ralan1234
30.04.12, 18:20
Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia. Ale ja czuję jakbym własnie go nie miała. Popełniłam bardzo duży życiowy błąd wiąząc się z nieodpowiedzialnym człowiekiem. Nie mamy slubu, ale dziecko tak-2,5 letniego synka. Partner, gdy go poznałam zajmował sie czarnymi interesami, miał z nich pieniądze, twierdził ze już z nimi kończy. I skonczył. Skonczyl tez z jakąkolwiek pracą, bo od roku nigdzie nie pracuje, nie ma tez zadnych pieniedzy oprócz zasilku 300 zł. Mieszkamy w duzym miescie, móglby miec pracę w fachu który zdobył konczac technikum, ale nie chce juz w tym kierunku pracowac. Tak wiec rodzine utrzymuje ja. Pracuje na caly etet. Mam takze dwie dodatkowe prace. Jedna weekendowa- pracuje 12 h w sobote i 12h w niedziele. W tygodniu dodatkowo daje korepetycje-kilka godzin. Miedzy mna a partnerem jest coraz gorzej. Czuje ze zwiazalam sie z darmozjadem i totalnym nierobem. Coraz czesciej sie klocimy. Nie tylko o jego brak pracy a rowniez o metody wychowawcze ktore stosuje a wlasciwie ktorych w ogole nie stosuje. Tzn synek za dlugo oglada bajki, które nawet nie sa przeznaczone dla niego, je za duzo slodyczy, dobrze wiem, ze daje je synkowi jak placze albo chce go przekabacic. Albo mycie zebów, tzn traktowanie tego jak zła najgorszego. Tzn przy dziecku mówi do mnie- oj odpuśc juz dzisiaj mu to mycie zebów. Ehh przykłady mogłabym mnozyc... Najgorsze jest to, ze przez to ze synek duzo wiecej czasu spedza z tata czuje ze troche oddala sie ode mnie, bo teraz wiecej rzeczy chce z nim robic:-( W nocy wola jego, nie mnie, tak samo zawsze jak jest smutny, to tylko tata.... Przykro mi z tego powodu.
Dodam , ze synek na co dzien chodzi do przedszkola prywatnego za ktore place prawie 1000 zł (nie dostal sie do panstwowego), do tego oplaty, jedzenie itd... Partner w tym czasie niejako szuka pracy..jezdzi na spotkania... ale dobrze wiem ze wstaje po 11, dziecko do przedszkola zawoze ja..
Myslalam wiele razy o rozstaniu, gdyz ten zwiazek jest bez sensu, czuje sie upokorzona jako kobieta ze musze tak tyrac a nawet nie dostaje nic w zamian. Po pracy w sobote czeka mnie sprzatanie, partner twierdzi ze nie ma do niego glowy..
Nie mam w miescie w ktorym mieszkam zadnej rodziny, wiec nigdzie dodatkowo nie mogłabym pracowac, a z jednej pracy nie utrzymałabym sie. Dobrze wiem ze partner zrobilby mi na zlosc i nie zajmowalby sie wtedy synkiem. Z kolei w miescie gdzie mieszkaja moi rodzice nie ma pracy.
Co robic? Macie moze jakis pomysł?
Dodam ze partner jest bardzo zaniedbany, coraz grubszy i mam wrazenie ze glupszy, nie chce rozmawiac na zadne codzienne tematy lub "bardziej inteligentne". Fizycznie zupelnie mnie nie kreci. Nie mowie ze ja jestem super, bo przez brak czasu, nie moge o siebie dobrze zadbac.
I ostatnie, choc powinno byc na poczatku, zwiazalam sie z nim, gdyz pokochal mnie a nikt inny mnie nie kochal. chcialam zalozyc rodzine i byc szczesliwa. Nigdy mna sie nikt nie interesowal, a jesli juz to tylko mnie wykorzystywal. Troche to dziwne, bo wiem ze jestem ladna i fajna, ale zawsze mialam niskie poczucie wartosci. Po urodzeniu synka wzroslo i przejrzalam tez na oczy.
Wszystko jakos wymieszane w tym poscie. Dziekuje chociaz za przeczytanie. Moze ktos miał podobna sytuacje?