damnsad
02.09.12, 01:26
Zdecydowalam sie na separacje z mezem, na dniach ma sie wyprowadzic. Powodem naszego rozstania jest jego niedojrzałosc, brak zaangazowania w wiele spraw domu, a przede wszystkim picie. Maz jest z tych pijacych kulturalnie, bez awantur i bez zarzygowania sie, i dlatego uwaza, ze nie ma z tym problemu. Jak twierdzi pije bo lubi, jest to dla niego wazny element odstresowujacy po pracy i nie zamierza z tego rezygnowac.
Sytuacja taka jednak trwa od wielu lat, jego picie, pomijajac to ile kosztuje i jak rujnowac musi mu zdrowie, ma tez wplyw na jakosc naszego zycia. Moze corka dotad tego az tak bardzo (jeszcze) nie odczuwala bo ma dopiero 5 lat, zreszta ja ja po prostu przed tym wszystkim chronilam (np. uprawiedliwialam niemoc lub nieobecnosc ojca zmeczeniem, praca, a tymczasem on byl na kacu albo na wyjsciu z kumplami). Cora rozumie jednak coraz wiecej, i podjelam decyzje, ze nie chce jej fundowac zycia w rodzinie patologicznej, ze to ostatni dzwonek aby sie zmienic. Coraz czesciej byly w domu awantury o wszystko, wywolywane glownie przez mnie bo wg meza wszystko jest OK. Tak nie da sie jednak zyc.
Maz jest dobrym ojcem i na bliski kontakt z corka. Kiedy wyprowadzi sie, ona na pewno to bardzo przezyje. Jak jej o tym powiedziec? Co jej powiedziec? Powinnismy zrobic to razem czy osobno?
Troche ja juz do tego przygotowalam, po ktorejs awanturze powiedzialam, ze byc moze tatus bedzie musial jakis czas pomieszkac osobno zeby zastanowic sie nad waznymi sprawami, i ze dorosli czasem tak musza, ze musza pobyc nawet kilka tygodni czy miesiecy zdala od domu a nawet rodziny aby rozwiazac rozne trudne sprawy. Powiedzialam tez, ze tata ja dalej bardzo kocha, ze to nie jej wina, ze tata dalej bedzie ja zawoził do przedszkola i bral w weekendy na spacery itp. Bo to sie, mam nadzieje nie zmieni, maz wynajal mieszkanie niedaleko nas i deklaruje, ze jego rytm tygodnia wobec corki sie nie zmieni.
Nie wiem czy dobrze zrobilam.
Corka na pewno bedzie pytala czy tatus wroci, na ile czasu sie wyprowadza, czy mnie nadal kocha, czy ja jego kocham itd.
Prawda jest taka, ze ja mam nadzieje, ze separacja pomoze mezowi zrozumiec, co traci. Kocham go nadal, ale iles lat zajelo mi zrozumienie, ze on nie zacznie sie leczyc bez siegniecia dna. A zyjac z nami nie ma szans tego dna siegnac, bo jest wlasnie takim zalewajacym robaka po cichu typem, bez awantur, bez stwarzania problemu. Upije sie i spi, upija sie 2-3 razy na tydzien. Problemy niby stwarzam ja, to ja mam wg niego problem, nie on. Dla mnie to jest patologia, ale w jego mniemaniu ja po prostu przesadzam i czepiam sie.
Jednak jego picie ma wplyw tez na to, ze poza praca i piciem i okazyjnym wzieciem corki na dwo i jej odwozeniem nic w domu nie robi. Na codzien zyje praktycznie jak samotna matka, oplaty, sprzatanie, gotowanie, zakupy, lekarze, samochod, dziecko codziennie po poludniu - wszystko jest na mojej glowie, wiec dla mnie nie zmieni sie wlasciwie nic.
Nadzieja na to, ze maz sie ocknie jest wiec bardzo nikla, mam wrazenie, ze moj maz widzi to jako jakas moja fanaberie i w ogole jest jakis taki zrezygnowany. Jest jednak dosc dumnym clzowiekiem i moze byc tak, ze nawet jesli zrozumie swoj problem z alko - to i tak nie wroci do domu bo zawsze bede ta strona, ktora zrezygnowala z niego i z 'nas'. Nie mam wiec wielkich nadziei, jestem jeszcze bardziej zrezygnowana chyba niz on.
Moim glownym zmartwieniem jest to czy corka jakos znosnie przez to przejdzie.
Co mam mowic dziecku, jak padna pytania o to czy tata wroci i czy sie nadal kochamy, zeby nie robic corce zludnych nadziei, a jednoczesnie zeby jak najmniej to wszystko przezyla?