Zostawić przemocowca...

25.06.12, 23:04
Opiszę krótko moją sytuację. Od 6 lat jestem w związku z przemocowcem a przynajmniej tak mi się wydaje. Czytam wasze wypowiedzi w różnych wątkach i wszystko zaczyna układać się w jedną całość. Na początku myślałam, że mąż jest zwyczajnym cholerykiem ale to coś więcej.
Mąż jest stale zły, niezadowolony, czepia się o wszystko, potrafi zepsuć każdą chwilę. Jeżeli akurat nie ja lub moje straszne występki (np nierówno wywieszony na sznurku ręcznik) wyprowadzą go z równowagi to zrobi to padający deszcz lub świecące zbyt mocno słońce, palący papierosy na balkonie sąsiad, moja praca czy też moja rodzina, a ta to mu dopiero przysparza tematów do czepiania się, moja siostra jest niezaradna, matka tylko się wiecznie bawi, są nieodpowiedzialni, leniwi, niewdzięczni itp, nie lubi nikogo z moich znajomych, sam nie ma wielu znajomych, twierdzi, że wszyscy rozjechali się po świecie.
Jestem otoczona agresją, złością, fochami. Do tego teściowa, która mieszka obok, ten sam typ. Dziś siedziała w oknie z miną jakby chciała mnie zabić bo pozwoliłam mojemu synowi taplać się w kałuży - w cholewiakach oczywiście, wiecznie skwaszona, pouczająca, narzekająca.
I najgorsze... mąż potrafi być cudowny (syndrom miesiąca miodowego), dobry tatuś, przykładny mąż, radosny, żartujący, empatyczny po prostu dobroć w czystej postaci. Taki Dr Jakyl i Mr Hyde.
Po takim miesiącu miodowym, kiedy już zaczynam wierzyć, że tak będzie już zawsze, że byłam przecież niesprawiedliwa, że przecież nie było tak źle, że jestem przewrażliwiona, wraca znowu przemocowiec, a ja ryczę jak głupia z żalu i ze złości, że znowu się dałam nabrać!
I teraz moje pytanie, czy z tego zaklętego kręgu jest wyjście? Nie pytam czy można zmienić przemocowca, ten etap mam już za sobą. Już nie wierzę :-( Moje pytanie brzmi czy którejś z was udało się przemocowca zostawić na dobre? I jak się Wam to udało. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi w temacie :-)
    • bibe08 Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 00:02
      Tak, ja jestem takim przemocowcem, którego zostawiono na dobre. Przez jakiś czas byliśmy jeszcze formalnie małżeństwem ale nastąpiła faktyczna separacja od łoża i stołu. Mieszkaliśmy w jednym domu, ale każde na własny rachunek. W tym czasie zrobiłem terapię dla sprawców przemocy, potem terapię dla DDD. Zmieniłem swoje życie, ponownie oświadczyłem się swojej żonie. Powiedziała nie, ale nie chciała rozwodu. Wymyśliła że będzie żoną nie będąc żoną, więc złożyłem pozew o rozwód. Rozprawa trwała nie dłużej niż pół godziny. Teraz mieszkam sam , jestem w związku i jestem szczęśliwy. I to by było na tyle.
      • default Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 07:54
        bibe08 napisał:

        > Teraz mieszkam sam , jestem w związku i jestem szczęśliwy. I to by było na tyle.

        A nowej wybrance już zacząłeś "dawać do pieca", czy jeszcze jesteś na etapie czarowania ?
        (chociaż skoro piszesz, że "jesteś szcześliwy" to pewnie już ją nieźle gnoisz - cóż innego dałoby szczęście przemocowcowi ?)
        • quba Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 10:40
          Defulcie, przecież Bibe napisał, że jest PO TERAPII
          • default Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 13:48
            No i co z tego? Pewnych rzeczy się nie zmieni. Nawet jak pan został na terapii wyuczony pewnych rzeczy, to i tak prędzej czy później natura weźmie górę...
            • kara_mia Re: Zostawić przemocowca... 27.06.12, 21:22
              default - tu mamy do czynienia z kolejnym przemocowcem.
              atakując osoby na forum jest chwilowo w fazie "agresji"; jak wczytam się w posty poszukam fazy"miesiąca miodowego"
      • antheax Ty jesteś szczęśliwy... 06.07.12, 13:13
        A czy Twoja pierwsza żona jest szczęśliwa?

