szaarotkaa
29.01.12, 14:42
Jestem w drugim małżeństwie od 7 lat. Mamy 2 wspaniałych synów 5,5 roku i 3 lata i4 miesiące. Mąż ma córkę z pierwszego związku w wieku 15 lat. Od początku były problemy ze strony jego ex-żony, z kontaktami w naszym domu. Zawsze mąż zabierał córkę na weekendy do dziadków, na wakacje również i w ferie tak samo. 2 lata temu postanowiliśmy to zmienić , bo oboje chcieliśmy aby nasze dzieci razem spędzały czas i bliżej sie poznały. Stało się to po kilku latach ukrywania przed byłą żoną, że ja i ich córka sie znamy. Nasze relacje nigdy nie były przyjacielskie ale mogę powiedzieć że poprawne. Mała wracając z ojcem do domu zawsze podkreślała, żeby nie mówić nic matce o tym, że była u nas w domu. Nareszcie mielismy tego dość. Mąż założył sprawę w sądzie o uregulownie kontaktów. Był w domu kurator , przeszłam przez sito różnych pytań i w ocenie kuratora wypadłam bardzo pozytywnie. Mąż był szczęśliwy że nareszcie uda nam się razem wyjeżdżać na wakacje, ferie, wspólne święta. Ja również pragnęłam normalności w naszym życiu, dopingowałam go do działania i wspierałam wszystkie jego starania. I co się okazało?
Jego Córka zeznała w sądzie że nie chce się ze mną spotykać, chce tylko spotkań z ojcem. Nie uwierzyliśmy w te zeznania, gdyż składała je w obecności matki. Suma sumarum mąż i ex dogadali się i moglismy wyjechać na wakacje w pięcioro. Ja oczywiście jak ta głupia robiłam wszystko z myślą o córce mężą. Przecież musi czuć się z nami dobrze. Kupilismy 5-cioosobową przyczepę kempingową i dalej nad morze.A tam się zaczęło!
Nasi chłopcy musieli iść spać po 20-ej, córeczka o 2-ej w nocy. Rano wszyscy chodzić na baczność bo córunia śpi do 11-ej. Na plażę po południu bo wcześniej ona się nie wyrobi. Do naszych dzieci mąż się zwracał najczęściej: chłopaki proszę nie marudzić i nie wybrzydzać..., proszę nie dyskutować..., bez gadania, ale już.... Ale szczytem był dzień imienin naszego starszego syna, kiedy tatus zapomniał o tym dniu ale pamiętał ,aby z córką pójść po prezent dla świeżo poznanej koleżanki z kempingu. Nie zreflektował się nawetg kiedy mu przypomniałam o imieninach naszego synka. Po prostu nie złożył mu życzeń. Było mnóstwo innych sytuacji ale nie ma miejsca na wszyskie.
Po powrocie oczywiście byliśmy o krok od rozwodu. Padło wiele gorzkich słów, wykrzyczeliśmy sobie wszystkie zarzuty ale nie osiągneliśmy porozumienia. Czas zrobił swoje i nasze stosunki znormalniały.
Teraz znów mamy problem, bo zaczęlismy planować wakacje. Ja oczywiście nie wyobrażam sobie wakacji z córką męża i poinformowałam go o tym. Może jechać z trójką dzieci sam, albo podzielic urlop między córkę i nasze wspólne wakacje. Od tego czasu strzela fochami, rozmawia ze mna służbowo. Przed chwilą pokłóciliśmy się znów. On nawet nie stara się zrozumieć mnie, o wszystko mnie obwinia, mam podobno urojenia, znalazłam sobie wroga w 15-lenim dziecku, jestem małostkowa i zła. Czy naprawdę???