rathbona_8
29.04.12, 18:54
Mój nastolatek od jakiegoś czasu ma ustaloną kwotę miesięcznego kieszonkowego: dostaje 200 zł. Przy czym nie jest to kwota ,,na wszystko''. Rzeczy typu ciuchy, buty, różne zajęcia, komórkę itp. opłacam ja. Taką kwotę ustaliliśmy wspólnie, przystał na nią. Miał mieć zwiększone kieszonkowe, kiedy skończy 16 lat (w lipcu). I wszystko byłoby w porzadku, gdyby nie to, że ostatnio zauważyłam u niego dość drogie, nowe rzeczy, których ja na pewno nie kupowałam. Zresztą akurat orientuję się, co ma i co sam sobie kupuje. Jak się zapytałam, skąd je ma, to powiedział, że sam sobie kupił z kieszonkowego, tylko mi zapomniał powiedzieć. Ale sprawdziłam i są to rzeczy znacznie droższe. Po drugie jest ich całkiem sporo, więc nie ma możliwości, żeby zapłacił za nie z kieszonkowego. Poza tym syn je chowa w różnych miejscach. I nie chce wyjść na matkę-detektywa, która gnębi syna i kontroluje na każdym kroku, ale kurcze boję się, czy to czasem nie jest kradzione. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale zarazem skąd ona się tam wzięły? Albo raczej: za co je kupił?
Syn dostaje pieniądze od babci, ale znam te kwoty, a o żadne dodatkowe nie prosił.
Jak nawet delikatnie wspomnę o tych rzeczach, to zaraz zmienia temat.
Nie wiem, co myślec. Przesadzam w druga stronę i powinnam przymknąć na to oko?
Bo już nie chce też wyjść na matkę despotkę.