        Jednej kobiecie dałeś przemoc, drugiej dałeś miłość. Wiesz, jak może się czuć pierwsza?
        Niby zaproponowałaś jej, aby drugi raz spróbować. I decyzji oczekiwałeś natychmiast. Powiedziała NIE. A co innego mogła powiedzieć? Mało razy się na Tobie zawiodła? Trzeba było najpierw odbudować zaufanie. To jest wysiłek. Łatwiej jest zabajerować następną...

        Ja myślę, że po latach przemocy pierwsza żona nie zrozumiała, co do niej mówisz. Ty przeszedłeś terapię ale ona pewnie nie przeszła, a jako ofierze przemocy też by się jej terapia przydała. Była Twoją żoną ale się o nią nie zatroszczyłeś tylko się z nią rozwiodłeś
    • asocial Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 11:57
      hmm...
      tak sie zastanawiam, ciekawa bylabym tez opinii pani psycholog..
      Czy w takim przypadku faktycznie mowimy o przemocowcu?
      Nie wiem jaki jest faktyczny obraz zwiazku autorki, ale tak wlasciwie to ludzie czasami maja zle dni. albo i nawet tygodnie.
      moze po prostu jest niezadowolony ze swojego zycia, z pracy, z rodziny i nie wie co z tym zrobic? Moze ma depresje? Z ciekawosci sie zastanawiam, czy czasem nie przesadzamy?
      • squirrel9 Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 12:17
        Ludzie maja i złe lata .... problem w tym, że zwykle takim ludziom jest dobrze jak komuś dowalą, fizycznie albo psychicznie. Jeśli człowiek nie radzi sobie ze złymi nastrojami, zachowuje sie agresywnie i napastliwie, to jest to przemoc. Jeśli tak, jak się zachowuje wobec bliskich słabszych nie zachowałby się wobec rosłego sąsiada - to jest przemoc.
        Zwykle odwracam sytuację - wyobraź sobie, ze tak jak zachowujesz się wobec kogos, on zachowuje się wobec ciebie. Czym to się kończy? Jak się czujesz? Jesli uważasz, ze masz prawo do zachowań wobec innych do jakich ci inni (dorośli) prawa nie mają - to jest przemoc.
        • sebalda Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 14:28
          Robiłaś sobie test z Toksycznych słów Patricii Evans? Na ile pytań odpowiedziałaś pozytywnie? Czytałaś tę książkę?
          Od przemocowców uwalnia się coraz więcej kobiet, bo wreszcie mówi się o przemocy psychicznej, ktora ciało pozostawia nietknięte, ale robi wodę z mózgu i kaleczy emocjonalnie. W sieci jest bardzo dużo materiałów i blogów na ten temat.
          A wyjście z takiego związku zaczyna się od wewnętrzengo wzmocnienia się ofiary. Bez tego nie ma szans na uwolnienie. Chyba że przmocowiec rozwścieczony próbami wybicia się na niepodległość kobiety rzuci się na nią z pięściami. Ale i to często nie pomaga, gdy kobieta podlegała przemocy bardzo długo i przez to jest bardzo słaba i omotana. Bo jedną z technik, na których bazuje przemocowiec, jest wpędzanie ofiary w poczucie winy. Miesiące miodowe temu także służą. On taki wspaniały, oddany, uczynny, kochający, a ona śmie narzekać. To, że czasem wybuchnie? A kto nie wybucha? Że urządzi awanturę z wyzwiskami? Przecież wszystkie małżeństwa się kłócą!!! Że przy nim kobieta czuje się jak gó...? Pewnie nim jest, a on jej robi łaskę, że jeszcze z nią wytrzymuje!!!!!
          • marzeka1 Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 15:55
            A ja polecam lekturę bloga, który wczoraj na e-matce zalinkowała Triss, poczytaj: od tego zacznij blog o życiu z przemocowcem
            • sebalda Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 16:24
              Na tym blogu jest w polecanych inny blog: Uciekam do przodu. Znam z niego fragment pisany przez niejaką Walkirię (Ona ma siłę) - mocna rzecz, niektóre fragmenty bardzo mnie poruszyły. A na Moje dwie głowy trafiłam dopiero wczoraj (też jest na RiCD), nie miałam czasu przeczytać, ale już widzę, że to przydatna rzecz.
              • asocial Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 16:40
                dwie glowy to mocny blog, tez poczytalam sporo z watku triss na innym forum.
                Wg mnie te blogi przedstawiaja zwiazki z socjopatami i psychopatami, imho.

                Nie wiem na ile to sie pokrywa ze stanem faktycznym w domu autorki. Mysle, ze raczej nikt nie szafuje takimi zarzutami bez powodu, a moze moja potrzeba usprawiedliwienia faceta z glownego postu wynika z mojego PMSu i tego, ze od tygodnia zachowuje sie dokladnie tak samo ja ww. maz, a potem pewnie tez zrobie "miesiac miodowy", bo bedzie mi glupio z powodu moich jazd.
                • asocial Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 17:31
                  ok, wczytalam sie jeszcze raz w glowny post i faktycznie cos moze byc na rzeczy.
                  O ile mnie tez nierowno powieszony recznik doprowadza do szalu (ah, ta chorobliwa pedantycznosc), to reszta moze byc mocno niepokojaca.
                  Ale z drugiej strony, czy tak bylo zawsze? bo jesli nie, to moze to naprawde depresja, obsesyjnosc?
                  • sebalda Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 20:41
                    Są psychopaci, są socjopaci, są przemocowcy. I z tymi ostatnimi jest o tyle najtrudniej, że ich działania są często nieoczywiste, podstępne, maskowane. To sfrustrowani ludzie, pełni kompleksów, ktorzy albo wynieśli takie wzorce z domu, albo w domu byli poniżani i poniewierani, nie mieli znikąd pomocy ani wsparcia i w życiu dorosłym odreagowują te problemy. Przemocowość jest rysem charakteru, nie chorobą, nie zaburzeniem psychicznym, stąd nie poddaje się leczeniu.
                    Kompleksy i frustracje najlepiej się leczy, poniżając innych, słabszych, bezbronnych, najbliższą rodzinę. Taki nie podskoczy szefowi ani koledze, ale żonie może, bo ona wybaczy, zawsze wybaczy, szczególnie jak on jej za chwilę zaserwuje swoje drugie oblicze, kochanego i oddanego męża, który się przecież o nią tak troszczy. Taki na ogół nie szlaja się, nie ma kolegów, z którymi poszedłby na piwo, skupia się przede wszystkim na rodzinie. A to skupienie najczęściej polega na tym, by trafić w najczulszy punkt, by zdeprecjonować, skrytykować, poniżyć.
                    Nasza pani psycholog świetnie podsumowała postawę przemocowca w jednym z niedawnych wątków: "Musi Pani pamiętać, że nie ma co liczyć na zmianę męża. On nie ma żadnej motywacji. Straciłby poczucie władzy, które koi jego poczucie niskiej wartości. Czemu miałby się tego pozbywać".
                    • sebalda Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 20:44
                      I jeszcze mój ulubiony cytat z tego forum (by Verdana) idealnie oddający sedno problemu z przemocowcem:
                      „Kobieta, która wyszła za mąż za takiego faceta, na ogół przez wiele lat jest przekonana, że ma w domu troskliwego, sympatycznego, zaradnego faceta, który troszczy się o nią i dzieci, jest uroczy i sympatyczny - a co pewien czas wybucha - bo musi. Bo ona zrobiła coś naprawdę głupiego, bo on się stara, a ona znowu wszystko popsuła, bo on jest inteligentny i tylko dzięki niemu wszyscy mają dom, a ona może najwyżej coś zepsuć i gdyby jego nie było, to świat by się zawalił.
                      To nie jest przypadek pijanego faceta, lejącego żonę, bo zupa była za słona. To przypadek uroczego zazwyczaj faceta, któremu udało się wmówić żonie, że bez niego nie jest nic warta i ze przesolenie zupy to nie przypadek, a bezmyślne marnowanie ciężko zarobionych pieniędzy. Po awanturze (bez przemocy fizycznej) o za słoną zupę taka kobieta jest przekonana, ze maż naprawdę ma rację, a piekło robi z troski o rodzinę - a ona, jak zwykle, nawaliła, głupia taka.
                      Często trzeba lat, albo czegoś przełomowego, aby kobieta w ogóle mogła zorientować się, że jest ofiarą przemocy, a nie troskliwości.
                      Obwinianie jej o to, że żyje wiele lat z takim facetem, to kompletne niezrozumienie mechanizmu tego typu przemocy, ktora zostawia w całości ciało, a robi wodę z mózgu".
                      • asocial Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 21:06
                        Rozumiem, ze verdana jest specjalista od zwiazkow z przemocowcami... Sorry, nie moglam sie powstrzymac- bardzo cenie wiekszosc wypowiadajacych sie na tym forum, wlaczajac zarowno ciebie jak i verdane. Ale nie dam sobie wmowic, ze jesli ktos od czasu do czasu wybucha= przemocowiec.

                        Inna sprawa, jesli kobieta jest zamotana i nie wie zupelnie jak sie zachowac, czy sie postawic, powiedziec ¨spieprzaj dziadu¨, czy moze siedzi cichutko przekonana o swojej winie.

                        Nie wierze, ze zadna z tu obecnych nie zrobila nigdy awantury ¨o nic¨. - uwaga, abstrahuje teraz troche od wychodzacego watku. JAk juz pisalam, zgadzam sie, ze faktycznie
                        cos moze byc na rzeczy.

                        Ale moze po prostu maz jest upierdliwym malkontentem? Moze juz zony nie kocha i irytuje go absolutnie wszystko lacznie z takimi bzdurami jak ten recznik (btw, ja w najgorszej fazie depresji robilam w domu wlasnie awantury o wlasnie o niesymetrycznie powieszony recznik- absurdy wynikajace z fatalnego stanu psychicznego poprawionego terapia i lekami)? Moze sam nie dopuszcza do siebie mysli, ze tej kobiety juz nie kocha?
                        Nie usprawiedliwiam nikogo, staram sie po prostu uniknac kolejnej latwej etykietki, jak nie DDA, to przemocowiec. A moze po prostu zwykly idiota, nieswiadomy wlasnych uczuc. Co wcale nie jest lepsze.
                        • soul.less Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 21:24
                          Gdyby mój mąż był po prostu skur...nem nie miałabym dylematu, ale jest dużo momentów dobrych, pełnej harmonii, gdy czuję, że nikt mnie tak nie rozumie jak on, gdy widzę jakim jest fajnym ojcem, oddanym synem. Po czym przychodzi szpila...
                  • soul.less Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 21:09
                    Oj, daleko mojemu M do osobnika opisanego na blogu Dwie Głowy, działania mojego są o wiele mniej przemyślane i celowe, wynikają bardziej z nieumiejętności radzenia sobie ze stresem, presją, nieprzewidzianymi sytuacjami, zmianami. W chwilach słabości przyznaje się do tego, zdaje sobie z tego sprawę, chce się zmienić ale oczywiście terapia nie wchodzi w grę. Dlatego mam wątpliwości czy mój to taki typowy przemocowiec, jego działania polegają raczej na czepianiu się, zrzędzeniu, wprowadzaniu napiętej atmosfery, rzadko atakuje mnie bezpośrednio - wyzywa itp, częściej rzuca przekleństwa pod nosem. Parę miesięcy temu złamałam nogę: mąż przyjechał po mnie na miejsce wypadku zły, wydarł się na mnie, że musi jechać do mojej pracy podbić książeczkę ubezpieczeniową, bo ja oczywiście nie pomyślałam, żeby mieć aktualną pieczątkę, wściekał się, że musi ze mną jechać do szpitala bo tam nie ma gdzie zaparkować itp. bo on, bo jemu! Potem przepraszał ale w mnie zostało poczucie kompletnego braku wsparcia, zresztą cały czas jakby obrażony był o to, że ja tą nogę złamałam, bo przecież na złość jemu! I takich sytuacji jest wiele, po każdej coraz bardziej się od niego odsuwam.
                    • sebalda Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 21:25
                      Teraz to ja powinnam zgłupieć:P
                      Jak złamałam nogę, mąż mimo obawy o awanturę w pracy (a miał wtedy wyjątkowo wredne szefostwo), zawiózł mnie do szpitala, został tam kilka godzin, bo to było bardzo skomplikowane złamanie, wspierał mnie i opiekował się przez cały dwutygodniowy pobyt w szpitalu bardzo. Może nie jest taki zły:))))
                      Trzeba być wyjątkową szują, żeby wydzierać się na osobę, która złamała nogę i to z powodu pieczątki i braku miejsca na parkingu, wrrrrrr. To skupienie się na sobie i własnej niewygodzie, to też typowe dla przemocowca.
                      Wszyscy mamy gorsze dni, możemy się zdenerwować z błahego powodu, ale na ogół nie zdarza się to notorycznie, nie wyżywamy się z byle powodu na najbliższych, mamy jakieś hamulce. Normalny człowiek też się nie fochuje, a tutaj chyba to też jest grane. Normalny człowiek nie odsuwa żony od rodziny, ma przyjaciół.
                      A tak naprawdę miernikiem jest to, jak się w tym czujemy. Jeśli zachowania najbliższego człowieka nas poniżają, dręczą, powodują zamieszanie w głowie, konsternację, niepewność, odczuwamy ciągle napiętą atmosferę, to jest znak, że to nie jest burzliwy związek, obcowanie z lekko nerwowym osobnikiem, ale coś dużo poważniejszego. Miarą jesteśmy my i nasze odczucia.
                    • caelum Re: Zostawić przemocowca... 27.06.12, 09:50
                      Piszesz o moim mężu? :)

                      Mam taką swoją teorię, że żeby zostać klasycznym przemocowcem trzeba mieć ponadprzeciętny intelekt. Mężowie tacy, jak mój, są całkiem przeciętni (zbyt leniwi, żeby przemyśliwać strategie?). I wtedy powstaję taki, jak opisujesz pseudo-przemocowiec-malkontent. Nie uderzy, nie zwyzywa, ale codziennie będziesz się zastanawiać z rana, co tym razem wywoła jego skrzywioną minę i komentarze rzucane pod nosem).

                      Piszesz o tym wypadku i od razu przypomina mi się śmiertelna obraza mojego męża, kiedy zmasakrowałam sobie wielki palec u stopy na całodziennej wyprawie w tatrach i następnego dnia nie mogliśmy wyruszyć na kolejną wycieczkę. On miał już przecież wszystko przygotowane, cały plan, a ja ośmieliłam się "zachorować sobie" nogę. Nie odzywał się do mnie kilka dłuuugich godzin, później wybuchła okropna awantura. Przecież to jasne, że zrobiłam sobie to sama na złość jemu... Palec leczyłam później równo pół roku.
                      Niecałe dwa miesiące temu nasz młodszy syn trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Mąż przede wszystkim był zachwycony tym, że będzie mógł się w nocy wysypiać.. (Fakt, młody w nocy sypiał w szpitalu fatalnie). Łaskawie bąknął, że może na jedną noc się ze mną zamieni. Jak już przywyknie do tej myśli. A w ogóle to wymyślam, bo inne baby siedzą i nie narzekają. Kolejna awantura, którą jego zdaniem ja wywołałam, bo "przecież wiesz, że ja zawsze chętnie ci pomogę", później przepraszanie. Na koniec zmieniał się ze mną co noc... Dobry mąż, prawda?

                      Od jakiegoś czasu zaczęłam sobie zapisywać każdą z takich sytuacji, mam tendencję do szybkiego zapominania tego, co złe, albo po prostu jest tego zbyt wiele, żeby wszystko spamiętać? :)

                      Trzy razy zaczynał terapię. Ostatnia po tym, jak na kilka dni zwyczajnie uciekłam z własnego domu... Każdą terapię porzucał po dwóch-trzech spotkaniach. Przestałam liczyć na cokolwiek. Ja sama jestem po półtorarocznej terapii (niedokończonej przez druga ciążę). Od kilku miesięcy non stop na tabletkach na nerwicę. Dawno już przestałam toczyć wielogodzinne czy nawet kilkudniowe dyskusje, próby porozumienia, ustalenia, wyjaśnienia. Moja odpowiedź na jego "próby" rozmowy o kolejnej kłótni jest jedna "Wszystko co mówisz, to puste słowa". Bo wszystko, co słyszę, to tak, jak sama napisałaś - bo on, bo jemu, jego. Te "rozmowy" to wielkie wybuchy emocji a potem grzeczne, kulturalne obietnice postarania się bardziej, takie właśnie "puste słowa". Nasłuchałam się tego w ciągu ośmiu lat związku.

                      Gdybym miała pracę (teraz na co dzień pomagam mężowi w jego firmie), z pierwszą pensją poszłabym prosto do adwokata. Niestety mogę liczyć tylko na siebie a przy dwójce małych dzieci muszę rozegrać to "z głową".
    • julinekk Re: Zostawić przemocowca... 26.06.12, 21:10
      Pytasz czy komus sie udalo wyrwac z takiego zwiazku- ja jestem taka osoba, ktora zostawila przemocowca po 7 latach. Nie bylo latwo, bo mieszkalismy za granica, ja nie znalam dobrze jezyka, nie mialam znajomych ani dobrej pracy, za to male dziecko (2latka). Po kolejnej awanturze zakonczonej szarpaniem mnie, straszeniem i wyzywaniem od najgorszych poczulam ze mam dosc takiego zycia. Nastepne 9m-cy uplynelo zanim poczulam sie gotowa zeby go zostawic. Od tego czasu minelo 5 lat, jestem w szczesliwym zwiazku, oczywiscie zmory z przeszlosci daja o sobie znac, ale da sie na tym pracowac, niegdy nawet przez sekunde nie zalowalam swojej decyzji. Skoro rozwazasz rozstanie, jestes na dobrej drodze, tylko musisz do tego dojrzec. Powodzenia:)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Zostawić przemocowca... 04.07.12, 22:42
      soul.less napisała:
      Moje pytanie brzmi czy którejś z was udało się przemocowca zostawić na dobre? I jak się
      > Wam to udało.

      Nie jestem pewna czy odpowiedzi na tak zadane pytanie będą Pani pomocne. To jasne, że jednym osobom się udało, innym nie. I że taka decyzja zależy od stopnia przemocy stosowanej przez przemocowca, nałożonej na osobowość ofiary tej przemocy.
      Dlatego, to Pani musi rozpoznać, czy jest Pani gotowa odejść od męża, który Panią rani, a rana jest bolesna, czy mąż narusza Pani poczucie godności, wpędza w rolę ofiary i osłabia. Musi Pani rozpoznać czy z takiej pozycji ofiary może się Pani bronic, stawiać granice czy też jest Pani uległa, pełna poczuć winy i sparaliżowana w działaniu.
      Pani uznała męża za przemocowca, tak się Pani czuje w jego obecności i w związku z nim.
      Teraz musi Pani uznać swoją rolę u jego boku i jej koszt. I albo Pani, jako osoba autonomiczna i dojrzała zdecyduje się odejść lub z tych samych powodów, jako osoba autonomiczna i dojrzała zdecyduje się Pani pozostać, bo uzna Pani , że koszt bycia razem nie jest zbyt wysoki, a walory pojawiającej się harmonii w związku są nie do przecenienia.
      To co chcę Pani przekazać, to to, że ocena Pani wnętrza i jego możliwości należy do Pani. I tylko z teperspktywy może Pani ocenić czy podlega Pani władzy przemocowca czy też jest Pani w stanie się jej przeciwstawić. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja