zakochanie czy przeniesienie erotyczne?

11.07.12, 23:16
Witam,

Mój mąż (37 lat) z którym wiodłam - jak do niedawna sądziłam - życie pełne bliskości i partnerstwa... z przeszło 12 letnim już stażem i 2 dzieci... 2 tygodnie temu wrócił z treningu 10-cio dniowego w jednej z renomowanych polskich szkół psychoterapii (jest na kursie 4 letnim)... zakochany w swojej "terapeutce". Celowo piszę w cudzysłowie ponieważ owa terapeutka była dziewczyną ok 24 letnią która odgrywała jedynie rolę jego terapeutki. Mąż zresztą sam miesza się w "zeznaniach" i raz zapewnia mnie że to szkolenie (więc ską przeniesienie) a innym razem terapia. W trakcie jego wyjazdowego treningu poczułam intuicyjnie, że coś takiego się wydarzyło. Poczułam to kiedy opowiedział mi przez telefon swój sen, rano zamilkł jego telefon. Spanikowana poprosiłam kolejnego dnia żeby wrócił i ze wiem ze pojawił się w jego sercu ktoś inny. Na poczatku chciał natychmiast wracać, był pelen poczucia winy. Następnego dnia postanowił zostać jednak do końca zajęć. Po powrocie rozpoczęły się nasze długie i trudne rozmowy. Czuję żal i gniew. Czuję że coś bardzo ważnego utraciłam. Mąż zarzeka się że to "tylko przeniesienie erotyczne" - część terapii ale ja widzę, że jest pełen energii, bije z niego wewnętrzna radość, śpiewa ulubione szanty przy każdej czynności. Niestety ja to postrzegam jak 10 dniowy romans. Oczarował swoją "terapeutkę" i uciekł od pustki którą czuje i do której nie przyznaje się w swoim życiu. Dla mnie to banał - on 37 a ona 24 lata... kryzys wieku średniego? Cierpię choć też staram się nie wchodzić w kuszącą rolę cierpiętnicy. Po tygodniu od jego powrotu zaczęliśmy się znowu do siebie zbliżać... niestety zajrzałam do jego komputera i w historię dowiadując się o tym, że szukał tej "terapeutki" w internecie zaledwie wczoraj. Powiedział mi że to "tylko ciekawość". Nie wiem co dalej? Proszę o pomoc.
    • default Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 08:07
      Nie wiem co to jest "przeniesienie erotyczne" (czego te chłopy nie wymyślą, żeby tylko pobzykać na boku) i nie rozumiem czemu rozkminiasz "czy to to, czy to tamto". Facet Cię zdradził i kropka, tu nie ma co roztrząsać.
      Co teraz zrobisz to już zależy od Ciebie - czy chcesz go od razu wywalić z domu (na razie może być ostrzegawczo), czy tylko zrobisz mu dżihad na miejscu. Jedno Ci radzę - nie wdawaj się z nim w pseudopsychologiczne wywody, bo Ci zrobi wodę z mózgu i jeszcze sama go zaczniesz przepraszać za posuwanie terapeutki....
      • cherry-cherry Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 09:08
        default napisała:

        > Nie wiem co to jest "przeniesienie erotyczne" (czego te chłopy nie wymyślą, żeb
        > y tylko pobzykać na boku) i nie rozumiem czemu rozkminiasz "czy to to, czy to t
        > amto". Facet Cię zdradził i kropka, tu nie ma co roztrząsać.

        Z postu nie wynika jednoznacznie, ze maz autorki te panienke przelecial. Osobiscie odnioslam raczej wrazenie, ze romansu z konsumpcja nie bylo, a tylko zauroczenie oraz dorabianie ideologii o 'erotycznym przeniesieniu', hehe. Jak zwal tak zwal (swoja droga, smieszne jest takie robienie zonie wody z mozgu), facet ma ogromna chrapke na inna, mlodsza kobiete. Poczul zew hormonow, i zalecalabym trzymanie reki na pulsie w stanie najwyzszej gotowosci do zdecydowanych dzialan, gdyby sie okazalo ze nadal aktywnie szuka kontaktu.

        Wyglada na to, ze autorka i jej maz sa ze soba blisko zwiazani, a on jest w dodatku z gatunku tych szczerych poczciwin z sercem na dloni, co grzecznie przyznaja sie przed zona do zauroczenia inna baba, i to juz na wstepie rodzacej sie relacji. To lepiej rokuje, niz chlop ktory sie odsuwa, milczy jak zaklety, i kombinuje na boku w calkowitej konspiracji, a zona miesiacami zachodzi w glowe co jest grane.

        Tu widac, ze para nie ma problemow z komunikacja, maz sie chetnie zwierza, wiec przyjmijmy to za dobra monete. Moim zdaniem za jakies 2 tygodnie hormony troche odpuszcza i samo mu przejdzie. Pod warunkiem oczywiscie, ze nie bedzie zadnych spotkan z ta dziunia. Tu wlasnie zona ma za zadanie b.pilnie obserwowac co sie dzieje, i w razie czego zdecydowanie wkroczyc do akcji, zadajac natychmiastowego zastopowania tych konszachtow pod grozba rozstania. Na takich poczciwych, lecz pogubionych i erotycznie przeniesionych (sic :) misiow najlepiej dziala bardzo, ale to bardzo ostre postawienie sprawy przez zone. Nie zadne jojczenie, tylko bardzo konkretna zapowiedz "jezeli wejdziesz w ta relacje chocby na pol kroku, nie bede sie z toba cackala, tylko od razu koniec z nami"
        • default Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 12:39
          cherry-cherry napisała:

          > >
          > Z postu nie wynika jednoznacznie, ze maz autorki te panienke przelecial

          Akurat. No ale nawet jak nie przekeciał (jeszcze!) - to czy to coś zmienia w sytuacji ? Moim zdaniem nic.
          • cherry-cherry Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 13:26

            > No ale nawet jak nie przekeciał (jeszcze!) - to czy to coś zmienia w sy
            > tuacji ? Moim zdaniem nic.

            Nie no, miedzy fizycznym pojsciem z kims do lozka a zdalnym slinieniem sie na jego widok jest chyba drobna roznica.
            A Ty uwazasz, ze to to samo i ten sam kaliber zdrady?

            Czy zaobraczkowana kobieta czy facet nie maja juz prawa popatrzec na kogos innego niz wlasna polowka z pozadaniem w oku? No przeciez moze sie zdarzyc, ze ktos sie nam spodoba - jezeli jednak nie pozwalamy sobie na zaden fizyczny dalszy ciag i nie dopuszczamy do dalszego ewoluowania znajomosci w kierunku konsumpcji, to chyba jest to okolicznosc na nasza korzysc i nie zostaniemy mimo wszystko wrzuceni do jednego worka z faktycznymi cudzoloznikami? ;)

            Pewnie, ze zauroczenie sie kims innym niz malzonek/ka boli, ale jezeli koniec koncow nieodszly wiarolomca oparl sie pokusie, to chyba jest to plus dla niego, a nie powod do rozwodu?
            • default Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:18
              Nie uważam, że to ten sam kaliber zdrady (chociaż... tak do końca to nie wiem ;-)) Chodzi mi o to że nieważne - skonsumował czy nie, sama sytuacja wymaga niezwłocznej i ostrej reakcji autorki, bez wnikania co było, czy było, dlaczego było itp. A nie zastanawiania się, czy jej "wypada". Ona się będzie zastanawiać, a mąż będzie działać :(
              • cherry-cherry Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:23
                > Chodzi mi o to że nieważne - skonsumował czy nie, sama sytuacja wymaga niez
                > włocznej i ostrej reakcji autorki, bez wnikania co było, czy było, dlaczego był
                > o itp. A nie zastanawiania się, czy jej "wypada". Ona się będzie zastanawiać, a
                > mąż będzie działać :(

                Tu sie zgadzam. Ostro i zdecydowanie. Delikatne postepowanie zony da panu zielone swiatlo do dalszych "przeniesien", byc moze lacznie z prawdziwymi przenosinami do nowej pani w dalszej perspektywie ;) .
          • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:07
            odszedl od niej mentalnie.
            a to jest gorsze niz skok w bok

            default napisała:

            > cherry-cherry napisała:
            >
            > > >
            > > Z postu nie wynika jednoznacznie, ze maz autorki te panienke przelecial
            >
            > Akurat. No ale nawet jak nie przekeciał (jeszcze!) - to czy to coś zmienia w sy
            > tuacji ? Moim zdaniem nic.
    • triss_merigold6 Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 08:58
      Cokolwiek to jest, zasugeruj stanowczo, żeby mąż zrezygnował z tego, pożal się Boże kursu, bo to jakiś nieprofesjonalny shit.
      • ultravioleta Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 11:38
        Dzięki za odzew... faktycznie powinnam chyba bardziej zaufac sobie. Prosiłabym także o wyrażenie opinii przez Panią Agnieszkę.

        Co do kontynuacji kursu to cóż, nie czuję żebym miała prawo męzowi zabraniać jego kontynuacji choć pewnie na kursie spotka swoją "terapeutkę" i uczucie/przeniesienie? może odżyć na nowo. Nie wiem co zrobić... Czuję że mąż powinien chyba udac się do prawdziwej terapeutki i na prawdziwą terapię. Tylko czy ja mogę tego od niego oczekiwać?
        • triss_merigold6 Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 11:47
          Oczywiście, że możesz, skoro już biedaczek podzielił się z Tobą swoimi jazdami emocjonalnymi.
          • zolza42 Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 12:54
            Daj spokój Triss, niech się pan wyszaleje, po co pani ma go ograniczać... erotycznie :D
            Panienka terapeutka też potrzebuje zarobić :D
            • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:08
              po co te zlosliwosci? aha, bo nick taki.

              zolza42 napisała:

              > Daj spokój Triss, niech się pan wyszaleje, po co pani ma go ograniczać... eroty
              > cznie :D
              > Panienka terapeutka też potrzebuje zarobić :D
    • lianis Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 13:37
      ale chwila... bo dla mnie to belkot...
      przeniesienie to nieswiadoma reakcja pacjenta na analityka, wiec skoro maz swiadomy tego, to nie mowimy o przeniesieniu, tylko o manipulacji
      chcialby lub walna skok na bok i stara sie jakos to usprawiedliwic
      • cherry-cherry Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 13:52
        Wiec moze niech sie w koncu autorka watku wypowie, czy doszlo do zdrady, czy wszystko poki co stanelo na nieskonsumowanej erotycznej fascynacji. Bo jak na razie to my tu tylko mozemy spekulowac - zdradzil, czy nie, a to przeciez calkowicie zmienia postac rzeczy i charakter naszych rad.
        Przeciez chyba rozmawia z mezem (a on sporo jej mowi), widzi jakies symptomy. Takie rzeczy czy maz przelecial inna babke czy nie sie wyczuwa, zwlaszcza, jezeli do tej pory byli zwiazani blisko emocjonalnie.
        Jest przeciez roznica w tym, czy zdrada sie juz dokonala, czy na razie skonczylo sie tylko na slinieniu sie do panienki. To kluczowa sprawa w tym watku.
        • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:10
          gorzej, jesli bylo to przeniesienie choroby wenerycznej.....

          cherry-cherry napisała:

          > Wiec moze niech sie w koncu autorka watku wypowie, czy doszlo do zdrady, czy ws
          > zystko poki co stanelo na nieskonsumowanej erotycznej fascynacji. Bo jak na raz
          > ie to my tu tylko mozemy spekulowac - zdradzil, czy nie, a to przeciez calkowic
          > ie zmienia postac rzeczy i charakter naszych rad.
          > Przeciez chyba rozmawia z mezem (a on sporo jej mowi), widzi jakies symptomy. T
          > akie rzeczy czy maz przelecial inna babke czy nie sie wyczuwa, zwlaszcza, jezel
          > i do tej pory byli zwiazani blisko emocjonalnie.
          > Jest przeciez roznica w tym, czy zdrada sie juz dokonala, czy na razie skonczyl
          > o sie tylko na slinieniu sie do panienki. To kluczowa sprawa w tym watku.
          >
          >
          • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:11
            to ja juz w ogole nic nie rozumiem. nie ma porozumienia emocjonalnego - zdradza, jest porozumienie emocjonalne z zona - tez zdradza. to o co im (facetom) chodzi?!
            • cherry-cherry Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:20
              bez_przekazu napisał(a):

              > to ja juz w ogole nic nie rozumiem. nie ma porozumienia emocjonalnego - zdradza
              > , jest porozumienie emocjonalne z zona - tez zdradza. to o co im (facetom) chod
              > zi?!


              No jak to, o co chodzi? Biologia sie klania. Prawie 40 letniemu facetowi zagraly hormony do mlodej, pewnie ladnej, i najwazniejsze - swiezej (w sensie nie opatrzonej) kobiety.
              Trudno konkurowac z takim powiewem swiezych doznan "starej" stazem malzenskim partnerce. Mozg facetowi zalaly fale dopaminy, takie motylki w brzuchu to skadinad bardzo przyjemne uczucie. A porozumienie emocjonalne i przyjazn z zona - swoja droga. Przyznasz, ze to zupelnie inny kaliber odczuc.
    • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 14:05
      najgorsze,kiedy zaczyna sie "filozofowac" nt zdrady (nie tylko zreszta).
      zauwazylam taka tendencje od paru lat (nadprodukcja psychologow, ktorzy musza miec klientow?).
      zdrady byly,sa i beda. i zawsze sobie z nimi kobiety radzily (pisze kobiety, bo to one sa ciagle w wiekszosci zdradzane). w obecnych czasach zaczyna sie do tego procederu dorabiac jakas ideologie. dla mnie zdrada to zdrada i koniec. niewazne czy dotyczy wlasnego kraju czy wlasnego meza/zony. dopuszczam "filozofowanie" kiedy nie ma konkretnych dowodow, ale kiedy sa - o czym tu gadac?
      • ultravioleta Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 15:17
        Zdrady fizycznej tzn zbliżenia łóżkowego nie było, przynajmniej tak uważa mąż i ja tak czuję...
        mąż w tej chwili wypiera się wszystkiego. Zresztą zasady na takim wyjezdzie są uniemożliwiające zbliżenia fizyczne z tego co się orientuję. Złamałby regulamin i do tego zbałamucił młodszą a to chyba za wiele dla niego.

