miastozmorza
26.08.12, 09:00
Mąż bardzo często o czymś zapomina, tak ma, już z tym nie walczę, bo to mnie wykańczało. Ale czasem, naprawdę rzadko, wybuchnę. Tak było dziś rano. Wczoraj byłam w pracy, on w domu z dziećmi, zostawiłam mu listę zakupów na ciasto. Zapomniał gdzie ją włożył, dzwonił do mnie, podyktowałam mu nową. Zapomniał kupić 2 z 5-ciu pozycji na tej liście. Dziś rano ja budzik na 6, żeby upiec to ciasto (obiecałam je mamie na spotkanie, nieważne, w każdym razie musiałam je zrobić z samego rana), nie ma mąki i masła. Niedziela, sklepy zamknięte. Wściekłam się, podniosłam głos, że jak to możliwe, że zapomniał 2 z 5 pozycji zapisanych na kartce. On na to, że nic się nie stało, o g.8 mi pójdzie po tę mąkę. Ja że to za późno, na 8 powinno być gotowe i że jest nieodpowiedzialny i nie można na nim polegać. On że nie będę mu robić awantury o głupią mąkę, że mogłam sobie sama zrobić te zakupy i że ponieważ krzyczę, to mi nie pójdzie kupić. I się obraził. Ja się wściekłam jeszcze bardziej, powiedziałam, że to on zawinił i zamiast okazać skruchę obraca wszystko przeciwko mnie. I że ma się do mnie nie odzywać dopóki mnie nie przeprosi. No to sobie narobiłam. Bo on absolutnie nie widzi swojej winy, już sobie na swój użytek wszystko wytłumaczył, a w dodatku jest bardzo dumny i jestem pewna, że nie tylko nie przeprosi, ale w żaden sposób nie będzie próbował sprawy załagodzić. Help!