Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i radę

17.02.12, 22:21
Naszego małżeństwa będzie 14 lat w tym roku. Dwoje dzieci 9 i 13 lat. Od nie wiem jak długiego czasu myślę o rozwodzie, ale tylko myślę, bo mąż o ile mężem jest okropnym, ojcem jest dobrym, z dziećmi jest b. związany i im oddany.
To forum poczytuje od niedawna i dopiero teraz, po przeczytaniu wypowiedzi innych trochę rozjaśniło mi się w głowie co do mojego związku, zrozumiałam ,ze żyję z psychicznym przemocowcem, terrorystą, od którego jestem uzależniona.
Przemocy fizycznej nie ma, natomiast jest słowna i psychiczna, z tym, że do niedawna jakoś nie próbowałam tego sklasyfikować jako przemoc, dopiero niedawno .
Od zawsze mąż mnie poniżał i upokarzał –przy dzieciach, rodzinie, obcych. Zawsze jakoś łagodziłam to , obracając w żart, śmiechem itp. Mąż potrafi wpaść w furię z błahego, niepozornego powodu-sytuacja z przedwczoraj-odbieram dzwoniący telefon, jego matka mówi: „Dzień dobry, mogę rozmawiać z (imię męża), ja: ”Proszę, już daję” i podaję mężowi słuchawkę. On po skończonej rozmowie z matką zaczyna na mnie wrzeszczeć, dlaczego nie zapytałam mamusi o zdrowie, jak się czuje. Nauczyłam się nie wchodzić z nim w dyskusje, gdy jest zdenerwowany, bo i tak po prostu wrzeszczy głośniej i kończy się na bluzgach z jego strony, czego przy dzieciach unikam. Oczywiście nazwał mnie: p…ą hrabiną, egoistką, powiedział, że moja matka też ma taki parszywy charakter. Kazał sobie nałożyć obiad, a gdy postawiłam na stole, powiedział, żebym sama sobie go zjadła i wyszedł z domu.
To przykładowa sytuacja ,najświeższa, podobnych są dziesiątki. Byłam nazywana j…ą suką, mówił do mnie: „s…j, wyzywał moją rodzinę itp. Na spotkaniu wielkanocnym z jego rodziną głównym tematem stało się to, jak to ja nie umiem wyhodować ładnych kwiatów na balkonie i powyrzucał mi skrzynki. Rok temu, po kilkumiesięcznej chorobie zmarł mój tata, co bardzo przeżyłam i do tej pory się tym nie mogę pogodzić, jest mi go bardzo brak. Mąż zdążył już stwierdzić ,że mój ojciec jest w piekle (tata był niewierzący) i ,że ja ze swoją matką wpędziłyśmy go do grobu(tata miał udar, w trakcie pobytu w szpitalu okazało się ,ze ma raka jelita grubego).Nawet teraz, gdy to piszę, płaczę, tak bolesne i krzywdzące są to słowa. Świeżo po zrobieniu prawa jazdy odwoziłam naszą wspólna znajomą z synkiem do domu, mąż też był w aucie i całą drogę wytykał mi błędy-to nie ten bieg, to źle zmieniam pas, a gdy zapytałam koleżanki, gdzie skręcić do jej posesji zaczął wrzeszczeć, że jak mogę tego nie pamiętać, skoro tyle razy tu byłam (jako pasażer), znajoma wysiadła w szoku.Upokorzył mnie tak, że z nerwów ledwo wróciłam tym autem do domu. Często głośno wytyka mi jakieś błędy, albo czyni uwagi do mojego charakteru(parszywego, jak określa) na ulicy, przy ludziach, oni się oglądają a ja palę ze wstydu.
