rivella
17.08.12, 13:37
Mam jakis problem z tesciami ktorzy dzialaja na mnie jakos emocjonalnie, czesto mysle o nich i wyobrazam sobie rozne sytuacje, ktore nie mialy miejsca. Bardziej konkretnie chodzi bardziej o moja tesciowa, niz tescia.
Mieszkam zagranica i moj maz jest wlochem. Moi rodzice nie odwiedzaja mnie zbyt czesto, jestem tu juz 6 lat a byli tylko 2 razy. Rodzice meza, ktory jest jedynakiem, sa dosc typowymi wlochami, jak wiadomo rodzina to jest sila, dzwonia do siebie dosc czesto, przynajmniej co drugi dzien, i chca byc u nas czesto z wizyta. Maja ok. 3 godzin w jedna strone, przyjezdzaja na co najmniej tydzien, na min. 5 dni.
Mama mojego meza jest osoba dominujaca w ich rodzinie, lubi wszystko wiedziec, kontrolowac, ma pretensje jak sie jej czegos waznego nie powiedzialo; jest gospodynia domowa i uwielbia gotowac, prac, sprzatac itp. Kiedy przyjezdzaja do nas przywoza mase jedzenia, gotuja, tez dla nas, sprzataja, prasuja. Na poczatku ta ingerencja byla przesadna tzn. w czasie jak my bylismy w pracy tesciowa ptrafila sprzatac caly dom, wyprac najmniejszy dywanik, kapy, koldry, nasze rzeczy tez z kosza na bielizne czy wiszace na wieszakach kurtki, umyc okna, poprasowac itp. Tak jakby wpadala robic porzadek. Przyjezdzali tez czesto, co 3 miesiace na 10 dni. Po prostu horror jakis.
Na moje wyrazne rzadania, myslalam nawet juz o rozstaniu, ustalilam z mezem ze moga przyjechac 2 razy w roku na tydzien, nie moga zmieniac niczego w domu, nie dotykac moich rzeczy, nie prac (prala kilka razy dziennie). Teraz tylko gotuja, sprzatna lazienke, kuchnie. Generalnie nie mam nic przeciwko, choc sa drobne rzeczy np. tesciowa potrafi wejsc do naszej sypialni aby np. odlozyc jakies rzeczy.
Do ich wizyt jestesmy teraz tez bardziej przygotowani, sprzatamy, gotujemy na ich przyjazd, podejmujemy ich jak gospodarze, robimy tez zakupy. Wczesniej maz np. zostawial lodowke pusta, bo i tak przywioza, nie ogarnial mieszkania i zostawial kupe rzeczy do prasowania.
Mimo ze te wizyty zmienily sie na lepsze, nie czuje sie z jego rodzicami dobrze, fakt jest ze jest bariera jezykowa, drugie nie czuje ze naleze do tej rodziny. Np. ja nie mam zwyczaju celebrowania kazdego posilku, nie chce mi sie siedziec codziennie przy stole i potem sprzatac, oni potem wspolnie np. ogladaja telewizje, jakies wloskie show, i generalnie dominuja dom, jest glosno i 'wlosko'. Maz sie przylacza do rodzicow i najwyrazniej lubi z nimi posiedziec.
Poza tym zawsze w czasie tych wizyt mamuska sie obraza i ustawia swoich panow. Obraza sie tez na mnie choc o tym nie wiem, np. bo ona cos tam ugotowala a ja np. wole zjesc cos innego. Ostatnio zrobila dwie brzydkie awantury,jedna do tescia druga do meza: jedna o przypalony chleb, druga o fakt ze nie myjemy mrozonego szpinaku tylko go odparowujemy (sic!). Potem suszyla mezowi glowe ze niehigienicznie przechowujemy w zamrazarce. Maz reaguje jak jego ojciec i przemilcza. generalnie tesciowa jest potem obrazona i nie rozmawia z nami, potem odblokowuje sie dopiero w domu, po przyjezdze.
Ale po tej ostaniej wizicie cos sie we mnie zmienilo. Spodziewam sie dziecka, na ktore oni zreszta czekaja (pierwszy wnuk), i jakos jeszcze z wieksza niechecia mysle o ich wizytach. Nie mam tez ochoty jezdzic do nich i czuc sie upupiana.
Rozmawialam z mezem czy lubi te wizyty, sam jest nimi zmeczony, proponowalam przyjazdy na 3 dni, ale maz wie ze matka nie bedzie chciala, chce zeby rodzice byli happy. W sumie i tak po trzech dniach bedzie obrazona wiec po co na dluzej :) Na moje pytanie czy my musimy sie dostosowac by oni byli happy, juz nic nie powiedzial. moje uwagi i wyrazanie niezadowolenia przemilcza. Niechetnie cos narzuca matce i stawia granice, co tez rzutuje na moj stosunek do niego, wkurza mnie takie mamisynstwo.
Ostatnio myslalam o odcieciu sie, nie jezdzeniu do nich, kategoryczne niezgadzanie sie na wiecej wizyt niz 2 razy w roku (jest to czasem naruszane). w czasie ich wizyt np. wychodzeniu sobie, umiawianiu sie ze znajomymi, ogolnie ignorowaniu. Maz stwierdzil ze to nieuprzejme.
Nie wiem czy odciecie sie to dobry pomysl. Jakos w oczekiwaniu na dziecko boje sie ich inwazyjnosci i ingernecji w moje matczyne kompetencje np. wole aby maz sam zabieral dziecko i tam do nich jechal. Zupelnie nie wyobrazam sobie ich wizyt jak bede na macierzynskim, siedzenia z nimi w domu. Nie wiem jaka postawe przybrac, w tej chwili mysle dosc egoistycznie o sobie, zadnych wizyt i kontaktu, czy to jest jednak rozwiazanie? Jednoczesnie chce aby dziecko mialo kontakt z dziadkami, ale jakos na ich terenie.
Dodam ze tesciowie nie sa ludzmi zlymi, nigdy nie nastwaiaja meza przeciw mnie, nie krytykuja mnie, interesuja sie co umnie, pogratulowali mi ciazy itp. sa raczej nadopiekunczy i kontrolujacy, matka nie znosi sprzeciwu i robienia czegos nie tak jak sobie zyczy.
Bardzo prosze pania Agnieszke o komentarz po powrocie z wakacji, bardzo cenie Pani rady.
Dziekuje wszytkim tez z gory za komentarze.