dunya2009
19.02.12, 23:36
Mam problem z moim mężem, który po paru latach odnowił kontakty ze swoją byłą kochanką. Kilka lat temu w związku z m.in. jego romansem nasze małżeństwo przeszło bardzo poważny kryzys, o mało się nie rozstaliśmy. Ale udało się nam odbudować nasz związek, urodziły się kolejne dzieci. Owszem to doświadczenie zostawiło pewne rysy na naszym małżeństwie, ale bilans zysków i strat był dla mnie zdecydowanie na plus. Jednym z moich warunków zejścia się po tej zdradzie było zerwanie przez męża jakichkolwiek kontaktów z tą dziewczyną. Mąż do tej pory raczej dotrzymywał tej umowy. Niestety, latem dodał ją do znajomych na „fejsie”. Mętnie się wytłumaczył, ale nic się nie działo, więc nie wnikałam. Parę miesięcy temu skontaktował się z nią jednak przez internet. Wspominał jej o zmianach w swoim życiu m.in. o nowonarodzonych dzieciach, ale rozmawiali dość ogólnikowo. Zaproponował jej niezobowiązującą kawę, ale ona trzymała go zdecydowanie na dystans. Nie mówiłam mu, że w ogóle wiem o tej rozmowie. Jakiś miesiąc, dwa temu znów się kontaktowali. Rozmowy dalej dość neutralne, choć mąż pozwalał sobie na aluzje, co do wspólnej przeszłości, ona je zbywała milczeniem, ale tym razem zgodziła się na spotkanie. Wtedy wzięłam męża na rozmowę. Przypomniałam o naszej umowie, wyraźnie powiedziałam, że nie toleruję żadnych jego kontaktów z nią. Przyznał mi rację, był chyba nawet mile zaskoczony moją zazdrością, rozmawialiśmy szczerze i otwarcie. Na jakiś czas mu odpuściłam. Wczoraj sprawdziłam czy dotrzymuje umowy. No i okazało się, że choć nie spotkał się z nią, to od około dwóch tygodni rozmawia z nią prawie codziennie. To, co mnie szczególnie zdenerwowało to, po pierwsze, że pisze do niej, że np. wrzucił kolację do mikrofali, skończył pisać jakąś prezentację, że właśnie słucha takiej czy innej muzyki, po drugie, któregoś razu zaczęli wspominać czasy, gdy byli razem, co robili, gdzie chodzili, jak się poznali, i po trzecie, dalej planowali to spotkanie na mieście. Oczywiście, ja w ich rozmowach nie pojawiam się nigdy, mąż unika też wspominania o maluchach, które urodziły się po tym romansie, a chętnie pisze o najstarszym dziecku.
Nie wytrzymałam i zrobiłam mu awanturę. Tym razem mąż był bardziej spięty. Oczywiście, znów twierdził, że robię z igły widły, że to wszystko żarty, ale bardzo szybko zaczął mnie atakować, że mnie nie interesują te wszystkie drobiazgi z jego życia itp. Znając go wiem, że jego agresja oznacza, że mam jednak trochę racji i on przede mną coś ukrywa.
Poza tym nasze stosunki nie zmieniły się, mąż bywał nawet ostatnio bardziej czuły dla mnie niż zwykle.
No i teraz mam dylemat. Najchętniej potraktowałabym go jak dorosłego człowieka, który zna moje stanowisko, zna zasady i jest świadomy konsekwencji swoich czynów, chciałabym przestać go wypytywać, sprawdzać, kontrolować. Nie chcę go szantażować, nie chcę rzucać gróźb bez pokrycia. Nie jestem zresztą w stanie skutecznie go kontrolować. Jestem na niego wściekła, bo czuję się jak matka, która ciosa synom ciołki na głowie, a oni robią co chcą, albo jak włoska żona, która raz na jakiś czas robi pokazową awanturę, mąż się kaja, ale jak zdradzał tak zdradza. Znając go myślę, że on nie oprze się długo pokusie kontynuowania tego flirtu, jeśli tylko nagroda jest natychmiastowa, a kara odroczona czy niepewna. Ta świadomość i moja złość tworzy jednak mur między nami, tracę momentami zapał do inwestowania w naszą relację, odczuwam zniechęcenie do męża. Raz mam ochotę zupełnie sobie odpuścić i zostawić to swojemu biegowi, chwilę potem czuję, że to moje życie, moja rodzina i mam pełne prawo o nie walczyć. Pani Agnieszko, co robić?