To są wybiórcze sytuacje , których jest naprawdę mnóstwo. O co mi chodzi? Jak się bronić
w takich sytuacjach , jak sobie z tym radzić .Nienawidzę siebie za swoje reakcje-jak on wychodzi obrażony z domu, jak przedwczoraj, robi mi się prawie niedobrze, cały czas myślę o tym, czy się gniewa, szukam jakiegoś błahego pretekstu, żeby do niego zadzwonić i sprawdzić , czy już mu złość minęła. Czuję się wtedy obrzydliwie, wiem, że się upokarzam.
ale nie potrafię inaczej. Nigdy mnie nie przeprosił za swoje słowa czy zachowanie
Zawsze łagodzę te awantury przed dziećmi ,obracam w żart bo gdy parę razy , doprowadzona do ostateczności próbowałam powiedzieć, że sobie tego czy tamtego nie życzę, rozpętał takie piekło ,że …ech, szkoda nerwów i płaczu dzieci. Ale może jakoś można sobie z tym radzić? Ja nie umiem przeklinać, wrzeszczeć, obrazić, trafiając ”w żywe mięso”, a on tak. Boję się wspomnieć o rozwodzie, bo kiedyś on stwierdził, że ma dość życia ze mną , rozwiedzie się
i zabierze mi dzieci. Miałby dość siły, żeby tak zrobić, a ja nie A one są dla mnie wszystkim, i on to wie. Może dlatego pozwala sobie mnie wyzywać i upokarzać przy nich, bo jest pewien, że ja nie zareaguję, by miały spokój, najwyżej popłaczę sobie w jakimś kącie ,gdy dzieci nie widzą.(on widział nieraz jak płaczę przez jego słowa, ale nigdy nie przeprosił, tylko zawsze stwierdzał: sama sobie jesteś winna, to przez ciebie itp.)
Czy jest jakiś sposób, żeby przestać być takim cielakiem, jak ja ,żeby choć trochę przestał się czepiać i zaczął uważać na to, co mówi. Ja jestem przekonana, że wezmę z nim rozwód, bo za dużo krzywd mi wyrządził, ale jeszcze nie teraz, poczekam, aż dzieci pójdą na studia, wtedy będzie mi łatwiej. Muszę wytrzymać jakieś 10 lat, choć trochę chciałabym się umieć obronić. Czy mam pójść na jakąś terapię ? Nie cierpię samej siebie za tę uległość ,ale nie potrafię być inna.
    • morekac Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 17.02.12, 23:33
      kiedyś on stwierdził, że ma dość życia ze mną , rozwiedzie się
      i zabierze mi dzieci.
      Dzieci - bodaj już od 10 roku życia - mogą się wypowiadać, z którym z rodziców chcą zostać. Więc nie wiem, czy to zabranie ci dzieci to taka oczywistość. O tym decyduje sąd. Poza tym - musiałby podawać obiadki nie tylko sobie, ale i dzieciom oraz zajmować się mnóstwem rzeczy, którymi zajmuje się teraz - on czy ty?
      Dobry ojciec nie mówi do innych ludzi tak jak on do ciebie.

      BTW:
      Pierwszą zasadą świeżo upieczonej kierowczyni powinno być "nigdy nie wozić męża jako pasażera."
    • mama_myszkina Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 02:32
      Twój mąż nie jest dobrym ojcem. Dobry ojciec nie poniża matki swoich dzieci i to w tak aprszywy sposób. Robiąc to Twój mąż zaszczepia im okreslony zorzec relacji damsko-męskich na całe życie. Dobry ojciec tak nie robi.

      On Ci nie zabierze dzieci, bo dzieci są już duże i sąd zapyta, z kim chcą mieszkać. Teksty, że 'zostaniesz goła i wesoła' to typowe teksty przemocowców. Władza przemocowców opiera się bowiem na gnojeniu ofiar. On sie czuje dobrze dopiero jak Ty jesteś taaaka malutka, jak Cię zgnoi.

      Kiedyś była w związku z takim jednym. Sytuacja w samochodzie taka sama z tym, że byliśmy tylko we dwoje. Jak zaczal swoją śpiewkę o tym, jak to nic nie umiem, w końcu usłyszał ode mnie magiczne 'no to wy.....j'. Wiem, że nieładnie, ale wczesniejsze liczne rozmowy nie dały rezultatu. Pan skulił uszy po sobie i do domu szedł piechotą, a zajęlo mu to pół nocy. I tak nam sie związek rozleciał, bo on sie niby przestraszył, ale tak naprawdę charakter miał dalej aprszywy i dalej mi dowalał tyle, że już w bardziej subtelny sposób.

