związkowy mętlik

03.07.12, 23:12
Sprawa jest skomplikowana, acz nie tyle rodzinna, co związkowa. Mam w głowie totalny mętlik, może tu znajdę jakąś poradę? Uprzedzam, będzie długo.
Mam 23 lata. Od pięciu lat spotykałam się z chłopakiem - fajnym, zabawnym, nieco starszym. Owszem, bywały kłopoty - wynikały głównie z tego, że chłopak nie podzielał moich pasji (literatura, polityka, historia) i wiecznie wygadywał, że zajmuję się bzdurami, podczas gdy mnie denerwowało jego kompletny brak zainteresowania tymi sprawami i podstawowe luki w wiedzy o świecie, których nie chciał za nic uzupełniać. Prowadziło to do scysji, ale dawało się uklepać. Gorsza sprawa dotyczyła naszych planów na przyszłość. Już kilka razy przeżywaliśmy dłuższe rozstania (mój 10-miesięczny wyjazd na au pair, jego półroczną pracę za granicą). Ostatnio jednak mój chłopak zrobił (wielkim wysiłkiem, trzeba mu to oddać) uprawnienia zawodowe w USA, znalazł tam pracę, dostał wizę i prawie rok temu wyjechał. Chce, żebym do niego dołączyła, ale nie oferuje niemal żadnej pomocy. Ja rozpoczęłam tu drugie studia, które mnie niebywale wciągnęły, a pierwszy kierunek skończę za rok. Tylko że nie chcę pracować w zawodzie, do którego przygotowały mnie moje pierwsze studia, chciałabym skończyć drugie i to w tym zawodzie pracować. Nie za bardzo byłam zresztą na tym etapie w stanie znaleźć jakąkolwiek robotę w Stanach, która jeszcze dałaby mi wizę. Na wyjazd turystyczny mnie nie za bardzo stać, zresztą to nie o to chodziło. Najłatwiej byłoby, gdybyśmy wzięli ślub (przysługiwałaby mi wiza), ale mojemu chłopakowi się nie spieszyło, mimo moich wyraźnych nacisków.
Tak wyglądała sytuacja, kiedy zaczęła się burza.
No więc, na tym fajnym drugim kierunku cholernie spodobał mi się pewien wykładowca. Nie dopuszczałam do siebie długo tej myśli (bo tu chłopak w Stanach, kłótnie o ślub...), ale taki fakt. Inteligentny, oczytany, zaimponował mi strasznie - pod tym względem jest przeciwieństwem mojego chłopaka. No i wiadomo: starałam się na jego zajęciach, łaziłam na dyżury, zgłosiłam się na pisanie pracy pisemnej. Coś się ruszyło. Jak była ładniejsza pogoda, omawialiśmy moją pracę w parku. Niepostrzeżenie zdarzało się zejść na tematy prywatne. Rozmowy trwały godzinami. Ale ja byłam potwornie spięta, nie przeszłam z człowiekiem na "ty", choć mi proponował. Coś rzuciłam o chłopaku, planach wyjazdu do Stanów. Byłam też przekonana, że mam do czynienia z żonatym gościem, co mnie dodatkowo blokowało. Dopiero niedawno okazało się, że jest po rozwodzie: w trakcie jakiejś rozmowy zaczął mi się zwierzać ze swojego nieudanego małżeństwa. Dzieci nie ma. Ogólnie rzecz biorąc, choć starszy o ponad 10 lat i choć wykładowca - to sprawa zaczynała się klarować. W końcu do mnie dotarło, co się kroi, więc przemyślałam sprawę, przeryczałam kilka nocy i postanowiłam wejść w ten układ, ale pod dwoma warunkami: że zerwę z moim chłopakiem i że zakończę wszystkie formalne związki z wykładowcą (czyli musiał się skończyć semestr). No i tak zrobiłam. Ciężko było, odchorowałam strasznie to zerwanie, przeprowadzone telefonicznie w środku nocy (różnica czasu) w kiblu (żeby nie budzić współlokatorek). Nie powiedziałam nic o tym drugim facecie, po prostu postawiłam na ostrzu noża sprawę ślubu i pod tym pretekstem zerwałam. Tymczasem starałam się trzymać mojego wykładowcę na jaki-taki dystans, raz czy drugi wymówiłam się od spotkania. Semestr się skończył, dostałam wszystkie oceny i postanowiłam powiedzieć o zerwaniu z chłopakiem.
Umówiliśmy się wieczorem (pierwszy raz się coś takiego zdarzyło). Łaziliśmy nad rzeką wiele godzin, wypiliśmy mnóstwo alkoholu, ja się pozwierzałam, iskrzyło jak diabli, uśmiechy, dotknięcia, ogólnie rzecz biorąc atmosfera była taka, że powinniśmy wylądować jeśli nie w łóżku, to przynajmniej obściskując się na trawie. A tu - nic.
No i o trzeciej nad ranem dowiedziałam się w czym rzecz. Otóż facet od czasu rozstania z żoną (a nawet wcześniej, jak już się sypało) smalił cholewki do pewnej dziewczyny. Która (skądinąd po naprawdę ostrych przejściach) nie chciała się angażować. I regularnie się z nim spotykała, ale nie pozwalała na nic więcej. Lecz - hahaha, teraz będzie ironicznie - jak zauważyła, że coś się dzieje między nami, to zmieniła zdanie. I dosłownie trzy dni przed naszą wyprawą w miasto, po jednym z tych razów, kiedy wymówiłam się od spotkania, umówiła się z nim i poszli do łóżka.
I teraz mój pan wykładowca czuje się w związku z tą dziewczyną, więc choć - cytat: "nie może powiedzieć, że się we mnie nie zakochał" (!!!), to nie może zrobić jej takiego świństwa, żeby z nią zerwać. Dwa dni później okazało się również, że dziewczyna sobie nie życzy, żebyśmy się widywali (no cóż, z jej strony rozsądnie, jeśli dobrze oceniam to, co między nami).
Mam wrażenie, że mnie coś po prostu rozrywa na kawałki z wewnętrznego bólu. Sprawa kosztuje mnie tyle, że niemal nie jestem w stanie tego unieść. Staram się jakoś poukładać wszystkie te kawałki, jakoś się pozbierać do kupy i nie mogę. Mam mnóstwo dobrej woli, staram się nie mieć żalu, ale mam - i to taki, że nie jestem w stanie tego opisać. Że jestem zakochana, to już wiem od jakiegoś czasu, teraz tylko czuję się jeszcze wykorzystana - choć z drugiej strony to przecież ja sama trzymałam dystans, żeby nie rzucać się w ramiona faceta, który miał mi zaraz wystawić trzy oceny na semestr. Pluję sobie w brodę (to mało powiedziane!), że chciałam być taka porządna (tak czy siak dostałam najlepsze możliwe stopnie, więc co to za różnica by była...).
Mój chłopak ze Stanów wydzwania do mnie po nocach i usiłuje przekonać, żebym do niego wróciła. Trochę się łamię, ale to przecież bez sensu: teraz zupełnie nie on mi w głowie, zresztą sytuacja się nie zmieniła: nie mam jak do niego przyjechać. Z drugiej strony wiem, że nie mam już szans u tego, na kim mi zależy. Idą wakacje, przez trzy miesiące nie będzie żadnego kontaktu, nieco zapomniana miłość mu się odświeży i tyle. Bądź co bądź facet przez kilka lat startował do dziewczyny, to teraz nie odpuści tak szybko. A i z jej strony (choć prawie jej nie znam) wydaje mi się, że długa przyjaźń i poczucie zagrożenia wystarczą, żeby faceta nie puścić. Nie wiem, jak ja przetrwam najbliższe miesiące: taka byłam pilna od tych wszystkich spraw, że nawet nie mam we wrześniu egzaminów. W planach wypad z koleżanką w góry i miesiąc pracy po pół dnia. Poza tym brak planów - pojadę do domu i będę ryczeć w poduszkę. Jakie to wszystko niesprawiedliwe! Jakieś rady, pocieszenia?
    • nat.wroclaw Re: związkowy mętlik 03.07.12, 23:53
      >>Jakieś rady, pocieszenia?

      Miedzy 02-13 sierpnia z niemal wszystkich miast w Polsce ruszają piesze pielgrzymki do Częstochowy. Rada: iść (cześciowo na kolanach) i dziękować Bogu że wewnętrzny ból rozrywa Ci piersi z powodu:

      1. (ex)chłopaka w Stanach
      2. niewiernego wykładowcy
      3. bliżej nieznanej funi z jego łóżka

      pozdrawiam szczerze i zyczliwie, naprawde :)
      • kostruszka Re: związkowy mętlik 04.07.12, 00:29
        Matko, jaki ty masz fach w ręku - Łepkowska wysiada!
        Spisz to wszystko ze szczegółami i podziałem na role, a potem wyślij do tiwi - jak zrobią telenowelę, kasa na bilet do Stanów gwarantowana i już masz jeden problem z głowy :)
        • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 04.07.12, 00:43
          Tylko dlaczego panu ze stanów poświęciła aż 1/3 tekstu? Przecież wystarczyłoby o nim wspomnieć (w góra jednym zadniu) dopiero podczas wymieniania powodów opóźnionej konsumpcji pana nr 2:-)
          • ajaowszem Re: związkowy mętlik 04.07.12, 07:18
            Hmm... bo sprawa jest na tyle świeża, że można łatwo wrócić do status quo ante. Chłopak w Stanach o całej historii nic nie wie. Jako że do niczego nie doszło, można sprawę uznać za niebyłą (no dobra, trochę to będzie nieuczciwe, ale tylko trochę). Wiem, brzmi idiotycznie (dla mnie też), ale jest to jakaś opcja.
        • ajaowszem Re: związkowy mętlik 04.07.12, 07:20
          Tak, telenowela też mi się nasunęła. Szczerze mówiąc, marne pocieszenie, że się człowiekowi przytrafiają historie jak z marnej produkcji telewizyjnej.
      • franulina Re: związkowy mętlik 05.07.12, 13:06
        Co do pielgrzymki: wszystko fajnie, śmichy-chichy, tylko jedną rzecz trzeba uwzględnić. Historie tego rodzaju często powodują, że człowiekiem rzuca w jakieś dziwne strony i ląduje nie wiadomo gdzie. Bardzo łatwo sobie po takich przejściach spaprać życie. Wiem, bo sama tak miałam i ledwo się wygrzebałam. Taki liebeskummer, jak mawiają Niemcy, potrafi być przeżyciem absolutnie wstrząsającym, wywracającym wszystko do góry nogami. Ludzie w takim stanie popełniają zabójstwa i samobójstwa, zaczynają ćpać, uciekają z domu, posuwają się do przemocy, popadają w depresję, nerwicę, alkoholizm i co tam jeszcze. Więc warto dziewczynie dać wsparcie, zanim za dwa lata napisze, że z tej rozpaczy zrobiła sobie dziecko z przypadkowym gościem, rzuciła studia i związała z przemocowcem, bo tak pięknie do niej mówił, kiedy była cała rozbita. Tyle na temat.
    • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 04.07.12, 01:33
      facet przez kilka lat startował do dzi
      > ewczyny, to teraz nie odpuści tak szybko. A i z jej strony (choć prawie jej nie
      > znam) wydaje mi się, że długa przyjaźń i poczucie zagrożenia wystarczą, żeby f
      > aceta nie puścić.

      A chciałabyś być z nim tylko dlatego, że ona go puściła? Czy wolałabyś być z nim dlatego, że on chciał być z Tobą...

      Może ona podobała mu się właśnie dlatego, że była taka niedostępna? Zaczęła z Toba rywalizować, okazała zaangażowanie, zazdrość i jej pozycja tak jakby zaczęła spadać...

      > I teraz mój pan wykładowca czuje się w związku z tą dziewczyną, więc choć - cyt
      > at: "nie może powiedzieć, że się we mnie nie zakochał" (!!!), to nie może zrobi
      > ć jej takiego świństwa, żeby z nią zerwać.

      Dalej wielka miłość? Czy już tylko "odpowiedzialność bo z nim poszła"? Jeśli to drugie to nie wróże im długiego związku. Nie mają zobowiązań, zbyt wielu wspólnych przeżyć, dopiero początek. W takich sytuacjach raczej "nowe ekscytujące" wygrywa z przyjaźnią. No i gdy marzenie się spełni to już tak trochę przestaje cieszyć, rzeczywistość odziera je z idealności...

      Ty ciągle jesteś nowa, niezdobyta no i nie oszukujmy się, młodziutka:-)

      Złap trochę dystansu, nie rywalizuj, nie spiesz się, żyj swoim życiem, nie stawiaj pana na pierwszym miejscu. Jeśli bedzie chciał to sam zawalczy!
    • kol.3 Re: związkowy mętlik 04.07.12, 07:08
      Skoncz sobie te interesujące studia, olej pana wykładowcę, którego trochę wyidealizowalaś, naprawdę nie zawsze interesujący intelektualnie, oczytany facet nadaje się do praktycznego życia. Czy z facetem w USA jest Ci faktycznie po drodze?. Raczej nie. Szukaj trzeciego pana.
    • amb25 Re: związkowy mętlik 04.07.12, 07:47
      Moj znajomy z Ameryki twierdzi, ze zona dostanie wize ale juz pozwolenia na prace niekoniecznie. Czesto nawet zony ktore nie maja obywatelstwa amerykanskiego nie moga otworzyc swojej dzialalnosci gospodarczej. On twierdzi ze zna kilka malzenstw ameryk/finskich gdzie zobny siedza w domu bo nie dostaly pozwolenia ani na prace ani na otworzenie biznesu. A Finki sa bardziej niezalezne niz Polki.
      Czasami otrzymanie pozwolenia na prace zajmuje lata. W stanach jest inny system ubezpieczen spolecznych, edukacji, zabaezpieczenia socjalnego itp. Podobno urlop 2-tygodniowy to dlugi urlop i nieczesto sie go dostaje. Przecietny czas dlugiegoo ok. 12 dni.
      Dlatego najlatwiej dostac pozwolenie na prace jesli to pracodawca twojego meza o nie wystapi dla ciebie. Ale i to nie gwarantuje sukcesu, chyba ze twoj maz jest cenionym specjalista itp.
      Czesciowo to wszystko zalezy od prawa stanowego.
      JEsli podejmiesz decyzje o wyjezdzie dowiedz sie o te wszystkie "drobnostki", albo nawet anim ja podejmiesz, bo np dla mnie siedzenie w domu w roli kury domowej byloby raczej dolujace, tym bardziej ze mezowie siedza tam w pracy caly dzien.
    • ajaowszem Re: związkowy mętlik 04.07.12, 07:53
      Usiłuję w całej tej sprawie nie oskarżać nikogo, zakładam, że wszyscy mieli dobre intencje. Ale kilka myśli nie daje mi spokoju. Czy coś ze mną jest nie tak, że zapewnienia o uczuciach nijak się mają do praktyki? Czemu mój chłopak potrafi przez trzy godziny zapewniać mnie, jak to bardzo mnie kocha, a potem odmawia jakiegokolwiek zaangażowania w sprawę wizy? Czemu dorosły, co by powiedzieć, facet, rzekomo się "zakochuje", po czym zostawia mnie na lodzie? Usiłuję wyjść z twarzą z całej tej sytuacji i nijak nie mogę. Czuję się jak jakiś śmieć, z którym można zrobić, co się chce, a na pewno nie trzeba się z nim liczyć.
      • kol.3 Re: związkowy mętlik 04.07.12, 08:06
        O ludziach świadczą czyny a nie piękne słowa. Jest sporo facetów, którzy są specjalistami w pięknych słówkach ale w praktycznym życiu nie można na nich liczyć. Niepotrzebnie czujesz się jak śmieć. Nie dołuj się bez sensu. Człowiek zbiera doświadczenia i uczy się.
      • franulina Re: związkowy mętlik 04.07.12, 09:17
        Kochana!
        Po pierwsze - tak, to są poważne sprawy. Nie przejmuj się głupawymi żarcikami powyżej. Owszem, można mieć dużo gorsze kłopoty (a zwłaszcza kłopoty, które same nie miną i które trudno rozwiązać), ale Twoja sytuacja nie jest fajna. Nie jest fajnie dostać po łbie za to, że się stara być fair wobec wszystkich, a także - tu moja opinia - za to, że jest się młodą i naiwną (w pozytywnym sensie) dziewczyną.
        Moje rady:
        Potraktuj tę sytuację jako chrzest bojowy. Przerycz, ponarzekaj, pozwierzaj się przyjaciółce, wynagródź sobie jakoś całą tę sprawę. Będziesz miała teraz ciężki okres, nie będziesz potrafiła się odnaleźć w życiu. Daj sobie na to pozwolenie, pamiętając tylko o podstawowych zasadach (gdyby np. przyszło Ci do głowy rzucić się w ramiona byle kogo, co się często zdarza, to nie zachodź w ciążę i nie przyjmuj oświadczyn po miesiącu). Niech ta sprawa przewartościuje jakoś Twoje życie, oby w dobrą stronę. Zastanów się, co jest dla Ciebie ważne w związku, w życiu, jaka jesteś i jaka chciałabyś być. Nie spiesz się z odpowiedziami, próbuj, szukaj. Takie życiowe katharsis często jest potrzebne. Masz teraz czystą kartę, zacznij za jakiś czas wszystko od nowa, tylko inaczej;)
        Po drugie: nie daj się za żadne skarby wciągnąć w para-związek z żadnym z panów o których piszesz. Sytuacja zawieszenia, niemożność wyjazdu, bycie na odległość z osobą, do której się straciło serce na rzecz kogo innego - nic z tego dobrego nie wyniknie. Z drugiej strony: wodzenie tęsknym wzrokiem za kimś, kto postanowił związać się z kimś innym, wygrywanie jego sentymentów, skłanianie do gry na dwa fronty, rywalizacja z inną kobietą o względy faceta, ustawianie się w pozycji "ćwierć-kochanki" też doprowadzić może co najwyżej do katastrofy. Jeżeli miałabyś się związać z którymkolwiek z tych panów, to tylko kiedy sytuacja będzie czysta: on będzie chciał, ty będziesz chciała i nie będzie w tym wszystkim nikogo trzeciego. Trudno. Spróbuj zerwać kontakty z jednym i z drugim, chociaż wiem, że to brzmi teraz jak koniec świata. Ale nie ma lepszego sposobu, żeby zostawić te historie poza sobą.
        Brzmisz jak osoba, która raczej działa niż pozwala się nieść życiu. Tego się trzymaj. Nie dawaj się wplątać w sytuacje, w których będziesz cierpieć.

        Przyznam, że sama doświadczyłam prawie dziesięć lat temu podobnej (pod pewnymi względami) historii. Też była wielka miłość, też wszyscy chcieli dobrze, a to ja zostałam na lodzie. Powiem Ci, że do dziś ta sprawa jest ważną częścią mojego życia - ale już w pozytywnym sensie. Dowiedziałam się wiele o sobie, przemyślałam sporo spraw. I nauczyłam, że nie wolno dawać się wtłoczyć w rolę przegranego - bo ta rola jest w głowie. Że kiedy sytuacja staje się nie do zniesienia, należy działać. Oraz, że nie należy doprowadzać do sytuacji nie do zniesienia, interweniując zawczasu.

        Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się dzielnie! F.
      • drzewachmuryziemia Re: związkowy mętlik 12.12.12, 00:17
        nic z tobą nie jest tak, po prostu trzeba patrzec na czyny a nie na słowa - te dwie rzeczy u ludzi się bardzo często rozmijają
    • bretoff Re: związkowy mętlik 04.07.12, 08:32
      ajaowszem napisał(a):

      >Chce, żebym do niego dołączyła, ale nie oferuje niemal żadnej pomocy...
      > Tylko że nie chcę pracować w zawodzie, do którego przygotow
      > ały mnie moje pierwsze studia, chciałabym skończyć drugie i to w tym zawodzie p
      > racować. Nie za bardzo byłam zresztą na tym etapie w stanie znaleźć jakąkolwiek
      > robotę w Stanach, która jeszcze dałaby mi wizę. Na wyjazd turystyczny mnie nie
      > za bardzo stać, zresztą to nie o to chodziło. Najłatwiej byłoby, gdybyśmy wzię
      > li ślub (przysługiwałaby mi wiza)



      On moze chciec ale o tym kto moze wjechac do ameryki decyduja wladze amerykanskie a nie obcokrajowiec ktoremu pozwolono tam goscinnie pracowac .
      Na jakiej podstawie chcialabys otrzymac wize H-1b ( Twoj chlopak w 99.99% wlasnie taka ma , jest to wiza dla wysokiej klasy specjalistow z dziedziny np. nauki , architektury , medycyny ) jezeli nieukonczylas jeszcze zadnych studiow .
      Starajacy sie o wize pracownicza moga wpisac w aplikacji wspolmalzonka i moze on dostac wize wjazdowa ale nie upowaznia ona do podjecia pracy , tak wiec moglabys co najwyzej gotowac malzonkowi zupe , lepic pierogi i robic loda .

      P.S. W sprzyjajacych okolicznosciach gdy Twoj chlopak bedzie mial prace i work permit przez conajmniej 6 lat wowczas bedzie mogl sie ubiegac o green card czyli pozwolenie o pobyt staly .

      • ajaowszem Re: związkowy mętlik 04.07.12, 09:25
        Z wizą i ślubem sprawa wygląda tak, że byłby to plan długofalowy. Nie chodzi mi o pobieranie się natychmiast, bo faktycznie wiele by mi to nie dało. Ale np. za rok czy dwa - owszem. Mogłabym skończyć jedne studia, przyspieszyć drugie, poszukać czegoś za oceanem (chociaż teraz trudno tam o pracę). Chodzi tylko o to, żeby również mój chłopak CHCIAŁ coś z tym zrobić. Propozycja ślubu (albo choćby wymęczona zgoda, niech tam) byłaby świadectwem dobrej woli. Nawet perspektywa dwóch lat osobno jest jakoś do zniesienia, jeśli ma się PLAN. Na razie wygląda to tak, że on jest w Stanach, ja jestem w Polsce, on żąda ode mnie poszukiwania pracy w Stanach, zdalnie, podczas kiedy nie mam jeszcze żadnych uprawnień. A przecież mógłby: a) włączyć się w poszukiwania, skoro jest na miejscu (przekonałby się też, że ja nie ściamniam, mówiąc, że nie ma jak czegoś znaleźć w mojej sytuacji), b) zaplanować ślub, dać mi skończyć studia, ściągnąć do siebie na wizę współmałżonka, żebym będąc już tam szukała czegoś dla siebie (a znalazłszy - zmieniła rodzaj wizy, na której jestem).
        • verdana Re: związkowy mętlik 04.07.12, 09:35
          Nie pocieszę Cię.
          Piszesz o 5-letnim związku z chłopakiem. Ale z tych pięciu lat spędziliście razem może trzy, moze 2,5. Od roku facet jest w Stanach. Rok w wypadku takiego, dosyć kruchego i nieustabilizowanego związku to wieczność. Przy czym problem podstawowy polega na tym, zę chłopakowi w Stanach jest dobrze tak jak jest. Czyli mowiąc brutalnie i wprost - nie ma ochoty, abyś do niego dołączyła.
          Podejrzewam, zę kogoś tam ma. Ty jesteś dziewczyną zapasową, na wypadek powrotu do Polski. Albo dziewczyną dobra na przyszłą zone, jesli nie trafi sie coś lepszego. Na pewno w tej sytuacji o zwiazku nie ma już mowy, bo facet nie jest w tej chwili zainteresowany Twoim towarzystwem, cokolwiek by nie mówił. Ani ślubem. Ani, przykro mi, nawet Tobą.
          Rada - jesteś bardzo młoda, zakończ znajomość z panem ze Stanów i poszukaj jakiegoś innego faceta.
        • wies-baden Re: związkowy mętlik 04.07.12, 12:44
          Kryzysowa narzeczona?
        • paulina7171 Re: związkowy mętlik 04.07.12, 14:36
          Propozycja ślubu (albo choćby wymęczona zgoda, niech tam) byłaby świadectwem dobrej woli.

          Ajaowszem, wybacz niedelikatność, ale aż mi się ciśnie.

          Czyjej dobrej woli? Tego pana?

          Powiedz mi, czy jesteś aż tak zdesperowana, żeby przyjąć za akt "dobrej woli" ochłap w postaci wymęczonej zgody na ślub?

          Możesz zawczasu szykować pozew o rozwód.

    • bretoff Czy jest tu doktor ... 04.07.12, 20:09
      ... specjalista od czubkow ? :

      ajaowszem napisał(a):

      > Mam 23 lata. Od pięciu lat spotykałam się z chłopakiem ... No więc, na tym fajnym drugim kierunku cholernie spodobał mi się pewien wykładowca . Nie dopuszczałam do siebie długo tej myśli (bo tu chłopak w Stanach, kłótn
      ie o ślub...)



      ajaowszem napisał(a):

      > Ja tak miałam, ale przed urodzeniem dziecka. Jak zaszłam w ciążę i rzuciłam robotę
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,137019931,137134112,Re_zmeczenie_i_wypalenie_zyciem_w_wieku_30_.html


      • ajaowszem Re: Czy jest tu doktor ... 04.07.12, 21:02
        Nie wiem, kto napisał tamtego posta, bo nie ja. Korzystam z netu w kafejkach, może się gdzieś nie wylogowałam.
        • lady-z-gaga Re: Czy jest tu doktor ... 04.07.12, 22:38
          ajaowszem napisał(a):

          > Nie wiem, kto napisał tamtego posta, bo nie ja. Korzystam z netu w kafejkach, m
          > oże się gdzieś nie wylogowałam.

          Aplauz !!!!!! :D
          Głupszego wytłumaczenia nikt by nie stworzył.
          • ajaowszem Re: Czy jest tu doktor ... 05.07.12, 08:11
            Dobra. Dziękuję wszystkim, którzy chcieli pomóc. Mam teraz na głowie ważniejsze sprawy niż zastanawianie się, kto i co pisał wykorzystując mój nick. Pozdrowienia, zwłaszcza dla franuliny: dzięki za słowa wsparcia.

    • orzeska Re: związkowy mętlik 04.07.12, 21:24
      No, nieźle się wkopałaś, dziewczyno. Ale, pomyśl - tak naprawdę nie stało się nic. Jesteś młoda, wolna, pewnie zdolna i zaradna. Wszystko przed Tobą. Wrzuć na luz, daj sobie czas i zacznij wszystko od nowa.
    • orzeska Re: związkowy mętlik 05.07.12, 12:03
      Jeszcze jedno dodam. Otóż wyszłam za faceta, który mi imponował intelektualnie. I mam wśród swoich znajomych (a właściwie znajomych męża) wielu takich ludzi. Takie środowisko. Mogę powiedzieć, że naprawdę różnie można trafić. Owszem, w moim przypadku wyszło średnio pod różnymi względami. Np. życie seksualne właściwie nie istnieje. (No, ale o to, jak rozumiem Ty byś się nie musiała kłopotać, bo Twój niedoszły facet prowadzi, z tego co rozumiem, dość bujne życie erotyczne).
      Powiem tak: fascynacja intelektualna jest takim samym początkiem związku jak każdy inny. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, jak taka osoba funkcjonuje w związku. Więc tak naprawę nie masz pojęcia, na co mogłabyś trafić.
      • ajaowszem Re: związkowy mętlik 05.07.12, 12:19
        Właśnie odbyłam kolejną piekielną rozmowę z moim (ex)chłopakiem. Zadzwonił jak u nas było rano, bo wieczorami nie odbieram już telefonów, a na skypie w ogóle go wyłączam. Zaczął mi wygadywać, że na pewno sobie znalazłam kogoś innego, że jestem wobec niego nie fair, bo przecież od początku znajomości wiedziałam, że planuje wyjechać do Stanów (prawda), że go zawsze wspierałam w jego planach (częściowo prawda - pomagałam, ale zawsze starałam się dopytać, co będzie z nami. Bez skutku). W każdym razie proponuje, żebyśmy pojechali razem na wakacje - zarabia, to zapłaci. Zaczął mi proponować różne wspaniałe miejsca, jak to sobie odpoczniemy, wszystko przemyślimy, jak będzie nam fajnie razem. A jak odmawiałam, to na nowo gadka, że na pewno kogoś mam. Trudno mi było jednoznacznie zaprzeczyć, a to go jeszcze bardziej nakręcało. W każdym razie w sprawie wakacji powiedziałam, że się zastanowię. Mam wrażenie, że zaraz mnie coś rozerwie w duszy. Nie wiem nawet, jak nazwać to uczucie. Siedzę tylko i ryczę. Boję się wrócić do domu rodzinnego w tym stanie, nie chcę, żeby rodzice widzieli, co się ze mną dzieje. Ale siedzieć w wakacje w wynajmowanym mieszkaniu, bez przyjaciół, współlokatorki w rozjazdach - jeszcze gorzej. Pomocy.
        • franulina Re: związkowy mętlik 05.07.12, 12:43
          Hmm. Jaka decyzja byłaby najlepsza? Za żadne skarby świata nie jechać, nie dać się zmanipulować po raz kolejny. Ani wpędzić w poczucie winy, że chłopak finansuje ekstra wakacje. Odmówić, po czym dalej nie odbierać telefonów, a jak zadzwoni, odkładać słuchawkę. Konsekwentnie. Albo nawet zmienić numer.
          Co do planów bieżących: nie wiem, jakie masz układy z rodzicami, ale moim zdaniem koniecznie powinnaś być gdzieś, gdzie są ludzie. Sama w pustym mieszkaniu, bez znajomych w mieście - dostaniesz jeszcze gorszego kręćka. Wymyśl cokolwiek, albo jednak jedź do rodziców. No i odpowiedz sobie uczciwie na pytanie, czy nie chcesz czasem zostać w mieście, bo tu się kręci Twój pan wykładowca? Jeśli tak - tym bardziej zmykaj.
          Trudne, trudne, wiem. Postaraj się.
          Trzymaj się ciepło, F.
          • ajaowszem Re: związkowy mętlik 05.07.12, 13:48
            No tak, w sumie trochę dlatego chcę zostać. Czy takie rzeczy widać nawet przez internet? Żałosna jestem.
            Rodzice jak rodzice. Nie mamy serdecznych kontaktów, zwłaszcza z ojcem. Ale i mamie się nie zwierzam z życia uczuciowego. Nie za bardzo lubili mojego chłopaka (chyba jak dla nich był za bardzo wesołkowaty i nie przedstawiał materiału na zięcia). Może się ucieszą, że zerwałam, ale nie powiedzą pewnie słowa. O wykładowcy to nie powiem im za skarby świata, i tak już wcześniej zachodziłam w głowę, jak im w razie czego przedstawić rozwodnika (nie ma to jak dzielić skórę na niedźwiedziu...). A wykładowca-rozwodnik, który wystawił córkę do wiatru, to już z pewnością nie temat na rodzinne pogaduchy. No więc, jak będę zaryczana chodzić po domu, to się zrobi atmosfera paskudna, bo ja pary z ust nie puszczę, a rodzice zaczną podejrzewać najgorsze (nie wiem, że w ciąży byłam i usunęłam? myślę, że tego rodzaju scenariusz może im przyjść do głowy, ale dowiem się tego potem od kuzynki przy herbacie :/ ). A nieryczenie jest ponad moje siły.

            Rety, jakie to jest potwornie ciężkie. Właściwie to mam ochotę skamleć, żeby mnie facet jednak zechciał i trzymam się resztką sił, żeby tego nie zrobić. Zwłaszcza, że blokada z jego strony (ze strony nowej dziewczyny) nie jest całkowita, napisał mi niedawno smsa, żebym się trzymała i że przeprasza. Aaaa. Czytam sobie wasze wypowiedzi na forum, jak się łamię, trochę pomaga. Ale i tak wyć się chce.

            • 71tosia Re: związkowy mętlik 05.07.12, 17:18
              jednak jedz do domu!
              Mysle ze w kazdej w miare normalnej rodzinie, szczegolnie mamy reaguja normalnie, nawet nieznajac do konca prawdy, mama troche cie pocieszy. Nie musisz w koncu mowic szczegolow, wystarczy informacja ze zerwalas z chlopakiem, kogos nowego spotkalas ale ten ktos nie jest toba zaiteresowany i ze jest ci bardzo smutno, ale nie chcesz drazyc tematu. To chyba mamie powinno wystarczyc, a mamy zwykle w takich sytuacjach zachwuja sie bardzo racjonalnie i uprzadzaja tatusiow ze corce potrzebny spokoj ;-) Nawet nie znajac twojej rodziny mysle ze tak bedzie bo w wiekszosci rodzin tak by bylo.
              Z tego co napisalas twojemu bylemu zaczelo zalezec na Tobie dopiero jak zobaczyl ze moze cie stracic (o ironio tak jak dzieczycnie wykladowcy), trudno powiedziec czy bardziej wynika to z checi nie bycia pozucownym niz z prawdziwego uczucia? Jezeli jednak sama nie jestes przekonana ze chcesz byc z nim, to zerwij. I nie rob tego na raty bo bedzie dluzej bolalo. Teraz troche poplaczesz ale za kilka tygodni zacznie byc lzej. Jak bedziesz odbierac telefony, jezdzic na wspolne wkacje to bol tylko rociagniesz w czasie, a pewnie i tak skonczy sie to rozstaniem.
              Staraj sie byc jak najwiecej z ludzmi, rob cos absorbujacego uwage. Zorganizuj wakacje, jakis oboz studencki najlepiej taki wymagajacy wysilku np piesza wedrowka po gorach? Moze zrob cos zwariowanego: zapisz sie na kurs skalkowy, nurkowania czy fruwania na paralotni. Moze jaks praca sezonowa za ganica. Nowi ludzie to najlepszy lek na stare znajomosci.
              • ajaowszem Re: związkowy mętlik 05.07.12, 23:55
                Umówiłam się z rodzicami, że przyjadę po weekendzie. Może do tego czasu przestanę wyglądać jak własne (zaryczane) zwłoki. Mama chyba czuje, że coś się święci. No nic, może faktycznie coś tam jej powiem, żeby nie umarła z nerwów, co mi właściwie szkodzi? W tym stanie w jakim jestem, rodzice jakoś aż tak mnie nie martwią. Natomiast okazało się, że będzie w domu też moja przyjaciółka z liceum, przynajmniej będzie z kim się upić...

                Na froncie miłosnym tymczasem tyle wieści, że pan wykładowca chce się ze mną zobaczyć, "żeby oddać książkę". Jutro. Chyba ma wyrzuty sumienia, ale to raczej nic nie zmieni. Miał straszną fazę, że go żona puszczała kantem i dostał szmergla na punkcie wierności i zasad. Więc żadnej gry na dwa fronty się nie spodziewam (tzn. mam na to cichutka nadzieję, ale to z tych beznadziejnych), będzie chciał to rozegrać czysto, czyli moim kosztem. Jakiś koszmar.
                • paulina7171 Re: związkowy mętlik 06.07.12, 09:13
                  Dziewczyno, gdybym teraz stała przy Tobie, bardzo mocno bym Tobą potrząsnęła. Jaka wierność, jakie zasady, do licha?

                  Zawsze mnie rozczulali tacy "strażnicy moralności", szkoda tylko, że cudzej. Bo jak przyszło co do czego, "żelazne zasady" nie przeszkodziły panu w zdradzaniu żony.

                  Niewierny małżonek, jego kochanka i Ty w tym wszystkim. Naprawdę Cię to podnieca?

                  Swoją drogą, jest mi Ciebie strasznie szkoda bo widać, że się zaangażowałaś i że kompletnie straciłaś ostrość widzenia.

                  Mogę się mylić, ale coś mi mówi, że pan wykładowca to bardzo nieciekawe indywiduum.

                  P.S. Naprawdę wierzysz, że jego żona to taka "zła kobieta była"?

                  • ajaowszem Re: związkowy mętlik 06.07.12, 11:41
                    Jasne, znam tylko jego wersję. Jego wersja brzmi, że żona odeszła ze swoim szefem, wcześniej robiąc go w trąbę przez parę lat. Zaś on sam nie miał nikogo, ani w trakcie trwania małżeństwa, ani po, no bo jego wybranka trzymała go na dystans. Spotykać się spotykała, ale związać nie chciała. Co zresztą nie wydaje mi się aż tak dziwne, bo znam historię życiową tej dziewczyny, a jak się ją zna, to trudno ją potępiać, że się miota. Jako żywo są to problemy dużo poważniejsze niż wiza do Stanów.
                    Więc, w sumie, mamy faceta, któremu się posypało małżeństwo i kobitkę po przejściach, i gdyby nie ja w tym wszystkim, to należałoby się wyłącznie cieszyć, że się spiknęli. Zadziałałam jak katalizator. Naprawdę wydaje mi się, że tutaj "wszyscy chcieli dobrze". Bądź co bądź, sama starałam się opóźniać bliższe spoufalenie się z facetem, bo nie chciałam a) żeby kochanek wystawiał mi stopnie, b) przyprawiać rogów chłopakowi zagranicą. Myślę, że się zachowywałam na tyle dwuznacznie, że w sytuacji podbramkowej (druga kobitka włazi mu do łóżka), facet łatwo przetłumaczył sobie, że ja przecież wcale go nie chcę. Zwłaszcza jeśli przez kilka lat przerabiał już scenariusz "trochę mi zależy, ale łapy precz".
                    No więc mam cholerny żal, chociaż nie za bardzo wiem do kogo i o co. Zwłaszcza, że do siebie też mogę mieć. Może nie trzeba było słuchać babcinych rad, że lepiej trochę przetrzymać faceta, a będzie mu bardziej zależało. Może trzeba było pójść na całość i tyle. Wcale mi to nie poprawia humoru.
                    Idę na lody.
                    • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 13.07.12, 09:52
                      Z tego co pisałaś to on za nią łaził kilka lat... Czyli wcześniej, gdy jeszcze miałaś chłopaka, ona już była w jego życiu. Myślisz, że gdybyś wtedy zadziałała to nie robiłabyś za katalizator? Ewentualnie przespałby się z Tobą i "czuł się w obowiązku" ale myślami chodziłby dalej za tamtą. To chyba by Cię nie uszczęśliwiło? Nie ma sensu mieć do siebie żalu bo tak na prawdę nie zyskałabyś nic cennego.

                      Kiedy tak sobie czytam problemy młodych kobiet do których świat należy to widzę, że największy problem polega na braku świadomości ich siły:-) Mężczyźni to wyczuwają, dostają komunikat "nie jest warta uwagi" więc nie okazują Wam tyle zainteresowania ile powinni. Kurcze, masz 20 kilka lat. Dla mężczyzny po 30 powinnaś być jak 6 w lotto. Tak właśnie powinnaś o sobie myśleć ale pewnie zrozumiesz to dopiero koło 30:-) Z drugiej strony to dobrze wyrównuje szanse związkowe kobiet po 30. W wieku 20 lat jesteśmy młode, w wieku 30 lat wiemy jak z mężczyznami postępować...
                • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 13.07.12, 10:26
                  Mężczyzna, który ma wyrzuty sumienia raczej wycofuje się aniżeli chce pocieszać biedną zranioną. Wychodzi z założenia, że im prędzej zniknie tym łatwiej kobiecie będzie o nich zapomnieć. Obstawiam, że pan chce zaspokoić potrzebę kontaktu z Tobą. Może chce się upewnić co do swojej decyzji, chce połechtać ego a może faktycznie mu Ciebie brakuje. Nie chce tu robić nadziei, jednak jeśli sytuacja się powtórzy (może to tłumaczyć na różne sposoby, na pozór nie związane z uczuciami) to będzie oznaczać zainteresowanie...

                  Nie byłabym też do końca pewna czy pan faktycznie sobie Ciebie odpuścił. Myślę, że 0.5 roku jest tą granicą czasu, gdy może się coś odmienić... Gdyby udałoby Ci się odciąć emocjonalnie mogłabyś z nim jeszcze trochę poflirtować, chociażby po to aby poćwiczyć zdolności uwodzenia.
                  Nie namawiam Cię oczywiście do koncentrowania się na tym mężczyźnie. Wręcz przeciwnie...

                  Co powinnaś zrobić? Wypłakać się w samotności, upić z przyjaciółką, wygadać a później pojechać na wakacje, poznawać jak najwięcej ludzi, świetnie się bawić. Dzięki temu złapiesz dystans, zobaczysz, że są inne możliwości. A może nawet zakochasz się znowu i problem z panem nr 2 zniknie na zawsze?
                  • ajaowszem Re: związkowy mętlik 13.07.12, 15:50
                    Nie było mnie tu chwilę, bo jednak pojechałam do rodziny, a tu nie tak łatwo o internet. Może i dobrze, zresztą ;).

                    No więc upijam się z przyjaciółką, czytam, oglądam filmy, łażę na imprezy (jak czasem jakaś jest). I na razie nic a nic mi nie przeszło. Jestem w stanie zachować fason przez jakieś kilka godzin, potem do pokoju i w ryk. Rodzicom powiedziałam o zerwaniu, trochę się przejęli, ale chyba właśnie maja własny kryzys. Nie mam siły jeszcze tego teraz dźwigać, ale nie dzieje się tu za dobrze. Kłótnie i pretensje i ja w tym wszystkim. Uciekam jak mogę, ale miesiąc będę tu siedzieć.

                    Z wydarzeń damsko-męskich, to nastąpiła sytuacja po prostu kretyńska, mianowicie mój ex wszedł (ze Stanów) do mojej skrzynki pocztowej (sama mu kiedyś dawałam hasło, kretynka!), żeby szpiegować, czy kogoś mam. No i wyszpiegował, po czym wysłał do mojego niedawno-prawie-faceta obraźliwy email. Nie wiem, co w nim było, ale miałam telefon w tej sprawie - bo mail poszedł z anonimowej skrzynki i facet chciał wiedzieć, czy może coś o tym wiem. Całe szczęście postanowił nie odpisywać. A ja ochrzaniłam exa przez telefon, jak mi tu wydzwaniał mi tu na domowy numer. Ale powiem szczerze, że nie mam siły do tego wszystkiego. Jeszcze kilka dni temu to była rozpacz, teraz jestem po prostu wykończona i apatyczna i tylko raz na jaki czas wracają do mnie różne sceny, od których a się zwijam.

                    Co do młodych dziewczyn i starszych kobitek: widać faktycznie mam antytalent. Wybranka pana wykładowcy jest niemal jego rówieśnicą. Tak, rzeczywiście nie potrafię postępować z facetami. Wycofanie i obrona zawsze były moją pierwszą reakcją. Mój były systematycznie przedzierał się przez te zasieki - a mnie się zaczęło wydawać, że wszyscy faceci tak już mają. Że będą walczyć i zdobywać do upadłego. Strategia wycofania to dla mnie rzecz nowa. Gdybym ją przewidziała...

                    Rozmawiałam przez telefon z panem wykładowcą - w sprawie tego nieszczęsnego maila. Przy okazji oczywiście zamieniliśmy kilka słów. Sprawia wrażenie zadowolonego. Tzn. hamuje się, żeby mi tego nie okazać, ale raczej tak jest. Na pewno ma wyrzuty sumienia, na pewno trudno mu przerwać znajomość, która jeszcze niedawno szła do przodu pełną parą, na pewno musi jakoś wyciszyć swoje emocje w związku ze mną. Ale nie wygląda na to, żeby chciał zmieniać coś w sprawie dziewczyny. Brakuje mi go, okropnie. Takiego porozumienia nigdy dotąd z nikim nie miałam. Po szarpaninie z moim byłym, po jałowych gadkach znajomych, nagle można było odetchnąć pełną piersią, wygadać się, wyśmiać. Od tego porozumienia się zaczęło, nadawaliśmy na tych samych falach. No bo przystojniak z niego to raczej nie jest... Brakuje, brakuje.
                    • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 13.07.12, 18:12
                      Wycofanie i obrona zawsze były moją pierwszą reakcj
                      > ą. Mój były systematycznie przedzierał się przez te zasieki - a mnie się zaczęł
                      > o wydawać, że wszyscy faceci tak już mają. Że będą walczyć i zdobywać do upadłe
                      > go. Strategia wycofania to dla mnie rzecz nowa. Gdybym ją przewidziała...

                      No cóż ja tego tak nie widzę. Po pierwsze miłość to nie zawody, w których która pierwsza wskoczy komu do łóżka to wygrywa. Po drugie, to właśnie tamta była z tych olewających a pan się starał. Tak długo jak trzymałaś go na dystans, był Tobą zainteresowany. Okazałaś zainteresowanie i dostałaś kosza. Poszła z nim do łóżka pan wybrał ją... Ale tak jakby z poczucia obowiązku a nie "wielkiej miłości". Zresztą Ty kazałaś mu czekać krócej niż ona a to ją wybrał.

                      Na prawdę myślisz, że gdybyś zadziałała szybciej to byłaby z tego wielka miłość? A może po prostu przyspieszyłabyś to co stało się później? Albo pan wszedłby w związek z Toba z poczucia obowiązku? A może dostałabyś kosza?

                      Zresztą jeszcze coś może się zmienić. Odezwij się za kilka miesięcy, pół roku, rok.
    • paulina7171 Re: związkowy mętlik 05.07.12, 18:48
      Jakkolwiek mało pocieszające to dla Ciebie będzie, "zdrowienie" po zawodzie miłosnym to uczucie, którego, niestety, nie da się przysieszyć.

      Trochę ponad rok temu rozstałam się z mężczyzną. Na początku wertowałam fora w nadziei, że znajdę jakąś cudowną receptę na szybsze odkochanie się względnie (chętniej!) na "nawrót miłości" z jego strony :-)

      Przez trzy miesiące wieczór w wieczór wyłam z bólu, mało jadłam, kiepsko sypiałam, kładłam się spać i budziłam zdenerwowana, myślałam o facecie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu... Byłam już tym zmęczona i zdenerwowana na siebie, że nie potrafię się uwolnić od tego człowieka.

      Zdecydowanie lepiej poczułam się dopiero na początku tego roku. "Lepiej" - czyli udaje mi się nie myśleć o facecie nawet kilka godzin dziennie. A w długi majowy weekend miałam piękny sen. Śniło mi się, że jestem już całkiem "zdrowa" i taka obojętna na pana...

      Przede wszystkim, nie szukaj na siłę kontaktu z panem, nie pytaj znajomych, co u niego, nie wysyłaj rozpaczliwych esemesów. To, wbrew pozorom, bardzo przyspiesza "zdrowienie".

      Już-nie-mój po rozstaniu zamilkł zupełnie. Ileż to razy miałam ochotę zadzwonić do niego, zapytać "co słychać?". Powstrzymywałam się jakimś nadludzkim wysiłkiem woli, chociaż miewałam momenty, że telefonu omal w kiblu nie utopiłam, by mnie nie korciło :-)

      Z perspektywy czasu jestem mu cholernie wdzięczna za ten brak kontaktu.

      No i może wyjedź gdzieś? Pozwiedzaj zabytki, odśwież dawne znajomości, idź na kawę, pooglądaj ciuchy w sklepach... Mnie to bardzo pomogło.

      No i pisz tutaj.

      Trzymaj się - dasz radę :-)


    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: związkowy mętlik 08.07.12, 16:11
      Obie sytuacje: z chłopakiem USA i z wykładowcą warto potraktować jako życiowe doświadczenie, tworzenia i bycia w relacjach z mężczyznami. W tym czego Pani od nich oczekuje, co Pani wnosi, jakie Pani ma wartości, jakie oczekiwania, na co Pani stawia w życiu poza związkiem.
      Również Pani doświadczeniem niech będzie sposób przeżywania rozstania, bólu, porażki uczuciowej, frustracji oczekiwań. Mimo tego, ze jest pani obolała, co naturalne, to i taki ból da się przekuć na wartości poznawcze.
      Jest Pani młoda, to czas intensywnych przeżyć i tych negatywnych i tych pozytywnych. Tak ma być. To jest dobre. Trzeba potem te przeżycia zbierać i przypominać sobie później w razie potrzeby.
      Wątpliwości na temat byłego chłopaka pojawiały się wcześniej, po co do niego wracać.
      Wykładowca do na razie miłość platoniczna, wyidealizowana, bo odległa i niespełniona.
      Jest lato, wakacje. Czas na spotkanie kogoś innego, czas na usamodzielnianie się, szukanie własnej drogi życiowej. Bogatsza o te doświadczenia, bardziej autonomiczna będzie Pani bardziej wartościowa dla siebie a przez to i atrakcyjna dla innych. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mola_84 Re: związkowy mętlik 13.07.12, 22:31
        DziewcYno ile ty masz lat? Bo wedlug mnie to nawet 15 nie masz. Zachowujesz sie jak rozkapryszona malolata, ktora lubi sie bawic uczuciami innych
        I tyle w temacie
        • franulina Re: związkowy mętlik 15.07.12, 10:03
          Skąd ta opinia? Nie rozumiem. Jeśli mówić o bawieniu się uczuciami, to raczej autorka jest tu pokrzywdzona. I nie wydaje mi się, żeby postępowała niedojrzale. Wręcz przeciwnie. Raczej dojrzałe jest:
          - zakończenie jednego związku przed rozpoczęciem następnego,
          - unikanie nawiązywania romansu z osobą, która ma jej wystawić stopnie,
          - próba zrozumienia decyzji człowieka, w którym autorka się zakochała, chociaż nie jest ona dla niej łatwa,
          - próba zerwania kontaktu w sytuacji, kiedy związek nie rokuje.

          Jeśli ktoś tu jest niedojrzały, to raczej amerykański narzeczony, który myśli tylko o sobie, włamuje się do skrzynki pocztowej byłej dziewczyny, pisze obraźliwe maile, a sam palcem nie kiwnie, żeby znaleźć rozwiązanie całej sytuacji. Pan wykładowca też niefajnie się zachował, chociaż ja bym to składała raczej na karb skrzywienia po poprzednich związkach niż niedojrzałości. Dziewczyna stara się jak może, ale takie rzeczy bolą. Więcej może wyrozumiałości i mniej jadu by się przydało.
          • zakletawmarmur Re: związkowy mętlik 15.07.12, 10:27
            Dokładnie. Dziewczyna zachowała się nad wiek dojrzale...
    • drzewachmuryziemia Re: związkowy mętlik 12.12.12, 00:15
      jeden i drugi facet beznadziejny, znajdziesz innego:) tych przebolej i tyle
    • paul_ina Re: związkowy mętlik 12.12.12, 01:08
      Kochana, tego kwiatu jest pół światu, a co przeznaczone, to na drodze rozkraczone. Żyj pełną piersią i pracuj nad sobą, a wszystko będzie dobrze. Powodzenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja