Dodaj do ulubionych

Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze.

17.08.12, 13:37
Mam jakis problem z tesciami ktorzy dzialaja na mnie jakos emocjonalnie, czesto mysle o nich i wyobrazam sobie rozne sytuacje, ktore nie mialy miejsca. Bardziej konkretnie chodzi bardziej o moja tesciowa, niz tescia.
Mieszkam zagranica i moj maz jest wlochem. Moi rodzice nie odwiedzaja mnie zbyt czesto, jestem tu juz 6 lat a byli tylko 2 razy. Rodzice meza, ktory jest jedynakiem, sa dosc typowymi wlochami, jak wiadomo rodzina to jest sila, dzwonia do siebie dosc czesto, przynajmniej co drugi dzien, i chca byc u nas czesto z wizyta. Maja ok. 3 godzin w jedna strone, przyjezdzaja na co najmniej tydzien, na min. 5 dni.
Mama mojego meza jest osoba dominujaca w ich rodzinie, lubi wszystko wiedziec, kontrolowac, ma pretensje jak sie jej czegos waznego nie powiedzialo; jest gospodynia domowa i uwielbia gotowac, prac, sprzatac itp. Kiedy przyjezdzaja do nas przywoza mase jedzenia, gotuja, tez dla nas, sprzataja, prasuja. Na poczatku ta ingerencja byla przesadna tzn. w czasie jak my bylismy w pracy tesciowa ptrafila sprzatac caly dom, wyprac najmniejszy dywanik, kapy, koldry, nasze rzeczy tez z kosza na bielizne czy wiszace na wieszakach kurtki, umyc okna, poprasowac itp. Tak jakby wpadala robic porzadek. Przyjezdzali tez czesto, co 3 miesiace na 10 dni. Po prostu horror jakis.
Na moje wyrazne rzadania, myslalam nawet juz o rozstaniu, ustalilam z mezem ze moga przyjechac 2 razy w roku na tydzien, nie moga zmieniac niczego w domu, nie dotykac moich rzeczy, nie prac (prala kilka razy dziennie). Teraz tylko gotuja, sprzatna lazienke, kuchnie. Generalnie nie mam nic przeciwko, choc sa drobne rzeczy np. tesciowa potrafi wejsc do naszej sypialni aby np. odlozyc jakies rzeczy.
Do ich wizyt jestesmy teraz tez bardziej przygotowani, sprzatamy, gotujemy na ich przyjazd, podejmujemy ich jak gospodarze, robimy tez zakupy. Wczesniej maz np. zostawial lodowke pusta, bo i tak przywioza, nie ogarnial mieszkania i zostawial kupe rzeczy do prasowania.

Mimo ze te wizyty zmienily sie na lepsze, nie czuje sie z jego rodzicami dobrze, fakt jest ze jest bariera jezykowa, drugie nie czuje ze naleze do tej rodziny. Np. ja nie mam zwyczaju celebrowania kazdego posilku, nie chce mi sie siedziec codziennie przy stole i potem sprzatac, oni potem wspolnie np. ogladaja telewizje, jakies wloskie show, i generalnie dominuja dom, jest glosno i 'wlosko'. Maz sie przylacza do rodzicow i najwyrazniej lubi z nimi posiedziec.

Poza tym zawsze w czasie tych wizyt mamuska sie obraza i ustawia swoich panow. Obraza sie tez na mnie choc o tym nie wiem, np. bo ona cos tam ugotowala a ja np. wole zjesc cos innego. Ostatnio zrobila dwie brzydkie awantury,jedna do tescia druga do meza: jedna o przypalony chleb, druga o fakt ze nie myjemy mrozonego szpinaku tylko go odparowujemy (sic!). Potem suszyla mezowi glowe ze niehigienicznie przechowujemy w zamrazarce. Maz reaguje jak jego ojciec i przemilcza. generalnie tesciowa jest potem obrazona i nie rozmawia z nami, potem odblokowuje sie dopiero w domu, po przyjezdze.

Ale po tej ostaniej wizicie cos sie we mnie zmienilo. Spodziewam sie dziecka, na ktore oni zreszta czekaja (pierwszy wnuk), i jakos jeszcze z wieksza niechecia mysle o ich wizytach. Nie mam tez ochoty jezdzic do nich i czuc sie upupiana.
Rozmawialam z mezem czy lubi te wizyty, sam jest nimi zmeczony, proponowalam przyjazdy na 3 dni, ale maz wie ze matka nie bedzie chciala, chce zeby rodzice byli happy. W sumie i tak po trzech dniach bedzie obrazona wiec po co na dluzej :) Na moje pytanie czy my musimy sie dostosowac by oni byli happy, juz nic nie powiedzial. moje uwagi i wyrazanie niezadowolenia przemilcza. Niechetnie cos narzuca matce i stawia granice, co tez rzutuje na moj stosunek do niego, wkurza mnie takie mamisynstwo.

Ostatnio myslalam o odcieciu sie, nie jezdzeniu do nich, kategoryczne niezgadzanie sie na wiecej wizyt niz 2 razy w roku (jest to czasem naruszane). w czasie ich wizyt np. wychodzeniu sobie, umiawianiu sie ze znajomymi, ogolnie ignorowaniu. Maz stwierdzil ze to nieuprzejme.
Nie wiem czy odciecie sie to dobry pomysl. Jakos w oczekiwaniu na dziecko boje sie ich inwazyjnosci i ingernecji w moje matczyne kompetencje np. wole aby maz sam zabieral dziecko i tam do nich jechal. Zupelnie nie wyobrazam sobie ich wizyt jak bede na macierzynskim, siedzenia z nimi w domu. Nie wiem jaka postawe przybrac, w tej chwili mysle dosc egoistycznie o sobie, zadnych wizyt i kontaktu, czy to jest jednak rozwiazanie? Jednoczesnie chce aby dziecko mialo kontakt z dziadkami, ale jakos na ich terenie.
Dodam ze tesciowie nie sa ludzmi zlymi, nigdy nie nastwaiaja meza przeciw mnie, nie krytykuja mnie, interesuja sie co umnie, pogratulowali mi ciazy itp. sa raczej nadopiekunczy i kontrolujacy, matka nie znosi sprzeciwu i robienia czegos nie tak jak sobie zyczy.

Bardzo prosze pania Agnieszke o komentarz po powrocie z wakacji, bardzo cenie Pani rady.
Dziekuje wszytkim tez z gory za komentarze.

Obserwuj wątek
    • aaaniula Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 13:57
      Włosi to silny naród, z silnymi tradycjami i chyba tylko w tym jest problem, bo większych powodów do kłótni ani sprzeczek tutaj specjalnie nie widać. Nam Polakom, często zamkniętym w sobie i troszkę broniącym swego terytorium dość ciężko może się być do tego przystosować. I w zasadzie Ty nie powinnaś być jedyną stroną, która zmienia tu swoje przyzwyczajenia. Nie poprosiłaś nigdy męża, abyście razem z teściami usiedli i poopowiadali jak jest u nas? Jakie panują zwyczaje? Że przyjście do kogoś do domui wypranie mu wszystkiego łącznie z majtkami i dywanikami jest raczej uważane za rodzaj wścibstwa niż za pomoc? I w żadnym wypadku nie mówię tutaj o rozmowie, w której wylejecie swoje żale, ale opowiedzenie o tym jak to jest w Polsce. Na końcu możecie zaznaczyć, że dlatego Ty czujesz się potwornie skrępowana takim zachowaniem, że takie a takie czynności wykonywane przez nich podczas odwiedzin są dla Ciebie szokiem kulturowym. I można spróbować wyznaczyć wspólnie jakieś granice: np pomoc podczas ich pobytu niech kończy się na przygotowywaniu posiłków. Żadnego srzątania, prasowania, prania, robienia porządku w szafach. Możesz uzasadnić to tym, że goście w Polsce mają czuć się jak goście, rozsiąść się wygodnie w fotelu i cieszyć swoją obecnoścą i nie ma mowy a angażowaniu ich do prac domowych. Ty ugnij się celebruj z nimi to jedzenie, bierz udział w tym rodzinnym biesiadowaniu, zjedz to co przygotuje teściowa. Poświęć im te kilka dni, nie umawiaj się nigdzie- 2 razy do roku przeżyjesz. Przygotuj dom na ich przyjazd (pisałaś, że zastawali bałagan i brak jedzenia- za co odpowiedzialny był mąż??) Zrób rodzinną kolację. Myślę, że w Waszym przypadku jest to znalezienie złotego środka, tylko trzeba odrobiny chęci, aby na spokojnie to wytłumaczyć.
      • anula36 Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 14:38
        tez bylam zwiazana z obcokrajowcem o zupelnie innej mentalnosci rodzinnej i robilam wszystko zebysmy byli wspolnota a nie zeby sie izolowac.
        Wydaje mi sie ze dla wlasnego wygodnictwa idziesz na latwizne.Jaka bariera jezykowa? Mowia jakims dialektem ktorego nie rozumiesz?
        Myslisz ze twoj maz jest szczesliwy muszac wybierac miedzy toba a rodzicami? twoje dziecko bedzie szcesliwe jezdzac do dziadkow tylko z ojcem, bo mamusia dziadka i babci nie lubi i nie zyczy sobie ogladac?
        No ale grunt zebys ty miala luz i spokoj.

      • rivella Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 14:38
        Takiej rozmowy w czworke nie przeprowadzilismy, to prawda. Na moja prosbe maz rozmawial z tesciami sam, ze ich ingerencja jest zbyt duza, z czasem to zaakceptowali, byl placz i zgrzytanie zebow, w tej chwili zostalo to gotowanie i drobne sprzatanie.
        To prawda ze te granice nie byly stawiane od poczatku, maz nie widzial takiej potrzeby, chcial abym ja sie dostosowala to przyjetych wczesniej regul. Dla mnie to bylo za duzo.
        Mnie chyba boli jednak to ze w czasie tych wizyt czuje sie na boku, a tesciowa dominuje w moim domu. Moze nie jest to tylko kwestia sprzatania - zawsze strzela focha i obraza sie, tym samym z jednej strony zaznacza stoja obecnosc, z drugiej psuje atmosfere. Probuje nadal wywierac pewien wplyw i gdy cos jest nie po jej mysli to robi afere lub fochy.
        Generalnie Twoje rady sa dobre, jednak jakos w tej chwili ich jakos juz nie wiem nie lubie, nie mam ochoty robic im dobrze. W sumie tez nie wiem czy to ma takie znaczenie ze to wlosi, wiele polskich tesciow jest dosc podobnych.
        • aaaniula Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 15:11
          A może sytuacja jeszcze jest do uratowania? Szkoda psuć relacji na całe życie. Może warto jeszcze spróbować porozmawiać? W tym wszystkim jesteś bardzo nastawiona na "nie" i troszkę odnoszę wrażenie, że nie chcesz się ugiąć ani na milimetr, a to z dwóch stron powinny wyjść działania żeby tę nić porozumienia zawiązać. Piszez, że teściowa już ustąpiła- z bólem i płaczem (taka ich mentalność), ale zrobiła ten krok. Tylko, że z tego co piszesz Tobie już chyba na tym nie zależy, a jeśli tak jest naprawdę to zastanów się jak dalej ma wyglądać Wasze życie. Przecież nie możesz rodzicom zakazać odwiedzać męża i wnuka, mężowi zakazać oglądać z rodzicami włoskie show- bo przecież tak był wychowany i zapewne kojarzy to z rodzinnym domem i cieplem. Możesz nie jeździć do teściów- ale stawiasz męża w potwornie niezręcznej sytuacji i patrząc na to, że jego rodzice w zasadzie nie są ludźmi specjalnie złośliwymi czy złymi- to on może też się zbuntować, nie mówiąc o tym co oni sami sobie pomyślą. Myślę, że i tak jesteś w komfortowej sytuacji bo te spotkania odbywają się niezmiernie rzadko. Rozumiem, że to dla Ciebie wyzwanie, ale myślę, że to się jeszcze da odratować- pod warunkiem że sama tego zechcesz. Odrobina Twoich dobrych chęci, powiedzenie mężowi, że jednak chcesz się z rodziną dogadać i poproszenie go o wsparcie mogą załatwić problem. No i w zasadzie zastanawiam się jeszcze daczego nie rozmawiasz z teściami bezpośrednio? Nie nauczyłaś się języka? Może to stanowi też duży problem?
          • rivella Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 16:48
            Gwoli wyjasnienia ja nie mieszkam we Wloszech, tylko w kraju sasiedzkim. Z mezem rozmawiam po angielsku. Oprocz meza nie mam duzego kontaktu z kultura wloska.
            Bylam na kursie i nauczylam sie troche jezyka, tak w stopniu podstawowym. Duzo rozumiem ,jestem z stanie cos odpowiedziec ale nie na zasadzie rozmowy, bardziej slow. Na macierzynskim chce sie podciagnac bo jezyk mi sie podoba i dzieki mezowi mysle mam szanse nauczyc sie go dobrze.

            To prawda nie wiem zacielam sie i jestem bardzo na nie. Faktycznie jakby mi przestalo zalezec wczesniej bardziej sie staralam podczas ich wizyt ostatnio jakos ich troche olalam.
            Moze u mnie to kwestia jakies zazdrosci o te matke?
            A jak reagowac na proby kontroli, fochy i obrazanie sie?
            • sabciasal Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 21.08.12, 19:29
              ta zmiana ma pewnie przyczynę w tym, ze jesteś w ciąży i włączył ci się syndrom obrony gniazda. Przed teściową:)
              najlepiej byłoby żebyś pogadała z mężem teraz, że boisz się tego co będzie i przedstawiła swoje oczekiwania . Ale z uwzględnieniem uczuć męża. Żądanie aby zaakceptował że nie będziesz nigdy odwiedzała teściów jest co najmniej obraźliwe dla jego rodziny. Możesz jednak określić częstotliwość i sposób. Zawsze możesz sobie wyobrazić siebie na jego miejscu i swoje odczucia. Teściowej na pewno musisz postawić granice, a potem konsekwentnie ich przestrzegac.
        • premeda Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 20.08.12, 12:50
          O matko, a tak w ogóle to nad czymkolwiek zastanawiałaś się przed ślubem? Bo mi ręce opadają jak czytam o kolejnej polce wychodzącej za obcokrajowca i zdziwionej, że tam mogą inne zwyczaje panować. Ano jak widać mogą. Dziwisz się teściowej ale mamuśki włoskie tak mają to one są głową tej calej wielkiej głośnej hałastry, zwanej włoską rodziną. Chcesz mieć po swojemu to bierz męża pod pachę i dawaj do Polski. Jesteś na ich terenie i musisz się niestety w większości dostosować. I tak moim zdaniem dużo ugrałaś, te wizyty dwa razy w roku to naprawdę sporo.
    • elle-joan Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 15:13
      Wiesz co, nigdy nie ma idealnie. Albo rodzice/teściowie ingerują, albo się nie interesują itd. Najlepiej byłoby gdyby udało Ci się z mężem wynegocjować te rzadsze wizyty i nie na długo. Ale jak już są u Was to warto się dostosować, pokazać trochę dobrej woli, zjeść to co teściowa ugotuje, przygotować coś do wyprania i wyprasowania i jeszcze podziękować ;) Lepsze to niż nieporozumienia, izolowanie się, konflikty, żale itd. Wiesz ani ja, ani moje dzieci nie mieliśmy kochających dziadków i to naprawdę jest przykre. Myślę, że warto za cenę ciepłych relacji troszkę przymnkąć oko, oczywiście w okreslonych granicach.
        • elle-joan Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 16:46
          marzeka1 napisała:

          > Ja tylko nie pojmuję, po kiego, przy takim nastawieniu zdecydowała się na ślub
          > z Włochem z takiego a nie innego kręgu kulturowego, by potem strzelać fochy.

          Pewnie dlatego, że pochodzenie z jakiegokowiek kręgu kulturowego nie przesądza ani że będzie dobrze, ani że będzie źle. Możne ew. się czepiać że przed ślubem widziała jak jest itd, a nie kręgu kulturowego.
        • sanciasancia Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 22.08.12, 08:31
          > Ja tylko nie pojmuję, po kiego, przy takim nastawieniu zdecydowała się na ślub
          > z Włochem z takiego a nie innego kręgu kulturowego, by potem strzelać fochy.
          Bo chciała z tym, a nie innym mężczyzną założyć własną rodzinę i to do tego poza Włochami, więc co miał jej ten krąg kulturowy przeszkadzać. Wizyt mamusi przed ślubem pewnie nie miała, więc po ślubie przeżyła niemałe zdziwienie.
          Zresztą nie wszystkie włoskie mamy tak się zachowują.
          Ja za to nie pojmuję podejścia "jak wychodzisz za mąż, to wchodzisz do kręgu kulturowego męża i jego rodziny". Jako że oboje mieszkają za granicą, mąż tak samo wszedł do żony kręgu kulturowego i do jej rodziny. Chyba, że uważasz, ze rodzina męża i jej krąg kulturowy ma ekstra prawa i ma dyktować warunki? Albo może takie nieuświadomione, że jak w końcu ma męża, to niech się dostosuje, skoro ktoś ją w ogóle chciał?
      • lukrrecja Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 15:58
        Też uważam, że lepiej przyzwyczaić się i spróbować polubić niż cierpieć i w dodatku sprawiać przykrość swojemu mężowi. Osiągnęłaś jakiś kompromis i tego się trzymaj, ale daj też coś od siebie, bo robisz to dla swojego męża i dziecka. Jeżeli mąż jest jedynakiem, to siłą rzeczy rodzice będą się na nim koncentrować i trudno z tym walczyć. Rozumiem, że przeraża cię wizja teściowej wyrywającej ci z rąk niemowlaka i pouczającej cię, jak go karmić, ale, sądząc z dotychczasowych waszych relacji, uda się wam wspólnie z mężem jakoś na nią zapanować. Mąż wiedząc, co dla ciebie jest ważne i widząc, że starasz się sama też dostosować do sytuacji, na pewno cię wesprze. A z teściową może postępować jak z nieznośnym trzylatkiem - ignorować zachowania niewłaściwe (fochy) pokazując, że nic się nie da w ten sposób uzyskać, a zachowania pożądane wzmacniać - chwalić, docenić itp.
        • rivella Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 16:54
          no wlasnie chyba ta wizja ich przyjazdow tu gdy ja z dzieckiem, wyrywania mi dziecka czy 'przejmowania' domu gdy ja dopiero ucze sie nowej roli mnie faktycznie przeraza.
          Albo ze sie okaze ze ma lepszy kontakt z moim dzieckiem niz ja sama ? oni uwielbiaja dzieci sami sie opiekowali dziecmi za oplata

          chyba tez mnie boli ze nie wiem czy maz mnie bedzie wspieral bo jak na razie to kompromis osiagnelismy tylko na moje wyrazne zadanie, gdyby nie to nie sadze aby cos sie zmienilo, on niechetnie zaznacza wlasne granice wobec matki woli przemilczec
          • lukrrecja Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 17:56
            Często nasze strachy okazują się gorsze niż rzeczywistość, która nadchodzi. Jeśli teściowie będą przyjeżdżać na te kilka dni, to dasz radę. Może nawet chętnie sobie odpoczniesz, gdy zajmą się dzieckiem, bo jak ci się trafi trudny egzemplarz, to będziesz naprawdę zmęczona. Nie bądź zazdrosna o dobre relacje z maluchem, babcia nie jest konkurencją mamy, jest ważną częścią dziecięcego świata, ale odrębną. Kochająca babcia to skarb, choć matce czasem działa na nerwy, wiem coś o tym. Nawiasem mówiąc przy pierwszym wnuku babcie często dostają małpiego rozumu, miej dla niej trochę pobłażliwości. Moja teściowa na przykład oglądała naszego niemowlaka i znajdowała coraz to nowe niepokojące objawy, które mieliśmy konsultować z lekarzem. Przeszła samą siebie, gdy stwierdziła, że on chyba ma za krótkie nogi i że musimy koniecznie zapytać pediatry...
          • marzeka1 Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 17:58
            Powiedz mi jedno, bo mnie serio zdumiewa, że ty jesteś zdumiona całą sytuacją: nie wiedziałaś, ze : wychodzisz za Włocha (czyli określona tradycja wychowania, gdzie wpływ matki jest spory), że wychodzisz za jedynaka (a więc rodzice będą chcieli mieć z dzieckiem, nawet dorosłym, kontakt)???
            Bo na razie swoją postawą, zachowaniem pracujesz na rozpad związku. Nie uwzględniasz tzw. różnic kulturowych; a wiem, jak to ważne, bo moja szwagierka wyszła za Anglika i też mówi, że jest trochę inaczej niż jakby wyszła za Polaka.
          • aaaniula Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 18:13
            Tak szczerze powiedziawszy jestem w odrobinkę podobnej sytuacji jak Ty. Rodzice mojego męża: rodzinni, wszystko razem, telefon za telefonem. Moi zimni, mało pokazują uczucia, z rodzaju "każdy sobie". Przy czym dla mnie ich styl bycia to inny rodzaj mentalności. Nie jestem w stanie ogarnąć płaczu przy wigilijnym stole, buziaków na każde dzień dobry, odwiedzin w każdy weekend, wspólnych spacerów, wysłuchiwania: byliście tak blisko i nie przyszliście do mamusi? Przy czym to wszystko wydaje mi się być mało szczere, wręcz fałszywe. Bo jeśli teściowa przy mnie potrafi obgadywać własną córkę i jej męża w bardzo niegrzeczny sposób to nie wierzę, że nie gada na mnie przy nich... Teraz też jestem w ciąży i od początku nie pozwalałam na głaskanie brzuszka i wspólne usg z teściową. Moje granice są jasno wyznaczone od samego początku. Też próbowała wcisnąć swoje 5 groszy. Że nie wolno zostawiać niemowlaka samego w pokoju na "podsłuchu" elektornicznej niani, bo może mu się coś stać, że mam wyrzucić kota z domu bo zagryzie małego i wiele innych dobrych rad. Na to wszystko odpowiadałam pewna siebie, bez skrupółow: "nie jestem robotem, żeby stać cały dzień nad niemowlakiem i wpatrywać się czy oddycha", "zagryzanie niemowląt przez koty to zabobon". We własnym domu stwarzam ciepłe gniazdko, ze wspólnymi posiłkami, wspólnym spędzaniem czasu- nie jestem tak zimna jak moi rodzice. Jednak takie zachowania zarezerwowane są dla mojego męża i synka, który za chwilę będzie z nami. I nie potrzebuję nikogo więcej w tym gronie. Nie wiem czym w zasadzie spowodowana jest ta niechęć do teściowej, bo w zasadzie nie jest złym człowiekiem, jednak ma tą inną mentalność, która mnie niestety śmieszy. Nauczyłam się nie komentować rzeczy, które mnie nie dotyczą. Jeździmy w odwiedziny, zapraszam ich raz na miesiąc na kawę. Widzimy się w Święta, imieniny. Jestem wobec nich grzeczna, staram się być miła. I póki co jest ok. Bo jak mówiłam granice zostały wyznaczone już dawno, a jeśli czasem coś im się wymsknie, to po prostu mówię wprost, że coś mi nie odpowiada. Tylko, że u nas nie było do pokonania tej granicy kulturowej. I było to prostsze. Reasumując chodzi mi o to, że czasem po prostu tak jest i moze warto zagryźć zęby na tą wizytę, uśmiechać się, zjeść razem posiłek i zapomnieć? Ale zostawisz po sobie miłe wrażenie.
            • rivella Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 19:48
              no moze niechec bierze sie jednak z faktu ze jest zawsze proba naruszania tych granic? moja tesciowa tez ma totalnie rozna mentalnosc, generalnie temat rzeka to jedzenie i gotowanie, tez mnie nieco smieszy. generalnie chyba mniej przeszkadzaloby mi gdyby wpadli na kawe lub obiad i do domu zamiast mieszkac czasowo z nami.
              Moze tez problemem jest ze sama nie pochodze z rodziny bardzo 'rodzinnej' moi rodzice sa dosc chlodni, nie odwiedzamy sie czesto i telefonujemy raz na tydzien, dwa. A rodzina meza pelne przeciwienstwo ..... Mysle ze z moja tesciowa trzeba ciagle na nowo wyznaczac granice i ich bardzo pilnowac.

              to wspolne usg z tesciowa to chyba jakis zart?
              i gratuluje serdecznie, zycze dobrej ciazy i wszystkiego najlepszego dla maluszka. my nie chcemy znac plci a termin mam pod koniec stycznia.
              • sorvina Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 20:04
                Różne nacje domyślnie w różnych miejscach stawiają swoje granice, czy to dotyczące wtrącania się do czyjegoś życia, czy bliskości fizycznej. Dla włoskiej teściowej te granice przebiegają znacznie dalej niż u Ciebie, stąd przekracza je mogąc zupełnie sobie z tego nie zdawać sprawy. Dlatego warto o tym rozmawiać, nie w formie oskarżeń tylko wyjaśnianiu różnic i swoich odczuć. Samemu też okazać zrozumienie i nie wymagać by teściowa całkiem się zmieniła dla naszych potrzeb. Myślę też, że popracowanie nad tym byś ty sama poczuła się pewniej w roli matki i żony, sprawi, że przestaniesz życzliwych, nawet jeśli nadgorliwych uwag i zachowań, traktować jako zamachu na siebie. Może ustal sama ze sobą, czego absolutnie nie zniesiesz, a co możesz te kilka dni wytrzymać i obgadaj z teściami i mężem sprawę. Dla męża twoje podejście może być abstrakcją, spokojnie przedstaw swoje uczucie i racje, sam się ich nie domyśli, bo do takiego zachowania jest przyzwyczajony.
    • hamerykanka Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 16:15
      A moze warto jednak wyciagnac do esciow reke zamiast okopywac sie? Troche poduczyc sie wloskiego i wyluzowac? Mam wrazenie po przeczytaniu tego postu ze rzeczywiscie nie chcesz ustapic ani na milimetr.
      Spodziewasz sie dziecka. Super. A nie fajniej bedzie, jesli ty bedziesz mogla odpoczac, bo tesciowa sie zajmie maluchem? Moim zdaniem strasznie sie spinasz.
      Ja tez mam meza obcokrajowca i tesciow, co prawda nacja inna, ale bylabym szczesliwa gdyby mi tesciowa posprzatala, ugotowala i zajela sie dzieckiem, a my w tym czasie moglibysmy z mezem zajac sie soba:).
      Wyluzuj.
    • mynia_pynia Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 21:13
      Jestem osobą bardzo samodzielną, nie lubię wtrącania się w moje życie, nie opowiadam o moim życiu.
      Jak się wyprowadziłam z domu rodzinnego to przez 5 lat mogłam wytrzymać z wizytą max 2h, później się irytowałam.
      Moja mama widząc moje podejście nawet nie proponowała mi pomocy po porodzie z czego byłam niezwykle zadowolona (teściowa nie żyje). Po porodzie życie zweryfikowało moje podejście do pewnych spraw, byłam tak zestresowana, załamana, rozchwiana emocjonalnie, przytłoczona odpowiedzialnością że chodziłam jak w zegarku, zero luzu. Po miesiącu przyjechała do mnie moja siostra i dopiero wtedy zobaczyłam jak to fajnie jak jest trzecia dorosła osoba w domu. Zrozumiałą sens domów wielopokoleniowych.
    • mruwa9 Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 17.08.12, 22:15
      no sorry, wyszlas za Wlocha, wlazlas miedzy wrony i musisz krakac , jak one. Jesli zaczniesz strzelac fochy, oni (zarowno tesciowie, jak i twoj maz) nic z tego nie zrozumieja, bo zachowuja sie zgodnie z lokalnymi obyczajami. Szybciej doprowadzisz do rozwodu,niz do zmiany ich zachowania. Albo przyjmujesz to z dobrodziejstwem inwentarz, albo skonczysz jako samotna matka.
      W koncu przez pare dni w roku mozna zacisnac zeby i wytrzymac. I doceniac to, ze ci kuchnie i lazienke posprzataja.
    • galwaygirl Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 18.08.12, 00:20
      nie do konca rozumiem. wyszlas za Wlocha, mieszkasz za granica, jak sie domyslam w Italii i tak trudno jest Ci zintegrowac sie z inna mentalnoscia, kultura? mozesz nie lubic tesciow, ale jednak totalne uciecie kontaktow tylko dlatego, ze drazni Cie ich sposob bycia wynikajacy z innego pochodzenia, jest, jak zauwazyl Twoj maz, niezbyt grzeczne. Czy na prawde wysprzatanie mieszkania ze strony tesciowej to taka straszna rzecz? ja tam bym nie miala nic przeciwko, jakby mi ktos przyjechal, przywiozl zarcie, ugotowal i wysprzatal- osobiscie nienawidze domowych obowiazkow (tak btw, rzecz jasna). moim zdaniem wiekszym niz "wscipskosc" tesciowej problemem jest to, ze Ty nie umiesz zaakceptowac innej mentalnosci i jakas taka malo elastyczna jestes. tesciow przeciez kochac nie musisz, ale z racji tego, ze jak sama zauwazylas nie sa zlymi ludzmi, nie robia Wam krzywdy, sa rodzicami Twojego meza, to jednak wypadaloby chociaz odrobine grzecznosci i tolerancji wobec ich odmiennosci wykrzesac.
    • kai_30 Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 18.08.12, 10:16
      Hehe, moja mama (Polka zabużańska) zachowuje się identycznie. I owszem, wkurza nas strasznie włażenie nam do sypialni i przekładanie w szafach, ale uwierz mi - jak się ma dzieci (a mamy troje!) to dokładne wysprzątanie całego mieszkania, łącznie z dokopaniem się dna w wiecznie przepełnionym koszu na pranie i gotowanie obiadów naprawdę to rekompensuje. A przyjeżdża do nas znacznie częściej niż dwa razy do roku - zaciskamy zęby, jak za bardzo szaleje, myśląc sobie, że już za kilka dni pojedzie, i tyle.

      Wyluzuj trochę i wyjrzyj z tego okopu, bo może się zdarzyć, że pomoc teściowej docenisz, jeśli trafi Ci się wymagające dziecko.
    • rivella nie mieszkam we wloszech 20.08.12, 15:05
      dziekuje wszystkim za rady, powtarzam tez, juz o tym napisalam, jesli sie komus zechcialo przeczytac caly watek, ze nie mieszkam we wloszech, wiec nie 'zdecydowalam sie' na zycie we wloskiej kulturze. mam z nia stycznosc w czasie wizyt i urodziny i znajomych meza, podczas przyjazdow tesciow i oczywiscie od samego meza.
      jednak maz nie jest typowym wlochem, wiec roznica kulturowa mnie tu nie razi, przejelam od niego kilka ladnych zwyczajow jak np. wspolnych posilkow, szanujemy wlasna odrebnosc.

      wiele jest w moim watku zlosliwych i moze zazdrosnych odpowiedzi, wszlas miedzy wrony musisz krakac jak one i inne bla bla.
      juz abstrahujac od tego gdzie sie mieszka, jesli przyjezdzaja goscie, to raczej sie dostosowuja do zwyczajow panujacych w danym domu a nie odwrotnie.

      @Pani Agnieszko, czy mialaby Pani czas odpowiedziec na moj watek? dziekuje.
      • elle-joan Re: nie mieszkam we wloszech 20.08.12, 16:17
        Ja bym tak nie akcentowała tych róznic kulturowych. Mam dużo styczności z różnymi kulturami i w moim odczuciu najwiecej zależy od samej osoby. Wśród Polaków zresztą są też bardzo różne osoby/rodziny, jak widać nawet w wypowiedziach na forum- obyczaje i relacje w rodzinach w ramach tej samej kultury są ogromne. Tyle, że jest to zgrabny argument dla teściowej- lepiej zabrzmiałoby, że jesteś inaczej nauczona/wychowana/przyzwyczajona niż: mama przeszkadza.
        • rivella Re: nie mieszkam we wloszech 20.08.12, 16:24
          no wlasnie, ja zaluje ze pislam o tej innej narodowosci czy kraju, wydaje mi sie ze dla mojej sytuacji nie ma to jednak znaczenia, bardziej o stawianie granic. wiele jest polskich rodzin z podobnym problemem. faktem jest jednak ze odkad troszeczke rozumiem jezyk to mi latwiej wyrazic co chce i robie to natychmiast nie musze czekac na obecnosc meza zeby tlumaczyl
          • 71tosia Re: nie mieszkam we wloszech 20.08.12, 21:07
            Jak czulabys sie ty gdyby twoj maz pokazywal i tobie i twoim rodzicom ze nie zyczy sobie by cie odwiedzali? Albo jeszcze lepiej gdyby twoje wlasne dziecko w przyszlosci pod wplywem zony/meza nie zyczylo by sobie twoich wizyt. Troche wyrozumialosci, kilka razy do roku nawet przez tydzien da sie wytrzymac. Dla rodzicow meza/zony po prostu warto byc uprzejmym i jednak troche nagiac swoje zwyczaje, to w koncu nie sa zwykli goscie - znajomi.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 21.08.12, 10:57
      W istocie relacja teściowa / synowa z reguły są skomplikowane. I to pewnie na przestrzeni całego związku, tylko problemy wtedy się zmieniają. Pani problem, jak już Pani sama zauważyła, nie należy do szczególnych.
      Jednak oprócz asertywnego stawiania granic, które Pani stosuje, nie pomijałabym różnic kulturowych oraz specyfiki tej konkretnej rodziny do jakiej Pani weszła. Nawet nie wiem jak bardzo starając się odseparować ich wpływy zawsze są widoczne.
      Dlatego warto działać na 2 frontach. Podstawowo należy ustanawiać i budować z mężem Waszą rodzinę z odmiennymi Waszymi zasadami. I wspólnie zakreślać swoje terytorium i panujące w nim te zasady. Myślę , że w Pani okolicznościach współpraca z mężem moęe okazać się niezbędna.
      Druga sprawa to spróbować odbyć neutralną ale szczerą rozmowę z teściową, nawet jeszcze kalekim włoskim. Powiedzieć jej jak się Pani czuje z nią ale tez trochę przybliżyć jej Pani kulturowe i rodzinne odniesienia. U nas jednak dystans rodzinny jest większy, nawet jeśli dotyczy to matki syna. Poopowiadać jej o tym trochę, raz, drugi.
      Poza tym, mimo jej zachowań nie traktować jej jak inwazyjnego wroga, ale osobę która żyje od dawna w taki sposób i innego nie zna lub trudno jej przyswoić. Te rozmowy mogą być mimochodem, bez presji.
      O relacje z dzieckiem proszę się nie martwić. Jak Pani widzi, relacja z mamą jest zawsze wyjątkowa :))) i nie zagrożona. Jeśli od początku więź z mamą jest dobrze wybudowana, a to już zależy wyłącznie od Pani, to dziecko będzie umiało ustalać relacje z innymi prawidłowo. A Pani zawsze pozostanie bezpieczną bazą. Ale też nie warto, ze względu na Pani obecne emocje, pozbawiać dziecka kontaktu z dziadkami. Szczególnie, że i one się będą zmieniać. Ale pilnować znów swoich zasad wychowawczych i potrzeb z tym związanych. Wtedy Pani będzie czuła, ze kontroluje swoją sytuację.
      Dziękuję za miły komplement. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • sonia_siemionowna Czego oczekiwałaś? 21.08.12, 11:36
      Oczekiwałaś, że mąż po ślubie zamieni się w Polaka?

      Jak chciałaś kogoś, kto będzie się zachowywał 'po polsku', to trzeba było takiego szukać. Ty zaś zdecydowałaś się na małżeństwo z obcokrajowcem licząc, że on się zmieni, porzuci swoje wychowanie i kulturę.

      Jak to mówią Anglicy, 'when in Rome do as Romans do'. Czyli - jeśli jesteś w Rzymie, czyń jak Rzymianie czynią.

      Żal mi ale Twojego męża a nie Ciebie. Wyobraź sobie,że on siedzi z Tobą w Polsce i ma focha o zachowanie Twoich rodziców/znajomych itp. I że to Ty masz się naginać i zachowywać jak on chce.

      I żeby nie było, też mam męża obcokrajowca.
      • rivella Re: Czego oczekiwałaś? 21.08.12, 12:36
        Wkurzaja mnie takie teksty jak twoje. Nie pisze nigdzie ze mam problem z mezem, ani innymi osobami z jego otoczenia czy znajomymi, a z tesciami. Moze sprobuj przeczytac i potem sie ustosunkowac.
        • sonia_siemionowna Re: Czego oczekiwałaś? 21.08.12, 22:36
          rivella napisała:

          > Wkurzaja mnie takie teksty jak twoje. Nie pisze nigdzie ze mam problem z mezem,
          > ani innymi osobami z jego otoczenia czy znajomymi, a z tesciami. Moze sprobuj
          > przeczytac i potem sie ustosunkowac.

          Tak też zrobiłam. Wkurza Cię po prostu inne zdanie niż Twoje i w tym jest problem.
            • sonia_siemionowna Re: Czego oczekiwałaś? 22.08.12, 12:21
              rivella napisała:

              > bla bla bla, wyciagasz jakies wnioski znikad, piszesz aby cos napisac

              Wzajemnie. Po co więc ciągniesz tę jałową dyskusję? Póki co to Ty się czepiasz. Jeśli nie podobają Ci się opinie inne niż Twoja to nie pytaj o nic na forum.
              • rivella Re: Czego oczekiwałaś? 22.08.12, 12:50
                Faktycznie trzeba bylo od razu kosz kliknac.
                Nie mam nic przeciwko innym opiniom, w zasadzie kazda jest inna niz moja w tym watku. Chodzi o sposob ich wyrazania. Opinii takich jak twoja jest tez tu mnostwo, odpowiedzialam na to tu:

                forum.gazeta.pl/forum/w,898,138258791,138312233,nie_mieszkam_we_wloszech.html
    • my_valenciana Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 21.08.12, 19:01
      Wydaje mi się, ze Cię rozumiem. Mimo, że nie mogę raczej nic złego powiedzieć na swoją teściową,, wręcz przeciwnie w wielu kwestiach jest lepsza niż moja własna matka - to jednak zaczęłam czuć wrogość, kiedy uświadomiłam sobie, ze mąż nie zauważył, że ma już własną rodzinę. Do niedawna traktował swoją rodzinę jako, tą o którą należy się troszczyć. Nie chciał rodzicom robić przykrości, więc nie stawiał jasno granic, choc i tak często robił po swojemu. Ocknęłam się, kiedy wyprowadził z domu do rodzinnej firmy znaczną sumę pieniędzy bo chciał ratować rodzinny biznes. Okazało się, że o mnie i o dziecko w ogóle nie zadbał.
      Kiedy odwiedzliśmy jego rodziców on rozsiadał się w fotelu przed telewizorem a teściowa go obskakiwała. Ja musiałam być cały czas towarzyszem rozmów, podtrzymywać konwersację.
      Musiałam postawić sprawę na ostrzu noża, żeby uzdrowić sytuację. W sumie dopiero terapeutka uświadomiła jemu i mnie, ze on jeszcze tkwi w tamtej rodzinie a my jesteśmy do niego dodatkiem. To słowa terapeutki.
      Dopóki nie dogadasz się z mężem będą przeszkadzały Ci najmniejsze pierdoły. Musisz w jakiś sposób wyegzekwować lojalność męża wobec Waszej rodziny w trakcie wizyt teściów.
    • sanciasancia Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 22.08.12, 08:17
      Bliscy znajomi mieli bardzo podobną sytuację (para Włoch i nie Włoszka, mieszkająca w Niemczech), łącznie z tym, że włoska tesciowa przyjeżdżała do nich z baterią własnych środków czystości. Po kilku rozmowach udało im się ją przekonać, żeby przyjeżdżała dla przyjemności, a nie sprzątać i gotować i prowadzić dom. (I przymykają oko na drobne pucowanie mieszkania, które się oczywiście odbywa)
      Z kolei z własnego doświadczenia wiem, że po urodzeniu dziecka przydaje się ktoś, kto na jakiś czas ogarnie dom. A z wizyty teściów możesz bezwstydnie skorzystać, mieć wszystko podsunięte pod nos i jeszcze podrzucać im dziecko, jak będziesz chciała gdzieś wyskoczyć ma kilka godzin.
    • amaroola Re: Stawianie granic/tesciowie i dziecko w drodze 22.08.12, 14:29
      wyglada na to, ze to co jest wazne (poza Wasza 'wlasna/nowa' rodzina) dla Twojego meza, dla Ciebie nie ma zbyt wielkiej wartosci.
      Ba, z postu wynika, ze nie potrafisz sobie wyobrazic naturalnie serdecznych stosunkow i bliskosci w rodzinie rozszerzonej.
      Wyglada tez na to, ze stawianie granic wlasnych Twoich, jest wazniejsze niz przywiazanie Twojego meza do rodziny.
      Jak na razie przytakuje ci, ze "jego te wizyty tez mecza" - prawdopodobnie uda ci sie go nawet przekonac do odciecia sie od rodziny- w koncu ma taki wzorzec wyniesiony z domu (obaj, on i jego ojciec przytakuja matce).

      Byle tak dalej i sukces gotowy

      a swoja droga, co projektujesz na tesciowa, lub czgo sie boisz :)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka