cytrynkowa.galaretka
24.05.12, 12:48
historia jest długa i skomplikowana, postaram się ją maksymalnie streścić. Jesteśmy razem od 6 lat, mieszkamy razem od 4. Za rok nasz ślub. Kochamy się bardzo, pomimo dosyć długiego związku jest między nami bardzo dobrze, coraz lepiej. Jednym problemem jest jego rodzina. Narzeczony pochodzi z rodziny dysfunkcjonalnej, od zawsze były tam awantury wywoływane przez rodziców, choroba psychiczna ojca, olbrzymie problemy emocjonalne całej rodziny z tym związane. Siostra narzeczonego jest osobą neurotyczną,konfabulantką, nawet wspólny psycholog, do którego chodzili ostrzegał go przed nią, mówił, że będzie się starała rozbijać rodzinę i to robi. Opowiada o każdym bardzo złe rzeczy, wyssane z palca. W tym momencie wszyscy już przejrzeli na oczy i odwrócili się od niej oprócz matki. Nigdy nie byłam w dobrych kontaktach z nią i ona od lat nastawia matkę przeciwko mnie, ale wcześniej ze strony przyszłej teściowej to była raczej bierna niechęć, poza tym jeździliśmy do jego domu rodzinnego bardzo rzadko bo te kontakty są dla niego trudne. Od kiedy powiedzieliśmy jego rodzicom o ślubie zaczęło się piekło. Teściowa dzwoni np w nocy żeby natychmiast przyjechał bo w domu awantura ( a mieszkamy 50 km od nich). Albo dzwoni i mówi, że słyszała, od swojej córki (siostry narzeczonego o której pisałam wcześniej), że ja mówię złe rzeczy o swojej rodzinie. Są to oczywiście absurdalne zarzuty, szuka na mnie jakiegoś haka, czegoś co by zniechęciło narzeczonego do mnie. Robi nawet więcej, dwa lata temu mieliśmy poważny kryzys, z którego wyszliśmy umocnieni. Ale wtedy narzeczony był w bardzo złym stanie psychicznym i zwierzył się matce i siostrze. Teraz jak tam pojade to matka opowiada mi wszystko co mówił o mnie wtedy, chce też mnie do niego zniechęcić. Mój narzeczony jest zrozpaczony, kłóci się z nimi o mnie, walczy o to, żeby przestali nas szkalować. Jest mu potwornie przykro, czuje się zdradzony i opuszczony przez nich. Oni nigdy o niego nie dbali, nie przyjechali do szpitala gdy mieliśmy wypadek samochodowy ani gdy narzeczony spadł z dwupiętrowego budynku i trafił do szpitala.
Nie wiem co mam robić...nie mam już siły, czuje się wyczerpana, nie mam siły słuchać jakiś oskarżeń z ich strony...wiem, ze chaotyczne to co pisze, ale może ktoś ma jakąkolwiek radę...był w podobnej sytuacji...