62ania
28.05.12, 15:01
Witam.
Muszę z kimś podzielić się swoimi rozterkami, bo czuje że dopada mnie depresja. Od pięciu miesięcy jesteśmy z mężem rodziną zastępczą dla małego Marcelka. Trafił do nas jako czteromiesięczne niemowlę. Wcześniej półtora miesiąca spędził w szpitalu walcząc o życie, po tym jak jego ojciec znęcał się nad nim. Nie chcę opisywać teraz tamtej sytuacji bo jest to wspomnienie makabryczne. Chodzi o to, że w tym czasie bardzo pokochaliśmy maluszka, cały czas walczymy o jego zdrowie (musiał przejść operację przyłożenia siatkówki, ma padaczkę pourazową, jest rehabilitowany z powodu opóźnień w rozwoju psycho-fizycznym) i w zasadzie nie mieliśmy czasu, żeby myśleć o tym co będzie dalej. W zeszłym tygodniu zapadł wyrok w sprawie karnej przeciwko rodzicom, wyroki są żenująco niskie (1,5 roku w zawieszeniu dla ojca, prace społeczne dla matki), a w dodatku sąd uchylił zakaz zbliżania się do dziecka. Jestem przerażona, gdyż teraz każde z nich może zażądać widzenia z małym a ja mam obowiązek to żądanie spełnić. Dosłownie zachodzę w głowę nad scenariuszem takiego spotkania, poza tym w sądzie rodzinnym toczy się cały czas sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich. wszystkim wydawało się, że będzie to proforma i nie może się to skończyć inaczej jak tylko pozbawieniem władzy rodzicielskiej, ale sądząc po wyroku w sprawie karnej zaczynamy mieć poważne wątpliwości. Atmosfera w domu jest nerwowa, zaczynamy z mężem kłócić się o to jak postąpić, co robić dalej. Trudno wyobrazić sobie oddanie dziecka w ręce ludzi, którzy tak bardzo je skrzywdzili, a jeżeli będziemy musieli to zrobić, to jak mamy sobie z tym poradzić?