watek oryginalny

13.04.12, 19:43
mam problem z tesciowa. maz ma 52 lata. mamy kryzysy,jak to w zwiazku. aktualnie jestesmy w kolejnym. maz wlasnie nabawil sie wirusowej infekcji. lezy w lozku,przyjezdza do niego matka i go pielegnuje. przywozi mu jedzenie (miesko, salatki,drozdzoweczki,jogurciki,soczki itp.).lodowka pelna,ale ona "wie lepiej". zawsze tak jest,nawet jesli jest zdrowy. powaznie rozwazam rozwod.mysle,ze ona bedzie zyla dluzej niz nasz zwiazek.
    • elizabeth7 Re: watek oryginalny 13.04.12, 20:48
      To trudna sprawa. Jeśli przez wiele lat pozwalałas na to by twoja teściowa wchodziła do waszego mieszkania i czuła się jak u siebie w domu, pakowała rzeczy do waszej lodówki, zajmowała się swoim synkiem jak dzieckiem, nie zmusiałaś go do odpępowienia i nie wpuszczania mamusi do waszych spraw - to sama sobie jestes winna. To niewyobrażalna sytuacja, no chyba,że jesteście młodym małżeństwem ... mąż przez 50 lat był zaopiekowany przez matkę i teraz zastanawiasz się jak go odpępowić?
      • bez_przekazu Re: watek oryginalny 15.04.12, 10:34
        tesciowa u nas bywala,kiedy dziecko bylo w wieku szkolnym , a wiec przychodzila w sytuacjach awaryjnych do wnuka,nie do meza. przy okazji zawsze cos przynosila do jedzenia,bo nigdy nie pracowala i lubi karmic rodzine.
        ten watek zalozylam,aby sie dowiedziec,czy takie zachowanie matki do mocno juz dojrzalego syna jest norma. dodam,ze mimo,iz jestem "kobieta pracujaca" od poczatku naszego malzenstwa nigdy nie zaniedbywalam domu. tylko w mniemaniu tesciowej robilam dla jej syna za malo, bo ona robila dla meza o wiele wiecej. ja zawsze podkreslalam,ze moje malzenstwo ma byc partnerskie. myslalam,ze po ostatnim wielkim kryzysie,kiedy sobie wszystko wyjasnilismy i sie pogodzilismy (tesciowa przez 4 miesiace karmila meza, podczas gdy ja prowadzilam osobna kuchnie,bo tak zdecydowal maz) cos zrozumil, przynajmniej w kwestii relacji syn-matka. caly czas winilam ja, ale teraz dopiero do mnie dotarlo,ze to jego wina,bo jesli przyjmuje ta pomoc tzn,ze mu tak wygodnie, albo nie potrafi matce odmowic, albo tez robi to zlosliwie w stosunku do mojej osoby.
        ona jest prosta kobieta i kocha go miloscia bezwarunkowa. rozumiem to,aczkolwiek sama mam doroslego juz syna i moje uczucie do niego przejawia sie zupelnie inaczej. widocznie ona inaczej nie potrafi. ok.,ale dlaczego on tego nie zmieni? nasuwa sie jedyna, gorzka odpowiedz - on bardziej kocha matke niz zone.
        elizabeth7 napisała:

        > To trudna sprawa. Jeśli przez wiele lat pozwalałas na to by twoja teściowa wcho
        > dziła do waszego mieszkania i czuła się jak u siebie w domu, pakowała rzeczy do
        > waszej lodówki, zajmowała się swoim synkiem jak dzieckiem, nie zmusiałaś go do
        > odpępowienia i nie wpuszczania mamusi do waszych spraw - to sama sobie jestes
        > winna. To niewyobrażalna sytuacja, no chyba,że jesteście młodym małżeństwem ...
        > mąż przez 50 lat był zaopiekowany przez matkę i teraz zastanawiasz się jak go
        > odpępowić?
        • aqua48 Re: watek oryginalny 15.04.12, 18:53
          bez_przekazu napisał(a):

          > ten watek zalozylam,aby sie dowiedziec,czy takie zachowanie matki do mocno juz
          > dojrzalego syna jest norma.
          > tesciowa przez 4 miesiace karmila meza, podczas gdy ja prowadzilam osobna kuchnie,bo t
          > ak zdecydowal maz)

          Zdecydowanie to NIE jest norma, ale zareagować na tego typu postępowanie matki powinien mąż. Jak widać jemu nie zależy na zmianie.

          • ada16 Re: watek oryginalny 16.04.12, 09:26
            Już dawno trzeba było tupnąć.
            Mąż chyba trochę bez ambicji? jak mu żona nie dogadza , to mamusia poratuje?.
            chyba zaproponowałabym spakowanie manatków , gdyby normalna rozmowa nie pomogła.
            Czy kiedykolwiek zaprotestowałaś tej sytuacji?

            • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 19:46
              tupalam,pakowalam,ale....kochalam i przebaczalam. teraz juz nie kocham i sie zastanawiam czy musze nadal przez to przechodzic. tesciowa ma 82 lata,jeszcze troche pozyje,a mnie moze trafic szlag z tych nerwow kiedys.


              ada16 napisała:

              > Już dawno trzeba było tupnąć.
              > Mąż chyba trochę bez ambicji? jak mu żona nie dogadza , to mamusia poratuje?.
              > chyba zaproponowałabym spakowanie manatków , gdyby normalna rozmowa nie pomogła
              > .
              > Czy kiedykolwiek zaprotestowałaś tej sytuacji?
              >
        • kropeczka455 Re: watek oryginalny 16.04.12, 19:59
          bez_przekazu napisał(a):
          > ten watek zalozylam,aby sie dowiedziec,czy takie zachowanie matki do mocno juz
          > dojrzalego syna jest norma.

          Zachowanie tesciowej jet "normą" kiedy dorosły syn nie potrafi odciąć pepowiny.
          To Twój mąz powinien wyznaczyc granicę której nikt nie powinien przekraczać wkraczając na terytorium waszej rodziny.
          Dopóki bedzie maminsynkiem - bedziesz walczyła z wiatrakami.

          > tylko w mniemaniu tesciowj robilam dla jej syna za malo,
          > bo ona robila dla meza o wiele wiecej.
          Tesciowa jest matka syna a nie żoną.Pora aby to zrozumiała. Mogła zmieniać mu pampersa jak był dzieckiem a teraz niech zajmie sie soba i swym mężem.
          Dawno powinnaś kazać tesciowej zamknąć drzwi od drugiej strony mieszkania.
          • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 20:10
            :) gwoli uscislenia: tesciowa ma 82 lata,jest baaaaaardzo schorowana, i wdowa od 20 lat.
            ten watek uswiadomil mi wreszcie, kto ponosi wine za sytuacje. ani ja,ani ona, tylko maz wlasnie. kiedys nawet powiedzial,ze nie moze matce odmowic ,bo ona sie obrazi. a obrazanie sie u niej wyglada tak,ze zaczyna ciezko chorowac i umierac. i tak szantazuje go ponad 20 lat.
            jej corka juz na to od dawna sie nie nabiera i wyznaczyla jej granice.moze dlatego teraz przypuscila atak na moja rodzine.:)

            kropeczka455 napisała:

            > bez_przekazu napisał(a):
            > > ten watek zalozylam,aby sie dowiedziec,czy takie zachowanie matki do mocn
            > o juz
            > > dojrzalego syna jest norma.
            >
            > Zachowanie tesciowej jet "normą" kiedy dorosły syn nie potrafi odciąć pepowiny.
            >
            > To Twój mąz powinien wyznaczyc granicę której nikt nie powinien przekraczać wkr
            > aczając na terytorium waszej rodziny.
            > Dopóki bedzie maminsynkiem - bedziesz walczyła z wiatrakami.
            >
            > > tylko w mniemaniu tesciowj robilam dla jej syna za malo,
            > > bo ona robila dla meza o wiele wiecej.
            > Tesciowa jest matka syna a nie żoną.Pora aby to zrozumiała. Mogła zmieniać mu p
            > ampersa jak był dzieckiem a teraz niech zajmie sie soba i swym mężem.
            > Dawno powinnaś kazać tesciowej zamknąć drzwi od drugiej strony mieszkania.
    • amb25 Re: watek oryginalny 16.04.12, 10:18
      Ale co ci przeszkadza, ze tesciowa przyniesie zrobione jedzenie, nawet codziennie. Oszczedza twoj czas i prace. Matka go pielegnuje, skoro nie ma co robic, to chyba dobrze, bo ty nie musisz. Wylada tak jakbys z nia walczyla o to pod czyja wladza jest synus.
      I wydaje mi sie, ze rozwazasz ten rozwod, bo jestes rozczarowana mezem i pewnie wszym malzenstwem, a Tesciowa to dobry powod.
      • ada16 Re: watek oryginalny 16.04.12, 10:28
        Nie każdej kobiecie pasuje taki układ.
        Ciekawe, czy gdy autorka jest chora- mamusia ( teściowa lub własna) też przynosi jedzenie i pielęgnuje?
        Wydajemisię , ze autorka tę troskę odbiera jako niedwierzanie jej , ze się potrafi mężem zająć.
        Poza tym fakt, ze mamusia dba o synka kiedy się pokłócą świadczy o braku honoru u mężą.
        Nie potrafi się sam sobą zaopiekować i potrzebuje mamusi?
        • amb25 Re: watek oryginalny 16.04.12, 11:01
          No wlasnie chodzi o sposob w jaki odbiera to autorka watku - zupelny brak pewnosci siebie. Ona powinna zrozumiec, ze jest zona, nie matka, facet jest dorosly, ma matke, ktora poza nim swiata nie widzi. No i po co zaprzatac sbie glowe tym co ew. tesciowa chce wyrazic swoim zachowaniem, domysly, domysly i domysly. Moze kobieta chce dobrze (przynajmniej dla syna). Autorka kochajac meza powinna byc szczesliwa, ze jest jeszcze kos kto takze kocha meza. Tylko ten ktos to jego matka i nie ma potrzeby rywalizowac z nia. Bo autorka jest zona.
          A dlaczego autorka ma sie zajmowac mezem? On nie jest dzieckiem. Powinien sie sam soba zajac. A skoro przychodzi mamusia i sie nim zajmuje to grzech nie skorzysstac.
          Czy ona wtraca sie im w inne aspekty zycia poza kuchnia? Jesli nie to wg mnie autorka nie powinna sie tym przejmowac tylko wrzucic na luz. No, jesli Tesciowa dobrze sie czuje i lubi to mglaby jeszcze poprasowac ew. nastawic pranie. :)
          Niektore starsze panie lubia czuc sie potrzebne, pomocne lub ew. narzekac ze sa wykorzystywane albo niedoceniane. One tak musza i nie ma po co wlaczyc z wiatrakami.
          • ada16 Re: watek oryginalny 16.04.12, 11:34
            Ale może też być tak, ze autorka tę ciągłą obecność teściowej widzi jako niedowierzanie w jej dobrą opiekę ( nikt tak dobrze nie nakarmi jak mamusia).
            Nie wiemy , czy teściowa w jakiś sposób nie daje tego odczuć.

            Mam podobny egzemplarz, tyle ze dużo szybciej postawiłam granice.
            Nie pasowały mi czyjeś porządki w mojej szafie , czy przestawione meble , bo tak będzie lepiej.

            • twoj_aniol_stroz Re: watek oryginalny 20.04.12, 14:39
              Ale tu są dwie sprawy w Twojej wypowiedzi:
              1. kwestia poczucia własnej wartości autorki wątku, gdzie nakarmienie męża urasta do rangi problemu.
              2. kwestia grzebania w szafach i przestawiania mebli na własną modłę.
              O ile mi lata koło tyłka to co mamusia mojego męża mu ugotuje, jak go będzie karmić i co sadzi o mnie jako o niani mojego męża (a sądzi bardzo źle, bo to nie raz mówiła, tyle, że mało mnie to obchodzi) o tyle nie pozwalam na szarogęszenie się w moim domu. Moja teściowa jest podobnym typem do teściowej tu opisanej. I powiem tak: póki starałam się udowodnić jaką dobrą panią domu jestem,póty byłam nieszczęśliwa a mąż w chwilach sprzeczek miał doskonałą szpilę do wbicia. Kiedy to do mnie dotarło i popracowałam nad poczuciem własnej wartości okazało się, że mężowi przestało smakować mamusine jedzenie, moje jest o wiele lepsze. Nagle zaczęłam słyszeć jak świetnie gotuję,jaki pyszny rosół mi wyszedł. I coś w tym jest, bo poza wszystkim innym jedzenie ugotowane z sercem a nie dla popisu jest zwyczajnie smaczniejsze. Natomiast zawsze konsekwentnie goniłam wszelkie próby mieszania się w umeblowanie, układ mojego domu. Wszelkie uwagi mojej teściowej na temat tego co powinnam mieć w domu i jak umeblować salon kwitowałam jednym zdaniem: mamo, proszę meblować swój salon a nie mój. Metoda zdartej płyty jest tu najgenialniejszym rozwiązaniem :)
              • bez_przekazu Re: watek oryginalny 20.04.12, 18:20
                u mnie tak zle nie bylo, tesciowa nie robila mi uwag,ale wiem,ze wyrazala swoja dezaprobate,kiedy kolejny raz zmienialismy meble. (ona nigdy nie przywiazywala wagi do wygladu wlasnego i mieszkania).
                w rozmowie z mezem, po ostatnim kryzysie przyznak,ze jemu moja kuchnia lepiej smakuje. tym bardziej zastanawia mnie uleglosc wobec matki.
                porownujac charakter mojej matki i tesciowej szala przechyla sie zdecydowanie po stronie tesciowej (jako matki). chcialabym miec za matke tesciowa, a za tesciowa moja matke:)
                mysle,ze nie mam sie juz nad czym zastanawiac. maz juz dawno wybral.
          • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 20:06
            ona wlasnie wtraca sie do naszego zycia tak postepujac. ale,wlasciwie to juz nie ma dla mnie takiego znaczenia,jak kiedys.masz racje, wrzucilam na luz, bo uswiadomilam sobie z jakim malo ambitnym i przewrotnym czlowiekiem spedzilam prawie cwierc wieku. obecnie jest mi tylko siebie zal,ze zmanowalam kilka ostatnich lat na uzeranie sie z niedojrzalym do partnrskiego zwiazku czlowiekiem.

            • kropeczka455 Re: watek oryginalny 16.04.12, 20:15
              bez_przekazu napisał(a):
              > ona wlasnie wtraca sie do naszego zycia tak postepujac.

              A mowilaś męzowi ze nie chcesz żyć pod dyktando tesciowej?
              Co on sadzi na o mamuśce wtracajacej sie w waszą rodzinę??
              • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 20:34
                tak, rozmawialismy o tym w styczniu,kiedy pogodzilismy sie po 4miesiecznej zimnej wojnie:)
                powiedzialam,ze zywiac sie u matki i wozac do niej rzeczy do prasowania czulam sie upokorzona. on powiedzial,ze nie potrafil jej odmowic:)


                kropeczka455 napisała:

                > bez_przekazu napisał(a):
                > > ona wlasnie wtraca sie do naszego zycia tak postepujac.
                >
                > A mowilaś męzowi ze nie chcesz żyć pod dyktando tesciowej?
                > Co on sadzi na o mamuśce wtracajacej sie w waszą rodzinę??
                • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 20:36
                  aha, on twierdzi,ze ona taka jest i ze dlatego jest lepsza od mojej,bo moja to nic nie pomaga.

                  bez_przekazu napisał(a):

                  > tak, rozmawialismy o tym w styczniu,kiedy pogodzilismy sie po 4miesiecznej zimn
                  > ej wojnie:)
                  > powiedzialam,ze zywiac sie u matki i wozac do niej rzeczy do prasowania czulam
                  > sie upokorzona. on powiedzial,ze nie potrafil jej odmowic:)
                  >
                  >
                  > kropeczka455 napisała:
                  >
                  > > bez_przekazu napisał(a):
                  > > > ona wlasnie wtraca sie do naszego zycia tak postepujac.
                  > >
                  > > A mowilaś męzowi ze nie chcesz żyć pod dyktando tesciowej?
                  > > Co on sadzi na o mamuśce wtracajacej sie w waszą rodzinę??
        • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 19:57
          moja mama przyjezdza wtedy,kiedy ja poprosze. sama sie nie narzuca nigdy.
          natomiast tesciowa uwielbia uszczesliwiac innych na sile. ma co robic, bo ma corke ,liczne w wnuki i prawnuki w roznym wieku (od malenkiego do nastolatka). i na dobra sprawe jest caly tydzien zajeta. ale mam wrazenie ,ze od jakiegos czasu ona to robi celowo. nigdy sie z nia nie poklocilam,zawsze odnosilam sie z szacunkiem, bo tak jestem wychowana.
          zawsze,kiedy maz chorowal potrafilam zadbac o jego komfort.teraz jest inna sytuacja, bo przed swietami poprosilam,aby zyl na wlasny rachunek, bo widze,ze nie zmienil swojego zachowania wobec mnie i mojej matki (ciagle sie z niej wysmiewa,czego ja nigdy nie robilam z jego matka). wiec mysle,ze to tesciowej zemsta za to,jak go potraktowalam. a potraktowalam go tak samo,jak on mnie pol roku temu.
          ada16 napisała:

          > Nie każdej kobiecie pasuje taki układ.
          > Ciekawe, czy gdy autorka jest chora- mamusia ( teściowa lub własna) też przynos
          > i jedzenie i pielęgnuje?
          > Wydajemisię , ze autorka tę troskę odbiera jako niedwierzanie jej , ze się potr
          > afi mężem zająć.
          > Poza tym fakt, ze mamusia dba o synka kiedy się pokłócą świadczy o braku hono
          > ru u mężą.
          > Nie potrafi się sam sobą zaopiekować i potrzebuje mamusi?
      • bez_przekazu Re: watek oryginalny 16.04.12, 19:49
        ona to robi,jak napisalam wczesniej, tylko wtedy,kiedy jestesmy pokloceni. dla mnie to demonstrowanie z jej strony,jaka jestem podla kobieta. jak zyjemy w zgodzie to ona jest wtedy dobra tesciowa. to jest glupie, bo ona na mnie sie obraza razem z syne,kiedy sie pogodzimy zachowuje sie,jakby nic sie nie stalo. nie rywalizuje z 80letnia kobieta. chcialabym tylko byc dla meza wazniejsza niz jego matka.

        m, a potem
        amb25 napisała:

        > Ale co ci przeszkadza, ze tesciowa przyniesie zrobione jedzenie, nawet codzienn
        > ie. Oszczedza twoj czas i prace. Matka go pielegnuje, skoro nie ma co robic, to
        > chyba dobrze, bo ty nie musisz. Wylada tak jakbys z nia walczyla o to pod czyj
        > a wladza jest synus.
        > I wydaje mi sie, ze rozwazasz ten rozwod, bo jestes rozczarowana mezem i pewnie
        > wszym malzenstwem, a Tesciowa to dobry powod.
        • kropeczka455 Re: watek oryginalny 16.04.12, 22:00
          bez_przekazu napisał(a):
          > ona to robi,jak napisalam wczesniej, tylko wtedy,kiedy jestesmy pokloceni. dla
          > mnie to demonstrowanie z jej strony,

          Gdyby tesciowa przyniosła jedzenie dla swego dla synusia, ze stoickim spokojem stwierdzilabym że mąż jest na diecie zalecanej przez lekarza. I z usmiechem na twarzy powiedzialabym"nie martw sie mamusiu nic sie nie zmarnuje, zjem z Twymi wnukami przygotowane przez Ciebie smakołyki.

          > bo ona na mnie sie obraz
          > a razem z syne, kiedy sie pogodzimy zachowuje sie,jakby nic sie nie stalo.

          Tesciowa razem z Twym mężem manipuluje Tobą aby udowodnić że nie jesteś niezastapiona. Nie musisz być idealna zona a tym bardziej idealna synowa.
          Nawet jak sie pogodzicie z mężem niech tesciowa dalej pierze gacie Twojego męża. Chce byc sużaca synusia niechaj bedzie albo panocek sam sie weżmie za pranie. Żeby się mogła bidulka wykazać dorzuć do jej prania ciuchy wnuków. Męzowi jak bedzie zanosił przypomnij aby mamusia nie zapomniała wypracować.

          IDZ NA KURS ASERTYWNOŚCI
          • kropeczka455 Re: watek oryginalny 16.04.12, 22:04
            > bedzie zanosił przypomnij aby mamusia nie zapomniała wypracować.

            wyprasować.

    • verdemargerita jak ja to dobrze znam.... 17.04.12, 10:09
      moja teściowa przyjeżdża do nas średnio raz w miesiącu na tydzień "bo się za wnusią stęskniła". Pierze, sprząta, prasuje, gotuje. I przy okazji niańczy swojego trzydziestotrzyletniego synka. Wstaje o czwartej nad ranem, żeby mu śniadanie przygotować, ubranie do pracy mu naszykuje, buty mu wyczyści, A on jej jeszcze fochy strzela, że kanapek z serem to jadł nie będzie, bo chce np z szynką. No to mamusia szybciutko się uwija, żeby syna zadowolić. Po pracy też go szybko do kąpania wysyła i na kapę przed telewizor. A ona w tym czasie szybciutko dywany wytrzepie, śnieg odgarnie czy też inne porządki na podwórku zrobi. Jak małżonek zakaszle, to na drugi dzień mamusia juz w drzwiach stoi z arsenałem leków, jak jest na urlopie, to też przyjeżdża, żeby go we wszystkim wyręczyć, bo on przeciez musi wypocząć, a ja z pewnością go do jakiejś roboty zagonię. Na początku starałam się rozmawiać, że to nie jest naturalne, że nie musi mi w domu sprzątać i gotować i przy okazji po swojemu wszystko urządzać, ale nie dociera, a jeśli juz to na krótko. O niańczeniu syna też się wykłócałam, ale jemu jest tak wygodnie, a dla niej to sens życia. Teraz już się poddałam, choć jak ona jest to czyję się jak w jakimś groteskowym świecie, jakbym była gościem w swoim własnym domu, co jest tym bardziej śmieszne, że mieszkamy w moim domu rodzinnym i z chwilą, gdy teściowa przekracza próg staje się gospodynią. Podobnie jak autorka wątku myślę o rozstaniu z mężem - z kim mu będzie lepiej niż z mamą??? Przy mamie to nawet może się poczuć jak prawdziwy macho - bo ona pozwala mu na teksty w stylu "zamknij się i idź do kuchni" a ze mną to nie przejdzie. Ona nie jest jedyną przyczyną rozpadu mojego małżeństwa, ale na pewno w dużym stopniu się do niego przyczyniła. I wszystko to z miłości i dobrych chęci.....
      • bez_przekazu Re: jak ja to dobrze znam.... 17.04.12, 18:11
        nie rozumiem, to rozstalas sie czy masz zamiar? tak czy siak zrob to,poki jestes mloda, ja wielokrotonie chcialam sie rozstac,ale.... teraz tez jest "ale".moj wiek i zal,z bede musiala stracic moje ulubione mieszkanko. (podzial majatku). z drugiej strony,kiedy polozylam na szalach moj spokoj i wzgledny dostatek, pierwsza szala przewazyla . do wszystkiego trzeba dojrzec,ja generalnie pozno dojrzewalam,wiec moze nie jest za pozno na zmiany?
        zawsze sobie myslalam,ze Ona nie bedzie wiecznie zyla, ale meza pochowala juz 20 lat temu, cale zycie stęka, chodzi po lekarzach, zatacza sie i chodzi o lasce (jak nie zapomni, bo to urodzona aktorka). i zyje.truje zycie innym (poza synkiem),ale sama ma dobre samopoczucie. maz tez sobie pozwala na rozne teksty do matki. bylam w szoku, bo w moim rodzinnym domu nie do pomyslenia byly takie odzywki do rodzicow. kiedy zaczal podobnie albo gorzej odnosic sie domnie zrozumilam,ze dla niego to normalne i nie zmienie tego. zaczelam tracic do siebie szacunek, popadlam w zgorzknienie i mam stany depresyjne. i o wszystko w imie milosci?!

        verdemargerita napisała:

        myślę o rozstaniu z mężem - z kim mu będzie lepiej niż z mamą??? Przy mamie
        > to nawet może się poczuć jak prawdziwy macho - bo ona pozwala mu na teksty w s
        > tylu "zamknij się i idź do kuchni" a ze mną to nie przejdzie. Ona nie jest jedy
        > ną przyczyną rozpadu mojego małżeństwa, ale na pewno w dużym stopniu się do nie
        > go przyczyniła. I wszystko to z miłości i dobrych chęci.....
    • squirrel9 Re: watek oryginalny 17.04.12, 18:54
      Ty masz teściową tzw. najlepszą-matkę-świata, która urodziła SOBIE synka. I wychowała go szantażem emocjonalnym (niekończący się film o umieraniu). Z tobą ułożyła sobie stosunki pomagając i wtrącając się w wasze zycie "z dobrego serca i dobrej wierze".
      Ja się nawet nie dziwię, że twój mąż jest do tego przyzwyczajony, dla niego tak było zawsze. Dziwię sie tobie, że tolerujesz męża przyczepionego do spódnicy mamusi. Facet, który po kłótni z żoną idzie na jedzenie do mamusi, wozi do mamusi koszule do prasowania (czyli wprowadza swoją matkę w wasze wewnątrzrodzinne sprawy) zachowuje się jak przedszkolak. Powiela to co wyniósł z domu, bez refleksji - szantażująca go matka nauczyła go szantażowania. Więc po kłotni on niczego nie musi, nie musi rozmawiać, rozwiazywać problemów, może przenieść część życia do mamusi. Nie podba ci sie to będzie tak jak jemu się podoba. Boję sie, że po tylu latach wspólnego zycia nawet nie zauważasz, ze on stosuje wobec ciebie emocjonalny szantaż.
      Teściowa jak teściowa, mądra nie jest ale czego wymagać od kobiety która tak wychowała synka. Moga sobie ręce podać.
      Dla mnie, gdyby facet zrobił tak pierwszy raz, to koszule miałby spakowane przed drzwiami razem z resztą ciuchów. I wymienione zamki. Albo dorośnie gwałtownie albo niech mieszka z mamusią.A swoje doswiadczenie mam - teściowa mam podobną, mąż jednak nigdy nie poszedłby do niej z naszymi problemami.
      Pewnie musisz mu zaserwować to samo co on tobie, bo on w ogóle może nie rozumieć,że cos nie jest ok. Tylko co mu możesz - co w domu robi mąż?

      • bez_przekazu Re: watek oryginalny 19.04.12, 17:47
        squirrel9 napisała:

        > Dziwię sie tobie, że tolerujesz męża przyczepionego do spódnicy mamusi.

        Dlatego zalozylam ten watek. Maz latami wpedzal mnie w poczucie winy,ze jestem zla zona (moja matka tez byla zla zona). Pierwsze 10 lat bylam z nim i przebaczalam, bo kochalam go. Kolejne 10 lat bylam z nim dla dziecka, ktore trzeba bylo wychowac i wyksztalcic (zawsze malo zarabialam,taka praca).

        > Boję sie, że po tylu latach wspólnego zycia nawet nie zauważasz, ze on stosuje wobec ciebie emocjonalny szantaż.

        Wlasnie niedawno to zrozumialam. Ale wczesniej myslalam,ze to ja jestem szantazystka:(

        > Pewnie musisz mu zaserwować to samo co on tobie, bo on w ogóle może nie rozumie
        > ć,że cos nie jest ok. Tylko co mu możesz - co w domu robi mąż?

        No wlasnie, co ja mu moge? Ja nawet tak nie potrafie. Maz w domu robi to,co mu sprawia przyjemnosc. Niewiele sie nauczyl od ojca, bo matka w domu robila za konserwatora. Meza oszczedzala. Czasami pomaga mi w sobotnich porzadkach,ale jest wtedy bardzo nerwowy,bo uwaza,ze to uwlacza jego meskosci. Uwaza tez,ze jesli zarabia ode mnie wiecej to nie musi w domu nic robic.
        Dziekuje Ci za bardzo trafne spostrzezenia. Chcialam oceny osob postronnych, bo u niego w rodzinie kobiety sa inne,tzn. takie,jak jego matka,wiec nie mam tam zrozumienia.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: watek oryginalny 19.04.12, 15:25
      Zgadzam się z "amb25" w diagnozie opisanej sytuacji. To nie ta incydentalna sprawa opieki matki nad chorym dorosłym synem jest problemem, ale ogólne rozczarowanie mężem. Pewnie w tym rozczarowaniu mieści się jakość relacji męża ze swoją matką, ale o Pani myślach rozwodowych nie powinna wszak decydować incydentalna sprawa potrzeb starszej matki i jej realna osoba.
      Dlatego trzeba to rozdzielić i nie opierać swoich poglądów czy potwierdzenia tych poglądów, na zachowaniach starszej pani.
      Tego typu zachowania, po 25 latach związku, byłyby Pani obojętne lub budziły uśmiech pobłażania, gdyby Pani relacja z mężem była dobra i stabilna.
      Więc zamiast pakować mamę w Wasze sprawy, lepiej od razu przejść do spraw związanych z mężem i Waszą relacją. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • kiki74 Re: watek oryginalny 19.04.12, 17:03
        > Więc zamiast pakować mamę w Wasze sprawy, lepiej od razu przejść do spraw związ
        > anych z mężem i Waszą relacją.

        Właśnie często nie możliwe jest budowanie własnych relacji w związku jak ciągle wcina się ktoś trzeci. Przynoszenie obiadków tudzież inna pomoc to tylko pretekst by być blisko, by być potrzebnym. Jest dobrze póki taki układ pasuje wszystkim. Są przecież małżeństwa, które korzystają z pomocy rodziny. Dopuszczając czyjąś pomoc wprowadzam go do swojego życia. Jak przy dziecku pomaga mi mama, to biorę na klatę to co ma mi czasem do powiedzenia na temat jego wychowania a nie zawsze jest to wygodne. Dlatego należy dobrze rozważyć korzystanie z pseudo darmowej pomocy rodzinnej. Nikt tego nie robi bezinteresownie i pisanie 'oj nieładnie teściowa chce tylko pomóc' jest dość naiwne (to do amb25).
      • bez_przekazu Re: watek oryginalny 19.04.12, 17:54
        to nie jest sprawa incydentalna. pisalam o tym wczesniej,ze zawsze,kiedy sie poklocilismy maz szedl do matki po wsparcie. i ona mu je dawala we wszelaki sposob. kilkanascie lat temu,kiedy mielismy kryzys trwajacy 3 miesiace wozila mu do pracy tramwajem przez calo miasto obiady (!). dowiedzialam sie o tym przypadkowo.jego kolezanki w pracy mialy niezly ubaw, a ja wyrobiona opinie zlej zony.
        napisalam tez,ze to nie wina tesciowej,ale meza ,ze przyjmuje od niej pomoc w takiej formie.
        nie winie wiec jej bezposrednio,ale posrednio tak.
        nie mniej dziekuje za zabranie glosu w moim problemie.
        pozdrawiam
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Zgadzam się z "amb25" w diagnozie opisanej sytuacji. To nie ta incydentalna spr
        > awa opieki matki nad chorym dorosłym synem jest problemem, ale ogólne rozczarow
        > anie mężem. Pewnie w tym rozczarowaniu mieści się jakość relacji męża ze swoją
        > matką, ale o Pani myślach rozwodowych nie powinna wszak decydować incydentalna
        > sprawa potrzeb starszej matki i jej realna osoba.
        > Dlatego trzeba to rozdzielić i nie opierać swoich poglądów czy potwierdzenia ty
        > ch poglądów, na zachowaniach starszej pani.
        > Tego typu zachowania, po 25 latach związku, byłyby Pani obojętne lub budziły u
        > śmiech pobłażania, gdyby Pani relacja z mężem była dobra i stabilna.
        > Więc zamiast pakować mamę w Wasze sprawy, lepiej od razu przejść do spraw związ
        > anych z mężem i Waszą relacją. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • kropeczka455 Re: watek oryginalny 20.04.12, 00:05
          bez_przekazu napisał(a):
          > pracy tramwajem przez calo miasto obiady (!). dowiedzialam sie o tym przypadkow
          > o.jego kolezanki w pracy mialy niezly ubaw, a ja wyrobiona opinie zlej zony.

          Masz problem sama ze sobą. Czemu przejmujesz sie opinią zlej zony.
          Ogarnij sie i zrób coś ze sobą. Idz na terapie bo Twym problemem jest to ze kochasz za bardzo. Chcesz być idealna zoną.
          Moim zdaniem koleżanki z jego pracy rżały ze smiechu jakim jest maminsynkiem a mamuska ma odchylenia od normy.
          • bez_przekazu Re: watek oryginalny 20.04.12, 18:12
            juz sie nie przejmuje,juz sie ogarnelam, kilka lat temu zrobilam sobie sama terapie (kupilam ksiazke i kobietach , ktore kochaja za bardzo) i wiedzilam, co mi jest. ten watek ma byc potwierdzeniem tego,co podejrzewalam.

            kropeczka455 napisała:

            > bez_przekazu napisał(a):
            > > pracy tramwajem przez calo miasto obiady (!). dowiedzialam sie o tym przy
            > padkow
            > > o.jego kolezanki w pracy mialy niezly ubaw, a ja wyrobiona opinie zlej zo
            > ny.
            >
            > Masz problem sama ze sobą. Czemu przejmujesz sie opinią zlej zony.
            > Ogarnij sie i zrób coś ze sobą. Idz na terapie bo Twym problemem jest to ze koc
            > hasz za bardzo. Chcesz być idealna zoną.
            > Moim zdaniem koleżanki z jego pracy rżały ze smiechu jakim jest maminsynkiem a
            > mamuska ma odchylenia od normy.
    • mama_myszkina Re: watek oryginalny 19.04.12, 17:22
      Ja z kolei nie zgadzam się, że chodzi o rozczarowanie mężem.

      Moje małżeńtstwo oceniam jako bardzo udane jednak wizja obcej bądź co bądź kobiety mieszkającej z nami i wtrącajacej sie we wszystko od porządków w szafach począwszy a na kuchni skończywszy, doprowadziłaby moje małżeństwo do szybkiego końca. Od meża oczekiwałabym jasnego komunikatu. Nie niegrzecznego ale asertywnego. Sama też nie siedziałabym cicho, w końcu tot ez mój dom i mam prawo czuć się w nim komfortowo.
      • amb25 Re: watek oryginalny 20.04.12, 07:51
        Ona z nimi nie mieszka.
        Ja na miejscu meza, tez nie odrzucilabym pomocy matki, szczegolnie wtedy, kiedy bylabym poklocona z druga polowa. Bo gotowac nie lubie a jesc bardzo :)
        • bez_przekazu Re: watek oryginalny 20.04.12, 09:57
          i nie obchodziloby Cie, co mysli o tym Twoj maz i jak to wplywa na Wasz zwiazek?
          bylam sklonna zaopiekowac sie nim,kiedy sie zorientowalam,ze choruje (oczywiscie,nie tak, jak jego mamusia, bo ja pracuje). niestety,tesciowa mnie ubiegla, nie dala mi szansy. tym samym nie bylo pretekstu,by sie pogodzic. wiesz, jest jeszcze cos takiego,jak zasady. a tych zawsze w zyciu sie trzymam i dobrze na tym wychodze.

          amb25 napisała:

          > Ona z nimi nie mieszka.
          > Ja na miejscu meza, tez nie odrzucilabym pomocy matki, szczegolnie wtedy, kiedy
          > bylabym poklocona z druga polowa. Bo gotowac nie lubie a jesc bardzo :)
          • kiki74 Re: watek oryginalny 20.04.12, 11:09
            Bez_przekazu, za dużo jest ingerencji teściowej, ta jej nadgorliwość powoduje,że nie masz szansy zadbać 'po swojemu'; ona wykorzystuje sytuację. Nie chcę tego pisać aby podburzać Cię na teściową, bo dobrze jakbyście jednak się dogadały i nauczyły nie wchodzić sobie w drogę ale najważniejsze to określić, gdzie leży problem.
            Dbanie o męża to Twoja działka, to Twój obowiązek względem niego, nie jej. Ona miała już swój czas na to. Teraz dochodzi do sytuacji,że Teściowa uważa,że Ty nie dbasz o męża zgodnie z JEJ STANDARDAMI więc wkracza z obiadkami. Ty - albo kosztem pracy zajmiesz się dogadzaniem kulinarnie mężowi aby udowodnić wszystkim i sobie jaką jesteś dobrą żoną albo przyzwolisz na to,że teściowa panoszy się w Twoim życiu. To nie jest współpraca, to rywalizacja, która szkodzi związkowi.
            Ja mam dość podobna sytuację z tzw. dobrą ciocią przy rodzinie, ale inny charakter;) Zadziałałam zanim sytuacja się rozwinęła niekorzystnie dla mojej rodziny. Teraz jest trochę kwasu,ale najważniejsze że mąż jest po mojej stronie. To delikatna sprawa, trudno się o tym mówi, ale wierz swojej intuicji. Intuicja Ci mówi,że coś jest nie halo i tak jest. Błagam, nie daj sobie wmówić,że to Twoje przewrażliwienie. To Twój związek, Twoja rodzina i masz prawo czuć się w nim komfortowo.
            • bez_przekazu Re: watek oryginalny 20.04.12, 18:23
              sory Kiki,ale napisalam, ze moj maz ma 52 lata, ROZUMIESZ? 52 lata! i dwadziescia kilka lat w zwiazku! mnie interesuje zwiazek partnerski, a nie matka-syn. chce byc ZONA, nie matka.
              • mama_myszkina Re: watek oryginalny 23.04.12, 04:32
                Ja Ciebie rozumiem. W małżeństwie chodzi o to,zeby różne rzeczy robić samemu nawet, jeśli na początku wychodzi gorzej niż u tesciów. W końcu tesciowa we wszystkim ma większe doświadczenie ii obiektywnie rzecz biorąc, to doświadczenie powoduje,ze wiele rzeczy teściowe robią lepiej. 40 lat prania, gotowania, prasowania, sprzątania itp z każdego zrobi mistrza. Ale paradoksalnie w małżeństwie to młodzi powinni rządzić się sami nawet, jeśli koszula jest źle wyprasowana a zupa przypalona. Myślę,że w Twoim wypadku mąż nigdy nie wyszedł psychiczne z roli syna swojej matki. Tzn nie usamodzielnił się na tyle,żeby powiedzieć' mamo, doceniam intencje ale jestem dorosły, samo sobie uprasuję/upiorę/ugotuję' itp. Jak większość polskich mężczyzn Twój mąż przeskoczył spod skrzydeł mamuni pod skrzydła żony. Polskie żony to takie matki tyle,ze można z nimi uprawiać seks. To jest dramat całego pokolenia i niestety nie mam pomysłu, jak to zmienić. Bo niestety to kobiety wychowują takich synów i mężów innych kobiet... .
                • elizabeth7 Re: watek oryginalny 23.04.12, 22:56
                  To nie o to chodzi, a przynajmniej nie tylko o to,że teściowa karmi i oporządza synka i to ona jest ta zła, bo powinna go wyrzucic precz do żony. Według mnie chodzi o to,że to ten synek zamiast budować związek rozgrywa swoją żonę fochami i zasuwa do mamusi która nakarmi i oprasuje. Jak żona niezadowolona, to on strzela fochy i idzie do mamy. Po co rozmiawiać, jak wystarczy się obrazić i nie jeść ugotowanego przez żonę, koszule zabrać do mamusi. To taki szantazysta. Gdyby nie miał mamusi też by się pewnie obrazał i jadł na mieście albo jadł kanaki zrobione przez siebie. A może poszedłby do sasiadki albo koleżanki z pracy... Więc to nie tylko problem teściowej, to problem niedojrzałego do małżeństwa synka.
                  Ja uważam,że nalezy przestac faceta obsługiwać, prać, robić posiłki, nawet zapytałabym, czy moich koszul do mamy wziąć nie mógłby i już więcej nie uprasowałaby żadnej jego koszuli. Nie kiwnęłabym palcem w stronę pogodzenia się, dałabym się przeprosić, obrażalska nie jestem ale bez powrotu do prasowania jego koszul. Rączki dzidziuś ma, niech prasuje sam.
                  To lekki szok, facet rozdziela przywilej obsługiwania go między żonę i mamusię !!! Ma taki patencik na "hamonię rodzinną". Pewnie trzeba usiąść i spokojnie próbować jak z dorosłym ustalić zasady podziału prac domowych. I trzymac się tego. Niewiele jest do starcenia.

                  Jako matka dorosłego syna w ogóle nie wyobrażam sobie,ze syn przychodzi do mnie z koszulami do uprasowania! Chyba zabiłabym go śmiechem :)
                  • ada16 Re: watek oryginalny 24.04.12, 14:09
                    Jako matka dorosłego syna w ogóle nie wyobrażam sobie,ze syn przychodzi do mnie z koszulami do uprasowania! Chyba zabiłabym go śmiechem :)
                    i tu jest pies pogrzebany . Mój też zna obsługę żelazka i nie prasowałabym i nie obsługiwała w zastęstwie żony.
                    NAtomiast gdyby mój mąż wpadł na pomysł zaniesienia koszul do swojej mamy , ta z pewnością załamałaby ręce nade mną ;). NA szczęscie woli chodzić w pogniecionej niż iść do mamusi
                    • bez_przekazu Re: watek oryginalny 24.04.12, 19:06
                      czyli, to nie ja popelniam bledy. mysle,ze nasz dramat od poczatku polegal na tym,ze wychowalismy sie w domach o roznych modelach rodziny. u niego kobiety nie pracuja, rodza dzieci i prowadza domy, u mnie matka po odchowaniu mnie i brata zaczela prace zawodowa i wytrwala w niej do emerytury. brat tez umie wszystko sam w domu zrobic, bo musielismy sobie radzic od szkoly podstawowej sami.
                      dziwi mnie tylko,ze maz nie potrafil przez tyle lat tego zrozumiec. a moze nie chcial? rowniez dziwi to o tyle, ze pracuje z o wiele mlodszymi od siebie i slyszy,jak mlodzi dziela sie obowiazkami. wlasciwie to chodzi mi juz tylko o moja racje i poczucie wartosci, ktore w ostatnich latach zostalo mocno nadszarpniete.
                      ada16 napisała:

                      > Jako matka dorosłego syna w ogóle nie wyobrażam sobie,ze syn przychodzi do m
                      > nie z koszulami do uprasowania! Chyba zabiłabym go śmiechem :)

                      > i tu jest pies pogrzebany . Mój też zna obsługę żelazka i nie prasowałabym i n
                      > ie obsługiwała w zastęstwie żony.
                      > NAtomiast gdyby mój mąż wpadł na pomysł zaniesienia koszul do swojej mamy , ta
                      > z pewnością załamałaby ręce nade mną ;). NA szczęscie woli chodzić w pognieci
                      > onej niż iść do mamusi
              • kiki74 Re: watek oryginalny 23.04.12, 09:46
                Sorki, w takim razie Cię nie zrozumiałam pewnie dlatego że mam inną sytuację i męża radzącego sobie z samoobsługą od czasu szkoły średniej.
          • twoj_aniol_stroz Re: watek oryginalny 20.04.12, 15:01
            Ale czekaj! Facet jest chory, mamusia przychodzi z jedzeniem no to co dziwnego jest w tym, że on to zjadł. Do głowy by mi nie przyszło myśleć co na to powie żona i czy akurat ma nastrój na zrobienie mi obiadu, czy też nie. A skąd on miał wiedzieć, że jesteś skłonna się nim zaopiekować? I na czym polega zorientowanie się, że choruje? Jak mój mąż jest chory to ja wiem pierwsza, bo po prostu to widać, a jak nie widać to on o tym mówi, bo wie, że postaram się mu pomóc. Jak to się stało, że mama wiedziała, że on jest chory a Ty nie?
            Tak, w życiu istnieją zasady, ale z własnego doświadczenia wiem, że czasem warto je przemyśleć i zastanowić się, czy są one właściwe. Ja kiedyś też miałam pewne zasady wpojone w domu i uważałam je za najlepsze, ale Bogu dzięki w pewnym momencie włączyło mi się myślenie i zasady przenicowałam i teraz wreszcie jestem szczęśliwa :) Czego i Tobie życzę :D
            • bez_przekazu Re: watek oryginalny 20.04.12, 18:26
              powiedzial matce, po prostu. wydzwania do niego codziennie. a ja sie domyslilam,bo nie rozmawiamy.
              • elizabeth7 Re: watek oryginalny 22.04.12, 22:28
                To nie jest problem tylko "twojej teściowej", a na pewno nie głównie twojej teściowej. Nie zauważyłas w porę, że dopuszczacie teściową do wszystkich waszych rodzinnych spraw, że wie o twoich z mężem kłótniach i sporach o których niekoniecznie wiedziec powinna i nie zauwazyłaś w porę, że twój mąż nie wyrósł z bycia synkiem mamusi a teściowa z bycia mamusią synka. Twój mąż zachowuje się jak gó...arz, jak się pokłóci to "bierze zabawki i idzie na włsane podwórko". Bzdurą jest,że nie umie odmówić mamusi, gdy się zjawia u niej z koszulami i bez obiadku to ona jemu nie umie odmówić. I tak sobie funkcjonuje mały chłopczyk.
                Facet chyba nie ma obowiązków w domu. Jakby je miał, to ty mogłabyś w razie kłótni rezygnować z jego "obsługi" i znaleźć obsługę gdzie indziej :) Powinnaś przestać nawet starać się obsługiwać cwaniaka. Jak je u mamusi to niech je, nawet palcem nie kiwaj, jak zechce wrócić na wikt do domu to ustal, że on równiez gotuje albo robi inne posiłki. Jak się pokłócicie nie będziesz jadła tego co zrobi. Zero prania, prasowania i obsługi pana. raz trzeba przetrzymać. A na weekend zostawić kartę "pojechałam do swojej mamy" i pojechać.
                Po co facet ma coś zmieniać jak nie musi.
                • bez_przekazu Re: watek oryginalny 24.04.12, 19:14
                  czulam sie zobowiazana do wiekszej liczby domowych obowiazkow,bo zarabiam prawie trzykrotnie mniej. to logiczne. jednakze moje "obowiazki"" sprowadzaja sie takze do tych, przypisanych w teorii do" meskich prac". ja jednak nie jestem tak chetna i ambitna by brac sie za naprawianie kranow czy wiercenie dziur w scianach lub , o zgrozo, ich malowanie ! (tesciowa).
                  co to to nie! a maz nawet do tego sie nie garnie, musze wolac fachowcow. zastanawiam sie dlaczego, kiedy trzeba umyc kolejny raz okna w mieszkaniu, nie zatrudniam firmy, tylko robie to sama? na logike to nie musze sie na tym znac? terapeutka wypowiedziala sie,ze to jest problem naszej relacji, a ja mysle,ze wlasnie takie podejscie meza do spraw domowych i relacja z matka wplynely po latach na moj stosunek do niego. ktos tu dobrze napisal - rozczarowanie mezem. tak bym to rowniez nazwala.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja