyjęłaś, że syn 'już taki jest' i na pewno jest zaburzony a w swoim postępowaniu nie widzisz żadnych uchybień.

                  Skupiasz się na tej osobowości socjopatycznej jakby to miało jakieś specjalne tutaj znaczenie. Co ma znaczenie to to, że wczepiłaś się w syna i nie potrafisz dac spokój chociaż widzisz, ze to droga do nikąd.

                  Już samo Twoje pytanie 'jak żyć z socjopata' nie ma sensu. Głównie dlatego, że nawet jeśli syn jest socjopatą, to takich osób się unika a nie z nimi żyje.

                  Mam wrażenie, że od najmłodszych lat go kontrolowałaś w sensie takim, że pilnowałaś każdego aspektu jego życia od czystych uszu począwszy na tornistrze i spotkaniach z kolegami skończywszy. Z wiekiem on chciał o sobie decydowac, ale nie mógł, bo Ty wiedziałas lepiej. Do tego doszły problemy z koncentracją i syn się z czasem nauczył, że on za swoje sprawy nie odpowiada, tylko Ty. Jak miał dwanaście lat to już pewnie to przekonanie było w nim ugruntowane.

                  I co ciekawe, nadal to robisz i pozostajesz głucha na wszelką krytykę. Mało tego, odbierasz ją jako atak.

                  Niejednokrotnie spotkałam się z opinią pedagogów, że jestem typem bardzo roz
                  > sądnego rodzica, byli zadowoleni z tego(i mówili mi to), że jestem zawsze chętn
                  > a podjąć dialog z nimi i wspólnie szukać skutecznych rozwiązań.Od niejednej nau
                  > czycielki usłyszałam, ze naprawdę mało jest takich rodziców, którzy starają się
                  > być obiektywni, a nie od razu próbują zrzucić winę na nauczyciela upierając si
                  > ę, że to nie ich dziecko jest winne.Wychowawczyni syna w gimnazjum dała mi swój
                  > prywatny nr tel. abym mogła się z nia kontaktowac w razie potrzeby.

                  Jasne, ale jeszcze pozostaje problem, jak Twoje deklaracje wypadały w praktyce, tzn jak wdrazałas owe środki zaradcze w życie.

                  Wszyscy łącznie z dyrektorem i pedagogiem wspierali mnie w
                  > działaniach, kiedys usłyszałam, że mało jest takich rodziców którzy z taka det
                  > erminacją i poświęceniem dążą do tego aby ich dziecko"wyszło na ludzi".Nie chcę
                  > aby to zabrzmiało jak przechwałki, ale tak było.

                  A co konkretnie robiłaś, żeby syn 'wyszedł na ludzi'?

                  > Syn mając trochę więcej niz 15 lat dostał dozór wydziału nieletnich ze względu
                  > na nierealizowanie obowiazku szkolnego(w drugiej klasie gimnazjum w szkole poj
                  > awiał się sporadycznie), dostaliśmy wezwanie na komisariat. Poszłam z synem na
                  > pierwszą wizytę, opowiedziałam o wszystkich problemach, nic nie ukrywając, nie
                  > broniłam go.

                  Tak, ale to było 15 lat po tym, jak się urodził. Uważasz, że Twój syn urodził się zły? Tak podejrzewam i właśnie dlatego z Tobą dyskutuje, bo taka postawa jest dla mnie nie do przyjęcia. Są dzieci łątwiejsze i trudniejsze, ale nikt nie rodzi się zły.

                  Kurator przychodził, a syna najczęściej nie było wtedy w
                  > domu lub nawet nie raczył wyjść ze swojego pokoju gdy ten przyszedł.Gdy kazałam
                  > mu przyjść pojawiał się na chwilę, i najczęściej wychodził w trakcie rozmowy.K
                  > urator nie reagował na to, a nawet mnie niejednokrotnie uspokajał(reagowałam do
                  > ść stanowczo)

                  Stanowczo czy hsiterycznie? Gdybyś reagowała stanowczo to nikt by Cię nie musiał uspokajać. Krzyk to nie jest stanowczość tylko wyraz bezsilności.

                  Te Twoje opowieści o burach na policji tylko mnie utwierdzają w przekonaniu, że szukałaś kogoś innego, kto by Twojemy synowi 'dał burę'. Zupełnie jakby obcy przecież ludzie mieli mieć większy na niego wpływ niż Ty.

                  > Z tego co napisałaś wynika, że stawianie dziecku granic to nadopiekuńczość, a n
                  > ie nadopiekuńczość to danie pełnej swobody.

                  No widzisz, nic z tego nie zrozumiałaś.

                  Stawianie granic to nie jest nadopiekuńczość. Wścibianie nosa w każdy aspekt życia dziecka lub nastolatka i rozwiązywanie za niego wszelkich problemów, dopinowywanie za wszelką cenę to nie jest stawianie granic tylko tłamszenie i uczenie dziecka, że ono za nic nie ponosi odpowiedzialności.

                  Jak moja pasierbica, lat 10 zrobiła histerię i uparła się, że nie weźmie do szkoły kredek, które miała i które były stosunkowo nowe, bo mamy jej już teraz kupić nowe z jakimś tam bajerem (był wieczór, sklepy zamknięte), to poszła do szkoły bez kredek. Przekonała się, że nie jest fajnie musieć prosić koleżanki i kolegów o każdą kredkę i więcej tematu nie było. Kredki nowe dostała, jakie chciała, jak stare się zużyły.

                  Je> śli ustalam z dzieckiem na ile może wyjść i o której ma wracać do domu(przypomi
                  > nam, ze syn miał wtedy lat 12 a nie 18)to oczekuję ,że dziecko będzie mnie słuc
                  > hać i respektować te zasady, a nie całkowicie "olewać" i robić co mu się podoba
                  > , a ja mam się na wszystko potulnie zgadzać.

                  No i co robiłaś, żeby on te zasady respektował? Bo oczekiwac to można wiele, ale problem w tym, że trzeba tez umieć to egzekwować.

                  > Wiesz co powiedział mi niedawno mój syn?Stwierdził,że w areszcie sporo o tym my
                  > ślał i uważa, że metody ,które stosowałam były naprawdę dobre tylko on jest odp
                  > orny na wiedzę/tłumaczenia i nikt nie jest w stanie mu przemówić do rozsądku

                  Czyli nie jest socjopatą, bo socjopata z definicji nie posiada zdolności refleksji a już na pewno nie jest krytyczny wobec siebie tylko wobec innych. Takie stwierdzenia, jeśli są szczere, automatycznie obalają diagnozę o socjopatii.

                  > Jeszcze co do relacji z synem, to nie jest tak, ze one byly caly czas zle.

                  Cóż, to Ty opisałaś swojego syna jak zło wcielone, nie ja.

                  .Od momentu jego aresztowania,bardzo
                  > sie poprawily, byly listy i wiele fajnych rozmow.Kiedy wrocil do domu bylo nap
                  > rawde fajnie)od lat mi tego brakowalo.

                  Bo po raz pierwszy w życiu poniósł konsekwencję swoich działań, to się poprawił.

                  Ale jemu znudzila sie fajna atmosfera.Zno
                  > w traktuje dom jak hotel i nie liczy sie z nami.

                  Cóż, wrócił do starego systemu rodzinnego o okreslonej dynamice i tym samym, do starych zachowań. Wcale mnie to nie dziwi. Możliwe, ze gdyby mieszkał poza domem, nie byłby owym 'socjopatą'.


                  • sebalda Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 20:12
                    Ja chyba pamiętam poprzedni wątek autorki i tak jak wtedy mam wrażenie, że normalny, może nieco nadpobudliwy dzieciak był tak krótko trzymany, ciągle karcony (też mi przestępstwo, że w początkach szkoły podstawowej nie umial karnie siedzieć nad lekcjami, tylko bawił się dlugopisem), nauczyciele się na niego nie skarżyli, ale nie odpowiadal wzorcowi mamusi, więc śruba byla podkręcana, to w koncu w wieku nastoletnim zacząl się buntować, a wtedy to już popłynęlo, kary, szlabany, jego coraz większy bunt, coraz sroższe kary, i tak się to wszystko nakręcało. Terapeuta nie znalazł przecież wtedy problemów, tylko znalazla je matka.
                    Chłopak radził sobie najpierw jak umial z nadmiarem rygoru w dzieciństwie, potem uciekał z takiego domu, znalazł szemrane towarzystwo, potem rzeczywiście nawalał, jakie to wszystko klasyczne i typowe. A teraz, gdy z najbliższymi nie ma już kompletnie kontaktu, bo jest napiętnowany jako socjopata, popłynął, przestało mu już zupełnie zależeć, teraz rodzice rzeczywiście służą tylko jako ewentualne koło ratunkowe. Najłatwiej znaleźć wytłumaczenie w niezależnych przyczynach problemu, w patologii, w złym towarzystwie, to inni są winni, nie ja, ja przecież wszystko robiłam/robiłem najlepiej, ja chciałam najlepiej. Ale przeczytać w odpowiednim czasie książkę o normach rozwojowych, o buncie dwulatka, o buncie nastolatka, o potrzebie pewnej swobody u dziecka to nie łaska, najlepiej karać, dyscyplinować, piętnować, przyklejać łatkę złego dziecka. Jednym zbyt surowa dyscyplina nie szkodzi od razu, z pozoru są normalni i grzeczni, najwyżej w życiu dorosłym odbijają sobie na własnych dzieciach, inni buntują się od razu, wprost, uciekają z domu, to sposób na ucieczkę przed nierozumiejącymi rodzicami, przed ich wygórowanymi wymaganiami wobec całkiem normalnego dziecka. A potem zdziwienie i rozpacz, że złe towarzystwo i narkotyki. Jakie to stare i przewidywalne. Szkoda chłopaka.
                  • filifionka_35 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 21:33
                    ja po prostu nie mogę czytać, co tu mama_myszkina wypisuje! kobieto, opanuj się. uwzięłaś się, by dopiec autorce wątku i za wszelką cenę szukasz w niej winy. mam wrażenie, że to szukanie dziury w całym.
                    Po pierwsze: nie zawsze rodzice są winni temu jak zachowuje się ich dziecko. Czasem po prostu dziecko ma taki a nie inny charakter i mimo najlepszych starań rodziców schodzi na złą drogę. Rozumiem, że mama_myszkina chciałaby wierzyć, że życie jest sprawiedliwe i dobre dzieci wyrastają z dobrych rodzin, a złe z rodzin z błędami wychowawczymi. Ale niestety tak nie jest. Czasem z rodzin patologicznych wyrastają mądre dzieci, a czasem z dobrych wychodzą patologie.
                    A jeśli chodzi o błędy wychowawcze: myślę, że nie ma rodzica, który by ich nie popełniał - ale dzieci różnie na nie reagują. Wydaje się, że autorka wątku zrobiła wszystko co mogła, by dobrze wychować dziecko (pewnie jak każdemu, zdarzyły się błędy - ale to nie one były głównym determinantem zachowania syna). I bardzo jej współczuję, że się nie udało. Teraz chyba zostaje tylko chronić siebie i pozostałą część rodziny. I nie obwiniać siebie. Czasem po prostu nie wychodzi mimo najlepszych starań. Pozdrawiam bardzo serdecznie autorkę wątku i życzę spokoju.
                    • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 23:45
                      Autorka widzi przyczyny złego zachowania syna wszędzie tylko nie w swoim zachowaniu. Mało tego, nie waha się przypisac synowi powaznego zaburzenia osobowości, byle tylko odsunąć odpowiedzialność od siebie.

