ultravioleta
11.07.12, 23:16
Witam,
Mój mąż (37 lat) z którym wiodłam - jak do niedawna sądziłam - życie pełne bliskości i partnerstwa... z przeszło 12 letnim już stażem i 2 dzieci... 2 tygodnie temu wrócił z treningu 10-cio dniowego w jednej z renomowanych polskich szkół psychoterapii (jest na kursie 4 letnim)... zakochany w swojej "terapeutce". Celowo piszę w cudzysłowie ponieważ owa terapeutka była dziewczyną ok 24 letnią która odgrywała jedynie rolę jego terapeutki. Mąż zresztą sam miesza się w "zeznaniach" i raz zapewnia mnie że to szkolenie (więc ską przeniesienie) a innym razem terapia. W trakcie jego wyjazdowego treningu poczułam intuicyjnie, że coś takiego się wydarzyło. Poczułam to kiedy opowiedział mi przez telefon swój sen, rano zamilkł jego telefon. Spanikowana poprosiłam kolejnego dnia żeby wrócił i ze wiem ze pojawił się w jego sercu ktoś inny. Na poczatku chciał natychmiast wracać, był pelen poczucia winy. Następnego dnia postanowił zostać jednak do końca zajęć. Po powrocie rozpoczęły się nasze długie i trudne rozmowy. Czuję żal i gniew. Czuję że coś bardzo ważnego utraciłam. Mąż zarzeka się że to "tylko przeniesienie erotyczne" - część terapii ale ja widzę, że jest pełen energii, bije z niego wewnętrzna radość, śpiewa ulubione szanty przy każdej czynności. Niestety ja to postrzegam jak 10 dniowy romans. Oczarował swoją "terapeutkę" i uciekł od pustki którą czuje i do której nie przyznaje się w swoim życiu. Dla mnie to banał - on 37 a ona 24 lata... kryzys wieku średniego? Cierpię choć też staram się nie wchodzić w kuszącą rolę cierpiętnicy. Po tygodniu od jego powrotu zaczęliśmy się znowu do siebie zbliżać... niestety zajrzałam do jego komputera i w historię dowiadując się o tym, że szukał tej "terapeutki" w internecie zaledwie wczoraj. Powiedział mi że to "tylko ciekawość". Nie wiem co dalej? Proszę o pomoc.