aacee
03.09.12, 11:56
Moja rodzina była emocjonalnie toksyczna. Mama DDA wiecznie broniąca swojej pozy pokrzywdzonej ofiary + apodyktyczny pracoholiczny ojciec. Wyszliśmy z tego domu emocjonalnie zmasakrowani, stosunkowo późno odpępowieni, gdy inni już mieli rodziny to my dopiero próbowaliśmy pierwszych partnerów.
Wyszliśmy z wielkimi deficytami poczucia własnej wartości, nieumiejętnością rozmowy, niedokochani, niedopieszczeni, znerwicowani, nieumiejący budować trwałych więzi w związkach, uciekający przed zaangażowaniem by nie powielić chorego modelu związku wg rodziców. Brat nie pije ale za żonę ma alkoholiczkę która zaprzecza swojemu nałogowi. Wszyscy zdolni, inteligentni ale...nie wierzący w siebie, bez przebojowości, nieudolni w kontaktach z ludźmi, wycofujący się, krytykanccy lub podkładający się.. życie to ciąg zmarnowanych okazji, zaprzepaszczonych talentów, niepodjętych wyzwań.
Niestety długo byłam(jestem?) podobna do mamy - stojące w kącie popychadło przestawiane przez innych, bojąca się mieć pragnienia a świetnie wykonująca rozkazy, dająca się wykorzystywać w pracy, nie umiejąca zawalczyć o siebie, nie umiejąca swoich talentów i wytrwałej pracy przełozyć na pozycję i pieniądze. Pogodziłam się, że siebie samej nie przeskoczę, co się dało to zmieniam reszta dalej mi ciąży kamieniem i pozbawia energii.
Ale ja nie o tym.
Miałam w miarę dobry kontakt z pozostałymi 2 siostrami(nie mamy partnerów). Każda z nas mieszka w innym miejscu w tym jedna z rodzicami, zrezygnowała z innego życia by się nimi opiekować na stare lata. I nasz kontakt zaczął się zmieniać, praktycznie tego kontaktu nie ma. Jeśli ja jadę odwiedzić rodziców to kontakt jest, bo pobędziemy ze sobą chwilę, zamienimy kilka słów. Ale już w druga stronę nie ma żadnej aktywności. Nie dzwoni do mnie, nie ma o czym rozmawiać(wcześniej łączyły ciągłe rozmowy o problemach rodzinnych związanych z rodzicami), jeśli już u nich jestem to ja mówię o czymś, opowiadam co u mnie, a ona mało co komentuje, o sobie nic nie mówi, jak skomentuje to często jest to "warknięcie" albo krytyka, aż coraz mniej mam ochotę się odzywać żeby nie dostać "obuchem" słownej pogardy albo nie zostać w pustce milczenia i braku odzewu po moich wypowiedziach.
Druga siostra zawsze mi była bliższa, jest bardziej dynamiczna ode mnie, wiele rzeczy robiłyśmy razem,choć na ogół to ja się dostosowywałam i podporządkowywałam do niej, przez jakiś czas wydawało mi się że mamy dobry kontakt, ja zawsze ją uważałam za tę najfajniejszą z rodziny. Od kilku lat coś się zaczęło psuć(albo od kilku lat zaczęłam dostrzegać to czego nie widziałam wcześniej?), gdy chcę jej coś jedynie doradzić w jej sprawach (np propozycja wyposażenie mieszkania, lepsza lokata bankowa) to reaguje podniesionym głosem, pogardliwą krytyką którą odbieram jak "a cóz ty możesz wiedzieć"... Głośno podkreśla "bo mieszkanie jest jej i nikt nie będzie jej się wtrącał!" choć ja chciałam dać tylko luźne propozycje ciekawych rozwiązań do przemyślenia a nic jej przecież nie każę zmieniać,
jeśli mówię że mój znajomy zrobił tak-i-tak i mu świetnie wyszło, to z miejsca opryskliwa riposta "to niech sobie robi!", gdy zastanawiam się nad czymś i nie odpowiem od razu na jakieś jej sugestie by coś zrobić to zniecierpliwiona, pogardliwie cmoka nade mną i się skrzywia, gdy jestem u niej a czuję się w którys dzień słabsza psychicznie to chodzi koło mnie wkurzona nawet na mnie nie patrząc że czuję się jak intruz i schodzę jej z drogi. Ona ma wiele ciekawych pomysłów i jak ja je podejmę to jest ok, jeśli cos mi się nie podoba i nie uważam tego za mądre to jest foch, nie przyjmuje krytyki choć staram się ją jak najdelikatniej podać.
Przestałam się jej zwierzać ze swoich spraw bo miałam wrażenie, że uważa moje problemy za banalne, opowieści niewarte uwagi, robienie przeze mnie z igły widły, śmiesznie nieistotne. Także ona sama o sobie mi nie opowiada, równocześnie ze swoimi kilkoma koleżankami plotkuje aż furczy, więc to nie jest tak, że nie ma potrzeby zwierzania się. Równocześnie są dni, kiedy jest fajnie, robimy cos razem, stara się zadbać o mnie np robiąc cos dobrego do jedzenia gdy przyjeżdżam, normalnie pogada bez frustracji i agresji.
Wiem też że w razie potrzeby typu choroba mogę do siostr zadzwonić i przyjada mi pomagać.
Ale coraz rzadziej się z nimi teraz kontaktuję, bo ten kontakt zwyczajnie mnie boli. Dochodzi do tego, że zwyczajnie boję się odezwać by nie dostać po emocjach.