Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine.

23.04.12, 23:03
Mam pewien problem.

Mam 27 lat, Wychowywała mnie nadopiekuńcza mama, ojciec popełnił samobójstwo jak miałam niecale 7 lat (depresja). cierpialam na nerwice lękową przez wiele lat, którą wyniosłam z rodzinnego domu tak jak i roszczeniowość mojej mamy, która łapałam każdym oddechem. Gdy w wieku 23 lat pojawił się ten jedyny, któremu powiedziałam "tak", reakcja mojej starszej siostry na wieśc o moim slubie była taka: "Nasza masła Justynka wychodzi za mąż". Zaraz po slubie miałam zaostrzenie nerwicy lękowej przeszłam przez 2 terpaie grupowe (jedna wglądowa, druga lękowa) oraz przez 2 letnią terapie indywidualna. Lęki ustały. Myslę, że wiele przepracowałam na terapiach mimo ze są jeszcze sprawy nie zamknięte..
Kontakt z mamą mam średnio dobry, tzn rozmawiamy normalnie, odwiedzamy się dzwonimy do siebie (a wlasciwie zawsze to ja do niej), ale brak mi takiej wiezi, aby poruszyc z nia sprawe smierci ojca czy pogadac tak szczerze od serca. Kontakt z siostra jest zly, od 3 lat mamy konflikt, mimo ze wielokrotnie chcialam sie pogodzic, konczylo sie to wyzwiskami od k..., h.. i innych w moja strone... :(
Martwi mnie bardzo jedna sprawa. Mam 2 letnią córkę i 3-miesiecznego synka.
Chodzi mi o przywłaszczanie sobie moich dzieci przez rodzine.
w drugiej ciązy miałam zagrożenie przedwczesnym porodem, prosilam mame o pomoc przy starszej corce, mama przyjechala do nas na 2 mce nam pomoc. Siostra wtedy wyparowala do mnie z tekstem ze moja 2 letnia coreczke mam wywiezc do Niemiec (do mojej siostry, bo ona mieszka w niemczech) i wrocic sobie do Polski i czekac na porod.
Moja mama przez pobyt u nas oraz DO TEJ PORY mówi do Mojej córeczki "córciu" a do mojego syna "synku", co mnie i męża bardzo wkurza, mąż nawet zwrócił jej uwage ze powinna mówic wnuczko/wnuczku, a moja mama na to odpowiedziala ze skoro MY tak mówimy do naszych dzieci to ona tez tak moze i tez tak bedzie mowic.
teraz w sobote mielismy Chrzest naszego synka i siostra od mojego męża przegiela. Maly nie spal a ja chcialam sie isc wykapac, oczywiscie ciocia obiecala ze sie nim zajmie. W drodze do łazienki usłyszalam jak moja szwagierka mowi do mojego synka "A jak bedziesz marudził to ciocia nakarmi cie mleczkiem" . Dodam ze chodzilo o karmienie piersia, gdyz ona nadal karmi piersia swoja 1,5 letnia coreczke i mleka modyfikowanego nie uzywa.
efekt byl taki w strachu ze ktos bedzie MOJE dziecko przystawial do swojej piersi zrezygnowalam z kapieli.

Co sie dzieje z tymi ludzmi??? Dlaczego tak bardzo przekraczaja granice? dlaczego chca przywlaszczyc sobie moje dzieci?? mieszac im w głowie?? nazywajac je corcia lub synkiem albo wkraczac w karmienie piersia? Mam 27 lat, mam męża, jestem matką dwójki dzieci a w oczach innych ciągle dzieckiem... :(
jak w takich zdarzeniach wyznaczac innym granice?
Mam ochote zerwac kontakty...
    • elizabeth7 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 00:08
      Masz dobrego mężą, swoją rodzinę, po co więc przejmujesz się tym co siostra, co szwagierka i co kiedyś ktoś ? Tak, jakby inni mieli same złe intencje ... Sama pewnie czujesz się mało dorosłą i dojrzałą osobą i każde słowo traktujesz jak atak i zagrożenie twojej dorosłości. Na głupie pomysły rodziny mówi się "nie" i nie traktuje jak ataku. Z agresywną siostrą (może z włśnymi lękami ona sobie tak radzi) ukróć kontakty.
      Do twojej mamy obydwoje z mężem mówcie "babciu" - jeśli tak twoje dzieci mają mówić to i wy możecie.
    • kol.3 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 07:09
      Twoje problemy z rodziną są naprawdę niewielkie, ale za to wyolbrzymione. Jeśli Twoja matka i siostra to osoby trudne - ogranicz kontakty. I nie przejmuj się każdą pierdołą, którą ktoś wygłosi.
    • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 08:22
      czarna-owieczka napisała:

      > Co sie dzieje z tymi ludzmi??? Dlaczego tak bardzo przekraczaja granice?
      Rani Cię to? Wywal ich z domu i już.

      > Mam ochote zerwac kontakty...
      I bardzo dobrze...
    • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 09:47
      efekt byl taki w strachu ze ktos bedzie MOJE dziecko przystawial do swojej piersi
      Myślisz, żeby wypił? Poznałby, że to nie jest mama.
      • premeda Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 10:03
        Za sam pomysł wywaliłabym szwagierkę z domu, a nie czekałabym co z niego wyniknie. I nie jestem przewrazliwoną mamuśką, ja w ogóle nie mam dzieci.
        • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 10:34
          Moje maleństwo nie dawało się nabrać na jakieś obce piersi. Ani ogólnie na jakieś obce istoty przytulające - obce było wszystko, co nie było mamą. Myślę, że maluch Czarnej też miałby obcą babę gdzieś. Podejrzewam, że gadka była teoretyczna.
          • zuwka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 13:10
            to, że Twoje dziecko nie dawało się nabrać, to nie znaczy że dziecko autorki by się nie dało. Dzieci są różne. Dla przeciwwagi powiem, że moje dziecko było nakarmione kilkakrotnie przez moją siostrę (rodziłyśmy z różnicą ok pół roku)
            Z tym, że to było za moim przyzwoleniem i była to siła wyższa. Konieczność.
            Gdyby ktokolwiek chciał zrobić to bez mojej zgody... nie byłabym wyrozumiała
            • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 19:22
              Moje uporczywie nie dały się przywłaszczyć przez kogokolwiek z rodziny. ;-)
    • kiki74 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 10:02
      Z tym karmieniem piersią, to pewnie miał być żart, ale po wcześniejszych doświadczeniach jesteś czujna i ja to rozumiem. Dla swojego zdrowia psychicznego ogranicz kontakty. W razie czego powiedz wprost spokojnie, ale stanowczo to co nam tu. Zgadzam się,że takie teksty mogą mieszać w głowie dzieciom, więc pora postawić granice.
    • ibelin26 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 10:23
      > Co sie dzieje z tymi ludzmi??? Dlaczego tak bardzo przekraczaja granice?
      Bo im na to powalasz.

      Mam 27 lat, mam męża, jest
      > em matką dwójki dzieci a w oczach innych ciągle dzieckiem... :(
      Bo pozwalasz żeby traktowali ciebie jak dziecko

      > jak w takich zdarzeniach wyznaczac innym granice?
      Zdecydowanie, stanowczo i konsekwentnie.

      > Mam ochote zerwac kontakty...
      Ja bym już dawno to zrobiła.
    • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 10:54
      Tak sobie myślę - że łatwo wpadasz w histerię i przejmujesz się pierdołami, niewartymi czasem westchnięcia.

      mąż nawet zwrócił jej uwa
      > ge ze powinna mówic wnuczko/wnuczku,
      Widziałaś babcię mówiąca 'wnuczko/wnuczku?' ;-)
      Ogólnie babci może się mylić, dzieciom zreszta także, skoro też 'córciujecie' i 'synkujecie'. W tej sytuacji córka ma na imię Córcia, a syn Synuś. I być może babcia przekracza granice i jest ogólnie do niczego jako mama i babcia, ale jak jej pomoc była potrzebna, to nie miałaś oporów, żeby skorzystać?
      Ogranicz z nimi kontakty i nie zaprzątaj sobie nimi głowy. Lepiej w tym czasie popracuj nad sobą. Bo moim zdaniem jesteś na najlepszej na drodze do tego, aby zostać wyłączną i nadopiekuńczą właścicielką swoich dzieci.
      • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:05
        > Bo moim zdaniem jesteś na najlepszej na drodze do tego, aby
        > zostać wyłączną i nadopiekuńczą właścicielką swoich dzieci.

        A to już jest decyzja rodziców i kogo i na jakich zasadach włączają do opieki nad dzieckiem. W każdej rodzinie te relacje mogą układać się inaczej. Nie widzę tu nadopiekuńczości tylko troskę co przy tak małych dzieciach jest naturalne.
        • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:17
          Widzę tu stosunkowo mało decyzji, za to mnóstwo histerii, niestety. A to nie rokuje dobrze w kontaktach z własnymi dziećmi.
          • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:25
            morekac napisała:

            > Widzę tu stosunkowo mało decyzji, za to mnóstwo histerii, niestety. A to nie ro
            > kuje dobrze w kontaktach z własnymi dziećmi.

            Masz rację, ale ona jest niemal tuż po porodzie, karmi piersią i potrzebuje komfortu.
            • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:58
              Myślisz, że cała nerwowość wynika z tych hormonów?
      • mgla_jedwabna Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 01:13
        Mnóstwo babć mówi "wnusiu". Zresztą zawsze można po imieniu albo "żabeńko" "słoneczko" "koteczku" "pyzuniu" itd. Można sobie nawet wymyślić własne przezwisko na zasadzie, że tylko babcia mówi do dziecka "mój ty Ślimaczku" i nikt inny nie ma prawa nazywać go "ślimaczkiem".

        Babci się pewnie wydaje, że córka to nieodpowiedzialna smarkula, niezdatna na matkę, co najwyżej na starszą siostrę. A prawidziwą matką dzieciom jest babcia. Coś, jak w 7. części "Dekalogu" Kieślowskiego.
    • twoj_aniol_stroz Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:03
      Przemyśl sobie takie zdanie: jeśli wiem, że nie jestem wielbłądem to nie chodzę i nie udowadniam tego na każdym kroku.
      Problem masz wcale nie z rodziną tylko z postrzeganiem siebie jako matki i z patrzeniem na siebie jako dorosłego człowieka. Jeśli popracujesz nad swoim poczuciem własnej wartości to błyskawicznie zorientujesz się, że zwisa Ci, że ktoś do Twojego dziecka mówi synku, czy córeczko lub, że chce je przystawiać do swojej piersi. Podobnie kwestia wyzwisk. Naucz się kończyć rozmowę jak tylko ktoś próbuje Cię obrażać i tyle. Informujesz zimno i spokojnie: póki będziesz mnie obrażać nie będę z Tobą rozmawiać i odkładasz słuchawkę lub wychodzisz do innego pokoju. To dość szybka nauka, owszem powoduje początkowo bunt i wierzganie, ale w miarę szybko rozmówca orientuje się, że albo się dostosuje, albo stracił widownię dla swojego aktorskiego popisu i tak czy siak musi coś w swoim zachowaniu zmienić.
      • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:18
        twoj_aniol_stroz napisała:

        > Przemyśl sobie takie zdanie: jeśli wiem, że nie jestem wielbłądem to nie chodzę
        > i nie udowadniam tego na każdym kroku.
        > Problem masz wcale nie z rodziną tylko z postrzeganiem siebie jako matki i z pa
        > trzeniem na siebie jako dorosłego człowieka. Jeśli popracujesz nad swoim poczuc
        > iem własnej wartości to błyskawicznie zorientujesz się, że zwisa Ci, że ktoś do

        Dziewczyna przed chwilą urodziła drugie dziecko,które karmi piersią. Hormony, które się wtedy wydzielają mają za zadanie przywiązać matkę do dziecka. W domu jest jeszcze dwulatek, to naprawdę ekstremalna sytuacja przy której bronienie własnego gniazda jest naturalne. Wiele matek jest niepewnych siebie w nowej roli a rodzina powinna je wspierać, ale tak jak one sobie życzą albo zostawić w spokoju jeśli nie życzą sobie pomocy.

        • twoj_aniol_stroz Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 11:37
          No zgoda, ale nie masz wpływu na to jak zachowuje się otoczenie. Jedyne co możesz zrobić, to zmienić siebie poprzez uświadomienie sobie gdzie jest problem i pracę nad tym, by to zmienić. Jeśli siostra/szwagierka/matka itd jest chamska, to jedyną rzeczą jaką możesz zrobić jest nauczyć się tego kogoś ignorować. Jeśli matka mówi do dziecka córciu, to możemy sie o to ciskać,możemy wymagać by tak nie mówiła, możemy przysłuchiwać się kazdemu oddechowi matki itd i co? I nic to nie zmieni, będziemy zestresowane, wkurzone i w ciągłej gotowości do walki. Natomiast jeśli uświadomimy sobie, że problem jest we mnie a nie w matce (być może w niej też, ale to jest jej problem, z którym na szczęście nie my musimy się uporać), to będzie nam łatwiej zrozumieć samą siebie.
          Popatrz jaka jest sytuacja: dziewczyna chce się wykąpać, odprężyć i jedno zdanie zmusza ją do zmiany planów, do rezygnacji z przyjemności. I nie jest to zdanie mówiące o zagrożeniu życia lub zdrowia dziecka, ale głupi żart o nakarmieniu piersią. A nawet jeśli nie jest to żart, nawet jeśli tamta kobieta próbowałaby to zrobić, to czy naprawdę to powoduje, że z marszu ona staje się ważniejsza dla dziecka od mamy? Problem jest w postrzeganiu siebie jako mamy, w tym, że jednorazowa próba nakarmienia piersią przez inną kobietę powoduje, że autorka czuje się zagrożona w swojej roli. A tu nawet nie chodziło o podjęcie takiej próby co o wypowiedziane zdanie na ten temat.
          Instynkt to jedno, ale wiedza i robienie z niej użytku to drugie. Oczywiście, że instynkt nakazuje bronić młode, ale rozum w takiej chwili ma wytłumaczyć instynktowi, że fajnie, że spełnia swoją rolę i bardzo serdecznie dziękujemy mu za tę pracę, nie mniej jednak czujemy się bezpiecznie, wszystko jest pod kontrolą i dlatego idziemy do wanny się odprężyć :)
          • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 11:16
            twoj_aniol_stroz napisała:

            > No zgoda, ale nie masz wpływu na to jak zachowuje się otoczenie. Jedyne co może
            > sz zrobić, to zmienić siebie poprzez uświadomienie sobie gdzie jest problem i p
            > racę nad tym, by to zmienić.

            Jak nie mam? Mam. Mogę powiedzieć,że coś mi nie odpowiada taktownie, ale stanowczo. I na pewno w większości przypadków dana osoba zmieni zachowanie, bo większość ludzie takie rzeczy robi niezłośliwie, bezwiednie dlatego trzeba ROZMAWIAĆ. Powiedzieć 'Mamo, proszę zwracaj się do moich dzieci po imieniu, strasznie mi to przeszkadza, może to głupie,ale zależy mi żebyś nie mówiła do nich synku córko, bo to moje dziecko i mój przywilej;)". Ignorowanie wkurzających zachowań wobec bliskich nam osób jest niezdrowe i nieuczciwe, bo tworzymy sztucznie zgodną atmosferę, w której nikt nie czuje się dobrze.
            Co do instynktu czy hormonów to ok, nie powinno się tym samousprawiedliwiać, ale chciałam tylko zwrócić uwagę i przypomnieć,że sytuacja po urodzeniu dziecka jest dość ekstremalna.
    • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 13:35
      Czyli wg Was, powinnam w pełni akceptować to ze moja mama zwraca sie do moich dzieci per synku, córko?? A gdyby może nie Wasza mama lecz TEŚCIOWA tak mówiła do Waszych dzieci? nie irytowało by to was? Byłybyście szczęśliwe? Podejrzewam, że nie.

      Owszem, mama była mi potrzebna, gdyz byłam w zagrożonej ciąży, ale fakt ze pooprosilam ja o pomoc i zaprosiłam ją do swojego domu na przeszło 2 miesiące nie upoważnia ją aby wkraczac w relacje matka - dziecko, prawda? Jak poszlam rodzic synka, nie bylo mnie w domu zaledwie 3 dni. Wiecie jaka byla reakcja mojej corki gdy wrocilam do domu? uciakala ode mnie, nie dawala mi sie dotknąc, nie mogla nawet na nia spojrzec bo wpadala w histerie, uciekala sie przytulac i chowala sie za babcia czyt. moja mama. wystarczyly 3 dni. dalej uwazacie ze dziecku nic sie w glowie nie poprzestawia? zawsze jak mowimy do naszych dzieci w obecnosci babci to mowimy np. zbuduj z babcia domek z klockow. a nie mowimy idz zbuduj z mama domek z klockow. mowiac do dziecka pokazujemy ze babcia to babcia a nie babcia to mama. wiec czemu owa babcia nie moze odnalezc sie w tej roli? to ona ma z tym problem.

      moja siostra ma trójkę dzieci, 2 córki i syna. i jakoś do tamtych wnuków moja mama nie mówi per córko, synku. i to nie jest ze mną coś nie tak, moi tesciowie - rodzice mojego męża, zwracają sie do swoich wnuków albo po imieniu albo wlasnie wnuczko, wnuczku.. mimo ze tez w ich obecnosci mowimy corcia/synku. I TO JEST WLASNIE NORMALNE ZACHOWANIE DZIADKOW.

      widac powinnam przejsc jeszcze 1000 terapii i ciagle bylabym nie doskonala.
      ale przynajmniej zmotywowałyście mnie, zeby wyznaczyc granice, i powiedziec nawet dosadnie, "To nie jest Twój syn/córka lecz wnuczek/wnuczka!" i wlasciwie chyba mnie juz przestalo obchodzic czy mama sie przez to obrazi czy nie. Macie racje, najważniejsza jestem ja i moja rodzina.
      Dzieki.
      • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 13:43
        O ile uważam, ze Twoja siosra ostro przegina i pora ja pogonić, to mama - zdecydowanie nie. W tym wypadku jesteś niesprawiedliwa i przewrażliwiona. Korzystać z pomocy matki przez dwa mjiesiace - o tak, bez problemu. Ale na własnych warunkach, mam ma pomagać i ssiedzieć cicho. Mówienie do dzieci "synku" czy "córeczko" nie ejst niczym złym, nie zabiera Ci niczego, nie kwestionuje Twojej roli jako matki - jest normalnym, pieszczotliwym zwrotem. Do swojego psa też mówię "synku", a suką nie jestem (moze czasem).
        Uwazam, że jesteś wobec matki wyjątkowo niewdzieczna. Taka jest prawda.
        Możesz w2yznaczyć granice, fakt., Tylko wtedy nie proś o dwumiesięczną pomoc, radź sobie sama, niezaleznie od okoliczności.
        • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 13:55
          ja jestem niewdzieczna? super.

          wiesz co, gdybym wprowadzila sie do swoich teściów, musiałabym przyjąć zasady panujące w ich domu i sie dostosowac do nich, natomiast, jesli to moja mama wprowadza sie do mojego i męża domu to ona powinna dostosowac sie do naszych zasad i je szanowac. Mogla sie nie zgodzic nam pomoc, a jednak sie zgodzila.


          wiesz co od swojej siostry uslyszalam gdy bylam w zagrozonej ciazy? ze powinnam urodzic wczesniaka, ze nawet 300 gramowe wczesniaki przezywaja i wtedy pomoc mamy nie byla by mi potrzebna, mama mogla by przyjechac do niej w odwiedxziny do niemiec (glownie o to sie rozchodzila, a ja niewdzieczna z zagrozona ciaza pokrzyzowalam wszystkim plany), ja bym miala dzieck w inkubatorze i wg mpojej siostry dalabym sobie wtedy rade.

          ale masz racje, nastepnym razem (a bedzie to gdy wroce do pracy) wynajmę nianie, a gdy nie bedzie potrafila sie dostosowac po prostu ja zwolnie.
          • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:19
            > ale masz racje, nastepnym razem (a bedzie to gdy wroce do pracy) wynajmę nianie
            > , a gdy nie bedzie potrafila sie dostosowac po prostu ja zwolnie.

            Ja jestem podobnego zdania. Mama niech pomoże doraźnie. Jak się nie można dogadać, to lepiej nie korzystać z regularnej pomocy. Za chwilę możesz mieć front pt.babcia z małą a mamusia z dzidziusiem, mama nie ma czasu babcia się zajmie. Także zmobilizuj siły, bo starsze dziecko bardzo Cię potrzebuje, nie oddawaj jej pod opiekę mamie właśnie teraz musisz być z dziećmi. Ty, mąż i Wasza córka musicie się nauczyć żyć razem z nowym członkiem, ale najlepiej te relacje zbudujecie bez ingerencji babci, cioci czy kogoś innego.
            Wg mnie to co przezywasz jest normalne i nie potrzebujesz terapii.
            A co do rodziny, to nie nakręcaj się za bardzo, spróbuj im mówić jak Ty to widzisz.
          • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:38
            natomiast, jesli to moja mama wpro
            > wadza sie do mojego i męża domu to ona powinna dostosowac sie do naszych zasad
            > i je szanowac.
            Aeż jej łaskę zrobiłaś, że zgodziłaś się, żeby mogła pomóc ci przy dzieciach. ;-)
            I to twoja mama jest roszczeniowa, tak?

            A z siostra nie utrzymuj kontaktów - nie wiem, czy jest aż tak wredna jak piszesz, ale taktu nie ma za grosz. Szkoda na nią nerwów. Im mniej będziesz miała z nią kontaktu, tym lepiej dla ciebie.
            • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:51
              to nie ja sie zgodzilam, aby mama pomagala mi tylko to ona sie zgodzila pomoc, odwracasz kota ogonem. ;)

              tak moja mama jest roszczeniowa. owszem ja tez jestem bo tym karmila mnie przez cale dziecinstwo.
              tak jak ona nie potrafie wyznaczac granic, bo tak mnie wychowala. wyobraz sobie ze przed boznym narodzenie moja siostra zbluzgala mame przez telefon, chodzilo o ta nieszczesna pomoc mnie, siostra byla zadrosna, ze mama jedzie mi pomoc a nie do niej na swieta. wyobraz sobie ze po 2 miesiacach jak mama wrocila do siebie, moja siostra zaczela do niej dzwonic i rozmawiac jak gdyby nigdy nic, nawet jej nie przeprosila a mama ANI SLOWA JEJ NIE POWIEDZIALA ZE ZLE ZROBILA. taki styl wychowania ma moja mama.

              • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 15:05
                Dziwne, że po tym stylu wychowania siostra bluzga, ty zaś święta jesteś. ;-)
                Jak dla mnie - z tego co piszesz - to twoja mama jest nie tyle roszczeniowa (chyba że twoje rozumienie tego słowa jest nieco inne niż moje), co jest stworzona na ofiarę. Każdy może jej wleźć na głowę, zbluzgać etc. - ona zaś nie umie stawiać granic. Być może jest to powód, że ty też nie umiesz, ale dorosłość polega też na tym, że zamiast w nieskończoność oskarżać innych za nasze własne wady czy czyny, człowiek bierze odpowiedzialność za swoje postępowanie.
          • 71tosia Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:23
            no i jeszcze cos. Szczerze zycze ci troche wiecej pewnosci siebie w roli matki, wtedy to ze ktos do twojego dziecka mowi 'dziecinko moja' (tak mowila moja tesciowa do mojej corki) niej bedzie ci wcale przeszkadzac.
        • titti_pecci_scialoja Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:05
          Pies może nie rozumie, ale do dziecka często celowo mówimy nie 'dam ci', ale 'mama da' albo 'tata da' albo babcia i w ten sposób uczymy jest kto jest kim w rodzinie. Mama autorki nie powinna tak mówić, bo to nie jest jej córka i już. Ona już swój czas miała, teraz niech pozwoli córce być mamą. Mam taki przypadek u koleżanki, że teściowa wróciła szybko do pracy po urodzeniu syna i teraz mając wnuka wnuka poczuła przypływ uczuć macierzyńskich i wybiegała przed orkiestrę. Koleżanka przeprowadziła kilka szczerych rozmów, była stanowcza i dziś mają dobry kontakt tzn. nie wchodzą sobie w drogę:)
          • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:39
            Pies może nie rozumie, ale do dziecka często celowo mówimy nie 'dam ci', ale 'm
            > ama da' albo 'tata da' albo babcia
            Pies nie rozumie? Pies to doskonale wie... ;-)
        • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 14:05
          verdana napisała:

          > Uwazam, że jesteś wobec matki wyjątkowo niewdzieczna. Taka jest prawda.
          > Możesz w2yznaczyć granice, fakt., Tylko wtedy nie proś o dwumiesięczną pomoc, r
          > adź sobie sama, niezaleznie od okoliczności.


          dobra, jesli moja mama znowu zacznie palic papierochy to pozwole jej palic u mnie w domu w obecnosci dzieci, bo przeciez wyznaczenie granicy ze u mnie w domu nie wolno to jest fuj fe be i powinnam wtedy poklony jej skladac ze pomaga mi przy dzieciach, a to ze bedzie przy nich palic papierochy to taki maly wogole nieistotny szczegol...

          wybacz, ale głupoty gadasz!
        • lady-z-gaga Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 15:29
          verdana napisała:

          > O ile uważam, ze Twoja siosra ostro przegina i pora ja pogonić,

          Taaak, tylko że opisany incydent (o karmieniu mleczkiem) dotyczył nie siostry, ale szwagierki.
          I wynika z tego, że po prostu wszyscy są przeciwko biednej autorce i tylko knują, jak tu jej zrobić krzywdę i "przywłaszczyć" dzieci. To zakrawa na lekką paranoję, nawet stres po porodzie nie jest dostatecznym wytłumaczeniem.
          Do autorki:
          Czarna Owieczko, ja zupełnie nie rozumiem, jaki efekt miały przynieść Twoje terapie i co było ich treścią. Bo jeżeli matka doprowadziła do Twoich nerwic i jest toksyczną osobą, to za żadne skarby świata nie powinnaś zapraszać jej na dwa miesiące. Masz męża i nawet w zagrożonej ciąży nie potrzebowałaś - moim zdaniem - dodatkowej pomocy przez 24 godziny na dobę. Nie po to leczy się psychiczne rany zadane przez drugą osobę, żeby potem radośnie zamieszkac z nią na dwa miesiące, w najbardziej stresogennym momencie swojego zycia.
          Krótko mówiąc, dla mnie Twoja opowieść kupy się nie trzyma. I równiez jestem zdania, że jesteś przewrażliwiona, doszukując się knowań i wrogich intencji u wszystkich dookoła.
          Ale przede wszystkim: nie musisz byc w bliskich stosunkach ze swoją rodziną, jesli nie wierzysz w ich życzliwość i jesli wywołują w Tobie jakieś lęki. Skoro nie umiesz sobie poradzic z emocjami, zlikwiduj ich źródło i ogranicz kontakty.
          • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 16:07
            moje terapie miały przynieść wyleczenie sie z nerwicy lękowej, i terapie odniosły sukces, bo nie dręczą mnie już lęki.

            owszem potrzebowalam pomocy 24h na dobe, musialam lezec i nie wolno mi bylo dzwigac, jak mialam zastosowac sie do zalecen lekarza przy 2 letnim dziecku? mąż niestety nie wystarczał, gdyż ja byłam na bezpl. urlopie wychowawczym i ktoś musiał chodzić do pracy i zarabiac na utrzymanie rodziny. urlop i l4 odpada u męża bo jest na wlasnej działalnosci gospodarczej i nie ma tu czegos takiego jak urlop, jak nie pracuje to nie zarabia, a l4 to sa grosze, nie wyzyje za to cala rodzina. mama była jedyna deska ratunku, a ze nie pracuje tylko utrzymuje sie sie z rety po zmarlym mezu to miala czas aby nam pomoc. moi tesciowie nie mogli nam pomoc, gdyż teściowa jest osoba niepelnosprawną i sama wymaga stalej osoby do opieki a tesc jest zapracowanym lekarzem. Bardzo oferowała mi swoja pomoc babcia mojego męża ale kobieta ma juz 87 lat i nie potrafiłam przyjąć jej pomocy nad 2letnim urwisem.

            Chce tylko zauwazyc ze zachowanie mojej matki w stosunku do moich dzieci (mowieie do nich córko, synku) przeszkadza nie tylko mnie, ale również mojemu mężowi. Mąż pochodzi z dobrej rodziny, ma spokojny charakter, żadnych problemow psychicznych i terapii za sobą i jemu tez przeszkadza taka ingerencja mojej mamy.
            Moim bledem jest to, ze nie potrafie sie odezwac i wyznaczyc mamie granic.
            Zaznacze, ze to mój mąż w naszym wspoólnym domu wyznaczył mojej mamie granice ze powinna mowic wnuczko/wnuczku i mama nie potrafi sie nich zastosowac.

            nie robcie ze mnie dziecka, ktore wszedzie widzi spiskowe teorie dziejow. mam problem i niewiem jak go rozwiazac, jak nauczyc sie stawiac granice. a wszyscy mi wmawiacie, ze moja mama jest ok, to ze mna jest cos nie tak ze zachowanie mojej mamy dla mnie jest nie taktowne oraz ze powinnam byc jej wdzieczna i "po stopach calowac" za to ze pomogla w opiece nad dzieckiem.

            jestem ciekawa jak Pani Ekspert ustosunkuje sie do mojego wątku i problemu.
            • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 16:25
              ze powinnam byc jej wdzieczna i "po st
              > opach calowac" za to ze pomogla w opiece nad dzieckiem
              A nie powinnaś? Bo na razie z twoich wypowiedzi odnoszę wrażenie, że wielką łaskę matce zrobiłaś, że mogła zająć się twoją córką. Wręcz to ona powinna być ci wdzięczna, że dostąpiła tego zaszczytu.
              I być może twoja mama jest okropna, wredna - ale nie zmienia to faktu, że za to powinnaś być jej wdzięczna. I po prostu podziękować. A jeśli ci nie odpowiadała jako opiekunka i babcia- daj jej dymisję i za próg nie wpuszczaj.
              Też bym nie mówiła do dzieci moich dzieci 'wnuczko'/'wnuczku' - bardziej bezsensownego sposobu zwracania się do wnucząt to chyba nie można wymyślić. Przecież tak się nie mówi do wnucząt.
              • ibelin26 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 16:39
                Wnuczko/wnuczku jest beznadziejne, to już lepiej "wnusiu" albo po imieniu.

                Babcia mojego męża do tej pory mówi do niego "syneczku" a do jego siostry "córciu" i zapewniam cię, że żadnemu z nich babcia z mamą się nie myli.

                Jeśli owo "zawłaszczanie" ma polegać na mówieniu córciu i syneczku oraz incydentem z propozycją karmienia piersią to owszem, uważam że histeryzujesz i dopatrujesz się jakich teorii spiskowej.

                Skoro nie odpowiada ci zachowanie członków twojej rodziny to powiedz im wyraźnie jaki zachowań od nich oczekujesz a jeśli nie zmienią swojego zachowania to ogranicz/zerwij kontakty.
                • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 16:59
                  Rozumiem zatem, że mama . godząc sie na pomoc i zamieszkujac u Was dwa miesiące, powinna byc wdzieczna za to, że mogła to zrobić. Wpuściłaś ją do swojego domu, więc Ty dyktujesz zasady, nawet jesli mama przyjechała pomóc - bo ma prawo pomagać na Twoich zasadach, niech sobei nie myśli, ze z samej racji pomocy ma jakieś praw. Ma wykponać obowiązki i siedzieć cicho, bo nie jest u siebie. A Ty nie musisz byc wdzieczna, ona powinna, bo goszczenie kogoś przez dwa miesięce, za darmi, to wielkie poświecenie.
                  Tobie radzę zmienić terapeutę - nie wiem, co on zrobił, ale wyleczył Cie z nerwicy lkekowej i ludzkich uczuć jednoczesnie. Mamie radzę, że jeśli kiedyś znajdziesz sie znowu w sytuacji przymusowej, która będzie wymagała jej dwumiesiecznego poswiecenia, aby powiedziała "Nie, dziekuję, nie bedę ci przeszkadzała w Twoim własnym domu, nie przyjadę".
                • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:55
                  Babcia mojego męża do tej pory mówi do niego "syneczku" a do jego siostry "córc
                  > iu" i zapewniam cię, że żadnemu z nich babcia z mamą się nie myli.

                  można mówić nawet Ciapulku albo Niuniusiu, albo Misiaczku, albo Pysiaczku etc. IMO: dzieciom się nie pomiesza, kto mama, kto ciocia,a kto babcia. Co najwyżej będą z pełnym przekonaniem twierdzić, że wcale nie maja na imię Ania czy Jaś, tylko właśnie: Misiaczek czy Ciapulek. ;-) Albo Córeczka lub Synek.
                  BTW: moje dzieci nie myliły mnie zasadniczo z moją bliźniaczką, bardzo podobną i nawet jako całkiem małe nie miały większych kłopotów z ustaleniem, która jest mamą, a która ciocią. Dlatego o przywłaszczanie dzieci w ten sposób byłabym raczej spokojna - się nie uda tak łatwo.
            • kropeczka455 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:11
              czarna-owieczka napisała:
              > moje terapie miały przynieść wyleczenie sie z nerwicy lękowej, i terapie odniosły
              > sukces, bo nie dręczą mnie już lęki.
              Terapie niczego nie dały dalej masz lęki o przywłaszczenie dzieci. Dzis obawiasz sie swej matki, pózniej zagrozeniem beda dzieci z piaskownicy, potem pani w przedszkolu i w szkole.
              I wyrosnie nastepne depresyjne pokolenie w Twojej rodzinie.
        • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 17:47
          verdana napisała:

          > Korzystać
          > z pomocy matki przez dwa mjiesiace - o tak, bez problemu. Ale na własnych warun
          > kach, mam ma pomagać i ssiedzieć cicho.
          A jak Ty uważasz? Jeśli ktoś chce mi pomóc to niech to robi w sposób w jaki ja tego oczekuje a nie tak jak jemu się wydaje, że jest lepiej.

          > Mówienie do dzieci "synku" czy "córeczko" nie ejst niczym złym
          Jeśli miała zwracaną uwagę i mimo wszystko się nie pilnuje to trąca złośliwością.
          • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:34
            Pomagać przez dwa miesiące na Twoich warunkach może wynajeta służąca. Jesli wymaga sie tak daleko idącej i absorbującej pomocy, to trzeba, niestety zachować pewną pokorę i uznać, ze trzeba sie miejscami podporzadkować.
            • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:51
              verdana napisała:

              > Pomagać przez dwa miesiące na Twoich warunkach może wynajeta służąca.
              A ja uważam, że również kochająca i wyrozumiała matka bez tendencji do dyktowania innym jak mają żyć.
              • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:55
                Nie, jeśli córka ma tendencje do dyktowania matce, jak ma żyć.
                Przykład - Twoja córka, jako dorosła i dzieciata, będzie potrzebowała pomocy. Ok, jako kochająca babcia jedziesz. I dowiadujesz się, zę nie masz niczego wnukowi tłumaczyć, nie masz go brać na rece, ma jeść co dają - wszystko, do kńca, lubi czy nie, a jak jest niegrzeczny, to masz dwa razy dać pasem. Bo takie są zalecenia.
                Dostosujesz się? Pewnie nie....
                • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 19:05
                  verdana napisała:

                  > Nie, jeśli córka ma tendencje do dyktowania matce, jak ma żyć.
                  Jakoś nie zauważyłam tu takich tendencji. Powiem Ci krótko. Ja również wyznaję zasadę, że jak nie chcesz mi pomagać tak jak ja tego potrzebuję to nie pomagaj wcale. Tylko ja mam odwagę jasno postawić sprawę.

                  > Przykład - Twoja córka, jako dorosła i dzieciata, będzie potrzebowała pomocy.
                  > Ok, jako kochająca babcia jedziesz. I dowiadujesz się, zę nie masz niczego wnuk
                  > owi tłumaczyć, nie masz go brać na rece, ma jeść co dają - wszystko, do kńca, l
                  > ubi czy nie, a jak jest niegrzeczny, to masz dwa razy dać pasem. Bo takie są za
                  > lecenia.
                  > Dostosujesz się? Pewnie nie....
                  Jeśli zasady byłby dla mnie nie do przyjęcia (Twoje w ogóle nie przystają do sytuacji opisanej przez autorkę wątku) to rozmawiam i negocjuję, a jak się nie da to się wycofuję. Trudno. Na pewno nie robię nic na przekór i bez konsultacji i niezachwianą wiarą, że będę robić co mi się podoba bo wiem lepiej.
                  • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 19:15
                    A może dowiesz się, że nie możesz do dziecka mowić per kochanie/misiaczku/pampersiaczku.
                    "Mamo, do mojego syna należy zwracać się wyłącznie "Stanisławie", a do córki "Zofio" - mama nie może mówić "Stasiu" czy "Zosiu" - bo nie będą wiedzieć, jak mają na imię. "
                    • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:04
                      I co gorsza jesteś "na musiku" - wycofasz się z pomocy, córka moze poronić.
                    • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 21:31
                      morekac napisała:

                      > A może dowiesz się, że nie możesz do dziecka mowić per kochanie/misiaczku/pampe
                      > rsiaczku.
                      No i co z tego? Moja teściowa np. wie, że nie wszystkie zdrobnienia imienia mojej córki mi się podobają i ich nie używa. Jaki to problem?

                      Uważam, że się czepiacie i nie macie racji.
                      • verdana Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 22:14
                        To nie jest argument.
                        Osoba, która poświęca nie pół dnia, ale dwa miesiące na zajmowanie się dzieckiem, nie moze tego robić na cudzych warunkach. Owszem, pewne rzeczy powinny być ustalone -np. jesli dziecko czegoś nie moze jeść, albo że nie lubi bujania. Resztę trzeba odpuścić - jeżeli jedynym dopuszczlnym sposobem wychowania jest własne, nie mozna wymagać, aby babcia rezygnowała z tego, co uznaje za słuszne i biernie się podporzadkowała. Wtedy nie pozostaje nic innego, niż wynająć nianię.
                        • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 22:18
                          verdana napisała:

                          > Osoba, która poświęca nie pół dnia, ale dwa miesiące na zajmowanie się dzieckie
                          > m, nie moze tego robić na cudzych warunkach.
                          A ja uważam, że powinna, szczególnie, jeśli chodzi o takie kwestie jak poruszone w pierwszym poście. To naprawdę wystarczy odrobina dobrej woli, której ze strony babci ewidentnie brakuje.
                        • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 22:59
                          w 2004 roku gdy zdawałam maturę siostra była na końcówce 3 ciązy. poprosila mnie czy po maturze nie przyjechalabym do nich pomoc im przy 3 dzieci, na rok czasu. zgodzilam sie, pojechalam. Poświecilam rok swojego zycia, odkladajac wlasne wyksztalcenie czyli studia na póżniej. Wg Waszej teorii jaka ona powinna mi byc dozgonnie wdzieczna ze poswiecilam rok swojego zycia aby nianczyc jej dzieci!
                          Przez mysl mi nie przeszlo aby do jej dzieci mówić per córko/synku mimo ze i od dziewczynki i od chlopca jestem matką chrzestną!!!!
                          Zawsze bylam i jestem i bede dla nich ciocią, a mowie do nich po imieniu.

                          przez ten rok, gdy pomagalam im w opiece nad dziecmi, to oni mowili mi, co mam robic, czym nakarmic dzieci, o ktorej i w jaki sposob klasc dzieci spac. co posprzatac lub ugotowac.
                          i tak powinno byc. nie wyobrazam sobie zebym jechala tam na rok czasu i zmieniala ich zasady panujace w domu. to oni wychowuja swoje dzieci, to oni podejmuja decyzje i ponosza odpowiedzialnosc, ja bylam od tego aby im pomoc tak jak oni sobie tego zyczyli.

                          a ja nie zycze sobie aby moja mama zwracala sie do moich dzieci córko/synku oraz nazywala mojej corki mazgajem, bo i taka sytuacja kilkakrotnie miala miejsce.
                          nie zycze sobie aby ktokolwiek inny oprocz mnie przystawial dziecko do piersi. i mam do tego pełne prawo, gdyz to ja jestem mama tych dzieci, i mam kluczowe zdanie w tych kwestiach.

                          wdziecznosc wobec mamy to jedno. ale wdziecznosc to nie to samo co pelna akceptacja zachowan mamy w stosunku do moich dzieci.
                          • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:23
                            Powinna być ci wdzięczna, jeśli robiłaś to za darmo. Jeśli płaciła ci normalną, rynkową stawkę za opiekę - to był to czysty układ pracodawca - pracownik. Jeśli jednak uważasz, że poświęciłaś zbyt wiele - dlaczego się na to zgodziłaś, wbrew sobie?
                            I jeszcze jedno: siostra cię wyzywa, zachowanie matki ci nie odpowiada - po co tak usilnie podtrzymujesz z nimi kontakty?

                            Przez mysl mi nie przeszlo aby do jej dzieci mówić per córko/synku
                            Tak ogólnie mam wrażenie, że do tego 'córkowania' i 'synkowania' to większe sklonności mają panie starsze niż młodsze. Tę skłonność przejawiają np. nauczycielki w szkole albo różne wiekowe ciocie. Ot, mają taką manierę mówienia.

                            nie zycze sobie aby ktokolwiek inny oprocz mnie przystawial dziecko do piersi.
                            To mówisz po prostu "nie chcę, żebyś przystawiała go do piersi" - i wierz mi, ludzie to akceptują, a ty - mam wrażenie - zareagowałaś z lekka histerycznie.
                            • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:28
                              roczna pomoc u siostry i byla platna i nie.
                              My z mama utrzymywalysmy sie z renty po ojcu. Rente otrzymywalam ja do czasu kiedy sie uczylam. z chwila przerwania nauki i rocznego wyjazdu do Niemiec, mama zostala bez srodkow do zycia. wiec zamiast znalezc prace sobie, to moja siostra wysylala jej co miesiac pieniadze na rachunki i zycie w zamian za moja prace u nich. ja za caly rok zarobilam 200 zł dla siebie (ktore byly odlozone na wypisowe na 2 kierunki studiow po moim powrocie do kraju).
                              • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:40
                                ech, dziewczyno, chyba jednak popracuj nad asertywnością. Jakiś dziwny był ten układ...
                                • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:43
                                  dziwny uklad bo i rodzina dziwna ;)

                                  tylko jak nad ta asertywnoscia popracowac, ot pytanie...
                                  • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:43
                                    Najlepiej przy pomocy specjalisty.
                              • lady-z-gaga Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 09:42
                                czarna-owieczka napisała:

                                > roczna pomoc u siostry i byla platna i nie.
                                > My z mama utrzymywalysmy sie z renty po ojcu. Rente otrzymywalam ja do czasu ki
                                > edy sie uczylam. z chwila przerwania nauki i rocznego wyjazdu do Niemiec, mama
                                > zostala bez srodkow do zycia

                                Szczęka mi opadła....obie utrzymywałyście się z Twojej renty po ojcu?
                                A kiedy renta przepadła, matka została bez środków do zycia i siostra musiała ją utrzymywać? To ma być nadopiekuńcza matka? raczej pasożyt
                      • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:13
                        Dla mnie byłby - gdyby mi np. Niuniuś pasował do dzieciątka, a jeszcze pasowałby dziecku. Byłby Niuniuś i koniec.
        • kol.3 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 02.05.12, 06:45
          Mój sąsiad też mówi do swojego psa "chodź synuś do tatusia na kolanka"
          • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 02.05.12, 10:50
            i uważam ze jest z nim cos nie tak...
      • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 17:45
        czarna-owieczka napisała:

        > Czyli wg Was, powinnam w pełni akceptować to ze moja mama zwraca sie do moich d
        > zieci per synku, córko??
        Wręcz przeciwnie, choć mojej mamie się kilka razy wyrwało. Akurat w jej przypadku było to odruchowe i sama się zreflektowała.

        > Wiecie jaka byla reakcja mojej co
        > rki gdy wrocilam do domu? uciakala ode mnie, nie dawala mi sie dotknąc, nie mog
        > la nawet na nia spojrzec bo wpadala w histerie, uciekala sie przytulac i chowal
        > a sie za babcia czyt. moja mama. wystarczyly 3 dni.
        To nie musiało wynikać z działań Twojej mamy. Małe dzieci często tak reagują na dłuzszą (kilkudniową) nieobecność mamy.

        > wiec czemu owa babcia nie moze odnalezc sie w tej roli? to ona
        > ma z tym problem.
        Ty niestety trochę też.

        > i wlasciwie chyba mnie juz przestalo obchodzic czy mama sie przez to obrazi czy nie.
        I słusznie. A nawet jak się na jakiś czas obrazi to lepiej dla Ciebie.
      • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 19:05
        Jak poszlam rodzic
        > synka, nie bylo mnie w domu zaledwie 3 dni. Wiecie jaka byla reakcja mojej co
        > rki gdy wrocilam do domu? uciakala ode mnie, nie dawala mi sie dotknąc, nie mog
        > la nawet na nia spojrzec bo wpadala w histerie, uciekala sie przytulac i chowal
        > a sie za babcia

        A dlaczego za reakcje swojej córki obwiniasz swoją matkę? Myslisz, że przez te trzy dni robiła jej pranie mózgu i powtarzała: To ja jestem twoja mamą i tylko ja cię kocham, a wszyscy inni zrobią ci krzywdę?
        Małe dzieci po rozstaniu często reagują takim odrzuceniem wobec osoby 'porzucającej'. Bo są na nią złe i muszą jej strzelić focha. Bywa.
      • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 19:08
        Czyli wg Was, powinnam w pełni akceptować to ze moja mama zwraca sie do moich d
        > zieci per synku, córko?
        Mojej teściowej zdarzało się powiedzieć do dzieci 'córeczko' (synek się nie zdarzał ;-) ). Mnie to naprawdę nie ruszało. Ja do swoich zwracałam się domowym zdrobnieniem.
        • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 22:19
          morekac napisała:

          > Mojej teściowej zdarzało się
          Co innego zdarzało się a co innego robienie komuś na przekór. Nie sądzisz?
          • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:07
            Albo robi na przekór, albo się, nieszczęsna babcia, zapomina. Jeśli to aż tak przeszkadza - to nie należy trzymać babci miesiącami u siebie w domu, żeby mogła nacieszyć się wnukami. ;-)
            • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:33
              morekac napisała:

              > Albo robi na przekór, albo się, nieszczęsna babcia, zapomina.
              Bez przesady...

              > Jeśli to aż tak p
              > rzeszkadza - to nie należy trzymać babci miesiącami u siebie w domu, żeby mogła
              > nacieszyć się wnukami. ;-)
              Sądzę, że nie jest trzymana...
              • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:35
                moja mama zwraca sie tak do moich dzieci nie tylko w ciagu tych 2 miesiecy. teraz w sobote mielismy Chrzest synka. Mama zostala przywieziona o godz. 12stej a odwieziona o 19stej w ciagu tych kilu godzin do Małego raz czy 2 powiedziala synku. :(
              • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:37
                A tak w ogóle to nie za bardzo rozumiem czemu masz taką radość w kopaniu autorki wątku. PMS?
                • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:44
                  Pudło, szanowna pani. To tylko stres egzaminacyjny i wrodzona wredność. ;-)
                  • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:48
                    Tym gorzej. Ale przynajmniej jasność jest.
                    • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:49
                      mnie z tym dobrze, zupełnie nie pojmuję twojej troski. ;-)
              • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:42
                Skoro nie jest, to dlaczego jest problem, jeśli powie córko/synku raz w miesiącu czy nawet w tygodniu?
                • joshima Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:43
                  morekac napisała:

                  > Skoro nie jest, to dlaczego jest problem, jeśli powie córko/synku raz w miesiąc
                  > u czy nawet w tygodniu?

                  Dlatego, że jak napisała autorka wątku:
                  1. Zwraca się tak tylko do jej dzieci
                  2. Autorce to przeszkadza i ma do tego prawo.
                • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:44
                  bo mnie i mojego meza to irytuje, wkurza i nie chcemy aby tak mowila do naszych dzieci nawet od swieta, to chyba wystarczajacy powod.
                  • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 23:48
                    A powiedziałaś jej to dokładnie tymi słowami? Zagroziłaś, że będziecie musieli w związku z tym ograniczyć kontakty i wprowadziłaś to w życie?
                  • ibelin26 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 05:57
                    > bo mnie i mojego meza to irytuje, wkurza i nie chcemy aby tak mowila do naszych
                    > dzieci nawet od swieta, to chyba wystarczajacy powod.

                    Nie macie poważniejszych zmartwień???

                    Wymyślasz jakieś problemy i na własne życzenie zatruwasz sobie nimi życie.
                    • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 13:10
                      jak narazie to Ty tutaj zatruwasz.
                      inne baby maja problem z cellulitem, z obwislymi cyckami, z wredna tesciowa czy zdradzajacym mezem, a ja mam problem z wlasna matka..
                      • ibelin26 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 17:07
                        > jak narazie to Ty tutaj zatruwasz.
                        > inne baby maja problem z cellulitem, z obwislymi cyckami, z wredna tesciowa czy
                        > zdradzajacym mezem, a ja mam problem z wlasna matka..

                        Raczej ze sobą.
      • ruda_henryka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 14:16
        To czy dziadkowie mówią tak czy inaczej nie wyznacza granic ich normalnego zachowania czy nie. Twoje relacje z matka są zaburzone z jakiegoś względu dlatego tak ostro to odbierasz. Zapewniam Cie, że mój własny teść i teściowa mówią czasami do mojego dziecka "syneczku" i mi absolutnie to nie przeszkadza, bo wiem, że tak z miłości mówią i bez złych intencji.
        Przechodzę nad tym do porządku dziennego, ale moje relacje z nimi są normalne i przyjacielskie, bo są fajnymi życzliwymi nam ludźmi.
        Ale z drugiej strony to ty jesteś matką i masz prawo razem z mężem życzyć sobie czy nie życzyć pewnych zachowań. Jeśli zwykła rozmowa nie pomaga to zastosuj środki mocniejsze wg własnego uznania. Tak samo jest z rozmową z drugą osobą - jak ktoś zaczyna wyzywać kończysz rozmowę.
    • kropeczka455 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 18:03
      czarna-owieczka napisała:
      > ale brak mi takiej wiezi,
      > aby poruszyc z nia sprawe smierci ojca czy pogadac tak szczerze od serca.
      Jesteś egoistka!!! A skad wiesz że mama chce rozmawiać samobójcza smierć smierć męza może być dla niej trauma na cale zycie. Uszanuj jej uczucia.

      Jestes przewrazliwiona na własnym punkcie. Nikt Ci nie pasuje bo czepiasz sie swej matki, siostry i szwagierki.


      Zła mam pomogła gdy byłas w potrzebie, siostra oferowała pomoc a szwagierka mogła żartować o nakarmieniu dziecka. Przywłaszczaja Ci dzieci to jakaś schiza.
      > Co sie dzieje z tymi ludzmi??? Dlaczego tak bardzo przekraczaja granice? dlacze
      > go chca przywlaszczyc sobie moje dzieci??
      Nie pytaj co się dzieje z ludzm tylko idz do lekarza bo taka zazdrość o dzieci jest niebezpieczna. Sama nie wiesz co chcesz! Chcesz być pepkiem swiata a skoro nim nie jesteś popadasz w depresje. Zmień terapeutę bo zrobił z ciebie człowieka bez uczuć.

    • 71tosia Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:11
      ty masz problem i to duzy, ale w zadnym wypadku nie polega on na 'przywlaszczaniu dzieci'. To ze w niewinnym slowach mamy, ktora w koncu sama poprosilas o pomoc, czy siostry (dosc symapatyczna uwaga - o malej Justynce co wychodzi za maz) widzisz zagrozenie swiadczy o jakies obsesji. Glupawy zart ze strony szwagierki potraktowalas jak zagrozenie etc. Uwage ze siostra moze ci pomoc z dzieckiem gdy ty bylas w zagrozonej ciazy potraktowalas jak atak etc. Sorry za brutalne slowa ale twoje postrzeganie rzeczywistosci chyba nie ma za wiele wspolnego z rzeczywistoscia. A to ze opisujesz te drobne, bez znaczenia incyndenty jako powazne proby zawlaszczenia dzieci graniczy z paranoja. I naprawde nie pisze tego by cie zranic tylko uswiadomic ze chyba potrzebujesz pomocy.
      Ps tak przy okazji, dawniej to bylo normalne ze mamka a wiec obca kobieta, a nie mama karmila dziecko piersia, a wiec to ze dziecko nie 'nabierze sie' na obca piers raczej nalezy wlozyc miedzy bajki
      • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:18
        wiec to ze dziecko nie 'nabierze sie' na obca
        > piers raczej nalezy wlozyc miedzy bajki
        Tosia, ale dzieci karmione przez mamki były przyzwyczajone do mamki. Myślisz, że dzieci łapały się za każdą obcą pierś bez problemów?
        • 71tosia Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:27
          mysle ze nie mialy z tym problemu jak byly bardzo glodne ;-). Czesto zaczynala karmic mama, pozniej obowiazki karmicielki przejmowala mamka, bo mama miala obowiazki .... towarzyskie.
          • morekac Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 24.04.12, 20:41
            To ogólnie zapewne wymagałoby głębszych badań. Ale zdaje się, że nawet wtedy dzieci nie miały większych kłopotów z określeniem, kto jest mamą, a kto nianią. ;-)
    • mama303 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 07:03
      czarna-owieczka napisała:

      > Mam pewien problem.

      To zredukuj kontakty, nie wiem po co ta rodzina Ci sie tam pałeta po domu.
      • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 13:13
        bo nie sposob jest nie zaprosic babci na Chrzest wnuka, szczegolnie ze z mojej strony byla tylko moja mama, bo ojciec nie zyje, moje babcie i dziadkowie rowniez, a siostra jest wredna i w dodatku mieszka w Niemczech, watpie zeby przyjechala na Chrzest, ostatni raz w PL byla na moim slubie 3,5 roku temu, od tamtego czasu nawet matki na swieta nie odwiedza, i dlatego tez kazde swieta mama spedza z nami, bo nie mam sumienia zostawic mame na swieta calkowicie sama..
        • kropeczka455 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 16:51
          czarna-owieczka napisała:
          >siostra jest wredna i w dodatku mieszka w Niemczech,

          Twój nick odzwierciedla Twoja postawe - jesteś moze jesteś w rodzinie CZARNA OWCA.

          Siostra śmiertelny wróg, matka podła nie dzwoni i nie przyjeżdza i jeszcze śmie nazwać wnuka synkiem. Nie wierzę Ci za grosz oco piszesz o złej matce, jestes przewrażliwiona na swym punkcie.
          Zadziwiajace czemu ta Twoja podła matka pomogła Ci kiedy ją potrzebowałaś !!!
          Paniusia weszła w pożadną rodzine męza poznawszy tego jedynego ksiecia i ma głeboko w d...pie swa siostre i matke.
          Czy matka 54 lata widzaca bardzo zadko wnuki chce Ci przywłaszczyć dzieci???
          Całe szczęscie ze tesciowa chora bo skoro nadajesz tak na matke to na tesciowej nie zostawiłabyś suchej nitki.
          To moze miec tło jakiejś schizy, moze skonsultuj to z psychiatrą.
          Rozpocznij terapię bo przyszłośc Twych dzieci z nadopiekuńcza matka zazdrosna o babcie spowoduje depresje a u Ciebie moze to być niebezpieczne bo rodzinne - Twój ojciec samobójca oraz Ty z depresja jak sama określiłaś od dzieciństwa.


          • czarna-owieczka Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 21:29
            Tak mam kochają siostre, ktora ma zal do mnie o moje zycie i o to ze odebralam jej matkę. Sama mi to powiedziala. mama lezala 6 miesiecy w szpitalu na podtrzymaniu ciązy (mnie). siostra ma do mnie o to pretensje. i uwaza ze zabralam jej matke.
            wyzywa mnie od zdechlakow, jak bylam w ciazy z coreczka (ciaza rowniez zagrozona, coreczka miesiac walczyla o zycie na OIOMie) siostra zyczyla mi poronienia, potem zebym urodzila downa, nasmiewala sie z tego ze moje dziecko lezalo w inkubatorze pod respiratorem.

            Mam kochająca siostrę i jestem wobec niej niewdzieczna.

            wiecie co dosc mam juz czytac tych waszych bredni ktore mi wypisujecie i oczerniacie mnie.
            Macie racje, pojde na terapie, ustawie swoja matke i siostre raz a porzadnie. i wtedy zaznam spokoju i przestane prosic ludzi na forum o rade, a po prostu zaczne sama radzic sobie z moja patologiczna rodzina.

            i wiesz co, ciesze sie ze mam męża, dzieci i poznalam tak wspanialych ludzi jak rodzina mojego meza, bo dzieki nim poszlam na terapie, a nie tkwilam w toksycznosci mojej rodziny.
          • kiki74 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 22:20
            kropeczka lepiej ci teraz?
    • kropeczka455 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 25.04.12, 10:48
      czarna-owieczka napisała:
      > Mama zostala przywieziona o godz. 12stej a
      > odwieziona o 19stej w ciagu tych kilu godzin do Małego raz czy 2 powiedziala symku

      To sie zdecyduj sie raz czy dwa ?? Za słabo pilnowałaś ile razy powiedziała.
      Jestes uczulona na własna mamę. Na jej miejscu olałabym taka córkę.

      Jak nie masz problemów to sobie je wyszukujesz a potem oskarzysz matke o swoja depresje.
    • net_megan Verdana! 25.04.12, 11:03
      Lubię Twoje posty, ale takich głupot to już dawno nie nastukałaś! Jeśli matka przyjeżdża do córki pomagać, to musi być wszystko tak jak ona chce, bo przecież córka ma być dozgonnie wdzięczna? Żarty jakieś! A jeśli matka karmiłaby dzieci notorycznie słodyczami (wbrew rodzicom) to co, rodzice tez mają się zgodzić, bo przecież mamusi trzeba być dozgonnie wdzięcznym i całować po rękach, że w ogóle przyjechała? No chore.

      Mama przyjechała pomóc i powinna w miarę możliwości dostosować się do zasad wychowywania dzieci, jakie stosują rodzice. Oczywiście nie chodzi, żeby matkę ustawiać do pionu i dyktować rozkazy, ale na spokojne zwrócenie uwagi przez rodzica dziecka, babcia powinna przytaknąć. Co to w ogóle za tekst, że nie i koniec! Będę mówić do dzieci tak jak będę chciała! To ewidentnie świadczy o tym, że babcia dzieci ma jakieś braki emocjonalne i brakuje jej taktu. Dodatkowo ma w du.. relacje z córką i zięciem, skoro strzela takie fochy.

      Swoją drogą, nigdy ale to nigdy nie pozwoliłabym, aby moja mam lub teściowa mówiły do moich dzieci synku czy córko, bo niby dlaczego miałyby tak mówić. Dziecko ma imię, które można dodatkowo zdrabniać na wiele sposobów. Są tez inne typu: myszko, kotku, misiu itepe.

      Całkowicie ogranicz do minimum te chore kontakty z rodziną, zobaczysz na dobre Ci to wyjdzie. Babcia niech widzi dzieci z okazji świąt i innych okazji, bo tych kontaktów nie można jej zabrać. Poza tym dzieci również ich potrzebują. I tłumacz dzieciom, że babcia jest babcią, a one są wnukami. Jak dzieci dorosną, to same zaczną zwracać uwagę babci. Powodzenia.
      • titti_pecci_scialoja Re: Verdana! 25.04.12, 11:47
        Ja też się trochę dziwię wypowiedzi Verdany, której wypowiedzi szukam w w wątkach.
        U mnie było tak,że po urodzeniu drugiego dziecka odbyłam z moimi rodzicami kilka kluczowych i szczerych rozmów i ustaliliśmy jak kto widzi pomoc. Żadne z nich nie wyrażało chęci podjęcia się codziennej opieki podczas gdy ja mogłabym sobie wrócić do pracy, więc jestem w domu. Przyjeżdżają więc do mnie na zmianę: wtorek mama, czwartek tata. Najpierw mały obiad, przez telefon ustalamy wcześniej czy ja coś mam, czy oni przywożą coś gotowego tak, tak... Potem spacer 2-3 godziny i wraca mąż więc oni się ulatniają. Mamy małe mieszkanie, więc maż też chce mieć spokój po powrocie a nie teściów na głowie. Jak oni zajmują się małym ja odbieram starszego synka z przedszkola i jadę z nim na judo. Wszyscy zadowoleni. Przyznam,że nigdy nie miałam z nimi lepszej relacji a nie było łatwo. Z mamą nie było problemu, ale z tatą z początku były schody. Na przykład z początku przyjeżdżał po czym pił kawę i kładł się odpocząć a ja dostawałam rozstroju,żeby zgrać jego potrzeby z naszymi, bo spacer, bo trzeba odebrać starszego, bo czegoś w domu brakuje, obiad trzeba zrobić i powiedziałam to,że właściwie to mam większy kłopot z nim i teraz jest inaczej. Tata poleci do sklepu, wyjdzie z małym, zabawi go, mamy czas zjeść i porozmawiać. Sztafeta po prostu. Ale wszystko trzeba było obgadać. Szczerze, bez zbędnych emocji, bez obrażania się.
      • 71tosia Re: Verdana! 25.04.12, 11:59
        Autorce brakuje pewnosci siebie w roli matki i to glowna przyczyna ze widzi wszedzie zagrozenia dla swojej roli (nie tylko ze strony wlasnej matki ale tez siostry, szwgierki i chyba wszystkich ktorzy maja kontakt z jej dziecmi). By nie byc gloslownym: autorka pisze ze babcia przez kilka godzin zajmujac sie wnukami 1-2 razy powiedziala do dziecka 'corko'/'synku' (autorka to obsesyjnie liczy!!). Czy dziecko przez to przestalo odrozniac babcie od mamy? Do mojego dziecka nawet obce osoby czasami mowily 'coreczko' np pani w zaprzyjaznionym wazywniaku, ani moja corka ani ja nigdy nie mialysmy z tym problemu, pani w warzywniaku w zaden sposob nie wplynela na nasze rodzinne relacje.
        Co do drugiej uwagi- ograniczenie relacji babcia/wnuki szczegolnie gdy dzieci lubia babcie a babcia wnuki po prostu szkodzi dzieciom. A taka relacja z dziadkami jest ogromnie wazna dla rozwoju kazdego dziecka. W opisanym przypadku szczegolnie, gdyz autorka watku wyraznie daleka jest od rownowagi emocjonalnej.
        Co do uwagi o pomocy, no coz jezeli sie korzysta z pomocy a pomagajacy nie robi krzywdy dziecku (a nie robi) to trudno, trzeba zaakceptowac to ze metody wychowcze babci roznia sie od naszych. Jezeli moje dziecko mowilo a 'babcia pozwala' to ja jej odpowiadalam 'hmmm u babci wolna a u nas nie, babcia ma prawo miec inne zdanie', dzieci zwykle nie maja problemu ze zrozumieniem takiego argumentu w przeciwienstwie do doroslych ;-)
        • izak31 Re: Verdana! 25.04.12, 12:10
          A czemu matka autorki jeszcze u niej jest? Dziecko ma juz 3 miesiace.
          moze juz czas powiedziec mamie aby wracała do siebie.
          • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 13:40
            mama u mnie juz od dawna nie jest, wyjechala do siebie 2 tygodnie po narodzinach Malucha.

            i dodam, ze nie ponisila zadnych kosztow przez te 2 miesiace jak u nas byla, poza zakupami zywnosci, ktore robila bo chciala, nikt nic jej nie mowil zeby sie dokladala. Moj mąż ja przywiozl i odwizl, dodatkowo prawie 1000 zl wydalismy na hotel dla psa, pies jest duzy lękliwy i agresywny nawet w stosunku do mnie, nikt nie chciał sie nim z rodziny czy znajomych zajac wiec trafil do hotelu. do dzieci niestety sie nie nadaje, bo nie potrzebuje tragedii w postaci zagryzionego dziecka.

            wogole z psem to jest taka historia, ze jak przygladam sie na relacje mama- pies to dopiero wtedy zauwazylam jaka byla nadopiekuncza w stosunku do mnie. wiecie co, to jest mieszaniec wilczura z owczarkiem collie, pies duzy, a mama potrafi chodzic za nim po calym pokoju i reka wpychac mu jedzenie do pyska "bo on sam nie zje". mniejsza o to jakie ma relacje z psiakiem, ale jak widzialam ta sytuacje z boku to dotarlo do mnie ze nasza relacja matka-corka jak bylam mala i dorastalam wygladala identycznie. teraz tylko obiekt sie zmienil.
            • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 14:00
              dodam, ze nie ponisila zadnych kosztow przez te 2 miesiace jak u nas byla, po
              > za zakupami zywnosci, ktore robila bo chciala, nikt nic jej nie mowil zeby sie
              > dokladala.
              O matko, tego jeszcze by brakowało.;-) To znaczy, że ty taka dobra jesteś i za psa zapłaciłaś, zamiast kundla pod płotem zostawić?

              Jednak brakuje wam trochę umiejętności podliczania kosztów... Prawdopodobnie utrzymanie babci przez 2 miesiące + koszty hotelu dla psa nie wyniosły specjalnie mniej niż wynajęcie opiekunki na ten okres. A jeśli uwzględni się koszty powstałego kwasu i ewentualne płacenie za psychoterapię, to wynajęcie opiekunki mogłoby być wręcz tańsze. ;-)
              Tak samo niezrozumiały jest dla mnie ten cyrk po twojej maturze - ekonomicznie wręcz nieopłacalny dla waszej rodziny jako całości, a dla ciebie - zapewne krzywdzący. Ty się poświęciłaś, siostra nie doceniła (ona wszak za to płaciła) - i już siostrzane stosunki mogą lec w gruzach.

              e jak przygladam sie na relacje mama- pie
              > s to dopiero wtedy zauwazylam jaka byla nadopiekuncza w stosunku do mnie.
              Ech, ja tez jestem nadopiekuńcza w stosunku do psa. :-) To nie musi świadczyć o nadopiekuńczości w stosunku do dzieci.
              • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 14:04
                nie musi, ale w przypadku mojej mamy akurat świadczy,

                ty moze psa zostawilabys pod plotem, ale powiesila jak tego biednego boksera ktos powiecil w wielkanoc. ja czulam sie zobowiazana zapenic mu opieke.

                zadna opiekunka nie bylaby u mnie 2 m-ce 24/dobe, chodzilo tez o opieke nad starsza corka gdy zaczne rodzic, a to nigdy nie wiadomo kiedy moglo nastpic. rowniez w Boze Narodzenie czy sylwestra, ktora niania wtyedy by ze mna byla? moj mąż jest ratownikiem, i np w świeta mial dyzury. coz taka praca..
                • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 14:19
                  ty moze psa zostawilabys pod plotem, ale powiesila jak tego biednego boksera kt
                  > os powiecil w wielkanoc. ja czulam sie zobowiazana zapenic mu opieke.
                  A skąd ten wniosek? Bo mam wrażenie że nieco z sufitu.
              • mgla_jedwabna Re: Verdana! 26.04.12, 00:00
                Tak samo niezrozumiały jest dla mnie ten cyrk po twojej maturze - ekonomicznie wręcz nieopłacalny dla waszej rodziny jako całości, a dla ciebie - zapewne krzywdzący.

                A dla mnie ten model jest zrozumiały (co nie znaczy, że akceptowalny). Siostra miała opiekunkę do dziecka za niewygórowaną stawkę. Zatrudniając opiekunkę w Niemczech na pewno zapłaciłaby dużo wyższą stawkę, no i obca opiekunka nie dałaby z siebie zrobić "naszej małej Justynki", której można naskoczyć. A mamie to już w ogóle się opłacało - zamiast utrzymywać przez rok córkę -studentkę, dostawała regularne pieniądze na konto.

                Autorka wątku ma problem, bo bez ustanku czuje się upupiana we własnej rodzinie. Rozmaite drobiazgi, nie znaczące nic w innym kontekście, odbiera (zapewne słusznie) jako próbę podważenia jej kompetencji.

                Mogę tylko powiedzieć, że absolutnie nie ma się co spodziewać, że kiedykolwiek zostanie potraktowana jak dorosła osoba. Niestety, mama jej nie doceni, bo mama raczej nie dostrzega rzeczywistości i żyje własnymi przekonaniami o cudzych potrzebach. Tak, jak z psem, któremu wpycha żarcie do pyska (widzieliście kiedyś zdrowego psa, który nie jadłby z własnej woli?).

                Kontaktów z matką wyzerować się nie da, bo autorka czuje się z nią związana emocjonalnie. Należy je natomiast ograniczyć do takiego stopnia, w którym nie będą one odbierane jako wtrącanie autorki w pewne ramy. Jak to ma wyglądać w praktyce - to już ustali autorka, dla jednych cotygodniowa herbatka to wystarczająco daleki dystans, dla innych przejaw regularnej kontroli.

                Kontakty z siostrą podobnie, z tym, że tu doradzałabym dużo silniejsze poluźnienie kontaktów. Mama może i chce dobrze (we własnym rozumieniu), siostra jest otwarcie toksyczna.
          • net_megan Re: Verdana! 25.04.12, 13:52
            izak31 napisała:

            > A czemu matka autorki jeszcze u niej jest? Dziecko ma juz 3 miesiace.
            > moze juz czas powiedziec mamie aby wracała do siebie.

            a co Cię to obchodzi? to nie jest głównym tematem tego wątku. Takie pytania są wścibskie i nie wnoszą nic do dyskusji!
          • joshima Re: Verdana! 25.04.12, 17:12
            izak31 napisała:

            > A czemu matka autorki jeszcze u niej jest? Dziecko ma juz 3 miesiace.
            > moze juz czas powiedziec mamie aby wracała do siebie.
            Może czas zacząć czytać ze zrozumieniem?
        • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 13:47

          > Co do uwagi o pomocy, no coz jezeli sie korzysta z pomocy a pomagajacy nie robi
          > krzywdy dziecku (a nie robi) to trudno, trzeba zaakceptowac to ze metody wycho
          > wcze babci roznia sie od naszych. Jezeli moje dziecko mowilo a 'babcia pozwala'
          > to ja jej odpowiadalam 'hmmm u babci wolna a u nas nie, babcia ma prawo miec
          > inne zdanie', dzieci zwykle nie maja problemu ze zrozumieniem takiego argument
          > u w przeciwienstwie do doroslych ;-)

          nie zgodze sie z Tobą. co innego jesli babcia u siebie w domu pozwala jesc slodycze, a co innego gdy robi to w domu tgo malego dziecka, przy rodzicach, ktorzy mowia zeby tak nie robila.
          wiesz mialam, taka sytuacje, coreczka miala etap ze na kazdy zakaz reagowala gryzieniem, szczypaniem i drapaniem tak do krwi, tak wyladowywala swoja zlosc. Miala tez taki atak gdy nie chciala ubrac rajstopek. babcia ją trzymala ja ubieralam. widze ze szczypie babcie wiec mowie do dziecka "nie wolno szczypac, bo to boli" i w chwili gdy ja koncze to mowic moja mama zaczyna "a szczyp mnie szczyp, mnie to nie boli" . nie zgadzam sie z Toba aby w takich sytuacjach pozwalac babci na jej sposob wychowania, bo ja odpowiadam za swoje dziecko i to do mnie nalezy paleczka. Powiedzialam wtedy mamie, ze ma tak nie mowic bo dziecko musi wiedziec ze nie wolno mu byc agresywnym w stosunku do innych.
      • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 12:31
        Ta babcia nie karmiła dziecka słodyczami. Jej najstraszliwszą zbrodnią popełnioną w opiece czy kontaktach z dziećmi jest zwracanie się do nich per 'córeczko' i 'synku'. Inne przestępstwa nie zostały wymienione.
        Opieka nad dziećmi rodzi pewne koszty. Jeśli bierzemy płatną opiekunkę, mamy głównie koszty finansowe, za to możemy wymagać, żeby opiekunka dostosowała się do naszych standardów opieki nad dziećmi (w granicach dozwolonych prawem, oczywiście). Jeśli zaś korzystamy z bezpłatnej pomocy przy dziecku/dzieciach, to zdrowy rozsądek nakazuje pójść czasem na kompromis i nie bić piany o rzeczy nie zagrażające zdrowiu, życiu czy bezpieczeństwu dziecka. Kosztem jest tutaj znoszenie pewnych przywar i niedoskonałości matki. teściowej czy innych osób, które nam pomagają.
        Nadmierna czepliwość jest w takiej sytuacji po prostu nie na miejscu. Jeśli ktoś nie jest w stanie tych kosztów ponieść, powinien zapłacić za opiekunkę. Jeśli nie stać go na płacenie opiekunce, nie powinien robić afer o takie bzdety, jak forma zwracania się do dziecka. Która to forma nie jest w tym przypadku ani poniżająca, ani ośmieszająca dla dziecka.
        • lib Re: Verdana! 25.04.12, 13:19
          Owieczko!
          Na zachowania mamy i innych ludzi nie bardzo masz wpływ. Jak nie reagują na twoje prośby, to tego nie zmienisz. Musisz coś zrobić ze sobą wyłącznie. Nie machaj tak rękami jak zraniona mała dziewczynka, tylko poczytaj to wszystko spokojnie. Verdanie nie chodzi przecież o to, że masz zapraszać mamę na dwa miesiące, cierpieć w milczeniu i być dozgonnie wdzięczna. Chodzi jej o to, że możesz albo się zgodzić na to, co mama oferuje, albo nie korzystać. Asertywność nie polega na tym, że się wymaga, a jak się ludzie nie stosują, to się na nich obraża. Polega na tym, że się mówi, czego się chce, a jak ludzie odmawiają, to się szuka innego rozwiązania. Trzeba się zawsze z tym liczyć. Nie będzie tak jak chcesz, bo tak chcesz. Będzie różnie. Do ciebie tylko należy ucięcie tego wtedy, kiedy według ciebie minusów jest więcej niż plusów. Czyli: mamo, proszę cię o to i o to, ale nie mogę się zgodzić, żebyś... Mama olewa twoje prośby, ty dziękujesz za współpracę.
          Jesteś też bardzo wyraźnie przewrażliwiona, i masz do tego zakichane prawo oczywiście. Moja przyjaciółka kilka razy powiedziała do mojego dziecka synku. Krótko po tym, jak urodziła własnego. Tak z przyzwyczajenia, że do dziecka się mówi synku. Wydało mi się to bardzo sympatyczne, a nawet wzruszające. Podrzucamy sobie dzieci z sąsiadami. Odbieramy z przedszkola, prowadzimy na basen, wozimy na inne zajęcia. Czasem patrzę na takie stadko i mówię: czy są wszystkie moje dzieci? Ale to nie znaczy, że sobie je przywłaszczam. Karmiłam kiedyś piersią dziecko koleżanki. Poprosiła o to oczywiście. Ale gdyby nawet ktoś przy mnie powiedział, że będzie karmił moje dziecko, tobym się obśmiała po prostu. Masz zwyczajnie inne żale do siostry i dlatego tak cię to zabolało.
          Bardzo mnie również zdziwiła ta sprawa z twoim pobytem u siostry. Jak na to spojrzeć z góry, to twoja mama wypożyczyła twojej siostrze swoją niewolnicę, ciebie. Pobierała opłatę za twoją pracę. Czy to nie dziwne? Boisz się chyba powielania tego modelu: jedni członkowie rodziny są zawłaszczani przez innych. I przeraża cię to, po czymś ktoś inny nawet by nie mrugnął. Tak więc nie wściekaj się na mamę i siostrę, tylko przyjrzyj się sobie.
          Jak się nauczyć asertywności? Zacząć stosować. Zastanawiasz się, czego chcesz i ile ewentualnie możesz poświęcić, a potem informujesz resztę świata. Bedzie coraz łatwiej.
          • verdana Re: Verdana! 25.04.12, 13:37
            Otóż to własnie. Rozumałabym pretensje, za mama daje dziecku coś, na co jest uczulone, ze mów3i do córki "i po co ci drugi bachor", ze leje dziecko, albo przemeblowuje mieszkanie. Ale babcia nic takiego nie robi - jej największą zbrodnią jest "zawłaszczanie" dziecka, ale iluzoryczne - bo zwracanie sie do wnuja "synku" nie jest traktowaniem wnuka jak syna, tylko pieszczotliwym zwrotem. Babcia, która pomaga przy wnukach stale nie moze po prostu wykonywać poleceń matki, to nienaturalne. Dostosowanie sie babci ma zawsze pewne granice. Jeśli nie mozna tego znieść, trzeba znaleźć inne rozwiązanie.
            Tu problemem nie jest zwracanie sie do dziecka, tylko całokształt stosunków w rodzinie. Tu też pretensja jest własciwie o to, ze babcia właśnie nie dała się "zawłaszczyć", bo Autorka nauczona jest,z ę osoba pomagajaca wypełnia polecenia i jest czymś w rodzaju służby.
            • net_megan Re: Verdana! 25.04.12, 14:17
              ale babci widać również brakuje dobrej woli, co jej szkodzi do dzieci mówić pieszczotliwie czy po imieniu, skoro rodzice dziecka o to poprosili? Nieważne czy wyrządza to jakąś krzywdę dzieciom czy nie. Chodzi o to, że babcia kategorycznie sprzeciwia się prośbom córki i zięcia chyba dla zasady. Ja nie mam żadnych problemów emocjonalnych związanych z moimi rodzicami, a i tak nie chciałabym żeby mówili do moich dzieci synku czy córko, bo to nie jest ich syn ani córka tylko wnuczki.

              Gdyby moja siostra poprosiła mnie o zaopiekowanie się jej dziećmi, wytyczając mi przy okazji ich zasady, to choćby nie wiem jak były one absurdalne, uszanowałabym je. Według tego co piszecie, mogłabym np. na przekór siostrze dać dzieciom inny obiad niż przygotowała, bo przecież nie robię dzieciom krzywdy, a siostra i tak powinna być mi wdzięczna, że się nimi zajęłam. Albo siedzieć z nimi cały dzień na dworze, choć siostra prosiła tylko o godzinny spacer. W moim mniemaniu nie zrobię im krzywdy tym całodniowym dworem, ale siostra chciała inaczej. To jej dzieci i ma do tego prawa, a ja nigdy nie obraziłabym się na nią z tego powodu. Nie o krzywdę tu chodzi, ale o zasadę.

              i inny przykład: mamy psa, który jest z nami od 12 lat. Jest członkiem rodziny i gdyby coś mu się stało, wszyscy przezywalibyśmy to strasznie. Piesek ma imię, ale i tak wołaliśmy do niego inaczej, bardzo pieszczotliwie. Kiedy moja siostra urodziła pierwsze dziecko, zakochaliśmy się w nim i czasem nazywaliśmy również pieszczotliwie jak naszego psiaka. Siostra oburzona zwróciła nam uwagę, że sobie tego nie życzy. Do jej dziecka mamy nie mówić tak jak do psa i ok. Przestaliśmy, chociaż to wydało się wszystkim absurdalne, bo nazwa powstała z wielkiej miłości. Jak chciała tak zrobiliśmy, nie mając o nic pretensji. Dodam tylko, że moje dziecko do tej pory jest tak nazywane, a ja nie mam z tym żadnego problemu.

              to, że matka przyjechała pomóc córce, nie oznacza, że córka i zięć mają od razu rezygnować ze swoich poglądów i całować ją za to po rękach. Swoją droga dla babci z prawdziwego zdarzenia, taka pomoc przy wnukach byłaby przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem, za który oczekuję się wdzięczności czy zadośćuczynienia.
        • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 13:51
          to n ie jest bzdeta, nam jako rodzicom moze to przeszkadzac, a babcia powinna to uszanowac, sczegolnie ze miala zwrocona uwage zeby tak nie robila, a mimo tego dalej tak postepuje.
          • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 14:08
            No to nie zapraszaj mamy i tyle, skoro jest to dla ciebie nie do przyjęcia.. Nie zawsze można mieć wszystko, co by się chciało: i kochająca babcię i mamę, darmową, acz nienaganną pomoc przy dzieciach, poprawne stosunki rodzinne i respektowanie wszelkich swoich życzeń. To tylko małe dzieci myślą, że wystarczy zawołać: "chcę tego i już", tupnie się nogą i wszelkie życzenia się spełnią. Ludzie nieco wyrośli z przedszkola powinni już móc przyjąć do wiadomości, że nie zawsze jest tak, jak my chcemy. Takie życie.
            • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 14:16
              owszem, nie zawsze mamy to co chcemy, ale wbrew pozorom mamy wplym na innych ludzi i mamy prawo do takiej pomocy jakiej oczekujemy.

              a skąd wiesz ze ta pomoc byla nie naganna?

              naprawde nie ze mna jest cos nie tak, poza tym ze nie potrafie stawiac granic i ich respektowac.
              ale sie ucze, i nie daje swoim dziecim wchodzic na glowe tak jak moja mama dawala mi i mojej siostrze. w stosunku do moich dzieci, latwiej jest mi wyznaczac granice, bo wiem ze to ja i moj mąz jestesmy odpowiedzialni za to jakimi ludzmi beda nasze dzieci. a moja mama no coz, za kazdym razem bedzie miala zwrocona uwage jak powie do naszych dzieci córko/synku i predzej czy pozniej bedzie musiala zaakceptowac ze ten przywilej mowienia tak do dzieci nalezy tylko do rodzicow, a nie babc dziadkow, cioc czy sprzedawczyn w warzywniaku.
              • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 14:30
                ale wbrew pozorom mamy wplym na innych lu
                > dzi

                Nie, nie mamy wpływi na to, co robią inni ludzie. Dorośli ludzie robią to, co uważają za stosowne robić. Możemy to tylko albo zaakceptować, albo się od tego odciąć.

                i mamy prawo do takiej pomocy jakiej oczekujemy.
                Jeśli za nią zapłacimy - tak. Inaczej musimy zgodzić się na akceptację pewnych niedogodności albo z tej pomocy zrezygnować.

                skąd wiesz ze ta pomoc byla nie naganna
                Gdzie to napisałam? Napisałam tylko, że chciałabyś mieć nienaganną pomoc za darmo. Twoja mama - przy wszystkich swoich wadach - nie była twoim płatnym pracownikiem, tylko zrobiła ci przysługę.

                predzej czy pozniej bedzie musia
                > la zaakceptowac ze ten przywilej mowienia tak do dzieci nalezy tylko do rodzico
                Być może to zaakceptuje. Ale musisz liczyć się też z tym, że nie zaakceptuje i ograniczy kontakty sama z siebie.
                • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 14:38
                  kontakty i tak ogranicza sama z siebie, samochodu nie ma, mieszka 100 km od nas, a wyjazd pociągiem to dla niej problem jest, (ma 54 lata) wiec widzimy sie tylko wtedy gdy my ją odwiedzimy, albo moj mąż przywiezie ja autem do nas a potem odwiezie,

                  nawet sama do mnie nie zadzwoni, rozmawia ze mna tylko wtedy gdy to ja do niej zadzwonie, ale mama tak z kazdym z rodziny postepuje, ze swoja siostra potrafi miesiac nie rozmawiac, jesli ta do niej pierwsza nie zadzwoni, mama wychodzi z zalozenia, ze jesli ktos do niej nie zadzwoni to on sama tez nie bedzie dzwonic..
                  • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 14:52
                    Czyli zasadniczo i docelowo babcia widywana od wielkiego dzwonu?
                    Przejmujesz się nieadekwatnie do realnej sytuacji. Naprawdę. Realnie babcia nie jest żadnym zagrożeniem dla ciebie, nawet gdyby do twoich dzieci zwracała się wyłącznie per 'synku' i 'córeczko'- nie przy tej odległości i dążeniu do wzajemnych kontaktów. Jesteś pewna, że te lęki ci rzeczywiście minęły, a nie tylko zmieniły formę?
                    • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 14:55
                      tak jestem pewna,
                      poza tym zachowanie mamy razi nie tylko mnie ale rowniez mojego męża, który nigdy nie mial i nie ma problemów z psychiką, i dowodzi to tego, ze jestesmy normalni, rodzice mojego męża sa normalni a moja mama nie..
                      • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 15:10
                        Nie, to co napisałaś, wcale tego nie nie dowodzi.
                        Nie twierdzę, że jesteś nienormalna, ale że twoje lęki są zasadniczo nieadekwatne do realnej sytuacji.
                        Realnie sytuacja wygląda tak: babcia mieszka 100km od was, nie przyjedzie do was sama, raczej nie przyjedzie na dłużej bez palącej potrzeby i zgłoszenia zapotrzebowania z waszej strony, nie jest nazbyt wyrywna nawet do kontaktów telefonicznych. Nie będziecie się często widywać. Babcia zwraca się do dzieci per synku /córeczko. Ze względu na częstotliwość kontaktów robi to raz na miesiąc? /kwartał?.
                        Twój wniosek: mama chce sobie przywłaszczyć moje dzieci i jest o krok od sukcesu.
                        • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 15:30
                          tak jest to dla mnie problem. nic na to nie poradze, ze razi mnie jej zachowanie. nawet gdyby to bylo z czestotliwoscia raz na rok...
                          • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 16:07
                            Jeszcze jedno: brałaś pod uwagę jakąś formę depresji poporodowej? Bo zachowanie mamy może być wkurzające, ale twoje reakcje - przynajmniej sądząc z twoich opisów - są nazbyt dramatyczne w stosunku do sytuacji.
                            • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 16:11
                              na tle tych wszystkich zabójstw dzieci, depresja poporodowa to ostatnio rozdmuchany temat.


                              nie sądze zebym cierpiala na depresje poporodową, ani jakąkolwiek inną.

                              no ale coz, moze moj mąz tez cierpi na depresje poporodową skoro jego rowniez razi zachowanie mojej mamy :) heh.
                              • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 16:53
                                Mężczyźni też miewają. ;-)
                                Poza tym może jego to trochę razi, ale nie reaguje aż tak emocjonalnie? I nie wyobraża sobie od razu najczarniejszych możliwych scenariuszy? Nie wpada w stany umożliwiające mu normalne funkcjonowanie (np. kąpiel)?

                                Ale oczywiście zrobisz jak zechcesz. Tylko nie wiem, ile czasu jeszcze wytrzymasz w paranoicznym otoczeniu, gdzie każdy czyha na twoje dzieciaczki.
                                • titti_pecci_scialoja Morekac ciągniesz na siłę temat. 25.04.12, 17:00
                                  Wyluzuj;)
              • 71tosia Re: Verdana! 25.04.12, 16:09
                Czy twoja mama w jakikolwiek inny sposob sugerowala ze chce odebarc ci dzieci?
                Dobrze sie zastanow dlaczego tak bardzo ci to przeszkadza ze ktos zwraca sie do Twojego dziecka 'corenko' 'syneczku'. To sa NORMALNE zwroty jakich uzywa wiele osob, szczegolnie starszych, w stosunku do dzieci, takze nie swoich!!!! Tobie to prawdopodobnie przeszkadza bo czujesz sie bardzo niepwenie w swojej roli matki. Wbrew temu co piszesz (ze dzieci moga miec problemy) 100% dzieci doskonale kojarzy kto jest mama a kto babcia nawet jak babcia ciagle bedzie mowic 'coreczko'.
                • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 16:20
                  nie to nie jest normalne ze sąsiadka, babcia czy ktokolwiek inny tak sie zwraca do nie swoich dzieci. Rodzice mojego męża mowią do nich albo po imieniu, albo wnusiu, moj mąż ma 2 babcie oraz dziadka, zadne z nich nie zwraca sie do mojego męża synku tylko po imieniu albo mowia o nim wnuczek, a do swoich prawnucząt mowia albo po imieniu albo podkreslą tego prawnuczka/prawnuczkę. wszystkie ciocie i wujkowie ze strony mojego męża mowia do naszych dzieci po imieniu. zachowanie calej rodziny mojego męza jest normalne.

                  tylko moja mama jakas inna musi byc...

                  pewnie zaraz uslysze ze sobie dopowiadam itd. ale tak sobie pomyslalam ze zachowanie mojej mamy MOŻE miec związek z jej strata 3 dzieci. Pomiedzy mna a siostrą bylo dwóch bliźniakow chlopcow utraconych w 3 mc ciazy oraz synek, ktory urodzil sie w 6 miesiacu ciazy i zmarl po kilku godz lezenia w inkubatorze. Mama nawet nie mogla byc na pogrzebie bo lezala w szpitalu.
                  Moze straty ma nie przepracowane..? Ja rowniez stracilam synka w wyniku poronienia, ciezko mi bylo sie pozbierac, ale pomogla grupa wsparcia z psychologiem.
                  • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 16:44
                    Obie moje babcie mawiają do mnie per 'córciu'. ;-)
                    Natomiast nie spotkałam się ze zdaniem: "Wnuczko, podaj okulary". Jeśli używana jest wnuki lub prawnuki, to raczej w zdaniu typu: "Dziś przyjechały do mnie wnuki/prawnuki".
                    Przy czym nie twierdzę, że mowienie per wnuczko nie jest to normalne, może gdzieś tam u was macie taki zwyczaj językowy (napisałaś np. jestem chrzestną od chłopca i dziewczynki- nie jest to chyba norma ogólnopolska, po prostu różnie mówi się w róźnych regionach).
                    Natomiast absolutnie nie razi mnie zwrot "Córciu/synku" skierowany do nieswojego dziecka i ogólnie młodszej osoby (np. Posuń się, synek, to usiądę.). Synek oznacza tu osobnika płci męskiej, córcia - osobnika płci żeńskiej w wieku dużo młodszym niż mówiący.
                    Spotkałam się z tym i na Mazowszu, i na Podlasiu, i w Malopolsce. Nie jest to więc aż tak nienormalne jak twierdzisz. A już na pewno nie świadczy - bez innych przesłanek , że mówiący te słowa chce sobie oto zagarnąć dziecię i że jest nienormalny.
                    • czarna-owieczka Re: Verdana! 25.04.12, 16:47
                      Ciebie moze to nie razi, ale mnie i mojego męża tak, i mamy prawo domagac sie zeby nasze dzieci nie byly tak nazywane przez kogokolwiek innego niz my, prawda?

                      jesli ktos tak mowi do innych dzieci, to niech sobie mowi, mnie intereuja tutaj akurat tylko moje wlasne.
                      • morekac Re: Verdana! 25.04.12, 16:56
                        Tocz sobie swoją walkę z tymi zuymi ludźmi, powodzenia.
                        Widocznie paranoicy potrzebują jednak misji.
                      • 71tosia Re: Verdana! 25.04.12, 17:09
                        no to jeszcze raz pomysl dlaczego cie to tak strasznie razi, irytuje i denerwuje, Przy normalnych relacjach w rodzinie nikt nie utozsamia mowienia do dziecka 'coreczko' z 'zawlaszczaniem dziecka' !!!!! Mysle ze te pretensje do mamy sa raczej wynikiem twoich kompleksow jakis zadawnionych sytuacji i malo maja wspolnego z obecnym zachowaniem mamy. Skupilas sie wrecz obsesyjnie na tej 'corecze' ale z pewnoscia bez problemu znalazlabys inny powod do 'pretesji' .
                      • trusia29 Re: Verdana! 27.04.12, 20:35
                        Ciebie moze to nie razi, ale mnie i mojego męża tak, i mamy prawo domagac sie z
                        > eby nasze dzieci nie byly tak nazywane przez kogokolwiek innego niz my, prawda?
                        >
                        > jesli ktos tak mowi do innych dzieci, to niech sobie mowi, mnie intereuja tutaj
                        > akurat tylko moje wlasne.

                        No to nie zapraszaj mamy jak Wam to przeszkadza i koniec. Nakręcasz się niepotrzebnie naskakujesz na rozmówców, może ty na złe terapie chodziłaś? Może nie depresja lekowa Cie dopada tylko zwykła histeria?
                        • czarna-owieczka Re: Verdana! 27.04.12, 20:51
                          Po pierwsze to większośc rozmówców naskakuje tu na mnie, ja bronie swojego zdania, ktore jest w pelni normalne.

                          Po drugie nigdy nie mialam depresji lękowej, nie ma czegoś takiego, jak już to nerwica lękowa, która wyleczyłam, a terapie byly i dobre i skuteczne, w rodzinie męża jest psycholog, polecila mi najlepszych specjalistów.
                          • trusia29 Re: Verdana! 27.04.12, 21:45
                            Naskakujesz, naskakujesz.

                            Najpierw piszesz na forum, a więc oczekujesz opinii, a potem wszystkie opnie nie po Twojej myśli zażarcie zwalczasz na siłę udowadniając, że masz rację. Jaki ma sens w takim razie zaczynanie wątku na forum, jeśli nie chcesz słuchać tych, którzy mają inne zdanie? Chciałaś tylko się upewnić, że masz rację a Twoje spojrzenie jest jedynym właściwym?

                            Moim zdaniem jesteś rozhisteryzowana i szukasz dziury w całym.

                            Co do Mamy - musi Cię strasznie kochać, skoro na 2 miesiące przyjechała, psa oddała do hotelu (miałam zwierzęta, więc wiem co to znaczy) i jeszcze Twoje fochy znosiła. A co do przywożenia i odwożenia mamy - to wasz zakichany obowiązek był, żeby to zrobić, skoro na 2 miesiące przyjechała to chyba nie z jedną reklamówka? Miała jeszcze 100 km z walizkami autobusem jechać żeby waszego dziecka pilnować?

                            Zastanów się nad sobą. Wszystko musi się kręcić wokół Ciebie i twoich potrzeb???

                            Ja urodzę za miesiąc dziecko, moja Mama przyjedzie mi pomóc przez kilka pierwszych dni, sama chciała, bardzo się cieszy na myśl o wnuku. I jak powie do mojego syna "synku" to tylko sprawi mi przyjemność. Wiesz dlaczego? Bo jako osoba dorosła (nie wpisem w dowodzie osobistym, tylko emocjonalnie) nie muszę się obawiać się, ze ktoś mi dziecko ukradnie.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 29.04.12, 21:25
      Jeśli jest Pani potrzebne postawienie granic, respektowanie Pani wyraźnych zasad to niech je Pani stawia. Nie ma w tym nic nienaturalnego czy dziwnego.
      Natomiast interpretacja zachowań mamy, siostry czy szwagierki wydaje się już mniej zasadna.
      Być może Pani widzi zawłaszczanie w miejscu troski czy czułości mamy czy budującej się więzi babcia - wnuki.
      Podobnie rzecz się ma z incydentem ze szwagierką. Zwykłą troska czy może niezbyt dobry pomysł został potraktowany przez Panią jako wrogie wobec Pani działanie.
      Na to bym zwróciła uwagę, bo to wygląda na nadmiarowe a do tego i niepotrzebnie Panią frustrujące. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • madi138 Re: Przywłaszczanie moich dzieci przez rodzine. 02.05.12, 00:07
      droga autorko- rozumiem twoje uczucia, choc moze dla innych nie jest do konca jasne o co ci w zasadzie chodzi. piszesz o jakichs drobiazgach, niekonkretnych sytuacjach, pozornie blachych i wielu ludzi, jesli nie bylo w takiej sytuacji, tego nie zrozumie. problem jest glebszy- masz jakis zal do mamy siostry i chyba sama jeszcze nie potrafisz wyartykulowac o co. dlatego czepiasz sie drobiazgow i wyolbrzymiasz sprawy, ktore owszem moga byc przykre, ale wielu nawet nie zwroiloby na nie uwagi. wasza rodzine spotkala ogromna tragedia, ktora stala sie bolesnym tabu i to chyba najbardziej obrazuje ogrmne problemy z komunikacja. moze byc wiec jeszcze wiele spraw, ktorych nie przerabialiscie na biezaco, a ktore wciaz uwieraja.... jesli chodzi o ciebie, mysle, ze wciaz czujesz sie przerazona mala dziewczynka i wciaz czekasz, az mama przyjdzie i ukoi twoj strach. tak, abys mogla iwreszcie spokoju i isc dalej. ale nie liczylabym, ze to sie stanie. musisz uswiadomic sobie, ze nie zmusisz jej do niczego, nie powie ci tego co ty chcesz uslyszec. musisz przebolec, ze twoja mama nie dala ci tego, czego potrzebowalas, jako dziecko i musisz zrozumiec, dlaczego tak bylo- wtedy bedziesz mogla wybaczyc... musisz sama zbudowac swoja dojrzalosc, pogodzic sie z tym, ze twoja mama nie bedzie taka, jakbys chciala. musisz spojrzec na nia realnie i obiektywnie i samodzielnie postawic granice. a przede wszystkim, musisz dojrzec i nauczyc sie zyc sama dla siebie i w zgodzie z sama soba. wtedy poczujesz, ze cudze slowa, chocby najpodlejsze nie sa w stanie cie zranic.
      pisze z wlasnego doswiadczenia- corki, ktorej matka nigdy prawdziwie nie kochala i ktora sama musiala dojrzec i nauczyc sie kochac. tak, jak ty dlugo sie miotalam, atakowalam innych, obwinialam ich i wciaz czulam, ze cos jst nie tak. sadzilam, ze wina lezy wylacznie na zewnatrz, ale w koncu zrozumialam ze i we mnie- bo moge owszem spedzic reszte zycia rozpamietujac moje krzywdy, bo owszem, jako dziecko nie dostalam tego co bylo mi niezbedne, ale tylko ja na tym strace, jesli nie rusze do przodu. wiec moja droga, usiadz sobie i przyznaj szczerze, o co tak naprawde ci chodzi. wyplacz te zale i bol. a potem otrzyj lzy i zacznij nowy rozdzial. moze sprobuj nowej terapii? powodzenia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja