Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną

03.09.12, 11:56
Moja rodzina była emocjonalnie toksyczna. Mama DDA wiecznie broniąca swojej pozy pokrzywdzonej ofiary + apodyktyczny pracoholiczny ojciec. Wyszliśmy z tego domu emocjonalnie zmasakrowani, stosunkowo późno odpępowieni, gdy inni już mieli rodziny to my dopiero próbowaliśmy pierwszych partnerów.
Wyszliśmy z wielkimi deficytami poczucia własnej wartości, nieumiejętnością rozmowy, niedokochani, niedopieszczeni, znerwicowani, nieumiejący budować trwałych więzi w związkach, uciekający przed zaangażowaniem by nie powielić chorego modelu związku wg rodziców. Brat nie pije ale za żonę ma alkoholiczkę która zaprzecza swojemu nałogowi. Wszyscy zdolni, inteligentni ale...nie wierzący w siebie, bez przebojowości, nieudolni w kontaktach z ludźmi, wycofujący się, krytykanccy lub podkładający się.. życie to ciąg zmarnowanych okazji, zaprzepaszczonych talentów, niepodjętych wyzwań.
Niestety długo byłam(jestem?) podobna do mamy - stojące w kącie popychadło przestawiane przez innych, bojąca się mieć pragnienia a świetnie wykonująca rozkazy, dająca się wykorzystywać w pracy, nie umiejąca zawalczyć o siebie, nie umiejąca swoich talentów i wytrwałej pracy przełozyć na pozycję i pieniądze. Pogodziłam się, że siebie samej nie przeskoczę, co się dało to zmieniam reszta dalej mi ciąży kamieniem i pozbawia energii.
Ale ja nie o tym.
Miałam w miarę dobry kontakt z pozostałymi 2 siostrami(nie mamy partnerów). Każda z nas mieszka w innym miejscu w tym jedna z rodzicami, zrezygnowała z innego życia by się nimi opiekować na stare lata. I nasz kontakt zaczął się zmieniać, praktycznie tego kontaktu nie ma. Jeśli ja jadę odwiedzić rodziców to kontakt jest, bo pobędziemy ze sobą chwilę, zamienimy kilka słów. Ale już w druga stronę nie ma żadnej aktywności. Nie dzwoni do mnie, nie ma o czym rozmawiać(wcześniej łączyły ciągłe rozmowy o problemach rodzinnych związanych z rodzicami), jeśli już u nich jestem to ja mówię o czymś, opowiadam co u mnie, a ona mało co komentuje, o sobie nic nie mówi, jak skomentuje to często jest to "warknięcie" albo krytyka, aż coraz mniej mam ochotę się odzywać żeby nie dostać "obuchem" słownej pogardy albo nie zostać w pustce milczenia i braku odzewu po moich wypowiedziach.
Druga siostra zawsze mi była bliższa, jest bardziej dynamiczna ode mnie, wiele rzeczy robiłyśmy razem,choć na ogół to ja się dostosowywałam i podporządkowywałam do niej, przez jakiś czas wydawało mi się że mamy dobry kontakt, ja zawsze ją uważałam za tę najfajniejszą z rodziny. Od kilku lat coś się zaczęło psuć(albo od kilku lat zaczęłam dostrzegać to czego nie widziałam wcześniej?), gdy chcę jej coś jedynie doradzić w jej sprawach (np propozycja wyposażenie mieszkania, lepsza lokata bankowa) to reaguje podniesionym głosem, pogardliwą krytyką którą odbieram jak "a cóz ty możesz wiedzieć"... Głośno podkreśla "bo mieszkanie jest jej i nikt nie będzie jej się wtrącał!" choć ja chciałam dać tylko luźne propozycje ciekawych rozwiązań do przemyślenia a nic jej przecież nie każę zmieniać,
jeśli mówię że mój znajomy zrobił tak-i-tak i mu świetnie wyszło, to z miejsca opryskliwa riposta "to niech sobie robi!", gdy zastanawiam się nad czymś i nie odpowiem od razu na jakieś jej sugestie by coś zrobić to zniecierpliwiona, pogardliwie cmoka nade mną i się skrzywia, gdy jestem u niej a czuję się w którys dzień słabsza psychicznie to chodzi koło mnie wkurzona nawet na mnie nie patrząc że czuję się jak intruz i schodzę jej z drogi. Ona ma wiele ciekawych pomysłów i jak ja je podejmę to jest ok, jeśli cos mi się nie podoba i nie uważam tego za mądre to jest foch, nie przyjmuje krytyki choć staram się ją jak najdelikatniej podać.
Przestałam się jej zwierzać ze swoich spraw bo miałam wrażenie, że uważa moje problemy za banalne, opowieści niewarte uwagi, robienie przeze mnie z igły widły, śmiesznie nieistotne. Także ona sama o sobie mi nie opowiada, równocześnie ze swoimi kilkoma koleżankami plotkuje aż furczy, więc to nie jest tak, że nie ma potrzeby zwierzania się. Równocześnie są dni, kiedy jest fajnie, robimy cos razem, stara się zadbać o mnie np robiąc cos dobrego do jedzenia gdy przyjeżdżam, normalnie pogada bez frustracji i agresji.
Wiem też że w razie potrzeby typu choroba mogę do siostr zadzwonić i przyjada mi pomagać.
Ale coraz rzadziej się z nimi teraz kontaktuję, bo ten kontakt zwyczajnie mnie boli. Dochodzi do tego, że zwyczajnie boję się odezwać by nie dostać po emocjach.
    • anaisanais Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 12:41
      Ja skupilabym sie na sobie i wlasnym rozwoju. Najwyrazniej twoje siostry tkwia w dawnych zachowaniach i nie maja checi zmiany. Dystans do rodziny, bo na nich nie mozesz wplynac i pracuj nad soba.
      • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 13:09
        Najlepiej ograniczyć kontakty do minimum, tak samo jak porady. A zabrać się za rozszerzanie prztyjaźni i serdecznych znajomości.
        Nie przyszło Ci do głowy, że siostry mogą też być Tobą zmęczone i odbierać Cię tak samo jak Ty je? Może dłuższa rozłąka spowodowałaby, że stałabyś się cenniejszym gościem?
        Z drugiej strony pamiętam z własnej rodziny kontakty mojej Mamy z jej starszą siostrą. Obie panie mocno już wiekowe nie potrafiły wyjść jedna z roli starszej "wszystolepiejwiedzącej" siostry, a druga z roli "najmłodszego z w rodzinie", z ktorym "nikt się nie liczy jak należy". Było to trochę śmieszne, ale doprowadziło właśnie do ograniczenia kontaktów w momencie w którym obie zostały emerytowanymi wdowami, z całkiem dorosłymi dziećmi i mialyby czas, aby właśnie te relacje siostrzane zacieśniać. Szkoda, ale tak bywa.
        • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 14:02
          Przyszło mi to do głowy, dlatego parę lat temu przestałam ja do nich wydzwaniać, opowiadać, dopytywac się co u nich, starać się by były stałe kontakty itd. I okazało się, że jak ja nie dzwonię to druga strona też nie dzwoni. I w efekcie kontakt mamy wtedy gdy ja jadę do rodziców i się widzimy czyli raz na miesiąc, i to ja muszę przyjechać, bo mnie nikt nie odwiedzi chyba, że jest w moim mieście w interesach i potrzebuje noclegu.
          Ja lubię pogadać o różnych sprawach, poznać inne stanowiska i zdanie na jakiś temat zanim podejmę decyzję. Nie widzę problemu w tym, żeby stwierdzić, że czyjeś rady mi jednak nie pasują więc zrobię cos inaczej. Po co od razu wrzask i agresja że ktoś "śmie" coskolwiek doradzać? Nie jest tak że ja chodzę i pouczam, jak widzę że coś można zrobić lepiej to mówię grzecznie "słuchaj a może by to jednak inaczej" tym bardziej że w niektórych kwestiach mam doświadczenie, a jak tylko zaczynam jakąś sugestię to od razu zwrotna niechęć.
          Ja nie jestem siostrami "zmęczona", bardziej czuję deficyt kontaktów niż zmęczenie nadmiarem. Za to za nienormalne uważam, że zaczynam bać się otworzyć ust, bo cokolwiek mówię to jest źle, a jak nie odgadnę myśli to też foch. Choćby głupie że nie wiem na której półce trzyma kieliszki i dopytuję dwa razy chcąc wziąć, to od razu głośne zniecierpliwienie.
          Niektóre rzeczy z siostrą mamy wspólne, i np nie podoba mi się że zbyt beztrosko się z nimi obchodzi, a strach zwrócic jej uwagę, bo owszem jak już powiem(bardzo rzadko) to za jakiś czas jest uważniejsza, ale na dzień dobry reaguje podniesionym głosem i okazywaną niechęcią że nawet nie mogę dokończyć zdania i wyłuszczenia powodów. Co ciekawsze, siostra wysłucha tych samych porad i uwag od obcych i weźmie pod uwagę, ale wkurza się gdy to samo jest ode mnie.
          Jeśli ja jestem silna i dynamiczna to bardziej mnie się szanuje, jeśli mam słabszy dzień to czuję się odrzucana i pogardzana. Ale przecież kontakty nie na tym mają polegać kto kogo zdominuje...
          Dlatego założyłam ten wątek, żeby nie skończyć stosunków z siostrami tak jak u Twojej mamy. Chcę coś naprawić wcześniej i unormować na ile się da.
          • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 14:57
            aacee napisała:
            > Ja lubię pogadać o różnych sprawach, poznać inne stanowiska i zdanie na jakiś t
            > emat zanim podejmę decyzję. Nie widzę problemu w tym, żeby stwierdzić, że czyj
            > eś rady mi jednak nie pasują więc zrobię cos inaczej. Po co od razu wrzask i ag
            > resja że ktoś "śmie" coskolwiek doradzać? Nie jest tak że ja chodzę i pouczam,
            > jak widzę że coś można zrobić lepiej to mówię grzecznie "słuchaj a może by to
            > jednak inaczej" tym bardziej że w niektórych kwestiach mam doświadczenie, a j
            > ak tylko zaczynam jakąś sugestię to od razu zwrotna niechęć.

            Ale bycć może Twoje siostry uważają to doradzanie, zwłaszcza z pozycji osoby "mającej doświadczenie" właśnie za pouczanie? Ogranicz swoje porady wyłącznie do tych sytuacji kiedy jesteś PYTANA o zdanie, czy opinię. Nie zaczynaj sama żadnych sugestii. Zwłaszcza jeśli coś Ci się nie podoba, albo wiesz na pewno, że można było to zrobić lepiej.
            Chwal to co możesz pochwalić, nie krytykuj tego co Ci się nie podoba.

            > Ja nie jestem siostrami "zmęczona", bardziej czuję deficyt kontaktów niż zmęcze
            > nie nadmiarem.

            A jak Twoje siostry? Bo sądząc z faktu o którym piszesz, że Twoje miesięczne milczenie nie skutkuje jakimiś próbami nawiązania kontaktu z ich strony, to może jednak mają przesyt? I ONE są zmęczone? A Twoje próby nawiązania rozmowy uważają za sposób na kontrolowanie ich życia przez Ciebie?

            > Niektóre rzeczy z siostrą mamy wspólne, i np nie podoba mi się że zbyt beztrosk
            > o się z nimi obchodzi, a strach zwrócic jej uwagę, bo owszem jak już powiem(bar
            > dzo rzadko) to za jakiś czas jest uważniejsza, ale na dzień dobry reaguje podn
            > iesionym głosem i okazywaną niechęcią że nawet nie mogę dokończyć zdania i wyłu
            > szczenia powodów.

            Najlepiej oddzielić i rozgraniczyć wspólne rzeczy, to od razu unikniecie konfliktów na tym polu. Wszak już mówiły jaskółki, że niedobre spółki. Z resztą nie wyobrażam sobie jakie (i po co) przedmioty można mieć wspólne z dorosłą siostrą mieszkajacą zupełnie gdzie indziej?

            > Chcę coś naprawić i unormować na ile się da.

            Najlepiej zacznij zmiany od siebie. Zastanów się czego oczekują od Ciebie siostry i o ile to możliwe staraj się dostosować do ich oczekiwań. Zadaj też sobie (a najlepiej im w szczerej rzomowie) pytanie czy one chcą cokolwiek zmienić, jeśli nie to nie oczekuj cudów.

          • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 15:14
            > Po co od razu wrzask i ag
            > resja że ktoś "śmie" coskolwiek doradzać?

            No jak to po co? Po apodyktycznym ojcu. Jesteś częścią rodziny i jesteś odbierana jako nieodrodna córka ojca, która się rządzi (zauważ, że obcy nie są tak odbierani - bo to obcy). Zdiagnozowałaś siebie, zdiagnozuj i siostrę i bierz tę diagnozę pod uwagę w kontaktach.

            Naprawdę macie wspólne kieliszki?
            • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 15:18
              oj nie wydziwiajcie z kieliszkami, bo nie o nie chodzi, ale o wspólny ogródek działkowy

              nie pytam o diagnozę przypadku, pytam o rady jak to zmienić nie tracąc kontaktów z członkami rodziny.
              • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 15:45
                aacee napisała:

                > oj nie wydziwiajcie z kieliszkami, bo nie o nie chodzi, ale o wspólny ogródek
                > działkowy
                >
                > nie pytam o diagnozę przypadku, pytam o rady jak to zmienić nie tracąc kontakt
                > ów z członkami rodziny.

                Zrezygnować z wspólnego ogródka. Przychodzić na działkę siostry wyłącznie jako zaproszony gość, na luzie, bez pretensji i rozliczania. Podziwiać, to co da się podziwiać, a jak coś Cię drażni, lub denerwuje, albo "wiesz lepiej", to nie krytykować tylko zamilknąć.
                • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 16:21
                  Dalej nie rozumiesz. Nie krytykuję. To, że proponuję "a nie wolisz zrobić tak albo siak" albo "a tego to bym na twoim miejscu jednak nie robiła bo.." to nie jest krytyka tylko propozycja którą można wziąć pod uwagę lub odrzucić - wolna wola. Nie mówię nigdy "źle to robisz, rób inaczej, beznadziejnie ci to wyszło". Chwalę, komplementuję, a jak czasem podsuwam własne pomysły - to zaraz agresja.
                  Nie jest też rozwiązaniem nic nie mów nawet jak widzisz, że coś niemądrze robi, jeśli do czegoś się finansowo sama dokładam ( i siostra woła o to wspólne dokładanie a nie ja) a "zarządzającą" jest siostra ktorej strach zwrócic uwagę. Ostatnio odcinam się od wspólnot, ale to skutkuje tym, że tracimy kontakt.
                  Przychodzę zaproszona, bo ofertę taką sama złożyła i wielokrotnie potwierdzała, że odwiedzając rodzinę mam zostawać u niej. Co do bycia "gościem" to słabo jestem jako gość traktowana jeśli np muszę przyjeżdżać ze swoim jedzeniem bo lodówkę często ma pustą. Zawsze też przywożę cos w prezencie, zdarzyło się nie usłyszeć nawet dziękuję.
                  Nigdy nie przywoziła swojego jedzenia gdy nocowała u mnie, zawsze ja full wypas, dostawała jeszcze ode mnie kanapki na drogę. Więc czasem myślę że już wolalabym u obcego pokój wynająć na jasnych zasadach(tylko, ze w tej miejscowości nie ma) niż tak odwiedzać nie wiedziec o co chodzi, czy nie ma pieniędzy, czy nie ma ochoty na moje towarzystwo, czy nic z tych rzeczy i cos innego ją frustruje a na mnie się tylko wyżywa bo jestem pod ręką - zapytac nie ma jak bo dostaję zwrotną agresję że w ogóle pytam.
                  A przestając tam jeździć tracą rodzice i bardzo zaawansowani wiekiem dziadkowie których automatycznie przestaję widywać.
                  • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 17:17
                    > Dalej nie rozumiesz. Nie krytykuję. To, że proponuję "a nie wolisz zrobić tak
                    > albo siak" albo "a tego to bym na twoim miejscu jednak nie robiła bo.."

                    No to będzie anegdota. Mam ogród. Krwią, potem i łzami na ugorze wyhodowany i wreszcie po paru latach zaczynający wyglądać jak ogród, nie jak ugór. Przyjechała kiedyś moja mamusia i rzekła: No ładnie, ale na twoim miejscu ja bym posadziła kwiatki w oknach.

                    (W najciemniejszym miejscu, gdzie nikt nie chodzi.) Podejrzewam, że czułam się wtedy tak jak twoja siostra. Naprawdę nie możesz sobie darować tych uwag?

                    > > jeśli do czegoś się finansowo sama dokładam ( i siostra woła o to wspólne dokł
                    > adanie a nie ja)

                    Nie dokładaj, nie będziesz się czuła zobligowana do uwag.

                    > muszę przyjeżdżać ze swoim jedzeniem bo lo
                    > dówkę często ma pustą.

                    Jej lodówka, jej problem. Naprawdę można to inaczej rozwiązać niż ostentacyjnie wypakowując żarcie z bagażu ("bo z ciebie, siostra, to taka gospodyni..."). Sklepów w tej miejscowości nie ma?

                    A w ogóle, to to, że siostry same do ciebie nie dzwonią, tylko zawsze ty ("bo jak nie zadzwonię, to stracimy kontakt") nie dało ci do myślenia? Ale nie w kierunku: o jakie złe siostry, tylko w kierunku: jak nie chcą kontaktu, to ich przecież nie zmuszę.

                    Ty nie jesteś czasem najstarsza z tych sióstr?
                    • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:51
                      A gdzież to znowu wyczytałaś że ostentacyjnie wypakowuję żarcie z bagażu? Wręcz przeciwnie, siostry miało nie być na noc, nie uprzedziła mnie że tym razem absolutnie nic nie ma do jedzenia w domu więc żebym się sama zorganizowała, więc przyjeżdżam akurat tym razem wyjątkowo nawet bez jednej drożdżówki a tu w lodówce tylko światło. Więc drauję dwa kilometry dalej na piechotę by mieć co jeść. A wystarczyło powiedzieć, żebym coś z sobą przywiozła a nie stawiać mnie w takiej sytuacji. Ja bym swoich spodziewanych gości poinformowała "słuchajcie, w lodówce będzie pusto". To kwestia czy się szanuje drugą osobę czy nie.

                      • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 17:08
                        No to zaraz, moja droga, no to CZĘSTO ma tę lodówkę pustą czy raptem raz zastałaś światło w lodówce, jak siostra (nie zawaham się tego powiedzieć) uciekła przed tobą na noc?

                        A poza tym już chyba dobitniej nie można było dać do zrozumienia, że się sobie nie życzy gości. No chyba że "siostra, odczep ty się raz ode mnie i przestań przyjeżdżać w gości", ale pewnie nie chciała urazić twoich uczuć...
                        • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 10:22
                          Bosiu...coraz bardziej Cię fantazja ponosi :)))))) Już mi się tłumaczyć nie chce.
                          Coś mi się wydaje, że Ty nie piszesz tu o mnie ani do mnie, tylko o sobie i swoich chorych układach rodzinnych i generalnie współczuję Ci, bo w mojej rodzinie mimo dużego obciązenia z dzieciństwa ciągle jesteśmy sobie bliscy i różne incydenty tego raczej nie przekreślą. Zaś u Ciebie musi być naprawdę kiepsko, że aż tyle w Tobie agresji którą przenosisz na forumowiczów.
                          • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 10:26
                            No cóż, jeśli widzisz w moich wypowiedziach agresję, to ty masz problem, nie ja. Zauważ, że ja cały czas cytuję twoje własne słowa, proponuję więc, żebyś je przemyślała - jeśli uważasz, że to mnie fantazja ponosi.

                            Być może warczysz, bo coś tam trafia w punkt, a ty nie chcesz tego przyznać? Hm?
                            • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 10:36
                              Nie kochana. Ty masz problem, Twoja z pełni przekonania sugestia o tym, jak to biedna siostra ucieka przede mną z własnego mieszkania jest tak komiczna i oderwana od faktów, że zwyczajnie wywołała salwę mojego śmiechu. Rozumowanie pokazuje jakie w Twojej rodzinie muszą być chore układy, że w taki to sposób zinterpretowałas moje słowa. I jak bardzo sobie z tym sama nie radzisz, że tak kilka razy dziennie podciągasz wątek. Dołącza do Ciebie jeszcze jedna forumowiczka, podobnie rozumująca, którą wku...a wlasna matka. No cóż. Ja sobie z kontaktem z siostrami poradzę, czy wy sobie poradzicie ze swoimi rodzinami to nie wiem :). W każdym razie życzę szczęścia.
                              • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 13:18
                                Bardzo dobrze, śmiech to zdrowie :)

                                Mam nieodparte wrażenie, że weszłaś na forum po to, żeby świat cię pogłaskał po główce i utwierdził w przekonaniu, że jesteś biedną, cichą bohaterką, a siostry - siostra właściwie, bo o jednej cały czas mowa - są złe. Tymczasem świat zaczął dawać rady, które ci się nie spodobały (na marginesie, świat w ogóle nie jest od głaskania po główce), więc wpadłaś w złość, zaczęłaś tupać nóżką i wyładowywać tę złość na kimś, kto był pod ręką, czyli akurat na mnie. Mnie nie przeszkadza, przeprosiny przyjęte.

                                Ale widzisz? Tak samo jest z tą siostrą. Świat daje rady nie po twojej myśli, więc tupiesz nóżką i wołasz "a świat [albo Yoma, whatever] jest gupi!". Siostra zachowuje się nie po twojej myśli, więc tupiesz nóżką i wołasz "a siostsycka jest zła!". Takie trochę niedorosłe te twoje zachowania.

                                Podobnie jak wycieczki w stronę rodziny mojej i innej forumowiczki. Nawet nie to, że są nie na miejscu, chociaż są, ale w niczym ci nie pomogą. To też takie... piaskownicowe. W stylu "synku, nie syp piaskiem!" "Ale Bartek też sypie piaskiem!"
              • zosiasamosia_wawka Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 15:47
                Może lepiej by było dla Ciebie,żebyś znalazła sobie przyjaciół czy innych ludzi spoza rodziny, nie tkwiłabyś tylko w relacjach z rodziną. Nie doradzaj im, lepiej poszukaj hobby dla siebie i nowych kontaktów, rozluźnij więzy z rodziną, lepiej wyjdź do innych zobacz jak jest na świecie, jak się czujesz z innymi i inni z Tobą ale inni nie z rodziny..,.
                • verdana Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 16:28
                  "To, że proponuję "a nie wolisz zrobić tak albo siak" albo "a tego to bym na twoim miejscu jednak nie robiła bo.." to nie jest krytyka tylko propozycja którą można wziąć pod uwagę lub odrzucić - wolna wola".
                  Mylisz się - to JEST krytyka. Jak ktoś przychodzi do mnie i mówi mi, jak on by widział umeblowanie mieszkania, ale oczywiście ja nie muszę zmieniać wystroju, albo mi mówi, zę na moim miejscu to on by jednak kupił co innego, niż zaplanowałam - to oznacza, zę uważa, ze ma prawo pouczać mnie, jak mam mieszkać, ubierac się, cokolwiek, a mnie tylko łaskawie pozostawia możliwość nie skorzystania z jego swiatłych rad. Ale on i tak wie lepiej, jak mam żyć. I jest to wyjątkowo nieprzyjemna krytyka - bo oczywiscie słuchający jej wie, ze został potrqaktowany jako ktoś, kto się njie zna, albo robi źle, ale nie bardzo ma szanse polemizować - bo to "rada" , nie krytyka. To są typowe rady teściwoerj typu "bo ja na waszym miejscu, ale róbcie co chcecie". Wywołują naturalny sprzeciw u 90% ludzi.
                  Z dwojga zlego lepiej juz zwyczajnie skrytykować "Nie podoba mi sie". Wtedy choć mozna podyskutować - z "radami" dyskutować się nie da, dajacy rady pokazuje swą wyzszość.
                  Zacznij od tego, zę przestaniesz udzielać rad - juz lepie zwyczajnie powiedz, co Ci sie nie podoba. Ja tu jednak widzę swoistą bierną agresję.
                  • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 16:43
                    To dam przyklad. Swego czasu w mieszkaniu zagnieździły mi się mole spożywcze. Pierwszy raz to widziałam więc przeczytałam wszystko o nich i skutecznie się ich pozbyłam. Przyjeżdżam do siostry i widzę w kuchni, że jej latają takie same mole co kiedyś u mnie. Więc mówię od razu co to jest, że trzeba szybko działać i co trzeba zrobić żeby się ich pozbyć. A siostra foch i obrażone skrzywienie że coś jej "radzę". To co? Mam się nie odzywać na żaden temat?
                    • verdana Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 17:03
                      Innymi słowy - wchodzisz do mieszkania siostry i na wstepie stwierdzaszs, zę w przeciwiweństwie do Ciebie jest niedbała i nie umie się pozbyć moli - czyli jest złą gospodynią. I mowisz jej , mco trzeba robić, aby być dobrą i ze powinna to zrobić szybko - kazdy, absolutnie kady zrozumie to jako "Jak mogłaś tak zapuścić mieszkanie i nic nie robić z tymi molami! Ja jestem od ciebie lepsza, ja wiem wszystko na ten temat, ucz się ode mnie, jak sama nie dajesz sobie rady".
                      A mogłas powiedzieć "Cholera, u Ciebie też są, umiesz coś z nimi zrobić? Bo ja od lat z nimi walcżę, ostatnio wybiłam trochę preparatem X". Albo siedzieć cicho, jak siostrze mole nie przeszkadzają, to nie jest Twoja sprawa.
                      Wcale się nie dziwię fochowi siostry. Natomiast dziwię się, zę nie rozumiesz, albo nie chcesz zrozumieć, ze Twoja rady są pokazaniem własnej wyższości i wytykaniem zaniedbań.
                      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:32
                        Demonizujesz. Właśnie zazwyczaj odwołuję się do tego, że u mnie też coś było źle i się z tym męczyłam, więc jak chce coś zmieniać u siebie to ja zrobiłam tak i takim preparatem. A Ty rozsnuwasz wizję zakompleksionej siostry która się przejmuje moim gadaniem przeżywając traumę że jej brud wytykam. Akurat jej to zwisa co ktoś myśli.

                        Inna historia: Byłam u niej, przyszedł obcy facet dopytać się kto jej robił ozdobny płot. Robił to znajomy siostry. Pogadałam z facetem, za jakiś czas wróciła siostra więc jej sprawozdaję, że był tu taki jeden któremu się kuta furtka podobała i zostawił telefon do siebie, że jak masz ochotę mu dać namiary na tego znajomego wykonawcę to smsm, jak tam uważasz. I opowiadam, że facet przyjechał po latach z zagranicy, że sympatyczny, że strasznie narzekał na porównanie jak kiepsko działają urzędy w Polsce, ze nic się nie da od ręki załatwić.. i tu sw słowo mi wchodzi siostra z wściekłym podniesionym głosem wręcz wrzaskiem "to po jaką cholerę wracał do Polski! mógł siedzieć za granicą jak mu się coś nie podoba a tam tak dobrze!" . Mnie zatkało. Zostawiłam jego nr na stole, mówię że tu jest i wyszłam. Gdyby siostra była przy tym jak ten facet przyjechal to by z nim miło gadała i mu potakiwała że faktycznie użeranie się z urzędami w polsce jest okropne.
                        • verdana Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:56
                          Czyli "Rób tak jak ja, bo ja wiem, a ty nie wiesz".
                          Przykro mi, to jest zachowanie wywołujące powszechną niechęć. Nawet jeśli tego nie rozumiesz, przyjmij to na wiarę.
                          • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 20:04
                            a tak, i dlatego na mnie nawrzeszczała że jakiś facet coś tam? :P
                            • mamapodziomka Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 12:12
                              Sluchaj, moze rzeczywiscie siostra sie na tobie wyladowuje, moze i rzeczywiscie jest tak okropna jak piszesz (a opisujesz wyrazny kontrast - ty jestes super, karmisz, starasz sie, etc. a siostra okropna, niegrzeczna, chamska i sie nie stara).

                              Ale co w zwiazku z tym chcesz zrobic?? Nie mozesz zmienic siostry, mozesz zmienic, tylko siebie. Wiec albo zerwiesz kontakt, albo pogodzisz sie z tym ze siostra dobrych rad nie lubi, nie chce i nie potrzebuje, a dookola ciebie nie skacze.
                            • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 15:40
                              aacee napisała:

                              > a tak, i dlatego na mnie nawrzeszczała że jakiś facet coś tam? :P

                              Wiesz, ja nie dążyłabym do utrzymywania bliskich kontaktów za wszelką cenę z kimkolwiek, kto ośmieliłby się na mnie krzyczeć bez powodu. Wydaje mi się, że macie w tej rodzinie zaburzone wszelkie stosunki i nie potraficie odnaleźć się we właściwych rolach.
                              Ty z jednej strony narzucasz swoje zdanie i udzielasz porad odbieranych jak krytykanctwo, z drugiej pozwalasz się wykorzystywać i krzyczeć na siebie. Potrzebujesz tej rodziny i zamęczasz ją, a sama też dajesz się dręczyć.
                              Trudno na takiej podstawie budować coś mocnego i długofalowego. Może rzeczywiście powinniście od siebie odpocząć i zastanowić się JAK to na nowo poskładać i unormować, biorąc również pod uwagę opcję, że nigdy nie będzie się dało?


                          • anaisanais Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 08:58
                            jaja, ale sie doczepilas, w sumie sama jestes w swoich postach jak ta domniemana autorka - wiesz najlepiej i nie uznajesz ze moze byc inaczej, tak ja obrazujesz a sama piszesz w tym stylu.
                            Domniemana, bo nie wiesz w jakim tonie udziela rad, moze robi to grzecznie i sie nie narzuca, wiec nie jest to styl 'tesciowej'.
                    • sorvina Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 17:07
                      Z jednej strony zdajesz sobie sprawę z tego jak bardzo ty i rodzeństwo jesteście obciążeni z powodu wychowywania się w takiej a nie innej rodzinie, z drugiej strony dziwisz się, gdy siostry zachowują się tak a nie inaczej. Być może po życiu z apodyktycznym ojcem siostry są nadwrażliwe na krytykę i próby dyrygowania nimi. Myślę, że warto to uszanować i nie doradzać chyba, że się same o coś spytają. Niechęć do budowania bliskich relacji też może być spadkiem. Nie zmienisz tego na siłę. Zajmij się sobą i daj im żyć i radzić sobie z przeszłością tak jak potrafią.
                      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:11
                        Dziwię się dlatego, że nie są to osoby "oderwane od pługa" ale inteligentne dziewczyny o(wydawało mi się) sporej samoświadomości, też od dawna psychologicznie rozpracowujące (na własną rękę) rodzinny spadek niezdrowych zachowań i wiedzące czym się to je.
                        To nie chodzi tylko o reakcję na doradzanie, ale nawet na zwykłe moje mówienie o czymkolwiek. Od jakiegoś czasu będąc u siostry zaczynam się bać w ogóle odzywać, cokolwiek jej opowiadać bo bardzo często w odzewie dostaję wyraźną niechęć. Nie wiem czy ta niechęć wynika z mojej osoby czy z jej frustracji z czego innego wynikających(miała w ostatnich latach wiele zmian w życiu). Rozmowy brak. I nie chcę tego tak zostawić bo to zniszczy nasze do tej pory nie takie złe stosunki a nie wiem jak przerwać tą nakręcającą się spiralę.
                        • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 20:53
                          Hm, czy należy przez to rozumieć, że im bardziej siostra cię odtrąca, tym bardziej się jej narzucasz, bo "nie chcę tego tak zostawić bo to zniszczy nasze do tej pory nie takie złe stosunki"?

                          > jak przerwać tą nakręcającą się spiralę.

                          Po prostu przerwać...
                    • szpil1 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 17:14
                      A może to kwestia tonu? A Ty po prostu nie zdajesz sobie z tego sprawy? Mam w pracy koleżankę, która swego czasu piastowała kierownicze stanowisko. I stanowisko atraciła, a dalej zwraca się do współpracowników tonem "dyrektorskim". I dziwi się, że ludzie ją omijają z daleka lub wręcz reagują agresją.
                      Druga sprawa - Tobie może się wydawac, że to co mówisz to porada, a Twoim siostrom - że to krytyka. Jeżeli są jak piszesz " z wielkimi deficytami poczucia własnej wartości, nieumiejętnością rozmowy, niedokochani, niedopieszczeni, znerwicowani" to zwyczajnie każda, nawet życzliwa porada będzie odbierana jako niesprawiedliwa krytyka i wywyższanie się. Znam to z autopsji, ja mam podobnie, też jestem DDA. Staram się z tym walczyc, ale nie jest to łatwe.
                      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:02
                        Ja mam raczej wtedy ton "przepraszam, że przeszkadzam i że w ogóle śmiem coś mówić... " , bo zwyczajnie się już boję odzywać.
                        I chyba to potęguje agresję interlokutora..
                    • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 17:18
                      aacee napisała:

                      > To dam przyklad.
                      > Przyjeżdżam do siostry i widzę w kuchni, że jej latają takie same
                      > mole co kiedyś u mnie. Więc mówię od razu co to jest, że trzeba szybko działa
                      > ć i co trzeba zrobić żeby się ich pozbyć. A siostra foch i obrażone skrzywieni
                      > e że coś jej "radzę". To co? Mam się nie odzywać na żaden temat?

                      Dokładnie tak, masz się nie odzywać dopóki siostra sama nie poruszy tematu moli i nie zapyta czy nie wiesz co z tym zrobić. Jak otworzysz jej szafkę i zobaczysz, że ma w niej bałagan to tez masz milczeć, a nie mówić, że Ty trzymasz wszystkie rzeczy w idealnym porządku i że tak jest łatwiej/higieniczniej. A jak gościsz siostrę to nie zastaw się, a postaw się, tylko normalnie, niech raz też coś będzie musiała u Ciebie dokupić, bo np nie ma chleba na kolację, czy śniadanie i na litość boską nie rób jej kanapek na drogę. Pewnie i tak je wyrzuca...
                      Przyjeżdżaj do nich raz na dwa - trzy miesiące, rodziców zapraszaj częsciej do siebie, a siostrom daj trochę pożyć własnym życiem. Ze wspólnej działki i innych wspólnych rzeczy zrezygnuj/podzielcie się nimi jak najszybciej. No i bezwzględnie zaniechaj tych porad, bo nie zdajesz sobie spraw jak mogą być irytujące mimo Twoich dobrych intencji.

                      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:00
                        Rodzice nie jeżdżą nigdzie, nie odwiedzają rodziny która jest w innych miejscowościach, tak mają i wołami nie da się ich wyciągnąć to do nich dorosłe dzieci mają przyjeżdżać tym bardziej że mają psy, koty i inną żywą menażerię więc to nie do ruszenia bo już próbowałam ich namówić na wyjazdy-bezskutecznie, zresztą i oni a szczególnie dziadkowie są już zbyt schorowani na podróze. I oczekują że się ich będzie odwiedzać, interesować się. Dopytują kiedy przyjadę i tęsknią, mają żal do brata który się bardzo rzadko odzywa kilka że tak olał rodziców i nic go nie obchodzi. Więc jeżdżę co miesiąc-półtora, gdyby nie rodzice to bym czekała aż siostry same wykażą inicjatywę by się spotkać ze mną i pilnowała bym wzajemności. A tak, to one wiedzą że ja i tak się tam zjawię i nie ma przestrzeni do rozwinięcia się innej relacji. Wydaje mi się, że jeśli tak to zostawię i teraz nie zbuduję innych relacji to po odejściu rodziców praktycznie nie będę miała też rodzeństwa.
                        • aqua48 Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:06
                          aacee napisała:
                          > Wydaje mi się, że jeśli tak to zo
                          > stawię i teraz nie zbuduję innych relacji to po odejściu rodziców praktycznie n
                          > ie będę miała też rodzeństwa.

                          Chęć do wzajemnych relacji muszą mieć obie strony..
                          • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 03.09.12, 19:39
                            Generalnie, raczej chcą. Ale ta siostra która dotychczas aktywniej te kontakty podtrzymuje (jeździmy czasem gdzieś razem) równocześnie gdy jesteśmy sam na sam na "jej terytorium" to bywa że się do mnie źle (pogardliwie, agresywnie) odnosi. Jak są jacyś goście to odnosi się do mnie dużo lepiej. A ja się nie chcę godzić na kontynuację schematu rodziców więc pytam kiedy i w jaki sposób reagować by nie przyzwyczając, ze to będzie utrwalona dozwolona norma. Gdy ktoś podnosi głos to się wycofuję.
                            • triss_merigold6 Za dużo oczekujesz 03.09.12, 20:53
                              Za dużo oczekujesz od rodzeństwa. Jesteście dorośli i każda z was powinna mieć własne życie, faceta/męża, dzieci, przyjaciół, znajomych - własny, niezależny krąg. Siostry najwyraźniej reagują na Ciebie alergicznie i poniekąd je rozumiem. Jak moja rodzona siostra - bezdzietna singielka mająca w wuj czasu - pyta z troską czy nie myślałam o np. cyklinowaniu podłogi albo zapisaniu się na basen (podłodze faktycznie przydałoby się cyklinowanie, a basen uważam za samo dobro), to z miejsca mam ochotę w nią rzucić krzesłem, a nie rozważać zasadność sugestii.
                              • xika_da_selva Re: Za dużo oczekujesz 03.09.12, 22:24
                                cos ostatnio krzeslami chcesz rzucac Triss:)

                                Ale co prawda to prawda. Wydaje mi sie Autorko, ze za bardzo skupiasz sie na reakcjach innych (w tym wypadku siostr), jestes uwrazliwiona na ich reakcje tak samo, jak kiedys na rodzicow.

                                Niby jestes juz swiadoma konsekwencji ciezkiego dziecinstwa, zdiagnozowalas sie, jako ¨popychadlo¨, ale jednoczesnie, pewnie polswiadomie, walczysz o swoja pozycje- mimo ze nie masz zadnych wrogow.

                                I tak np. siostrom walisz te kometarze, ktore moze i maja tez cos z dobrej woli, nie sadze, zebys swiadomie chciala im/ jej wyrzadzic krzywde, siostra reaguje na twoje komentarze alergicznie, co dokladnie sie przeklada sie na twoja teorie o popychadle: i w tak mozesz tkwic nawet lata w tej samospelniajacej sie przepowiedni, robiac wszystko, zeby tylko upewnic sie w przekonaniu, ze jestes popychadlem i na nic wiecej cie nie stac- bo podejrzewam, ze wyjscie z roli ¨popychadla¨ (nawet jesli tylko ty tak myslisz) jest o wiele trudniejsze i intensywniejsze niz walniecie kiku komentarzy siostrze od czasu do czasu:)
                                • anaisanais Re: Za dużo oczekujesz 04.09.12, 09:07
                                  no a mi sie wlasnie wydaje ze to raczej siostry widza ja nadal w tej roli popchadla, starej, przyjetej roli, byc moze autorce mimo pracy nad soba jednak nadal brak pewnosci siebie bo np. jak sie na nia wrzasnie to sie zamyka, cichnie, wychodzi, jest pasywna.
                                  Mimo ze walczy (moim zdaniem siostry sa tu 'wrogami' bo nie pozwalaja jej zapomniec o tej roli). Moze nawet ta ogromna chec do bycia z nimi i nadal bycia 'popychanym' tez cos znaczy, ze jednak to poczucie wartosci jeszcze sie nie utrwalilo.
                                • aacee Re: Za dużo oczekujesz 05.09.12, 10:29
                                  Tak sobie myślę, że siostry nie są w stanie mi dać tego, czego same nie mają (emocjonalnie). Więc rozwiązaniem może być faktycznie zmiana nastawienia do nich i zbudowanie silniejszej swojej autonomii, by miały co brac od mnie ;tak w skrócie.
    • premeda Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 09:40
      Tak naprawdę to jesteście dla siebie zbiorem przypadkowych osób, z tym że mających wspólne geny. I nie zmienisz siostry, bo jej na dobrych relacjach z tobą nie zależy, co więcej ona pewnie by chciała abyś się odczepiła i nie narzucała się. Dlatego była akcja ze światłem w lodówce. Niefajnie jest powiedzieć rodzeństwu, żeby się odczepiło, bo się go nawet nie lubi, wszyscy wiedzą, że to jest złe. Stąd chamstwo z nadzieją, że załapiesz. Rodzeństwa nie muszą się kochać i utrzymywać stosunków. Świetnie to widać w pokoleniu naszych rodziców, bo tam liczne rodzństwa były. Mało to sytuacji, że X z Y to udają, że się nie znają za to każdy ma dobre stosunki z Z. Takie rodzeństwa dopóki są rodzice, to widzą się jedynie u nich, na weselach i pogrzebach ale nawet wtedy między sobą co najwyzej zamienią kurtuacyjnie dwa słowa. Moja rada skup się na sobie.
      • yoma Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 17:11
        Tam jest jeszcze ten aspekt, że autorka czuje się w obowiązku odwiedzać rodziców, goszcząc się w tym czasie u siostry, bo pokoi do wynajęcia w miejscowości niet. A gość, którego trzeba ugościć z obowiązku, a w dodatku czyniący uwagi a to o molach, a to o kwiatkach na działce, że krzywo posiane, gorszy od Tatarzyna.
        • lib Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 19:11
          >> Ja mam raczej wtedy ton "przepraszam, że przeszkadzam i że w ogóle śmiem coś mówić... " , bo zwyczajnie się już boję odzywać.
          I chyba to potęguje agresję interlokutora..

          No no, to ja też bym nie wyrobiła. Spokojny ze mnie człowiek, ale jak ktoś się przewraca na grzbiecik, żeby mi pokazać słabiznę, i oznajmia, że właściwie to on przeprasza, że żyje, ale... to mogę nie wydolić. Toż to jest najzwyklejsza ohydnie opakowana agresja. Wysyłasz sprzeczne komunikaty: ja taka biedna, że może lepiej, żebym się nie odzywała, ale się odzywam, bo wiem lepiej. Zwyczajnie się już boisz odzywać, ale się odzywasz. Co cię do tego pcha? Jaka szaleńcza odwaga? Pytam zupełnie serio. Dlaczego musisz, chociaż się boisz? To po pierwsze. Po drugie jak wiadomo powtarzanie w kółko czegoś, co nie działa, jest objawem szaleństwa. Pokazywanie słabizny działa jak płachta na byka, ale nie przestajesz pokazywać. Bo to ustalony model, taki model znasz i czujesz się bezpiecznie? Siostra się pięknie w ten model wpisuje, jakby nie chciała cię zawieść.
          • xika_da_selva Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 21:24
            A moze powielasz model matki? Tj wywolujesz sytuacje, ktore sprawiaja, ze czujesz sie zraniona, jak popychadlo, itp.
            • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 10:48
              Troche tak, na pewno, od lat z tym walczę i myślę, że moje "bycie jak matka" może potęgować u siostry "bycie jak ojciec". Dlatego założyłam wątek, by posłuchac o wskazówkach jak to przerwać skutecznie, bo jeśli we mnie budzi się strach przed mówieniem to zmieniać kontakt muszę natychmiast.
          • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 10:44
            Forumki zafiksowały się na tym, że non stop coś doradzam. Oprócz tego jest jeszcze normalne codzienne życie w którym się wymienia zdania. Ale jeśli opowiadam siostrze, że X mnie zdenerwowała bo coś tam, a siostra posuwa się do sugestii "ostudź z X kontakty, a spotykaj się lepiej z Y" to wydaje mi się, że dużo bardziej mnie "poucza", niż ja ją mówieniem czym można wytępić mole. Więc myślę, że to częściowo spadek relacji rodziców i muszę popracować nad tym, by głośno jej mówić o uczuciach jakie wywołują jej słowa a nie milczeć wlaśnie wtedy. Bo tak samo jak ja jej nie rozumiem, to ona może mnie źle interpretować. I to clue problemu.
    • satoja Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 04.09.12, 20:18
      Napisałaś, że siostry mieszkają blisko rodziców. Więc powiem Ci coś innego, niż większość. One mają przechlapane pod względem emocjonalnym nadal. Bo zapewne rodzice kontynuują między sobą toksyczne zachowanie i obciążają nim dzieci które są najbliżej. A one sobie z tym kiepsko radzą (są samotne więc nie mają odskoczni ani pomocy w złapaniu dystansu) , są sfrustrowane, uciekają w siebie (zamykają się na kontakty rodzinne) lub w agresję, usiłują przerzucić część tego ciężaru na Ciebie, by było bardziej 'sprawiedliwie', albo swoim zachowaniem właśnie wołają o to byś się zainteresowała dlaczego.
      Mieszkasz dalej, nie bywasz tam często, jesteś prawie wolna. Przyjeżdżasz, spijasz ;śmietankę; od stęsknionych rodziców i wyjeżdzasz, One nie, bo prawdopodobnie dzień w dzień rodzice dają w kość kontynuując dawne zachowania i nie pozwalają się wyzwolić od toksyczności. A im starsi tym bardziej problematyczni, nie ma się co oszukiwać, wady z ich młodości na stare lata się potęgują a nie niwelują. Ta się kumuluje i wcale nie łatwo obok toksycznego rodzica żyć.
      Zapytaj czasem sióstr, czy sobie radzą z rodzicami, czy nie trzeba im w czymś pomóc.
      Jeśli siostra podnosi na Ciebie/przy Tobie głos to od razu pytaj 'czemu na mnie krzyczysz'?
      Pisałaś, że to inteligentne osoby więc zrozumieją o co chodzi.
      Siostrze która się nie odzywa po prostu powiedz, że jakby czegoś potrzebowała to niech do Ciebie dzwoni kiedy chce. Ona przypuszczam bardziej od Ciebie czuje się niechciana, niekochana, odrzucona, przytłoczona, jeśli jak napisałać 'warczy' i straciła zdolność zwykłej rozmowy. Musi jej być bardzo ciężko żyć.
      O pozostałych rzeczach, typu zaskoczenie że lodówka pusta, po prostu mów siostrom na bieżąco. Zapewne siostra nawet nie zauważyła, że było Ci przykro z tego powodu, a może była zabiegana i nie miała czasu na zakupy a przyzwyczajona była, że zawsze coś z sobą przywoziłaś więc nie pomyślała o tym. Bądź bardziej wyrozumiała i nie bierz tak bardzo wszystkiego do siebie, o większość rzeczy z którymi masz problem po prostu spokojnie pytaj siostry, bo może wcale Ciebie ich reakcje nie dotyczą. Możesz zapytać 'czemu dziś jesteś taka zła? czy coś się stało? masz jakieś problemy? a kto cię tak wkurzył że aż na mnie krzyczysz?' . Nie poddawaj się, próbuj się spokojnie komunikować, one to docenią kiedyś. Kropla drąży skałę a tak jak napisałam, bliskość na co dzień rodziców i starego środowiska może tu być kluczowa. Ich agresja, czynna lub bierna, wynikiem starych bodźców które mają tuż obok siebie. Pomyśl, jak zachowywała się Twoja matka w stosunku do ojca i........rób odwrotnie. Czyli jeśli unikała, to nie wychodż z pokoju ale rozmawiaj, jeśli podnosiła głos na ojca to Ty nie podnoś ale spokojnie rozmawiaj.
      Zaś wydaje mi się, że musisz też zająć się swoim życiem. Bo wyraźnie czujesz się samotna, stąd analizowanie szczegółowe każdego słowa, zachowania, spinanie się zamiast luzu towarzyskiego, chęć pomocy im by Cię rodzina 'chciała'. Popracuj nad poczuciem własnej wartości i nad swoimi problemami z komunikacją, nie skupiaj się tylko na sobie ale patrz na całość i wszystko będzie dobrze.

      • aacee Pani ekspert 05.09.12, 11:04
        Dzięki za to inne spojrzenie, bo już wątek zaczął się rozwijać w komiczną stronę. Dużo w tym racji, od kiedy jedna z sióstr zamieszkała z rodzicami jej stosunek nie tylko do mnie ale do całego otoczenia zaczął się zmieniać. I mnie boli, że nie dzwoni do mnie, przeżywam to i źle mi z tym, ale faktem jest, że też do innych z rodziny nie dzwoni. Za to gdy jestem u niej to okazuje zaangażowanie w inny sposób, ma zachowania trudne do niesienia bo pełne agresji, lecz mi po trzech dniach z rodzicami pod jednym dachem nóż się w kieszeni otwiera, więc co dopiero jej. Chyba muszę się przestać rozczulac nad sobą i być pewniejszą swoich racji a nie przepraszać że żyję. Chciałam uzyskać na forum konkretne porady, jak reagować w opisanych sytuacjach, na opisane zachowania, na przejawy agresji, jak je zastopować i zmienić relację. Chyba pozostaje mi jedynie poczekać, czy pani ekspert coś mi podpowie.
        • kiki74 Re: Pani ekspert 05.09.12, 11:40
          Wiem,ze nie na moją odpowiedź czekasz;) ale pozwól,ze się wypowiem. Twój problem jest zbyt skomplikowany na to forum. Co się kryje pod tymi wszystkimi zachowaniami rozpracuje tylko psychoterapeuta. Tutaj ludziom często grają emocje, czepną się czegoś i weź się człowieku tłumacz. Możesz pisać elaboraty a forum wie swoje. Nie wiem czy coś skorzystałaś z tych porad, oby.
          • aacee Re: Pani ekspert 11.09.12, 20:05
            Tak, zauważyłam, że na forum ludzie często radząc coś, bardziej mówią o sobie niż o/do rozmówcy ;)
    • cebulowa_zupa Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 05.09.12, 11:43
      Witaj aacee,

      Tez, jak Ty nie pochodze ze zdrowej rodziny i mam/mialam podobne problemy ze swoimi dwoma siostrami. Nie jest latwo "znormalniec", jezeli pochodzi sie z takiego srodowiska nawet jezeli jest sie swiadomym, co jest zle. W praktyce potrzeba wielu niekiedy lat, zeby to zmienic...a i tak nie ma 100% gwarancji sukcesu, bo czym skorupka za mlodu nasiaknie...
      Moje siostry tez wyladowywaly sie na mnie, ja zawsze bylam ta strona dzwoniaca, starajaca sie o staly kontakt, pytajaca sie, co slychac itp. itd. Jako, ze mieszkam za granica, to zapraszalam je do siebie, staralam sie, zeby wszystko bylo na tip top...a co mialam w zamian...fochy, krytyka, olewanie itp. itd. z jedna siostra nie wytrzymalam kilka lat temu i po prostu powiedzialam, ze mam dosc tego i kontakt sie urwal na jakis czas...fine with me...i wiesz, co sie stalo? kontakt sie odnowil, ale juz na innych zasadach, nie jest idealnie, ale widze, ze sie stara, a nawet jak cos nie wyjdzie, to przeprosi...za kazdym razem jak jestem w polsce, znajduje czas, zeby sie spotkac, interesuje sie, co u mnie slychac, naprawde mamy teraz serdeczny kontakt.
      Teraz czas na druga siostre, ktora jest duzo mlodsza ode mnie, aczkolwiek juz dorosla..widze, ze szykuje sie to samo...a wlasciwie wydarzylo sie to samo...i nie mamy teraz kontaktu, bo Jej wprost powiedzialam, ze nie ma sensu jezeli to ma wygladac, tak jak wyglada...
      Moja rada jest taka:
      One sa takie, bo byc moze na te chwile, nie umieja byc inne
      Pozbadz sie strachu, ze zostaniesz sama w zyciu...to jest bardzo irracjonalny strach, ktory jednak ma wielka sile
      Nie przepraszaj, ze zyjesz...zaslugujesz na szacunek, bez wzgledu na to jakie kto ma problemy
      Zajmij sie soba..odwiedzaj Rodzicow dla samego ich odwiedzenia a pozniej wracaj do swojego zycia, przyjaciol, ktorym nie przeszkadza, ze zauwazysz mole w ich kuchni :)

      Pozdrawiam Cie serdecznie
      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 11.09.12, 20:14
        Dziękuję Ci bardzo za tę wypowiedź, ja w unormowanie się kontaktów na przyzwoitym poziomie wierzę, bo wiem że jako rodzina się kochamy i nie kopiemy pod sobą dołków. Więc jest chęć i co najważniejsze -zaufanie wzajemne, a co najwyżej nie ma umiejętności społecznych/komunikacyjnych/emocjonalnych by bliższe kontakty realizować intensywniej. A jeśli nastawiam się na dużo, to gromadzę w sobie rozczarowanie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 06.09.12, 16:07
      Posiadając rodzinę w jakimś obszarze zaburzoną, pragnie mieć Pani rodzinę idealną. I tęskni Pani do tego, w nadziei czy przeświadczeniu, że wtedy dozna Pani ukojenia,ulgi lub zmaże czy odczaruje przeszłość. I od tej pory będzie blisko,normalnie i z poszanowaniem indywidualności innej osoby.
      Tak nie jest i nie będzie. Warto się z tym pogodzić i nie mieć wielkich oczekiwań w tym względzie. Jeśli Pani umie zachowywać się inaczej niż siostry to proszę tak robić bez oczekiwań wzajemności czy rekompensaty. Z czasem to może mieć walor modelujący.
      Siostry zachowują się jak umieją i jak chcą
      Aby nie cierpieć trzeba to przyjąć. Pani przeżycia zależą od Pani wrażliwości, która może jest bardziej krucha. Musi i to Pani wziąć pod uwagę. Jeśli poczuje się Pani dotknięta, można o tym powiedzieć, zaznaczyć to ale się na tym nie koncentrować w taki sposób aby to wpływało na dalsze relacje. Naprawdę nad wieloma rzeczami można przejść lekko do porządku dziennego. To jest pewna umiejętność społeczna jeśli nie zagłuszą jej patologiczne poczucie krzywdy, nadmierna koncentracja na sobie i swoich przeżyciach. Nie sugeruję, że Pani tak właśnie reaguje. Niczego takiego nie spostrzegłam w Pani opisie. Jest to raczej przestroga.
      Warto korzystać z tych lepszych elementów Waszej wspólnej relacji, mniej skupiać się na niedostatkach a więcej na korzyściach z niej.
      No i budować równolegle niezależne grono znajomych o mniej zawodzących zachowaniach, które da wsparcie w razie czego. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • aacee Re: Jak nie cierpieć w kontaktach z rodziną 11.09.12, 20:29
        Dziękuję za odpowiedź. Ma Pani rację, na niektóre zachowania jestem nadwrażliwa i mnie dotykają chyba bardziej niż by powinny. Nadaję im za duży i rozbudowany sens (szczególnie gdy mam gorszy czas i potrzebę pogłaskania a dostaję coś przeciwnego) , podczas gdy są "zwykłymi" zdarzeniami o których można normalnie pogadać i wyjaśnić i zaznaczyć swoją granicę.
        Tyle ile udało nam się osiągnąć w rodzinie pomimo zachowań rodziców (teraz to my ich wychowujemy do normalności i, o dziwo, po latach nawet czasem normalnie ze sobą rozmawiają) to i tak bardzo dużo i powinnam się z tego cieszyć, a nie skupiać na niedostatkach, które będą bo trudno, żeby nagle zniknęły po czymś takim..
        W każdym razie możemy na siebie z siostrami liczyć i to istotne a ja muszę zadbać o swoje życie.

        Dziękuję za wypowiedzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja