jac45ek
09.06.12, 16:53
Witam, moja sytuacja jest szczególna, jestem osobą niepełnosprawną, nie poruszającą się samodzielnie.
Mieszkam wraz z żoną i 6 letnim synem, pomagają nam teściowie, mieszkający niedaleko od nas.
Moim jedynym sensem życia jest wychowanie syna i tu zaczynają się kłopoty.
Żona jest jedynakiem, wychowanym tzw "podkloszem", nie będę się rozpisywał co to znaczy, w każdym razie kompletnie się nie nadaje na głowę rodziny. Dziecko traktuje bardziej jako atrakcję i brata niż rodzica, którego obowiązkiem jest wychowanie i ukształtowanie psychiki dziecka.
Rządzi natomias teściowa, uważa, że jest głową naszej rodziny i opiekuje się wnukiem na znany sobie sposób, czyli stara się go wychowywać w ten sam sposób jak wychowała moją żonę. O teściu pozwolicie, że nie będę się wypowiadać.
Wszelkie rozmowy na spokojnie i "na niespokojnie" nic nie dają, robię wydruki z komputera, z opiniami psychologów na takie same tematy, niestety, wszystko jest dobrze, doputy pokrywają się z działaniami teściowej, jeżeli się nie pokrywają, to tym gorzej dla psychologów. Odpowiada, że przesadzają, a ona robi to wszystko dla dobra dziecka. Dodam, że wszyscy są osobami wykształconymi.
Moim dramatem jest to, że zwyczajnie nie mogę zabrać syna i uciec na koniec świata, jestem finansowo i opiekuńczo uzależniony od żony, która w dodatku ma w psychice zakodowane, że to nią powinno się opiekować, a nie ona kimś innym i daje mi to do zrozumienia.
Nie piszcie, że widziały gały co brały, bo nie jest to takie proste i właściwie to nie widziały.
Nie chcę się za długo rozpisywać, na pytania odpowiem. Czy jest dla mnie i dla syna ratunek?