dzika.foka
19.07.12, 10:50
Alkoholik długie lata robił rodzinie piekło, z dzieciństwa pamiętam, jak spał zasikany na chodniku, przepijał co się dało, dom w ruinie (dosłownie), przemoc, żona z dziećmi uciekała do znajomych itd. Przeszedł terapię AA, od kilkunastu lat nie pije, rozkręcił świetny biznes, dzieci po terapii DDA, z żoną pełna sielanka. Prowadzi grupy AA. Rozmawiałam z nim pełna podziwu aż do chwili, kiedy powiedział mojej starszej koleżance: „Widzisz, a ty wtedy radziłaś mojej żonie rozwód. A ona we mnie wierzyła, wytrzymała i Bóg nam pomógł, bo rodzina jest najważniejsza. Gdyby cię posłuchała, byłaby teraz nieszczęśliwa, a ja bym nie żył”. Dodam, że pan po terapii zaczął codziennie chodzić do kościoła, a koleżanka jest rozwódką (wtedy też już była).
Kurcze, zatkało mnie. Pan jako lider AA pewnie uratował życie paru ludziom, ale ilu członkom rodzin alkoholików zniszczył?