                      To mi wystarczy, żeby wyrobić sobie zdanie.

                      I, podobnie jak sebalda, pamiętam poprzedni wątek Autorki.

                      Na socjopatię cierpi 4% ludzkosci, ale tylko 20% przestępców to socjopaci. Główną cechą socjopatii nie jest recydywa, ale brak zahamowań wobec wykorzystywania innych do własnych celów i manipulowania nimi. Znakomita większość socjopatów to jednostki sprawiające wrażenie dobrze przystosowanych społecznie, mało tego, sporo robi spektakularna karierę w zawodach związanych z kontrolą innych ludzi i z władzą.

                      Póki co, to ja mam wrażenie, że to nie syn manipuluje tutaj faktami i zwyczajnie niedobrze mi się robi, że pisze na publicznym forum o swoim synu jak o socjopacie.
                      • easyblue Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 29.01.12, 22:32
                        A mi robi się niedobrze, ze znając sytuację tak szczątkowo, oskarżasz matkę o wszystko, co najgorsze. Nie uzurpuj sobie prawa do osądzania, bo nikt go tobie nie dał.

                        A jak tak dobrze pamietasz, co pisała rok temu, to dlaczego zapomniałaś o tym? : .Ciagle zadaje sobie pytanie co zrobilam źle,mam wyrzuty sumienia,że moze gdybym inaczej postepowała bylby inny,choc wiem,że to głupie bo psycholog powiedziała mi,że to wynik charakteru,że zrobiłam wszystko co mogłam.Ale dla mnie to jest nie do przeskoczenia
                        Bo niewygodne, prawda?
                • morekac Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 20:43
                  było mnóstwo sytuacji gdy bywałam np. wzywana do szkoły i nigdy go nie broniłam przed nauczycielami, dyrektorem itd.Niejednokrotnie spotkałam się z opinią pedagogów, że jestem typem bardzo rozsądnego rodzica, byli zadowoleni z tego(i mówili mi to), że jestem zawsze chętna podjąć dialog z nimi i wspólnie szukać skutecznych rozwiązań.Od niejednej nauczycielki usłyszałam, ze naprawdę mało jest takich rodziców, którzy starają się być obiektywni, a nie od razu próbują zrzucić winę na nauczyciela upierając się, że to nie ich dziecko jest winne.

                  NIGDY?
                  A ja tam zawsze staram się być adwokatem dziecka w szkole. Obrońcą z urzędu, bo innego nie ma...
                  • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 23:46
                    morekac napisała:

                    > było mnóstwo sytuacji gdy bywałam np. wzywana do szkoły i nigdy go nie broniłam
                    > przed nauczycielami, dyrektorem itd.Niejednokrotnie spotkałam się z opinią ped
                    > agogów, że jestem typem bardzo rozsądnego rodzica, byli zadowoleni z tego(i mów
                    > ili mi to), że jestem zawsze chętna podjąć dialog z nimi i wspólnie szukać skut
                    > ecznych rozwiązań.Od niejednej nauczycielki usłyszałam, ze naprawdę mało jest t
                    > akich rodziców, którzy starają się być obiektywni, a nie od razu próbują zrzuci
                    > ć winę na nauczyciela upierając się, że to nie ich dziecko jest winne.
                    >
                    > NIGDY?
                    > A ja tam zawsze staram się być adwokatem dziecka w szkole. Obrońcą z urzędu, bo
                    > innego nie ma...

