Ratowanie małżeństwa - dzieci

03.06.12, 11:04
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat i mamy dwójkę dzieci: 8 lat i 4 lata. Od urodzenia drugiego dziecka było między nami źle, ale miałam nadzieję, że to się poprawi. Zaciskałam zęby, nie prowokowałam rozmów na drażliwe tematy (głównie finansowe), ale już nie mam siły.

Pracuję na pełny etat, zajmuję się domem i 2 dzieci i chyba mam kryzys.
Najlepiej mi jest gdy mąż wyjeżdża (a wyjeżdża dosyć często na delegacje), wtedy wszystko działa tak jak należy i relacje między mną i dziećmi są spokojne (nie ma między dziećmi bijatyk, krzyków). Ogarniam cały dom, jak chcę wyjść wieczorem to proszę o pomoc moich rodziców i wszystko jest ok.

Jak tylko mąż wraca to podnosi mi się ciśnienie (dosłownie i w przenośni). Co chwilę coś mu się nie podoba i przestaje się odzywać. To jest jego metoda od początku naszego związku, czyli "ciche dni". Dzieci robią się nerwowe, mąż denerwuje się o wszystko i reaguje "fochami". od kilku lat ma już między nami rozmów, wspólnych tematów, potrzeby przytulenia, a kiedyś to było. Został jeszcze sporadyczny seks - jedyna dziedzina w której jeszcze się dogadujemy.

Największy problem to sprawy finansowe. Zawsze mieliśmy osobne konta i na początku naszego związku (gdy nie było dzieci) ustaliliśmy w miarę sprawiedliwy podział kto za co płaci. Ale od kilku lat proporcje naszych wynagrodzeń i wydatków się zmieniły i efekt jest taki, że ja zarabiam niecałą średnią krajową i płacę za wszystkie wydatki związane z dziećmi, zakupy i utrzymanie auta, a mąż zarabia dwa razy więcej i płaci głównie rachunki za gaz, prąd. Proponowałam, żeby o tym porozmawiać, np. przez 1 miesiąc zapisywać wszystkie wydatki i zobaczyć jaka jest różnica. Proponowałam, żeby założyć wspólne konto na które będziemy proporcjonalnie do naszych zarobków przelewać pieniądze na wydatki związane z domem, dziećmi i autem. Obraził się i znowu nie chce rozmawiać. My w ogóle nie kłócimy się - są tylko długie ciche dni.

Mam już dość, coraz częściej wieczorami wychodzę z domu, bo nie mogę znieść tej atmosfery. Zrobiłam się nerwowa (a zawsze byłam bardzo spokojna), biorę leki na nadciśnienie i powoli planuję rozstanie. Na razie postawiłam mu ultimatum: terapia małżeńska albo rozwód i czekam na decyzję.

Tylko, że boję się o dzieci (zwłaszcza o syna, który jest bardzo wrażliwym dzieckiem). Mój mąż jest fajnym ojcem, w weekendy bawi się z dziećmi godzinami, są świetnymi kumplami. Gdyby nie dzieci nic by mnie nie trzymało, ale jeśli jest jeszcze jakaś szansa to będę próbować dla dobra dzieci. Czy komuś udało się odbudować relacje, wrócić do tego co było kiedyś? Można wrócić do momentu, kiedy wracasz do domu szczęśliwa, że zobaczysz ukochanego męża i że spędzicie razem czas?