      Rada na takiego gn*ja (wybacz) jest jedna: Ty muszisz być silniejsza. Jak on Cię gnoi a potem każe nałożyć sobie obiad, to zamiast mu usługiwać ja bym powiedziała, że on tez ma dwie ręce. Wyjdzie i trzaśnie drzwiami? Przeciez i tak to zrobił!

      Musisz się uwolnić od myślenia, że lepiej siedziec cicho, żeby nie było kłótni. Bo prawda jest taka,ze kłótnie są i tak. Są, bo kłótnie i gnojenie to sens życia przemocowca.

      Ja na Twoim miejscu poszła bym na terapie natychmiast. Najlepiej skontaktuj sie z Centrum praw Kobiet i wypytaj o psychoterapeutów w Twojej okolicy. Oni powinni polecić kogoś z doświadczeniem w takich problemach. Jak już z pomoca psychologa przyjżysz się sobie z dystansu i ocenisz prorytety, tosama zdecydujesz czy warto czekac jeszcze te 10 lat. Na to, że mąż się zmieni niestety bym nie liczyła. Owszem, zdarzają sie wyjatki ale regułą jest, że pan będzie miał poczucie krzywyd jak tylko dotrze do niego, że zmiany sa nieodwołalne i że to on ma nad soba pracować. A bez motywacji nie ma zmiany na lepsze.

      Pozdrawiam i życzę dużo siły.
      • mama_myszkina przepraszam.... 18.02.12, 02:33
        za literówki i pozjadane litery ale pisze z kotem na kolanach ;)
    • kol.3 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 08:00
      On na Ciebie bluzga a Ty mu szykujesz obiad? Jesteś typem posłusznej dziewczynki i, wybacz, służącej. Musisz się z tego wyleczyć. Nie ma szykowania, mąż bierze sobie posiłki sam. Po awanturze, nie zrobiłabym mu nawet obiadu, nie mówiąc o podawaniu.
    • demonsbaby że jakim on jest ojcem? 18.02.12, 10:18
      Fakt można się nie kochać, ale dzieciom nie okazywać braku szacunku do drugiego rodzica - wtedy można mówić o poprawnym rodzicu.
      Natomiast twój mąż robi absolutnie wszystko, żeby skrzywić obraz normalności, a przede wszystkim zamiast dzieci chronić przed dysfunkcją w społeczeństwie - właśnie je tego uczy.
      Jedno i drugie ma duże szanse powielać lub szukać wzorców w partnerach - tatusia-przemocowca. To, że dzieci nie są odbiorcami bezpośredniej agresji na siebie, nie oznacza, że nie cierpią z tego powodu jak traktowana jest ich matka.
      Rozwód jest traumatycznym doświadczeniem dla wszystkich, nie mniej należy dokonać wyboru "mniejszego zła".
      Jeśli lubisz być poniżana i chcesz wierzyć, że te 10 lat coś zmieni albo ułatwi życie twoim dzieciom to jesteś w dużym błędzie. Za 10 lat na ratunek dla twoich dzieci będzie już za późno, a wcale tobie nie podziękują, że się dla nich poświęciłaś. Nie ucz ich życia w krzywym zwierciadle. Ty też odpowiadasz za to jakimi wartościami będą się w życiu kierować. Chcesz i dla nich być "nikim"? Którym dzieciom łatwo się żyje w toksycznych relacjach?
    • hamerykanka Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 11:11
      Jako osoba po rozwodzie z przemocowcem, moge ci powiedziec tak:
      Kadzy terapeuta , do jakiego sie zwrocisz, najpierw uswiadomi cie o tzw cyklu przemocy : miesiac miodowy, kiedy maz jest do razy przyloz, i tak sie stara; dochodzi do mniejszych awantur i docinek, w koncu nastepuje wielki wybuch, czasem polaczony z przemoca fizyczna i znowu nastepuje miesiac miodowy. I wiele kobiet ma nadzieje, ze to juz byl ostatni raz, ze misio sie zmienil, ze zrozumial ze tak nie wolno, ze skoro kwiatka przyniosl to bedzie lepiej. Otoz nie bedzie. Cykle maja to do siebie ze powtarzaja sie coraz czesciej i czesciej dochodzi do eskalazji zachowania-pan ktory jeszcze wstrzymywal sie do awantur slownych, moze teraz przycisnac do sciany czy walnac z liscia.
      Terapia meza? Zwykle przemocowiec uwaza ze to jest jej wina, bo ona sprowokowala, innymi slowy, co bys nie zrobila, to zawsze d... z tylu. I jesli nawet uda ci sie zawlec go na spotkanie, nie znaczy to nic. Bo panu moze sie-jak mama-myszkina napisala, nie spodobac ze szuka sie winy u niego, obrazic, strzelic focha i juz nie isc na kolejne. Poza tym, rady dawane przez terapeute trzeba wcielac w zycie i pracowac nad soba, a taki facet, ktory uwaza ze to nie on ma problem, tylko ona, nie bedzie pracowal nad soba, bo on jest OK.
      Dzieci? Dzieki twojemu zachowaniu beda miec skopane dziecinstwo, beda nauczone braku szacunku do siebie, braku wlasnej wartosci, tego ze mozna je latwo zahukac, ze maja swoj gniew tlumic w sobie i nie pokazywac, bo jeszcze i im sie oberwie. I ucza sie tej samej bezsilnosci, ktora ty w tej chwili prezentujesz. I mowie to z doswiadczenia- jestem corka takiego faceta. Jak tylko moglam, wynioslam sie z domu. Z ojcem kontaktow nie utrzymuje, bo on dalej swojej winy nie widzi a wrecz opowiada wszystkim o wyrodnej corce, ktora sie "na wlasnego ojca wypiela". Mam zal do mamy, ze zafundowala mi takie dziecinstwo, ze nie miala odwagi sie rozwiesc, a kiedy bylam nastolatka, wrecz uzywala mnie jako bufora, do mnie sie na niego skarzyla , uczynila sobie ze mnie powierniczke, co obligowalo mnie do probowania rozwiazania ich problemow . W psychologii nazywa sie to bodajze syndromem rodzicow siadajacych na kolanach dzieci. Chodzi o to, ze tacy rodzice zamieniaja sie rolami z dziecmi i oni od dzieci oczekuja pomocy i wsparcia, zamiast byc wsparciem dla swoich dzieci.

      I na koniec moja rada: zamiast chlipac po katach i uslugiwac mezowi, znajdz terapeutke, musisz wzmocnic sie psychicznie. Skoro jestes z nim i boisz sie przemocy ekonomicznej, zgaduje, ze nie pracujesz? Zacznij wiec szukac pracy, musisz finansowo stanac na wlasnych nogach, byc w stanie utrzymac siebie i dzieci. Dzieci ci nie zabierze, to typowa gadka przemocowca, ktory zna twoj slaby punkt-trzeba byc naprawde wyrodna matka aby nie dostac dzieci przy rozwodzie, bo biedne matki tez dostaja opieke. Zacznij przygotowywac pozew rozwodowy-z pana winy-mozesz miec szanse na alimenty rowniez na siebie -poszukaj w okolicy prawnikow pro bono, pracujacych charytatywnie, sa rozne organizacje pomagajace kobietom w podobnej sytuacji. Zadzwon na Niebieska Linie, moze cos ci poradza. Jesli pomoc eskaluje, lepiej wyprowadzic sie do domu samotnej matki, niz fundowac dzieciom widok matki kulacej sie w kacie. Wejdz tez na forum pomocne emamy, tam kobiety po przejsciach tez sa, moga dac ci rady , pomoc przygotowac wnioski itp.

      Wstan z kolan, zacznij walczyc. Przestan zaslaniac sie dziecmi-one ci nie podziekuja za skopane dziecinstwo.
    • zolla78 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 11:16
      Jeżeli nie musisz odejść z dnia na dzień, to najpierw się przygotuj do rozwodu. Kup dyktafon, jakąś małą kamerę, a nawet zwykła lepsza komórka wystarczy - i nagraj to. Co najmniej kilka takich sytuacji. Zgłoś się do jakiegoś lekarza, ośrodka itp. Potem fakt, że miałaś taką terapię też stanowi dowód. Skoro jakikolwiek twój sprzeciw na jakieś poniżające zachowanie, tak wyprowadza go z równowagi, to sprzeciwiaj się przy znajomych. Potem będą mogli być świadkami jego zachowania. Skarż się jak największej ilości osób, ale w stylu że nie wiesz co robić. Potem też mogą być świadkami.
      Pomyśl czy dzieci też nie wysłać do psychologa. Możesz mu powiedzieć o sytuacji w domu i poprosić o rozmowę z nimi i ocenę czy nie wpływa to na nich zbyt destrukcyjnie i podpowiedź jak im tłumaczyć to co się dzieje, jak się zachowywać. Wyjdziesz na super matkę (argument by nie odbierać ci dzieci) a jak okaże się, że w rozmowie z psychologiem potwierdzą takie zachowanie ojca - kolejny dowód i dla sądy będzie to przesądzający dowód, że dzieci zostaną z tobą.
      A co do asertywności. Nie dzwoń jak się obrazi, sama przestań się do niego odzywać i zacznij dbać tylko o dzieci, a obsługę jego porzuć. A jak się wścieknie nagrywaj.
    • izabelski Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 12:40
      jesli potrzebujesz wirtualnego wsparcia napisz do Adminek tej grupy

      forum.gazeta.pl/forum/f,24028,Przemoc_w_rodzinie.html
      • raczek47 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 13:08
        Bardzo dziękuję za wszystkie podpowiedzi.Ekonomicznie nie jestem od niego aż tak bardzo zależna, mam stałą pracę, swój samochód, odrobinę oszczędności,on zarabia tylko niewiele więcej, więc nie w tym problem,ze boję się odejść z przyczyn ekonomicznych. Ja po prostu boję się zmian, nie lubię ich, gdzieś wewnętrznie, jak pomyślę,ile rzeczy musiałabym zmienić od razu odchodzą mnie wszelkie siły.Jestem bardzo słaba psychicznie, łatwo mną manipulować, czy namówić do czegoś-tu tkwi problem.Ale poszukam jakiegoś terapeuty, na szczęście mieszkam w dość dużym mieście i nietrudno będzie kogoś znaleźć.O dyktafonie i nagrywaniu myślałam od dawna i chyba w końcu to zrobię, a przede wszystkim muszę nauczyć się odpowiadać tak jak on, bo zawsze robię to tylko w myślach.
        • sebalda Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 14:51
          Ja mam dzieci już odchowane, ale to sprawiło, że teraz muszę żyć z wyrzutami sumienia, że skazałam je na takie dzieciństwo, bo to nie jest dobre dzieciństwo, wierz mi. Nie wolno Ci się nigdy zasłaniać w takiej sytuacji ich dobrem.
          Im dłużej tkwisz w tym bagnie, tym trudniej się potem z niego wydobyć, jak dzieci wyfruną z gniazda, znajdziesz inne usprawiedliwienie, że już niemłoda jesteś, że tyle lat wytrzymałaś, to jeszcze wytrzymasz, że się boisz samotności i milion innych wymówek. Wiem, co piszę, bo ja przemoc ze strony męża uświadomiłam sobie po ponad 20 latach małżeństwa, wiem to już od trzech lat, a nadal nie umiem znaleźć w sobie siły, by przeprowadzić rozwód. Każdy rok z przemocowcem pozbawia Cię sił, odporności, odwagi. Im wcześniej sobie to uświadomisz, tym lepiej.
          Sam szantaż, że zabierze Ci dzieci jest ohydny, nie wierz w to, w każdej placówce pomocowej dla kobiet Ci to wyjaśnią. Na terapię idź koniecznie.
          I jeszcze jedno, nie licz na to, że jak będziesz mu odpowiadać w jego stylu, to coś pomoże. On na to liczy, bo wtedy jego przemoc będzie po pierwsze jeszcze bardziej nasilona, po drugie będzie to zawsze wykorzystywał i mówił: bo ty też.....!!!!! Ja próbowałam wszystkich metod, od postępowania po dobroci, ustępowania, schodzenia z drogi, po kontrataki na atak. To tylko rozsierdza przeciwnika, a niczego nie wnosi. Potem w każdej kłótni on Ci wypomni obraźliwe słowa i będzie wytykał: a widzisz, do czego się posuwa zdenerwowany człowiek!! Będzie miał dodatkowy argument. Gdy teraz mówię mężowi, żeby mnie nie wyzywał, on przypomina za każdym razem, jak ja powiedziałam coś na niego obraźliwie. A stało się tak RAZ. I nie ma najmniejszego znaczenia, że on wyzywał mnie od suk przez 20 lat, wystarczyło, że ja raz w stosunku do niego użyłam obraźliwego słowa. Nie idź tą drogą, zwłaszcza że to jest najwyraźniej w sprzeczności z Twoim charakterem, podobnie jak z moim. Nic to nie da, a tylko da mu argument do ręki.
          • raczek47 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 15:16
            Na pewno masz rację i bardzo Ci dziękuję za mądre słowa,ale na pewno nie odejdę natychmiast.Jednak zakładam ,ze ten wątek będzie dla mnie początkiem drogi do odejścia.W sądzie trzeba mieć dowody, więc zacznę od kupna dyktafonu i pójścia na terapię.Do natychmiastowej zmiany nie nadaję się, mogę to zrobić tylko drogą "małych kroczków", powoli oswajać się z tym pomysłem,ale znając siebie potrwa to pewnie kilka lat.Po niedzieli pójdę na pierwsze spotkanie do psychologa, od tego zacznę.Tu mi podpowiedzcie,czy rachunki za wizyty też stanowią ewentualny dowód dla sądu i warto je zbierać.
            • mama_myszkina Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 20.02.12, 17:52
              Rachunki za wizyty niekonieczne, tzn. potrzebowałabyś jeszcze jakiś innych dowodów na zachowanie męża (relacje świadków np.) tak, żeby sąd miał podstawy uwierzyć, że na terapię chodzisz z powodu zachowania męża a nie np. leczyć agorafobię ;) Zawsze mozesz też poprosić psychologa o sporządzenie opinii i dołączyć to do akt sprawy.
    • zolla78 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 16:18
      Rachunki zbieraj. Chociaż dowodem w sprawie będzie głównie albo opinia psychologa albo jego/jej zeznania. Zbieraj za to rachunki, które płacisz za tzw. życie. Włącznie ze zwykłymi zakupami, kinem, ubraniami dla dzieci itp. To będzie potrzebne do alimentów.
      Przemyśl posłanie dzieci do psychologa. Albo chociaż pogadaj z pedagogiem w szkole. Coś w stylu, że są konflikty, prosisz o zwrócenie uwagi czy dzieci jakoś nie zmieniły zachowania w szkole i nie odbija się to na nauce. Potem to też będzie dowód. TYLKO NIKOMU NIE MÓW, ŻE WŁAŚNIE ZBIERASZ DOWODY DO ROZWODU. Strzelisz sobie w kolano. Nagrania potem wyjaśniaj, że robiłaś je by potem w trakcie spokojnej rozmowy z mężem, unaocznić mu jego zachowanie.
      • aqua48 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 16:48
        Ja mogę tylko dodać, że powinnaś porozmawiać z zaufanymi osobami, które były świadkami takiego zachowania Twojego męża, czy nie zechciałyby świadczyć na Twoją korzyść w sądzie.
        Moje dwie koleżanki były żonami takich przemocowców, obie "ze względu na dzieci, dom i całość rodziny" rozeszły sie dopiero po około dwudziestu latach małżeństw, starań i ukrywania "zalet" meżów przed znajomymi i rodziną. A jaki tego efekt? Dzieci jednej są zmuszone same się leczyć psychicznie, a dzieci drugiej powiedziały, że przez wiele lat z utęsknieniem czekały na rozwód rodziców i wreszcie święty spokój w domu.
    • ruda_henryka Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 18:45
      Twój mąż nie jest dobrym ojcem - powtarzaj sobie to za każdym razem kiedy urządzi Ci awanturę.
      To ty musisz podjąć decyzję czy chcesz być z nim i znosić jego zachowanie i taki związek praktycznie całe życie. Myślę, że dorastanie dzieci jest tylko wymówką, kiedy dzieci wyjdą z domu, będziesz miała inny argument żeby w tym związku trwać jakiś czas i potem znowu jakiś czas.
      Miałam przyjaciółkę w takim przemocowym związku, na szczęście tylko kilka lat i nie mieli dzieci i udało jej się z tego wyjść. Zanim zdecydujesz się na radykalne kroki musisz być mocna jak nigdy przedtem - skorzystaj z porady psychologa, znajdź wokół siebie takie osoby z rodziny lub przyjaciół, które Cię będą wspierać w najtrudniejszych chwilach.
      Rozejście z takim przemocowcem wymaga wielkiej siły ducha - przekonuje , że będzie lepiej ( iaktycznie jakiś czas jest lepiej ), potem grozi tobie, bierze na litość, że coś sobie zrobi, grozi, że odbierze Ci dzieci i zniszczy Cię w pracy i w rodzinie. Nie wiem do czego jest Twój mąż zdolny.
      Musisz wejść na teki etap, że jeśli podejmiesz decyzję, że odchodzisz to nic Cię z tej drogi nie zawróci, nie możesz się wachać i dawać sobią manipulować. I poszukaj wśród bliskich kogoś kto będzie Cię wspierał w tych najtrudniejszym momentach.
      Zyczę Ci powodzenia, bo widzę jakie zniszczenie u drugiego człowiek może sprawić taka osoba
    • kropeczka455 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 18.02.12, 21:38
      raczek47 napisała:
      > o ile mężem jest okropnym,
      > ojcem jest dobrym, z dziećmi jest b. związany i im oddany.
      Nie jest ani dobrym mężem ani dobrym ojcem.
      Dobry ojciec uczy dzieci szacunku do matki.
    • grazyna1605 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 19.02.12, 14:12
      Posluchaj Hamerykanki. Bolesne doswiadczenia i dobre rady. Zycze cierpliwosci.
      • misiowamama-2 Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 20.02.12, 15:15
        Popieram.
        trzymam kciuki
    • asia_i_p Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 20.02.12, 19:14
      Jeżeli cię upokarza przy dzieciach, nie jest dobrym ojcem. To się wyklucza.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko i forumki-proszę o wsparcie i 22.02.12, 07:20
      Otrzymała już Pani wiele rad i diagnozy opisanej przez Panią sytuacji. Zwłaszcza wpisy "sebalby" i "hamerykanki" warte są rozważenia. Zgadzam się z nimi i dlatego już nie będę powtarzać użytych w nich argumentów i rad dla Pani.
      Od siebie dodam, że podczas wyboru rodzaju terapii warto rozważyć terapię grupową. Jako dodatkową równolegle z indywidualną krótkoterminową lub po zakończeniu indywidualnej - grupowa. Tam być może rozpozna Pani także źródło swoich uległych zachowań, co w tym przypadku może pomóc Pani je zrozumieć i wtedy znaleźć skuteczną dla Pani metodę wychodzenia z trudnej sytuacji.
      Ma Pani rację, że musi Pani dostosować swoje postępowanie do swoich możliwości.
      Wydaje się jednak, że część Pani argumentów, choć brzmi słusznie, może być racjonalizacją do tkwienia w upokarzającej sytuacji. Takim argumentem jest zwykle dobro dzieci i lęk przed zmianą.
      Musi też Pani pamiętać, że wyjście, czy też wychodzenie, z tej sytuacji nie przyniesie natychmiastowej ulgi i zadowolenia. To będzie naturalne i nie powinna Pani uważać tego za błąd decyzji. To nalezy traktować jako dynamikę zmiany.trzeba opłakać stratę nawet złej rzeczy. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja