aneta.wk1
04.02.12, 15:14
Postaram się wszystko dokładnie opisać.
Mieszkam od ponad 10 lat w domu męża, z jego matką i bratem (od 2 lat), moim szwagrem.
Szwagier ma swoje mieszkanie, ale w ramach pewnej przysługi wynajął je znajomej.
Nie robi kompletnie nic w domu mojego męża, w którym ja sprzątam, piorę, gotuję, palę w piecu, zajmuję się swoimi dziećmi, robię zakupy spożywcze. Robię wszystko to, co kura domowa robi w domu. Wkurza mnie ta cała sytuacja, ale widzę, że mój ślubny nie reaguje. Co prawda, pomaga mężowi w firmie, ale w domu nie ruszy dosłownie nic, tylko leży na kanapie i odpoczywa, typowy singiel - pasożyt, nie obrażając singli. Zakupy robię wspólne dla wszystkich, raz w tygodniu, 2 godziny. Te 2 godziny to czas, który spędzam w markecie (typu - odowadzich i inne spożywczo - przemysłowe), bez dzieci. Doszło do sytuacji, kiedy teściowa poprosiła go, aby zajął się moimi dziećmi (mógłby poświęcić im 2 godziny), ten natomiast stwierdził, że też wychodzi. To "też" zabrzmiało, jakbym co najmniej miała szaleć na imprezie lub rozwalać kasę po jubilerach.
Kto powinie tu zainterweniować, ja czy mąż? To ja piorę i wieszam jego gacie, sprzątam dom, w którym on mieszka, gotuję (a z tego garnka i on się żywi), palę w piecu (fajnie mu, cieplutko, a i jest się w czym wykąpać), itp. itd. Najgorsze jest to, że dom nie jest mój i rządzić mi w nim nie wypada. Nie wiem co dalej robić... Męczy mnie ta cała sytuacja, nie mam zamiaru mu usługiwać całe życie, bo to brat mojego męża...