        Ja chodzę pełna złości. Gdzieś odczuwam tę sytuację jakby się nade mną pastwił. Cały czas ma swietny nastrój, tylko ja "krwawię" i się ciskam. Dowartościowuje go to, jest w dystansie uniemożliwiającym odczuwanie tego co ja przeżywam. Jestem sama. A co ja przezywam? To coś na kształt narcystycznego zranienia. Już nie jestem tą pierwszą i tą jedyną... Smutne

        Pani Agnieszko proszę o komentarz...
        • nat.wroclaw Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 15:30
          Co prawda nie jestem panią Agnieszką, ale dodam od siebie, ze na moje oko, to sie Twojemu staremu od miękkich pseudo-psychologicznych wrzut w dupie przewróciło. To, co robi ni chu..steczki nie ma nic wspólnego z lojalnością, odpowiedzialnością, czy taką ludzką przyzwoitą dojrzałością.

          Ponieką masz to na własne życzenie. Ja bym huknęła, dała ultimatum i wyniosła na kopach z domu, żeby się księciunio zanurzony w uwielbieńczym auto-rozwoju otrząsnął.

          Cytując księdza Orzechowskiego - zamiast na pseudo-kursy, facet powinein iść tydzień gnój przewalać. Taniej, mądrzej i z lepszym efektem.

          Serdecznie Ci wspólczuję i z siostrzanej solidarnosci zachęcam do odstawienia metajęzyka ze Wstępu do Psychologii dla Opornych, a raczej stanięcia twardo na ziemi i zajęcia się realnym życiem: rosół zrób, z dzieckiem idż na rower, wódki się napij z przyjaciółką, a stary niech pierze gacie i kible wymyje na weekend.

          Ja pie..., co się z ludźmi porobiło!
          • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 18:27
            haha! jestes moja idolka!!!!
            ps.jest jeszcze ewentualnosc,ze to troll.zawsze sie dziwie,kiedy czytam podobne teksty,czy to sa realne kobiety?

            nat.wroclaw napisała:

            >
            > Ja pie..., co się z ludźmi porobiło!
        • triss_merigold6 Narcystycznego q... co?! 12.07.12, 17:28
          Nie wiem co oboje bierzecie, ale lepiej odstawcie natychmiast.
          Facet ma świetny nastrój, bo zwróciła na niego uwagę młoda dupa, a Ty zamiast zrobić mu szybki dżihad i dołożyć roboty w domu, prowadzisz długie rozmowy i uprawiasz jakąś psychoanalityczną masturbację.
    • esteraj Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 15:45
      Ultravioleta, myślę, że masz wspaniałe relacje z mężem. Dla mnie to bardzo cenne, kiedy mężczyzna może uczciwie powiedzieć o swoich uczuciach. To oznacza, że widzi w Tobie przyjaciela. Informacje, które Tobie zaserwował nie należą do przyjemnych... niemniej nie oszukuje Ciebie. Coś się z nim dzieje, w jakiś sposób poddał się fascynacji... przypomniał sobie o uczuciach, które być może kiedyś żywił do Ciebie. Rutyna i codzienność przyćmiły trochę wyjątkowość Waszego związku.
      Widać, że jesteś rozsądną kobietą. Nie robisz niczego na siłę, umiesz uszanować suwerenność drugiego człowieka... Mąż prawdopodobnie ceni to w Tobie, chociaż tego nie wyraża. Stało się to dla niego "oczywistością".

      Czy można zapobiec jego fascynacji "terapeutką"?
      Przede wszystkim uświadamiaj mu emocje, które teraz odczuwa. Spraw by obraz tamtej kobiety nie był idealizowany w jego oczach. Nie krytykuj jej, ale racjonalnie określaj jej cechy. Pokaż jakim mechanizmom zaczął on ulegać. Brakowało mu być może kobiecego podziwu, tamta mu to okazała i wpadł w jej sidła. Możesz mu powiedzieć, że też jest dla Ciebie kimś wyjątkowym i lubisz dzielić z nim życie. Przyjrzyj się swojemu mężowi, jego potrzebom i oczekiwaniom... Wiadomo, że to co nowe jest bardzo interesujące, ale jest mnóstwo zalet bycia z kimś bliskim, kogo zna się bardzo dobrze. Przypomnij mu o tym.

      Takie zauroczenie może szybko minąć facetowi, jeśli uświadomi sobie co jest grane, gdy "obnaży" się je z niezwykłości i rozbierze na części pierwsze.
      Mów także o konsekwencjach jakie przyjdzie Wam ponieść. To już nie jest tylko jego osobista sprawa, tutaj muszą liczyć się także dzieci i cała rodzina.

      • blue_romka esteraj 12.07.12, 17:36
        To co napisała autorka wątku mnie powaliło, ale to co Ty odpowiedziałaś ... nie, nie będę przeklinać.
      • bez_przekazu Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 18:30
        esteraj napisała:

        bla bla bla
      • default Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 13.07.12, 08:30
        esteraj napisała:
        ....................................... (kupę bzdur)

        Kochana, zapomniałaś jeszcze dodać o wykwintnej kolacji przy świecach, koronkowej bieliźnie i okolicznościowym lodziku na deser :)
        • esteraj Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 13.07.12, 12:20
          No cóż, każdy ma inną wrażliwość i na każdego działają inne metody.

          Jeśli załóżmy, że facet jest słabomyślący i daje się sobą kierować (w młodości był posłuszny swoim rodzicom), to w takim przypadku dżihad i pakowanie walizek może być otrzeźwiające i zapobiec rozwojowi romansu, co nie oznacza, że potem jednak z sentymentem nie będzie wracał myślami do młodej "terapeutki"...

          Jednak gdy facet jest inteligenty i nie ulega zastraszaniu (ma to głęboko gdzieś, bo jest samowystarczalny), to takie działanie mogłoby przynieść odwrotny skutek. Kobieta, która ma w nosie jego wrażliwość, jego uczucia, może się już pożegnać z panem. Zresztą raczej ważniejsza będzie dla niej własna duma niż drugi człowiek. W ten sposób facet tylko się utwierdzi w przekonaniu, że robi dobrze, bo oto może zamienić swoją żonę na kogoś wrażliwego, czułego i troskliwego.

          Ja przyjęłam drugie założenie.

          Dla mnie najlepszym sposobem na zapobieganie problemów jest zrozumienie ich istoty niż działania manipulacyjne. Z tego co widzę, autorka to mądra kobieta i jeśli nie ulegnie swoim słabościom i emocjom, to może doprowadzić do wzmocnienia małżeńskich relacji.
    • sari5 Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 16:33
      przeniesienie erotyczne...buhaha..co to za pseudopsychologiczny belkot. to tak sie teraz zdrada nazywa;) facet chodzi podjarany jakas obca dupa i ty tak na spokojnie sobie to analizujesz. zapytalas go jakie ma dalsze plany co do niej?coz go tak zachwycilo i urzeklo w tej dziewoji;) bo znajomosc wyglada na rozwojowa. i jesli jeszcze jej nie przelecial, to chyba ma to w planie skoro taki zadowolony chodzi.
      • verdana Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 12.07.12, 18:44
        Nie, to się nazywa fascynacja. I nawet jest dosyć częste. Zdarza sie na tyle czesto, zę terapeuci są uczeni, jak sobie radzić z niechcianymi uczuciami pacjentów.
        Tyle, że facet, który zakochuje sie w terapeutce i zdajesobie z tego sprawę nie jest winny do momentu, gdy czujac, co sie dzieje pakuje walizki i wraca do domu. Wtedy jest to zwyczajny wypadek przy pracy, trudno. Jesli jednak facet zaczyna lubować iś w opowiadaniu żonie o swoich przezyciach, a co wiecej chce kontynuować terapię - to juz nie jest żadne "przeniesienie", tylko świadome pozwolenie sobie na zdradę, niezaleznie czy pan sypia z terapeutką 6 razy dziennie, czy - jak podejrzewam - ciuchutko wzdycha w kaciku, a nieszczęstny obiekt westchnień jest głęboko nieswiadomy jego uczuć. W takiej sytuacji sama decyzja, że nie przerywa się kontaktu jest oczywistą nielojalnością i zdradą.
        I tak nalezy to potraktować. Panu powiedziałabym, ze albo wraca najblizszym pociągiem, alebo niech się nie fatyguje w ogóle z powrotem.
        • nat.wroclaw Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 12.07.12, 20:57
          około 24-letnia dziewczyna, o której pisze autorka, może być, przy najszczerszy chęciach zaledwie świeżo upieczoną absolwentką psychologii bez zadnyc uprawnien terapeutycznych.

          Toteż o zadnej profesjonalnej relacji terapeutycznej nie ma tu mowy. A niunia z uczuciami poddatusiałego koelgi z kursu radzi sobie najpewniej przy pomocy chichotania.
          • verdana Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 12.07.12, 22:46
            Nawet na studiach uczą, co zrobić z zakochanym pacjentem.
            Profesjonalna czy nie - pacjenci nie muszą koniecznie zakochać się w profesjonaliście, zakochują się w terapeutach, dobrych, złych, uczonych i niedouczonych.
            Zwalanie na dziewczynę winy za zakochanie się w niej faceta w średnim wieku jest co najmniej nie na miejscu - wygląda na to, zę zawsze młoda dziewczyna jest winna i na pewno tylko po to kurs prowadzi, aby podrywać podstarzałych facetów.
            • nat.wroclaw Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 12.07.12, 22:58
              Wina leży w glownej mierze po stronie faceta, ktory z tego opisu podanego przez autorke dla mnie jawi sie po prostu durnym, rozmemłanym nieskich lotów cwaniaczkiem.

              Panna nie musi wiedziec ze facet jest zonaty na wet, choc sadzac po jego wylewnosci mogl w ogole nie zatajac tego faktu.

              Co nie zmiania jednak faktu, ze bedac _nawet absolwentem_ studiow psychologicznych nie jest sie terapeutą. Jest sie tylko absolwentem kierunku. Wiec zadnej Bog wie jakiej relacji aj waj tam nie ma, jest stary gach i młoda panna, pierwszy płaski moralnie jak rozwielitka, druga z pewnoscia nie bedaca terapeuta.

              Takie tam przeniesienie, jak u mojego sąsiada i jego Rosjanki do sprzątania.

              • bez_przekazu Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 13.07.12, 13:23
                gdyby nie zdejmowal obraczki to wiedzialaby.

                nat.wroclaw napisała:

                > >
                > Panna nie musi wiedziec ze facet jest zonaty na wet, choc sadzac po jego wylewn
                > osci mogl w ogole nie zatajac tego faktu.
                >
                • ultravioleta Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 13.07.12, 14:13
                  a zdejmował obrączkę?
            • metwoh Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 13.07.12, 17:07
              pani psorko. Że co? Że zdrada? Jeżeli nie zakisił tego przysłowiowego ogóra, to żadna zdrada nie nastapiła.
              Tym niemniej pani powinna go prewencyjnie wałkiem potraktować.
              • bez_przekazu Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 14.07.12, 16:13
                nastepny , ktory uwaza za jedna mozliwa zdrade fizyczna. nie czytales nigdzie,ze kobiety bardzie przezywaja zdrady psychiczne?

                metwoh napisał:

                > pani psorko. Że co? Że zdrada? Jeżeli nie zakisił tego przysłowiowego ogóra, to
                > żadna zdrada nie nastapiła.
                > Tym niemniej pani powinna go prewencyjnie wałkiem potraktować.
                • metwoh Re: Verdaaanaa, halo, tu ziemia! 14.07.12, 19:53
                  Czytałem, ale to nonsens. Żaden facet nie bierze tego na serio.
        • esteraj Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 13.07.12, 15:56
          verdana napisała:

          Jesli jednak facet zacz
          > yna lubować iś w opowiadaniu żonie o swoich przezyciach, a co wiecej chce konty
          > nuować terapię - to juz nie jest żadne "przeniesienie", tylko świadome pozwolen
          > ie sobie na zdradę, niezaleznie czy pan sypia z terapeutką 6 razy dziennie, czy
          > - jak podejrzewam - ciuchutko wzdycha w kaciku, a nieszczęstny obiekt westchni
          > eń jest głęboko nieswiadomy jego uczuć. W takiej sytuacji sama decyzja, że nie
          > przerywa się kontaktu jest oczywistą nielojalnością i zdradą.

          Verdana, super to ujęłaś.
          Człowiek ma niestety taką naturę, że lubi fundować sobie stan przyjemności. Na dodatek jest na tyle pewny siebie i prawie zawsze uważa, że ma nad sobą kontrolę, że pcha się coraz dalej i dalej. Potem już trudno zapanować nad swoimi potrzebami i emocjami.

          Dobrze gdyby autorka uświadomiła mężowi dokąd zmierza i jakie będą konsekwencje.
          A co do jej samopoczucia, to fakt, że każdy zawsze chce być najlepszy i wyjątkowy dla tego wybranego człowieka. Trzeba się jednak pogodzić, że wkoło jest mnóstwo wartościowych i atrakcyjnych osób, niemniej każdy ma w sobie coś niepowtarzalnego i to coś decyduje, że partner/ka chce z nami być.
          Terapeutka ma świeżość i młodość, żona ma zrozumienie, ciepło i miłość...
    • sonia_siemionowna Twój mąż jest terapeutą? 12.07.12, 23:20
      Piszesz, że jest w 4-letniej szkole?

      Jeśli jest terapeutą to marnym, skoro brak samokrytycyzmu i nie potrafi właściwie i krytycznie ocenić własnych reakcji.

      Cóż, zamiast czteroletniej szkoły psychoterapii przydałaby mu się superwizja. Też czteroletnia :P
    • asocial Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 13.07.12, 08:54
      jedyne co maz wyniosl z tego kursu to gladkie wyrazenia z psychologii i fascynacje jakas mlodka.
      A jesli koniecznie chcesz wierzyc w przeniesienie, to czekaj na naturalna (zazwyczaj bardzo krotka) niechec do terapeuty:)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 15.07.12, 20:40
      Najpierw niewielka garść wiedzy. Otóż istnieje przeniesienie ( szczególne uczucia pacjenta wobec terapeuty lub innej ważnej osoby w życiu ) przeciwprzeniesienie ( szczególne uczucia terapeuty wobec pacjenta ) oraz na bazie tego przeniesienie erotyczne. Tak, uczą tego już na studiach psychologicznych oraz na profesjonalnych kursach psychoterapii. Uczą też, że w takich przypadkach należy korzystać z superwizji lub własnej terapii. Profesjonalny kurs dla psychoterapeutów wymaga zawsze bycia w terapii własnej, a to pomaga przezwyciężyć uczucie erotycznej ekscytacji. Przeniesienie i przeciwprzeniesienie to narzędzia psychoterapii. Często używane są do pomocy pacjentowi.
      Teraz użyję tej wiedzy do komentarza opisanej sytuacji.
      Może się zdarzyć, że podczas takiego kursu ( nie wnikam jakiej dziedziny psychologii czy psychologicznych narzędzi on dotyczy ) proponowane są przez prowadzących intensywne doświadczenia. Najczęściej jest to doświadczenie relacyjne. Zwykle jest to element nauki. W jaki sposób ktoś wchodzi w takie doświadczenie zależy od jego osobowości, momentu w życiu, momentu i jakości ćwiczenia a potem jego omówienia.
      Może się zdarzyć, że kursant - tutaj mąż "ultraviolety" - wejdzie w intensywną relację z kimś z prowadzących. Może ona mieć charakter przeniesieniowy a może być autentyczną reakcją fascynacji kobietą, jej urodą czy sposobem bycia, momentem spotkania.
      Od obu stron zależy jak daleko ta sytuacja może ich zaprowadzić. Terapeuta zawsze powinien przestrzegać neutralności, która jest wartością etyczną tego zawodu i figuruje we wszystkich kodeksach towarzystw psychoterapeutycznych.
      Z wątku wynika, że nic się nie zdarzyło. A to, że mąż bez konsumpcji jest zadowolony, podekscytowany to nic zaskakującego. Wyobrażanie sobie , że tylko prawowity współmałżonek zaludnia fantazje erotyczne i jest źródłem zadowolenia jest myśleniem nierealistycznym. Dla mężczyzny w średnim wieku ( jaki i dla każdego innego człowieka ) radość, że się jest obiektem zauroczenia lub ma się w sobie jeszcze żywe uczucia jest powodem do radości i podśpiewywania. To oznaka radości życia.
      Ale dla małżonka może być powodem narcystycznego zranienia ( tak, tak istnieje coś takiego, opisuje to literatura fachowa i jest przeżyciem wielu wpisujących się tutaj Pań, ale Panie przeżywając to uczucie " nie wiedzą, że mówią wierszem" ) .
      Dlatego rozumiem Pani, "ultravioleto" nieprzyjemne doznania. Ale niech one nie będą pożywką dla trujących Wasz związek przeżyć. Wystarczy, że Pani jest nieprzyjemnie. Wydaje mi się, że mąż przeżywa spotkanie z kimś nowym, ale im dalej od tego wydarzenia, tym bardziej wraca mu równowaga. Może się oczywiście zdarzyć jakaś kontynuacja, więc warto być uważną, ale bez dręczącego obie strony wyciągania pochopnych wniosków.
      W małżeństwie z dłuższym stażem takie wydarzenia nie są niczym dziwnym. Kryzysy w związku nie zawsze polegają na jawnej zdradzie lub kłótniach o porzucone skarpetki. Czasem są to rozmowy o życiu i jego rozmaitych przejawach. Proponuję nie panikować a obserwować i ewentualnie wyciągać wnioski adekwatne do sytuacji. I nie słuchać złych doradców.
      I trzeci wątek mojej odpowiedzi już nie raz powtarzany.
      Apeluję o powściągliwość w ocenach, zarówno męża autorki wątku jak i 24 - letniej adeptki psychoterapii. o której tak naprawdę nic nie wiadomo. Ani jak się zachowała ani czy coś wie na temat uczuć kierowanych do niej. Natomiast część wypowiedzi była i agresywna i niesympatyczna. Trzeba pamiętać, że nigdy nie wiadomo kiedy można się niepostrzeżenie znaleźć po którejś z takich stron i wtedy oceny nie są już tak jednoznaczne. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • nat.wroclaw Pani Agnieszko, tak między nami .. 15.07.12, 23:49
        .. bo Panią jednak ogromnie lubię i cenię.

        Czy nie przyszło Pani do głowy - obok tych wszystkich Bardzo Mądrych Słów ze słownika, którymi zarówno Pani, jak i ultravioleta swobodnie żonglujecie, ze jeste jeszcze cos, co sie nazywa zwykła ludzka przyzwoitość? Że nie wszystko chyba da się w życiu rozmemłać, rozmydlić, sprowadzić do psychologicznej nomenklatury?

        Że tego nie robi się żonie, przyjacielowi, partnerowi, nikomu się tego nie robi. Że się nie wyrzyguje szczodrze tego rodzaju snów, fantazji i przeżyć bliskiej osobie na kolana, a ty żono, przyjacielu, partnerze teraz sobie z tymi moimi rzygami żyj i radź. A ja pójdę pośpiewać szanty, bo mam taki aktualnie flow na kursie.

        No nie, tak sie po prostu nie robi.


        • jakbabciekocham Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 07:21
          nat.wroclaw napisała:
          >
          > Że tego nie robi się żonie, przyjacielowi, partnerowi, nikomu się tego nie robi
          > . Że się nie wyrzyguje szczodrze tego rodzaju snów, fantazji i przeżyć bliskiej
          > osobie na kolana, a ty żono, przyjacielu, partnerze teraz sobie z tymi moimi r
          > zygami żyj i radź. A ja pójdę pośpiewać szanty, bo mam taki aktualnie flow na k
          > ursie.
          >
          > No nie, tak sie po prostu nie robi.

          No dobrze, ale czego się nie robi? Nie opowiada o inspirujących spotkaniach? Nie cieszy, że się dla kogoś jest atrakcyjnym (fizycznie, intelektualnie)? Szantów się nie śpiewa? Jakieś takie histeryczne te odpowiedzi w tym wątku. Babeczka jest zasadniczo niedostępna (fascynacja koleżanką z pracy byłaby gorszym zmartwieniem), mąż kocha żonę i odejść nie zamierza, zdradzać nie zamierza, w sumie o co chodzi? Jak ktoś pisze że mąż zazdrośnik zatańczyć z nikim nie pozwala ani porozmawiać to piszecie (na ogół), że wariat, a tu w tym wątku to pod sufit różne paranoiczne tendencje niektórym wystrzeliły.

          • nick_ze_hej Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 07:35
            No dobrze, ale czego się nie robi? Nie opowiada o inspirujących spotkaniach? Ni
            > e cieszy, że się dla kogoś jest atrakcyjnym (fizycznie, intelektualnie)? Szantó
            > w się nie śpiewa?


            Tak, dokładnie tak. Nie opowiada się żonie o fascynacji inną kobietą. I o jej fascynacji nami.
            Nie aby coś ukrywać, tylko aby nie sprawiać przykrości. Tyle.
            Kiedyś to się nazywało dyskrecja.
            • fanny Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 08:48
              nick_ze_hej napisał:

              >
              > Tak, dokładnie tak. Nie opowiada się żonie o fascynacji inną kobietą. I o jej f
              > ascynacji nami.
              > Nie aby coś ukrywać, tylko aby nie sprawiać przykrości. Tyle.
              > Kiedyś to się nazywało dyskrecja.

              A nie wydaje ci sie, ze tu nie ma jedynego slusznego zachowania, ktore pownno obowiazywac we wszystkich zwiazkach?
              Ty oczekujesz dyskrecji zeby nie odczuwac przykrosci, ja np. wolalabym wiedziec skad u meza taki przyplyw radosci zycia za cene dyskomfortu wynikajacego z faktu, ze spoza naszego zwiazku.
          • nat.wroclaw Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 08:41
            ultravioleta napisała:
            >Jedyny aspekt jaki może mnie jeszcze niepokoi to fakt mojego podłego samopoczucia

            Już? Czy jeszcze potrzebujesz jakoś wyraźniej? Boldem? Kapitalikami?
        • nick_ze_hej Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 07:25
          No właśnie! Po pierwsze mężowi autorki zabrakło wrażliwości aby nie obarczać żony swoimi "przeniesieniami". Po drugie skoro, jak rozumiem jest on fachowcem, to gdzie jego profesjonalizm, etyka zawodowa? Nie ma zastosowania do najbliższych?
          Aż strach pomyśleć co by mogło zdarzyć gdyby był ginekologiem;)
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, tak między nami .. 16.07.12, 17:57
          "Nat" , oczywiście , że istnieje ta przyzwoitość polegająca na powściągliwości w mówieniu o niektórych swoich przeżyciach. Szczególnie drugiemu małżonkowi. Sama czasem do tego zachęcam.
          Ale czym innym jest powiedzenie partnerowi o swoich przeżyciach po to aby go zranić, obrzucić zarzutami czy sobie ulżyć w poczuciu winy. Tego nie powinno się robić.
          Czym innym jest, natomiast, mówienie o takich sprawach w poważnej rozmowie , która tego stanu uczuć dotyczy, gdy jest zachęta współmałżonka, który z czymś sobie nie radzi, gdy chodzi o złagodzenie napięcia.
          Mam wrażenie, że w tym wątku miała miejsce ta druga sytuacja. Tak ja ją zrozumiałam.
          Coś się zadziało i para zaczyna ze sobą rozmawiać. Z tej rozmowy coś wynika, nie zawsze miłego. Rozmawiają o tym dalej. Są też zdarzenia z bieżącego dnia, "ultravioleta" jest zaniepokojona, pyta, indaguje i..... dowiaduje się.
          Poza tym nie wiemy jak mąż o tym opowiadał. "ultravioleta" nic o tym nie napisała. Znów ja zrozumiałam, że mąż był raczej powściągliwy a nawet próbował sprawę zbagatelizować i użył do tego psychoterapeutycznego słownictwa, które w naszym wątku narobiło trochę zamieszania.
          To z czym "ultravioletcie" było niemiło to z jego dobrym humorem, którego mąż nie chciał powściągnąć.
          Ja w tym nie widzę zdrożności. Ale rozumiem, że Pani dostrzegła. Moja odpowiedź jest raczej polemiką z Pani spostrzeżeniami i moim rozumieniem tej sytuacji. Rozstrzygnąć nasz spór może tylko "ultravioleta" :)))))
          Dziękuję Pani za miłe słowa. Mogę zrewanżować się nimi także wobec Pani. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • ultravioleta Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 08:28
        Dziękuję za odpowiedź Pani Agnieszko! Dużo rozjaśnia Pani w mojej głowie. Jedyny aspekt jaki może mnie jeszcze niepokoi to fakt mojego podłego samopoczucia (w tej chwili mam wrażenie że to ja potrzebuję psychoterapii bo odkrywam w sobie zależność od męża, ból, idealizację jego osoby, naszego związku, ... która gdzieś pękła jak tafla szkła) oraz mój lęk o przyszłość. Dziewczyna z kursu psychoterapii grała rolę "psychoterapeutki" męża, na koniec wyszli ze swoich ról. Boję się że to "przeniesienie erotyczne" będzie przez nich kontynuowane już na stopie koleżeńskiej na kolejnych latach kursu. Czy mam na to jakiś wpływ? Czuję że o prawdziwą terapeutkę nie byłabym taka zazdrosna. Prawdziwa relacja terapeutyczna raczej nie stanowiłaby dla naszego związku żadnego zagrożenia.
        Dziękuję także wszystkim pozostałym osobom za wsparcie!
        • woda_woda Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 08:59
          ultravioleta napisał(a):

          > Jedyn
          > y aspekt jaki może mnie jeszcze niepokoi to fakt mojego podłego samopoczucia

          No tak - powinnaś mieć w nosie, że twój mąż zakochał się w jakiejś dziewczynie :)
        • fanny Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 09:05
          ultravioleta napisał(a):

          > Dziękuję za odpowiedź Pani Agnieszko! Dużo rozjaśnia Pani w mojej głowie. Jedyn
          > y aspekt jaki może mnie jeszcze niepokoi to fakt mojego podłego samopoczucia

          Naprawde cie to niepokoi?
          Mnie by niepokoilo jakbym po takich rewelacjach nie miala podlego samopoczucia.

          > (w tej chwili mam wrażenie że to ja potrzebuję psychoterapii bo odkrywam w sobie
          > zależność od męża, ból, idealizację jego osoby, naszego związku, ... która gdzi
          > eś pękła jak tafla szkła) oraz mój lęk o przyszłość.

          To moim skromnym zdaniem swietny pomysl! Idz na terapie, co se bedziesz zalowac. Absolutnie powaznie pisze. Bedziesz miala fajniejsze rzeczy do rozkminiania niz skupianie sie wylacznie na fascynacji Twojego meza.

          > Dziewczyna z kursu psychot
          > erapii grała rolę "psychoterapeutki" męża, na koniec wyszli ze swoich ról. Boję
          > się że to "przeniesienie erotyczne" będzie przez nich kontynuowane już na stop
          > ie koleżeńskiej na kolejnych latach kursu. Czy mam na to jakiś wpływ?

          Ciekawe pytanie i pewnie na co najmniej 20 spotkan ;)

          Czuję że
          > o prawdziwą terapeutkę nie byłabym taka zazdrosna. Prawdziwa relacja terapeuty
          > czna raczej nie stanowiłaby dla naszego związku żadnego zagrożenia.

          Moim zdaniem ta "relacja" nie stanowi dla waszego zwiazku zadnego zagrozenia, jezeli potraktuje sie ja jako okazje do lepszego poznania samego siebie, drugiej osoby i dynamiki zwiazku. To nie zawsze jest przyjemne, ale zawsze ciekawe.

          > Dziękuję także wszystkim pozostałym osobom za wsparcie!

          Trzymaj sie!

          f.
        • triss_merigold6 OMG 16.07.12, 09:19
          OMG kobieto, nie jesteś cyborgiem więc czujesz się źle widząc fascynację męża młodą dupą. Zupełnie normalne uczucie, dziwne byłoby gdybyś była zachwycona.:/
          Olej ten psychologiczny bełkot - zależy Ci na facecie, kochasz go, jesteś zazdrosna, przykro Ci, że zwrócił uwagę na inną i jeszcze się debilnie pochwalił - normalne.
          Jak pisałam, ja bym zrobiła szybki dżihad i zażądała rezygnacji z kursu w trybie natychmiastowym, żeby nie kusić losu. Twój mąż naprawdę wystarczająco idiotycznie się zachował zwierzając się, powinien był zamknąć dziób i przeżywać fascynację cichutko.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 17:34
          ultravioleta napisał(a):
          Dziewczyna z kursu psychot
          > erapii grała rolę "psychoterapeutki" męża, na koniec wyszli ze swoich ról. Boję
          > się że to "przeniesienie erotyczne" będzie przez nich kontynuowane już na stop
          > ie koleżeńskiej na kolejnych latach kursu.

          Ten szczegół jest bardzo ważny, a chyba nie wybrzmiał należycie w poprzednich wpisach.
          Czyli dziewczyna jest zwykłą kursantką, która jedynie "podgrywała" rolę terapeutki. Więc raczej jest to, mniejsza lub większa, fascynacja kobietą. Przeniesienie erotyczne jest terminem zarezerwowanym jednak dla relacji stricte psychoterapeutycznej. Skoro to kobieta nie jest osobą prowadzącą kurs, to mówienie o "przeniesieniu erotycznym" w takim kontekście jest terminem nieścisłym. Choć mogę założyć, że w ćwiczeniu, mogło wyjść takie przeniesienie i być interpretowane, ale raczej dla nauki jak sobie z tym radzić. Stąd w ogóle mógł się przemycić do Waszych rozmów taki techniczny słownik.
          Resumując może się Pani czuć z całą sytuacją źle, może ona powodować Pani niepewność, niepokój, rozczarowanie. To jest naturalne, pisałam o tym. Ale i po Pani stronie powinna pojawić się ( lub nawet pojawiła się ) refleksja czemu taką sytuacje aż tak bardzo Pani przeżywa aż do poczucia wręcz zagrożenia.
          Czy mam na to jakiś wpływ?
          No niestety trzeba sobie powiedzieć, że 100% wpływu Pani nie ma. Może Pani stawiać mężowi różne warunki, wymagać zmiany zachowania i decyzji, może mąż nawet być posłuszny tym wymaganiom., może Pani zmienić swoje zachowanie. Ale pełnej kontroli nad jego uczuciami i ich kierunkiem Pani nie ma. Nikt nie ma, nie tylko Pani.
          Drugi człowiek, nawet najbliższy nie jest naszą własnością. Nie jest nam przypisany na wieczność. Nie możemy nim dowolnie zarządzać, urządzać skuteczne dżihady, wysuwać żądania. Jeśli pojawia się takie myślenie to moim zdaniem trzeba się zastanowić kim jest ten drugi człowiek z którym się związałyśmy. Niepoczytalnym dzieckiem ? Projektem pt" małżonek" którym jako kobiety zarządzamy ?
          Taki jest skutek każdego związania się, że się nie jest pewnym drugiej osoby. To koszt związku. Można zdecydować się być singlem, wtedy wyklucza się ten balast. Ma się inne dylematy, ale na pewno nie ten.
          Czuję że
          > o prawdziwą terapeutkę nie byłabym taka zazdrosna. Prawdziwa relacja terapeuty
          > czna raczej nie stanowiłaby dla naszego związku żadnego zagrożenia.

          Słusznie Pani myśli. To co napisałam wyżej jest rozwinięciem tej Pani obawy.
          Pojawił się w Waszym związku kłopot, może katalizatorem jego jest "przeniesienie erotyczne". A problem nie dotyczy tylko czy mąż się zakochał i czy jest on w związku z tym "podtatusiałym śmiesznym panem w średnim wieku" a ona "młodą dupą" ( cudzysłowy użyte są rozmyślnie jako podkreślenie , że są to mniej lub bardziej dosłowne cytaty ) i czy miał prawo mówić o tym Pani czy nie. Problem dotyczy także tego, jak się Pani czuje w związku z mężem, a jak gdy coś się w związku psuje czy destabilizuje odchodząc od normy, jak Pani spokój oparty jest tylko o stabilność męża, czy mąż jest stabilny czy jednak nie oraz na co Pani zwracała uwagę przez 12 lat małżeństwa.
          Ja skłaniam się do tego aby to przegadać z mężem i ze sobą samą. A swoją drogą obserwować rozwój sytuacji na bieżąco, ale bez obsesji.
          Agnieszka Iwaszkiewicz





          • woda_woda A po tak komplikować proste sprawy? 16.07.12, 17:56
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            Kobieta przez kilkanaście lat miała - jak pisze - dobre, partnerskie małżeństwo, a tu nagle mąż wyjechał, zakochał się i wygląda na to, że będzie nadal widywał sie poza domem z tą dziewczyną.
            Autorka ma normalny problem: traci poczucie bezpieczeństwa, przeżywa zawód i ból. Ktoś wcześniej namieszał jej w głowie, że tego bólu czuć nie powinna.

            Po co te wszystkie "przeniesienia", "narcyzmy" itp? Czy jak mężczyzna - nauczyciel zakocha się na obozie w kobiecie - nauczycielce to będzie coś innego, niż w relacji kursant - kursantka?

            Ja wiem, że każdy zawód ma swój własny bełkotliwy język i metodologię - ale bez przesady.
            • verdana Re: A po tak komplikować proste sprawy? 16.07.12, 18:50
              Terapeutka czy nie, kol.ezanka z kursu, czy ciotka przyjaciela - zakochanie się moze być zupełnie normalne. I nie o zakochanie tu chodzi.
              Nie chodzi też o zwierzenie się żonie, bo facet moze po prostu albo uznać takie zachowanie za uczciwe, albo po prostu być na tyle z żoną zaprzyjaxniony, zę nie potrafi przed nią ukryć tego, że sie zakochał. W obu przypadkach raczej plus dla pana.
              Ale wzywać żonę do tego, zby zrozumiała i zaakceptowała fakt, ze mąz zakochał się w innej i ma zamiar kontynuować znajomość, pozwolić sobie na to uczucie, ze woli zrezygnować z zony, a nie z kursu - przepraszam bardzo, ale to jest grubsze nieporozumienie. Oznacza to skrajną, obrzydliwą nielojalność, ktora ma prawo byc dla drugiej strony absolutnie nie do przyjecia.
              Nikt nie jest własnością drugiego człowieka. Jest jednak mężem albo żona i to najlada pewne zpobowiazania - na przykład albo absolutnej lojalności, albo zakończenia związku. Wywoływania poczucia winy u żony, która nie widzi, jakie to normalne, że maż się zakochał i zamierza brnąć dalej w to zakochanie jest co najmniej dziwne - a pradę mówiąc jest skrajnie nieprofesjonalne. Wydaje sie, że p. eskspert nie odróżnia pewnych rzeczy, które sa poza naszą wolą - czyli nagłego zauroczenia, od rzeczy, które są jak najbardziej zalezne od woli - czyli pozwolenia sobie na to, aby kontynuować znajomość, rozbijającą małżeństwo - i obie te rzeczy uznaje nie tylko za dopuszczalne, ale za takie, które powinny być przyjęte ze zrozumieniem przez drugą stronę.
          • aga.doris Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 20:44
            Taki jest skutek każdego związania się, że się nie jest pewnym drugiej osoby.

            A lojalność, uczciwość, zaufanie?
            Już te wartości oficjalnie psycholodzy odwołali? Zdezorientowanego człowieka, bez moralnego punktu zaczepienia łatwiej na kozetkę zaciągnąć, otumanić fachowym bełkotm;))

            • xika_da_selva Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 23:38
              tya, oczywiscie, ze lojalnosc, uczciwosc i zaufanie.
              Ale absolutnie kazdy popelnia bledy. Kazdy. Zarowno autorka watku (ktora sama przyznaje sie do nieco wyidealizowanego wyobrazenia 12letniego wlasnego zwiazku), jej maz, ja czy inne forumki.
              Nikt nie mowi przeciez, zeby autorka cieszyla sie szczesciem meza i razem z nim spiewala te szanty.
              Maz zachowal sie nielojalnie, nieuprzejmie i jak mlody psiak obchodzil sie ze swoim ¨zakochaniem¨- to z jego strony brak szacunku.
              Ale nie ukrywajmy:
              - nie przespal sie
              - nawet calusow nie bylo
              - tez nie jest zakochany, przezywa/ przezywal jakas tam fascynacje.

              czyli jak dla mnie swieta trojca jest zachowana.
              Swinstwo sie dokonalo, ja bym jednak tez troche meza pogonila, dala mu duzo zadan w domu i przemaglowala odrobine, zapewne oczekiwalabym zakonczenia kursu, zakonczenia znajomosci z panienka, poplakiwalabym, zdenerwowalabym sie, kilka scenek zrobila zeby facet skapnal sie, ze to co zrobil jest zle, ale tez bez przesady.

              Niestety zdarzaja sie takie niezdary, ktore zwierzaja sie zonie nawet z takich rzeczy.
              Z jednej strony, wiadomo ze to idiotyzm, ale z drugiej, w sasiednim watku (kobieta znudzona malzenstwem obsciskuje sie w kinie z mlodszym o 10 lat kolesiem, caluje sie z nim i dumna jest, ze sie ¨nie dala namowic na seks¨ i jakos nikt jej na to nie zwraca uwagi, co kuriozalne, wiekszosc forumowiczow zaleca paradowanie w bieliznie)
              • edw-ina Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 23:55
                co kuriozalne, wiekszosc forumowiczow zaleca paradow
                > anie w bieliznie)

                - nie większość zalecała, tylko ja zalecałam. Próbowałam powiedzieć, że jeśli potrzebuje adorowania, to niech się o nie postara podnosząc temperaturę własnego związku, zamiast szukać podniety na zewnątrz. Ale mnie zakrzyczano, bo jak mogę sugerować kobiecie, by uwodziła własnego męża.
                W sensie moralnym kobiety nie oceniam, bo nie to było tematem wątku. Poza tym przeszkadza mi świętoszkowatość w każdym wydaniu. Podobnie jak ty uważam, że nie ma ideałów i każdy czasami popełnia błędy. A odrzucanie człowieka przez jeden błąd jest po prostu nieludzkie. To ostracyzm, który chce zakryć własne przywary.
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 16.07.12, 23:52
              aga.doris napisała:

              > Taki jest skutek każdego związania się, że się nie jest pewnym drugiej osoby
              > .

              >
              > A lojalność, uczciwość, zaufanie?
              > Już te wartości oficjalnie psycholodzy odwołali? Zdezorientowanego człowieka, b
              > ez moralnego punktu zaczepienia łatwiej na kozetkę zaciągnąć, otumanić fachowy
              > m bełkotm;))

              Nikt tego nie odwoływał. Ani oficjalnie, ani ja osobiście w swojej wypowiedzi.
              Lojalność, uczciwość zaufanie to ważne wartości w związku i większość ludzi stara się ich przestrzegać a większość psychologów wręcz namawia do tego namawia.
              Ale czasem partner lub partnerka im uchybi i trzeba przeżyć ból, rozczarowanie, stratę z tym związane.
              Wiążąc się z drugą osobą stawiamy na te wartości, ale nie możemy być nigdy pewni, że albo my albo nasz partner wstąpi na drogę ich sprzeniewierzenia.
              To jest ryzyko związku i każdy dojrzały człowiek to wie. Co nie oznacza, że nie należy się starać.
              Ale pomiędzy staraniem się a wiarą, że takie rzeczy się nam nie przydarzą jest duża różnica. T o tym myślałam pisząc zacytowane zdanie. Agnieszka Iwaszkiewicz
              >
          • aniolky Re: Pani Agnieszko, jeszcze jedno pytanie? 08.08.12, 12:29
            Pani Agnieszko chciałbym Panią o coś zapytać, jest Pani tu jeszcze?
    • mgla_jedwabna Re: zakochanie czy przeniesienie erotyczne? 09.08.12, 00:38
      Tak sobie przeczytałam w miarę uważnie posty autorki wątku, mniej skupiając się na odpowiedziach, i widzę jedno:

      - z tego, co pisze autorka, nigdzie nie wynika, jakoby uczucie męża (zwał je, jak zwał) było przez panią "terapeutkę" odwzajemniane. Owszem, mężuś się zauroczył niezaprzeczalnie, ale skąd wiecie, że ona również? I że nie jest to np. nadinterpretacja w wykonaniu podśpiewującego szanty pana, który być może przy próbie "konsumpcji" swej fascynacji zostałby zdrowo posłany na drzewo.

      Czy coś przegapiłam?

      A już chybione wydaje mi się skakanie po wieku obojga zainteresowanych. Ona jest dorosłą kobietą, po studiach i pracującą,nie żadną lalą z gimnazjum, jemu też jeszcze brakuje tak z ośmiu lat do kryzysu wieku średniego. To chyba autorka wątku, zapewne w podobnym wieku do męża, czuje się staro, że tak tę różnicę podkreśla.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja