czarna-owieczka
23.04.12, 23:03
Mam pewien problem.
Mam 27 lat, Wychowywała mnie nadopiekuńcza mama, ojciec popełnił samobójstwo jak miałam niecale 7 lat (depresja). cierpialam na nerwice lękową przez wiele lat, którą wyniosłam z rodzinnego domu tak jak i roszczeniowość mojej mamy, która łapałam każdym oddechem. Gdy w wieku 23 lat pojawił się ten jedyny, któremu powiedziałam "tak", reakcja mojej starszej siostry na wieśc o moim slubie była taka: "Nasza masła Justynka wychodzi za mąż". Zaraz po slubie miałam zaostrzenie nerwicy lękowej przeszłam przez 2 terpaie grupowe (jedna wglądowa, druga lękowa) oraz przez 2 letnią terapie indywidualna. Lęki ustały. Myslę, że wiele przepracowałam na terapiach mimo ze są jeszcze sprawy nie zamknięte..
Kontakt z mamą mam średnio dobry, tzn rozmawiamy normalnie, odwiedzamy się dzwonimy do siebie (a wlasciwie zawsze to ja do niej), ale brak mi takiej wiezi, aby poruszyc z nia sprawe smierci ojca czy pogadac tak szczerze od serca. Kontakt z siostra jest zly, od 3 lat mamy konflikt, mimo ze wielokrotnie chcialam sie pogodzic, konczylo sie to wyzwiskami od k..., h.. i innych w moja strone... :(
Martwi mnie bardzo jedna sprawa. Mam 2 letnią córkę i 3-miesiecznego synka.
Chodzi mi o przywłaszczanie sobie moich dzieci przez rodzine.
w drugiej ciązy miałam zagrożenie przedwczesnym porodem, prosilam mame o pomoc przy starszej corce, mama przyjechala do nas na 2 mce nam pomoc. Siostra wtedy wyparowala do mnie z tekstem ze moja 2 letnia coreczke mam wywiezc do Niemiec (do mojej siostry, bo ona mieszka w niemczech) i wrocic sobie do Polski i czekac na porod.
Moja mama przez pobyt u nas oraz DO TEJ PORY mówi do Mojej córeczki "córciu" a do mojego syna "synku", co mnie i męża bardzo wkurza, mąż nawet zwrócił jej uwage ze powinna mówic wnuczko/wnuczku, a moja mama na to odpowiedziala ze skoro MY tak mówimy do naszych dzieci to ona tez tak moze i tez tak bedzie mowic.
teraz w sobote mielismy Chrzest naszego synka i siostra od mojego męża przegiela. Maly nie spal a ja chcialam sie isc wykapac, oczywiscie ciocia obiecala ze sie nim zajmie. W drodze do łazienki usłyszalam jak moja szwagierka mowi do mojego synka "A jak bedziesz marudził to ciocia nakarmi cie mleczkiem" . Dodam ze chodzilo o karmienie piersia, gdyz ona nadal karmi piersia swoja 1,5 letnia coreczke i mleka modyfikowanego nie uzywa.
efekt byl taki w strachu ze ktos bedzie MOJE dziecko przystawial do swojej piersi zrezygnowalam z kapieli.
Co sie dzieje z tymi ludzmi??? Dlaczego tak bardzo przekraczaja granice? dlaczego chca przywlaszczyc sobie moje dzieci?? mieszac im w głowie?? nazywajac je corcia lub synkiem albo wkraczac w karmienie piersia? Mam 27 lat, mam męża, jestem matką dwójki dzieci a w oczach innych ciągle dzieckiem... :(
jak w takich zdarzeniach wyznaczac innym granice?
Mam ochote zerwac kontakty...