                    Nauczyciele potwierdzali to, co Autorka już wiedziała - że jej syn nie jest dość dobry i należy go ulepszyć.
                    • morekac Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 11:30
                      Dziwi mnie to. Rozumiem, że po którymś tam wezwaniu do szkoły rodzic popadł w bierność i tylko przytakiwał, licząc na to, że szybciej będzie mógł opuścić przybytek wiedzy. Rozumiem, że ustalał z nauczycielami jakiś spójny sposób postępowania z dzieckiem. Rozumiem, że czasami wina leży po stronie ancymona - ale nawet jeśli jest klasowym rozrabiaką, to być może nie zawsze i każda sprawa wymaga zbadania.
                      Ale że rodzic NIGDY nie wziął dziecka w obronę?
    • bretoff Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 23:03
      Gdzie w wychowaniu tego mlodego kryminalisty byl / jest jego ojciec , autorka watku pisze tylko o winnej nieszczescia jej syna ... to nie ja , to nie on , to ona SOCJOPATIA .
    • rycerzowa Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 24.01.12, 23:53
      No niestety, tak się zdarza, że dziecko rodzi się jakieś "inne", i dziwnie reaguje na normalne metody wychowawcze i normalne błędy, popełniane przez rodziców.
      Przecież wiemy, że przykładowo - mimo starań, nie da się całkiem wyprowadzić dziecka z dysleksji, dysgrafii, albo z autyzmu - choćby było bardzo inteligentne. Nie da się uczynić naukowca z dziecka z ZD.
      Ale wszystkim takim dzieciom trzeba próbować pomóc funkcjonować w społeczeństwie.

      Powiedzmy, że syn autorki wątku faktycznie ma osobowość socjopatyczną.
      I jak z takim żyć?
      Łatwo powiedzieć - wyrzuć z domu.
      Wyrzucić i zerwać kontakty może kumpel, żona, dzieci.
      Ale rodzice, matka?
      Przecież to jakby skazanie na śmierć.
      Można pomóc się usamodzielnić, ale nie wierzę, by ta akurat matka była zdolna do wystawienia synowi walizek za drzwi.
      Zresztą, nawet gdyby się wyprowadził, będą go mieć na głowie dopóki żyć będą, bo to taki typ.
      Jak będą mu potrzebni, to przyjdzie "skruszony", wykorzysta i znów wybędzie.
      Mogą być zmuszeni np. płacić za niego alimenty.

      Kiedyś rozmawiałam ze starszą kobietą, ze wsi, która pod koniec życia doszła, do wniosku, że dwójka z gromady jej dzieci odziedziczyła osobowość po tatusiu, który właśnie był socjopatą, po wiejsku - bydlakiem.
      I ona powiedziała, że bydlaka trzeba traktować jak bydlaka.
      Ja się oburzyłam, bo "bydlak" brzmi strasznie, i myślałam, ona mówi o okrucieństwie, że ale ta wiejska kobieta wytłumaczyła mi, że bydlę w gospodarstwie trzeba traktować dobrze, ale właśnie jak istotę najprostszą, pozbawioną uczuć wyższych, sumienia.
      Inaczej mówiąc - metoda kija i marchewki.

      Socjopaty niczym się nie wzruszy.
      On musi wiedzieć i widzieć, że poprawne zachowanie mu się opłaca, a za niesubordynację musi ponieść konsekwencje. Żadnych umoralniających rozmów, tylko jasne zasady, co za co.
      • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 00:08
        rycerzowa napisała:


        > Przecież wiemy, że przykładowo - mimo starań, nie da się całkiem wyprowadzić d
        > ziecka z dysleksji, dysgrafii, albo z autyzmu - choćby było bardzo inteligent
        > ne. Nie da się uczynić naukowca z dziecka z ZD.
        > Ale wszystkim takim dzieciom trzeba próbować pomóc funkcjonować w społeczeństwi
        > e.

        Mylisz pojęcia. Osobowość socjopatyczna t nie ejst zaburzenie układu nerwowego i nie zaburza czynności tzw akademickich. Zaburzenia, które wymieniłaś to zgodnie z wytycznymi WHO choroby. Typ osobowości nie jest chorobą.
        >

        > Kiedyś rozmawiałam ze starszą kobietą, ze wsi, która pod koniec życia doszła, d
        > o wniosku, że dwójka z gromady jej dzieci odziedziczyła osobowość po tatusiu,
        > który właśnie był socjopatą, po wiejsku - bydlakiem.

        Osobowości się nie dziedziczy. Raczej tatuś zgotował piekło dzieciom i doprowadził do rozwoju takiej samej osobowości. Zarówno nadopikuńczość, jak i odrzucenie oraz modelowanie przez rodzica socjopatę mają wpływ na rozwój tego typu osobowości.

        > Ja się oburzyłam, bo "bydlak" brzmi strasznie, i myślałam, ona mówi o okrucieńs
        > twie, że ale ta wiejska kobieta wytłumaczyła mi, że bydlę w gospodarstwie trzeb
        > a traktować dobrze, ale właśnie jak istotę najprostszą, pozbawioną uczuć wyższ
        > ych, sumienia.

        Tak, wiejskie madrości. A na koklusz najlepiej zamknąć w piecu na kilka minut... .

        > On musi wiedzieć i widzieć, że poprawne zachowanie mu się opłaca, a za niesubor
        > dynację musi ponieść konsekwencje. Żadnych umoralniających rozmów, tylko jasne
        > zasady, co za co.

        Z tym się zgadzam. Ale akurat po pierwsze wątpię, żeby syn był socjopatą. Po drugie, Autorka nie ma zamiaru niczego zmieniać w swoim postępowaniu. Przecież syn po pobycie w zakładzie karnym się zreflektował, że czas na zmiany. Po powrocie do domu rodzinnego powrócił zaś do starych nawyków.

        I jeszcze jedno - mało mnie obchodzi czy uznacie, że się czepiam, czy nie. Obserwuję pewnie niebezpieczny trend wśród rodziców, aby każde zachowanie dziecka, które odbiega od normy natychmiast medykalizować albo w inny psosób 'diagnozować' i tym samym odsuwac od siebie odpowiedzialność. Ten wątek jest tego przykładem.
    • zielony_marcepan Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 09:00
      Az strach pisac na tym forum o jakims problemie:/Co sie tak uparlyscie zeby skopac lezacego?Moze i autorka zle zdiagnozowala syna i rzeczywiscie nie jest on socjopata.Jednak nie ma watpliwosci,ze chlopak jest zaburzony i ma powazne problemy ze soba.Wychowujac syna autorka zrobila wszystko co mogla i wszystko na co pozwalala jej wiedza w tamtym czasie.Czy popelnila jakies bledy?Na pewno!Jednak przestancie wybielac zachowania syna i robic z niego ofiare.To on decydowal o swoim zyciu i dokonywal zlych wyborow.Gdyby to autorka watku byla winna calej sytuacji to dlaczego nie ma problemow z mlodszym synem?Zdaje sie,ze jej metody wychowacze jednak nie sa takie tragicze jak to usilujecie jej wmowic.
      • garibaldia Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 10:47
        Bywa tak, ze rodzice skupiaja się z swoją opresja na jednym dziecku które na początku popełniło błąd, i "dzięki" temu nie mają już czasu gnębić swoimi metodami wychowawczymi drugiego dziecka, które ma w ten sposób warunki na mniej tłamszony rozwój bez ciągłego bombardowania emocjonalnością rodziców. Nie mówię, że tak jest w tym przypadku, mówię, że tak bywa - rodzic czepia się nieustannie jednego "tego złego" dziecka, na zmianę go gnojąc, strofując i równocześnie wyręczając w ponoszeniu konsekwencji. Jesli dziecko nie jest na tyle silne by odejśc z takiego domu i postawić rodzicom granice oraz ma tendencje do uzaleznień (od używek albo od sytuacji) to kończy się to 50latkiem żerującym na emeryturze mamusi której się wydaje, że ciągle mu robi dobrze i "pomaga".

        Nie ma co w przypadku autorki czepiać się jej za przeszłość, bo przeszłości już zmienić nie może. Gorzej niestety, że ona teraz nadal za wszelką cenę chce zatrzymać syna w domu w "atmosferze" niezmienionej. W tej atmosferze domu rodzinnego jej syn dobrze wie, że może żyć po staremu nie licząc się z niczym, bo rodzice nie są konsekwentni i każdy jego zły uczynek będą chcieli sami naprawiać.
        Sprawdziłam w wyszukiwarce - równo rok temu autorka narzekała na syna, na to samo na co narzeka i teraz. Przez ten czas nie wyprosiła go z domu, mimo, że złamał wszelkie ustalenia. Autorka JEST NIEREFORMOWALNA..... więc nie wiem, czemu od syna wymaga tego, czego sama zrobić nie potrafi..bycia konsekwentnym.

        Ja bym radziła, aby autorka przestała być wczepiona w syna i pozwoliła mu żyć tak, jak on sam chce. A sama chodziła nadal na terapię dla osób uzależnionych, bo tak, jest uzalezniona od kontrolowania syna i nie umie odciąć pępowiny.


        • herta_m Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 13:43
          Opis całego dzieciństwa syna, w którym starasz się wykazać, że od początku był zły, mieści się w granicach normy, ile dzieciaków jest żywych i się wyrywa, gdy je chcemy dłużej przytulać? Które umieją usiedziec grzecznie nad zeszytami? Zaczął zbierać gorsze stopnie, to wtedy wprowadziłaś dyscyplinę i ścisła kontrolę (w czwartej klasie bodajże), czy on już wtedy był zagrożony, a może nie mial samych 5 i 4 jak wcześniej? Im bardziej go chciałaś przyciąć do swojego modelu, tym bardziej się buntował, to takie klasyczne, dlaczego nazywać to socjopatią? Wygłupiał się na lekcjach z kolegami, na Boga, ilu chłopców się nie wygłupia?!?
          Bardzo się zgadzam z Garibaldią, mleko się wylało, teraz trzeba się pozbierać, a nie zadowolić niesprawiedliwą oceną syna, ja nie widzę u niego absolutnie niczego, co świadczyłoby o socjopatii, to pogubiony dzieciak, którego życie w opozycji do rodziców tak ukształtowało, a nie inaczej.
          Rok temu radziłam Ci lekturę książki My, rodzice doroslych dzieci, przeczytałaś, wnioski jakieś wyciągnęłaś? Najwyraźniej nie, bo zapędziłaś się w ocenie własnego dziecka dalej niż rok temu. Strasznie to wszystko smutne:(
          • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 15:33
            zielony_marcepan bardzo ci dziękuję za wsparcie.
            Moim zamiarem nie było pokazanie syna w złym świetle.Opisywałam fakty.O dzieciństwo zahaczyłam dlatego, że uwazam, że nie zdiagnozowane problemy z koncentracja mogły mieć wpływ na całą resztę.
            Już w pierwszej mojej wypowiedzi napisałam, ze mam wyrzuty sumienia i uwazam, ze syn jest taki przez moje błędy, ale mama myszkina i inne osoby równiez próbuja mi cały czas udowodnic, ze wybielam siebie, a na syna zwalam całą winę.
            Jeśli chcieliście udowodnić mi, że jestem byłam złą matką i wszystko robiłam źle to wam się udało. Nie będę więcej pisac w tym wątku ani czytac bo to co przeczytałam zwiększyło tylko moje i tak ogromne poczucie winy.
            • garibaldia Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 15:52
              Chodź nadal na terapię. W obecnym klinczu sytuacyjnym i swoim nastawieniu nie jesteś w stanie w żaden sposób pomóc synowi, a biegając za nim i zdejmując z niego odpowiedzialność za siebie(utrzymywaniem,sponsorowaniem,zapewnianiem mieszkania, itd), tylko przedłużasz patologiczna sytuację. Zajmij się sobą i reszta rodziny.
            • sebalda Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 16:50
              Przeczytałaś tę książkę: merlin.pl/My-rodzice-doroslych-dzieci_Ewa-Woydyllo-Osiatynska/browse/product/1,498158.html?skad=ahhlicuabh&gclid=CIjglqXD660CFccl3godxX7R5g ???
              25 zł to nie majątek, przeczytaj, dobrze radzę.
    • nowy99 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 16:29
      Z calym szacunkiem dla autorki watku, ze wspolczuciem dla jej kilkuletniej męki i walki o dziecko, jego dobro, przyszlosc. Tez mam nieco trudny przypadek, ma 15lat i juz troche w kosc dostalismy, ale jakos udalo sie nam nawiazac z nim kontakt, zmienilismy mu szkole i zszedl ze zlej drogi. Niestety jeszcze w klasie pierwszej gimnazjum, dzien w dzien maz, czy ja, sprawdzalismy mu lekcje, nauczona wiedze na lekcje dnia nastepnego, cisnelismy systematycznie po cichu obawiajac sie czy tak juz zostanie do ukonczenia jego edukacji. W tym roku zaskoczyl, zatrybil i jedzie juz, wreszcie, samodzielnie. Oj, dlugo to u niego trwalo, jak widac.
      Ale w rygorze, wymaganiach, dyscyplinie, ograniczeniach trzeba znac umiar. Nie moze tak wygladac dzien spedzony z dzieckiem, ze po lekcjach rozmowa o szkole, potem caly czas przypominanie, zaganianie do lekcji, potem klotnie, kary.
      Gdzies musi byc czas spedzony z synem na wesolej, smiesznej, zartobliwej konwersacji, rozmowie, nie monologu, wykladzie o zyciu, o jego watpliwosciach, wspolnych dzialaniach chocby nawet tylko sprzatanie w kuchni, ladowanie, rozladowywanie zmywarki, robienie kolacji, sptzatanie po niej. Cokolwiek razem, bez zrzedzenia, choc az sie prosi o zwrocenie mu uwagi, poprawienie, pouczenie. Musi po prostu byc czas na mila atmosfere, zeby syn lubil dom, lubil nas, jako matke, ojca, nie jako kolege, kompana. My pelnimy role rodzica, ale on musi nas lubic.
      Nie odnosze sie do autorki watku, nie oceniam jej, ale jakos tak troche stawiam na wersje przedstawiona przez Sebalde. Moze bylo za duzo zrzedzenia w stosunku do jego, powtarzam jego wytrzymalosci. On ma nielatwy charakter, silny, uparty, z duza wyobraznia, moze z kompleksami, ktore rekompensowal sobie imponowaniem, zabieganiem o kolegow. No taki jest i za pozno juz na zmiane metody wychowywania, bo on juz jest dorosly.
      Przyjdzie czas, ze sie jeszcze zmieni, na nowo zaprzyjazni z mama, tata. Wydorosleje.

      To nie jest tak, ze mama ta nie umie go wychowac. Jej metody, konsekwencja w przypadku innego charakteru, dalybyinne rezultaty. Ale ten zareagowal inaczej. Byc moze, w pewnym momencie rodzice odpuscili, stracili kontakt z synem, moze za wczesnie wyszarpal sobie luzy na wychodne, moze nie.
      Dlaczego tak kradl? Jakie wtedy mial potrzeby? Na co tak wydawal te pieniadze? Co mowil wtedy, dlaczego ukradl? Moze wowczas mozna bylo zwiekszyc tygodniowke? A moze i tak mu bylo malo? A moze nie liczyl sie z mozliwosciami portfela rodzicow?

      Moze tato sie malo nim interesowal? Czesto bowiem brak przyjazni z ojcem, brak wspolnych dzialan powoduje, ze chlopak szuka meskiej przyjazni na zewnatrz. A tam, wiadomo, rozne typy sa.
    • claudel6 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 23:04
      mokatato, czy Twój syn jest adoptowany?

      to co napisałaś w pierwszym poście, jego zachowania dziecięce to są typowe objawy RAD, zespołu zaburzenia więzi.

      przeczytaj to:
      docs.google.com/Doc?docid=0AW1l-CYCLIQUZGQ2NHN2Z2tfMWc4dDhxNmdw&hl=pl&pli=1
      i jeśli większośc Ci się zgadza, to rady szukaj tu:
      docs.google.com/Doc?docid=0AW1l-CYCLIQUZGQ2NHN2Z2tfMWc4dDhxNmdw&hl=pl
    • doctor.no.1 Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 25.01.12, 23:46
      Wiemy już, jak karałaś swojego syna - a teraz napisz nam, jak go nagradzałaś i chwaliłaś? W jakich proporcjach w stosunku do karania?

      Jak spędzałaś czas z dzieckiem ucząc go tego, co można poza nauką robić w życiu?

      Jakie miał relacje z ojcem?


      Teraz już wiele nie zrobisz z synem. Daj mu odfrunąć z gniazda i żyć własnym życiem. A terapia przez rok to trochę za krótko...

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 29.01.12, 21:32
      Opisana przez Panią sytuacja jest jedną z najbardziej skomplikowanych psychologicznie. Mieszają się tutaj różne przeżycia ( miłość, wściekłość,rozczarowanie, poczucie winy rodzica ) z pewnym tabu kulturowym jakim jest obecnie miłość rodzicielska, która tak naprawdę jest sprowadzana do miłości macierzyńskiej. Powstaje z tego węzeł, w środku którego znajduje się Pani.
      Myślę, że ma Pani rację dopatrując się w zachowaniu syna cech socjopatycznych czy psychopatycznych. Wystarczy do takiego stwierdzenia, że zdarzało mi się popadać w konflikty z prawem o charakterze umyślnym.
      Być może te cechy są pochodną ADHD, być może jakieś konstelacji rodzinnej, być może wyposażenia genetycznego, być może Waszej relacji. Nie jesteśmy w stanie w formule tego forum jednoznacznie tego stwierdzić. I nie to jest teraz najważniejsze.
      To, że niezrozumiałe i trudne sytuacja dają się jakoś nazwać ( np: socjopatia) przynosi ulgę. Daje poczucie, że zdobyło się wiedzę i tym samym narzędzie do zapanowania nad nią. Nie wydaje mi się aby Pani posłużyła się definicją socjopatii w celu przerzucenia odpowiedzialności na syna. Raczej żeby sobie pomóc. Inna sprawa jak skuteczna jest to pomoc.
      Od strony psychologicznej musi Pani teraz zająć się sobą i swoim poczuciem winy. A to uczucie powstaje zarówno z powodu poczucia, że Pani zawiodła jako matka i syn jest w tarapatach, jak i z głębokiego przeświadczenia, , że wyłącznie działania matki doprowadzają do określonych zachowań dzieci oraz, że jeśli te zachowania są negatywne to znaczy , że matka nie dość mocno kochała. To z niego wynika Pani nadopiekuńczość wobec syna. Uległymi zachowaniami wobec syna próbuje Pani poradzić sobie z owym poczuciem winy. Ale to jest pułapka.
      Napisano już tutaj, że to co powinna Pani teraz zrobić to zająć się sobą. Tym właśnie poczucie winy. Adekwatne poczucie winy jest potrzebne, ale takie które prześladuje już nie.
      Czy syn będzie z Wami mieszkał czy nie, to teraz ma mniejsze znaczenie. Pani zadaniem jest praca nad sobą. Proszę spróbować terapii. Bezpłatną można otrzymać w Ośrodkach interwencji Kryzysowej, które są w większości dużych miast. Płatną mogę polecić, gdy dowiem się gdzie Pani mieszka.
      W tej chwili nie ma Pani żadnego wpływu na zachowania syna. I nie warto ulegać iluzji, że coś od Pani teraz zależy. Jeśli syn nie będzie sam sobie chciał pomóc, nic Pani nie zrobi. Kłopot polega na tym, że on chyba chce tak funkcjonować i to Pani a nie on widzi w tym kłopot. Zatem o jego motywację trudno.
      Domyślam się, że kocha Pani syna, ale warto oddzielić to uczucie od poczucia winy, z którym teraz się ono zlewa. W tym może pomóc jedynie fachowiec. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mama_myszkina Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 29.01.12, 23:41
        Autorka nie dopatruje się w postępowaniu syna cech socjopatycznych tylko nazywa go socjopatą. To są dwie różne rzeczy.

        Można zachowywac się w sposób niezgodny ze społeczną normą, nawet wielokrotnie, a socjopatą nie być. Jedynie 20% więźniów to socjopaci. Gdyby zachowanie socjopatyczne równało się osobowości socjopatycznej, byłoby to 100% albo 99%.

        Autorka nie nazywa zachowania syna lecz jego osobę.
      • nat.wroclaw Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 30.01.12, 09:11
        Nareszcie!!

        Pani Agnieszko, bardzo czekałam na Pani odpowiedź w tym wątku i choć nie jestem jej bezpośrednim beneficjentem, to po jej przeczytaniu oddycham z ulgą.

        Fala oskarżeń, nadinterpretacji, prywatnych ocen podanych w tonie jedynie-słusznej pseudonaukowej prawdy opartej na wyrywaniu pojedynczych słów z kontekstu do obrzydzenia zdominowała ten wątek.

        Mokatato - mam ogromną nadzieję, że wpis Pani Agnieszki pomoże Ci pokierować dalszymi decyzjami i krokami. Trzymam mocno za Was kciuki, za Ciebie, żeby Wam się poukładało z czasem.
      • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 30.01.12, 13:27
        Pani Agnieszko bardzo dziękuję za odpowiedź.Bardzo na nią czekałam.Ma pani rację, ta moja nadopiekuńczość bierze się głównie z mojego ogromnego poczucia winy, że zawiodłam jako matka.Bardzo kocham syna i wiele bym dała aby wreszcie zmądrzał.Wbrew temu co ktoś napisał o pobycie w więzieniu, mojemu synowi pobyt w areszcie wyszedł na dobre.I choć był to dla mnie jak i reszty rodziny bardzo trudny okres to nasze relacje się bardzo poprawiły.Syn chyba dopiero tam przemyślał pewne sprawy i uświadomił sobie, że na nas zawsze może liczyć, że nigdy się od niego nie odwrócę gdy będzie w potrzebie.
        W sumie od momentu aresztowania nasze relacje znacznie się poprawiły, właśnie ze względu na przemyślenia syna i co za tym idzie- w pewnym stopniu zmianę jego zachowania.
        To co ostatnio było/jest problemem to popijanie i znikanie bez uprzedzenia.Nie mam nic przeciwko temu, aby noce spędzał poza domem,zresztą nie mogę mu tego zabronić bo jest dorosły i ma do tego prawo.Zresztą zabraniać nie mam zamiaru.Ale uważam, że jeśli ma zamiar nie pojawić się w domu przez dzień czy dwa powinien o tym uprzedzić.Kilka razy zdarzyło mu się napisać sms-a lub zadzwonić.Najczęściej jednak znika bez uprzedzenia, a po kilku dniach wraca jak gdyby nic się nie stało i twierdzi, że nie mógł zadzwonić bo nie ma nic na koncie w tel.Druga kwestia to popijanie,uważam to za problem bo nadmiar alkoholu u młodego człowieka(u każdego człowieka)nie prowadzi do niczego dobrego.Tym bardziej, że sędzia nałożył na niego powstrzymywanie się od spożywania jako, ze przestępstwo,którego się dopuścił popełnił pod wpływem.Zdarzyło mu się już kilka razy, że przyprowadzała go w środku nocy policja lub wracał do domu bez kurtki, butów itp.Nie umie pić z głowa i często zdarza mu się pić do "upadłego".
        Może rzeczywiście źle i niepotrzebnie użyłam określenia socjopata, pewnie ma tylko pewne cechy, ale chwilami mam wrażenie, że cofa się w swoim zachowaniu do tych najgorszych momentów, a wtedy mnie się wydaje, że nie dam rady ciągnąć tej walki o moje dziecko dłużej.
        Jak pani napisała pani Agnieszko, powinnam zająć się sobą.Powoli zaczyna mi się to udawać, ale idzie bardzo opornie.Najważniejsze ,że dojrzałam do tego aby pozwolić synowi na popełnianie błędów, które i tak popełniał kiedy próbowałam go przed tym chronić.Niech swoje sprawy załatwia sam.Gwoli wyjaśnienia to jest tak, że ja go ciągle tłamsiłam i na nic nie pozwalałam, tak nie było.Zresztą syn był zawsze za bardzo niezależny abym mogła go kontrolować.Próbowałam jednak tłumaczyć aby nie pchał się w nowe kłopoty bo starych miał nadmiar.
        Bardzo pani dziękuje za odpowiedź, zrobiło mi się lżej na sercu.
        Bardzo dziękuję również tym wszystkim, którzy potrafili zrozumieć mnie jako matkę, która popełnia błędy,( ale nie robi tego z wyrachowania tylko z niewiedzy) i podnosili na duchu.

        Jednocześnie mam prośbę do mamy_myszkina aby nie pisała już więcej w tym wątku.
        Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
        • mokatato Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 30.01.12, 13:59
          Pani Agnieszko, jeszcze co do terapii to mam wspaniałą panią psycholog, do której chodzę już od dawna.Roczna terapia związana z problemami wychowawczymi, a do tego terapia dla DDA, ale chyba za krótko chodziłam.Ostatnio nie chodziłam z braku czasu, ale czas znów zacząć.
    • easyblue to nie socjopata! 29.01.12, 21:46

    • 71tosia Re: Do pani psycholog; Jak żyć z socjopatą? 30.01.12, 00:01
      Jakos nie wierze ze wyrzucenie mlodego czlowieka z domu lub wsadzenie do wiezienia cos w nim zmieni, nie znam czlowieka ktory wyszedl z kryminalu lepszym niz tam trafil. Jednak wyprowadzenie sie syna z domu jest niezbedne ze wzgledu na stan psychiczny autorki, tym bardziej ze ona ma jeszcze drugie dziecko, mame, meza ktorzy tez jej potrzebuja. I nie ma sensu rozwazanie dlaczego sie tak stalo (niektorych silnie zaburzonych dzieci nie da sie wychowac), bo w niczym to autorce nie pomoze, a tylko wpedzi w wieksza depresje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja