szeremetta
16.07.12, 20:25
Mam 29 lat, razem z mężem jesteśmy pięć lat, dwa lata po ślubie. Trzy miesiące temu urodziła nam się córka – dziecko chciane i planowane. Nie miałam lukrowanej wizji macierzyństwa rodem z reklam i kolorowych pism. Wiedziałam, że zmieni się nasze życie, że nie będzie lekko, a dziecko to oprócz szczęścia również nieprzespane noce, problemy, obowiązki itp. Można powiedzieć, że byłam realistką i wiedziałam na co się decyduje. Otóż najwyraźniej nie wiedziałam. Rzeczywistość mnie przerosła i uświadomiłam sobie, że nie nadaję się na matkę, że to nie moja bajka.
Ciąża przebiegała bezproblemowo ale poród miałam ciężki, a pierwsze dwa tygodnie w domu też były bardzo trudne – kilka nieprzewidzianych sytuacji i problemów. Byłam w bardzo złym stanie fizycznym (m .in. silna anemia) i psychicznym. Poszłam do lekarza, diagnoza – depresja poprodowa, dostałam leki dzięki którym jestem w stanie funkcjonować.
Obiektywnie moja sytuacja jest dobra, aż grzech narzekać – córka zdrowa, pogodna, prawie bezproblemowa, jest karmiona butelką, przesypia całe noce. Mąż pracuje, ale kiedy jest w domu to zajmie się córką, posprząta, ugotuje obiad. Mam też wsparcie ze strony mamy. Nie ma problemu, żebym gdzieś wyszła sama. Tylko mi się nie chce, bo potem i tak muszę wrócić do tego domowego kieratu.
Nie jestem niewyspana czy zmęczona, tylko znużona monotonią kolejnych dni. Zajmuję się córką, karmię, przewijam, kąpie, noszę na rękach, przytulam, chodzę na spacery. Ona się do mnie uśmiecha a mnie łzy stają w oczach, bo czuję się jak w więzieniu. Każdy dzień jest taki sam. Jak pomyślę, że tak będzie przez najbliższe miesiące to chce mi się wyć. Po macierzyńskim wracam do pracy, ale to przecież nie rozwiązuje problemu.
Mam wrażenie, że to jakiś koszmar, z którego nie mogę się obudzić. Odczuwam to jak jakąś absurdalną sytuację, w której znalazłam się wbrew swojej woli, ale która jednak się wkrótce skończy i wszyskto wróci do normalności. Tak jakbym przez jakiś czas musiała opiekować się czyimś dzieckiem, robić coś czego nie chcę i nie lubię. Jednocześnie mam straszne wyrzuty sumienia, że o własnym dziecku myślę jak o obcym, jak o przykrym obowiązku.
Nie mam z kim o tym pogadać. Zaczęłam rozmawiać z mężem i z mamą, powiedziałam oględnie, że nie odnajduje się w roli matki, że sobie nie radzę, że to dla mnie bardzo trudne. Mąż powiedział, że jestem wspaniałą matką. Moja mama tak samo i zapewnia, że radzę sobie świetnie. Nie mogę im powiedzieć, że ja NIE CHCĘ być matką, że nie kocham córki, że nie chcę jej. Że popełniłam błąd, że chcę cofnąć czas i wrócić do dawnego życia. Które w sumie było dość zwyczajne – mąż, praca, nieliczne grono znajomych, jakieś własne sprawy. Wiem, że to by ich bardzo zraniło, że nie wybaczyli by mi tego. Jak patrzę na moją mamę, która jest absolutnie we wnuczce zakochana, to mam ochotę powiedzieć – weź ją sobie, z tobą będzie jej lepiej. I czuję się jak jakiś potwór bez uczuć.
Czuję się winna, że nie jestem w stanie pokochać własnego dziecka. Nie wiem co jest ze mną nie tak. Rozważam pójście na terapię, ale jakoś nie wydaje mi się, że dzięki temu będę potrafiła pokochać córkę.
Jak mam dalej żyć wiedząc, że popełniłam błąd, którego nie można naprawić? Jak mam żyć ze świadomością, że krzywdzę moją córkę, siebie, męża?