marta_mamamaciunia
24.05.12, 13:32
Pogubiłam się w życiu okropnie, zapomniałam o sobie...
Od początku: Wyszłam za mąż z miłości, w wieku 22 lat, po roku urodził się syn. W tym samym czasie zrobiłam "pitupitu" studia dające mi tylko tytuł mgr, nic specjalnego. Z mężem układało/a się poprawnie (bez fajerwerków, tych w łóżku też brak). Dwa lata temu urodziłam drugie dziecko. W międzyczasie pracowałam to tu to tam. Mąż dostał super pracę, przeprowadziliśmy się, ja zostawiłam swoją pracę i przyjaciół, znajomych. Mieszkanko na kredyt, mieszkamy tu od kilku lat a ja ciągle nie jestem u siebie...
Mąż robi karierę, dobrze zarabia, a ja usycham. Zajmuję się dziećmi, jestem drobiem domowym i żyję życiem innych. Zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam wyjść z domu, na aerobik, fryzjera ale nie mam na to siły. Mam prawko, własny samochód ale wierzcie mi, nie chce mi się.
Dlaczego to piszę? Wczoraj mąż nie dotrzymał słowa, miało być moje 5 minut a on mnie olał (owszem mogłam sama sobie to załatwić ale ja jestem sama cały dzień i chciałam jego towarzystwa). Zrobiłam piekło, pewnie niesłusznie, niby głupi powód ale to coś mnie rozwaliło. Kłótnia itepe, moje słowa o rozwodzie i usłyszałam: a co ty beze mnie zrobisz?? jak zarobisz ?? doopy będziesz dawać ??? ..................
dla mnie ściana
niby na co dzień jest ok, nie bije nie pije nie krzyczy, potrafimy rozmawiać ale przy takich sporadycznych kłótniach zawsze dowali tak, że żyć się nie chce...
Wyobraziłam sobie, że mam prace, mieszkanie i nie mam dzieci i wiecie co? poszłabym w cholerę, zostawiła to życie i zaczęła żyć sama dla siebie, z myślą o sobie i pod siebie.
linczujcie, już gorzej być nie może...