    • marzeka1 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 11:13
      Fajny ojciec nie generuje takich zachowań dzieci, a te świadczą,że wyczuwają, iż w domu jest źle; pomijam, że podział finansowy jest zły, to także jego dzieci, a poczuwa się do płacenia tylko za prąd i gaz, tak jakby całą resztą mógł spokojnie mieć w zadku, bo żona-siłaczka udźwignie. Myślę, ze na alimentach więcej byś zyskała.Chociażby ze względu na dzieci warto już postawić sprawę: albo-albo.
      • verdana Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 14:46
        Fajny ojciec nie tylko bawi sie z dziećmi, ale czuje się odpowiedzialny za ich utrzymanie. Fajny ojciec nie uwaza, zę dzieci mogą żyć na o wiele niższym poziomie, niz on sam. Jestem też zdecydowanie za ultimatum. Albo Pan łoży na własne dzieci, albo załatwisz to sądownie.
        • bez_przekazu Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 15:42
          na moja logike facet nie jest zainteresowany dokladaniem (choc ja uwzam,ze powinien ci oddawac cala kase),bo woli odkladac na koncie. albo mu odbilo na punkcie kasy,albo odklada pieniedze na czas,kiedy bedzie gotowy odejsc od ciebie na razie trzymaja go dzieci,ale za kilka lat mozesz byc pewna,ze odejdzie.
    • aloiw1985 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 15:50
      powiedz mu ze jesli nie poreozmawia z Toba o wydatkach i nie ustalicie czegos sprawiedliwego to skladasz o alimenty i bedzie musial placic nie male pieniadze. A tak dla Twojej wiadomosci to bylaby jedyna opcja zabezpieczenia przede wszystkim dzieci. I tak, owszem, mozesz rzadac alimentow nawet jelsi jestescie malzenstwem, mususz tylko w sadzie udowodnic ze ty pokrywasz wiekszosc wydatkow, co z tego co piszesz wydaje mi sie nie byc problemme. Jednakze planujac to mozesz sie przygotowac jesli wiel;mozny Pan sie obraza i fochuje, lej na to, Ty sobie poradzisz a dzieci szczesliwsze beda bez fochow.
    • trusia29 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 17:51
      A co mąż robi ze "swoimi" pieniędzmi? Trzyma na koncie? Wydaje?
      Zgodnie z prawem te pieniądze są wasze, o ile nie macie rozdzielności majątkowej.

      Trochę przegapiłaś sprawę, trzeba była na bieżąco domagać się w miarę sprawiedliwego ponoszenia kosztów. Teraz on, przyzwyczajony do sytuacji ,nie będzie chciał zmian. Ale musisz twardo podtrzymywać swoje stanowisko. W ostateczności ogranicz zakupy, np. nie płac za auto, nie kupuj nic dla męża. Jeżeli dziecku potrzebne coś do szkoły czy do ubrania - od razu idź do męża i poproś o sfinansowanie. Inaczej nie dogadacie się nigdy a frustracja będzie narastać.

      A co do tego że jest dobrym ojcem - dobry ojciec dba o potrzeby dzieci, nie tylko emocjonalne ale też finansowe.
    • bellagnos Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 17:51
      Znam takie małżeństwo którym się udało, mieli kryzys po 12 latach, byli na jakiś rekolekcjach dla małżeństw chyba z tej strony www.spotkaniamalzenskie.pl. Myślę ze dobrze zrobiłaś stawiając męża przed taką decyzją, co będzie dalej zobaczysz.
      • ali37 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 18:06
        Dziękuję za wszystkie rady.
        To nie jest tak, że dzieci na tym cierpią finansowo, bo to co im jest potrzebne (ubrania, jedzenie, wydatki na leki, przedszkole itd.) pokrywam z własnej pensji. A mąż spełnia ich zachcianki - zabiera do kina, restauracji, kupuje drogie zabawki. Mi po zapłaceniu za wszystko mi nie zostaje prawie nic albo mam debet na koncie. Pytałam co robi z pieniędzmi i nie dostałam odpowiedzi, bo się obraził. Albo odkłada albo gdzieś przepuszcza albo pomaga rodzicom i nie chce się przyznać.

        Ale zmotywowałyście mnie. Postawię warunek albo terapia i ustalenie spraw finansowych albo rozwód. Tylko chyba muszę mu to napisać, bo znów się nie odzywa.


        • squirrel9 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 18:20
          Pisz, pisz, możesz mu to nawet poleconym listem wysłać. Zachowuj sie jakby go nie było. Polecony a w nim termin.
          Takie zachowanie to jest normalna przemoc. Niektórzy maja to wyniesione z domu, wiedzą jak bolało gdy rodzic się nie odzywał i stosują to z "doskonałym" skutkiem.
          Mój mąż miał taką matkę, obrażała się i niedozywała do dziecka przez 2 tygodnie (!!). Sam próbował tych metod na mnie, próbowałam nawiązać kontakt to wychodził z pokoju jakby mnie nie słyszał i nie widział. Po którymś z kolei takim "fochu" zastosowałam kontrmetodę - zachowywałam się jakby go nie było, obiad zrobiłam tylko dla siebie i dziecka. Gdy po dwóch dniach zaczął rozmawiać powiedziałam,ze teraz ja przedłużam foch na następne dwa dni. Po tych dwóch dniach gdy już usiedlismy i rozmawialiśmy powiedziałam,że za każdym razem gdy on się nie odzywa - ja również i to drugi raz tyle czasu. Lubisz takie rozwiązania - masz.
          • verdana Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 18:31
            Ależ oczywiście, zę dzieci na tym cierpią. Cierpią, bo Tobie juz nie zostają żadne szaleństwa na to, aby z nimi gdzieś wyskoczyć, kupić coś niepotrzebnego, iść na duże lody. Przyjemności funduje tatuś, Ty jesteś od kupowania kapci. To jest bardzo niedobra nauka dla dziecka - mama od codzienności, tata od rozrywki. Nie wystarczy proste zaspokojenie potrzeb materialnych, dzieci uczą sie takze życia rodzinnego. Twoje dzieci widzą, że mama nie ma pieniędzy, ze ma problemy, że nie chodzi do tego kina - a tatę stać na wszystko. To zły start w dorosłe życie dla dziewczynki, a jeszcze gorszy- dla chłopca.
    • kola2005 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 03.06.12, 20:53
      trochę jakbym czytała o sobie
      potrzeby ema najważniejsze, jak coś mi nie pasi to ciche dni lub mega awantury i krzyk
      na chwilę obecną wyrzuciłam go z domu i mieszka u rodziców
      co to za życie? wolałabym sama zostać z dziećmi, ale boję się że nie dam sobie rady
      mamy 2 dzieci, 8 letniego syna i 3 letnią córcię, dzieciaki przepadają za tatą
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 06.06.12, 21:52
      Ciche dni, wiele razy to już pisałam, to rodzaj przemocy psychicznej.
      jeśli są często stosowane bardzo negatywnie wpływają na relację. Z tej perspektywy patrząc pewnie nie da się powrócić do tego co było, bo Wasze wspólne doświadczenie jest już inne, niż to początkowe. Znacie się z innych stron i wzajemnych tendencji.
      Jeśli zdecyduje się Pani być razem, to raczej trzeba znaleźć już inny sposób na przyjazną czy przyjemną relację z mężem. Może takim obszarem atrakcyjności będzie seks.
      Trzeba też oczyścić pole konfliktów do minimum poprzez wspólne ustalenia np: spraw finansowych czy też sposobów rozwiązywania konfliktów bez przemocy. I starannie tego przestrzegać.
      Może się uda uczynić przyjemnym takie "małżeństwo z rozsądku". Agnieszka Iwaszkiewicz
      • ali37 Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 07.06.12, 13:40
        Pani Agnieszko, bardzo dziękuję za odpowiedź.

        Na razie mąż się przestraszył widząc, że poważnie planuję rozwód. Udało nam się porozmawiać o sprawach finansowych i ustalić sprawiedliwy dla obu stron podział. Trudniej jest namówić mojego męża na terapię, ale ja bardzo tego potrzebuję, a mąż może na terapii nauczy się rozmawiać o problemach i uczuciach, a nie tylko dusić wszystko w sobie.

        Widzę teraz jakąś szansę na dalsze wspólne życie...

        Chociaż jestem bardzo negatywnie nastawiona do wszystkiego co on robi i szukam "dziury w całym" nawet gdy mąż się stara. Jak zmienić swoje myślenie na bardziej pozytywne?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 07.06.12, 23:23
          Tak jak pisałam, skupić się na sferze lub sferach, która nie została skażone konfliktem. I dać sobie czas. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • sebalda Re: Ratowanie małżeństwa - dzieci 08.06.12, 00:25
          > Chociaż jestem bardzo negatywnie nastawiona do wszystkiego co on robi i szukam
          > "dziury w całym" nawet gdy mąż się stara. Jak zmienić swoje myślenie na bardzie
          > j pozytywne?

          Jak się było przez lata źle traktowanym przez kogoś, trudno oczekiwać, ze z dnia na dzień przestanie się zwracać uwagę na denerwujące drobiazgi, to naturalne. Nie wiem też, jak jest u Ciebie, ale w większości tego typu związków po cichych dnia nastają dni dobre i wtedy łatwo się zapomina, to co złe (tzw.miesiące miodowe). Niemniej po latach takiej huśtawki nabieramy sie już coraz rzadziej i choćby parter nie wiem jak się zaklinał, że się poprawi, nam już trudno w to uwierzyć, bo ileż można, bo takie nasze szybkie wybaczenie też daje sygnał osobie nas źle traktującej, że jest bezkarna.
          Zatem może uprzedź męża, żeby nie oczekiwał, że z jedną chwilą wszystko się zmieni i naprawi, że już będzie tylko idylla. Sama ze swojej strony, jeśli on dochowa przyrzeczeń poprawy, staraj się jak najmniej okazywać poirytowanie, daj mu szansę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja