taarby
31.01.12, 14:37
Potrzebuję porady. Internet daje względną anonimowość, a kuzynka poleciła mi właśnie forum.gazeta.pl, bo twierdziła, że tu jest sporo osób, które mogą pomóc albo podpowiedzieć, co robić.
Mam 41 lat i troje dzieci, dziewczynki. Moja żona nie żyje dopiero od niecałych trzech lat. Jednak wychowywanie dzieci jest bardzo trudne. Domowi brakuje kobiecej ręki i da się to wyczuć. Mamy na razie tylko dwie sypialnie: jeden dla starszych dziewczynek, jeden dla mnie i dla najmłodszej. Ale w planach mamy przeprowadzkę do małego domku. Ziemię podarowała nam poruszona naszą sytuacją bezdzietna ciocia, która tylko w ten sposób może nam pomóc. Ona podpowiedziała mi pomysł, jak zapewnić dzieciom właściwą opiekę, a mnie - towarzyszkę życia. Zasugerowała, że powinienem dać ogłoszenie matrymonialne, że szukam takiej osoby jak ja, która może też ma dzieci i jest samotna. Jej ojciec (a brat mojego ojca) właśnie tak zrobił, gdy został wdowcem i zyskał naprawdę wspaniałą żonę. Nawet mój ksiądz proboszcz mnie namawia. On mówi póki jesteś młody, to szukaj, bo potem już Jagódka się nie przyzwyczai tak łatwo. Śmiałbym się z tego, ale ostatnio oglądałem z córkami "Sleepness in Seattle" i starsza mi powiedziała, niby żartem, że może też powinna zadzwonić do radia po macochę. Nawet gdy półżartem powiedziałem, że dostanie wtedy mniejszą część spadku, ona powiedziała, że jest gotowa na mniej pieniędzy, jeśli w zamian za to przestanę snuć się po domu w starym dresie i marudzić.
Krótko mówiąc, cały świat próbuje mnie wyswatać. Czuję się jak dureń, bo przecież nie tak dawno żona jeszcze żyła, razem ze mną wybierała nowe mieszkanie (na które po jej śmierci nie mogliśmy sobie pozwolić i przepadło), wychowywała dzieci, dbała o dom. Teraz dzieci są nieupilnowane, a chyba nie muszę mówić, że zarówno przedszkolaki, jak i nastolatki szczególnie potrzebują mamy, żeby prowadziła je przez życie.Nie umiem po prostu zignorować tej potrzeby, a sam mamą przecież nie zostanę - choćby dlatego, że muszę całymi dniami pracować na moje królewny.
Co tu robić? Dzwonić do tego nocnego radia, dawać anonse? Bo nie sądzę, bym przypadkiem spotkał jakąś panią chętną do zamążpójścia za podstarzałego, zapracowanego wdowca z trójką dzieci i zarośniętym brudem małym mieszkaniem.