Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować?

14.09.12, 13:03
Do tej pory udzielałam się w innych wątkach. Teraz potrzebuję się wygadać i uzyskać kilka porad dla siebie.
Jutro jadę na wesele brata ciotecznego. Nie widziałam tej rodziny od 6 lat, bardzo im zależy na mojej obecności, więc przełamałam niechęć do spotkania z moją toksyczną rodziną, by być z nim w ważnej dla niego chwili. Natomiast im bliżej do wesela tym bardziej wychodzą niedobitki lęków i brak pewności co do tego jak się zachować, jeśli mama z babcią postanowią wykorzystać okazję by coś ugrać. Z powodu ich zachowania zerwałam z nimi kontakt. Już nawet pomijając dzieciństwo w domu pełnym awantur, rozchwianą emocjonalnie matką i babcią dyktatorką, gdzie niszczenie mojej samooceny było na porządku dziennym; przez ostatnie kilka lat, przy okazji rozwodu z ojcem, urządziły mi piekło. Nachodzenie z rana i wyzywanie przez 40 min, grożenie, telefony z pogróżkami 3 razy dziennie, smsy i listy dziwnej treści. Opowiadanie o mnie niestworzonych historii wszystkim dookoła, robienie ze mnie wariatki łącznie z nasłaniem na mnie zaprzyjaźnionego psychiatry. A wszystko po to bym stanęła po stronie mamy i pomogła im wykończyć ojca. Odmówiłam, zablokowałam ich nr w komórce. Kolejny raz nie wpuściłam za drzwi. Oficjalnie jestem wyrodną córką, ostatnią wywłoką, nie zasługuję na nic dobrego i powinnam jej wszystko co kiedykolwiek od niej dostałam oddać, w życiu ciepłego słowa nawet ode mnie nie dostała, jestem chora z nienawiści itp. itd. Mamusia lekceważy zalecenia lekarskie i zdrowy rozsądek, bo uciekanie w chorobę od lat było jej sposobem na życie. Nikt, kto nie widział, jak szczęśliwa była dzwoniąc ze szpitala do wszystkich znajomych by relacjonować swoją sytuację, nie uwierzy. A ja tego nie udowodnię. Prawdą jest to, że po jednej z wizyt w szpitalu (kiedy już zerwałam z nią kontakt, ale odstawiła histerię, że w szpitalu jest strajk pielęgniarek i nikt nie da jej jeść, więc pojechałam i okazało się, że niepotrzebnie, miała jedzenie i pomoc bardzo troskliwych pielęgniarek, a wezwała mnie tylko po to by korzystając z publiki próbować mnie poniżyć jak najbardziej, oskarżając, wyciągając jakieś wstydliwe drobiazgi np. że jako nastolatka zostawiałam majtki na podłodze wieczorem, wiedząc, że nie odszczeknę się przy ludziach), postanowiłam, że więcej mnie nie zobaczy. Zobaczyła mnie raz, rok po rozwodzie zebraliśmy się całą rodziną by spróbować naprawić nasze relacje, okazało się, że mamie raczej chodziło o to byśmy ustalili jak mamy jej zadośćuczynić i jak się nią opiekować, przypomniała nam, że może nas podać o alimenty (ma 300 metrową chałupę a ojca puściła w skarpetkach), a mnie z jadem w głosie spytała czy już mi przeszło. Pożegnałam się i wyszłam.

Oczywiście przez lata próbowałam wytłumaczyć jej i babci, że mnie boli gdy tak mnie traktują, jedyną odpowiedzią było „jak możesz nas oskarżać, przecież my jesteśmy takie dobre/biedne chore/tyle nam zawdzięczasz * niepotrzebne skreślić. Proponowałam terapię rodziną - nie, podrzucałam książki, mama interpretowała je po swojemu. Obydwie nigdy w życiu nie przyznały się do żądnego błędu i nie zmieniły zachowania, nic nie wskazuje na to by to miało nastąpić. A raczej ich zachowanie z wiekiem radykalizuje się. Mniej panują nad emocjami. Zaczynają już nawet szarpać i w inny sposób naruszać strefę fizyczną. Każdą rozmowę z nimi przypłacałam dochodzeniem do siebie przez długie tygodnie. Leczyłam się z poczucia winy, że może powinnam to znosić i opiekować się mamą, to moja wina, że jestem słaba. W końcu przyznałam, że nie jestem cyborgiem i nie potrafię wznieść się ponad słowa i zachowania sformułowane tak by zabolały mnie najbardziej. Mogę tylko chronić siebie tak jak potrafię. Natomiast mama i babcia przemoc wobec mnie i taty stosowały w domu lub przy całkiem obcych ludziach. Reszta świata nie zna ich z tej strony. Mama tak doskonale manipuluje, że większość rodziny uważa ją za skrzywdzoną niewinność.

Na weselu wejdzie o kulach, teatralnie pokazując jaka to jest biedna i schorowana i jaką to podłą córkę ma, że jej nie pomaga. Babcia pewnie jakby nigdy nic spyta, czemu nie odbieram od niej telefonów, w ciągu tego tygodnia dzwoniła do mnie z 20 razy. Nie zamierzam dać się wciągnąć w dyskusję. Po pierwsze to nie ma najmniejszego sensu, po drugie to wesele brata i nie chcę mu go zepsuć. Wertuję książki o asertywności i wybieram odpowiedzi, by mieć je opanowane i użyć, nie dając ponieść się emocjom. Zamierzam unikać ich. Na zaczepki odpowiadać w stylu „przykro mi, że tak uważasz, mam inne zdanie na ten temat, to nie jest miejsce na tego typu rozmowy”. I inne wymijające i nie wchodzące w dyskusję. Natomiast nie wiem czy i jak reagować gdy nie będą zwracać się bezpośrednio do mnie, ale np. teatralnym szeptem żalić się wujostwu czy innym gościom. Nie mam ochoty udowadniać, że nie jestem wielbłądem, ani nawet sposobu, bo smsy i listy niszczyłam. Olewać je? Pokazać, że się nie przejmuję i iść tańczyć na drugi koniec sali?
Mam resztki nadziei, że bojąc się demaskacji, raczej odstawią scenę wspaniałomyślnych i wyciągających rękę do mnie – córki marnotrawnej, niż otwarcie wbijać szpile, ale też nie wiem do końca jak sobie poradzić z hipokryzją takich zachowań.
Rodzina... mam nadzieję chociaż, że zdjęcia wyjdą fajne ;)
    • agcerz Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 13:39
      Skoro już jedziesz (podziwiam i współczuję), to przede wszystkim nie daj się sprowokować. Sama o tym wiesz. Ograniczyłabym się do "dzień dobry" i w miarę możliwości usiadła jak najdalej. Lekki środek uspokajający nie będzie od rzeczy. Po czym baw się doskonale, wręcz szampańsko i w ogóle, ale to w ogóle nie myśl o nich. Tylko brat i jego żona, ty i twój partner. Szepty do ucha, jad sączony i plotki cię nie obchodzą. Tańczysz, jesz, dobrze się bawisz.
      Powodzenia.
      • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 13:46
        Zapas meliski mam. Po weselu jedziemy odwiedzić przyjaciółkę, więc jakby sobota nie wyglądała, niedziela będzie miła. Czas na weselu zamierzam spędzić z pokoleniem rówieśników. Jak mi się to uda, to będzie fajnie. Dzięki.
    • esteraj Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 13:39
      Jak mniemam, to z całą rodziną nie utrzymujesz kontaktów.
      Czego się boisz i na czym najbardziej Ci zależy?
      Wywnioskowałam, że nie chcesz, by inni myśleli o Tobie źle, zależy Ci na dobrej opinii...
      Ale po co?
      Po co masz negować słowa matki i babki mówione do wujostwa? O ile rodzina ma własny rozum, to sama może wyrobić sobie zdanie na Twój temat. Jeśli jesteś w porządku i tak się czujesz, to nie ważne co mówią o Tobie inni. Całego świata nie przekonasz do swoich poglądów. A poza tym nie jesteś zależna od rodziny, bo jak wyżej napisałam, nie utrzymujesz z nimi kontaktu. Jakie to ma dla Ciebie znaczenie co o Tobie myślą?

      Rozumiem, że wbijanie szpilek przez Twoją matkę nie jest dla Ciebie przyjemne... Wysłuchiwanie tych wszystkich aluzji o niewdzięcznej i wyrodnej córce...

      Radziłabym Ci zamianę ról. Zamiast przyjmować, że matka jest autorytetem i to co mówi jest prawdą a Ty jesteś wariatką, przyjmij, że to Ty jesteś mądrzejsza a Twoja matka jest chora na umyśle.
      Czegoś jej w życiu brakuje. Za wszelką cenę ona chce być lubiana, chce zwrócić na siebie uwagę i potrzebuje do tego kozła ofiarnego.
      Jeśli będziesz znała i rozumiała jej motywację, to łatwiej zaakceptujesz jej zachowanie.

      By nie zaostrzać konfliktu proponowałabym lekkie zaspokojenie oczekiwań rodzicielki, w sensie:
      "Mamusiu moja biedna, jak musi być Ci trudno chodzić o kulach...
      Jak ja bardzo żałuję, że nie mogę poświęcić Ci wystarczająco czasu i uwagi...
      Ależ ze mnie wyrodna córka..."

      Wrzuć na luz . Więcej dystansu do siebie.
      • aqua48 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 13:52
        Szczerze? Odpuściłabym sobie w takiej sytuacji to wesele. Obecność na ślubie i spotkanie z młodymi małżonkami potem bez obecności matki i babci. Albo poprosiła pana młodego, o pomoc (w rodzaju np, że siedzisz przy stole młodych, daleko od matki i babci) i obronę przed atakami. Całonocna zabawa w sytuacji kiedy za plecami czai się obmawiający i szepczący po kątach wróg odziany w skórę dwóch biednych, schorowanych i opuszczonych staruszek, to nie jest najlepsze rozwiązanie. Ja bym się tylko umęczyła niepotrzebnie.
        • tully.makker Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:07
          Ja tez bym sobie darowala bywanie w tych samych miejscach gdzie te 2 wariatki. Przyjedzcie na slub, a potem wreczcie mylyuy prezent i spadajcie do przyjemniejszcyh zajec.
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:18
          Moją pierwszą decyzją było - nie jechać. Odwiedzić młodych w innym terminie, na spokojnie. Jednak na wieść o tym, zaktywowała się tamta część rodziny i brat i wuj dzwonili by mnie przekonać. Szczerz mówiąc wzruszyło mnie, że im tak zależy, bo byłam przekonana, że kupili wszystkie historie jakie mama opowiadała o mnie. Obaj to najfajniejsza część tej rodziny. Nie chcę ominąć okazji by razem z nimi świętować ten wielki dzień, tylko dlatego, że 2 kobiety nie potrafią schować kłów jadowych nawet na kilka godzin.
      • mamameg Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 13:58
        Mam podobny problem i mnie jest ciężko znieść, że odwraca się ode mnie rodzina, którą lubię bo mama coś nagadała na mnie czy brata. A rodzina sobie innego zdania nie wyrobi, bo nie są z nami na co dzień. Przykład:mówi że chciałaby, żebyśmy jej z bratem wytrzepali dywan, dzwonię, żeby się umówić-nie bo jak przyjadę z dzieckiem to za duże zamieszanie(nie mam z kim dziecka zostawić), po czym skarży się mojemu wujkowi na złe dzieci. które jej nie chcą pomóc i wytrzepać dywanu. Jak sprostuję to jest kłótnia i dla wujka też nic przyjemnego być wciąganym w czyjeś sprzeczki.
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:35
          U mnie podobnie, choć na odległość. Pomagałam mamę umówić do lekarza, a ona obdzwoniła rodzinę, że odmówiłam pomocy przy wykupieniu leków... I tłumacz, że tak nie było...

          Sama nie chciałam wciągać wuja w konflikt z babcią. Choć może jego by trochę posłuchała, bo to lekarz, więc w jej oczach ktoś. Ale on ma teraz babcię pod bokiem, więc gdyby uznała go za wroga (a "każdy kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie") to miałby piekło. Uznałam, że sprawy między nami to sprawy między nami. Niestety mama i babcia uważają inaczej. Pozostaje mi wierzyć, że sami zorientują się, że jestem normalnym człowiekiem, który radzi sobie w trudnej sytuacja tak jak potrafi, a mama i babcia same sobie dadzą świadectwo swoim zachowaniem. Natomiast zrobią wszystko by wytrącić mnie z równowagi i udowodnić, że mam problemy sama ze sobą. Dlatego nie mogę dać się ponieść. Jednocześnie nie chcę przegiąć w drugą stronę i udawać głuchą tam, gdzie warto coś powiedzieć.

          Kiedyś sobie powiedziałam, że nikt z rodziny nie pomógł mi poradzić sobie gdy mama i babcia atakowały mnie najbardziej, więc nikt z nich nie ma prawa mi mówić jak powinnam się zachować. Poradziłam sobie tak jak potrafiłam. Teraz widzę, że może jednak mogłam wtedy z nimi porozmawiać, bo to, że mama mówiła, że WSZYSCY uważają mnie za wariatkę, to mogła być manipulacja a nie prawda, a ja tego nie weryfikowałam. Ale wtedy nie byłam gotowa na takie rozmowy. Teraz jest okazja by nawiązać kontakt na nowo. Dać szansę się poznać i znaleźć porozumienie. A przynajmniej dać mu szansę.

          Ty masz problem z mamą, która obgaduje Cię przed wujkiem. Ale wujek ma problem z siostrą, która wciąga go w swoje gierki. Nie z tobą. Nie bierz na siebie winy za to co robi twoja matka. Jak on sobie z tym poradzi, to jego wybór.
        • agaja5b Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 17:39
          A wujek nie zmądrzał i dalej daje sie wciągać? U mnie podobnie tylko wujka żona trzyma rekę na pulsie i nie daje mu się angazować w nie swoje sprawy.
      • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:13
        Od lat na terapii odbudowuję swoje poczucie własnej wartości i teraz widzę, gdzie jeszcze zostało coś do zrobienia.

        Dlaczego moja matka zachowuje się tak jak się zachowuje to się domyślam. Nawet mi jej żal, babcia despotka zniszczyła jej życie, ale ona nie miała odwagi walczyć o swoje, babcia jest oficjalnie ideałem, więc ktoś musiał być tym złym. Ona jest naprawdę nieszczęśliwa, ale nie daje jej to prawa do krzywdzenia innych. Niestety w tym swoim bólu rani jak może najbardziej. I nie chodzi o to, że wierzę, że ma rację. Tylko to po prostu są tak kłamliwe i okrutne rzeczy, że bolą, choćbym nie wiem jak starała się je olewać.

        Wygląda na to, że nie wyleczyłam się z traumy osaczenia i zaszczucia przez wrogo nastawionych ludzi. Poczucia samotności i bezradności, gdzie mama i babcia manipulowały otoczeniem i wraz z nim bawili się moim kosztem, a ludzi mi przychylnych zniechęcali do odwiedzin, utrzymywania kontaktów. Nikt nie stanął przez te lata w mojej obronie. Nawet nie wiem czy wszyscy uwierzyli w te oszczerstwa. Skoro wujostwu tak zależy na kontakcie ze mną, to raczej nie. Ja nie miałam siły ani ochoty dzwonić i się pytać, w co uwierzyli, czy mają mnie za wariatkę, kanalię, czy jedno i drugie. Oni nie szukali kontaktu również. Teraz jest okazja by kontakt odnowić, więc nie chcę jej stracić.

        Mam wspaniałego partnera i cudownych przyjaciół. Wiem, że są ludzie, którzy wiedzą jaka jestem i gadaniem mamy się nie przejmą. Ale po tej akcji propagandowej czuję się jak drzewo bez korzeni, oderwana od rodziny. Ledwo udało mi się w miarę uzdrowić relacje z bratem rodzonym i przyrodnim, o którego istnieniu dowiedziałam się właśnie w czasie rozwodu rodziców. Na święta jeżdżę do rodziny partnera, bez swojej poradzę sobie, ale jednak ta sytuacja wrogości czy niedomówień mnie męczy. Jeśli można to naprawić, to chciałabym by tak się stało. Niestety rodzina mamy pozostawała pod jej sferą wpływów stąd obawy, że łatwo kupią to co ona mówi. A robienie ze mnie wariatki podkopuje moją wiarygodność.

        Mam nadzieję, że kiedyś nabiorę dystansu jaki sugerujesz. Nie przestaję nad tym pracować. Natomiast wesele jest jutro i muszę sobie poradzić z takimi emocjami i reakcjami jakie mam na chwilę obecną. Dziękuję za rady.
        • yoko0202 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:51
          skoro niektórym członkom rodziny tak zależy na Twojej obecności, to oznacza, że próby zrobienia z Ciebie wariatki przed wszystkimi nie przyniosły pożądanych efektów, i tego się trzymajmy :)
          tylko święty spokój może Cię uratować, sale weselne na szczęście zazwyczaj są duże, więc spokojnie można spędzić kilka godzin skutecznie unikając spotkania pierwszego stopnia z wieloma osobami, więc cycki w górę i dobrej zabawy!
    • meluzyna102 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 14:51
      Jak widać, rodzina chce mieć z Tobą kontakt:-)
      Proponuję nie wycofywać się w sytuacjach pomówień. Jeśli usłyszysz pod swoim adresem niesłuszne uwagi, reaguj. Nie wchodź w awanturę, po prostu powiedz asertywnie i nieoceniająco, jak Cię rani fakt, że własna matka decyduje się na pomówienia, żeby skłócić rodzinę (nie Ciebie z rodziną a rodzinę) itd. Przygotuj sobie 5 zdań o tym, co było i w razie zaczepki wygłoś je przy wszystkich. jeśli będzie potrzeba, wygłoś te same zdania 10 razy. Twoja mama musi wiedzieć, że jej pomówienia mogą się spotkać z reakcją. Musi wiedzieć, że możesz sprostować kłamstwa. I że to zrobisz. Powinna też się dowiedzieć, że matka, która oczernia swoje dziecko, to w opinii społeczeństwa zła matka. Uważam, że bierne wysłuchiwanie kłamstw na swój temat byłoby zgodą na krzywdę i graniem roli kozła ofiarnego. Nie zachęcam do afery a do asertywnej obrony i stawiania granic. Jesli Twoja mama w efekcie zrobi aferę- to będzie to jej wina wobec młodych, nie Twoja. Nie bierz na siebie odpowiedzialności za cudze niewłaściwe zachowanie. Trzymam kciuki, daj znać, jak było:-)
      Ps. Może się okazać, że sytuacja Cię pozytywnie zaskoczy, warto mieć też jakąś nadzieję:-)
    • rybka64 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 15:42
      Ja tutaj zalożyłam wątek..odizolować się czy nie, ale w tym wątku nie poruszam wielu spraw, spraw mojej mamy. Zmarła 11 lat temu więc za bardzo nie wypada. Mama była bardzo wymagjaąca i nauczyła mnie samodzielności od 6-7 roku zycia. To przykre. Nigdy nie wstawala żeby dać mi jesć i zrobić kanapkę do szkoły, wiec chodziłam glodna. Przychodzilam o 14 dopiero jadłam pierwszy posiłek. Mama spała do 9 a potem loty po sąsiadkach. Nie przytulała mniei nie mowiła że mnie kocha. Nie odrabiała ze mną lekcji, wymagała, ale nie pomagala. jak był koniec roku szkolnego to się chwliła, ze córka czerwny pasek ma. A je byłam pod jej presją. Chorowala na raka, nei mówię że nie przeszła swojego w życiu. Przeszla ale o mnie nie dbała. Cale życie mi wygadywała że ze mną po lekarzach chodizla, jak była awantura a stawałam w obronie ojca. Wojowała gdy ojciec buchnąl z portelefa dwa zlote, a sama papierosy paliła. Po calych dniach u sąsiadek, przynajmniej do południa i obgadywanie. Pamietam taką sytuację, gdy mama była w szpitalu. Miałam wtedy 7 lat. Wrociłam ze szkoły, rozpaliłam w piecu kafolowym i gotowałam sobie kluski kładzione, bo taka byłam glodna. Nie mial się mną kto zająć, babka też w tany chodziła (do drugiego syna jeżdziła, więc ja musiałam sobie sama radzić). Miała już wszysko zaplanowane. Gdy skończyłam szkołę, to ona mi robotę znalazła, bo gdzie w domu będę siedzieć, inne poszły na studia, a ja do roboty, a przecież dobrze się uczyłam,a temat studiów nigdy nie był poruszany. A szkołę skończyłam 12 lat temu. nie wiem czemu taka była, ale sąsiedzi uważają za dobrą kobietę, a ja wściekłości dostaję w środku, bo nie wiedzą jak bylo naprawdę. Gdy miałam kilka lat w awanturze ojciec przypalił mi nogę hakiem. Nie wiem po co ona się żenila i mnie sprowadziła na świat, jedynie po to żeby mi psychę zryć i obniżyć poczucie własnej wartości. Gdy zaczęłam wojowac, bo chciałam zwrócić uwagę na siebie, to uznawana mnei za niewychowaną i pyskatą. A je potrzebowałam troski i wrażliwosci mamy, a nie tyrana pod którego się musze dostosować. Byly takie sytuacje np. szantażowała mnie emocjonalnie, ze popełni samobojstwo. Zamykała się w łazience i mówiła że odkręci gaz. Pamiętam jak waliłam po drzwiach; Nie rob tego, otwórz drzwi. Bawiła się moimi uczuciami i emocjami i psychiką, ktora teraz sama próbuje wyprostować. (sama próbowalam 6 late temu popełnić samójstwo). Po cześci przez nią bo taki dawała mi przykład, i zryła mi mózg. Nie wiem czemu nie tęsknie za nią, nie rozmyslam, rzadko chodzę na cmetarz. Cześciej myślę o babcie mojego męża, niż o własnej matce. Wiem jedno, zryty mózg w dzieciństwie skutkuje w dorosłym życiu i skutkowało, bo z deszcze wpadłam pod rynnę. W rodzinę mojego męża. Więc izolacja, bo życie i zdrowie mam jedno. A mamie tego nigdy niewybaczę, ale te sprawy sobie uświadomilam dopiero mająć dwadzieścia lat z hakiem, co ona mi zrobiła. Wyrządziła mi wielkie spustoszenie emocjonane i psychiczne, a ja będąc dzieckiem uważałam że to co robi to dobre i że to norma. To nie norma, to nanaturzenie i znieczulica. Była po prostu zimną kobietą, która za swoje problemy obarczala mnie i się na mnie wyżywała. Nie zapomnę jej tego nigdy. Może jestem wyrodna córka teraz, ale ona była wyrodną matką.
      • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 16:05
        Gdy mając 16 lat przestałam być grzeczną dziewczynką i zaczęłam się stawiać rodzice wysłali mnie do psychiatryka by mnie "naprawili". Ja uwierzyłam, że musi być ze mną naprawdę coś nie tak, skoro tak bardzo się staram i ciągle słyszę, że wszystko co robię jest złe. W sumie dobrze zrobili, bo tam po raz pierwszy usłyszałam, że nie jestem wyrodną córką, że mało która córka tak dużo myśli o tym jak uszczęśliwiać mamę i może być w końcu zaczęła myśleć o sobie... plus stwierdzenie lekkiej depresji, co teraz jest podstawą to określania mnie wariatką.
        Gdy w połowie studiów wyniosłam się z domu i poszłam na pierwszą terapię dowiedziałam się, że mam totalnie sprany mózg. Rodzice latami manipulacji i presji wmówili mi, że dobre jest to co im służy, a złe to co jest dobre dla mnie. Moje poczucie własnej wartości było mniejsze niż zero. Nie czułam się godna tego, by ktokolwiek poświęcił mi czas i coś dla mnie zrobił i przygniatało mnie poczucie winy, że chcę żyć po swojemu, a nie pełnić rolę potulnej służącej jaką mi wyznaczyli. Długo trwało okręcanie tego, zgadzam się, że to bardzo wpływa na dorosłe życie. Czułam się jak jakaś kaleka, która z jednej strony potrafi wszystko, bo od dziecka radziła sobie sama, z drugiej strony boi się najprostszych rzeczy. Negocjacje z klientem, wystawienie faktury i wezwanie do zapłaty to dla mnie było jak zdobycie Mount Everest. Nadal nie ze wszystkim sobie radzę, ale nie ma porównania z tym co było kiedyś.

        Nie miałam wpływu na to jak rodzice traktowali mnie w dzieciństwie, ale mam wpływ na to jak to dzieciństwo wpływa na mnie, nawet jeśli czasem wkurza mnie ile lat trwa uczenie się na nowo życia, zdrowych zachowań i postaw. Ty też masz. I jednak zachowałabym mocne słowa do opisu podłych zachowań, a nie zachowań i postaw będących konsekwencją doświadczanej przemocy i stawianiem granic.
        Mimo wszystko warto sobie poradzić z poczuciem krzywdy i nie traktować go jako prawa do krzywdzenia innych. Patrzę na moją mamę i widzę, że ona właśnie to robi, ja nie chcę krzywdzić innych. Czasem jest to moją słabością, bo boję się coś ostro powiedzieć, jednak wolę kogoś szanować bardziej niż jest tego wart, niż traktować gorzej, niż na to zasługuje. Zdaję sobie też sprawę, że naturalną konsekwencją nieuzdrowionej krzywdy jest przenoszenie jej na innych i obciążanie ich odpowiedzialnością za całość naszego cierpienia. A tak nie jest i nie mamy do tego prawa, na dłuższą metę nie przynosi to też ulgi.

        Współczuję doświadczeń i polecam terapię, mniej i bardziej konwencjonalną. Wszystko co czujesz, że Ci pomaga. Naprawdę warto.
    • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 16:02
      Sorvina, bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi w wielu trudnych wątkach , uważam, że jestes naprawdę sympatyczną i mądrą osobą. Nie wiedziałam, że aż tak doświadczoną przez życie. Bardzo mi przykro. Na Twoim miejscu nie pojechałabym na wesele, ale to ja. Takie osoby jak Twoja mama i babcia raczej się nie zmieniają, myślę, że obie panie będą odgrywac swój teatr tak jak dawniej. Poproś swojego partnera aby w ostry i niewybredny sposób szybko reagował na ich teksty, staraj się byc ciągle z nim i popros go o opiekę podczas wesela, a sama nie daj się im wyprowadzic z równowagi. Może w jego obecności nie będą takie chętne do sypania chamskimi oszczerstwami. Będzie na pewno trudno. To straszne miec dwie takie żmije za najbliższe osoby.
      • nowy99 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 17:37
        Najsutniejsze w tym wszystkim jest to, ze te dwie toksyczne kobiety nie widza w sobie winy. Jestem o tym przekonana. Do tego tak naprawde tesknia za sorviną, chcialyby miec z nia staly kontakt. Matka, jestem tego pewna, rzeczywiscie czuje sie opuszczona przez sorvine, rzeczywiscie mysli o niej w kategorii egoizmu, niewdziecznosci itp.
        Dzieje sie tak dlatego, ze po pierwsze byla wychowywana przez toksyczna matke (babcie sorviny) i taki model kontaktu, rodzaj jezyka komunikacji, dominacja nad corka, utyskiwanie, egocentryzm jest dlań normalny.
        Okolicznosci te sa bliskie i mnie: egocentryczna, klotliwa, agresywna, wiecznie schorowana mama, ktora z nakrecania sie negatywnie na ludzi, meza, swiat dostala depresji, za ktora wina na rozprawie rozwodowej obarczyla mojego ojca, czlowieka uczciwego, pracowitego, zdominowanego. On wzial to na klate i nawet alimenty jej placi juz przez 8 lat bedzie.
        Bylam smutnym dzieckiem, wzorowym, pomagajacym, wysluchujacym historii o wrednym tacie i kochajacych kolegach mamy, z ktorymi spotykala sie w tajemnicy przed ojcem. Oczywiscie nic z tego nie wyszlo, bo kazdy facet przekonywal sie przeca o jej upierdliwym, klotliwym charakterku. No, tak to bylo, a ja mialam to szczescie, ze od 13 roku zycia mieszkalam w internacie, potem akademiku, do domu jezdzilam na wekendy. Cale moje szczescie.
        Moja mama przyjezdza do nas te 500 km cala szczesliwa na spotkanie z nami, po czym wchodzi i pyta dlaczego zrobilam sobie takie ciemne sciany, przeciez zawsze mowila mi, ze jasne sa przyjemne, ponadczasowe, ale "ty zawszerobilas mi na zlosc, na przekor, szkoda gadac". Mam 40 lat i wiem, ze ona sie nie zmieni, jej niewyparzona buzia tez.
        Mam corke i wychowuje ja ze swiadomoscia, zeby nigdy nie zrobic jej takiej krzywdy, gwaltu psychiki, jaki zrobiony byl na mnie.
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 18:02
          nowy99 napisał:

          > Najsutniejsze w tym wszystkim jest to, ze te dwie toksyczne kobiety nie widza w
          > sobie winy. Jestem o tym przekonana. Do tego tak naprawde tesknia za sorviną,
          > chcialyby miec z nia staly kontakt. Matka, jestem tego pewna, rzeczywiscie czuj
          > e sie opuszczona przez sorvine, rzeczywiscie mysli o niej w kategorii egoizmu,
          > niewdziecznosci itp.

          Przez długi czas próbowałam zrozumieć moją mamę. Rozpoznać co robi świadomie, a co wypiera tak że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Ona żyje w swoim własnym matrixie. To co się dzieje, przerabia by pasowało do jej świata i potem wydaje się autentycznie w to wierzyć. I dlatego jest taka przekonująca dla innych. Np. po akcji z nachodzeniem i wyzywaniem nie wpuściłam do siebie babci, ostatnio mama ze łzami w oczach stwierdza, że tak bardzo ją skrzywdziłam, bo zatrzasnęłam JEJ drzwi przed nosem. Albo przerabia niewinne stwierdzenia, zachowania jako wymierzone w nią. Gdy czytam o narcystycznej osobowości, to większość pasuje. Tworzenie swojego wizerunku, bronienie go, jakby po uznaniu najmniejszej rysy na nim ona miała się rozpaść. Atakowanie zawsze gdy zrobi się coś, co kwestionuje ten wizerunek oraz domaganie jego hołubienia. Zupełni brak empatii. A jednocześnie tragicznie niska realna samoocena, brak wiary w to, że można je kochać takie jakie są.

          Zdaję sobie sprawę z tego, że mama przejęła zaburzone wzorce od babci. Sama też się łapałam na ich powtarzaniu i dużo wysiłku włożyłam w to, by tego nie robić. Uczyłam się jak szanować ludzi a nie osiągnięcia, doceniać a nie krytykować, rozmawiać a nie rozkazywać, strzelać focha, żądać itp.

          Tylko co z tego, że wiem, że gdzieś tam tęskni, że potrzebuje miłości, jak gdy mnie tylko widzi, to odpala jej się tryb predatora. Ona nie potrafi przyjąć miłości, troski. Chce posłuszeństwa, pozwalania by po sobie jeździć. Wiem ile pracy kosztuje uzdrowienie takich tendencji jak się bardzo chce, a ona nie ma żadnej motywacji. Tak jak jest, jest wygodniej. Ja nie zamierzam dawać się ranić, bo bez względu na to na ile świadome jest jej zachowanie - odpowiada za nie.

          > Mam corke i wychowuje ja ze swiadomoscia, zeby nigdy nie zrobic jej takiej krzy
          > wdy, gwaltu psychiki, jaki zrobiony byl na mnie.
          Córka ma szczęście :) Koło przemocy zostało przerwane. Oby jak największej liczbie osób się to udało.
    • agaja5b Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 17:36
      Wiesz a ja myslę że gdyby wujostwu zależało na Tobie i Twoim dobrym samopoczuciu to nie nalegaliby na Twój przyjazd na wesele, powiedzieliby bardzo bysmy chcieli byś przyszła ale rozumiemy Twoja decyzje. Jestes pewna że nie knują czegoś aby próbowac pogodzic Cię z rodziną przed publicznoscią, bo wiedzą że nie odparujesz nic na weselu i zatańczusz jak Twoja matka i babka zagrają? Piszesz że łyknęli wcześniej wersję Twoich wrogów więc jakoś się opowiedzieli. Ja bym nie ufała do końca w czyste intencje i nauczona doświadczeniem zrobiła to co uważam za najlepsze dla mnie czyli odpuściła sobie. Jeżeli zdecydujesz się iść zachowuj się normalnie, dzień dobry i do swojej zabawy i nie daj się sprowokować , nawet jakby podeszły do mikrofonu i powiedzieli o " Twoich majtkach". Widzisz że chca się zabawić Twoim kosztem to wychodzisz i tyle. Nie wiem jednak czy ta gra jest warta świeczki, z drugiej strony nie widzę powodu, dla którego miałabys unikać imprez, lub się nie bawić i chodzić kanałami. Sama byłam kilka tyg temu na weselu, gdzie były też osoby z którymi zerwałam kontakty i olałam je ciepłym sikiem, dzień dobry i koniec. Nic mnie więcej nie obchodziły, bawiłam sie normalnie, jak zwykle.
      • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 18:16
        Szczerze mówiąc ja nie wiem co wujostwo wie i co myśli. Miałam z nimi kontakt, dopóki wraz z resztą rodziny jeździłam do babci na rodzinne spędy świąteczne. Gdy przestałam przyjeżdżać, kontakt ustał. Idealni nie są, na spotkaniach rodzinnych nie raz punktem dnia było nabijanie się ze mnie jak to pomyliłam autokary jadąc w wieku 11 lat do babci. Szkoda tylko, że nikt nie pytał, czemu na dużym dworcu musiałam sobie poradzić sama.
        Wiem, że mama regularnie do nich dzwoniła opowiadając jaka to się jej krzywda dzieje. Mnie mówiła, że WSZYSCY wiedzą, że jestem wariatką, kanalią itp. Uznałam, że ich przekonała, nie miałam siły ani ochoty tego weryfikować. Możliwe, że wujek nie ma pojęcia o groźbach, wyzwiskach i prześladowaniu mnie. Jaka babcia być potrafi wie, sam chronił swoją córkę ukrywając przed babcią fakt, iż zamieszkała z narzeczonym. Inaczej usłyszałabym wiązankę na temat swojego prowadzenia się.
        Tak naprawdę po raz pierwszy mam okazję dowiedzieć się jak nasze relacje wyglądają po tej całej szopce i coś wyjaśnić (jeśli w ogóle poruszą ten temat, ja się nie będę pchała z opowieściami sama).

        Gdyby odstawili taki kwiatek jak piszesz, w trybie natychmiastowym opuściłabym wesele udając się do pokoju hotelowego. Na szczęście mam taką możliwość. Więcej by mnie nie widzieli.
        • agaja5b Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 18:48
          Tak naprawdę po raz pierwszy mam okazję dowiedzieć się jak nasze relacje wygląd
          > ają po tej całej szopce i coś wyjaśnić (jeśli w ogóle poruszą ten temat, ja się
          > nie będę pchała z opowieściami sama).
          Jak to się mówi nie spróbujesz nie będziesz wiedziała, samam musisz siebie zapytać czy chcesz wiedzieć, czy warto.

          Gdyby odstawili taki kwiatek jak piszesz, w trybie natychmiastowym opuściłabym
          > wesele udając się do pokoju hotelowego. Na szczęście mam taką możliwość. Więcej
          > by mnie nie widzieli.
          Nie tylko opuścić ale też nie dać sie i asertywnie powiedzieć, jak tzreba to i 10 razy że nie mają prawa tak robić, jak ktoś wyżej pisał. Mnie bardzo pomaga w takich sytuacjach taka moja naturalna pyskatośc, nie mam kompletnie " wstydu" powiedzieć przy wszystkich obecnych, że coś mi nie pasuje, ale wiem że u innych może być to nie lada problem, aby się przełamać, bo co ludzie pomyslą, własne brudy się pierze u siebie, jak tak mozna do straszych itp, itd.
          • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 19:08
            agaja5b napisała:

            > Jak to się mówi nie spróbujesz nie będziesz wiedziała, samam musisz siebie zapy
            > tać czy chcesz wiedzieć, czy warto.

            Lepiej mieć jasność, niż się ciągle zastanawiać. Niepewność mnie bardziej męczy niż smutna prawda. Więc jestem gotowa zaryzykować.

            > Nie tylko opuścić ale też nie dać sie i asertywnie powiedzieć, jak tzreba to i
            > 10 razy że nie mają prawa tak robić, jak ktoś wyżej pisał. Mnie bardzo pomaga w
            > takich sytuacjach taka moja naturalna pyskatośc, nie mam kompletnie " wstydu"
            > powiedzieć przy wszystkich obecnych, że coś mi nie pasuje, ale wiem że u innych
            > może być to nie lada problem, aby się przełamać, bo co ludzie pomyslą, własne
            > brudy się pierze u siebie, jak tak mozna do straszych itp, itd.

            Obawa przed tym co pomyślą inni już mnie nie powstrzyma jak kiedyś. Natomiast obawiam się, że mogłabym dać się ponieść i powiedzieć coś, czego po ochłonięciu bym żałowała. Mam więc nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie.
            • agcerz Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 19:16
              Sorvina, posłuchaj: niech sobie matka a babką gadają, ty wiesz swoje. JA też miałam, hm, specyficzną? toksyczną? babkę, osobę stosującą wobec mnie bierną agresję. No więc wyobraź sobie, że ona o mnie opowiadała na około, że jestem brzydka, a w szczególności - mam krzywe nogi i wielkie stopy :-))). Naprawdę. Miałam może z 8-9 lat. Czasem mi się to przypomina. I tak patrzę teraz na te moje nogi (mam 40 lat) i widzę, że nie są krzywe, a stopy nie są wielkie, po prostu obiektywnie stopa nr 36 NIE jest wielka :-))).

              Całe gadanie mojej babki o kant tyłka rozbić.

              Pomyśl, że ty nie jesteś ta złą wnuczką/córką z tych chorych opowieści - ty jesteś Sorvina, jesteś fajna, nie jesteś potworem ani przestępcą, masz przyjaciół, ludzi, którzy cię cenią i cóż, szkoda, że własna matka i babka nie chcą znaleźć się w tym gronie. Ich strata!
    • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 22:00
      Dziękuję za wszystkie rady i ciepłe słowa. Pozostaje mi się z tym przespać i jutro wycisnąć z wesela ile się da. Wracam za 2 dni, dam znać jak było.

      Swoją drogą to niezły test tego gdzie zostały jeszcze we mnie guziki, po których naciśnięciu dalej wchodzę w stare role.
      • danaide Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 22:16
        Pewnie już nie zdążysz przeczytać.

        Wszystko zależy od drogi jaką sama przebyłaś. Jeśli jesteś już gotowa na konfrontację i zachowanie spokoju w razie czego - możesz jechać. Jeśli nadal jesteś wodą, która przyjmuje kształt naczynia... Ja staram się trzymać daleko, bo tak jest mi łatwiej - nie jestem gotowa.

        W razie czego - masz gdzie zwiać/nocować z soboty na niedzielę?
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 14.09.12, 23:06
          Jadę koło południa. Na szczęście mam gdzie się ewakuować :)

          Co do konfrontacji, jestem znacznie silniejsza i spokojniejsza niż kiedyś. Potrafię ustalić sama ze sobą, na co się godzę, a na co nie i to realizować. Czy wystarczająco? Tego dowiem się dopiero na miejscu.
    • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 10:08
      Wróciłam bardzo zmęczona a jednocześnie zadowolona. Było znacznie lepiej niż się obawiałam i gorzej niż miałam nadzieję. Udało mi się wykonać to na czym mi zależało – doprowadzić do przełomu w relacjach z tamtą rodziną i choć powierzchownie wyjaśnić jakie jest ich stanowisko co do oszczerstw opowiadanych przez moją mamę. Przekonałam się, że mają duży dystans do ich opowieści, owszem, łyknęli jakieś drobiazgi, nieaktualne informacje o moim sposobie życia, może kiedyś je wyjaśnię. Natomiast wyraźnie jest z ich strony troska i chęć naprawienia kontaktu.
      Mama i babcia przez większą część czasu udawały, że mnie nie znają, babcia tylko rano odstawiła małą scenę z „pocałuj babcię, czemu nie chcesz?”, którą zdusiłam w zarodku przygotowanymi odpowiedziami.
      Natomiast połączenie olbrzymiego napięcia, które mi towarzyszyło, zwłaszcza widząc, jak mama ostro peroruje pokazując mnie komuś, z pewnym brakiem taktu wujostwa i ich specyficznym sposobem dosadnego mówienia bez precyzowania o co chodzi, doprowadziło do nieporozumień, z których przy ostatnim nie wytrzymałam z napięcia i pękłam zalewając się łzami ( „nie opowiadaj ku... głupot”, po tym jak wyjaśniałam pierwsze nieporozumienie odebrałam, jako „nie opowiadaj, że mama coś tam ci robi”, a znaczyło, „nie opowiadaj, że moglibyśmy w jej bajki uwierzyć”). Na szczęście panna młoda zgarnęła mnie od razu na bok i spokojnie sobie wyjaśniliśmy, że nie o to chodziło.
      Nie mogli zrozumieć, że po doświadczeniach ostatnich lat ja spodziewam się najgorszego, bo tego doświadczałam. A ja uświadomiłam sobie, jak bardzo skrzywiło moje postrzeganie przebywanie w rodzinnym matrixie mama/babcia/tata/brat (+ reszta jako widownia nie angażująca się), gdzie NIKT nie stawał w mojej obronie ani nie prezentował innego punktu widzenia. Zachowanie mamy i babci było traktowane jako normalne i usprawiedliwione, ja słyszałam tylko pretensje, gdy się nie dostosowywałam. Ciocia i wujek mają zupełnie inne podejście. Moja mama nigdy nie pozwalała krytykować babci, ciocia przyznaje, że babcia potrafi krzywdzić, manipulować itp. Nazywa po imieniu to co się dzieje. Ja musiałam się mierzyć z poczuciem winy i wątpliwościami, że WSZYSCY uważają, że to co robię jest złe i skąd pewność, że nie zasłużyłam na takie traktowanie i nie powinnam na nie pozwalać... Rzeczywiście podstawą do skutecznego stosowania przemocy jest odizolowanie członka rodziny od wsparcia rodziny z zewnątrz, a potem przekonanie ich, że i tak nie mają w tej rodzinie wsparcia. Wtedy będą funkcjonować tylko w sferze pojęć, przekonań i norm przemocowców. A zaraz obok normalne jest coś innego.

      Widzę, ile jeszcze mi zostało do przerobienia, jak wiele skrzywionych przekonań i nieuzdrowionych do końca emocji jeszcze we mnie siedzi. Najbardziej zdumiała mnie tendencja do wybielania mamy i babci. Patrząc na nie w myślach oczywiście analizowałam co się dzieje i szykowałam ewentualną reakcję. Natomiast na poziomie emocji było: jakie biedne staruszki, widać, że im przykro, że nie podejdę, kurcze jak się za nimi stęskniłam, tak bym podeszła i przytuliła gdybym tylko miała pewność, że nie ugryzą jak się odsłonię”. Ale ugryzą, zawsze tak było, a ta fala ckliwości usypia mi mózg, jakby chciała na chwilę uwierzyć, że jest dobrze, że dobrze będzie. Tyle krzywd, a ja ciągle nie chcę pogodzić się z tym, że jest jak jest i lepiej nie będzie :(

      Teraz trzeba to sobie poukładać i zacząć przerabiać krok po kroku.
      • meluzyna102 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 11:30
        Wygląda na to, że bardzo dobrze się stało, że pojechałaś:-) Młodzi dobrze zrobili, że Cię namawiali na ten wyjazd. Przynajmniej wiesz, że żyłaś w pewnym oszustwie o całkowitym odrzuceniu. Czytając Twojego dzisiejszego posta, miałam skojarzenie z filmem Underground- bohaterka trzymana pod ziemią, utrzymywana w przekonaniu, że poza światem w wersji mini jest wróg;-) Wyszłaś poza straszną fikcję, w której Cię zamykały mama z babcią. Na zewnątrz masz rodzinę:-)
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 11:41
          >Czytając Twojego dzisiejszego posta, miałam skoja
          > rzenie z filmem Underground- bohaterka trzymana pod ziemią, utrzymywana w przek
          > onaniu, że poza światem w wersji mini jest wróg;-) Wyszłaś poza straszną fikcję
          > , w której Cię zamykały mama z babcią.

          Trafne porównanie, tak się właśnie czuję. Czas na eksplorację nowej przestrzeni życiowej i psychicznej :)
          • lubie.misie Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 15:42
            Przeczytałam... Mam wrażenie, że dopóki nie pogodzisz sie z tym, że czas na to, abyś dostała od mamy i babci, to co ci sie należało (czyli akceptację), bezpowrotnie minął, to nadal bedziesz tkwić w przeszłości... Jakie znaczenie ma tekst "o majtkach", gdy jesteś dorosła? Warto to po tylu latach tak przezywać, dobrze Ci z tym? Gdy będziesz pewna własnej wartości - każdy będzie mógł mieć zdanie na Twój temat, jakie mu się podoba i nawet uwagi na to nie zwrócisz ...
            • lubie.misie Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 15:53
              ma być "przeżywać"
            • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 20:56
              Od dłuższego czasu pracuję nad tym by uniezależnić swoje poczucie własnej wartości i samopoczucie od zachowań i słów mamy i babci. To przypomina wychowywanie się od nowa. Wcześniej jakbym zupełnie nie miała granic, poczucia własnej tożsamości. Miałam czuć i myśleć to co czuła i myślała mama, ona twierdziła, że lepiej wie co NAPRAWDĘ czuję i myślę, jaka jestem, niż ja sama. Wyprowadzając się z domu nie wiedziałam co czuję, czego chcę, co lubię a co nie. Rozróżniałam, że czuję się dobrze, albo źle, bez umiejętności nazywania po imieniu co i zrozumieniu dlaczego. Długo trwało zanim zaczęło do mnie trafiać, że ja mogę SAMA określić co uważam, za dobre a co za złe. Zbudować własny system wartości. Nie bać się różnicy zdań, bo nie każdy będzie na mnie wrzeszczał i mnie obrażał, gdy myślę i robię coś inaczej niż on. A nawet jeśli wrzeszczy, to świadczy to o nim, a nie o tym, że ja jestem złym człowiekiem, bo kiedyś tak jednoznacznie to interpretowałam nie rozróżniając, czy te przykładowe majtki naprawdę są dowodem na to, że jestem zła i beznadziejna.
              Po tym weekendzie mam kolejne informacje na temat tego co już przerobiłam, a gdzie cały czas reaguję jak kilkulatka. Wasze uwagi też mi wiele dały. Dziękuję za nie.
              • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 22:13
                "Od dłuższego czasu pracuję nad tym by uniezależnić swoje poczucie własnej wartości i samopoczucie od zachowań i słów mamy i babci."
                Cały czas kręcisz się wokół tych 2 pań, olej je dziewczyno, nie zasługują na to aby poświęcac im chocby 5 sek. Twojego czasu, przecież to są 2 chore, skrzywione kobiety, to, że cały czas do nich wracasz oznacza, że cały czas one mają na Ciebie wpływ... Przestań byc całkowicie zewnątrzsterowna, nie tylko niezależna od tego co mówi mama i babcia, Ty masz byc niezależna całkowicie, OD KAŻDEGO, masz byc sobą dbac o siebie i olewac takie wredne osoby pokroju tych 2 pań całkowicie, wymarz je z pamięci i oglądaj tylko na spędach rodzinnych jak dziwne małpy w klatce po przeszczpie mózgu ;) !!! Dziewczyno walcz o siebie, one Ci i tak już zatruły sporą częsc życia, olej je i żyj sama dla siebie, za każdą chwilę myślenia o nich zacznij sobie dawac kary np. nie wypiję rano kawy, chociaż ją uwielbiam, za każdy dzień nie myślenia o tych okropnych osobach przyznawaj sobie nagrodę np. coś co lubisz b. robic sama ze sobą. Dbaj o siebie a brak kontaktu z tymi zaburzonymi paniami i brak myślenia o nich traktuj jako swoją terapię. Otaczaj się tylko fajnymi dla Ciebie ludźmi, pozostałymi nie zawracaj sobie nawet głowy, tylko unikaj ich.
                • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 23:06
                  Zuzi.1 jak najbardziej masz rację. Po prostu z uzależnianiem swojej samooceny/działań od innych nie mam większego problemu. Natomiast w obecności tych 2 pań wchodziłam w stare role, więc tutaj potrzebna jest moja praca. Żyję po swojemu, od kilku lat przekwalifikowuję się by robić to co naprawdę chcę robić, nie przejmuję się oczekiwaniami społecznymi, mam swoje grono znajomych (z którego już odpadły toksyczne osoby, które przyciągałam kiedyś), swoje pasje i zainteresowania. Tych pań mogę nie widzieć/nie słyszeć pół roku i o nich nie myślę przez ten czas. Natomiast regularnie uczestnicząc w terapii i pracując nad sobą różnymi metodami rozwoju osobistego co rusz natykam na jakiś temat – np. przekonania czy wzorce reagowania, które są mnie w jakiś sposób ograniczają i szukając przyczyny niezmiennie wychodzi jakiś element mojej relacji z mamą/babcią, który muszę przepracować do końca (jakieś nieuzdrowione emocje, wiara w coś co mówiły itp.). Niestety samo stwierdzenie – przestań się przejmować tym co mówią – nie wystarcza, choć na pewno wskazuje kierunek. Bo świadomie WIEM, ale w środku czuję coś innego i trzeba włożyć pewną pracę, by emocjonalnie też to do mnie dotarło. Bo nie chodzi tylko o np. przestanie uzależniania tego czy uznam się za wartościową osobę, od tego co one o mnie myślą. Muszę mieć coś w zamian. Wypracować inne – zdrowsze sposoby dawania sobie tego. Inaczej przypomina to rzucanie jednej używki by wpaść w uzależnienie od innej. Zdaję sobie sprawę, że z punktu widzenia osoby, dla której normalne i oczywiste są dojrzałe sposoby myślenia i zachowania, to wygląda jak kreowanie sobie problemów, których nie ma. Natomiast u mnie pewne formy dojrzałości emocjonalnej i psychicznej nie miały możliwości się rozwinąć, a moje myślenie i reagowanie jest jeszcze zaburzone. Na tym polega bycie Dorosłym Dzieckiem jakiś-dysfunkcyjnych-rodziców, proces rozwoju nie został zakończony i w pewnych sferach życia zachowujemy się jak dzieci. Nie wystarczy wiedzieć, że trzeba coś zmienić. Trzeba jeszcze wiedzieć jak, oraz potrzeba czasu by te nowe zachowania ćwiczyć i ugruntowywać. A czasem można się wykrzaczyć na decydowaniu CO dokładnie trzeba zmienić, bo nasze pojęcie o normalności i zdrowym zachowaniu i myśleniu jest czasem nikłe. Stąd konieczność pomocy terapeuty, który taką wiedzę i dystans ma.

                  Kiedyś myślałam, że wystarczy się wyprowadzić, odciąć i już będzie ok. Okazało się, że wyniosłam się od rodziny, ale rodzina tkwiła we mnie i co z tego, że nie realizowałam ich oczekiwań, skoro nie potrafiłam realizować skutecznie tego czego ja pragnę. Potem myślałam, że ok, trzeba coś tam uzdrowić, ale pójdzie szybko, po co się ciągle babrać w dzieciństwie. Owszem, poszłam do przodu, ale tylko do pewnego stopnia. W końcu nabrałam pokory i stwierdziłam, że trudno, szkoda mi czasu i energii, wolałabym się zająć przyjemniejszymi tematami, ale to jest mój bagaż i dopóki go nie przerobię, będzie się za mną ciągnął. I zaczęłam solidną terapię pod kątem współuzależnienia, DDD i wszystkich tego konsekwencji. Widzę olbrzymią różnicę i będę pracować dalej. Cieszę się tym co już jest fajnego, obserwuję co jeszcze nie wychodzi, namierzam przyczyny, wprowadzam program naprawczy i idę dalej. Pewnie, że chciałabym już teraz było super. Ale od samego chcenia się nic nie zmienia. Najważniejsze to działać tak, by było coraz lepiej i wyciskać z tego co jest, co się da najlepszego.
                  • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 23:34
                    Ok, już rozumiem, czyli działasz metodycznie, częsc rzeczy się nie sprawdziło, wiec działasz profesjonalnie od początku krok po kroku, jestem pełna podziwu dla Ciebie, że przy takiej matce i babce jestes tak mądrą życiowo osobą (mimo, że DDD). Mam kilka pytań do Ciebie, bo dostrzegam, że Twoja wiedza w tym ciężkim temacie (toksycznosc) jest b. duża, dlaczego przyciągałaś do siebie osoby toksyczne? jaki zestaw cech osobowości/charakteru posiadają wg Ciebie typowe osoby toksyczne? jak nalezy postępowac z takimi osobami? jakie są typowe cechy DDD? czy każde DDD powinno uczestniczyc w terapii? w jaki sposób partner w związku może pomóc osobie DDD? Czy Twój partner odczuwa to, że jestes DDD, w jakiś negatywny sposób, co sama o tym sądzisz? Pozwolisz, że popytam jeszcze o inne sprawy dot. DDD i toksyczności, jak tylko coś mi się nasunie. Pozdrawiam ciepło.
                    • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 17.09.12, 23:37
                      I jeszcze jedno, czy jest jakaś literatura odnośnie DDD?
                    • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 00:10
                      Dziękuję za ciepłe słowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy człowiek i jego sytuacja jest inna, ja dobieram metody, które sprawdzają się u mnie. Mam bardzo praktyczne podejście, interesuje mnie to co działa. A jak nie działa, to szukam przyczyny, albo czegoś lepszego.
                      Chętnie odpowiem na Twoje pytania, tylko sobie je przemyślę i na spokojnie odpowiedzi spiszę.

                      Odnośnie literatury, to mało jest "czystego" DDD. Więcej mówi/pisze się o DDA, współuzależnieniu, albo konkretnych problemach jak przemoc, uzależnienia, manipulacje itp. Dlatego czytam wszystko co mi wpadnie w ręce z tych tematów. Z pamięci mogę polecić książki Alice Miller, Susan Forward, Johna Bradshaw'a, oraz 2 polskie, z zestawem afirmacji na zmianę szkodliwych przekonań i wyobrażeń w danym temacie: "Dzieci regresji. terapia dzieciństwa" - Roberta Krakowiaka, oraz "Zanim rodzina Cię wykończy" Anny Atras.

                      Patrząc na siebie i analizując literaturę DDA, rozmawiając z przyjaciółką DDA widzę, że różnice między DDA a DDD są niewielkie. Techniczna przyczyna zaburzeń w dzieciństwie była inna, jedno pamięta zarzyganego ojca i zbieranie butelek, inny mamę kiwającą się w depresji, albo uciekającego w pracę ojca, ale we wszystkich przypadkach rodzice nie spełniali swojej funkcji i potrzeby dziecka były dla nich mało istotne - konsekwencje tego w dorosłym życiu są bardzo podobne. Dlatego DDD znajdzie dużo cennych informacji dla siebie w literaturze dotyczącej DDA.
                      • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 00:34
                        Podejrzewam, że mój mąż jest DDD, ma toksyczną matkę i współuzależnionego od niej ojca, mąż nie jest kompletnie swiadom swoich obciążeń rodzinnych, pełna nieświadomosc... Jest zamknięty na otwieranie mu oczu w zakresie toksyczności i DDD... i jest generalnie trudnym partnerem. Uważa, że się czepiam i za bardzo wszystko analizuję...Nigdy nie powiedział złego słowa na temat zachowań swojej matki, pomimo tego, że wiele z tych zachowań przekraczało wielokrotnie łagodnie mówiąc zasady dobrego wychowania i normalności.
                        W tej rodzinie zawsze na pierwszym miejscu była i jest matka i jej potrzeby, potrzeby dzieci nigdy nie były ważne..., czyli zupełnie inaczej niż w mojej rodzinie...
                        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 14:21
                          Zuzi.1
                          Na twoje pytania odpowiedziałam w osobnym wątku, może dzięki temu ktoś jeszcze z nich skorzysta i coś od siebie doda. Tutaj wypowiem się jeszcze odnośnie Tego co dopisałaś o swojej sytuacji.

                          Moim zdaniem partner nie jest w stanie i nie powinien terapeutyzować swojego mężą/żonę. Może czasem coś podpowiedzieć, zwrócić uwagę, ale reszta jest zadaniem profesjonalisty, który nie tylko ma większy dystans, wiedzę, ale i autorytet. Ty masz fragmentaryczny obraz. Z punktu widzenia partnera nie jest takie istotne, czy partner zachowuje się źle bo mamusia go nie przytulała w dzieciństwie, koledzy naśmiewali się w podstawówce czy dziś szef nakrzyczał w pracy. Liczy się to, że partner zachował się w sposób dla nas przykry i mamy prawo na to reagować i nie życzyć sobie takiego zachowania w przyszłości. A jeśli ono się powtarza to wyciągnąć realne konsekwencje. Bo NIC nie daje partnerowi prawa nas krzywdzić. Świadomość skąd może takie zachowanie wynikać pozwala na zrozumieniem, ale nie powinno prowadzić do usprawiedliwienia i tolerowania.

                          To co możemy zrobić to przyznać się szczerze dlaczego jesteśmy z osobą, która tak nas traktuje i lekceważy nasze uwagi, że takie a takie zachowanie sprawia nam przykrość. Bo to, że partner nadaje się na terapię nie znaczy, że musi z niej skorzystać. On ma prawo być taki jaki jest, a my nie mamy prawa go zmieniać na siłę. On się nie musi dopasować do naszych oczekiwań, a jednocześnie powinien ponosić konsekwencje swojego zachowania i nie możemy go przed nimi chronić.
                          Mamy prawo doświadczać w relacji tego co chcemy, ale warto w pewnym momencie przyznać, że z tą osobą to jest niemożliwe i szukać takiej, z którą jest to możliwe. Jeśli natomiast z uporem maniaka tkwimy w trudnej relacji, zawodząc, że gdyby tylko partner się zmienił to bylibyśmy tacy szczęśliwi, to warto na terapię wysłać SIEBIE i poczytać sobie o kobietach, które kochają za bardzo i inne książki w temacie współuzależnienia, którym pachnie na kilometr.

                          Dobre chęci zdrowego małżonka to za mało. Partner DDD czy inaczej zaburzony musi mieć silną motywację by przejść przez trudny proces terapii. Jeśli jej nie ma, to nic co zrobimy nie naprawi sytuacji. Możemy tylko z niej wyjść. Oczywiście trudniej gdy są dzieci, ale wtedy tym bardziej nie oglądać się aż mąż dojrzeje, tylko chronić je przed obcowaniem z dysfunkcją.

                          Na chwilę obecną Twój mąż ma i niezmienioną relację z rodziną (która może i jest trudna, ale jednocześnie w jakiś sposób wygodna) i żonę, która coś tam szeleści o jakimś DDD, ale można ją olać i robić swoje, bo konsekwencji nie będzie. Nie ma żadnej motywacji by coś zmienić. Dopiero gdy poczuje jaką cenę płaci za kontynuowanie takiego zachowania, może coś zmieni. Ale gwarancji nie masz. Także na to, że zmiana nastąpi w odpowiadającym Ci kierunku, bo przebudowując siebie w czasie terapii partner się zmieni.

                          Przykre to, ale może warto zadać sobie pytanie – czy chcę spędzić z tą osobą życie, zakładając, że być może nic się nie zmieni na lepsze (a pewne zaburzone zachowania radykalizują się z wiekiem), czy też postawić sprawę na ostrzu noża i niech wybiera co jest dla niego najważniejsze, ryzykując, że jednak wybierze pielęgnowanie złudzeń dotyczących wspaniałej mamy i swojego jakże cudownego dzieciństwa. Nawet jeśli on tego nie robi, Ty możesz stawiać granice jego mamie. Jeśli tego nie potrafisz to warto zrozumieć dlaczego i nauczyć się inaczej. Owszem, łatwiej i przyjemniej by było gdyby partner zajął się własną matką, ale dorosły człowiek potrafi bronić swoich granic, nawet wobec teściów. Łatwiej jest radzić sobie z osobami, które szanują nas i nasze uczucia. Wychowana w zdrowym domu, nie musiałaś ćwiczyć innych sytuacji. Ale one bywają i to Twoja lekcja by stawiać granice i robić swoje. Twoja relacja z teściową. Natomiast jednocześnie możesz wyciągnąć wobec męża konsekwencje, że nie zachował się solidarnie wobec Ciebie i nie stanął w twojej obronie, ani nie zamierza zrobić nic, by cię przez negatywnych wpływem swojej matki chronić – bo uznaje, że jest wszystko ok.

                          Daj sobie szansę na szczęście. Jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt ci sam tego nie da.
                          • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 17:30
                            Dzięki Sorvina za odpowiedź, jak zwykle trafnie piszesz. To prawda, że nauczyłam się stawiac granice dopiero rodzinie męża, bo wcześniej nie było takich potrzeb, wszyscy się wzajemnie szanowali w moje rodzinie i nikt nigdy takich cyrków nie uskuteczniał. Ale granice udało mi się postawic i dzięki temu relacje powoli zmierzają ku normalności. Mam takie nieodparte wrażenie, że gdy ta toksycznośc jest w tzw. stopniu średnim (powiedzmy nieco mniej zaawansowanym) idzie z tym jeszcze coś zrobic i powalczyc o normalnośc. Ja tych ludzi takiej normalności uczę niestety...Najbardziej opornie idzie mi z mężem, ale ponieważ jestem uparta, wierzę w to, że i on stanie się normalny, może potrzebna będzie terapia a może nie, zobaczymy, jestem w każdym razie dobrej myśli ;) Swoje granice szanuję i nie pozwolę ich nikomu nie szanowac.
                            • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 17:53
                              Możliwość obserwowania dojrzałego zachowania ma wspaniałe możliwości modelujące. Masz rację, że ze średnim popapraniem da się coś zrobić, silnym już nie. Jaka jest różnica? Moim zdaniem w zdolności do autorefleksji i samokontroli, nawet jeśli odbywa się ona niczym podróż dziecka we mgle. Jeśli zaburzona osoba jest w stanie w miarę kontrolować swoje zachowanie, to może je zmienić nawet. Natomiast bez terapii może się jednocześnie bardzo męczyć, bo działa inaczej jakby emocjonalnie wbrew sobie. Np. przestanie np. kontrolować żonę, ale lęki, że jeśli tego nie będzie robił ona odejdzie, pozostają.

                              Wspaniale, że szanujesz swoje granice i potrafisz je już stawiać. Dbaj tylko o to, by szanować też swój czas i energię, które ładujesz w uzdrawianie rodziny. I nie zmienić się w tropiciela toksyczności. Żyje się teraz i warto przede wszystkim cieszyć się tym co jest dobre, co sprawa, że chcesz być właśnie z tym człowiekiem, bez względu na trudności.

                              Pozdrawiam ciepło.
                              • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 20:40
                                Tropicielem toksyczności chyba się już stałam ;-) sporo znam ludzi toksycznych szczególnie ze starszego pokolenia, ale nie tylko, młodych kilka przypadków też znam. Jak się im dobrze przyjrzec to widac kto z pary jest toksyczny a kto współuzalezniony...

                                I jeszcze jedno dlaczego u toksyków nie ma szczerości w relacjach z innymi, tylko manipulacje i przemoc psych. Z czego to dokładnie wynika?
                                • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 21:18
                                  zuzi.1 napisała:

                                  > I jeszcze jedno dlaczego u toksyków nie ma szczerości w relacjach z innymi, tyl
                                  > ko manipulacje i przemoc psych. Z czego to dokładnie wynika?

                                  Gdy jasno przedstawiasz czego chcesz i twoja prośba zostanie odrzucona to może boleć. Osoba o niskiej samoocenie potraktuje to jako odrzucenie JEJ. Jeśli niby nie chcesz, ale manipulujesz by dostać, to niepowodzenie nie jest takie nieprzyjemne. Nie trzeba mierzyć się z odmową i jej konsekwencjami, nie odsłaniasz się pokazując na czym ci zależy, nie ryzykujesz zranienia. Zresztą z niskiej samooceny manipulacja wynika - trzeba być pewnym swojej wartości by wierzyć, że zasługujemy na to by coś dostać, nawet bezinteresownie. Łatwiej przyjąć, że dostaniemy jak sobie wywalczymy, zmusimy drugą osobę by nam dała. Manipulacja może być też po prostu nawykiem komunikacji. Ja nie potrafiłam porozumiewać się wprost. Poszłam na kursy komunikacji, prezentacji i asertywności i zaczęłam się tego uczyć.

                                  Przemoc też jest zaspokajaniem zastępczym jakiejś potrzeby, której nie możemy lub nie potrafimy zaspokoić bezpośrednio. Np. matka nie potrafi przyjąć miłości i docenienia ze strony dziecka, bo jej niska samoocena filtruje i odrzuca takie informacje, więc dowartościowuje się kosztem dziecka wymuszając pokazowe udowadnianie jaką to jest dobrą matką. Oczywiście bardzo upraszczam, ale takie są moje obserwacje. Czasem nawet mam poczucie abstrakcji, bo manipulant i przemocowiec sam nie pozwala sobie zaspokoić swoich potrzeb w inny sposób. Wokół ma otoczenie, które jest gotowe wiele mu dać, ale na zdrowych zasadach, ale on tego w ten sposób nie przyjmie. A oni nie zgadzają się na manipulacje i inne podłe zagrywki. Z czasem mają ich dość, więc się odsuwają. Manipulant tym bardziej stwierdza, że jego założenia są prawdziwe - ludzie nie chcą mu dać tego co potrzebuje, więc musi mocniej manipulować.

                                  Agresja wobec dzieci jest czasem zastępczym wyrażaniem agresji, której nie można wyrazić do adresata np. moja mama przerzucała nienawiść do matki na męża i na mnie. Obwiniała nas o swoje cierpienie. Ale nie my byliśmy jego sprawcami, więc nie przynosiło jej to uzdrowienia, tylko ją nakręcało. Złość jest ok, jeśli jest kierowana w stronę sprawcy naszego cierpienia - daje nam siłę by się bronić, inaczej, krzywdzi innych nic pozytywnego nie wnosząc.
                                  • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 21:30
                                    Bardzo Ci dziękuję za wyjaśnienia, jest to wszystko dosyc zawiłe, ale powoli zaczynam rozumiec jak tacy ludzie funkcjonują... A dlaczego Twoja matka nie była w stanie postawic się babce, tylko się jej podporządkowała pomimo cierpienia, a potem jeszcze w komitywie z babką krzywdziła ojca i Ciebie. Skad ta siła w babce, dlaczego udało jej się Twoją matkę zmanipulowac, psych. uzaleznic i pogrążyc plus jeszcze namowic do gnębienia Ciebie i ojca? Czy Twoja matka gnębiła Ciebie i ojca, żeby przypodobac się babce, żeby ta mniej niszczyła ją samą w efekcie?
                                    • zuzi.1 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 22:01
                                      "Czasem nawet mam poczucie abstrakcji, bo manipulant i przemocowiec sam nie pozwala sobie zaspokoić swoich potrzeb w inny sposób. Wokół ma otoczenie, które jest gotowe wiele mu dać, ale na zdrowych zasadach, ale on tego w ten sposób nie przyjmie. A oni nie zgadzają się na manipulacje i inne podłe zagrywki. Z czasem mają ich dość, więc się odsuwają. Manipulant tym bardziej stwierdza, że jego założenia są prawdziwe - ludzie nie chcą mu dać tego co potrzebuje, więc musi mocniej manipulować."
                                      - no właśnie to jest ciekawe, dlaczego manipulant nie przyjmie tego co mu bywa ofiarowywane na zdrowych zasadach? Dlaczego tego nie potrafi, dlaczego zakłada, że najpierw musi wszystkich zmanipulowac i oszukac, żeby cos dostac- czy to wszystko przez tą niską samoocenę? Niewiarygodne to jest wręcz. Jak niska ta samoocena musi byc, aby tak się zachowywac i traktowac to jako normę...

                                      Ok, częsciowo z tego fragmentu doczytałam, ale dalej nie za bardzo rozumiem dlaczego tak robiła, że obwiniała Was o jej cierpienie spowodowane przez babkę?:

                                      "Agresja wobec dzieci jest czasem zastępczym wyrażaniem agresji, której nie można wyrazić do adresata np. moja mama przerzucała nienawiść do matki na męża i na mnie. Obwiniała nas o swoje cierpienie. Ale nie my byliśmy jego sprawcami, więc nie przynosiło jej to uzdrowienia, tylko ją nakręcało. Złość jest ok, jeśli jest kierowana w stronę sprawcy naszego cierpienia - daje nam siłę by się bronić, inaczej, krzywdzi innych nic pozytywnego nie wnosząc."
      • satoja Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 19.09.12, 12:03
        Chyba do końca nie uwolniłas się od "konieczności bycia zrozumianym" przez bliższą i dalszą rodzinę, z prób wyzwolenia się od matki szukaniem poparcia w dalszych krewnych. Proszenia się by Cię jednak akceptowali. Więc tłumaczysz się ze swoich zachowań jakimś wujkom, ciotkom i pociotkom by stanęli w Twojej "obronie". Właściwie niby po co? Średniostatystyczny człowiek nie ma ochoty brać na siebie na dłużej problemów z emocjami jakichś krewnych. Wielu lubi plotkować o tym i przetaczać w kółko rodzinny syf, bo sami są dośc toksyczni więc trzymają się obgadywania innych bo cudze problemy to świetny temat do wypełniania sobie pustego życia.
        Płaczesz, rani Cię głupie gadanie ograniczonego wujka, śledzisz zachowania matki i babki i przeżywasz ich gesty interpretując je negatywnie i raniąco dla siebie. Ciągle jesteś zanurzone w poczuciu krzywdy i strachu, że pozostali członkowie rodziny Cię nie zrozumieją albo odrzucą.
        A właściwie nie musisz się z niczego tłumaczyć. Masz prawo żyć niezależnie od tych wszystkich osób, nie musisz prosić się o ich akceptację i udowadniać że miałaś prawo zerwać kontakty z matką. Jesteś dorosła, możesz żyć tak jak chcesz. Więcej pewności siebie. Nie ma potrzeby tłumaczenia się przed tłumem ciotek z tego, dlaczego nie masz ochoty widzieć rodzicielki. Opowiadanie o szczegółach emocjonalnych traum u większości wzbudzi opór i puste niezdrowe zainteresowanie. To, że ktoś jest krewnym to jeszcze nie znak, że umie być Twoim przyjacielem. Wystarczy dla większości sucha informacja, że miałaś ważne powody by się od rodziny odciąć i że są one zbyt ciężkie/poważne byś chciała o nich opowiadać osobom postronnym. To zamknie usta w stosunku do Ciebie. A wystarczy że zobaczą, iż dobrze sobie radzisz, masz udane życie, szanujesz siebie i chodzisz z podniesioną głową nie dając się wciągać w rodzinne obgadywanki.
        • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 19.09.12, 12:44
          Czytam sobie Twojego posta (bardzo Ci za niego dziękuję) i mam poczucie abstrakcji. Z jednej strony całkowicie się zgadzam z tym co piszesz, z drugiej zastanawiam jak to możliwe, że dla mnie oczywiste jest coś innego. Owszem, racjonalnie wiem i już coraz częściej się przebija też do mojej podświadomości takie myślenie ( bardzo pomogło mi to wesele i konfrontacja pewnych przekonań i lęków, z rzeczywistością), z drugiej całe życie wierzyłam, że rzeczywistość jest inna.

          Wrażenie wychodzenia z zamkniętej społeczności, rządzącej się jakimiś dziwnymi prawami, do świata, który okazuje się działać zupełnie inaczej, jest silne.
          Ja byłam wychowywana, że rodziców i dziadków trzeba się słuchać i całe życie to co mówią powinno być dla mnie najważniejsze na świecie. Oni wiedzą lepiej ode mnie co jest dobre, jeśli robię coś czego nie rozumieją, to na pewno jest to złe i fatalnie na tym wyjdę. Babcia wybierała do którego liceum mam iść, wybiła mi z głowy psychologię lub asp, na które chciałam pójść. Decydowała o tym, że brat ma ściąć włosy (a miał takie fajnie loczki ^^), chciała decydować o tym z kim mamy się spotykać. Wujostwo miało do niej dystans i chronili swoje dzieci wysyłając je na studia na drugi koniec polski, ukrywając przed babcią zbrodnie jak zamieszkanie z partnerem itp. Moi rodzice kazali się słuchać, czasem dla własnego świętego spokoju. Bo gdy ja się upierałam, to oni mieli awantury.
          Wmawiano mi, że jakakolwiek niesubordynacja wobec rodziny to zbrodnia, a zerwanie kontaktów to zbrodnia niewyobrażalna i wszyscy mnie za to potępią. Próbki jak to potępienie i odrzucenie będzie wyglądać miałam często, mama starała się mnie utrzymywać w przekonaniu, że wszyscy uważają, że jestem taka i owaka, a nawet jeśli teraz tak nie uważają, to jak mnie zobaczą to na pewno tak pomyślą, bo jestem wielkie nic.

          Podejście - tylko doskonałość zasługuje na szacunek, sprawiało , że nie wierzyłam w to, by ktoś z zewnątrz - dalsza rodzina czy inni - docenili mnie. Pewnie stąd wzięło się pragnienie by wytłumaczyć im, że jeszcze nie jest super, ale kiedyś będzie - by przekonać ich by mnie zaakceptowali. Chore, wiem, ale jeśli wychodzisz z założenia, że to, że jesteś-jaki jesteś nie wystarczy, to co Ci pozostaje? Manipulacja lub przekonywanie do siebie.

          To jakby się dowiedzieć na ostatnim roku studiowania fizyki, że podstawowe prawa, z których wynikają wszystkie inne są błędne. Trzeba wszystko zmienić, uczyć się od nowa.

          Staram się tylko nie popaść w jakieś samopotępianie się, bo jak widzę głupotę mojego myślenia/postępowanie to żal rzyć ściska.
    • plum1234 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 17:11
      Sorvino,
      gdy Ty zbieralas sily i cala swoja madrosc przed wyjazdem na wesele, ja przypomnialam sobie, jak moja matka pokazywala moim kolezankom moje ponczochy przyszyte do pasa i jak sie okropnie tego wstydzilam. Jak z obrzydzeniem opowiadala swojemu kochankowi, ze dlugo smarkalam. Jak porownywala mnie z koleznakami, a ja zawsze bylam najbrzydsza. Jak pokazywala moje stare zdjecia, ktorych sie wstydzilam, mezowi mojej siostry. Bylam posmiewiskiem?
      Nie mowila mi, ze nalezy sie myc i jak. Wiele rzeczy musilam odkryc sama. Nie znam uczucia przytulenia przez matke ani kochajacych slow.
      Pozwalala swojemu kochankowi spac ze mna? Bo musiala byc wtedy w domu.
      Jako 15-latka wyjechalam do internatu. Gdy 1 raz przyjechalam po miesiacu , nie wyszla po mnie ani nie bylo jej w domu, byla gdzies na imprezie.
      Bylam u niej kilka miesiecy temu i z przerazeniem zobaczylam, ze wiele jej zachowan, ktorych nie znosze u siebie, mam chyba po niej???

      Dzieki, ze zalozylas nowy watek na temat DD, wiele musialas przejsc i dzieki, ze sie tym dzielisz.
      • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 18:10
        Zawsze jak czytam opowieści innych DDD/DDA to stwierdzam, że jednak u mnie nie było tak źle i chce mi się wyć, że można było tak dziecko skrzywdzić. Pozostaje mi napisać, że bardzo współczuję i rozumiem.

        Dla mnie główną motywacją przez lata było "nie być taka jak moja mama, nikogo nie krzywdzić tak jak ona". Może dlatego dla mnie priorytetem było uzdrawianie zachowań w relacjach. Natomiast z przerażeniem odkryłam, że zaczynam partnera traktować tak jak ona traktowała ojca, że przestaję myśleć o jego zaletach i skupiam się na wadach, które w moich oczach rosną do niewyobrażalnych rozmiarów. Krytykuję, bo przecież mam powody, ale chwalić nie chwaliłam, bo przecież za "normę" się nie chwiali. Zrozumiałam, że nie potrafię inaczej, bo tylko takie wzorce znam.

        Uczyłam się myśleć inaczej. Zmuszałam się, na początku czując, że to jakaś abstrakcja, do wyliczania każdego dnia co w nim cenię i mówienie mu paru rzeczy z tej listy. Zmieniałam przekonania i nastawienia za pomocą afirmacji, uczyłam się technik asertywnej komunikacji. Z czasem pozytywny sposób komunikacji wszedł mi w nawyk. Ale trzeba było znacznie podnieść samoocenę, bym potrafiła powiedzieć szczery komplement komuś, kto zrobił coś lepiej ode mnie. Wcześniej było to dla mnie jednoznaczne przyznanie się do tego, że poszło mi gorzej.

        Także takie wzorce rodzinne to nie wyrok, raczej jedyny znany ci w tym momencie sposób reagowania. Możesz przez wiedzę i trening go zmienić.

        Pozdrawiam :)
        • plum1234 Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 18.09.12, 19:10
          Sorvino,
          pisalas w tym 2. watku o sobie i Twoim partnerze, ja odnajduje sie bardziej w zachowaniach, jakie przejawia (przejawial) Twoj partner, odcinam sie od ludzi i nie umiem budowac relacji - pisalas tez, ze oboje przechodziliscie terapie, moglabys mi polecic terapeute (moze byc na priv)?
          • sorvina Re: Na weselu z toksyczną rodziną - jak reagować? 19.09.12, 10:08
            plum1234 napisz na sorvina@gazeta.pl
Inne wątki na temat:
Pełna wersja