Granice Wytrzymałości

09.06.12, 16:53
Witam, moja sytuacja jest szczególna, jestem osobą niepełnosprawną, nie poruszającą się samodzielnie.
Mieszkam wraz z żoną i 6 letnim synem, pomagają nam teściowie, mieszkający niedaleko od nas.
Moim jedynym sensem życia jest wychowanie syna i tu zaczynają się kłopoty.
Żona jest jedynakiem, wychowanym tzw "podkloszem", nie będę się rozpisywał co to znaczy, w każdym razie kompletnie się nie nadaje na głowę rodziny. Dziecko traktuje bardziej jako atrakcję i brata niż rodzica, którego obowiązkiem jest wychowanie i ukształtowanie psychiki dziecka.
Rządzi natomias teściowa, uważa, że jest głową naszej rodziny i opiekuje się wnukiem na znany sobie sposób, czyli stara się go wychowywać w ten sam sposób jak wychowała moją żonę. O teściu pozwolicie, że nie będę się wypowiadać.
Wszelkie rozmowy na spokojnie i "na niespokojnie" nic nie dają, robię wydruki z komputera, z opiniami psychologów na takie same tematy, niestety, wszystko jest dobrze, doputy pokrywają się z działaniami teściowej, jeżeli się nie pokrywają, to tym gorzej dla psychologów. Odpowiada, że przesadzają, a ona robi to wszystko dla dobra dziecka. Dodam, że wszyscy są osobami wykształconymi.
Moim dramatem jest to, że zwyczajnie nie mogę zabrać syna i uciec na koniec świata, jestem finansowo i opiekuńczo uzależniony od żony, która w dodatku ma w psychice zakodowane, że to nią powinno się opiekować, a nie ona kimś innym i daje mi to do zrozumienia.
Nie piszcie, że widziały gały co brały, bo nie jest to takie proste i właściwie to nie widziały.
Nie chcę się za długo rozpisywać, na pytania odpowiem. Czy jest dla mnie i dla syna ratunek?
    • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 16:56
      Przepraszam za błedy, pisałem to po większej "akcji", mam nadzieję, że tekst jest zrozumiały.
    • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 18:08
      a ty pracujesz zawodowo?
      • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 18:31
        Jestem dość mocno okaleczony i praca niestety odpada, oczywiście mógłbym kleić koperty, ogólnie rzecz ujmując, to walczę z bulem i leki nie zawsze pomagają, umysł mam jednak "nieruszony", więc nie trzeba mnie traktować jak osoby ubezwłasnowolnić i pozbawiać wpływu na decyzje dotyczące mojej rodziny.
        • zakletawmarmur Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 18:52
          Nie wiemy co dokładnie Ci jest i jakie masz możliwości... Rozumiem, że ręce masz sprawne? Czy jest szansa, żeby dostosować do Ciebie mieszkanie, umożliwić Ci przemieszczanie? Tak, zebyś mógł zająć się podstawowymi obowiązkami domowymi?

          Jeśli sytuacja wygląda tak, że żona utrzymuje rodzinę i spadają na nią wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem domu i opieką nad Tobą to rozumiem, że szuka wsparcia w rodzinie... Trudno to ogarnąć jednej osobie. Teściowa pomagając będzie się niestety wtrącać w wychowanie syna. Już troche lat na tym świecie żyje, ma swoje przyzwyczajenia, doświadczenia. Trudno będzie się jej zmienić. Trzeba docenić pomoc i niestety iść na kompromis. Co nie oznacza oczywiście, ze nie masz prawa decydować o wychowaniu syna. Gdybyście się bardziej usamodzielnili od pomocy teściów to problem można by zminimalizować...
        • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 19:08
          Ja sie nie pytam, jak bardzo niepelnosprawny jestes, tylko co mozesz, co jestes w stanie zrobic (jakie masz wyksztalcenie zawod), zeby podjac prace zawodowa i zapewnic byt sobie i dziecku.
          BTW mam w najblizszej rodzinie osobe z tetraplegia, ktora studiuje, pracuje na pelny etat i jest glownym zywicielem rodziny.
          • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 19:51
            Niestety nie ma na to szans, na moją rodzinę też nie mogę liczyć. O niepełnosprawności napisałem, żeby uniknąć porad typu- jedyne wyjście to opuścić tą rodzinę.
            Gdyby to było możliwe, zrobiłbym to już dawno.
            Wiem, że sytuacja jest trudna, może jakaś istytucja?
            • anula36 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 20:26
              ale co ta instytucja mialaby zrobic?
              • verdana Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 20:49
                Hm, jeśli umysł masz sprawny, to wiesz, z kim się żeniłeś i z kim miałeś dziecko. Nie możesz, niezaleznie sprawny czy nie, oczekiwać , zę tylko Ty będziesz decydować, jak dziecko ma być wychowywane. Matka ma tu do powiedzenia co najmniej tyle samo. A babcia, na którą spadło wychowanie dziecka, zamiast wdzieczności, otrzymuje tylko krytykę - zę nie wykonuje Twoich poleceń, tylko wychowuje dziecko jej powierzone, tak jak uwaza , ze jest najlepiej.
                Poza tym naoisz konkretnie - co złego robi tesciowa? Bije dziecko? Głodzi? Demoralizuje? Jesli tak, to możesz to zgłosić.
                I rozumiem, że nieporadna, rozpuszczona żona utrzymuje całą rodzinę?
              • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 20:56
                Może poszukać rozwiązania, przysłać sppecjalistę, który po pierwszej wizycie, odwiedzałby ponownie i sprawdzał, czy nad chorym ktoś nie znęca się psychicznie, sam nie wiem.
                Oczywiście przesadziłem z tym znęcaniem, ale psychika to moja słabość. Wiele zniosę, ale nie widok jak ktoś rozpaskudza mi syna, a ja mogę sobie tylko krzyczeć. Potem syn się pyta: czemu nakrzyczałeś na babcię? I jak mam mu wytłumaczyć, że pomimo, iż nie kazałem dawać słodyczy, bo jest kara za zachowanie, to ona z uśmiechem mu daje i psuje się cały efekt wychowawczy?
                • triss_merigold6 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:06
                  Szczerze odradzam pokrzykiwanie i fochy wobec osób od których jesteś całkowicie zależny fizycznie, finansowo i mieszkaniowo.
                  • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:26
                    i chociazby dlatego warto przeanalizowac swoje zycie pod katem mozliwosci aktywnego zaangazowania sie w zycie rodziny, czego praca zarobkowa jest istotnym elementem
                    Mozna sie zaslaniac wlasna niepelnosprawoscia i przyjac postawe biednego misia na wozku, ktory moze tylko wymagac i brac, ae konsekwencje tego sa takie, jak widac. Zastanow sie, co sam mozesz dac, wniesc do zycia rodziny, zwiazku i wychowania dziecka (poza zakazami pod jego adresem). Jesli jestes wylacznie biorca, to nie dziw sie, ze twoj glos niewiele wazy w starciu z tesciowa.
                    To oczywiscie bylo do autora.
                    • triss_merigold6 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:31
                      O toto.
                      Pretensje ze strony gościa, który niewiele z siebie daje rodzinie, że jego żona jest jedynaczką, a teściowie są tacy czy owacy, uważam za bezczelne. I sorry, ale prawo do decydowania ma ten, kto ma jakiś wkład w życie rodzinne, stara się.
                      • easyblue Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 14:56
                        > ale prawo do decydowania ma ten, kto ma jakiś wkład w życie rodzinne, stara się
                        A co wg ciebie jest wkładem w życie rodziny i "staraniem się"?? Dawanie kasy?? SIC! Teściowa ma więcej do powiedzenia, bo nie siedzi na wózku i może chodzić? A fecet ma zamknąc dziób, bo z racji niepełnosprawności nie może pracowac i zarobić na rodzinę?

                        Jest ojcem? Jest. Wychowuje? Wychowuje. Syn miał karę? Miał. Po ch.. więc teściowa łamie zakaz ojca? Bo ojciec na wózku i może jej naskoczyć?
                    • zosia9090 Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 23:27
                      Chyba najpierw musisz zacząć od poważnych szczerych rozmów z żona i teściowa ,wtedy może się zrozumiecie a przynajmniej postarajcie sie dogadać na spokojnie
                  • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:30
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Szczerze odradzam pokrzykiwanie i fochy wobec osób od których jesteś całkowicie
                    > zależny fizycznie, finansowo i mieszkaniowo.

                    Oni nie mieszkają u tesciów. Teściowa przychodzi.
                    Autorze, a skoro nie mozesz pracować, to chyba masz jakąś rentę? Pytam, bo przewija się ten wątek zależności.
                    • triss_merigold6 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:51
                      Ale jest zależny opiekuńczo i lokalowo od żony.
                      Teściowa przychodzi zajmować się jego dzieckiem i pomagać swojej córce, a jego żonie, która zapewne i tak codziennie pada na twarz ze zmęczenia. A pan strzela fochy.
                      • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 23:03
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Ale jest zależny opiekuńczo i lokalowo od żony.
                        > Teściowa przychodzi zajmować się jego dzieckiem i pomagać swojej córce, a jego
                        > żonie, która zapewne i tak codziennie pada na twarz ze zmęczenia. A pan strzela
                        > fochy.

                        No ale są rodziną na dobre i na złe. Chodzi mi o żonę. To nie jest tak, że jak on jest chory i niesprawny to nie ma prawa głosu. Może się dzieckiem zajmować, rozmawiać, czytać, wychowywać.
                        • triss_merigold6 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 23:13
                          Hm... a skąd śmiałe założenie, że rodzina to na dobre i na złe? Nie ma zakazu rozwodów z niepełnosprawnymi, aczkolwiek jest wtedy orzekany obowiązek alimentacyjny wobec byłego małżonka.
                          • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 23:18
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Hm... a skąd śmiałe założenie, że rodzina to na dobre i na złe? Nie ma zakazu r
                            > ozwodów z niepełnosprawnymi, aczkolwiek jest wtedy orzekany obowiązek alimentac
                            > yjny wobec byłego małżonka.

                            No faktycznie źle to ujęłam. Pewnie, że można się rozwieść. Ale z wypowiedzi autora nie wynika, że zona chce się rozwieść. A zresztą nawet po rozwodzie on też ma prawo do wychowywania dziecka, bez względu na to ile może sam zrobić w domu i ile ma kasy.
                        • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 11:29
                          elle-joan napisała:

                          To nie jest tak, że jak
                          > on jest chory i niesprawny to nie ma prawa głosu. Może się dzieckiem zajmować,
                          > rozmawiać, czytać, wychowywać.

                          Ale to tez nie jest tak, ze z racji swojej niepelnosprawnosci facet juz nic nie musi, tylko oczekuje i wymaga.
                          Zanim zacznie dziecku stawiac zakazy a od tesciowej i zony wymagac , niech sie sam zastanowi, jaki jest jego wklad w wychowanie dziecka (nie tylko karanie i zakazywanie) oraz w sam zwiazek i zycie rodziny jako takie.
                • anula36 Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 23:41
                  mam wrazenie ze ciebie tak ostro tresowano, a za malo kochano i stad problemy z psychika i ogladanie sie na instytucje ktore cie maja chronic przed zla rodzina.
                  • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 23:45
                    anula36 napisała:

                    > mam wrazenie ze ciebie tak ostro tresowano, a za malo kochano i stad problemy z
                    > psychika i ogladanie sie na instytucje ktore cie maja chronic przed zla rodzin
                    > a.

                    Nie przesadzacie z tym diagnozowaniem na podstawie tych wypowiedzi?
                    • triss_merigold6 Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 00:02
                      Na podstawie wypowiedzi facet sprawia wrażenie antypatycznego, roszczeniowego typa, który własną niesprawność chce zrekompensować sobie twardym wychowaniem syna.
                      • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 00:16
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Na podstawie wypowiedzi facet sprawia wrażenie antypatycznego, roszczeniowego t
                        > ypa, który własną niesprawność chce zrekompensować sobie twardym wychowaniem sy
                        > na.
                        Co do twardości to też tak mi się nasuwa. Podejrzewam, że spór jest o surowość wychowania małego. Niemniej powstrzymałabym się z diagnozami psychiki, dzieciństwa itp autor.
                • tully.makker Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 21:26
                  Tyle czytasz o psychologii i nie doczytales ze jedzenia sie nie uzywa jako nagrody ani kary?
            • hamerykanka Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 15:36
              Jesli tak marzysz o opuszczeniu rodziny-zrob to. Jak widac nie kochasz swoej rodziny, masz tylko roszczenia.
              Ta instytucja o ktora pytasz moze byc MOPS i Caritas.
        • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 13:36
          Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, rzeczywiście, obawiałem się tego, że nie da się prawidłowo opisać skomplikowaną relację w kilku słowach i na odległość. Pozostaje wam uwierzyć mi na słowo, że jest dokładnie tak jak piszę. Jeżeli ubarwiam lub piszę stronniczo, to po prostu wasza pomoc będzie nie trafiona i nieprzydatna dla mnie. Przecież nie będę nikomu zarzucał, ze dał radę, która się nie sprawdziła i teraz ma mi za to zapłacić.

          Jestem typem przebojowym, odważnym i ambitnym. Z taką osobą pobierała się moja żona. Dziecko poczęliśmy, gdy byłem zdrowy. Choroba niszczy mnie bólem (poprzednio napisałem jak prezydent :) ), biorę leki narkotyczne, trochę otępiające i nie do końca skutecze. W tej chwili opiekuję się w miarę możliwości dzieckiem w domu. Jest opiekunka na kilka godzin, więc są też spacery i inne rozrywki, przeze mnie nie wykonalne.
          Pisząc, o synu, że jest jedynym sensem, miałem na myśli to, że nie dokonam już w tym życiu wiele, a siłę do walki daje mi potrzeba pomocy mojemu dziecku. Gdyby nie on poddałbym się natychmiast, nie wiem, czy dobrze się wyrażam.
          Dlatego, ciężko mi zaakceptować nadopiekuńczość, widzę po żonie, jakie to jest zgubne dla człowieka.
          Gdy jedna osoba strasznie rozpieszcza, druga, która próbuje być asertywna, wygląda na despotę, bo zakaz, bo wymaga. Jestem konsekwentny i nie mogę tego mojej rodzinie wytłumaczyć, jak to jest ważne i co jego brak spowoduje w przeszłości.
          Obecnie syn kompletnie nie słucha matki, ona prosi go, aby się umył, on się bawi, za którymś razem jej puszczają nerwy i zaczynają się obustronne krzyki, których mozna byłoby zupełnie uniknąć, gdyby wcześniej było trochę konsekwencji.
          Ściswka mnie wewnątrz jak to widzę i nic nie mogę poradzić.
          Co do babci ma >75 i uważa, że tylko ona wie, co jest dobre i co jest słuszne. Kompletny monopolista na rację. To, ze jej córka jest niedojrzaqła emocjonalnie, w żaden sposób nie wpływa na to, żeby inaczej chować wnuka.
          Co do pani, mówiącej mi w twarz obelgi, przeżyj 1/5 tego co ja, a potem krytykuj, poza tym myślę, że pewnie jesteś rozpieszczona, tak bronisz stylu życia, "moich" pań.
          Komuś mój problem moze wydac się banalny, ale każdy ma słaby punkt, np nie wytrzymałbym tygodnia z mężem bijącym pijakiem, jak czytam o kilkuletniej udręce, to trudno mi zrozumiec taką psychikę. Ja przeżyłem śmierć najbliższych osób, wypadek, kalectwo, powiązaną z tym chorobę i wierzcie mi, ponad 20 bolesnych operacji, łatwiej mi znieźć, niż niemoc w domu, gdy ktoś sobie bimbie z moich prób wychowania dziecka.
          • azile.oli Re: Ale zrozum... 11.06.12, 14:07
            Tego typu sytuacje z dziećmi mają miejsce w wielu rodzinach. Twój syn ma dopiero 6 lat, dzieci w tym wieku się buntują i nie wystarczy konsekwencja.
            I jeszcze Ci napiszę, że rozpieszczanie dzieci ma też dobre strony, naprawdę.
            Tak piszesz, jakby tego syna wbrew Tobie wychowywano na kogoś złego, niesamodzielnego.
            To się dopiero okaże, co będzie dla niego lepsze. Fajnie, jak syn pyta, czemu krzyczysz na babcię? Dobry przykład mu dajesz? Wątpię.
            I nie rób z wychowania syna jedyn ego celu w swoim życiu, bo skrzywdzisz chłopaka, poważnie.
            • jac45ek Re: Ale zrozum... 11.06.12, 14:13
              teraz piszesz rozsądnie i dajesz mi do myślenia. Problemem jest stopień rozpieszczenia, taka skrajność trudno sobie wyobrazić, a widzę żonę, efekt tego wychowania. Proponuję poczytać o osobach wychowanych pod kloszem. Pozdrawiam
              • jac45ek Re: Ale zrozum... 11.06.12, 14:20
                Jeszcze jedno, nie krytykuję żony jako takiej, nie odpowiada mi jej styl wychowania, ale takie miała wzorce. Raczej jest mi jej żal z powodu problemów życiowych związanych z jej wychowaniem. Oczywiście z innych problemów też, że musi się męczyć z mężem kaleką też. Myślę, że gdyby nie to, że jest przyczepiona pępowiną do matki, łatwiej słuchałaby mnie i nie lekceważyła.
              • anula36 Re: Ale zrozum... 11.06.12, 14:25
                Ciekawi mnie szczerze czemu, jako osoba odwazna, przebojowa i wiedzaca czego chce, nie wybrales sobie za zone, osoby wychowanej bez klosza, z ktora dzielilaby Cie wspolnota pogladow na wychowanie dzieci. A tak sie bedziesz sie szarpal i frustrowal cale zycie, ktore jak wiadomo jest tylko jedno.
          • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 14:08
            Nie wiem czy w dobrym miejscu listy ukazał się mój poprzedni post, proszę o przeczytanie.

            To, że żona przynosi pieniądze i zakupy nie jest powodem, do bezkrytycznej wdzięczności. Związek dwojga ludzi, to nie interes, typu, ty dajesz to i to, a ja to i kto daje więcej ten wygrywa. Powiedz szczeże dlaczego jesteś z partnerem, wyliczyłaś, kto rządzi a kto musi cicho siedzieć, bo inaczej rozwód?
            • azile.oli Re: wiesz co... 11.06.12, 14:19
              Ja miałam przez wiele lat taki układ, że nie pracowałam, tylko zajmowałam się dziećmi, taka była umowa między mną i mężem. To, że nie zarabiałam nie znaczyło, że mam mniej do powiedzenia, niż mąż. Ale też nie twierdziłam, że jest on beznadziejn ie wychowany, m a same wady, na co niestety, nic nie poradzę i w tej sytuacji zostały mi tylko dzieci.
              Nie, mąż był dla mnie partnerem, wcale nie stosował identycznych ze mną metod wychowawczych, ale nie uważałam, że jest nieudacznikiem , robiącym dzieciom krzywdę.
              Problem nie leży w tym, że Ty nie akceptujesz metod wychowawczych teściowej, ale w tym, że nie akceptujesz żony. Nie stanowisz dla niej żadnego oparcia i to wcale nie ze względu n a Twoją chorobę, ale dlatego, że uważasz ją za rozpieszczoną jedynaczkę, która Twoim zdaniem nie sprostała temu, by zostać głową rodziny.
              • jac45ek Re: wiesz co... 11.06.12, 14:35
                Powtarzam się, ale to nie tak, że uważam ją za nieudacznika i stosuję jakąć negatywną reakcję na jej charakter. Ubolewam nad tym, że jest taka biedna, znowu źle zostanę odebrany, ale wiedziałem za kogo wychodzę, gdybym był zdrowy, wszystko byłoby lepiej, w tej chwili teściowa wykorzystuje moje kalectwo, a córka jest pod jej wpływem, a że ma taki charakter, to jest jak jest. Sytuacja spowodowała takie uwypuklenie się cech negatywnych.
                Krótko- kocham żonę, ale nie mogę znieść tego, jak marnuje dzieciaka i wiem, że to nie jej wina, tylko charakteru, sytuacji i teściowej.
                Żeby nie było tak prosto, żona ma umysł skierowany na siebie, to świat ma jej pomagać, a nie ona innym (dziecku i męzowi), a sytuacja, która zaistniała jej nie odpowiada i daje delikatnie mówiąc "czytelne sygnały" że tak jest.
                czyli nie jest tak, że nienawidzę żony, sprawa jest, jak zwykle w stosunkach uczuciowych- skomplikowana.
                • lady-z-gaga Re: wiesz co... 11.06.12, 15:10
                  Krótko mówiąc, choroba kosztowała Cię utratę władzy. Wiedziałeś, jak jest żona, pasowało Ci, dopóki byłes zdrowy. Pewnie liczyłeś na to, że jej "ukształtujesz psychikę", tak, jak teraz próbujesz synowi ;)

                  "wiedziałem za kogo wychodzę, gdybym był zdrowy, wszyst
                  > ko byłoby lepiej, w tej chwili teściowa wykorzystuje moje kalectwo, a córka jes
                  > t pod jej wpływem,"


                  Wasze zycie się zmieniło, nie tylko Ty jesteś poszkodowany przez los, Twoja żona równiez. Wg mnie bardziej.

                  "Myślę, że gdyby nie to, że jest przyczepiona pępowiną do matki, łatwiej słuchałaby mnie i nie lekceważyła"

                  Ma kobieta intuicję, że szuka oparcia w matce, a nie w Tobie.
                  Przecież Ty wyraźnie piszesz, że gdybys tylko mógł, zabrałbys syna i zostawił żonę. Ale nie możesz, więc chętnie wpakowałbys jej na kark jakieś instytucje kontrolujące, czy jest dobrą żoną i matką ;) niezły z Ciebie numer, współczuję Ci jako człowiekowi, którego dotknęła choroba, ale nie chciałabym kogoś takiego jak Ty w rodzinie
                • squirrel9 Re: wiesz co... 11.06.12, 21:20
                  Coraz bardziej jestem przekonana, że traktujesz żonę jak jakąś niedorozwiniętą osóbkę którą ktoś musi kierować, gdybyś był zdrowy to kierowałbyś ty ale niestety, kieruje nią teściowa. Pomijam to,ze niekoniecznie taką jest jak chciałbyś widzieć ale nawet nie zauważasz, że ten "wychów pod kloszem" skutkuje tym,ze ona ma na kogo liczyć a ty - od własnej rodziny nie. Bo oni się "rozpieszczają" a w twojej rodzinie co? wymaga się ? masz być samodzielny i niekłopotliwy? i jesteś? w sytuacji podbramkowej wychowanie z twojej rodziny pomogło ci? stosunki z twojej rodziny pomagają?
                  Pewnie nie ...
                  Każde dziecko ma dwoje rodziców i dwa różne podejścia, inne od matki inne od ojca. Konsensus bywa ale niekoniecznie. Zwykle każde wychowuje w jakimś odcinku i jest w jakimś wzorem. Niedzielny tatuś jak już musi dzieckiem się zająć to wproawdza dyscyplinę. I na takiego mi wyglądasz. Nagle siedzisz cały dzień w domu i nie ci się nie podoba. Masz na wszystko oko. To że żona pracuje (utrzymue rodzinę) i przynosi zakupy (pewnie i gotuje) jest dla ciebie zwykłą obsługą. Bo "fajnie"jest pokazać jej miejsce w szeregu. Pan i władca siedzi w domu i poucza. Taki wzorzec "siły" wyniosłeś z domu. Jak rządzisz to jesteś kimś.
                  Nawet choroba nie potrafi przewartościować w twojej głowie własnego domowego wychowania, tak by docenić rodzinę żonę.
                  Jakoś nie dziwi mnie stosunek żony do ciebie. Dla ciebie jej "niesamodzielność" czyli nie zdanie się na twoje zdanie, pouczanie i wskazówki a nawet odcięcie się od teściowej i oranie przy tobie, dla mnie jest zwyczajanym ludzkim dzieleniem się z rodziną problemami, korzysteniem z ich pomocy i ... "wymiękaniem" z zderzeniu z twoimi wartościami. Bo co to za wartości? Wychowanie w dyscyplinie? Co ci w tej twoje chorobie dają? NIC.
                  Dla mnie wygląda na to,ze wychów z twojej rodziny powoduje,ze nie potrafisz (w przeciwieństwie do żony) zbudować bliskiego,życzliwego związku i drugą osobą. I jedyne co ci zostało to mieć poczucie władzy nad synem.
                  Przemyśl to.
                  • jac45ek Re: wiesz co... 12.06.12, 02:15
                    Może po kolei odpowiem,
                    @Anula36- nie znałem tematu, wiedziałem, że jest delikatna,

                    w zakochaniu się wg mnie liczy się też uroda, poczucie humoru, przyjemność obcowania

                    ze sobą itp.
                    @ lady z-gaga- ciebie to w ogóle jakiś facet skrzywdził i buchasz nienawiścią do

                    samców, to wyczytuję z twoich postów, trochę nadinterpretujesz, jeszcze raz

                    przeczytaj moje wpisy i zastanów się o kim piszesz. To że uważasz, że żona jest

                    bardziej poszkodowana, to jakieś majaki, albo masz potworny altruizm i cierpisz

                    zabijając komara na ścianie.
                    Kształtowanie psychiki syna odbierasz jako coś negatywnego? Myślisz, że wychowując

                    dziecko tego nie robisz?
                    @ mruwa9- rozmów było wiele, spokojnych, rzeczowych, ale jedna osoba była szczera, a

                    druga po cichu myślała jak osiągnąć swoje egoistyczne cele. Nie da się z taką osobą

                    rozmawiać, jak mówi tak, to nie wiem czy tak myśli.
                    Gdy byłem zdrowy, żona tego nie robiła, chyba bardziej jej na mnie zależało i albo

                    dobrze ukrywała swoją gorszą część, np w obawie, że odejdę, albo teraz pod wpływem

                    matki się zmieniła. Myślę, że to pierwsze, psycha się tak łatwo nie zmienia.
                    Zgadzam się z tym, że żonę sytuacja przerosła, nie winię jej za to.
                    Nie jestem dzieckiem do niańczenia, ale zgadzam się, że trzeba trochę przy mnie

                    "porobić". W obowiązkach domowych pomagam w miarę moich możliwości, dzieckiem się

                    zajmuję, ale nieraz trudno mi jest za nim nadążyć.
                    Z trudem poruszam się na wózku. Chcę pomagać i chcę z żoną rozmawiać jednym głosem,

                    tworzyć całość, ale tego się nie da. Po prostu jej matka jest na pierwszym miejscu,

                    a ta nie darzy mnie "gorącym uczuciem", zanim pomyślicie, że to za moje krzyki,

                    czytajcie dalej.
                    Nadinterpretuje się tutaj moje zdanie o krzyczeniu na teściową. To nie jest tak, że

                    ja krzyczę i wszystkich terroryzuję, a tak to odbieracie. Nie jest też tak, że ja

                    "tylko mam pretensje i krytykę".
                    Napisałem o krzyknięciu, gdyż była to wyjątkowa sytuacja,a ja po kilku

                    powtórzeniach, aby matka tego nie robiła, zdenerwowałem się tak,że aż zacząłem

                    krzyczeć. Napisałem to wcześciej, jako sytuację skrajną, do której doszło, a nie

                    typowe codzienne zjawisko.
                    Niemal codziennym zjawiskiem jest to, co mnie skłoniło, do napisania na tym forum.

                    Natomiast ja wielokrotnie próbowałem rozmawiać, argumentować, pokazywać opinie

                    psychologów "z internetu", aby podeprzeć się autorytetami i po wstępnym uznaniu

                    moich racji, po kilku dniach nadal jest robione po swojemu.
                    Obie moje panie mają coraz większe problemy ze synem i za kilka lat, będzie

                    potrzebna "superniania", bo chłopak wejdzie nam na głowę. Czy to jest zrozumiałe?
                    Na jednym z portali był artykuł pt "największe błędy wychowawcze" i na 10

                    wymienionych 3-4 robią żona z teściową, nie mogę na to patrzeć. Żeby było jasne, to

                    jest znikoma szansa na doczekanie przeze mnie dorosłości syna, gdy człowiek jest w

                    bardzo złym stanie, to musi mieć silny powód do życia, żeby się nie poddać. Tym dla

                    mnie jest pomoc mojemu synowi, chciałbym, żeby sobie poradził, gdy ojca już nie

                    będzie. Napisałem wcześniej o moim typie osobowości, aby było wiadomo, jak ciężko

                    jest mi się pogodzić się z moim kalectwem.
                    Wstydzę się tego, nie lubię litości i staram się wyglądać na zdrowego na ile to

                    możliwe. Nie leżę i nie stękam, żeby mi podać wody, to nie ja.
                    @ squirrel9- cyt."..że traktujesz żonę jak jakąś niedorozwiniętą osóbkę którą ktoś

                    musi kierować..). Nie traktuję, niedojrzałą emocjonalnie jest, to fakt, nie moja

                    nadinterpretacja. To, że ja niemogę liczyć na moją rodzinę,to przypadek losu, lub

                    kogoś kto nim kieruje (co kto woli), a nie wynik wychowania.
                    Dlaczego uważasz, jak również niektóre poprzedniczki, że jak coś nie jest białe, to

                    jest czarne. Jeżeli nie rozpieszcza, to znaczy, że jest dyscyplina ( w skojarzeniu-

                    wojsko), a może ja chce go poprawnie wychować, może ja dobrze robię, dlaczego to

                    wykluczacie? Bo w pierwszym poście napisałem, że krzyknąłem? Chodziło mi o moją

                    bezsilność, która też niestety negatywnie wpływa na dziecko. Cały dalszy twój wywód

                    oparty jest na fałszywej tezie, że ja zachowuję się jak śierżant w armii. Wydaje mi

                    się, że to wpływ czytania problemów innych osób, głównie kobiet, źle traktowanych

                    przez mężczyzn. "Odszufladkujcie mnie", czy taki despota żaliłby się na forum?

                    Zadzoniłby po kolegów i z ich pomocą zrobił w domu porządek.
                    Kończę tym mocnym akcentem, Przepraszam za "litanię" i proszę o wzięcie pod uwagę

                    godzinę pisania przeze mnie odpowiedzi...
                    • squirrel9 Re: wiesz co... 12.06.12, 07:24
                      jac45ek napisał(a):

                      . "Odszufladkujcie mnie", czy taki despota żaliłby się na forum?
                      > Zadzoniłby po kolegów i z ich pomocą zrobił w domu porządek.

                      No właśnie, my to wiemy czego ty nie nie wiesz ... dla ciebie despota to takich kto wali w mordę i robi porządek. Pomyliło ci się z ... bandytą.
                      Wyguglaj może słownik i przeczytaj ...
                      Wmawiasz swojej żonie, że powinna być inna niż jest, gdyby była inna to może siedziałbyś jak trusia i bał się słowa powiedzieć :) Każdy kij ma dwa końce. Tobie wydaje się, ze ona powinna być inna tam gdzie ty chcesz (czytaj: słuchała wyłącznie ciebie i stosowała się do tego co ty chcesz).
                      Ciesz się z tego co masz.
                      Wychowywałam się w domu (mam trzech starszych braci), gdzie nikt nigdy nie krzyczał, moja mama nawet nie potrafi głosu podnieść (taki typ), gdzie nie było nakazów i zakazów a raczej chwalenie, wspieranie i rozmowy. Nie przypominam sobie jakiejkolwiek kary. A ty chłopie siedzisz cały dzień w domu i rozmowami nie potrafisz pokierować kilkulatkiem tylko chandryczysz się z teściową, pouczasz żonę by wychowywano dziecko tak jak ty chcesz i wyłącznie tak. Pewnie doprowadziliście do tego, że dziecko ma w głowie mętlik.
                      Popatrz na swoją żonę, czy ona z tym "wychownaiem po kloszem" jest nieszczęśliwa? Czy raczej ma dość kogoś kto chciałby ją zmieniać?
                      • azile.oli Re: wiesz co... 12.06.12, 08:26
                        Wyjaśnij mi jedno, proszę. Zajmujesz się synem, jesteś cały czas w domu - wytłumacz mi, dlaczego syn słucha teściowej/matki, a nie Ciebie? Dlaczego robi żonie cyrki w łazience , gdy Ty jesteś w domu? Przecież budowanie autorytetu nie polega na tym, czy się jest sprawnym, czy nie. Wiem, o czym piszę, bo mojego męża mogło nawet nie być w domu, a jeśli coś dzieciom wpoił, to przy babci nie zachowywały się inaczej.
                        Żona lubi walczyć z synkiem w łazience? Nie sądzę. Czemu nie zareagujesz bezpośrednio, ale nie krytykując żonę, że takie zachowanie syna to efekt jej postępowania, tylko bezpośrednio wpływając na dziecko ; ''umyj się bez awantur synu, bo mama jest zmęczona''.
                        Jestem jedynaczką i wg Twego standardu dzieckiem ''wychowanym pod kloszem'', nawet nie tyle przez matkę, co przez babcię właśnie, bo rodzice pracowali, a my mieszkaliśmy z dziadkami do ukończenia przeze mnie 6 lat. Ogónie nie uczyniło to wychowanie ze mnie niezguły życiowej, matka potem trochę inaczej ze mną postępowała, ale mimo wszystko mogłam uchodzićza ''rozpieszczoną''. I poradziłam sobie w dorosłym życiu, mało tego mamy dwojkę już prawie dorosłych dzieci, które też były rozpieszczane i nawet Ci powiem, że nadal są, a wyrośli na wspaniałych i samodzielnych młodych ludzi, odważnych, przebojowych, empatycznych.
                        Ja faktycznie odcięłam pępowinę wcześnie wychodząc za mąż za dość silnego emocjonalnie faceta, ale, gdyby mu się coś stało, jak myślisz, do kogo zwrociłabym się o wsparcie?
                        Do matki właśnie. Bo , jako jedynaczka nie mam nikogo innego.
                        Oczywiście uczyniłabym tak, gdybym nie miała wsparcia w mężu, bo Twoja żona go nie ma.
                        I jeszcze jedno - wychowując dzieci, popełniłam wg opinii psycholog,ow mnóstwo błędów, np wyręczałam moje dzieci w wielu codziennych czynnościach, gdy były zmęczone - dziś one wyręczają mnie, ot tak, bo zauważyły, że kto akurat w danej chwili ma więcej czasu i siły , ten robi coś za osobę zajętą/zmęczoną.
                        I jeszcze wrócę do Twojej sytuacji - syn ma 6 lat, mówisz, że za nim nie nadążysz, ale przecież nie chodzi o to, abyś fizycznie go pacyfikował, ale o to, aby szanował Twoje zdanie.
                        Czemu tego nie robi? Czemu zwracasz uwagę teściowej, zamiast synowi?
                        Pomijając już fakt, że kara w postaci zakazu jedzenia słodyczy nie jest najlepsza, ale nawet, niech będzie, to dlaczego nie zwróciłeś się bezpośrednio do syna, tylko do teściowej, która mu te słodycze dała? Wiesz co, moja babcia też tak robiła i mnie, niejadkowi, dawała słodyce przed obiadem. Ale jako 6 - latka już sobie je zostawiałam na deser, bo wiedziałam, czemu matka się złości i że ma rację.
                        Zastanów się po prostu, dlaczego syn wybiera to, co proponuje mu babcia, a nie to, czego chcesz Ty? Bo to dla niego przyjemniejsze/atrakcyjniejsze. Ale czemu nie bierze pod uwagę zdania ojca, który jest w domu? Nie uważasz, że coś szwankuje w Twoich relacjach z synem?
                        zastanów się, czy nie za bardzo się skupiasz na walce z żoną i teściową o model wychowania, a za mało o więzi uczuciowe z synem?
                        Z Twojego opisu wyłania się obraz teściowej , jako normaln ej babci, która kocha i rozpieszcza - uwierz mi, żadna instytucja nie przyjdzie tego kontrolować i potępiać, w sytuacji, gdy jest wiele dzieci zaniedbanych czy maltretowanych.
                        I przysięgam, gdyby mi mąż nasłał jakąkolwiek instytucję, która mo kontrolować mój sposób postępowania z dziećmi lub metody wychowawcze mojej matki, gdy ta robi mi przysługę, to bym od niego odeszła, bo oznaczałoby to brak więzi małżeńskiej.
                        A naprawdę, nie wszystkie moje zachowania wobec dzieci były tożsame z tymi, jakie wyniósł mąż, czasem mu się nie podobały, w dodatku nie mógł ich na bieżąco kontrolować, bo był w pracy, czyli musiał zdać się na mnie i mi zaufać po prostu.

                    • bye.bye.kitty porządek z pomocą kolegów 12.06.12, 10:24
                      wiesz co.
                      jeśli w ogóle rozważasz takie sposoby komunikacji w rodzinie jak "robienie porządku z kolegami" to może się po prostu rozwiedź?
                      Nie słyszałam jeszcze by komus cos takiego przyszło do głowy, nie wazne w jak hipotetycznym sensie, nawet ludzie z kompletnie patologicznych, pełnych przemocy rodzin nie rozumują w ten sposób.

                      Odpowiedzią na twoje problemy jest terapia.
                      Długa terapia. Będziesz mógł poustawiać sobie kwestie związane z uczuciami do żony, z chorobą, z dzieckiem.
                    • lady-z-gaga Re: wiesz co... 12.06.12, 11:26
                      @ lady z-gaga- ciebie to w ogóle jakiś facet skrzywdził i buchasz nienawiścią do

                      samców, to wyczytuję z twoich postów

                      Dobre, dobre ;):D
                      możesz doszukiwać się wtym, co piszę, nienawiści do samców, sęk w tym, że tu większość jest tego zdania, co ja, tylko bardziej oględnie się wypowiada ;)
                      Z Twoich postów wystarczy wyciągnąć parę smaczków, reszta to wodolejstwo i rozpisywanie się o drobiazgach. Dyskusja z Tobą to strata czasu, popieram opinie, że potrzebny Ci psycholog albo psychiatra.

                      Moim dramatem jest to, że zwyczajnie nie mogę zabrać syna i uciec na koniec świata,
                      Czy jest dla mnie i dla syna ratunek?

                      O niepełnosprawności napisałem, żeby uniknąć porad typu- jedyne wyjście to opuścić tą
                      rodzinę.
                      Gdyby to było możliwe, zrobiłbym to już dawno.
                      Wiem, że sytuacja jest trudna, może jakaś istytucja?

                      (....) taki despota żaliłby się na forum?
                      Zadzoniłby po kolegów i z ich pomocą zrobił w domu porządek.


                      Nie, to nie majaki, kiedy piszę, że Twoja żona jest bardziej poszkodowana i to jej nalezy żałować. Ty nie tylko fizycznie jestes chory, przede wszystkim z głową masz problem.
                • bye.bye.kitty Re: wiesz co... 12.06.12, 10:14
                  > Żeby nie było tak prosto, żona ma umysł skierowany na siebie, to świat ma jej p
                  > omagać, a nie ona innym (dziecku i mężowi), a sytuacja, która zaistniała jej ni
                  > e odpowiada i daje delikatnie mówiąc "czytelne sygnały" że tak jest.

                  Z tego co piszesz wynika, że ta "rozpuszczona egoistka" utrzymuje całą rodzinę, zarabia na opiekunkę. Korzysta z pomocy rodziców (świetnie, że chcą pomagać! powinniście oboje być im bardzo wdzięczni - dzięki ich zaangażowaniu żona nie jest przemęczonym wrakiem) .
    • hamerykanka Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 21:47
      A ja mam wrazenie, ze ta niepelnosprawnoscia zaslaniasz sie jak tarcza.
      Jesli moesz korzystac z kompa, mozesz tez wykonywac prace, zwiazane z jego uzywaniem-ot chocby przepisywanie prac magisterskich czy licencjatow. Nie musi to byc klejenie kopert.
      Wychowywaniem syna tez z wozka inwalidzkiego mozesz sie zajac. Po prostu byc ojcem.

      Nie znam ciebie, w poscie skupiles sie na obgadaniu tesiowej i zony. Mam wrazenie, ze ci wygodnie budzic litosc, byc ofiara, zamiast skupic sie na robieniu czegos. Sa rozne kursy, nawet internetowe. Co robisz calymi dniami, ogladasz TV i narzekasz na osoby obslugujace ciebie?
      Zamiast szklanki do polowy pelnej, jest ona w polowie pusta dla ciebie.
      • anielka5 Re: Granice Wytrzymałości 27.06.12, 22:14
        Dziewczyno zastanów się, kto teraz daje prace magisterskie do przepisania. Chyba z 10 lat temu tak było.
        • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 02.07.12, 14:19
          Bardzo dziękuję za ostatnie posty, jesteście dla mnie poważnym wsparciem psychicznym, zdałem sobie sprawę ze swojej samotności, pomimo rodziny...
    • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 09.06.12, 22:07
      Pisałeś o niepełnosprawności ale wiem na ile jesteś samodzielny w domu, czy ta pomoc teściów jest konieczna, czy oni się trochę narzucają? Bo jeżeli sam byś sobie poradził w domu z dzieckiem, to może można by ograniczyć ich uczestniczne w Waszym życiu. Moze wtedy z zoną lepiej byście się dogadali.
      • martaka1only Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 09:10
        Nie zazdroszczę tej żonie.
        • easyblue Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 15:04
          A żona to niepełnosprawna umysłowo, że nie wiedziała, że wychodzi za gościa na wózku? Skoro tak, to wiedziała, że będzie się nim musiała opiekować, wspólnym potomstwem także.
          • ho_credo Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 22:10
            A może ta niepełnosprawność powstała w trakcie związku .... czemu od razu zakładasz że przed ślubem?
            • easyblue Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 20:26
              Facet nie zaprzeczył, że żeniła się z niepełnosprawnym.
              • asia_i_p Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 21:19
                Facet wprost napisał, że był zdrowy, kiedy się pobierali.
                • easyblue Re: Granice Wytrzymałości 12.06.12, 20:13
                  To jakimś cudem nie doczytałam.
                  • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 02:02
                    No nic, ja mogę opisywać, tłumaczyć, podawać przykłady, a wy nadal,
                    trzymacie się swojego punktu widzenia, nabytego po pierwszym moim
                    wpisie. W zasadzie powinienem dać sobie spokój z komentowaniem
                    ostatnich wpisów, ale z grzecznści i pewnie braku kontaktu z ludźmi
                    piszę dalej.
                    Drogie Panie, jak chcecie coś mi poradzić, to koniecznie musicie
                    odrobić zadanie- przeczytać, jaką jest osoba wychowana pod kloszem i
                    nie mylcie tego z osobą rozpieszczoną, gdzie jest dużo ciepła. Bez tego
                    nie zrozumiemy się.
                    Dlaczego z mojego opisu wybieracie to co potwierdza wasz punkt
                    widzenia, totalnie ignorujecie resztę i wychodzi masło maślane. Mam
                    wrażenie, że zaatakowała mnie walcząca grupa feministek, w ciemno
                    usiłująca mnie przekonać, że kobieta zawsze robi dobrze, jeżeli nie to
                    patrz punkt pierwszy.
                    Założyłyście, że skoro w rodzinie jest kaleki mąż, to żona i teściowa,
                    które się nim opiekują są dobrymi osobami i nie mogą znęcać się nad nim
                    psychicznie. To błędne założenie, które determinuje wasz stosunek do
                    problemu.
                    Moja żona wie o swoich słabych stronach, ja nią nie manipuluję, za nami
                    są lata w miarę udanego związku, gdzie o wszystkim rozmawialiśmy.
                    Sądzę, że nie do końca wiecie, co to jest wychowanie pod kloszem,
                    proszę o poszukanie na dowolnym forum wypowiedzi takich osób, napiszę
                    tylko, że jest to podstawą do otrzymania rozwodu kościelnego, więc
                    proszę tego nie bagatelizować.
                    Jeżeli któraś z was nie zna tematu, to proszę nie bawić się w dawanie
                    mi rad, bo są z gruntu śmieciowe. Obecnie żona zachowuje się trochę w
                    stylu "hulaj dusza piekła nie ma". Wiecie co to jest niedojrzałość
                    emocjonalna?
                    Moje kalectwo to niestety głównie łużko i trochę wózek, przecież
                    napisałem, że z trudem poruszam się na wózku, to znaczy, że nie mogę
                    być wszędzie tam, gdzie bym chciał, pozostaje mi wołać (o mało co
                    napisałbym krzyczeć- byłoby po mnie#) z sypialni i prosić o wysłuchanie
                    i zrozumienie. Łatwiej taką osobę zlekceważyć, niż zdrową osobę
                    stojącą obok.
                    Kolejna sprawa, to skąd wiecie ile żona mi zawdzięcza, to, że ja
                    obecnie nie pracuję i moje BIERZĄCE przychody z trudem pokrywają koszty
                    mego leczenia, to nie znaczy, że zawsze tak było. Nie chcę pisać o
                    szczegółach, bo zależy mi na anonimowości.
                    Gdybyście lepiej znały psychikę ludzką, wiedziałybyście, że osoba
                    bardzo rozpieszczona może być egoistyczna i pozbawiona emptii dla
                    drugiego człowieka w tym swojego dziecka.
                    Manipulujecie tekstem, żeby ukazać, że wszystko jest dobrze a ja mam
                    dziwne problemy, jeżeli piszę, że nie potrafiłbym nasłać kolegów, żeby
                    w domu było po mojemu, to znaczy, że mnie to nie dotyczy, >>oczywiście,
                    skoro, to napisałem, to na pewno coś w tym jest<< bzdura.
                    Nie możecie nikomu na forum dawać poważnych rad. Po pierwsze
                    przekonałem się, że nie znając całego tematu wychodzą z tego teksty jak
                    z kawału o radiu Erewań.
                    Po drugie macie zbyt sfeminizowany punkt widzenia, nadajecie się być
                    może do pocieszenia osoby w trudnej sytuacji, ale radzenie...
                    Co do rozpieszczania, jest rozpieszczanie i nadopiekuńczość. Czy dla
                    was sytuacja np do jakich wzywana była superniania (pomijam manipulację
                    medialną), to coś normalnego i powinienem się cieszyć, że wszystko w
                    porządku?
                    A to co napisałem o teściowej nie ma żadnego znaczenia? Jakoś nikt o
                    tym nie wspomniał.
                    Gdzie indziej w takiej sytuacji, gdy babcia dominuje i narzuca swoje
                    rządy, radzi się wyprowadzkę i nie pozwala na wcinanie się sobie w
                    życie, a tutam mam być wdzięczny? Wg was osoba niepełnosprawna powinna
                    się pożegnać z prawami obywatelskimi i społecznymi i dziękować na
                    każdym kroku, że jej pomagają i że może żyć na koszt innych?
                    Czy na tym polega związek dwojga ludzi, że jeżeli jeden ciężko
                    zachoruje, to drugi może robić co chce i nie liczyć się ze zdaniem
                    chorego, bo przecież ja przynoszę pieniądze i sprzątam. Wynika z tego,
                    że w pewnym stopniu akceptujecie dość powszechne opuszczanie chorych
                    kobiet przez ich partnerów życiowych.
                    Zgadzam się, że rozpieszczanie jest to dużo lepsze dla dziecka niż
                    przemoc, zgadzam się także, że przesadziłem, gdy pisałem pierwszego
                    posta byłem silnie wzburzony, po akcji. Mój problem może wydawać się
                    błachy. Pytanie, czy jestem taki wrażliwy, że widząc jak sobie rodzina
                    nic ze mnie nie robi i widząc, oczami wyobraźni problemy syna w
                    przyszłości nie potrafię tego zaakceptować?
                    Na tym polega mój problem, jestem w takim stanie, gdzie już niewiele
                    potrzeba i tą gałęzią przytrzymującą tonącego jest troska o szczęście
                    syna. Bez tego naprawdę moje życie to cierpienie fizyczne i z opisanych
                    powyżej powodów również psychiczne. Mam siedzieć cicho i cieszyć się,
                    że mam co jeść? Takie są wasze rady?
                    Najważniejsza sprawa- trochę ochłonąłem, ale to pewnie do następnego
                    razu. Lekceważenie mojej osoby postępuje, teściowa pozwala sobie na
                    coraz więcej, ciężko mi to znieść, jak już pisałem nie jestem na to
                    odporny. Nie jestem typem, który leczy problemy alkoholem, więcej
                    ogłupiających leków brać nie mogę (mam na myśli antydepresanty), bo
                    dopiero byłbym nieprzydatny.

                    @lady z-gaga- wycięłać z konspektu kilka zdań i oto podsumowanko, wierz
                    mi, wytnę z moich postów inne trzy zdana i wyjdzie, że jestem aniołem.
                    To się nazywa manipulacja. Potwierdza to moje poprzednie
                    przypuszczenia, co do ciebie, a co do obrażania, to nie schylę się do
                    twojego poziomu.
                    Przebiła cię tym razem @bye bye kitty- pierwszy post wszystko się
                    zgadza, tylko przed każdym zdaniem napisz "nie".
                    Drugi post, jak powyżej pisałem diabeł tkwi w szczegółach i nie mogę
                    być wdzięczny "z urzędu".
                    Trzeci post, podaj gdzie napisałem, że ROZWAŻAM. Napisałem, że gdybym
                    był despotą, jakiego ze mnie robicie, to nie prosiłbym o radę na forum.
                    Ciężko to zrozumieć?
                    Myślę, że jeżeli pani psycholog to czyta, to ma ciekawy przypadek z
                    ciebie, pewnie już wielu mężczyzn wysłałaś na terapię :)
                    @azile.oli- 1.tak, żona ma prawo być niezadowolona, czyli co wg ciebie
                    i do jakiego stopnia ma prawo?
                    2.Mąż nie ułatwia jej życia, bo mąż nie godzi się z patologią, opisaną
                    częściowo powyżej.
                    3.Połączenie pępowiną, nie oznacza tylko ciepłych, bliskich kontaktów.
                    4.Jak to nie ma więzi między mną a żoną? Jeżeli kaleczy mnie pewne jej
                    zachowanie, to wg ciebie oznacza, że nie ma więzi?
                    5.A może codziennie słucham, jak żona ma dość? Może daje to w bolesny
                    sposób do zrozumienia?
                    6. Próbowałem z wszystkimi rozmawiać, osobno i razem, wielokrotnie i w
                    różny sposób. poprosiłem o pomoc na forum, gdy wszystkie inne
                    możliwości zawiodły i "opadły mi ręce".

                    Pewnie natrudziłem się na próżno, bo wy i tak już wiecie jakim jestem
                    człowiekiem, ciekawe, czego tym razem się przyczepicie, opuszczając
                    najważniejsze rzeczy.
                    Uwaga, pisałem przez cały dzień z doskoku, pewnie tekst nie trzyma się
                    kupy i się powtarzam, sorry.
                    p.s.
                    Kiedyś żaliłem się jednemu lekarzowi, że z powodu długotrwałego bólu
                    jestem nerwowy i staję się opryskliwy dla żony. Odpowiedział, że jestem
                    cięzko chory i mam pełne prawo do takich reakcji poza kontrolą, to
                    rodzina powinna zrozumieć.



                    • azile.oli Re: Ja rozumiem... 13.06.12, 08:17
                      Wbrew pozorom , ja wiele rzeczy rozumiem. Rozumiem, co to jest poczucie bezsilności, bo chciałoby się coś zrobić, a się nie może.
                      Pytałeś, do jakiego stopnia żona może być niezadowolona z sytuacji. Ano, niestety, do dużego.
                      Wymagasz od otoczenia zrozumienia, bo jesteś chory. Akceptacji Twoich nerwowych zachowań, bo jesteś chory. I niby ok. Tylko drugiej stronie łatwiej to znieść, gdy w związku jest uczucie, a ja tego u was nie widzę. Nie wiem, co masz na myśli, pisząc o osobie wychowanej pod kloszem. Ja takich osób znam mnóstwo, może i mnie tak wychowywano i jakoś sobie w życiu radzę, n ie krywdząc innych, w tym swoich dzieci.
                      Nie wiem, co takiego robi Twoja żona waszemu synowi, może napisz, w jaki konkretnie sposób go krzywdzi.
                      Skoro tworzyliście w miarę zgodny związek kilka lat, to znaczy, że jednak żona była do tego zdolna i przypuszczam, że pilnowałeś, żeby wpływ matki na nią nie był zbyt duży.
                      Ja Ci dam radę - wiem, że jesteś chory, że m ożesz czuć się lekceważony, że żona Cię nie słucha i wychodzi z pokoju, gdy do niej mówisz.
                      Zrozum - ona zwyczajnie może mieć dość Twoich wiecznych pretensji, zarówno pod jej adresem, jak i pod adresem jej matki, która wam pomaga.
                      No i dalej nie rozumiem - też mam dzieci i gdybym nagle znalazła się na wózku , ale zachowała zdolność myślenia i komunikowania się, to nie wyobrażam sobie , w jaki sposób straciłabym wpływ na wychowanie dzieci. Jeśli mam u nich jakiś autorytet i one mnie kochają, to przecież mogę je wychowaywać i przekazywa wartości, które uważam za słuszne.
                      Co za różnica, czy z poziomu wózka, czy stojąc na własnych nogach wpajam dziecku pewne zachowania? Czemu ono słucha babci, a nie Ciebie?
                      Nie wiem, opisz kon kretne zachowania, raczej żony, n iż teściowej, bo akurat mam pojęcie , o co chodzi w przypadku babci.
                      A moja rada jest taka - musisz dojść do porozumienia z żoną, odbudować więzi, sprawić, by poczuła się doceniana, kochana.
                      Uwierz mi, współczuję Ci choroby, ale gdybym miała wracać do domu, gdzie chory mąż bez przerwy mnie krytykuje, albo próbuje wytknąć błędy, to by mi się odechciewało tam wracać.
                      Szczerze Ci piszę, nie znam Twojej żony, ale jeśli jest osobą, która chciałaby trochę pożyć dla siebie, rozerwać się od czasu do czasu, to jest jej szczególnie trudno.
                      I wyjaśnij mi, proszę, o co chodzi z tym wychowaniem pod kloszem i jak to się przejawia i jakim cudem przeżyliście mimo tego zgodnie kilka lat.
                      • easyblue Re: Ja rozumiem... 13.06.12, 19:43
                        Azile, wyobraź sobie, że z osoby sprawnej stajesz się osobą przykutą do wózka/łózka i w pełni uzależnioną od innych. Też byłabyś wdzięczna całemu światu za to, że ten może ci dokopać? Też zachowałabyś radośc życia? Mimo bólu potrafiła żyć jakby go nie było?

                        > A moja rada jest taka - musisz dojść do porozumienia z żoną, odbudować więzi,
                        > sprawić, by poczuła się doceniana, kochana.
                        Dlaczego na ślepo zakłądasz, ze wina leży po stronie faceta? Dlaczego to osoba, którą dotknął notoryczny ból i kalectwo ma się starać o dobre samopoczucie innych, gdy ci inni mają w doopie jej samopoczucie?

                        > I wyjaśnij mi, proszę, o co chodzi z tym wychowaniem pod kloszem i jak to się
                        > przejawia i jakim cudem przeżyliście mimo tego zgodnie kilka lat.
                        Naprawdę nie rozumiesz???
                        • azile.oli Re: Ja rozumiem... 14.06.12, 08:46
                          Ja nie zakładam wcale , że wina leży wyłącznie po stronie faceta. Ale nie ma innego wyjścia, niż próbować ułożyć lepiej stosunki z żoną, bo bez porozumienia nie da się nic zrobić.
                          Owszem, poniekąd rozumiem, jak mogło funkcjonować to małżeństwo mimo pewnych zachowań żony, ale , niestety, coś mi się wydaje, że ocena tej kobiety nie jest ani obiektywna, ani sprawiedliwa, ani nie miała ona takiego słodkiego życia, gdy pan był zdrowy.
                          Gdy związek jest udany, jest w nim miłość i akceptacja, to nagle ktoś się nie staje wredną czarownicą, b o mąż zachorował.
                          Ale, jeśli się chce żonę wychowywać, to ona może wcale z tego powodu szczęśliwa nie być.
                          Żona , zdaniem pana jest niedojrzała. Przeszkadza mu to teraz, gdy on jest chory i gdy mimo tej niedojrzałości jednak dom jakoś funkcjonuje.
                          Nie przeszkadzała mu ta niedojrzałośc wcześniej? Raczej tak. I raczej coś z nią robił, bo uznawał związek za udany. Ciekawe, co robił.
                    • ho_credo Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 08:25
                      Mówisz, że żona wychowana pod kloszem, ale to ona dzwiga na swych barkach ciężar utrzymanie rodziny, domu itd.
                      Musi zarobić na życie, musi wykonać wiele czynności w domu, koło dziecka , męża....
                      A ty nie rozumiesz, że cała ta sytuacja może ją po prostu przerastać, że może sobie nie radzić z nowymi obowiązkami, zwłaszcza, że nie ma oparcia w mężu.
                      Powinieneś ją wspierać, a nie tylko wymagać i stawiać swoje żądania
                      • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 09:08
                        wybor jest taki: zostac z zona i wykazac chec aprawy zwiazku, chetnie ze wsparciem terapeuty rodzinnego czy mediatora.
                        Albo odejsc, rozwiesc sie i zyc na wlasny rachunek.
                        Oczywiscie, ze moze sie zdarzyc, ze zona sie nad toba psychicznie zneca, nie znamy jej ani caloksztaltu waszych wzajemnych stosunkow, ale twoja niepelnosprawnosc rowniez z automatu nie przyznaje ci racji zawsze i wszedzie, oraz nie zwalnia z pewnych obowiazkow wobec rodziny. Nie mozesz byc tylko biorca.
                        Kilka razy pytalam, ani razu nie odpowiedziales na moje pytanie, wiec ponawiam: co TY wnosisz obecnie w zycie waszej rodziny i wasz zwiazek, poza krytyka zachowania zony?
                        Zanim zaczniez wymagac od innych i krytykowac ich, zacznij od krytycznego spojrzenia na samego siebie i zmiany wlasnego zachowania.
                        Na zachowanie innych osob mozesz wplynac wylacznie poprzez zmiane wlasne postawy.Zanim zaczniesz wymagac od innych, zacznij wymagac od samego siebie.
                    • easyblue Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 20:06
                      Nie przejmuj się wpisami, każdy tu leczy swoje mniejsze bądź większe kompleksy kosztem innych:/ Zawsze znajdą sie tacy, którzy uważają, ze wiedza lepiej, choć dostępna im wiedza jest szczątkowa - ale nic to, oni jak pseudo Sherlock H.
                      Po pierwsze - leki p/depresyjne NIE OGŁUPIAJĄ!!! To nie leki uspokajające! Zacznij kurację, bo naprawdę warto, Jacku. Ja już trzeci raz ją przechodzę i powiem Ci szczerze, że rozpoczęcie leczenia to była najlepsza decyzja w moim życiu. Wiec nie czekaj, bo nie warto niszczyć sobie reszty życia.
                      Po drugie - jak będziesz bardziej zrównoważony i mocniejszy psychicznie /po rozpoczęciu kuracji/ będziesz potrafił radzić sobie z wieloma dziś doprowadzającymi Cię do furii sytuacjami. Pewne rzeczy z żoną i teściową będziesz musiał uporządkować. Ale by poradzić sobie z teściową, musisz dojść do porozumienia z żoną. To, ze Cię ignorują w sprawach dot. wychowywania to nic dziwnego. Teściowe przecież zawsze wiedza lepiej:/ Ale też zawsze rozpieszczają i musisz to zaakceptować. Jednak nie pozwól, by łamała Twoje zakazy odnosnie kary dla dziecka /o ile kara faktycznie jest zasadna i nie jest formą... wyżycia się na dziecku/. Skoro z Waszej miłości już chyba nic nie zostało lepiej życ w wiekszej bądź mniejszej symbiozie. Nie wiem, jak wygląda stosunek Twojej żony do Ciebie, ale ja bym pierw długo i wytrwale próbowała po dobroci. Dopiero jeżeli nie przyniosło by to żadnych rezultatów stawiałabym sprawę na ostrzu noża. Skoro jesteś osobą niepełnosprawną, to przy rozwodzie orzeczonym z winy żony bez problemów zasądziłbyś od niej alimenty. Na całej sprawie straciła by ona. A gdyby ona była niewypłącalna, jej rodzice mogli by też miec obowiązek płącenia na Ciebie /Twoi niestety także/.
                      Ale zanim wytoczysz ciężkie działa spróbuj odbudować to, co było kiedyś. Przynajmniej na podstawowym poziomie.

                      > i nie mogą znęcać się nad nim
                      > psychicznie.
                      Znęcanie się psychiczne może mieć najróżniejsze oblicza. Sama byłam swiadkiem takiego znęcania się nad osobą chorą. Ten, kto się znęcał uważał, ze "miał prawo", bo ofiara była "złośliwa i perfidna". Wszystko by było ok, gdyby nie fakt, że ofiara chorowała na Alzheimera... Ale kat wśród najbliższych uchodził za dobrodzieja, bo przeciez się ofiarą opiekował, karmił, dawał dach nad głową (w jej własnym domu). A ona była niewdzięczna i zła. Zaś córka ofiary podzielała zdanie kata, bo przecież "miał prawo mieć dosyć". Takiego bestialstwa w stosunku do swojej matki i teściowej nie spotkałam.
    • sorvina Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 09:23
      Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka wymówki.

      A dla inspiracji ile może zrobić osoba niepełnosprawna jeśli chce - nawet bez rąk i nóg: www.youtube.com/watch?v=sd49GZV8Phc&feature=related
      • aqua48 Proste rozwiązanie 10.06.12, 09:38
        Wystarczy powiedzieć teściowej, że bardzo dziękujesz za jej pomoc w domu i przy dziecku i zatrudnić wykwalifikowaną osobę, ktora będzie się zajmowała domem oraz dzieckiem tak jak sobie życzysz. Ktoś komu będziesz płacił za opiekę z własnej kieszeni będzie musiał wykonywać Twoje polecenia i trzymać się Twojej linii wychowawczej.
        Żadne instytucje nie pomogą w sytuacji kiedy teściowa "rozpieszcza" dziecko. Gdyby je prześladowała, to owszem.
        • bez_przekazu Re: Proste rozwiązanie 10.06.12, 16:39
          a skad on na to ma wziac kase? to co jest dla ciebie proste, nie musi byc proste dla innego.
          aqua48 napisała:

          > Wystarczy powiedzieć teściowej, że bardzo dziękujesz za jej pomoc w domu i przy
          > dziecku i zatrudnić wykwalifikowaną osobę, ktora będzie się zajmowała domem or
          > az dzieckiem tak jak sobie życzysz. Ktoś komu będziesz płacił za opiekę z własn
          > ej kieszeni będzie musiał wykonywać Twoje polecenia i trzymać się Twojej linii
          > wychowawczej.
          > Żadne instytucje nie pomogą w sytuacji kiedy teściowa "rozpieszcza" dziecko. Gd
          > yby je prześladowała, to owszem.
    • bez_przekazu Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 16:36
      ale jest tak przyjete,ze to facet sie opiekuje kobieta,nie? wziales sobie za zone kobiete do opieki czy do wspolnego zycia? masz nadopiekuncza tesciowa i ja to rozumiem. w twojej sytuacji rzeczywiscie niewiele mozesz. wszystko w rekach zony, ktorej taka sytuacja odpowiada. i tyle.
    • squirrel9 Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 16:52
      Obawiam sie, ze te twoje "darcia kotów" z teściową, i awantury o niestosowanie się do porad internetowych psychologów, oskarżanie żony o to,że nie nadaje się na "głowę rodziny" to takia próby bycia przez ciebie tą "głową rodziny" za pomocą awantur, wymagań i oskarżeń. A przynajmniej głowa rodziny dla twojeo dziecka.
      Nie wiemy od jak dawna jesteś niesprawny, czy tak było od początku czy to nowa sytuacja ... ale mnie nie podobaja się twoje słowa np. "moim jedynym sensem życia jest wychowanie syna", "moim dramatem jest to, że zwyczajnie nie mogę zabrać syna i uciec na koniec świata". To brzmi tak "zastępczo", nie masz nic innego i skupiasz się na tym co w zasięgu, znalazłeś sobie cel i sens. Moim zdaniem nieodpowiedni i w nieodpowiedni sposób. Gdybyś ten sam czas poświęcił na budowanie dobrych relacji z żoną, pomoc w domu (na ile potrafisz), rozmowy z dzieckiem bez stosowania kar "za zachowanie" to może nie czułbyś się tak źle w tym układzie.
      Ja nawet obawiam się czy przypadkiem teściowa nie widzi np. tego, że silnie próbujesz "wychowyawać" syna za pomocą kar i pochwał, by to on kiedyś przejął opiekę nad tobą. A ona dziecko "rozpaskudza i niweczy efekt wychowawczy".
    • tortola Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 17:33
      Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedziec,ze nie ma pracy dla osób w pełni sprawnych a co dopiero dla osób niepełnosprawnych. Dla mnie to oburzające ,ze na podstawie jednego postu robicie z kogoś nieroba i niezgułę.
      Mam okazje obserwować jakie mozliwości zatrudnienia maja osoby niepełnosprawne w Polsce i błagam nie piszcie bzdetów o przepisywaniu prac licencjackich i skręcaniu długopisów.Napiszcie te porady na forum , gdzie dyskutuja sprawne osoby , które wysłały np. 3000 cv na ktore nie maja odpowiedzi , moga przepisywac cokolwiek i nikt t ich nie chce.
      Budujące historie o osobach niepełnosprawnych , ktore sie jakos odnalazły w swiecie sprawnych pracujacych i nie są skazane na zalezność od innych pokazuje TV w programach typu "uwaga" , ale prawdzie zycie poza wielkimi miastami wyglada inaczej.
      Oczywiście można pracować w domu,ale proponuję spróbować znaleźć sobie taka pracę a potem dopiero doradzać innym.To jest naprawde w niektorych miejscach Polski niewykonalne.
      Co nie znaczy ,ze Jackowi bym nie doradzała by szukał pracy , owszem szukać trzeba , ale trzeba sie liczyć z potrzebą szukania innych dróg..
      A tak własciciwe to jac45ek pisze:
      Moim jedynym sensem życia jest wychowanie syna i tu zaczynają się kłopoty.
      Może jest coś co mogłoby nadać jeszcze jakiś inny sens życiu ? Zony i teściowej pewnie nie zmienisz , ale moze sam miałbys pomysł na zmianę ? Nie wiem jaka to by mogła być zmiana, masz jakis pomysł albo kogos , kto jest w podobnej sytuacji jak Ty ( choćby znajomy z sieci) i mogłby Ci cos doradzić?

      • 71tosia Re: Granice Wytrzymałości 10.06.12, 19:36
        tez mnie zastanowil ten sens zycia, a co bedzie jak za kilka lat dziecko dorosnie - zycie straci caly sens? Dzieciom w skali czasu zycia jestesmy potrzebni dosc krotko, trzeba jakos zyc i przed i po. A co do samej sytuacji brak czasu dla dziecka (mama) jest niedobre ale takie nadmierne koncetrowanie sie na wychowaniu dziecka (tata) tez nie. Bardziej przeszkadza niz pomaga w wychowywaniu. Na razie masz problemiki wychowcze na poziomie jedzienia slodyczy co jednak bedzie za pare lat kiedy bedziesz mial w domu zbuntowanego nastolatka? Przy duzych problemach trzeba mniej emocji, zimnego rozsadku a czesto i pewnego DYSTANSU by pomoc dziecku, a o ten bedzie trudno jezeli nie masz nic w zyciu poza dzieckiem.
      • szanowna_pani Re: Granice Wytrzymałości 15.06.12, 14:49
        tortola napisała:

        > Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedziec,ze nie ma pracy dla osób w pełni
        > sprawnych a co dopiero dla osób niepełnosprawnych. Dla mnie to oburzające ,ze
        > na podstawie jednego postu robicie z kogoś nieroba i niezgułę.

        Tortola, ale Pan w pewnym momencie dał do zrozumienia kim to on nie był jak był sprawny i ile żona mu zawdzięcza...
        Nie ma pracy dla ludzi bez doświadczenia - a sporą część pracy biurowej można wykonywać z wózka (ja swoją, odpukać, bym mogła).
        Chyba że Pan był "niebiurowy" - np. kierowca TIRa, to mogę zrozumieć, że nie ma teraz co z sobą zrobić.
        • tortola Re: Szanowna Pani 16.06.12, 09:52
          Dokładnie o to mi chodziło,ze za mało wiemy o autorze postu tzn o tym co mogłby robić, bo jesli był kierowcą Tira ...albo miał budkę z kebabem ...
          • jac45ek Odpowiedzi 18.06.12, 02:18
            witam,
            @Mam_na_imię_P- Bardzo dziękuję za post, nie jestem beksą, a miałem łzy
            w oczach. Dziękuję, dodałaś mi sił do walki. Zdecydowałem, że muszę
            sobie odpuścić zachowanie rodziny wobec mnie, ważniejsze jest dobro
            mojego dziecka i dla niego warto się poświęcić.
            Mam nadzieję, że starczy mi sił i poświęcenia na jak najdłużej.
            @lena575- nie jest prawdą to co piszesz, czyżby bite i gwałcone kobiety
            dostawały to co same dawały, chyba, że dotyczy to tylko mężczyzn...
            Niemniej dziękuję za pomoc.
            @azile.oli - cyt." Przepraszam, że to napiszę, ale jakim cudem 6- latek
            tak łatwo lekceważy karę, nałożoną przez ojca? "- w ten sposób, że mój
            autorytet jest podważany przez moją żonę i teściową.
            Z resztą się zgadzam, oprócz ostatniego zdania, musiałbym tobie zbyt
            wiele szczegółów opisać.
            Drugi post- miała powody, nie ja je dostarczyłem.
            @lena575 drugi post- jakoś nie może wam przejść przez świadomość
            informacja, że ja jestem "dobrym" człowiekiem a moja żona "złym", na
            pewno coś robiłem źle i teraz mam sprawiedliwą wdzięczność.
            Czy bycie dobrym i związanie się z kim złym jest zarezerwowane dla
            kobiet?
            @szanowna_pani- w zasadzie nie powinienem odpowiadać na twój post,
            przeczytaj całość mojej historii w tym wątku, poza tym zacytuj mi gdzie
            napisałem "kim to ja nie byłem itd.." (Powtarzały się rady że żonie
            wszystko zawdzięczam i nic w zamian nie daję, napisałem, że nie zawsze
            byłem pożałowania godny).
            Do dwóch ostatnich postów się nie odniosę, proszę jednak przeczytać
            całość, albo nie radzić.
            Pozdrawiam
            • lena575 Re: Odpowiedzi 18.06.12, 13:03
              Ludzie oddają to co dostali - kobiety bite i gwałcone (gwałt to najgorszy rodzaj agresji) tak samo. Oczywiście, nie wprost, nie wychodzą na ulice i nie gwałcą, oddają agresję słabszym - najczęściej biją własne dzieci. Taki człowiek agresji nie okaże mocniejszemu, okaże słabszemu.
              Każdy kolejny twój wpis jakoś utwierdza mnie w pierwszym wrażeniu, że od pocżatku ustawiłeś własne małżeństwo "niedemokratycznie" - ty, przewodnik stada, decydujący, a twoja żona - niedojrzała bo wychowana "pod kloszem". Być może wam obojgu to odpowiadało, ona podporządkowana matce tobie też się podporządkowała, choć może zupełnie inaczej sobie wyobrażała małżeństwo. A spod rządów matki wpadła w rządy męża.
              No i sytuację zmieniła twoja choroba. Gdybyś w waszym małżeństwie nie rządził, ale przekonywał zonę i decyzje były wspólne, to dziś byłoby łatwiej. A w sytuacji w której się znaleźliscie w twojej zonie może rodzić się złość i frustracja - będzie mnie tu pouczał i pouczał !!! Ogólnie sytuacja niełatwa dla twojej zony - matka która wie najlepiej, ale z której pomocy trzeba skorzystać i niezadowolony chory mąż, któremu trzeba pomogać i jeszcze wysłuchiwac jego pretensji jak to ona nieogarnieta i spod klosza. Może warto rozmawiać i z dzieckiem i z żoną. Z żona głównie. Może warto zauważyć pozytywne cechy żony i głośno je chwalić.
              Wiem, że z boku łatwiej to zobaczyć, że u innych widzimy błędy których u siebie byśmy nie zauwazyli, że ogrom rzeczy robimy bez zastanowienia jakie będą perspektywy tych poczynań. Sam zastanawiasz się jak wychować dziecko na porządnego i zaradnego człwieka ale nie zastanawiasz sie jakie popełniłes błędy we własnym małżeństwie i co robić by było lepiej.
              Bo z dzieckiem łatwiej ...
    • lady-z-gaga Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 11:20
      No, no..interesujące...
      Żona nie nadaje się na głowę rodziny....a Ty się nadajesz? chyba jeszcze mniej?
      Nie jestes w stanie ani fizycznie, ani ekonomicznie jej pomóc, przyznałes sobie za to prawo do krytyki i decydowania, i burzysz się, że otoczenie tego prawa nie respektuje.
      Dużo bardziej przemawia do mnie metoda wychowawcza Twojej tesciowej, niz Twoje "kształtowanie psychiki dziecka". Zajmij się własną psychiką, bo mocno szwankuje.
      Czy jest dla mnie i dla
      > syna ratunek?

      Przed kim chcesz ratować syna? wygląda na to, że to Ty jesteś dla niego zagrożeniem.
      • tortola Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 11:39
        Lady-z-gaga wyluzuj trochę- to tylko sieć , a nie ring bokserski.
        W sieci widzimy uproszczony , niepełny i wykrzywiony obraz wielu osób. Ciekawa jestem czy miałabys smiałość powiedziec to samo siedząc naprzeciwko autora postu?
        A tak na marginesie to czy masz jakąkolwiek gwarancje ,ze wózek inwalidzki i uzaleznienie od innych nigdy Ci sie nie przydarzy?
        Skoro : "nie jestes w stanie ani fizycznie, ani ekonomicznie ani jakkolwiek pomóc autorowi postu , to dlaczego przyznałas sobie za to prawo do krytyki "?




        Nie potrzebuję wielu par butów. Nie jestem Imeldą Marcos.
        • anula36 Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 11:51
          czasami najwieksza pomoca jest pomoc w uswiadomieniu sobie wlasnych bledow.
          • anula36 Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 11:53
            pomoc blizniemu rzecz jasna:) wlasnych i tak sie przewaznie nie dotrzega:)
        • lady-z-gaga Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 12:12
          > W sieci widzimy uproszczony , niepełny i wykrzywiony obraz wielu osób.

          To prawda, że widzimy niepełny obraz.
          Tobie najbardziej rzuciło się w oczy, ze autor jest niepełnosprawny, ja zwróciłam uwagę na inne jego cechy, ktore mają prawo mi się nie podobać. Przyznaj, że teksty o ucieczce z synem na koniec świata nie brzmią dobrze, a przytaczane "winy" żony i tesciowej sprowadzają się do braku posłuszeństwa wobec autora i jego jedynie słusznych poglądów, wygrzebanych w internecie.

          czy masz jakąkolwiek gwarancje ,ze wózek inwalidzki i u
          > zaleznienie od innych nigdy Ci sie nie przydarzy?

          Nikt nie ma takiej gwarancji. I co z tego? czy choroba lub niepełnosprawność stawia człowieka ponad wszelką krytyką?

          Ciekawa
          > jestem czy miałabys smiałość powiedziec to samo siedząc naprzeciwko autora pos
          > tu?

          Gdybym siedziała naprzeciwko, gdybym go znała i miała 100-procentową pewność, że jest taki, jakim się wydaje na podstawie kilku postów, powiedziałabym trochę więcej i mocniej :)

          > Skoro : "nie jestes w stanie ani fizycznie, ani ekonomicznie ani jakkolwiek pom
          > óc autorowi postu , to dlaczego przyznałas sobie za to prawo do krytyki "?

          Bo to tylko sieć :P;)
          bo nic mu nie zawdzięczam, za to on swojej żonie i teściowej zawdzięcza bardzo dużo i korzysta (oczywiście z przyczyn niezależnych od siebie, ale jednak) z ich pomocy.
          I w zamian za to ma, jak widac, same pretensje i roszczenia. Dla mnie taka postawa jest odpychająca, ale nikomu nie przeszkadzam się użalać. Może to i lepiej, żeby w wątku pojawiły się różne poglądy? ;)
          • azile.oli Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 13:11
            Szczerze mówiąc, gdybym była w sytuacji tej żony i mąż chciałby mi do dom u ściągnąć jakąś instytucję, żeby doglądała, czy w czasie opieki nad wnukiem teściowa się psychicznie nad zięciem nie znęca denerwując go!, to bym się chyba z facetem rozwiodła.
            To, że on ma pretensje do teściowej jestem w stanie jakoś tam pojąć, ale , że ma pretensje do żony i w zasadzie jest z nią tylko dlatego, bo ona go utrzymuje to już jakaś porażka.
            Faktycznie, może żona potrzebuje osoby, na której mogłaby się oprzeć (również emocjonalnie) i jeśli nie znajduje tego we własnym mężu, to szuka w matce.
            I dziwię się, że to nie teściowa zrobiła awanturę, gdy pan jej z wydrukami artykułów psychologiczno -pedagogicznych wyskakuje.

            • mruwa9 Re: Granice Wytrzymałości 11.06.12, 15:31
              a ja mysle, ze sie oboje zapetliliscie we wzajemnych pretensjach. Nie jestem psychologiem ani psychoterapeuta, ale mam pare pomyslow: ktos musi przerwac to bledne kolo i musicie znowu nauczyc sie ze soba rozmawiac, bo na razie nadajecie chyba na zupelnie roznych czestotliwosciach. Sugeruje: Jacku, zabierz zone na randke. Wyjdzie gdzies sami, gdzie w spokoju bedziecie mogli pobyc razem i w spokoju pogadac. Wyklucz ze swojego slownika hasla "a bo ty zawsze", "a bo ty nigdy.."Ja to widze tak: wasza sytuacja zyciowa zone moze po prostu przerastac, ona nie pisala sie na zwiazek z facetem na wozku, na jego pielegnacje i na bycie jedynym zywicielem rodziny.Ona chce miec partnera, meza, stanowiacego wsparcie, a nie bedacego kolejnym dzieckiem do nianczenia, w dodatku pelnym pretensji, niedoceniajacym wysilku, jaki zona musi wlozyc, zeby pospinac koniec z koncem. Ty pewnie tez nie czujesz sie komfortowo, nie mogac w pelni wywiazywac sie z obowiazkow partnera i ojca. Ja moge sobie wyobrazic, ile kosztuje twoja zone utrymanie waszej rodziny, to tak naprawde jest ponad sily jednego czlowieka, na 100% potrzebujecie dodatkowej pomocy, czy to w osobie tesciowej, czy w innej.
              Zapomnij, Jacku, o twoich zalach i pretensjach do zony i tesciowej, zacznij myslec, co TY mozesz zrobic dla waszego zwiazku i waszej rodziny jako calosci. I o tym pogadajcie sobie na waszej randce. Ani slowa pretensji do zony, wylacznie konstruktywne propozycje, co sam mozesz zmienic. Jak, mimo ograniczen fizycznych, mozesz odciazyc swoja zone w codziennych pracach i czy istnieje sposob podjecia pracy zarobkowej (przez internet? Jaki masz zawod, wyksztalcenie? jakie mozesz zdobyc, zeby zwiekszyc soje szanse na rynu pracy? Przestan mslec o sobie jako biednym niepelnsprawnym na wozku, zacznij myslec o sobie jak o mezu i ojcu. Antydepresanty bierzesz? Moze potrzebujesz pomocy lekarskiej?). Masz sprawne rece? To wygrales los na loterii, bo mozesz wykonywac bardzo wiele czynnosci. Mozesz sie bawic i odrabac lekcje z dzieckiem, gd juz pojdzie do szkoly, mozesz nastawiac pranie i je potem rozwieszac, mozesz gotowac, mozesz bardzo wiele,o ile tylko wyjdziesz poza myslenie, ze jestes biedny,niepelnospawny, nic nei mozesz,a zona jest rozpieszczona jedynaczka, zalezna od mamusi. Jesli dotychczas cala ta praca spoczywa na zonie, a zamiast dziekuje slyszy tylko pretensje i krytyke, to jest to zwykle swinstwo z twojej strony.
              Macie mozliwosc znalezienia innej osoby , ktora pmoglaby ci w twoich czynnosciach higienicznych?Potrafisz sie sam przemieszczac z wozka na lozko i z powrotem? Sprawdziles i korzystasz ze srodkow pomocniczych, ktore moga ulatwc ci codzienne funkcjonowanie (deska do przemieszczania sie z lozka na wozek, podnosnik,odpowiednie sztucce, itd itp)? Wszystko,co da ci jak najwieksza niezaleznosc i odciazy zone. Siedzisz w internecie, to mozesz zajrzec tu:
              www.spinal.co.uk/
              albo tu:
              tetraplegik.pl/
              i szukac pomyslow, informacji i podpowiedzi na ulatwienie sobie codziennego zycia.
              I troszcz sie o samopoczucie zony oraz jakosc waszego zwiazku. Potrzebujece tego bardzo.
              Kwestia konfliktu o wychowanie dziecka to IMHO tylko wierzcholek gory lodowej.
    • bye.bye.kitty ratunek? 12.06.12, 10:09
      twój syn nie potrzebuje żadnego "ratunku".
      Ma babcię, która go rozpieszcza i mamę, która go wychowuje.
      I tatę, którego nie słucha.

      Może dlatego, że tata skupia się za bardzo na tym, co robią inni a nie na tym, co robi sam? Może tata za wiele czasu poświęca na rozważanie wad i krytykowanie innych?

      BTW wychowanie "pod kloszem" twojej żony dało świetne efekty - sama utrzymuje dom, wychowuje dziecko, radzi sobie - zatem może warto posłuchać teściów, sukcesy wychowawcze już mają.
      • azile.oli Re: ratunek? 12.06.12, 11:05
        No ja też nie rozumiem, jak osoba skierowana ''na siebie'' wg autora może być jednocześnie matką wychowującą dziecko i utrzymującą dom, jak i przypuszczam, zajmującą się też mężem , który pomocy potrzebuje. No to jest oksymoron po prostu. Ja sobie zdaję sprawę, że ona może po prostu jest z takiego stanu rzeczy niezadowolona, zła i rozgoryczona, ale ma do tego prawo.
        Nawet, gdyby ta żona była wychowana tak, że wszystko jej się należy i chce być pępkiem świata, to przecież nim nie jest i być nie może. Jej potrzeby i tak są na szarym końcu, nawet, jeśli jej się to nie podoba.
        To, że korzysta z pomocy matki jest normalne - ktoś jej musi pomóc w tej sytuacji.
        Mąż z takim nastawieniem do niej, jej metod wychowawczych i tego, co robi , niczego jej nie ułatwia.
        Jak ona może być nastawiona na swoje potrzeby w takiej sytuacji. Przecież musi zarobić, musi zając się dzieckiem , musi ugotować i posprzątać - względnie częśc tych rzeczy robi jej matka, ale to już sprawa pomiędzy nimi.
        I drogi autorze, coś Ci napiszę, bo żona z pewnością Ci tego nie powie, widząc, jak się zachowujesz - choćby nawet bardzo chciała przeciąc pępowinę , łączącą ją z matką, to tego nie zrobi, bo byłby to strzał w stopę. Ona tej matki potrzebuje i nie będzie z nią prowadzić wojny w imię głupich cukierków, danych dziecku.
        Nie ma więzi między Tobą, a żoną i dlatego ona nie stworzy z Tobą wspólnego frontu przeciw matce.
        Myślisz, że Twoja żona nie ma dość? Zapewniam Cię, że ma. Tylko mniej czasu jej zostaje na rozkminianie swojej sytuacji, bo ma masę obowiązków do wykonania.
        Chcesz poprawić swoją sytuację - spróbuj odbudować relacje z żoną, pochwal ją, bądź dla niej miły. Ale Ty chyba koncentrujesz się na wyszukiwaniu tego, co Cię w niej denerwuje.
    • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 09:37
      Używasz cały czas tego określenia "pod kloszem" i odsyłasz nas (jak i sam to robisz) do poczytanaia w necie. Wiesz, nie jest to pojęcie jednoznaczne, każdy rozumie trochę inaczej, tak samo jak: rozpieszczanie, dyscyplina itp. Poza tym nawet wypowiedzi psychologów nie należy traktować jak jakiejś wyroczni. Wychowujemy przede wszystkim z miłością, kierujac się trochę rozsądkiem, wskazówkami z literatury, własnymi poglądami i dostosowujemy też do charakteru dziecka. Może za bardzo kierujesz się tym, co czytasz?
      Ps. Nie ma rozwodów kościelnych. Fakt, jedną z przyczyn stwierdzenia, że małeństwo było zawarte nieważnie, tzn nigdy go nie było, może być nieodjrzałość jednego z małżonków.
      • azile.oli Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 10:02
        Toteż ja pytałam właśnie autora o to wychowanie pod kloszem, bo jest to pojęcie pojemne i niejednoznaczne. Ale generalnie owszem, taka osoba może by niedojrzała , czy też nieprzystosowana do wyzwań życiowych, tylko nijak nie da się tego połączyć z obrazem kobiety, która musi ogarnąć całą rodzinę i wszystkie związane z tym aspekty.
        Jeśli to robi , mimo wychowania, jakie otrzymała, to jest to dla niej trudne, a jednak rodzina jakoś funkcjonuje.
        Ja przypuszczam, że żona jest sfrustrowana i to uczucie nie pojawiło się wcale w momencie choroby męża, ale znacznie wcześniej - pan nie widział, że żonie jest źle, bo ją sobie chciał wychować i wyplenić paskudne ''podkloszowe'' przyzwyczajenia.
        A teraz kobiecie po prostu się ulewa, że tak powiem. I jak już nie może m ęża słuchać, to wychodzi do drugiego pokoju.
        Ja tej żony nie znam, autora też nie znam, ale nie ma innej drogi, niż szukać porozumienia z żoną, o ile to jeszcze możliwe i o ile ona jeszcze tego chce.
        Przecież życie małżeńskie nie może polegać na tym, żeby jakaś instytucja pilnowała jednej ze stron.
        Będąc chorym nie traci się praw obywatelskich, czy ojcowskich, ale też nadal ponosi się konsekwencje swoich zachowań. Czyli - jak ze zdrową osobą - jeśli się ma do żony pretensje, to szczęśliwa ona nie będzie i spokoju w rodzinie nie b ędzie, dopóki nie znajdzie się sposobu na kompromis.
        I pytanie do autora - jakie żona ma zalety?
        • elle-joan Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 10:15
          No właśnie, autor ciagle nie pisze szczegółowo, o co chodzi, ale to też nie powód, aby cały czas mu zarzucać, że narzeka bezpodstawnie, że o wszystko ma pretensje. Faktycznie jest w trudnej sytuacji, bo potrzebuje pomocy, ale to nie znaczy, że nie może mieć uwag albo i pretensji odnośnie zachowania teściowej. Najważniejsze żeby dogadali się z żoną. To, że zona jakoś utrzymuje tę rodzinę i ogarnia, to nie oznacza, że z jej strony jest wszystko w porządku. Wiele osób, również kobiet czynnie uczestniczy w utrzymaniu rodziny, to nie jest jakieś bohaterstwo, oznaka, że już nie można jej zarzucić niedojrzałości, niewydolności, wychowania "pod kolszem" ;) co by to nie oznaczało. Fakt, że ma chorego męża, ale z kolei inne kobiety mają więcej dzieci, inne problemy, warunki i czasem muszą sobie radzić bez pomocy mamy. Tak, że w rezultacie trudno stwierdzić, ze ta osoba akurat odwala wyjątkowo dużo roboty, że nie może być poddana krytyce.
          • azile.oli Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 10:44
            Może być poddana krytyce, ale konstruktywnej i nie ciągłej. Na zasadzie ''widziały gały, co brały''. Owszem, moim zdaniem ta kobieta m oże czuć się obciążona emocjonalnie, bo spadła na nią odpowiedzialność za rodzinę.
            Oczywiście, tak się zawsze stać może, ale nie każdy jest w stanie wszystko udźwignąć sam emocjonalnie.
            Niestety, w żadnym zdaniu nie wyczytałam, że to wsparcie od męża dostaje.
            Tak to już jest, że ludzie mają różną konstrukcję psychiczną, odebrali różne wychowanie i nie każdy jest gotowy na przyjęcie wszystkiego, co mu los przyniesie.
            A pan mi podpadł , niestety słowami, że jemu już tylko na wychowaniu syna zależy i tak naprawdę , to by od żony odszedł, ale nie może, bo jest uzależniony finansowo i opiekuńczo.
            Ja nawet tę desperację rozumiem i może ta żona jest złą kobietą, ale ! Ponoć wcześniej ich małżeństwo było w porządku, teraz pani pana lekceważy, coś mi się wydaje, że sobie za te poprzednie lata odbija po prostu.
            Bo to tak nie wygląda - tworzymy zgodny związek, przychodzi choroba i zdrowa osoba zacyna chorą olewać, lekceważyć itd., a dziecko przestaje ojca słuchać i mimo, że sporo z nim przebywa, to ponoć ojciec nie ma wpływu na jego wychowanie.
            Nie klei mi się to wcale.

    • yoda77xz Re: Granice Wytrzymałości 13.06.12, 13:31
      Proszę więc odpowiedzieć na pytania zadane wcześniej przez innych,jak pan obiecał.
      Dlaczego krzyczy pan przy dziecku na babcię? Nikt tu panu nie będzie rad dawał że tak sie nie robi,bo to nie wychowawcze.Jest pan dorosłym czlowiekiem i powinien wiedziec że takie rzeczy załatwia się nie przy dziecku. Może pan nie umie przekazac swojego problemu.Z wpisu wynika że problemem jest babcia rozpieszczająca wnuka,pana żona,która traktuje dziecko po partnersku(zakladam że tu się mylę)-nie popieram czegos takiego bo dziecko ma być dzieckiem i nie nalezy go obciążać sprawami dorosłych. Żona wychowana pod kloszem?-dla mnie taka osoba charakteryzuje się nieodpowiedzialnym podejściem do życia,nie umiejąca załatwić prostych spraw,,mająca podejście taki jakos to będzie,rodzice albo kto inny pomoże,hulaj dusza,jestem księżniczka itp. Jeśli pana zona tak była wychowana to założę sie że życie już ją i tak nauczyło ze o tym pięknym momencie egzystencji zapomniała.
      Czy dobrze zrozumialam,że robi pan wydruki porad ekspertów i daje teściom do poczytania?
      Co takiego strasznego robi pana teść że nie chce sie pan wypowiadać?
      Jak był pan zdrowy to był na kierowniczym stanowisku,może jest pan związany z wojskiem?
      Czuje sie pan lekceważony,przez żonę teściów,syna.Ma pan w planie wychowac dziecko wg jakiegos modelu. Nie rozumiem w jaki sposób żona go marnuje.Za mało pan napisał na ten temat.
      Może dobrze by było coś z synem razem robić.tylko tata i dziecko np.modelarstwo.Takie wasze święte chwile
      Domyslam sie że być może syn jest świadkiem przykrych sytuacji dla pana,np że woła pan że potrzebuje do toalety i slyszy jakieś głupie komentarze.Ale tu mam nadzieje że takie przykrości pana nie spotykają.
      • tortola Re: Granice Wytrzymałości 14.06.12, 08:07
        He, he , dobre:
        Jak był pan zdrowy to był na kierowniczym stanowisku,może jest pan związany z wojskiem?
        Potrzebuje pilnej porady jak sobie poradzic z atakiem smiechu , ktory nie ustepuje po przeczytaniu w/w.
    • lena575 Re: Granice Wytrzymałości 14.06.12, 09:10
      Przypuszczam, że mylisz pojęcia i to co ma twoja zona to raczej nieodpępowienie a nie wychowanie pod kloszem. To, że teściowa "zawsze wie lepiej" a twoja żona się temu poddaje i akceptuje nie przeszkadzało, bo gdy byłeś zdrowy - ty wiedziałeś lepiej niż teściowa i potrafiłeś żonę trochę odciąć od rodzinnego domu. I decydowałeś. Pewnie wynikało to z waszych charakterów i tobie specjalnie nie przeszkadzało. A teraz nie dość, ze jesteś fizycznie niesprawny, to dla żony już nie jesteś konkurencją dla "racji" mamusi. Tym bardziej, ze z jej pomocy musi korzystać. Chciałbyś by żona nagle zrobiła się przedsięciorcza, decydująca i przejmująca ster, a jeśli już nie potrafi - by słuchała ciebie. W twoich oczach twoja żona to dziecko we mgle, którym trzeba kierować i która ma dziecięce potrzeby.
      Jeśli rzeczywiście tak jest, to inaczej nie będzie. Awantury z teściową czy z żoną nie zmienią ich zachowania a wprowadzają tylko złe relacje. Kombinowanie z insytycjami, którym możesz się poskarżyć też tego nie poprawią.
      Zostają ci tylko rozmowy z synem (zastanów się nad sensem karania). Mozesz każdemu zwracać uwagę, tylko już nie tym samym tonem co kiedyś.
      Taka rzeczywistość.
      Każde z was może byc nerwowe - ty, bo niepełnosprawny, twoja żona - bo ma chorego męża, bo na niej spoczywa odpowiedzialność za wasze życie, utrzymanie, teściowa - z tych samych powodów i martwi się o was. Możesz rozumieć tylko własne racje i własny punkt widzenia. I każda z osób tak samo.
      Nadzieja w tym,że twój syn może mieć zupełnie inny charakter niz żona. Ojciec, który wie najlepiej, babcia, która wie jeszcze lepiej, może skutkować tym, że to on będzie wiedział jeszcze lepiej :)
      • anula36 Re: Granice Wytrzymałości 14.06.12, 11:59
        Ty jestes chory i nerwowy ,ale jest jeszcze do tego wszystkiego cos takiego jak wypalenie opiekuna zajmujacego sie ciezko chorym czlonkiem rodziny.O tym tez warto poczytac.
        Generalnie sytuacja trudna we wszystkich wymiarach i wierze ze wszyscy sa nia umordowani.
        Z instytucji to moze predzej jakies spotkania z terapeta, moze jakas grupa wsparcia dla zony.
        Jak sie poprawi wasza relacja, pewnie poprawi sie tez wasze funkcjonowanie jako rodziny.
        Sprobuj tez moze czasem pomyslec ze nie tylko syn jest wszystkim co masz,ale tez jego matka.
        Zycie mamy tylko jedno, nawet jesli trudne, szkoda go marnowac na frustracje i walki.
        • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 15.06.12, 02:59
          Witam, wybaczcie, ale nie będę więcej niczego opisywał, myślę, że
          następny krok w tym kierunku nazywałby się pamiętnik lub autobiografia.
          Naprawdę dużo już o sobie napisałem. Przecież nie będę ze szczegółami
          opisywał co w domu robię.
          Muszę napisać, że spotkałem się z olbrzymią nadinterpretacją i to w
          kierunku negatywnym w stosunku do mojej osoby. Gdybym miał słabą
          psychikę i był tak zdesperowany jak byłem, to po pierwszych
          komentarzach, chyba powiesiłbym się na najbliższym drzewie.
          Dlatego zalecam w przyszłości delikatne ferowanie porad. Moj post był
          wołaniem na ratunek bezsilnej osoby.
          Mniejsza z tym, w tej chwili jestem w nie najlepszej formie, więc
          podniosę tylko kilka kwestii:
          Jak wiecie, może się, zgodne dotychczas małżeństwo rozpaść z powodu
          różnic poglądów na wychowanie dziecka.
          Kobieta, zdając sobie sprawę, że mąż z powodu np kalectwa, nie poszuka
          już innej żony, może pokazać swój ukrywany wcześniej, "charakterek", że
          o teściach nie wspomnę.
          Ktoś kto wyznacza ramy wolności dziecka, niekoniecznie urządza mu małe
          "Guantanamo". Dziecko może mieć nadal bardzo wiele miłości i wolności, a
          istnienie tych ram powoduje większe poczucie bezpieczeństwa dziecka i
          występuje o wiele mniej niepotrzebnych sporów, pretensji i krzykowego
          chaosu, powtarzającego się dzień w dzień.
          Konsekwencja i autorytet, to pozytywne słowa, nie powinny kojarzyć się
          z wojskiem, tylko z najlepszym możliwym wychowaniem dziecka.
          Jest coś takiego jak męska duma, zdaję sobie sprawę, że nie jest ona
          tak samo odbierane przez kobiety. Kobieta ma jej mniej (proszę mnie źle
          nie zrozumieć, chodzi o coś w rodzaju honoru), powiedzmy, że mężczyźni
          mają jej za dużo, a kobiety akurat tyle ile powinno być.
          Kaleka i tak musi z dużej części dumy zrezygnować, jeżeli resztę
          zabiera rodzina, to radykalnie zmniejsza się argumentacja za walką o
          życie. Muszę tu wyjaśnić, że rodzina nie robi mi piekła na ziemi, ale
          jak już wcześniej pisałem, atakuje czuły punkt, zwęża cieniutki strumyk
          motywacji do życia. Raz powiedziałem żonie "mam trzydzieści powodów, by
          ze sobą skończyć, daj mi jeden, by dalej żyć".
          Chciałbym jeszcze na tej ziemi pomóc synowi radzić sobie "z życiem",
          ale jednocześnie dać mu jak najwięcej uczucia i ciepła.
          Chciałem jeszcze napisać o ilości prób dogadania się, ale będę się
          powtarzał.
          Syn mnie kocha, ale babcia potrafi "przeciągnąć go" słodyczami.
          Natomiast nie słucha nikogo. Mnie, bo jestem zazwyczaj daleko, reszty,
          bo nie musi.
          Kto to wszystko zrozumiał, to zrozumiał, kto nie, trudno.
          Mam zamiar zaprosić do domu psychologa, jego zadaniem będzie pomóc mi
          radzić sobie z obecną sytuacją. Żony i jej matki nie przekona do
          niczego, przytakną mu, a po kilku dniach sytuacja wróci do normy.

          @Azile.oli- cyt >>Ja przypuszczam, że żona jest sfrustrowana i to
          uczucie nie pojawiło się wcale w momencie choroby męża, ale znacznie
          wcześniej - pan nie widział, że żonie jest źle, bo ją sobie chciał
          wychować i wyplenić paskudne ''podkloszowe'' przyzwyczajenia <<.
          Widzisz, zdanie zupełnie rozmijające się z prawdą. Pozwolę sobie nie
          udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
          Uczucie do żony i wzajemne jest, ale nie ma między nami pełnego
          porozumienia, kocham, ale ze względu na moją sytuację, nie wytrzymuję
          jej wad. Taki stan związku przecież nie jest wykluczony.
          >> Może być poddana krytyce, ale konstruktywnej i nie ciągłej <<
          Strasznie nad interpretujesz, ja cały czas jestem krytykowany, za coś
          nie mającego miejsca.
          To all: Nigdy nie brałem się za wychowywanie żony, gdy ma się 26 lat,
          to raczej już się ma ukształtowany "mózg".
          @easyblue- dziękuję, obawiałem się już, że mam problemy z przekazem, w
          miarę "załapałaś" sytuację ;).
          @Lena575- cyt. >>W twoich oczach twoja żona to dziecko we mgle, którym
          trzeba kierować i która ma dziecięce potrzeby.<< Niestety to bezsporny
          fakt... Co do karania dziecka- przecież jeżeli za uderzenie matki,
          która o coś go prosiła, daję karę- dzisiaj żadnych słodyczy, to źle
          robię? Jak wyobrażasz sobie wychowywanie bez stosowania kar, mam na
          myśli stanie w kącie, brak słodyczy, telewizji, gier na konsoli itp,
          nie każę fizycznie! Mój syn to żywioł, już trochę "rozpaskudzony", nie
          da się wchować tylko nagrodami, zwłaszcza w mojej sytuacji rodzinnej,
          wyżej opisanej. Po za tym dziękuję, cenna porada.
          @Anula.36-uwierz mi, nienawidzę się kłócić, gdy byłem zdrowy, po prostu
          wychodziłem na spacer i wracałem, gdy sytuacja ochłonęła.
          Myślę, że czym bardziej odpowiedzialny i przejmujący się opiekun tym
          bardziej się spala, ktoś podchodzący do problemu odwrotnie, raczej się
          nie wypali.
          Dziękuję wszystkim, w miarę zaplanowałem, jak dalej mierzyć się z
          rzeczywistością, oczywiście, jak ktoś ma ochotę dalej podyskutować, to
          zapraszam. Być może spotkamy się w innych tematach, w końcu jak się już
          zarejestrowałem..
          Pozdrawiam Jac45ek.

          • mam_na_imie_p Re: Granice Wytrzymałości 15.06.12, 09:40
            jac45ek, nie jestem w stanie przeczytać wszystkich Twoich wątków w temacie. Szkoda, że Pani ekspert się nie wypowiedziała. Czy Syn chodzi(ł) do przedszkola? Wierz mi, tam dzieci uczą się naprawdę o tzw. "stosunkach międzyludzkich", co często jest tematem obcym dla osób wychowanych pod kloszem. Myślę, że stąd wynika niesamodzielność Twojej żony w podejmowaniu życiowych decyzji. Taka osoba może normalnie fonkcjonować, pracować, ale wszelkie decyzje strategiczne muszą być podejmowane w porozumieniu bądź przejmowane przez rodziców.. Tak mi się wydaje. Masz prawo decydować o wychowaniu Twojego dziecka, masz prawo się "wyczerpać" psychicznie, ale nade wszystko potrzebujesz pomocy terapeuty.
            Żona powinna być po Twojej stronie i zrozumieć, że to Wy jesteście rodzicami, a nie Babcia.
            Babcie, Dziadkowie - w powszechnym rozumieniu częto uważani za tych, co są od rozpieszczania, w tym momencie będąc na "stałe" przy Waszej rodzinie powinni przyjąć inną styrategię. Podam przykład - mieszkaliśmy z moimi rodzicami i moje dziecko , bardzo kochane nie było nadto rozpieszczane, i jak mówiła moja Babcia - kochane mądrą miłością (mieszkałam od zawsze w czteropokoleniowej rodzinie pod jednym dachem, zgrzytów nie było!!!). Obecnie mieszkamy daleko, i oczywiście podczas sporadycznych wizyt, Babcia rozpieszcza, ale nie przekupuje cukierkami, i po mojej sugestii, że powinna z nami konsultować niektóre swoje działania - stała się rzecz która powinna być standardem- zyskałam szacunek jako RODZIC.
            Wasze dziecko musi czuć się bezpieczne, a tego nie będzie , jeśli będzie rozbieżność Waszych codziennych działań i decyzji. Twoja rodzina musi zrozumieć, że jeżeli macie razem funkcjonować to musi być jednomyślność i zgodne działanie, które widzi dziecko. Wtedy ono będzie czuło się zaróno bezpieczne jak i kochane. Mądrze kochane.
            Jeśli Twój syna ma jakieś zainteresowania, np lubi samochody, itd.., a z racji Twojej sytuacji nie możesz z nim uczestniczyć w zabawach ruchowych, itd.. Pokaż mu na ekranie komputera, jak się takie samochody produkuje (ja kupiłam dziecku książkę i uwierz mi - chwalił się, że mama mu czyta o takich rzeczach). Nie wiem, co Ci poradzić, bo w wielu wcześniejszych wątkach pisałam o swoich najróżneijszych problemach i mogę nie być dobrym doradcą. Może, że warto próbować, warto walczyć o rodzinę i o prawo do wychowywania dziecka. Przecież ono kiedyś po Tobie tu zostanie i to Rodzicom powinno zależeć na pielęgnowaniu najważniejszych wartości u dzieci. W tym jest sens, bo jesteśmy odpowiedzialni za to, jakimi ludźmi będą nasze dzieci. Jest to jeden NAJWAŻNIEJSZY powód, nawet jeśli masz 100 argumentów przeciw - po co żyć dalej. Powodzenia!
            • azile.oli Re: Drogi Autorze... 15.06.12, 12:26
              Przyjmij do wiadomości, że część babć zachowuje się identycznie jak Twoja teściowa, mając w nosie argumenty zdrowych zięciów/synowych i czasem jedynym sposobem jest po prostu rezygnacja z pomocy tejże babci, bo ona wierzy w swoje metody wychowawcze i skrytykowana , albo się obrazi i przestanie pomagać, albo będzie robić swoje.
              Jest jeszcze oczywiście opcja, że oboje rodzice będą jej zwracali uwagę, ale nie ma gwarancji, że to zadziała. Twoja żona może mieć milion powodów, dla których wspiera matkę, a nie Ciebie, min rzeczywiście może być od niej uzależniona psychicznie, a poza tym jednak od jej pomocy jest zależna faktycznie.
              Jak mi matka próbowała ingerować w wychowanie dzieci, to po prostu jej zwracałam uwagę i mogła się obrazić, bo miałam oparcie w mężu, nie tylko psychiczne, ale fizyczne - czyli mogłam dzieci z nim zostawić i nie oglądać się na pomoc z zewnątrz.
              No, niestety, Twoja żona nie może tak postąpić, bo po prostu choroba narzuciła Ci pewne ograniczenia. W związku z tym jest skazana na swoją matkę, która wielkiej krzywdy nie robi Twemu dziecku.
              Przepraszam, że to napiszę, ale jakim cudem 6- latek tak łatwo lekceważy karę, nałożoną przez ojca? przecież miarą ojcowskiego autorytetu nie jest fakt, czy ojciec porusza się na wózku, czy też nie.
              Z racji tego, że jesteś w domu spędzasz z dzieckiem zdecydowanie więcej czasu, niż z naszymi dziećmi spędzał mój mąż, bo był w pracy, ale jakoś nie lekceważyły jego zdania, mimo, że w zasadzie nie stosował kar i na dzieci nie krzyczał.
              Poglądy wychowawcze z mężem też mi się czasem rozmijały, generalnie oczywiście pewne granice były respektowane, ale nie zdarzyło się, żeby któreś dziecko zlekceważyło zakaz rodzica, bo babcia na coś pozwoliła.
              Jak ojciec czegoś zabronił, to w życiu by nie zrobiły tej zabronionej rzeczy w obecności tego ojca, bo babcia ma inne zdanie.
              Ale - kolejna rzecz, Wy tej babci potrzebujecie do opieki, zatem dla syna jest to trzecia siła, która ma prawo jego zdaniem o nim decydować.
              I jeszcze jedna sprawa - możesz mieć zupełną rację z tymi błędami wychowawczymi teściowej i żony , a na dodatek żona może mieć identyczne poglądy, jak jej matka.
              No i klops - nie wytłumaczysz, choćbyś gardło zdarł, moja prywatna teściowa to beton wychowawczy, jakich mało, w dodatku akurat w odwrotny sposób, niż Twoja.
              Nie pozostaje Ci nic innego, niż po prostu wpajać synowi , co uważasz za słuszne, zamiast walczyć z żoną i teściową.
              Na pocieszenie Ci napiszę, że dzieci głupie i ślepe nie są i często wzorują się na tym pozornie ''słabszym'' rodzicu, o ile czują z jego strony miłośc, szacunek i empatię.
              A moim zdaniem Twój syn jest na razie trochę zdezorientowany, bo sporo osób się nim zajmuje, to raz, a dwa - widzę problemy w jego zachowaniu, ale z pewnością nie znamionują one cech dziecka wychowywanego ''pod kloszem''.
              Pozdrawiam.
          • lena575 Re: Granice Wytrzymałości 15.06.12, 12:11
            Myslę, ze ten twój mail to nie jest prośba o radę w sprawie wychowania syna (sam wiesz co możesz) ale wołanie do twojej żony o okazywanie ci miłości, zrozumienia i wsparcia na codzień.
            Ludzie (małzonkowie) są dla siebie dobrzy i starają się niekoniecznie dlatego, ze się boją, zwykle tacy są bo się kochają. W trudnej sytuacji czesto otrzymuje się to co się komuś dało. Jesli drugą stronę nie traktowało się jak partnera, nie okazywało ciepła i tego, że jesteśmy z kimś bo jest dla nas najważniejszy, to nie dziwmy sie, ze ta druga strona traktuje nas tak samo. "Dobre małżeństwo" to niekoniecznie ciepłe relacje.
            • azile.oli Re: Zgodzę się... 15.06.12, 12:35
              Z przedmówczynią. Problem leży w relacji małżeńskiej. Żona nie zaczyna lekceważyć męża tylko dlatego, że zachorował. Jeśli się liczyła z jego zdaniem, to będzie to robiła nadal. Gorzej, jeśli udawała... No, niezbyt fajna cecha, ale udajemy, bo mamy powody z reguły.
              • lena575 Re: Zgodzę się... 15.06.12, 13:11
                Myślę, że nie ma to nic wspólnego z udawaniem.
                Jeśli wychowaną pod kloszem wsadzamy pod własny klosz, to jak nam się klosz rozbije, nie dziwmy się, że wróci pod klosz poprzedni.
                Albo jesli kogoś traktujesz z góry by ty zaradny i znasz życie a ona pod kloszem i nieporadna, to w sytuacji gdy ta nieporadna okazuje się całkiem poradna to i realcje się zmieniają. Możesz sobie najwyżej pokrzyczeć.
                Gdy ludzie zbudują związek na uczuciu, zaufaniu i szacunku to nie maja potem problemu z czekaniem na okazanie uczucia i "wyegzekwowaniem" szacunku.
                • kaja7 prawda na zycie 15.06.12, 18:29
                  Przeczytalam polowe watkow ale nie moge powstrzymac sie zeby cos powiedziec:

                  Najlepsze co mozesz dac synowi to kochac jego matke!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Granice Wytrzymałości 21.06.12, 16:15
      Pan i Pana rodzina działacie w sytuacji nietypowej. Choć na wpływy teściów w swoich rodzinach żali się na tym forum wiele osób, to rozumiem, że u Pana wobec warunków obiektywnych, nastąpił rodzaj zawłaszczenia i teściowa przejęła rolę autorytetu czy głowy rodziny. Wierzę w Pana opis o tyle, że psychologicznie wydaje się on spójny. Teściowa uznała Pana za słabego czy osłabionego i weszła na Pana teren. O tyle jej łatwiej, że w reakcjach na jej działania można być skrępowanym wdzięcznością za okazywaną pomoc. To może dotyczyć w większym stopniu żony, ale też i Pana.
      Pan realnie też może się czuć slaby, co w przypadku tak trudnej choroby, nie jest niczym dziwnym. W powstałą lukę weszła teściowa.
      Obszar wychowywania syna, relacji z nim, w Pana sytuacji być może jest jednym z niewielu obszarów poczucia sprawstwa i kompetencji i poczucia wlasnej potencji a także przyjemności jakie Pan odczuwa. Dlatego Pan go tak broni. I bardzo słusznie.
      Choroba, choć komplikuje wiele spraw, nie ubezwłasnowolniła Pana. Syn, który przy udziale mamy i babci, może postrzegać Pana jako słabszego czy potrzebującego ochrony lub wręcz pokonanego nie powinien zatrzymywać i utrwalać takiego obrazu ojca i mężczyzny.
      Dlatego ważna jest Pana rola wychowawcza i słusznie się Pan o nią upomina i jej broni. Jednak to ojciec w procesie wychowawczym jest czynnikiem separacyjnym dziecka od matki, stawia granice, stawia wyzwania. To ważna rola. Dlatego warto też trzymać się swoich metod wychowawczych, nawet w obliczu kłopotów z ich utrzymaniem czy wobec krytyki.
      Nie jest i nie będzie Panu łatwo w takim systemie rodzinnym jaki Pan opisał. Ale nie powinien Pan ustawać w ochronie swoich praw i potrzeb. Robi to Pan dla siebie i syna.
      Oczywiście nie warto stosować metod agresywnych czy odwetowych wobec czy żony czy teściowej. Asertywność, konsekwencja wobec nich i rozmowy z synem na tema różnic w relacjach z dorosłymi, które małego chłopca mogą wpędzać w konsternację to metody dla Pana dostępne z całą pewnością. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • jac45ek Re: Granice Wytrzymałości 22.06.12, 14:39
        Witam, najpierw pozwolę odnieść się do Lena575. Mam wrażenie, że twoje
        motto życiowe to- nie ma złych kobiet, są kobiety skrzywdzone.
        Jeżeli nie wiem, może przez skórę czujesz, że zawłaszczyłem wolność żony, to
        przychodzą mi na myśl synonimy słowa myślący inaczej. Moja żona wybrała
        mnie ponieważ jestem, jak to określiłaś "przewodnikiem stada".

        Na szczęście wypowiedziała się pani psycholog, szczerze mówiąc
        obawiałem się, że z powodu dużego skomplikowania problemu, nie będzie
        pani ryzykowała diagnozy przez internet.
        Bardzo dziękuję, wbrew pozorom, dzięki pani opinii, będę bardziej miękki i skłonny do
        kompromisu, gdyż pani zdanie dodaje mi pewności, że to co robię jest
        słuszne. Z tym poczuciem słusznej sprawy będę w stanie więcej znosić.
        Okazuje się, że warto było napisać na forum o swoim problemie, a
        pisałem go w chwili wzburzenia, poczucia samotności oraz beznadziejnej
        sytuacji. Jakie rady na tym forum dostałem na "dzień dobry", to lepiej
        nie przypominać. Dziękuję jeszcze raz, pozdrawiam i życzę radości z
        pracy i skutecznej pomocy innym potrzebującym.
        • soul.less Re: Granice Wytrzymałości 27.06.12, 21:49
          Jacku, nie powiem, że rozumiem to, w jakiej jesteś sytuacji, potrafię jedynie odnieść się do konfliktu o metody wychowania syna. Ja też mam skrajnie różne podejście do wychowania dziecka od mojej teściowej i poniekąd mąż i podobnie jak Ty, ponieważ pomaga mi ona w opiece nad dzieckiem nie mogę wejść z nią w otwarty konflikt, często muszę ulegać wbrew sobie.
          Skupiam się natomiast na budowaniu relacji z synem. Bardzo się staram nie krytykować metod teściowej przy dziecku bo wiem, że w oczach dziecka stracę.
          Trzymaj się swojej strategii, przecież dzieci instynktownie wolą ramy, granice, czują się przy nich bezpiecznie. Buduj swój autorytet, z którym nawet słodycze teściowej przegrają. Dużo z nim rozmawiaj, tłumacz, objaśniaj świat. 6-cio latek wiele potrafi zrozumieć musisz tylko znaleźć klucz postępowania. Nie możesz jednak robić z tego celu swojego istnienia bo wtedy tylko krok do zaborczości.
          Co do rodziny, teściów, żony to najlepiej sprawdza się przykład. Mój mąż uwierzył w moje metody, kiedy zobaczył efekty mojego działania - czyli grzeczne, radosne dziecko, teściowa dalej wie swoje. Trzymam kciuki :-)
    • damajah Re: Granice Wytrzymałości 27.06.12, 18:14
      Jacku nie czytałam wszystkiego bo tego za dużo ale rozumiem Cię. Nie wiem co Ci doradzić poza rzeczowymi rozmowami - chyba znalezienie w realu jakiegoś wsparcia, kogoś kto pomógłby ci w mediacji z żoną i teściową. Faktem jest że masz pod górkę będąc od nich zależnym ale rozumiem jakim problemem jest patrzenie na to jak Twój syn jest źle wychowywany. Do wszystkich pań napadających na Jacka chciałabym napisać tylko tyle że nawet gdyby Jacek był zupełnie zdrowy i wydolny a miał żonę która odmawia wspólnego frontu wychowawczego i działa totalnie inaczej niż jej mąż to miałby poważny problem z dobrym wychowaniem dziecka. Będąc w takiej sytuacji w jakiej jest ma za mały wpływ na to wychowanie żeby zrobić coś znaczącego.
      Ja mam zdrowego męża a nasz front jest wspólny. Gdyby jemu nagle coś by się stało i byłby niepełnosprawny nawet bardzo nie wyobrażam sobie zmiany frontu, odcięcie jego od wychowywania dzieci, sprowadzenia go do roli kogoś kto ma być wdzięczny za wikt i opierunek ale nie ma nic do gadania...
      Biorąc ślub obiecujemy sobie być razem na dobre i na złe, w szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie. Ten mężczyzna jest chory ale nie powinien być pozbawiony możliwości bycia głową rodziny i uczestniczenia w wychowaniu dziecka!! Świństwem jest to że ponieważ fizycznie jest mocno niesprawny został swojej roli pozbawiony przez niedojrzałą żonę i jej zaborczą matkę (ja to tak widzę) a cierpi na tym dziecko (a ucierpi jeszcze bardziej w przyszłości)

      Nie wiem jak pomóc ale rozumiem,współczuję i życzę poprawy!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja