0zal1
20.05.12, 20:08
Pani Agnieszko
Odczuwam straszny zal, niesprawoedlwiosc do mojego zycia rodzinnego, partnera. Zaraz potem jestem na wszystko wsciekla a potem bezradna, a dlaczego.
Pierwszaciaze 6 mcy lezalam, wycofalam sie z zycia ale jakos zapomnialam o tym bo mam wspanialego synka. Teraz jestem w drugoejciazy, znowu 5mcy lezenia w zagrozeniu przedwczesnego porodu. Czuje ze musialam wiele poswiecic dla dzieci, znajomi znikneli, zycie zniknelo, zostaly tylko 4 sciany pokoju. Moj partner natomiast z niczego nie rezygnowal, byl na kazdym meczu na, torym chcial, nie odwolal zadnego spotkania z kolegami, wiele razy wracal nad ranem a ja w zagrozonej ciazy opiekowalam siesynkiem. Nawet tydzien przed porodem, teraz, wymigujac sie ze idzie na spacer z malym idzie na spotkanie z kolegami ale oczywiscie wg niego jest taki dobry bo samochodem i komorke ma nanaskuchu gdybym zaczela rodzic.
Nigdy mu nie ograniczalam, lazil gdzie chcial.
Ale mam poczucie zalu i niesprawiedliwosci, tyle dla dzieci musze znosic, zrezygnowalam ze wszystkich moich zainteresowan, bo musialam lezec, znajomi nie mieli czasu, ja poprpstu juz nie istnieje, plakac mi sie chce.
Nie da sie znim rozmawiac, bo kazde jego wyjscie juz mnie wk......., i moje uwagi ze moglby tez cos poswiecic konczy sie mega awantura bo on uwaza ze tyle robi-zakupy i pracuje.
W koncu za kilka dni rodze i uwolnie sie od lozka ale juz zycia nie odzyskam a jego widok jedynie podnosi mi adrenaline
:-((((((