AA i rodzina

19.07.12, 10:50
Alkoholik długie lata robił rodzinie piekło, z dzieciństwa pamiętam, jak spał zasikany na chodniku, przepijał co się dało, dom w ruinie (dosłownie), przemoc, żona z dziećmi uciekała do znajomych itd. Przeszedł terapię AA, od kilkunastu lat nie pije, rozkręcił świetny biznes, dzieci po terapii DDA, z żoną pełna sielanka. Prowadzi grupy AA. Rozmawiałam z nim pełna podziwu aż do chwili, kiedy powiedział mojej starszej koleżance: „Widzisz, a ty wtedy radziłaś mojej żonie rozwód. A ona we mnie wierzyła, wytrzymała i Bóg nam pomógł, bo rodzina jest najważniejsza. Gdyby cię posłuchała, byłaby teraz nieszczęśliwa, a ja bym nie żył”. Dodam, że pan po terapii zaczął codziennie chodzić do kościoła, a koleżanka jest rozwódką (wtedy też już była).
Kurcze, zatkało mnie. Pan jako lider AA pewnie uratował życie paru ludziom, ale ilu członkom rodzin alkoholików zniszczył?
    • notting_hill Re: AA i rodzina 19.07.12, 15:02
      Eee tam, czemu opinia jednego gościa miałaby być miarodajna? Raczej mieli szczęście, że on sobie poradził POMIMO tego, że żona przy nim trwała. Widocznie jego dno było gdzieś indziej. Nie ma reguły.
    • aaaniula Re: AA i rodzina 19.07.12, 15:25
      Dziwi mnie jego brak pokory. Może on by nie żył, ale dzieci by nie musiały przechodzić terapii DDA, a żona nie miałaby w pamięci długich, zmarnowanych lat. I może w cale nie jest taka szczęśliwa, tylko żyje bo ma wreszcie spokój... Gdyby tylko odeszła na czas. Słowa mało trafione...
      • dzika.foka Re: AA i rodzina 19.07.12, 17:01
        No właśnie. To mała miejscowość i historia pana jest wzorem dla innych rodzin - z jednej strony OK, bo pokazuje alkoholikom, że da się zacząć od nowa, ale z drugiej wywołuje środowiskową presję na kobiety "gdybyś się starała jak pani X, to on by się wyleczył, a ty myślisz tylko o sobie i chcesz go porzucić w nieszczęściu". No i obawiam się, że pan prowadząc mityngi AA też trzyma się tej filozofii. Dla mnie to egoizm do kwadratu.
        • wespuczi Re: AA i rodzina 19.07.12, 20:12
          moim zdaniem pan zamienil jedno kompulsywne zachowanie na drugie - z butelki przerzucil sie na kosciol.
          mniejsze zlo co prawda ale tez bagno.
          • asia.sthm Re: AA i rodzina 20.07.12, 08:55
            Zgadzam sie, to oburzajace.

            I pewnie pan za autorytet teraz robi.
            Nic, tylko udusic.
    • alina66 Re: AA i rodzina 20.07.12, 09:12
      Własnie.
      Napisałaś to, co mnie tak przeszkadzało wtedy, kiedy po kilkunastu latach małzeństwa zdecydowałam się na rozejście z moim męzem - alkoholikiem.
      ten brak pokory , takie spychanie na bok wszystkiego innego poza wlasnym leczeniem (4 razy odwyk) i do tego jeszcze wsparcie w takiej postawie ze strony terapeuty i grupy.
      Argument, który wtedy do znudzenia był powtarzany - że jego leczenie jest najważniejsze, musimy wszystko inne odsunąc na bok, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie średnio mnie wzrusza- i tak nic nie wyszło... Za to wtedy miałam wrażenie, żemy - ja i syn - jesteśmy potrzebni tylko i wyłącznie po to, żeby on przestał pić.

      Moglabym dopisać / dopowiedzieć panu z AA inną puentę - rozwód, ja nigdy nie żałowałam tego kroku, mój syn też nie, on po krótkim okresie trzeźwości pije nadal, a my mamy spokój i rodzinę :)....

      A nie piknik pod wiszącą skałą- bo dla mnie zycie z trzeźwym alkoholikiem to ciągłe zagrożenie nawerotem.
      Ja nie znam nikogo, kto nie miał nawrotu- na trochę lub na zawsze. A znam wielu alkoholikow ....
      • dzika.foka Re: AA i rodzina 20.07.12, 10:39
        Miałam nadzieję, że znajomy to wyjątek, ale skoro terapeuci i grupy akceptują taką postawę, to w ogóle dzięki… Pewnie, że łatwiej (się) leczyć, kiedy AA wie, że ma do czego wracać, bo „i tak już wszystko straciłem” niezbyt motywuje. Tylko jakim kosztem? To samo dotyczy np. przemocowców. Obawiam się, że – jeśli wziąć pod uwagę, jak niewielka część terapii kończy się trwałym sukcesem (który też jest tykająca bombą) – ryzyko jest zbyt wielkie, bo na drugiej szali leży zdrowie psychiczne i całe dalsze życie pozostałych członków rodziny.

        I zgadzam się z Wespuczi co do kompulsywnych zachowań, chociaż tu jest coś więcej: pan nie przerzucił się na sporty ekstremalne czy pracoholizm, tylko na religię, która daje mu ideową podbudowę takiego egoizmu: jedna zagubiona owieczka więcej warta od reszty stada, nierozerwalność rodziny i przede wszystkim służebna rola i poświęcenie kobiety, której szczęście zależy wyłącznie od szczęścia męża. Trudno mi to przekazać, ale z tego co i jak mówił wynikało, że z automatu uważa rozwiedzioną koleżankę za przegraną (nie wiem, z jakiego powodu się rozwiodła, ale nie alkoholizmu męża), w przeciwieństwie do swojej żony, która wzięła na klatę wyzwanie i teraz cieszy się nagrodą w postaci zamożnego, niepijącego męża. Znam bliżej starszego z ich synów, jest prawie w moim wieku, i parę lat temu zerwałam z nim stosunki po tym, jak na moich oczach upokorzył swoją dziewczynę. Bardzo mnie wtedy dziwiło, że chłopak po takich przejściach rodzinnych i terapii DDA jest tak kompletnie pozbawiony empatii – teraz zaczynam chyba więcej z tego rozumieć.
        • triss_merigold6 Re: AA i rodzina 20.07.12, 10:41
          Akurat przerzucanie się na religię jest wśród członków AA dość częste.
    • pibelle Re: AA i rodzina 24.07.12, 22:46
      „Widzisz, a ty wtedy radziłaś mojej żo
      > nie rozwód. A ona we mnie wierzyła, wytrzymała i Bóg nam pomógł, bo rodzina jes
      > t najważniejsza. Gdyby cię posłuchała, byłaby teraz nieszczęśliwa, a ja bym nie
      > żył”.


      Pan sobie sprawy nie zdaje, że zarówno żona jak i dzieci mogłyby być o wiele szczęśliwsze niż obecnie - nawet jeśli obecnie są szczęśliwi, gdyby się żona odpowiednio wcześnie wymiksowała z bagna.
      Albo mogłaby być podobnie szczęsliwa, ale nie ponosząc takich kosztów.
      Zresztą, gdy ktoś daje sobie prawo do definiowania uczuć innych, to z góry można olać wszystko co gada i to na samym wstępie.
      • maryna1953 Re: AA i rodzina 26.07.12, 16:24
        Panu brakuje pokory, a to stawia pod znakiem zapytania jakość jego trzeźwienia. Bardziej jest "suchy" niz trzeźwy.
        Co do presji terapeutów, by podporządkować rodzinę procesowi leczenia alkoholika, to jest to absolutnie nieprofesjonalne i wynika z tego, że wielu niepijących alkoholików jest terapeutami. Przemawia przez nich ich własny egoizm i brak pokory.
        • dzika.foka Re: AA i rodzina 26.07.12, 16:55
          No właśnie to mnie zdumiało. O AA wiem niewiele poza tym, że są skuteczni i że odwołują się do "istoty wyższej, jakkolwiek ją pojmujemy", co pachnie mi sekciarstwem z gatunku "wszyscy wierzą w Boga, tylko część jest za głupia, żeby to sobie uświadomić", od czego do prania mózgu już niedaleko. Ale OK, pewnie pranie mózgu jest warunkiem zerwania z ciężkim uzależnieniem. Sądziłam jednak, że jest to pranie kontrolowane, pod ścisłym nadzorem psychologów, czyli że AA zostaje terapeutą po porządnym kursie psychologii i że obowiązują go jakieś standardy, w końcu ma ogromny wpływ na innych AA. A tu kicha - w niewielkiej miejscowości facet z takimi poglądami zostaje wyrocznią.
          • jakbabciekocham Re: AA i rodzina 26.07.12, 20:03
            AA jest ruchem samopomocowym, grupą wsparcia. Nie jest psychoterapią. Wobec lidera nie ma żadnych wymagań, może nawet podstawówki nie ukończyć, o kursie psychologii nie wspominając. Wspierają się swoim doświadczeniem, zrozumieniem drugiego w tym samym kłopocie, mądrością płynącą z idei 12 kroków. A że niektórzy tacy mądrale, a nie prawdziwi mędrcy? cóż, i tak bywa.
            • yourdoubt Re: AA i rodzina 03.08.12, 09:49
              nie ma czegoś takiego jak lider AA. Osoba prowadząca mityng pełni wyłącznie tymczasową służbę. Nie jest ważniejszą osobą niż pozostali, po prostu pilnuje porządku na grupie w danym miesiącu. AA nie jest terapią. Mityngi polegają na dzieleniu się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Nie udzielają rad, nie komentują, krytykują. Każdy mówi o sobie. Wbrew pozorą świadomość, że inni przeżywają podobne problemy, rozterki bardzo pomaga, a zwłaszcza usłyszenie jak sobie inni z podobnymi problemami radzą.
              To że pan ma jakąś opinie na dany temat, nie oznacza że ma rację ani że jest święte. Pan miał szczęście, że żona go nie zostawiła, dzięki czemu teraz razem mogą budować tzreźwą przyszłość. Nie każdemu to się udaje i może dla nie każdego to jest wskazane. Dla niektórych par rozejście jest lepszym rozwiązaniem.
              W pierwszym miesiącach trzeźwienia terapia faktycznie stawia na 1 miejscu zdrowienie (bo nie jest łatwe wyjścia z uzależnienie, i faktycznie osoby muszą włożyć całe swoje 100% by się udało). Natomiast później, z czasem, kiedy trzeźwość się już ustabilizowała należy przestawić trochę priorytety tzn oczywiście pamiętać, że trzeźwienie wciąż jest ważne, ale cała reszta również, a alkoholik to nie święta krowa, któremu należą się oklaski za to że obecnie nie pije.
              AA nijak ma sie do sekty, niczego nie narzuca, do niczego nie przymusza, co najwyżej sugeruje. Jedni mogą wierzyć w Boga a inni w nogę od stołu. Ważne, żeby coś dawało siłę i motywację do bycia lepszym. W AA jest poza tym wielu ateistów:-) AA to super sprawa, która pomaga wielu wyjść z uzależnienia. Ale należy pamiętać, że w AA również znajdują się wciąż ludzie chorzy, z chorymi emocjami. Każdy powinien pracować nad sobą na programie 12 Kroków (co jest świetną sprawą, która pomaga wielu osobom z innymi problemami, nie tylko alkoholikom), ale nie każdy to robi. W AA jest jak i na świecie, są ludzie dobrzy, dojrzali ale i głupi i emocjonalnie niedojrzali.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja