musze się wygadać

26.08.12, 23:26
Nie wiedziałam jak zatytułować. I w sumie nie wiem czego oczekiwać. Czytam tu wiele mądrych rad/ przemysleń - może spojrzycie na moją sytuację z boku i podpowiecie co dalej?
A może po prostu się wygadam.

Kilka lat temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradzał. Było to w czasie kryzysu naszego związku i nie podejrzewałam, że mąż kogoś ma. Dowiedziałam się długo po fakcie, gdy w naszym związku już wszystko grało i gdy pojawiły się dzieci. Przebaczyłam, nie zapomniałam, udało się nam wyjść na prostą.

Po kilku latach mąż wszedł w romans znowu z tą samą kobietą. Znowu nie podejrzewałam, że kogoś ma. Tym razem u nas kryzysu nie było. On ma pracę taką, że nie dziwiły mnie późne powroty (zresztą nie aż tak częste). Nie powiem, że u nas było idealnie ale ogólnie było dobrze. Co więcej, w czasie gdy odnowił z nią znajomość, byłam w ciąży.

Dowiedziałam się przez przypadek. Wybielałam go i nie wierzyłam, że romans miał miejsce. Otwierano mi oczy, stopniowo przynosząc nowe fakty bo on wypierał się a ja naiwnie mu wierzyłam. W końcu wszystko wyszło na jaw - romans trwał około roku, twierdził, że z nią przede wszystkim był wyjątkowy seks. Stawiał jej sprawę jasno - że ode mnie nie ma zamiaru odchodzić. Że jej nie kocha. Spotkałam się z kochanką - ona od początku nie kłamała a on wypierał wszystkiego i przyznawał się dopiero, gdy złapałam za rękę.

Błagał bym nie odchodziła, że mnie kocha, że kłamał aby zrobić sobie pewien bufor (co zresztą poskutkowało, bo gdybym za jednym razem została potraktowana taką wielką ilością prawdy o tym co się wydarzyło, to chyba bym odeszła od razu). Wchodził na strony o samobójstwie - i raczej nie po to by wzbudzić we mnie litość bo nie wiedział, że będę miała dostęp do historii (włamałam się do jego komputera).

Ostatecznie, po wielu godzinach rozmów, wyjaśniania dlaczego on to zrobił, itp., itd. zdecydowałam się nie odchodzić - głównie ze względu na dzieci, które go bardzo kochają i którymi zajmuje się bez zastrzeżeń. Nie chciałam im tego zrobić...

Nasz związek zaczął wyglądać prawie tak jak było zanim dowiedziałam się o zdradzie (drugiej) - czyli nie było jakiś mega czułości na codzień, może trochę więcej na początku. Więcej zapewniania, że jestem dla niego najważniejsza, itp. Dodam, że w czasie tej drugiej zdrady nie miałam jakiś większych zastrzeżeń co do naszych relacji. Jedynie brakowało mi zbliżeń intymnych ale byłam w końcówce ciąży, połogu, karmiąca - poprzednimi razy też w tym okresie nie przejawiał zainteresowania seksem, ja specjalnie też nie nalegałam. Ale później seks już był (a jednocześnie z kochanką).

Jeszcze na początku, gdy wałkowaliśmy temat zdrady, zaproponowałam mu terapię małżeńską, jakąś wizytę u psychologa. Odpowiedział, że nie pójdzie bo nie będzie opowiadać komuś o naszym związku oraz, że ja mu teraz funduję takie pranie mózgu, że nie ma ochoty.
Odstąpiłam, żałuję, że nie nalegałam jako warunek bycia dalej razem.

Teraz, po kilku miesiącach, jestem w dołku. Czuję się g... warta. Zawsze miałam niską samoocenę ale teraz to jakaś masakra. Roztkliwiam się nad sobą - jak to zostałam przez niego skrzywdzona, jaka to ja jestem do d..., na dodatek (to już ocena realna) już nie młoda, nie ładna, nie atrakcyjna.
Czuję, że zbyt łatwo mu poszło mnie udobruchać. Ostatnio miałam urodziny- zanim wstałam, wyjeżdżał w podróż służbową na kilka dni. Powiedział tylko wszystkiego najlepszego, po powrocie kupił róże i powiedział, że musimy się wybrac po prezent bo nie miał czasu (a jego ojciec miał kilka dni później i dla niego prezent miał). Takie pierdoły w sumie (normalnie bym machnęła ręką na prezent) pogarszają mi humor bardzo. Czuję się coraz gorzej. Jest mi przykro i jak już napisałam, żalę nad sobą. Popłakuję wieczorami, gdy idę spać. W dzień tego nie ma bo nie mam czasu na analizowanie swojej beznadziejności (praca, dzieci) ale wszystko co przemawia na moją niekorzyść potęguję po kilkakroć.

On nie ma potrzeby rozmawiać więcej o tym co się wydarzyło, ja przeciwnie. Odpowiada na moje pytania jeśli padną ale te pytania się powtarzają a jego odpowiedzi nie są dla mnie wystarczające.
Chciałabym słyszeć - byłem mega durniem, ty jesteś naj... powtarzane wielkokrotnie aż uwierzę. A słyszę to zbyt rzadko albo jeśli słyszę, dopowiadam sobie końcówkę na swoją niekorzyść.

Generalnie niby w naszym związku jest ok, ja wybaczyłam, żyjemy dalej. Dbamy o dzieci, rozmawiamy, spędzamy razem czas. Ale do wszystkich zachowań, które powinny mnie utwierdzać w przekonaniu, że jestem ważna i dobra, dopowiadam sobie coś co neguje. Np. jesteś mądrą kobietą i wspaniałą matką. Odpowiedz (w myślach): ale beznadziejną w łóżku w porównianiu do tego co miałeś z kochanką.

W depresję się nie wpędzę bo nie mam na to czasu. Tylko wieczorami mi tak smutno czasami.
Ps. ale mi długo wyszło.
    • odnawialna Re: musze się wygadać 27.08.12, 00:38
      Moje pierwsze odczucie, tak na szybko: przepraszasz, że żyjesz.

      Zamiotłaś uczucia pod dywan, ale one i tak wyłażą. Poczucie krzywdy po zdradzie jest zupełnie zdrowym objawem. Natomiast Ty traktujesz je jak coś niewiele znaczącego, wstydliwego. I tu generalnie widzę problem: nie dajesz sobie prawa do przeżywania uczuć. Dziwne jest dla mnie, że nie ma w tym poście złości. Złości na męża. Ale ok, może tak masz, natomiast wyraźnie widzę próbę tzw. "wzięcia się w garść", bo.... ? Dziewczyno! masz prawo wypłakać swoją krzywdę. Im bardziej będziesz to powstrzymywać, tym dłużej ten etap będzie trwał.
      Nie dziwię się, że on nie chce rozmawiać o tym, co było, a Ty do tego wracasz. Nie uporałaś się z Tą zdradą i ciężko będzie zacząć żyć na nowo z takim bagażem.
      Zdecydowanie polecam wizytę u psychologa.
      • jola-kotka Re: musze się wygadać 27.08.12, 01:58
        Wybaczyc romans a raczej dwa tylko,ze z ta sama kobieta,nie lada wyczyn.Wcale ci sie nie dziwie,ze masz z tym problem.
        Terapia jak najbardziej jesli on nie chce idz sama.
        Podziwiam cie,ze z nim jestes,serio,skok w bok na jakiejs imprezie by mnie bolal,wybaczylabym ,ale romansu,ktory trwal rok nigdy w zyciu.
    • edw-ina Re: musze się wygadać 27.08.12, 09:34
      Zdrada nie jest najgorszą rzeczą, jaka może się przydarzyć w związku. Ale wiążą się z nią emocje, które musisz przetrawić, a nie udawać, że ich nie ma. Musisz wyrzucić z siebie złość i żal. Masz do niej prawo. Czym innym jest jednorazowy skok w bok, czym innym długi romans, a jeszcze czym innym szukanie pocieszenia w ramionach kochanki, bo żona jest w ciąży.
      Ja mam liberalne podejście do zdrady, za co byłam tu wielokrotnie krytykowana, ale mimo tego nie wyobrażam sobie pewnych sytuacji. Szczególnie tej zdrady w czasie końcówki ciąży. I ty naprawdę nie musisz się tłumaczyć, bo niczemu nie zawiniłaś. Seks jest świetny i bardzo potrzebny dorosłemu człowiekowi, ale w pewnych sytuacjach są sprawy ważniejsze. I takie potraktowanie ciebie mogło jak najbardziej podkopać twoje poczucie własnej wartości, kobiecości, wreszcie twojej rangi w rodzinie.
      Nie udawaj, że nie masz w sobie żalu. Nie kryj go, nie karć się za to, że czujesz. Jeśli chcesz uratować ten związek, to zrzuć z siebie ten ciężar i niech twój mąż poczuje konsekwencje swojego zachowania.
    • terrible_migraine Re: musze się wygadać 27.08.12, 10:32
      Może to co napiszę nie spodobać się nikomu, ale…
      Temat zdrady pojawia się tak często na wszystkich forach, że zaczynam myśleć o niej jako czymś powszechnym, normalnym w związku, w zasadzie nie do uniknięcia. Ostatnio w telewizji słyszałam jakieś (poparte badaniami statystycznymi) podsumowania, które również utwierdziły mnie w przekonaniu, że związek monogamiczny jest niemożliwy. Przerażające nieprawdaż?
      Skoro jednak zdrady się zdarzają i jest to takie nagminne, warto zastanowić się jak z tym żyć.
      Kiedy byłam nastolatką, dziewczyną młodą, wolną, w różnego rodzaju (dedykowanych dla nastolatków) czasopismach czytałam porady dotyczące życia po zdradzie – brzmiały one mniej więcej : rzuć go, znajdź kogoś innego…
      Kiedy już dojrzałam, zostałam matką, zaczęłam siłą rzeczy przeglądać inne fora, inne czasopisma, inną literaturę – rady brzmią: wybacz, zdrada może ożywić wasz związek, zastanów się dlaczego on zdradził, wina nigdy nie leży po jednej stronie i temu podobne stwierdzenia.
      Często zastanawiam się kto takie porady pisze i czy zdaje sobie sprawę, że czyta to jako źródło nadziei, traktuje jako drogowskaz ktoś, czyje życie właśnie legło w gruzach. Zazwyczaj jest to kobieta koło czterdziestki, której rozpada się nie tylko małżeństwo, Ale i rodzina.

      Do czego zmierzam:
      1. rady dla nastolatek : znajdź kogoś innego, używaj życia, nie trać czasu z wiarołomcą - w tle informacja: jesteś młoda, wartościowa, znajdziesz sobie kogoś, kto na Ciebie zasługujesz! Nie trać więc czasu z kimś, kto nie jest Ciebie wart. MOŻESZ WSZYSTKO!

      2. rady dla kobiet po 30 – zastanów się, może to Ty jesteś winna, może nie dbasz o siebie, może nie poświęcasz mężowi czasu, może zajęta dziećmi i pracą zawodową zapomniałaś o jego potrzebach… Pomyśl co stracisz, co stracą Twoje dzieci, pomyśl o kredycie… o dalszej i bliższej rodzinie, o podziale majątku… a może to był jeden niewinny skok w bok, Dla Kobiet po 30 są rady typu : jak wybaczyć zdradę, jak żyć po zdradzie, są terapie.

      Od kobiet po 30 wymaga się : tolerancji, boskiej umiejętności wybaczania, znalezienie czasu i przekonanie wiarołomcy, że warto uczestniczyć w terapii.
      Kobiecie po 30 mówi się : mężczyzna czasem się zagubi, zadbaj o siebie, pomyśl o odmianach w sypialni, wasze życie erotyczne nabierze innej jakości…

      Tymczasem rada jest jedna: KOCHASZ tego, który Cię zdradził na tyle, żeby po rozmowie dotyczącej tego, czy zdrajca w domu zostaje na normalnych warunkach, żyć ze świadomością, że zdradził?
      - nie dogadywać wieczorami
      - nie gnębić siebie i jego
      - nie przeszukiwać kieszeni, telefonów, laptopów
      - nie myśleć bez przerwy czy już zdradził czy planuje kolejną zdradę
      - nie obarczać się poczuciem winy
      - nie zmuszać do nieakceptowanych zachowań w seksie, tylko dlatego, że chcesz mu dać wszystko w domu

      KOBIETO :Jeżeli jesteś w stanie zdradę wybaczyć, to ją wybacz, Jeśli nie, daj sobie na to czas! Zastanów się, przemyśl czy chcesz. Nie myśl o tym, że jeśli on odejdzie, to stanie się to, to i jeszcze tamto. Nie podejmuj decyzji o wybaczeniu mając na względzie warunki materialne. Pamiętaj, że masz na to czas! Jeśli wiarołomcy zależy, zrobi wszystko, żeby Twoja decyzja była pozytywna, jeśli nie… sprawa jest prosta.

      Tak się opisałam tylko po to, żeby Was Kobiety prosić o jedno: nikogo nie przepraszajcie za to, że zostałyście zdradzone! Nie doszukujcie się w sobie wad, niedociągnięć. To nie jest wasza wina. Jeżeli nie odpowiadamy naszemu partnerowi ze względu na zestaw cech fizycznych i psychicznych, jakie sobą prezentujemy : może odejść, nie musi nas poniżać zdradą! Uczciwy partner, partnerka powiedziałby: coś zaczęło dziać się w moim życiu! Zaczynam odczuwać dziwną fascynację, … Uczciwy partner dałby nam czas na reakcję…
    • sandrad2 Re: musze się wygadać 27.08.12, 10:34
      Cóż, Twój mąż Cię zdradzał, zdradza i będzie zdradzał. Już wie, że i tak nic mu nie zrobisz i będziesz trwała w tym związku. A, że jesteś spolegliwą kobietką i dobrze zajmujesz się domem i dziećmi to się Ciebie trzyma jako żony i matki dzieciom.
      BO MU Z TOBĄ WYGODNIE.
      A seks i atrakcje ma z inną. Może tamta po cichu liczy, że kiedyś do niej jednak odejdzie, dlatego cierpliwie czeka i trzyma się go, bo przecież on jej nie mówi "z tobą się tylko bzykam a tylko żonę kocham".
      Znam dziewczynę która od pięciu lat ma żonatego kochanka i "czeka" na niego. Jego zona domyśla się kochanki, ale on nie zamierza ani zrywać z kochanką ani rozwodzić się z żoną. On tej decyzji nie podejmie, jeśli kochanka się uprze zdecyduje i z nim zerwie to nie będą razem, jeśli żona się uprze zdecyduje złoży pozew o rozwód to się zapewne rozstaną. Ale póki obie kobiety chcą go mieć i godzą się na swoją rolę to on palcem w bucie nie kiwnie by to zmieniać.

      Proponuję byś TY poszła do psychologa, rozeznać swoje uczucia, to dlaczego tak naprawdę jesteś z nim pomimo zdrad, czy to Ci odpowiada czy nie. Musisz rozliczyć się z uczuciami w tym układzie i pozwolić zaistnieć tym prawdziwym. Tkwiąc w niskim poczuciu wartości i poczuciu bycia gorszą doprowadzisz się do depresji. Musisz świadomie zdecydować "taki facet mi wystarcza bo też mam z tego korzyści", lub "zbyt wiele emocjonalnie mnie kosztuje bycie żoną zdradzacza i nie godzę się na to".
      • marzeka1 Re: musze się wygadać 27.08.12, 11:44
        Jak nie chcesz oszaleć, po prostu powiedz sobie: żyję na co dzień z k.utasem , który nie będzie mi nigdy wierny; chcesz, wybaczaj, ale zacznij od zobaczenia, kim jest mąż. A potem zadecyduj, czy kolejny raz wybaczasz, bo on zdradza cię i będzie to nadal robić, ba- on wie, że go rozgrzeszysz.
        A że tak czujesz? Nie dziwię się, bo ile razy można zamiatać własne uczucia i złość pod dywan, byle tylko udawać, ze jest się cudowną rodziną z mamą, tatą i dziećmi???
    • demonsbaby do ilu razy sztuka? 27.08.12, 12:34
      do trzech, czterech? jest jakaś liczba?
      Można wybaczyć zdradę i o niej zapomnieć, kiedy jest wypadkową działań obojga i kryzysu w związku, kiedy istnieje chęć naprawienia tego mechanizmu, który zawiódł i kiedy zaufanie stanie się elementem cementującym więź obojga, ale nie należy popadać ze skrajności w skrajność.
      Ile zdrad można wybaczyć? Nie wiem. Wiem natomiast, że z tego obrazka wyłoniła się dla mnie kobieta łatwowierna, co więcej - podkopałaś sobie skutecznie samoocenę i jest to główny efekt działań twojego chuopa, a pośredni twoich dalszych poczynań i wyciągania konsekwencji z zaistniałej w przeszłości sytuacji. Nie wiem co jest "lepsze"? Usłyszeć, że jest się najukochańsza kobietą, ale seks jest drugorzędny stąd skoki w bok stanowią normę ... czy jest się niekochanym, a skoki w bok to poszukiwanie nowego partnera w najbardziej podły sposób wobec strony oszukiwanej?
      Oczekujesz jakiejś konkretnej porady, czy chcesz tkwić w doopie?
      Chwilowo się Tobie wydaje, że nie masz objawów zbliżonych bądź będących sygnałami depresji. Z pewnością Ty wymagasz terapii indywidualnej, a od jej wyników podejmiesz z czasem decyzję czy terapia małżeńska bądź ten związek jest uzupełnieniem twojego życia.
    • esteraj Re: musze się wygadać 27.08.12, 13:21
      Co tak naprawdę trzyma Cię przy mężu?

      Po pierwsze, napisałaś, że nie jesteś już młoda (czyżby, przecież niedawno urodziłaś dziecko?).
      Po drugie masz dzieci, które go kochają.
      Czyli w gruncie rzeczy boisz się samotności i chcesz zapewnić spokój dzieciom...

      Czy naprawdę sądzisz, że nikogo już nie spotkasz? Czy Twój mąż jest jedynym mężczyzną, który jeszcze z Tobą może być? Czy masz godzić się na bylejakość związku?
      Czy gdybyście się rozwiedli, to dzieci stracą kontakt z ojcem?

      Jest jeszcze:
      > Wchodził na strony o samobójstwie - i raczej nie po to by wzbudzić we mnie lito
      > ść bo nie wiedział, że będę miała dostęp do historii (włamałam się do jego komp
      > utera).

      Według Ciebie dlaczego wchodził na takie strony? Dlaczego myślał o samobójstwie?
      Czy to z poczucia winy wobec Ciebie, czy jednak z utraconej możliwości bycia ze swoją miłością - kochanką?

      Nie ma się co oszukiwać. On kocha ją, nie Ciebie.
      Ciebie ceni za dom, za zrozumienie, za obiady, za dzieci...
      Jesteś pewnie wspaniałą kobietą, ale pragnieniem męża jest tamta.
      I wcale ona nie jest lepsza od Ciebie. Ona ma tylko możliwość pokazywania mu się tylko z tej dobrej strony, bo w czasie spotkań ona daje 100% siebie.
      Człowiek nie może działać ciągle na najwyższych obrotach. Potrzebuje oddechu, wytchnienia, normalności. Twój mąż widuje Ciebie w różnych stanach. Ją tylko w jednym- w tym najlepszym.
      Gdy chodziłaś na randki, pokazywałaś lepszą siebie. Wydawałoby się, że zawsze możesz być uśmiechnięta i zadbana...
      Ludzie nabierają się na iluzję doskonałości. Prawdopodobnie tak jest też z Twoim mężem.
      Gdybyś zamieniła się rolami z jego kochanką, to ona by mu spowszedniała, a Ty nabrałabyś blasku.

      Zastanów się czy jest sens dalej to ciągnąć...
      Jakie masz zyski, a jakie straty...
      Może jednak wystarczy Ci być mądrą kobietą i wspaniałą matką, za to beznadziejną w łóżku dla swojego męża...
    • z_jakiejs_bajki Re: musze się wygadać 28.08.12, 00:53
      Dziękuję Wam bardzo za mądre wypowiedzi. Każdą starałam się przeczytać uważnie, na pewno jeszcze będę czytać i analizować.

      Prawdą jest, że nie przyznaję się do negatywnych uczuć, tłumię wszystko w sobie. Rodzina, bliscy, nikt nie wie i nie poznaje niczego po moim zachowaniu (wie tylko najbliższa przyjaciółka). Dlaczego – bo mi wstyd…. słusznie zauważyłyście, że nie powinnam, nie mam się tu czego wstydzić. Nie chcę już mówić o tej historii sprzed lat – skupiam się na tym ostatnim romansie, zaznaczyłam jedynie, że to już było, że to romans z tą samą kobietą.

      Wstydzę się tego, że nie byłam wystarczająco dobra by być potraktowana z szacunkiem, by nie zostać zdradzona i okłamana. Niby wiem, że to nie jest moja wina, że jakakolwiek jestem (w sensie niedoskonała) nie upoważnia do oszukiwania mnie, poniżenia w taki okrutny sposób, gdy właśnie rodziło się nam dziecko.

      I z jednej strony myśl, że należy mu się kara – surowa kara jak moje odejście (gdybym jednak okazała się tylko wygodną opcją, to wcale nie byłaby to tak surowa kara jaka za taką zdradę powinna być zadana).
      Z drugiej – dlaczego mają na tym ucierpieć dzieci? Bo jednak rozstanie, nawet, gdyby spotykał się z dziećmi regularnie, myślę, że byłoby dla nich bardzo niekorzystne.

      Rozsądek podpowiada by kontynuować ten związek dla dzieci. Co ja z tego będę miała? W tej chwili nie wiem, czy na czymkolwiek mi zależy (oprócz dobra dzieci). Nie widzę jakiś różowych perspektyw dla siebie jako kobiety, gdybym odeszła. Nie wyobrażam sobie faceta, którego mogłabym zainteresować z takim przychówkiem ale i nie chciałabym przyprowadzić do domu ojczyma dla dzieci (w sumie nie jestem jeszcze taka stara – blisko 40-tki). Chyba wolałabym być samotną matką niż wejść w nowy związek. Obawiałabym się, że byłabym zbyt łasa na komplementy, znalazła niby idealnego faceta potem wpadła w ten sam gnój. I tak, bałabym się samotności, choć pewnie bym zacisnęła zęby i jakoś sobie poradziła – to jeśli chodzi o organizację życia. Nie poradziłabym sobie jednak bez kogoś bliskiego – to jeśli chodzi o emocje związane z życiem w pojedynkę.

      Nie chcę godzić się na bylejakość związku i chcę by odczuł jakąś karę. Chciałabym, by poszedł ze mną na terapię, po to, by zrozumiał jak dużą krzywdę mi zrobił. Teraz jest tak, jakby spłynęło po nim wszystko jak po kaczce. Było minęło. A tak nie jest – ciągnie się ten smród i będzie ciągnął. Wydaje się, że nie rozumie co może czuć kobieta zdradzona, zwłaszcza w okresie ciąży i porodu. Nie pytał mnie o to, chciałabym by ktoś zmusił go do wysłuchania, przeanalizowania tej sytuacji.

      I jeszcze, masz rację esteraj, to ona jest pragnieniem a ja tą wygodną opcją. Choć rzekomo (tak twierdził) nie mógłby z nią żyć bo mieli różne, sprzeczne poglądy na życie. Ale jednak to z nią była „chemia” nie ze mną. Bardzo to boli.
      Jeszcze raz dziękuję. Spróbuję wymusić wspólną terapię, wizyty u psychologa. Nie wiem na jakiej zasadzie się to odbywa – czy psycholog spotyka się z parą czy indywidualnie? Chciałabym, by usłyszał o moich uczuciach. No i wreszcie chciałabym zrozumieć czy trwać w tym związku dalej czy dać sobie spokój i jednocześnie chciałabym nie doświadczyć podobnych przeżyć już nigdy więcej.

      Dziękuję.
      • jola-kotka Re: musze się wygadać 28.08.12, 04:44
        Postaram sie opisac ci jak to wyglada z drugiej strony tej zdradzajacej,co prawda z punktu widzenia kobiety,ale mechanizm jest ten sam.
        Powody zdrady sa rozne,od braku milosci ,seksu po nude,brak zrozumienia w zwiazku oraz zwykla zabawe.
        Jednak dlugotrwaly romans to jest juz inna bajka,w gre wtedy juz wchodza uczucia i taka sytuacja nie jest do przejscia na zasadzie zdarzylo sie.
        Twoj maz to wygodnicki egoista,ktory prawdopodobnie,wie,ze u kochanki na wiecej nie moze liczyc albo czlowiek o ogromnym poczuciu odpowiedzialnosci wobec rodziny.
        Tylko nawet jesli jest tak szlachetny postepuje glupio nie liczy sie z twoimi uczuciami,krzywdzi cie i zrobi to jeszcze nie raz.
        Osoba,ktora zdradza nie czuje sie z tym komfortowo nawet jesli ukrywa to pod plaszczykiem,zimnej osoby na ktorej jego wlasne postepowanie nie robi na wrazenia.
        Zdaje sobie sprawe z tego,ze robi zle nie moralnie,a jednak dalej tak postepuje,bo to co ma w domu nie wystarcza na zaspokojenie jej pragnien,wyobrazen itp.
        Takze to nie jest tak,ze zdradza i przechodzi nad tym do porzadku dziennego nawet jesli tak to okazuje na zewnatrz.
        Staly zwiazek,romans na boku jest powodem do odejscia od zony/meza bo nie mozna kogos dreczyc latami,niszczyc go.
        Trzeba miec na uwadze dobro tej drugiej strony,zeby nie wykonczyc jej psychicznie.
        Mam romans,kocham inna /innego odchodze koniec kropka.
        Dlatego jesli on nie podjal tej decyzji i twierdzi,ze z tamta kobieta koniec ty wybaczylas ok,pozbieraj sie bo wcale nie jestes brzydka,zla i takie myslenie to glupota.
        Mogliscie sie zle dobrac,moga szwankowac jakies malutkie detale albo on nie potrafi wytrzymac majac jedna kobiete lub jest zwykla swinia.
        Jednak pamietaj to nie jest twoja wina.
        Zyjcie sobie szczesliwie,ale do kolejnego razu na stepnym razem sama wywal mu walizki za drzwi,bo marnie skonczysz na dlugiej terapii i razem z toba beda cierpiec dzieci widzac zniszczona psychicznie matke.
        Zdradzajac mezczyzne wydawalo mi sie,ze czynie mniejsze zlo bo kobiety to bardziej boli itp.nic bardziej mylnego.
        Dlatego spakowalam sie rozwiodlam i przestalam go zadreczac jednak ja wiedzialam,ze ktos z tego powodu skacze do gory z radosci i czeka na mnie z otwartymi ramionami
        A u twojego meza nie koniecznie tak musi byc wiec jesli sytuacja sie powtorzy nie patrz czy biedny maz ma gdzie spac,wywal go na zbity pysk z domu.
        • serendepity Re: musze się wygadać 29.08.12, 09:36
          > Osoba,ktora zdradza nie czuje sie z tym komfortowo nawet jesli ukrywa to pod pl
          > aszczykiem,zimnej osoby na ktorej jego wlasne postepowanie nie robi na wrazeni
          > a.

          Piszesz o sobie, nie generalizuj. Sa ludzie, ktorzy zdradzaja i powieka im nie drgnie i nie maja wyrzutow sumienia.
      • sorvina Re: musze się wygadać 28.08.12, 08:57
        z_jakiejs_bajki napisała:

        > Wstydzę się tego, że nie byłam wystarczająco dobra by być potraktowana z szacun
        > kiem, by nie zostać zdradzona i okłamana.

        Kompletna bzdura. Kto Ci wmówił, że tylko doskonali ludzie zasługują na elementarny szacunek, prawdomówność i uczciwość? Masz bardzo pomieszane w temacie samooceny. Nie trzeba sobie zasługiwać na uszanowanie naszej godności, spełniać jakiś norm. Jeśli ktoś nie chce/nie potrafi szanować, być uczciwy itp. to jego wybór i jego problemy. Natomiast tak już jest, że jeśli tak nisko myślimy o sobie, to pozwalamy innym na szereg zachowań nie stawiając granic tam gdzie być powinny. Wtedy oni się uczą, że nami to się nie muszą przejmować. Jednak nadal ich zachowanie świadczy o nich, a nie to tobie.

        Polecałabym Ci jakąś formę terapii dla podniesienia samooceny i nauczenia się akceptować i wyrażać w zdrowy sposób uczucia. No i zastanowić się czy naprawdę chcesz być z mężczyzną, który pokazowo lekceważy ciebie i twoje uczucia. Okazuje brak szacunku, miłości i jakiegokolwiek poczucia przyzwoitości.
      • edw-ina Re: musze się wygadać 28.08.12, 09:29
        Nie myśl o tym, że nie byłaś nie jesteś wystarczająco dobra. Jesteś najlepsza - tak sobie powtarzaj choćby na siłę. I choćby na siłę zakładaj ładne sukienki i buty na wysokim obcasie. Nie dla swojego męża, tylko dla siebie i ewentualnie dla innych. Spróbuj poczuć się kobietą, bo twój mąż swoim postępowaniem to w tobie zabił.
        Odnośnie terapii - spotkania są wspólne. Terapia może wam pomóc, choć zważywszy na zachowanie twojego męża, to ja bym radziła byś przede wszystkim skupiła się na sobie i na swoim poczuciu własnej wartości. Trzymaj się.
      • anaisanais Re: musze się wygadać 28.08.12, 09:37
        Nie ma sensu tkwic w zlym zwiazku dla dzieci. Pomysl ze jestes odpowiedzialna za ich rozwoj, za wzorce, ktore beda mialy i te wzorce beda ksztaltowaly ich zycie. Chcesz aby dzieci wyniosly z domu ze ojciec moze zdradzac matke i traktowac ja bez szacunku, a matka w milczeniu sie na to godzi? Chcesz aby twoja corka w przyszlosci byla zdradzana, albo syn nie bedzie szanowal swojej zony, a moze nawet ciebie? Ja jako dzecko nie chcialabym aby rodzice tkwili w zwiazku dla mojego 'dobra' bo czym jest to dobro, mieszkaniem we wspolnym domu?
        Ojciec moze sie przeciez po rozwodzie spotykac z dziecmi, jak czesto ustalicie. Nie musi byc to co dwa tygodnie, moze nawet codziennie.
        Ty zajmij sie soba, twoja samoocena lezy, a wydajesz sie bardzo dobrym czlowiekiem.
        Pozdrawiam
    • demonsbaby dzieci kiedyś dorosną 28.08.12, 09:28
      i odejdą, zakładać własne gniazda z utrwalonym mniej lub bardziej obrazkiem tatusia, który w doopie ma mamusię. I tak oto obrazek powielą albo nie będą w stanie funkcjonować w partnerskich relacjach.
      Pozbawiłaś się już sama prawa do godności i szacunku? Pozbawiłaś się prawa do życia w relacji partnerskiej opartej na więzi emocjonalnej wzbogaconej udanym życiem seksualnym?
      No to żyj dla dzieci i złudnym poczuciu zapewnienia im normalności. Jak dorosną, to uaktywnij tryb życia kobiety przegranej, bo pustka pozostanie.
    • esteraj Re: musze się wygadać 28.08.12, 13:38
      Kobieto z_jakiejś_bajki, co jest Twoim głównym problemem? Twoim problemem jest kiepskie samopoczucie, czujesz się nic nie warta, czujesz się ofiarą...
      W Twojej głowie powstała myśl, że zrobiłaś to co najlepsze w życiu, byłaś dobrą matką i żoną, poświęciłaś się, a teraz czas na zapłatę, na nagrodę...
      Jest jednak mały problem, bo zamiast być doceniona, pochwalona, wyróżniona... to w zamian dostałaś zdradę męża.

      Wartości takie jak dbanie o dom, o dzieci, gotowanie, sprzątanie itp. miały być drogą do uzyskania gratyfikacji. Mąż cenił Twoje starania, podkreślał nawet jak one są ważne, szanował Cię za Twoją mądrość, zrozumienie i spokój... ale potrzebował jeszcze czegoś.

      Potrzebował adrenaliny, podniecenia i poczucia, ze jest samcem alfa...

      W rzeczy samej, to zarówno kobiecie jak i mężczyźnie zależy tylko na jednym: na byciu "naj" (najlepszym, najwspanialszym, najważniejszym...)

      Czy myślisz, że tamta kobieta była wspanialsza od Ciebie?
      Nie.
      Ona tylko potrafiła sprawić by Twój mąż czuł się kimś ważnym, potrzebnym, atrakcyjnym...
      To jest największa z potrzeb człowieka. Zaspokajanie ego...
      Ego potrzebuje komplementów, pochlebstw, słów uznania... To jest pokarm, który dodaje wewnętrznej energii.

      Tego potrzebujesz również Ty.
      Potrzebujesz usłyszeć od swojego męża, że był mega durniem, bo miał przy sobie WSPANIAŁĄ I KOCHAJĄCĄ żonę.
      Dopiero jego skrucha i przekonanie, że jesteś the best pozwolą Ci na szczęśliwe życie.

      Twój mąż i jego ocena stały się dla Ciebie punktem odniesienia, Twoim lustrem.

      Kobieto z_jakiejś_bajki za jaką osobę siebie masz? Czy według własnej oceny jesteś wartościową kobietą? Jeśli tak, to po cholerę Ci potwierdzenie kogoś innego? Bo jest to bardziej wiarygodne? Bo zdanie innych jest ważniejsze od Twojego?

      Jeśli ktoś Ci powie, że zdrada czy kradzież jest ok., że jest to trendy, to uznasz to wtedy za prawdę?
      A gdzie Twój system wartości, gdzie jest Twoje zdanie?
      Czy żyjesz według norm wyznaczanych przez innych, czy wobec własnych norm?
      Kto jest panem Twojego życia - Ty czy inni (lub Twój mąż)?

      Rozumiem, że dobro Twoich dzieci jest dla Ciebie priorytetem.
      Jeśli uważasz, że pozostanie z ich ojcem będzie dla ich korzyści, to ok. Nie oczekuj jednak, że kiedyś one to docenią i będą Ci wdzięczne. Nagrodę już odbierasz, bo patrzysz na ich spokojny i stabilny rozwój. Czy to nie jest dla Ciebie najważniejsze?

      W życiu chodzi o to, by robić to co się chce, co uznaje się za słuszne.
      Tu nie ma miejsca na poświęcenia i czekania na zapłatę, na nagrodę...

      Gdy żyjesz w zgodzie z własnymi przekonaniami, w harmonii ze sobą, nie trzeba nic więcej.
    • pomarola Re: musze się wygadać 28.08.12, 15:11
      Twój dołek to rzecz zupełnie normalna, powiem Ci ile ja odzyskiwałam spokój i równowagę po zdradzie męża - prawie 7 lat ! Miałam w tym czasie tak jak Ty zerowe poczucie własnej wartości, pretensje do siebie, że coś zawaliłam na zmianę z chęcią uduszenia męża natychmiastowo za to co mi zrobił... Ciągły niedosyt zapewnień i deklaracji miłości, nawet drobne uchybienia urastały w moich oczach do dowodów zaniku uczuć czy kolejnej zdrady. Popadłam w ostrą depresję, kilka lat leczyłam się u psychiatry, korzystałam z terapii, miałam nawet próbę samobójczą.
      Czemu nie odeszłam - nie wiem, pewnie nie miałam dość sił psychicznych na podjęcie jakichkolwiek działań... To że jesteśmy razem to wypadkowa mojej ówczesnej całkowitej niemocy i bierności oraz determinacji męża, by jednak utrzymać nasz związek.
      Czasem żałuję, że wtedy nie potrafiłam być stanowcza, czasem jestem szczęśliwa. Decyzja o pozostaniu z wiarołomcą jest zawsze ryzykowna, bo świadomie godzisz się na stałe uczucie dyskomfortu w małżeństwie (nigdy już nie zaufasz mężowi w 100% i zawsze będziesz dopatrywać się drugiego dna w tym co robi czy mówi). Albo się nauczysz z tym żyć, albo Cię to zadręczy.
      Pisano powyżej o tym, że nie powinnaś zamiatać swoich uczuć pod dywan - w pewnym stopniu tak, ale stałe wypominanie i rozgrzebywanie przeszłości też nie jest dobre, bo żaden facet nie zniesie tego na dłuższą metę. Wyjaśnienia na początku - tak, ale w pewnym momencie trzeba postawić grubą kreskę i żyć dalej.... Stopniowo ucząc się cieszyć się tym co jest i nie rozkminiać każdego zachowania męża. No i przede wszystkim - trzeba sobie zmienić optykę - przestać patrzeć na siebie i na świat przez pryzmat męża, a wyłącznie przez siebie i dla siebie. Trzeba siebie polubić, rozpieścić, codziennie powtarzać sobie "jestem zajebista" - jak w to uwierzysz, to naprawdę taka będziesz !
      Piszę to z moich doświadczeń, na podstawie mojej sytuacji, moich dawnych i obecnych relacji z mężem. Twoja sytuacja może być inna, może nie kochasz męża na tyle by godzić się na taki "okaleczony" związek - zajrzyj w siebie i oceń to, ale biorąc pod uwagę jedynie swoje własne uczucia, nie sugeruj się tym jak to wpłynie na dzieci, jak to oceni rodzina itp. pierdoły. Spytaj siebie: "Czego naprawdę chcę, jak mam ochotę postąpić ?" i postaraj się w sobie i tylko w sobie odnaleźć odpowiedź.
      Życzę dużo siły i odzyskania siebie w tym wszystkim. Zawsze pamiętaj, że to Ty jesteś najważniejsza !
    • z_jakiejs_bajki Re: musze się wygadać 29.08.12, 00:42
      I chyba na tym polega mój problem, że ja nie wiem czego faktycznie chcę, jakie są moje pragnienia.

      Zawsze robiłam to, czego ode mnie oczekiwano. Byłam grzecznym dzieckiem, świetnie się uczyłam, właściwe studia, właściwa praca, małżeństwo we właściwym czasie. Byłam atrakcyjną kobietą ale nie ja wybierałam facetów tylko oni mnie a ja się godziłam lub nie (zresztą tych podrywów to było na palcach jednej ręki a w związkach (jeśli pierwszą licealną miłość można uznać za związek) byłam w całych dwóch :-)

      To straszne, ale wyłania się obraz jakiejś całkowicie pierdołowatej kobiety :-(

      Myślę intensywnie czego chcę i chyba wychodzi mi na to, że niekoniecznie być z mężem. Hamulcem są dla mnie dzieci i tylko one sprawiają, że myślę dalej o tym związku. Choć racją jest, że kiedyś odejdą i nie podziękują nawet – ale ja na nagrodę za moje zajmowanie się nimi, nie liczę. Moje dzieci są nagrodą samą w sobie i tylko martwię się by zapewnić im warunki do stabilnego życia i rozwoju. Myślę, że jeśli by kontynuować ten związek tak jak on wygląda teraz, nie wyniosłyby żadnych złych wzorców i zachowań.

      No właśnie ale ciągle brakuje mi w tej układance mnie i moich uczuć, tego co ja chcę. Choć chciałabym by mąż wziął udział w terapii razem ze mną, to po Waszych wypowiedziach skłaniam się raczej ku moim wizytom u psychologa (nie naszych). Może pomoże mi jakoś zrozumieć czego ja właśnie chcę.

      Jeśli chodzi o męża, to myślę, że chciał mieć rodzinę, domowe ciepełko, dzieci, itd. ale jak wspomniała jola-kotka (i nie tylko) brakowało mu adrenaliny, łaskotania jego ego (esteraj) ale nie wyglądało na to, że czuł się ze zdradą niekomfortowo, że chciał ją przerwać. Ostatnie spotkanie z kochanką i powrót do domu pamiętam bardzo dobrze – rzekomo wrócił z kolacji służbowej, był miły dla mnie, nie przesadnie, całkowicie normalny, czuły wracający po pracy mąż.
      Poprzednia zdrada też była bardzo długotrwała i to ona zerwała bo nie mógł się zadeklarować ostatecznie czy odejdzie ode mnie czy zostawi kochankę (tyle, że ona wtedy była sama a teraz już mężatką z dwójką dzieci). „Staly zwiazek,romans na boku jest powodem do odejscia od zony/meza bo nie mozna kogos dreczyc latami,niszczyc go.” – no chyba, że się tak świetnie kamufluje, że w domu jest przykładnym partnerem i trudno poznać, że coś jest nie tak – tak właśnie było u mnie. Więc teoretycznie mnie nie dręczył :-(

      Dziękuję Wam jeszcze raz za wszystkie wypowiedzi. Myślę, że zacznę od zrobienia porządku z samą sobą.
      • edw-ina Re: musze się wygadać 29.08.12, 09:18
        Napiszę ci coś jako dziecko rozwiedzionych rodziców - rozwód nie musi być nieszczęściem dla dziecka. Skoro udaje wam się porozumiewać mimo długotrwałych romansów męża, może udać się też zachować poprawne stosunki po rozwodzie. Mądre rozstanie bywa lepsze od bycia ze sobą na siłę.
        Ja z rozstania moich rodziców wyniosłam kilka nauk i nigdy nie wpadłam na pomysł, że mogli poczekać jeszcze kilka lat do mojej pełnoletności. Przeciwnie, gdyby poczekali to czułabym, że obciążają mnie odpowiedzialnością za swoje życie. Nauczyłam się, że trzeba wykorzystać jak najwięcej możliwości naprawienia relacji, ale jeśli nie skutkują, to nie można udawać, że wszystko jest dobrze. I cieszę się, że to widziałam, bo w dorosłym życiu pozwoliło mi to doświadczenie wyjść kilka razy z relacji, które mnie niszczyły. W innym wypadku być może bym w nich trwała. Dlatego zamiast o samopoczuciu dzieci - pomyśl o sobie.
    • easyblue Re: musze się wygadać 29.08.12, 07:30
      Seks jest przereklamowany:) Nawet, gdybyś w łóżku była nie takim ideałem jak kochanka, to rolą Twojego partnera jest pokierowac Tobą. Nawet, gdyby okazało się, że nie jesteś w łóżku tym, co sobie wymarzył, nie masz co porównywać się z kochanką, bo ona tylko do łóżka się nadaje - wszak gdyby była ideałem KOBIETY, zamieszkał by z nią. To Ty jesteś mądrą żoną i dobrą matką, a że Twojemu mężowi wymarzyło się mieć kochankę - no cóż, nie on pierwszy. Nie patrz na siebie jako na tą "gorszą", bo to porównanie z góry skazane jest na porażkę. Mi seks z M odpowiada, ale wiele rzeczy bym zmieniła - ale M pozostaje na to głuchy:) Gdybym była facetem, znalazłabym sobie kogoś na boku, ale jestem kobietą z masą spraw na głowie i ładowanie się w problemy nie jest tym, czego mi potrzeba:) Tym różnimy się od facetów, że my myślimy głową, a nimi kieruje główka:/
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: musze się wygadać 29.08.12, 07:39
      Akt wybaczenia to szlachetna umiejętność i przynosząca ulgę. Myślę, że Pani mężowi nie wybaczyła. Natomiast doprowadziła Pani wraz z mężem do unormowania sytuacji.
      Stąd te niewypowiedziane uczucia złości, gniewu i chęć aby mąż wreszcie to usłyszał. Wspólna terapia wydaje się Pani taką możliwością, bo osoba terapeuty jawi się jako Pani sprzymierzeniec. Poniekąd słusznie. Nie chodzi o to aby samej coś powiedzieć, ale aby zostać wysłuchaną i zrozumianą w całej swojej istocie
      Pod spodem cały czai się wstyd i poczucie gorszości. To następna sprawa. Nie warto tego hodować, bo może przerodzić się w stan chroniczny. Tu może pomóc terapia własna, grupowa.
      Kolejna rzecz, to wydaje mi się, ze Pani nie pozostała z mężem tylko dla dobra dzieci. Mam wrażenie, że Pani chce z nim być. Może tez po to aby przy nim i dzięki niemu odzyskać to co Pani przez niego straciła. To zrozumiała motywacja. Warto przemyśleć sprawę i oczyść złogi. Wtedy jest szansza na dalszy doby związek po przejściach. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • z_jakiejs_bajki Re: musze się wygadać 31.08.12, 23:11
      Dziekuje jeszcze raz za wszystkie wypowiedzi.
      Jest mi smutno i na prawde nie wiem czego sama chce. Z jednej strony chce walczyc o ten zwiazek choc taki niedoskonaly, z drugiej jest mi tak bardzo przykro, ze zdradzil mnie po raz drugi z ta sama kobieta, nie uszanowal mnie ani naszych dzieci, ze sa chwile, ze watpie we wspolna przyszlosc....
      Dziekuje. Mysle, ze poszukam psychologa dla siebie bo on na terapie nie pojdzie (nawet dzisiaj zapytany, okreslil terapie bardzo negatywnie) - szkoda. Gdybym chociaz widziala wole, ze sprobuje, tez byloby mi latwiej. No trudno. Zobacze co dalej pozniej.
      • easyblue Re: musze się wygadać 01.09.12, 08:52
        Może to jest silniejsze od niego? Rozmawiaj z nim - zapytaj, co daje mu kochanka, czego od Ciebie nie dostaje? Zapytaj, czy jakbyś była, jak kochanka to wtedy nie szukał by kogos innego? Zorientuj się, czy to on za nią, czy też ona za nim latała. Może zręcznie wykorzystała sytuację. Czy to tylko seks, czy też prezenty są częścią tego "związku".
        Kiedyś na forum ktoś radził, by kochance wysłać paczkę z brudnymi slipami i skarpetkami/takimi intensywnej używanymi:P/ i liścikiem, żeby sobie zabrała kochanka razem z jego brudami.
        Ale bywa też, że szczera rozmowa z kochanką rozwiązuje sprawę. Po prostu kochanek opowiada jej bzdury o pożyciu małżeńskim i ona jest przekonana, ze jest dla niego ostoją.
    • osiol666 Re: musze się wygadać 21.01.13, 02:45
      To wszystko się powtarza. Przeczytałam większość. Dużo wiem od ludzi, tak po prostu, bo ktoś chce opowiedzieć o sobie. To ciągle jest to samo. Ktoś mi powiedział, że warto napisać ksziążkę o tym co robią nasi mężowie, albo potem eks. Ale to straszna tandeta to wszystko jest powtarzalne, nic nowego, nic wymyślnego. To my, kobiety po prostu jesteśmy totalnie naiwne i wieżymy w bajki. Za to właściwie dziękuję mojemu mężowi, że pod koniec 2012 roku całkowicie mnie z tego wyleczył. Ciągle było to samo, ja się starałam ( o ile to możliwe ), chciałam naprawiać budować, może wszyscy się dookoła śmiali, ale ja dzielnie stałam na straży swojej rodziny. A dziesiaj moja dziesięcioletnia córka mówi, że wie co się dzieje, od dawna, nie muszę jej tłumaczyć, bo wie... No i co z takim facetem ?? Taka córa to skarb. Ja być może nie, zapewne nie dla niego, ale dziecko ? i co ? To tyle. Po dwóch latach zdrady do której się przyznał, po kolejnych trzech "gdzie próbowaliśmy", powiedział, że dla niego najważniejszy jest rozwód. No uśmiać się można !! A jeszcze niedawno słyszałam, że w jego życiu najważniejszą wartością są dzieci ( jest jeszcze młodzy syn ). Patrzcie jak to się zmienia. Przez całą tą sytuację nie straciłam szacunku do siebie, mam wysokie ( nadal, a nie wiem czy nie większe ) poczucie własnej wartości, cenie siebie, swoją wiedzę, wartości ( mój ojciec powiedział, że coś mi się chyba z epokami pomyliło i takie wartości w tych czasach mogę sobie w tyłek wsadzić ). Tylko jedno mnie boli, że mogłam być tak naiwna przez tyle lat, wierzyć że coś się poukłada, że będzie jak kiedyś. A kiedyś już nie ma. I chyba nawet nie żałuję tych lat ostatnich. Żałuję od może dwóch miesięcy, widzę jak ucieka czas. I myślę o tym, że poszłabym z kimś do kina, do łóżka, zjadła z nim śniadanie i nikt już więcej nie powiedziałby do mnie "Ty, to k... jakaś głupia jesteś". Może coś w tym jest. Sama na to pozwoliłam. W chwili, gdy dostanę papier do ręki mam nadzieję zamknąć ten rozdział tak na zawsze. Bo nawet nie jestem zła, nie czuję nienawiści, na pewno smutek, ze względu na dzieci, bo nikt nie wychodzi z takich sytuacji nieporaniony. Ja nie jestem winna. Zrobię tak żeby było dobrze, na tyle ile to możliwe.
      • kaja7 Re: musze się wygadać 22.01.13, 18:10
        Z jakiejs bajki ty mi przypominasz mnie czesciowo dlatego postanowilam odniesc sie do tego postu. MIalam podobne przejscia z rozwodem rodzicow jak edw-ina. Tez daly mi lekcje na zycie. Moja mama odeszla od ojca jak mialam rok potem po 7 latach postanowili sie zejsc ze soba !!!! Co bylo najwieksza tragedia i najgorszym co moglo mi sie przydazyc jako corce. Bo mi powiedziala ze robi to dla mnie a zycie po tym bylo koszmarem. Wyroslam na czlowieka tak jak autorka zwiazku grzeczna, skonczone dobre studia, ladna zadbana z bardzo niskim poczuciem wartosci (zreszta odziedziconym czy nauczonym od mamy). Rodzice sie ponownie rozwiedli jak mialam 15 lat i bylo to dla mnie najszczesliwsze wydarzenie.

        Ja nie rozumiem czemu tkiwc w zwiazku w ktorym sie jest nieszczeliwy dla dzieci - wiesz ja patrzylam na nieszczeliwa mame - bylo to dla mnie najgorsze nieszczescie. Dzis wspominam jak prosilam ja choc stad odejdziemy (znaczy od ojca) a ona "ty nic nie rozumiesz" chyba tak nic nie rozumialam jak kobieta myslaca tak nisko o sobie moze twic w toksycznym zwiazku !

        Ja myslalam ze nigdy za maz nie wyjde bo ktoz zeche - dlatego jak autorka zwiazku nie wybieralam factow oni mnie musieli wybrac. NA SZCZESCIE moj obecny maz mnie wybral.
    • irmina51 Re: musze się wygadać 30.01.13, 08:37
      Z jakiejs bajki.Przeczytalam twoj post i b. mi cie zal.Nie masz rodzicow?rodzenstwa zeby sie im wyzalic?to nie jest jednorazowa zdrada ktora mozna wybaczyc.Ta bestia zdradza cie caly czas.Malzenstwo polega na milosci i zaufaniu.A tego u was nie ma.Ani cie nie kocha ani mu nie mozesz zaufac.Wiec po co ci on?Zawiodl w najbardziej dla ciebie ciezkich chwilach.Jak bylas w ciazy.Przemysl to sobie.Dlaczego masz mu dawac swoja milosc i lojalnosc?co dostajesz w zamian?czy nadajesz sie do zycia w trojkacie?bo nie mysle ze on zrezygnuje ze swojej kochanki.Za daleko to zaszlo.Sorry ze tak cie jeszcze doluje,ale tak to wyglada.Jestes w zwiazku ale i tak jestes sama.Bo na tego czlowieka nie mozesz liczyc i mnie powinnas.I nie mozesz mu wierzyc.w kazdej chwili moze zarzadac rozwodu.Pozdrawiam i glowa do gory.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja