wrednadziewucha
26.05.12, 22:29
Witam wszystkich, mam pewien problem, który nawet mnie samej wydaje się absurdalny, ale potrzebuję żeby ktoś spojrzał na to z drugiej strony.
Jestem ze swoim chłopakiem już cztery lata, traktujemy siebie poważnie i gdzieś tam w planach są zaręczyny i ślub, ale nie śpieszymy się, na wszystko jest jeszcze czas (nawet sporo, mamy 22 i 23 lata). Jesteśmy z różnych od siebie rodzin: my jesteśmy indywidualistami, każdy ma swoje sprawy, cele i ambicje, chodzimy swoimi ścieżkami, ale nie gubimy się-cały czas mamy świadomość, że jesteśmy w pobliżu i jeśli jest taka potrzeba możemy liczyć na swoją pomoc i wsparcie. Zdarza się że spędzamy razem czas wolny, typu kino, rodzinny obiad, wycieczka, impreza rodzinna. Rodzina chłopaka jest skonstruowana tak, że rodzice praktycznie żyją życiem dzieci, każdy wszystko wie i każdy ma na wszystko swoje zdanie, oni psychicznie są wciąż "na kupie", bez przerwy do siebie wydzwaniają i kontrolują, kto gdzie jest i kiedy wraca.
Obydwoje spędzamy razem czas ze swoimi rodzinami, bierzemy udział razem w uroczystościach i spotkaniach, zdarza się że jadę gdzieś z rodzicami i zabieram chłopaka i na odwrót. Razem odwiedzamy swoje babcie, to jest fajne, bo mieszkają same i to zawsze jakaś dla nich atrakcja-zawsze można się pośmiać i pogadać "o starych czasach".
Problem niestety w tym, że rodzice mojego chłopaka (zwłaszcza matka) nie za bardzo mnie lubią. Nie odpowiadam im bo jestem dość wygadana i asertywna, co się w tej rodzinie nie ma prawa zdarzyć. Mam swoje zdanie na każdy temat, jestem trochę zadziorna, ale nie pyskata. Nie przystaję do dotychczasowego modelu kobiecości, jako że moim szczytem marzeń nie jest małżenstwo i wychowywanie dzieci, matce chłopaka wyraźnie to przeszkadza. Wyraźnie okazuje mi swoją niechęć, ojciec ostatnio też: nagminnie nie odpowiadają mi na powitanie, ignorują mnie, matka potrafiła się ze mnie naigrywać przy dalszej rodzinie. Mój tata powiedział, że otwarcie mnie nie szanują i nie powinnam tam chodzić.
Ostatnio będąc u chłopaka w domu lekko ofuknęłam go, bo grzebał się przy wyjściu, a byłam po całym dniu na mieście i chciałam zebyśmy poszli do mnie na obiad (na obiad u niego nie mam co liczyć :) ). Dziś się dowiedziałam że ojciec chłopaka udzielił mu reprymendy że ja źle się zachowuję u nich w domu, że nie mogę tak się odzywać, że nie powiedziałam odwróconej do mnie plecami i od dłuższego czasu nie odpowiadającej mi na powitanie siostrze chłopaka "cześć". Strasznie się zdenerwowałam, że czemu ojciec komentuje to co jest między nami i że miesza mnie z błotem za taki w ich mniemaniu ogromny brak szacunku, podczas gdy obydwoje rodzice i siostra mnie ignorują i chamsko się zachowują. W sumie powinnam była rzucić to "cześć", ale byłam wybitnie nie w nastroju, poza tym ta dziewczyna ma do mnie przedziwne nastawienie i uniosłam się dumą że ostatnio mnie olała kilka razy-nie to żeby mi na tym jakoś zależało. OK, mój błąd, powinnam być ponad to.
Ale do rzeczy: powiedziałam mojemu chłopakowi że to bez sesnu żeby się o mnie w domu kłócił, i ponieważ nie jesteśmy narzeczeństwem ani nie spodziewamy się wspólnie dziecka, to na razie nie ma powodu żebym utrzymywała z jego rodziną kontakty. Nie życzę sobie też żeby się o mnie wykłócał czy wspominał coś na mój temat-nie jest to potrzebne. Mój chłopak strasznie się obruszył na to, że to niemożliwe, że on chce żeby wszyscy byli zadowoleni, a nikt nie myśli o nim. Ja zapowiedziałam, że nie dam z siebie robić wycieraczki i nie dam się tak upokarzać, bo na razie nie ma takiej potrzeby.
Czy to naprawdę konieczne, żebym teraz utrzymywała z nimi takie bliskie kontakty? Nie mam tam żadnych praw rzecz jasna, jestem tylko dziewczyną syna. Nie chcę stresu i durnych zagrywek. Mój chłopak strasznie rozpacza, jak mu to wytłumaczyć, żeby się nie pzejmował? On twierdzi, że musi z rodzicami się o mnie kłócić i walczyć jak o niepodległość. Jak to rozwiązać? Jak się zachować?