rakas3
28.09.12, 17:27
Witam,
mija prawie rok, jak poradziłysciie mi rozejsc sie z mezem. Forumki miały racje, w tle był romans, w co ja usilnie nie chciałam wierzyc... do tego romans z dwudziestolatką. P. postaowił oddac sie przyjemnościom i uciechom, nie ma czego ratować.
jakos daje rade, w sumie jest spokojniej, gorzej pod względem finansowym, ale teskno mi za tym zycie, które prowadzilam przed jego romansem. było bardzo dobre.gorzej niz ja wyprowadzke znosi moj synek (3,5 roku), własciwie wrecz fatalnie- choruje, chudnie, jest rozhisteryzowany.
Na poczatku, po odjesciu tata usunał sie w cien. jednak, jak sam stwierdził, on chce byc jednak cały czas w zyciu dziecka. zaczeły sie wiec wizyty codziennie, rano, potem odbiór z przedszkola, no i wieczorem tez... oczywiscie, kiedy nie miał randki.
Synek mysli cały czas, ze tata chodzi do pracy, dlatego go tak czesto nie ma.
Wydawało mi sie, ze dobrze robie wpuszczając tak eksa o naszego zycia. teraz widze, ze idzie to w złym kierunku. Eks czuje sie u mnie w domu, jak u siebie. Kiedy ma ochote to przychodzi, a wszystko to dla dobra dziecka.,.. zaczełam protestować, to okazuje sie, ze jestem wyrodną matką, bo chce ograniczyć kontakty. Fakt, ze syn strasznie żle znosi nawet 1 dniową rozłąkę, cały czas doppytuje sie wtedy o ojca, płacze, kaze mi dzwonić.
Eks był bardzo dobrym, kochającym ojcem. Z tego powodu, a moze troche dla siebie pozwoliłam mu na taki rytm kontaktów... tylko, ze on sie dobrze i komfortowo czuje, do tego dobrze bawi, a my cierpimy dalej..ja tez, bo widze, co sie dzieje z moim dzieckiem. no i do głowy przychodza mi takie głupie pomysł, ze zycie z nim nie było takie złe, ze moze wróci.
poradzcie cos.