switanie
27.02.12, 13:37
Witam przemiłe towarzystwo i proszę o radę, bo sama na myśl o kolejnej wizycie wegetarianki-wampirzycy-terrorystki bezradnie rozkładam ręce - i śmiech, i wściekłość jednocześnie, że tak nami zawsze pomiata, a my się dajemy... Ale po kolei. Za kilka dni urodziny córeczki. Przyjdą chrzestni z dziećmi, przyjaciele i brat ze swoja kobietą. Towarzystwo lubi w miarę zjeść i wypić i, niestety, będą wódeczka, mięsko, torcik.. Dlaczego niestety? Bo bratowa jak zawsze na pewno znów zrobi zjadliwą awanturę, że nie usiądzie do stołu w towarzystwie trupów (czyli mięsa), że jest oburzona, że ludzie zażywają truciznę (o alkoholu), a za tort, jeżeli nie jest bezglutenowy, to ona dziękuje i innym nie radzi. Sprzęty emitujące promieniowanie w jej obecności będzie prośba wylaczyć i zacznie jak zawsze straszyć rakiem, pouczać, wyliczać kalorie i wyzywać od ciemnot i prostaków, a brat będzie jak zawsze w tym czasie zachwyconym wzrokiem wpatrywać sie w - jak ją nazywa -"swoją królową". masować jej stopy ułożone na jego kolanach, demonstrować odchudzony brzuch i chwalić się sprawnością seksualną (chociaż po cichu w ukryciu poprosi o kawałek kotlecika, ale żeby ONA nie widziała). Mój mąż, człowiek wesoły i wygadany, przy niej woli się w ogóle nie odzywać, żeby przypadkiem nie poruszyć absolutnie żadnego tematu i nie wysłuchiwać jej tyrad, bo ona jest ekspertem w każdej innej dziedzinie życia również i ma dla każdego człowieka swoje dobre rady, jak ma żyć. Czekamy aż wampirzyca zakończy swój popis i oni wyjadą ( bo maja regularny rozkład snu i jakiegoś tam tantrycznego seksu) i wtedy zaczynamy się bawić. Ona ma dużo racji i w pełni podzielam jej zdanie, że odżywiamy się źle, że żyjemy niezdrowo, ale sposób, w jaki to robi, jej pogarda, miny, okrzyki "zabierzcie trupy" "jak możecie to jesc!", "jak wy żyjecie?" "jak wyglądacie?" "co to za bezguscie?" sprawiają, że nie chce mi się wcale tych urodzin. Oczywiście, beda owoce, warzywa, kiełki, woda tylko w szklanych butelkach, ziołowe herbatki itp, ale sama myśl o kolejnym takim przebiegu imprezy strasznie mnie denerwuje. Jak mam nauczyć się nie reagować tak nerwowo? Jak ją polubić? Wariant, żeby nie zapraszać, absolutnie odpada, bo mąż kocha swojego brata, a brat nic jej nie powie, bo on w ogóle nie widzi problemu, gdyż oni dobrze się bawią, lubią życie towarzyskie i wszyscy ich lubią, tylko nam coś czemuś nie pasuje.. Może komuś wyda się to śmieszne i żaden problem, ale proszę postawić się na moim miejscu...